Staram sie, ale...

04.07.08, 11:17
Witam ponownie, jakis czas temu pisalam, ze mam b. negatywne
podejscie do mojej pasierbicy i ze chce to zmienic. No i od kiedy
przyjechala do nas na wakacje to staram sie to postanowienie
wprowadzic w zycie.
Dwa pierwsze dni byly super (pisze o sobie bo Mala generalnie jest w
porzadku - nawet jak ja nie jestem), bylam dla niej mila i
sympatyczna i przychodzilo mi to z latwoscia, naturalnie. Wszyscy
byli zadowoleni. A potem znow cos zaczelo sie psuc, cos zlego we
mnie probuje wstapic i znow mam jakies opory, problemy, obiekcje -
najgorsze ze w zasadzie bez powodu, ale staram sie z tym walczyc.
Zupelnie nie wiem dlaczego taka jestem. Nie wiem co ja cierpie to
tej dziewczynki??
A tak generalnie to mam wrazenie, ze macocha i tesciowa to jakos "z
tradycji" sa raczej zle - czy to nie jest podswiadoma (a czasem
swiadoma) walka o uczucia mezczyzny.
Pozdrawiam i staram sie nadalsmile
    • kicia031 Re: Staram sie, ale... 04.07.08, 12:47
      A m,yslals o jakiejs terapii? Tak zeby zrozumiec korzenie swoich
      uczuc? W koncu tak naprawde to ty na tym najbardziej cierpisz?
      • konstancja16 Re: Staram sie, ale... 04.07.08, 12:54
        jak masz ich dosyc i Ci sie gotuje w srodku to sie nie zmuszaj, bo
        bedzie gorzej dla wszystkich. ucieknij od nich na troche i
        odpocznij. zbierz sily do dalszej walki wink)

        nie wiem czy Ci to pomoze, ale ja czasem robie taki wewnetrzny deal:
        wywalam NM z Malym z domu w sobote (albo uciekam sama, ale
        generalnie sie rozdzielamy), ale zbieram pozytywne fluidy zeby potem
        w niedziele spedzic czas wspolnie, rodzinnie i w taki sposob, ktory
        bierze pod uwage Malego. zdecydowanie lepsze od ciagania sie z nim
        przez caly weekend, wszyscy nabuzowani i poddenerwowani, jest
        spedzenie z nim kilku godzin, ale z pozytywnym nastawieniem i z
        zalozenia 'pod Malego'. np. puszczenie z nim latawca, albo czytanie
        ksiazek albo gra w pilke.

        lepiej mniej a dobrze niz duzo ale kipiac z irytacji w srodku. u
        Ciebie chyba jest inaczej, bo z tego co pamietam masz rzadki
        kontakt, ale jak masz juz dosc to zrob sobie przerwe. ale z
        zalozeniem ze potem cos milego dla dzieciaka.... taka jest zazwyczaj
        moja strategia, moze beda inne pomysly na przetrwanie?
        • dyderko Re: Staram sie, ale... 04.07.08, 13:21
          Ja też bym radziła się nie zmuszać do kontaktów „z zaciśniętymi
          zębami” a raczej przepracować z sobą, a najlepiej z terapeutą co
          jest powodem takiego a nie innego Twojego wewnętrznego nastawienia.
          Bo jeśli mają na to wpływ jakieś uczucia czy lęki które zepchnęłaś
          bardzo głęboko to zmuszanie się tylko utrudni Ci zmianę istniejącego
          stanu.
        • jayin Re: Staram sie, ale... 04.07.08, 13:22
          Pomysł Konstancji jest dobry.
          Sama tak robię - i to nie tylko w związku z nie swoimi dziećmi, ale własną rodziną też...wink Czasem tak jakoś irracjonalnie zaczyna mnie jakaś cholera nosić i zaczyna buzować w środku. Zamiast zaciskać zęby - trzeba pozwolić wykipieć wszystkiemu, ale najlepiej na osobności.

          Jak więc poczujesz, że zaczyna w tobie się gotować - to trzeba się odseparować od pasierbicy - i wtedy samo się uspokoi. A ty wrócisz do M i małej już "wygotowana" smile I będzie łatwiej być "dobrą macochą".
    • pola.cocci Re: Staram sie, ale... 04.07.08, 14:16
      Dzieki dziewczyny, widze, ze zawsze mozna na Was liczycsmile))
      Terapii probowalam (moze nie koniecznie w tej sprawie, ale to tez
      troche przerabialam) tylko ze trafilam na marna terapeutke, wiec
      niewiele mi to pomoglo, moze jeszcze kiedys sprobuje.
      Macie racje, zeby sie nie zmuszac, bo to jeszcze gorzej i czasem tak
      robie, ze "uciekam" z moim synkiem przynajmniej na jakis b. dlugi
      spacer.
      Nie moge sobie uswiadomic ani przypomniec co sie takiego stalo, ze
      zaczelo mi byc ciezko z cala ta sytuacja, bo na poczatku naszego
      zwiazku z M tak nie bylo. Wrecz przeciwnie, cieszylam sie ze on jest
      dobrym ojcem (chociaz teraz uwazam, ze jest raczej przecietnym i
      musze uczyc go bycia dobrym ojcem dla naszego syna - ale to inna
      sprawa), Mala lubilam, bawilysmy sie razem, otwarcie mowilam ze moj
      M ma dziecko, itd. Potem sie wszystko zawalilo.
      A moze to troche dlatego, ze przestraszylam sie ze moj M chce ze
      mnie zrobic opiekunke dla swojego dziecka??? Powodow pewnie bylo
      wiecej (np. zazdrosc pasierbicy, moja zadrosc o eksie - w efekcie
      mialam za zle mojemu M ze mial z nia dziecko i to przez wlasna
      glupote).
      Ogolnie nie jest latwo, ale ciesze sie ze
      Was "znalazlam"...Pozdrawiam
      • nsc23 Re: Staram sie, ale... 16.07.08, 02:31
        Popieram dziewczyny, ktore wspomnialy o psychologu/terapii. Sama bylam, w
        zupelnie innej sprawie, ale jak sie okazalo 'pasierbica' nie pozostawala bez
        wplywu na moje emocje i stan psychiczny (a to niespodzianka wink). Nawet sam fakt,
        ze moglam sie komus wygadac jak w czarna dziure i nie musze mu na drugi dzien w
        oczy patrzec i nie mam szans go nigdzie spotkac mi bardzo pomogl.
        • ywwy Re: Staram sie, ale... 16.07.08, 09:04
          coś w tym jest!
          ja po paru latach wspólnego mieszkania nagromadziłam w sobie mnóstwo
          emocji, poczucia krzywdy, żalu... ale też staram się, jestem miła i
          mam coraz to większe problemy z nerwami...
          Bardzo proszę o rozwinięcie myśli , że pasierbica nie pozostawała
          bez wpływu na moje emocje i stan psych. CZyli moja głęboko skrywana
          niechęć do młodej działa na nią jak płachta na byka?
      • nangaparbat3 Re: Staram sie, ale... 16.07.08, 12:11
        Pola, moze zamiast kontrolowac swoje zachowanie i emocje - co musi sie źle
        skończyc - więcej uwagi sprobuj poswiecic tej małej, poznac ją jako ją, osobną
        osobę, nie pasierbicę, nie corkę M czy ex - tylko jako malą dziewczynkę, po
        ktorej zycie sie już troche przejechalo.
        Nic tak dobrze nie robi na relacje jak poznawanie (pozbawione oceniania) drugiej
        osobywink
    • matie.skowron Re: Staram sie, ale... 16.07.08, 14:07
      Pola, a ile lat ma mala? I jak czesto zwykle sie spotykacie?
      Ja do tej pory zauwazylam paradoksalną moze zależnosc. Im dluzej nie
      spotykalam (a wlasciwie widywalam, bo to byla kwestia kilku
      wspolnych wypadow na obiad czy do parku)malej, tym wiecej
      negatywnych uczcuc sie we mnie kłebilo (takich zupelnie
      iracjonalnych, po prostu zalu ze jest jak jest, a nie jak chciałoby
      się zeby było). Ale jak już do tego spotkania doszlo to wcale nie
      patrzylam cale popoludnie na zegarek modlac sie zeby w koncu wrocila
      do mamy. Normalnie sie prawie robilo. Zaznaczam ze to bylo kilka
      spotkan po kilka godzin. No i nie bylam w ciazy...Zobaczymy jak
      bedzie teraz. Za chwile kilka pierwszych wspolnych dni. No i jak
      bedzie od wrzesnia. BTW, chce jednak zaryzykowac i zaproponowac
      ulozenie w miare regularnego grafiku spotkan co drugi weekend (plus
      oczywiscie wszystkie spotkania "na żądanie" którejkolwiek ze stron).
      Trzymaj sie!
      • pola.cocci Re: Staram sie, ale... 16.07.08, 15:10
        Mala ma lat 12 i spotykamy sie zwykle ze 3 razy w roku, ale za to na
        dluzej (wakacje, ferie, swieta). I tak jak gdzies juz pisalam, to z
        jednej strony mi to pasuje, a z drugiej mysle, ze to wlasnie jest
        przeszkoda w tym zebym ja poznala, polubila. Ona teskni za swoim
        ojcem (normalne) i on za nia (tez normalne) i jak juz sie spotkaja
        to wtedy probuja nadrobic stracony czas i to tez niby normalne, ale
        dla mnie ciezkie do zniesienia (bo czuje sie odtracona i zaniedbana
        przez M).
        Pocieszam sie tym, ze nie zawsze jest zle, ze potrafie byc normalna,
        nie byc zazdrosna - potrafie racjonalnie to wszystko sobie
        wytlumaczyc i wtedy naprawde jest lepiej, dla nas wszystkich.
        Niesety tak to juz jest ze jedni sa bardziej dojrzali emocjonalnie
        inni mniej i kazdy sobie z sytuacja bycia macocha radzi innaczej.
        Ale to chba nigdy nie jest sielanka i wymarzona sytuacja dla nikogo.
        Bo to w koncu nie sa nasze dzieci, sa eksie mnostwo innych mniej lub
        bardziej przykrych okolicznosci.
        A jesli chodzi o spojrzenie na Mala tak jak na kazda inna
        dziewczynke, to nie jest to takie proste, bo nie portafie. Czasem
        tak, ale generalnie nie portafie jej "oderwac" od calej otoczki.
        Cale szzescie moj M jest wyrozumialy i stara sie mi w tym wszystkim
        pomoc.
        • matie.skowron Re: Staram sie, ale... 16.07.08, 16:16
          Pola, a synek ile ma lat? Sorry za takie wypytywanie, ale sytucję
          chyba mamy trochę podobną. I czy jak się urodził zrobiło się
          generalnie łatwiej czy trudniej? Ja na początku myślałam (oczywiście
          nikomu bym się do tego nie przyznała, nawet przed sobą było mi
          trudno), ze jak sie pojawi temat kolejnego dziecka i w dodatku
          chłopaka (niby wymarzonego)to sie M jakoś wyciszy w stosunku do
          malej. Ale już teraz widze, ze jest raczej na odwrót. Poświęca jest
          jeszcze więcej uwagi i spełnia wszystkie kaprysy pewnie z
          przekonania, ze musi coś wynagradzać. Ale dla mnie takie
          wynagradzanie jest bardzo przykre. To tak jakby mały od poczatku
          był przede wszystkim jakimś problemem. Nie wiem, może jak sie urodzi
          i stanie się dla M mniejsza abstrakcją to sytuacja się ułoży? Jak
          było u Ciebie?
          A co rzadkich wizyt to pewnie maja plusy i minusy. Ja na moim etapie
          (nie)dojrzałości psychicznej widze raczej tylko te pierwsze i
          zazdroszczę smileBrak nagłych telefonów, brak zmian planów, weekendy i
          cały wolny czas dla Ciebie i małego no i Ex daleko!
          • pola.cocci Re: Staram sie, ale... 16.07.08, 17:02
            Synek lat ma 2! Tak na marginesie to wspanialy chlopczyksmile ale Twoj
            tez taki bedzie, taki juz los mateksmile
            Nie bardzo wiem co Ci odpowiedziec, bo sie nad tym nie
            zastanawialam. Moj M w zasadzie musi uczyc sie bycia prawdziwym
            ojcem dla naszego Malucha (a nie takim z doskoku) i to ja dbam o to,
            zeby bylo tak jak trzeba (zeby poswiecal mu czas, zabawial...) Na
            poczatku bylo mi smutno, bo M mial "maly pociag" do takiego
            malenstwa, nie bardzo wiedzial co z nim robic - to podobno normalne
            u facetow, ze oni wola troszke starsze dzieci.
            Ale teraz jest super, tak jak sobie wymarzylam. A wydaje mi sie
            nawet, ze M ma lepszy kontakt z Synkiem, niz z Mala - moze dlatego
            ze sa ze soba bardziej zwiazani, lepiej "sie znaja", moze dlatego ze
            z Maluchem jest mniej obowiazkow, niz z nastolatka (tak niewiele mu
            do szczescia potrzebasmile???
            No i moj M nie jest az tak wylewny w stosunku do dzieci (i przyznam
            sie, ze na cale szczescie!) i na codzien zachowuje sie podobnie w
            stosunku do obojga. Jakos nie mialam z tym problemu.
            Czasem mam raczej problem z tym, ze denerwuje mnie, ze Mala probuje
            grac "mala mamusie" dla mojego Synka (jak to dziewczynka) a ja
            generalnie nie lubie sie nim "dzielic" (ewentualnie z Msmile i to jak
            najbardziej, ale nie z tesciowa, nawet z moja Mama) i czasem b. mnie
            to denerwuje.
            • pola.cocci Re: Staram sie, ale... 16.07.08, 18:45
              Przerwano mi brutalnie moje wywodysmile
              I jesli chodzi o to czy moj stosunek do Malej sie zmienil po
              urodzeniu dziecka to raczej nie. Oprocz tego co napisalam wczesniej,
              czyli ze mam jeszcze jeden powod by byc zazdrosna... niestety jestem
              zaborcza i nie lubie sie dzielic mezczyznami mojego zycia... I to
              jest chyba moj glowny problem.
              Bedzie dobrze, zobaczysz. Twoj M bedzie wspanialym ojcem dle Waszego
              Synka i jego milosci starczy dla Was wszystkich (tylko zeby nie
              zapominal jej okazywac rowniez Tobie) Pozdrawiam
              • blueberry24 Re: Staram sie, ale... 17.07.08, 12:34
                A to ja mam podobna sytuacje do waszej dziewczyny. Z wojtkiem poza
                krajem juz 3 lata, wiec kontakty z jego synem sporadyczne. We
                wrzesniu urodzila nam sie corka. I wojtek jest strasznie za nia.
                Moze to przykre, ale sam kiedys powiedzial, ze bedzie ja kochal
                bardziej, bo ma ja na co dzien i zna ja.
                Moj stosunek do pasierba, raczej sie nie zmienil po urodzeniu
                corki...czyli w zasadzie jest bezemocjonalny, staram sie nie robic
                szopek jak sie widzimy, choc czasem bywa ciezko, bo np. w trakcie
                urlopu trzeba zrobic troszke inaczej anizeli bym chciala. Nie znam
                rowniez pasierba z powodu odleglosci, ktora nas dzieli, ale z jednej
                strony ciesze sie , ze eks i jego syn mieszkaja daleko, bo tak
                naprawde, po urodzeniu natki dopiero zaczelam sie czuc ze tworzymy
                rodzine, a uwaga wojtka jest skupiona na nas. No tak zabrzmialo to
                egoistycznie...ale czasem trzeba skupic sie na rzeczach ktore sa
                wazniejszesmile
Pełna wersja