Chyba mnie coś trafi.

08.07.08, 15:09
Na Rozwodach jest link o niepłaceniu alimentów za czas gdy dziecko
przebywa z ojcem. Ktoś się wypowiadał że alimenty uwzględniają
wszelkie potrzeby dziecka łącznie z wakacjami, książkami czy nową
garderobą. Natomiast ja znam przypadek który twierdzi że alimenty to
alimenty ale ojciec ma obowiązek dopłacać do wszystkiego co nie jest
ani jedzeniem ani płatnościami (tj. wprawdzie nie ma wołania o zwrot
za nowe spodnie ale o zimowej kurtce, że syn potrzebuje a tatuś ma
połowę za nią zwrócić, jest). Ostatnia sprawa o podwyższenie
alimentów też wynikała z tego że tatuś nie dołożył do czegoś poza
alimentami i sąd się do tego przychylił podwyższając je.
Mam problem, była mojego M zażądała (jak co roku) dopłaty połowy
ceny do wakacji dzieci (poza alimentami). M dostał niespodziewaną
premię więc nie dość że dołożyliśmy do tych wakacji to jeszcze
zorganizowaliśmy im jeszcze jeden wyjazd. Ponieważ wakacje
zorganizowane przez matkę zabezpieczyły tylko dwa tygodnie,
wykupiliśmy im jeszcze wspólny wyjazd na obóz. Właśnie przyszedł
list pocztą, że jak chcemy by dzieci skorzystały z basenu (to
ośrodek pływacki) to mamy im kupić kostiumy kąpielowe i czepki, bo
nie mają… Mój chłop się gryzie bo mówi że jak ją zna to ona nie kupi
a ja mam już całkiem dość. W świetle tego co czytam to jak on
dokłada do jednych wakacji poza alimentami to ona powinna do tych
organizowanych przez nas. Ja wiem że jak dzieci pojadą bez
kąpielówek to zepsuje im to wyjazd ale dlaczego mamy dokładać do
każdego jej pomysłu w sytuacji gdy nasze są tylko naszą sprawą? A
poza tym to nie był tekst „Wydałam wszystko, kupicie im kostiumy bo
ja nie dam rady.” ale „Mam nadzieję że pamiętasz że na obozie
pływackim potrzebne są kostiumy, czepki, dodatkowe ręczniki. Ja
kupię je dopiero gdy dostanę na nie pieniądze, nie licz że za Ciebie
założę.”
Powiedzcie czy przesadzam upierając się twardo że ani grosza więcej
na te wakacje. Mam coraz większe poczucie że jestem naiwnym
jelonkiem (co gorsza to głównie moja własna wina bo wprawdzie M nie
umie się manipulacjom byłej przeciwstawić ale pomysł z dodatkowym
obozem był mój) i czas przestać się dzielić jeśli nie muszę. Mam
taką myśl żeby przekazać dzieciom (ich matka ani telefonów ani
poczty nie odbiera), że bardzo nam szkoda ale jak tak to albo
zdecydują się jechać bez kostiumów albo nie pojadą. Mam dość
ochraniania ich konsekwencjami tego, że matka uważa ich ojca za
skrzyżowanie dojnej krowy i chłopca do bicia.

Wybaczcie, znowu musiałam się wygadać. Ja wiem że traktuję to forum
jak Ścianę Płaczu” ale muszę się wygadać. Tym bardziej że wyjeżdżamy
właśnie w małą podróż poślubną i musiałam trochę frustracji uwolnić…
    • reksia Re: Chyba mnie coś trafi. 08.07.08, 15:41
      Ja się nie dziwie, szlag też by mnie trafił smilei trafia smile bo exia i
      mój ex nadal roboty się nie chwytają smile My na dzień dzisiejszy tylko
      ostro zaciskamy zęby i harujemy jak woły, by wyrobić na podstawowe
      utrzymanie i wyżywienie wszystkich dzieciaków plus exi .Wieczorem
      padam już o 20-tej.Mam juz tak silne skurcze w nogach i dłoniach, że
      praktycznie budze się każdej nocy i miotam z bólu. Przy zmianie
      temperatur tracę czucie w palcach. Jestem kompletnie przemęczona,
      pracuje ponad normę.

      No cóż sąd kazał człowiek musi sad
    • kicia031 Re: Chyba mnie coś trafi. 08.07.08, 15:44
      Wiesz co, kiedys ja tez pisywalam takie watki o pazernej Exiarze
      domagajacej sie tysiac pln za udzial 3 osob w obiedzie komunijnym.

      Teraz, madrzejsza o prawie 8 lat bycia macocha, nie wtracam sie do
      spraw dotyczacych relacji z Exia, i wszystkim nam zyje sie znacznie
      przyjemniej - chlopu, bo nie nakrecamy sie wzajemnie frustracja, mi,
      bo nie przejmuje sie bzdetami - tak, to sa bzdety, kto o tym bedzie
      pamietal za 2 miesiace?, Exi, bo nie musi sie zmagac z nami
      dwojgiem, a one to one latwiej sie dogadac. I na tym zyskala tez
      Mala, bo mniej jest konfliktow miedzy rodzicami,

      czego i wam zycze.
      • blueberry24 Re: Chyba mnie coś trafi. 08.07.08, 15:54
        ja rowniez nie mieszam sie do spraw finansowych miedzy moim partnerem a jego ex.
        Mamy wspolnie coreczke, a partner synka. Razem utrzymujemy mala, placimy
        rachinki itd. Nie interesuje mnie to, czy jego syn pojedzie na wakacje czy nie,
        bo to przeciez powinnosc rodzicoq biologicznych!!! Moze powinnas sie troszke do
        tego zdystansowac, bo tak to szkoda twoich nerwow. Zostaw to chlopowi i tyle.
        • reksia Re: Chyba mnie coś trafi. 08.07.08, 16:07
          Ja sie skarże, ale dziewczyny powyżej maja rację. Sprawa wakacji
          dzieci, to sprawa ich rodziców!
      • marusia1 Re: Chyba mnie coś trafi. 08.07.08, 18:31
        Z naszą ex nie da się dogadać, ona ma tylko roszczenia. Alimentów na Młodego nie
        płaci, do niczego się nie dokłada, a nawet ją nic nie interesuj. Informację, że
        Młody jedzie do sanatorium (zahacza o połowę "jej" lipca) przyjęła pytaniem: To
        co mu właściwie dolega, że aż o sanatorium jedzie? I dodała (do syna), no to się
        nie zobaczymy w te wakacje. Jak się o tym dowiedziałam, to mnie krew zalała.
        Przeglądałam kartę zdrowia Młodego ze szkoły i widziałam wpisy lekarza -
        zalecenia, pod którymi podpisała się i miała je w głębokim poważaniu. A,że nie
        zamierza widzieć się z synem jest nam na rękę, bo przynajmniej ominie go pranie
        mózgu. W ten weekend odbieramy Młodego z sanatorium i choć chce jechać do matki
        (znowu mu obiecała złote góry) - nie zobaczy jej. Ten weekend mamy zaplanowany
        rodzinnie - z naszymi dziadkami. A jeśli exiara nie wykazała zainteresowania
        synem do tej pory i nie odwiedziła go, choć był dosyć blisko niej - trudno. My
        przestaliśmy już zabiegać o jej względy do syna i nie zamierzam jej niczego
        ułatwiać, bo to wszystko obróciło się przeciwko nam. Jest matką - niech się sama
        wykazuje.
    • magdmaz Re: Chyba mnie coś trafi. 08.07.08, 17:01
      A ja się właśnie wtrącę, choć zapewne słusznie dziewczyny prawią, że nie należy.
      Bo ja bym te stroje kupiła. Niech wyjazd już będzie dopięty, dziecięca radość
      jest tego warta. Ale uważam, że nie jest niczym złym uświadomienie dzieciom,
      KOMU to wszystko zawdzięczają. Nie wiem, w jakim wieku są dzieci, ale
      przypuszczam, że szkolnym (skoro obóz) i myślę, że można im spokojnie wyjaśnić
      kwestię tych wszystkich finansowych extrasów.
      I nie chodzi mi o licytowanie, kto lepszy - mama, czy tata, ale o szacunek i
      zrozumienie dla finansowego wysiłku rodzica.

      • magdmaz Re: Chyba mnie coś trafi. 08.07.08, 17:02
        Ale te dodatkowe ręczniki mnie ubawiły. Czyżby ręczników było w domu mało?????
    • jayin Re: Chyba mnie coś trafi. 08.07.08, 18:49
      Dyderko,

      Wiem, że szlag trafia. W ten sposób można w nieskończoność "zlecać" ojcu finansowanie rzeczy poza płaceniem alimentów.

      Ale na waszym miejscu chyba bym kupiła dzieciakom kostiumy i czepki kąpielowe. Nie jest to znowu taka drastyczna kwota (przynajmniej wg mnie). Dzieci będą miały radochę, że popływają. Ale oczywiście kupiłabym to (będąc twoim M) osobiście i osobiście im dała, albo wysłała. Żeby dzieci wiedziały, że to wkład ojca w ich wakacje.

      Z ręcznikami jednak to już przesada smile

      Rozliczanie się "kupiłam kurtkę, oddaj mi polowę kwoty, jaką wydałam!" - jest dla mnie dziwne. Tym bardziej, że takie zakupy można przewidzieć z wyprzedzeniem i zawrzeć je w alimentach, przy ich ustalaniu. Jeśli rodzic coś kupuje na własną rękę, decyduje o tym, jak ubrać dziecko i za ile - to powinien zapłacić całość. Jeśli matki nie stać na kurtkę - niech kupi ją ojciec. Jeśli jego stać. Ale wtedy niech kupi taką, jaka będzie się podobała dziecku i jemu samemu też smile Płacenie "w ciemno" i za czyjeś wybory odzieżowe (nie wybory dziecka), to dla mnie dość porażająca kwestia... DObrze, że nie muszę nikomu płacić, ani zwracać połowy kasy za kupowanie mojemu dziecku jakichkolwiek rzeczy, co do któych wyboru nie mam prawa głosu... Wolałabym sama kupić.
    • nangaparbat3 Re: Chyba mnie coś trafi. 08.07.08, 21:40
      Nie dziwie się, ze się wściekłaś, Ex wyglada na idiotkę, ale nie karz za to
      dzieci. Wyjasnienia, co kto i ile, tez wydaja mi sie zbedne - po prostu niech
      ojciec idzie i kupi, nie trezeba bedzie dodatkowych wyjasnień, kto finansuje.
    • chalsia Re: Chyba mnie coś trafi. 09.07.08, 02:22
      Dyderko, nie pamiętam ile te alimenty na dzieci M wynoszą - chodzi
      mi o to, czy one nie są za małe.

      A tak po za tym to rozumiem jak się czujesz - ja mam trochę
      podobnie - tylko w drugą stronę - jestem zmuszona wyposażać dom
      ojca mojego dziecka w szczoteczkę i pastę do zębów dla dziecka. O
      zwrot zapomnianej u ojca kurtki zimowej była cała awantura. Stały
      tekst ojca jest "masz wysokie alimenty to kup".

      No owszem, alimnety są niczego sobie, ale do ich wyliczania nie
      były brane pod uwagę "podwójne" zakupy kosmetyków dla dziecka.
      Kiedyś dziecko do ojca jeżdziło ze szoteczką i pastą, aż kiedyś nie
      wróciły. No to kupiłam do domu. A teraz się okazało, że to co było
      u ojca znikneło i przez cały weekend dzieciak nie miał mytych zębów
      (a jedne za drugimi mu rosną). A nezia jeszcze okrasiła to
      tekstem "ząbki tez co jakis czas powinny odpocząć od mycia".
      Ciekawe czy swojej córce też nie myją zębów?
      • 333a13 Re: Chyba mnie coś trafi. 09.07.08, 08:25
        Wydaje mi się, że jeśli para ma wspólny budżet domowy to jak
        najbardziej wszelkie wydatki powinny być wspólnie ustalane. Nie
        wyobrażam sobie tego, żeby mój partner nie zapytał mnie o zdanie w
        tej kwestii. Oczywiście nie mam zamiaru odbierać jego
        dziecku "chleba czy stroju od ust" smile ale np. na wydatek 700 zł na
        nową konsolę dla dziecka podczas gdy ma już komputer i grę
        telewizyjną był dla mnie niedopuszczalny, tym bardziej że za tą
        kwotę można wspólnie w 3 gdzieś wyjechać na kilka dni. życzę
        powodzenia... na twoim miejscu jeśli byłoby mnie na to stać to
        kupiłabym tym razem stroje dla świętego spokoju, ale w przyszłości
        dokumentowałabym wszelkie wydatki na dziecko by mieć ewentualnie
        argument w sądzie i raczej nie byłabym skłonnna przychylać się do
        wygórowanych żądań exi... ale ja nie mam zbyt wiele doświadczenia w
        macochowaniu więc to tylko teoria smile
    • kolina74 Re: Chyba mnie coś trafi. 09.07.08, 13:00
      Mysle, ze alimenty pokrywaja wzystkie wydatki na dziecko, a dodatkowe pieniadze,
      ktore przeznaczacie sa dobrowolne. Moze warto by pomyslec o adwokacie, warto tez
      zapytac jakby ta sytuacja wygladala w przypadku rozdzielnosci majatkowej.Wydaje
      mi sie, ze matka dzieci, moze poprosic o doplate do wypoczynku dzieci a nie jej
      zadac. Skoro wy zaplaciliscie za oboz to nie nie musicie doplacac do tego co ona
      zorganizowala. Stroje kupilabym, reczniki tez...
    • dyderko Re: Chyba mnie coś trafi. 09.07.08, 19:26
      Po pierwsze, do obozów które wybrała Exia już dopłaciliśmy (wydawało
      nam się to naturalne, niezależnie od sposobu rzekazania żądania),
      dopiero potem chłop dostał premię i podzieliliśmy ją tak że połowa
      poszła na obozy dzieciaków, połowa na naszą podróż poślubną. Nie
      mamy możliwości już nie dać albo odebrać.
      Po drugie rzeczywiście muszę przestać się mieszać, a raczej dzielić
      się z kimś innym tym co mam bo zaraz jego matka "się odgryzie".
      Po trzecie, stroje to my mamy nie tyle kupić co dać na nie pienądze.
      Exia jest osobą która chce kontrolować wszystko, więc chce pieniądze
      a nie rzeczy. Nie zrozumcie mnie źle, ona ich nie przejmie dla
      siebie, ona tylko chce sama "dzielić i rządzić". Mam powody by tak
      uważać - już raz wylądowały w koszu koszule kupione dla młodego, bo
      szmat przeze mnie "wyszperanych w śmietniku, nie bedzie w domu
      trzymać". No i jak rok temu proponowaliśmy, że sami kupimy
      podręczniki to jedyną odpowiedzią było wezwanie do sądu o
      podwyższenie alimentów ("bo do książek ojciec się nie chce
      dołożyć"). A poza tym, my zaraz wyjeżdżamy, zanim wrócimy dziewczyna
      wyjedzie na obóz, a potem od razu jest następny, musiałby ojciec
      sam, bez mierzenia kostium jej kupić.
      Po czwarte, mnie ręczniki nie zdziwiły po tym jak pierwszy list od
      jeszcze żony, jaki M dostał, brzmiał "Zabrałeś z mojego domu torbę,
      oddaj natychmiast, bo oskarżę Cię o kradzież". Dom był jej, torba
      dorobkiem wspólnym była...
      Alimenty są takie sobie, rzeczywiście niezawielkie ale stanowią one
      i tak 45% dochodów ojca (uprzedzajac Twoje wątpliwości - ojciec
      teraz zarabia prawie dwa razy więcej niż w czasach małżeństwa). Poza
      alimentami często właśnie dokładaliśmy do obozów, ubrań, książek...
      I właśnie się skończyło, każdy dodatkowy grosz Exia bedzie musiała
      wywalczyć sądownie, nie dam na te kostiumy, kąpielówki, czepki, ani
      ręczniki. Kupię kostium sobie (bo ten co mam ma 13 lat... albo 15).
      Nie moje dzieci, ojciec więcej, by dać, nie ma, a matka woli pokazać
      że ojcem można pomiatać, no to niech pokazuje. Chłop sam wybrał
      takiego osobnika na matkę swoich dzieci, mógł pomyśleć że im to
      charaktery zwichnie!
      • burza4 Re: Chyba mnie coś trafi. 09.07.08, 19:40
        Dyderko - w kontekście dzieci i eksi radziłabym jednak ustawić się z
        boku. Piszesz "wyjechaliśmy, kupiliśmy, chcieliśmy". Zostaw to. To
        są sprawy ojca, nie WASZE.

        Eksia jest jaka jest - i nic jej nie zmieni. Twój chłop powinien już
        chyba przejrzeć na oczy. To że jej roszczenia rosną jest
        konsekwencją jego przyzwolenia na takie zachowanie. Daje się
        szantażować. Niech zbiera rachunki (choć to może działać w obie
        strony - np. sąd uzna, że widać że stać go na wyższe wydatki), niech
        nagrywa żądania eksi i swoje propozycje że kupi sam.

        chce robić za jelenia - ma pole do popisu. Niestety to jego wina, że
        nadal daje się wykorzystywać. I musi sam te kwestie jakoś rozwiązać,
        nie obarczając nimi ciebie. Lepiej nie słuchać o wybrykach i
        żądaniach eksi - trzymaj się od tego z daleka, bo wyhodujesz sobie
        piękne wrzody.
        • dyderko Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 09:25
          Burza, ja właśnie odwalam się od ich życia. Choć zupełnie nie wiem
          jak to zrobić w sytuacji gdy jestem jego partnerką, a my prowadzimy
          wspólne gospodarstwo w pełnym tego słowa znaczeniu i każdy wydatek
          ma wpływ na budżet domowy. No i Exia jeszcze uważa że mam obowiązek
          wspomagać ojca jego dzieci w utrzymaniu ich dzieci, co ostatni
          sędzia chyba uważał za zasadne.

          M rzeczywiście daje się szantażować z tym że ja wierzę że trudno
          jest odmówić dziecku które ustawione przez matkę przychodzi i mówi
          że mama nie da więc jak ojciec też nie da pieniędzy na wyjazd to nie
          pojadą. Ja rzeczywiście mogę powiedzieć twardo „twoje dzieci więc
          nie zawracaj mi tym głowy” ale czy na tym polega bycie razem? Czy
          mogę odepchnąć kogoś kto był mi wsparciem w chwilach gdy ja tego
          potrzebowałam? Mógł mi przecież powiedzieć że to ja nawarzyłam piwa
          więc jego to nie interesuje.
      • marusia1 Re: Chyba mnie coś trafi. 09.07.08, 19:54
        Jest dla mnie rzeczą dziwną, że dzieci nie mają kąpielówek, ręczników. Nie myją
        się? Nie chodzą na basen? W tym przypadku ja też kupiłabym kostium dla siebie.
        Jestem może wredną macochą, ale nie interesuje mnie co Młody ma u matki i w czym
        chodzi. Może trochę go krzywdzę (dziadkowie psy na mnie z to wieszają), ale
        biorąc pod uwagę, że exiara nie płaci alimentów, trudno, żebym jeszcze ponosiła
        dodatkowe koszty z racji jego utrzymania. W końcu jest jego zakichana matką i
        powinna wiedzieć, co dziecku jest potrzebne, a poza tym Młody jest na tyle duży,
        że może jej pewne rzeczy uświadomić. Jeśli ja mam nawet w pracy zapasową
        szczoteczkę do zębów itp., to tym bardziej exiara może się przygotować na
        przyjęcie dziecka. A Młody wraca stęskniony...
        Ex mojego kolegi zawsze żądała rachunków bo niby ciuchy trzeba było wymienić (za
        mała, za duże). Później okazało się, że je oddawała i brała kasę. Co to znaczy
        gospodarność! smile
      • chalsia Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 00:35
        > Alimenty są takie sobie, rzeczywiście niezawielkie ale stanowią
        one
        > i tak 45% dochodów ojca (uprzedzajac Twoje wątpliwości - ojciec
        > teraz zarabia prawie dwa razy więcej niż w czasach małżeństwa).
        Poza
        > alimentami często właśnie dokładaliśmy do obozów, ubrań,
        książek...

        powyższe stoi w sprzeczności z :

        > ojciec więcej, by dać, nie ma,

        Ergo - eksia ma podstawę do podwyższenia alimentow.

        Osobiście wolałabym nie musieć się prosić eksa o dokładanie się.
        Rozumiem, że Was eksi "prośby" (czyt. wymagania) też nie cieszą.
        To może jednak lepszym wyjściem byłoby, żeby eksia dostawała pod
        swój "zarząd" wyższe alimenty (na takim poziomie jak aktualne plus
        wszystkie dodatki jakie robiliście) ale z jaksnym komunikatem, że
        ojciec już do niczego nie dołoży ?
        • reksia Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 06:29
          Są takie Ex, (które pomimo tego iż macochami nie są) również bardzo
          chetnie wyopwiadają się na forum macochywink Sumienie je chyba
          zżera smile))))))))))

          Nie Twój dzieciak- nie musisz do niczego dokładać. Sprawy te
          regulują alimenty i ŻYCIE.

          Jedna z drugą wychowuje snoba pełnego roszczeń w stosunku do ojca -
          niech wychowuje. Wcześniej czy później przyjdzie im za to zapłacićwink
          gdy synalek bądź córuchna wyrosną wyrafinowane, wychowane w
          postawie "nalezy mi sie sponsor" zamiast "szanuje rodzica"
          • dyderko Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 09:30
            Reksiu, byłoby mi łatwiej to wszystko olać gdyby nie to że dzieciaki
            są bardzo porządne. Córka M miała jedną próbę wysuwania żądań, M
            potrafił w odpowiedzi potraktować ją bardzo chłodno i od tego czasu
            sprawa się nie powtórzyła. Żądania jakie do nas docierają dotyczą
            tylko rzeczy dla dzieci ale są to takie rzeczy jakie zapewnić
            powinien właśnie rodzic (wakacje, kurtka, książki). Jedyny problem
            to to że matka niezależnie od wyroku uważa że alimenty to tylko
            jedzenie i podstawowe ubranie a reszta to osobny wydatek na który
            rodzice się mają składać (no oczywiście poza tym co kupuje ojciec,
            bo to jego i tylko jego sprawa, jak ten obóz własnie).
        • dyderko Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 09:26
          Chalsiu, alimenty rzeczywiście nie uwzględniały ani premii którą M
          dostał, ani dodatków za pracę w godzinach nadliczbowych, ani
          dodatków za dyspozycyjność. Są to przychody tylko tego roku, bo
          spowodowane zastępstwem za kogoś kto w przyszłym powróci. W
          alimentach ojciec więcej dać nie może bo nie ma, od października
          sytuacja finansowa wróci do stanu z momentu przyznania alimentów, a
          jakoś pracodawcy nie rwą się do zatrudniania za większe pieniądze
          faceta pod pięćdziesiątkę, z chorym sercem i kilkoma innymi
          przypadłościami.

          Wiesz… Exi by wystarczyło po prostu mówić że czegoś potrzebuje, nie
          wiem czy zauważyłaś że mamy odruch że jak coś jest dla jego dzieci
          potrzebne to stajemy na głowie by zorganizować. Gdyby Exia nie
          zachowywała się w ten sposób że ona się nie kontaktuje, dzieciakom
          utrudnia jak może, to połowę rzeczy załatwiałoby się w ten sposób że
          M by dzwonił i mówił „mam kilka groszy czy czegoś potrzebujecie?”
          albo sam by wiedział co w domu się dzieje i czego dzieciakom
          potrzeba. A alimenty już ostatnio zostały podwyższone właśnie po to
          by nie musiała prosić. W dwa tygodnie po wyroku dostaliśmy pierwsze
          żądanie i to właśnie w formie „jak nie zapłacisz swojej połowy to
          córka mieć nie będzie”.
          • dyderko Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 09:37
            Jeszcze jedno Chlsiu, teraz Exia prawdopodobnie pisze pozew o
            podwyższenie alimentów bo jesteśmy małżeństwem a jak przyznał jej
            sędzia od teraz można liczyć że moje dochody są wkładem we wspólne
            gospodarstwo, więc ma podstawę. Ale co z tego? Ja się pożaliłam,
            liczyłam że ktoś może coś poradzi a Ty patrząc na świat przez
            pryzmat tego jak Ty jesteś strasznie krzywdzona potwierdziłaś mi że
            wszystko jest w porządku. Strasznie ciepła i życzliwa jesteś.
            Konstruktywna też.
            • chalsia Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 09:47
              dyderko napisała:

              > Jeszcze jedno Chlsiu, teraz Exia prawdopodobnie pisze pozew o
              > podwyższenie alimentów bo jesteśmy małżeństwem a jak przyznał jej
              > sędzia od teraz można liczyć że moje dochody są wkładem we
              wspólne
              > gospodarstwo, więc ma podstawę. Ale co z tego? Ja się pożaliłam,
              > liczyłam że ktoś może coś poradzi a Ty patrząc na świat przez
              > pryzmat tego jak Ty jesteś strasznie krzywdzona potwierdziłaś mi
              że
              > wszystko jest w porządku. Strasznie ciepła i życzliwa jesteś.
              > Konstruktywna też.

              Przykro, że skrzywiona optyka Reksi jest zarażliwa.
              Prowadziałam z Tobą dyskurs po prostu jakby głosno się
              zastanawiając. I jesteś w błędzie myśląc ,że potwierdzam, że
              wszystko jest w porzadu.
              Nie pamiętam w szczegółach Twojej sytuacji. Dopiero post niżej
              szczegółowo opisuje jak jest. I przyznam, że nie wesoło, a raczej
              kijowo. A rozwiązania by podpowiedzieć - nie ma. Bo w takiej
              sytuacji nie ma po prostu dobrego wyjścia. Jest tylko lawirowanie
              by starać się wybrać mniejsze zło.
              Tak to już często niestety jest, że jak jedna strona jest
              bardziej "ludzka", to druga nie chce gadać. Gdyby obie strony
              chciały, to z dużym prawdopodobieństwem byłyby nadal razem.

              I mylisz się uważając, że jestem krzywdzona. Alimenty na dziecko
              mam wysokie, nigdy nie wnosiłam o ich podwyższenie i nie domagam
              się dodatkowej kasy "bo cośtam".
              • dyderko Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 09:59
                Sory ale tak odebrałam Twój post. Nic na to nie poradzę ale jak
                czytam Twoje posty to wręcz czuję jak się ustawiasz przeciw.
                • reksia Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 10:25
                  Optyka kazdej exi wypowiadajacej się na forum macochowym, która o
                  MACOCHOWANIU NIE MA ZIELONEGO POJĘCIA, jest nieco skrzywiona wink
                • chalsia Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 10:38
                  > Sory ale tak odebrałam Twój post. Nic na to nie poradzę ale jak
                  > czytam Twoje posty to wręcz czuję jak się ustawiasz przeciw.
                  >

                  i dobrze czujesz w tym znaczeniu, że ja nie jestem od głaskania po
                  plechach i pocieszania, że jakoś będzie ale z reguły przyjmuję rolę
                  adwokata diabła. Co nie oznacza, że ustawiam się przeciw - po
                  prostu przedstawiam stanowisko jakie prawdziwa druga strona
                  sporu/sytuacji może mieć. A to - wydaje mi się - pomaga w
                  wymyslaniu dalszych kroków.
          • kicia031 Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 09:54
            > jakoś pracodawcy nie rwą się do zatrudniania za większe pieniądze
            > faceta pod pięćdziesiątkę, z chorym sercem i kilkoma innymi
            > przypadłościami.

            Wiesz com taka mi sie nasuwa refleksja, ze jakos tam cie podziwiam.
            Musisz bardzo kochac swoje partnera.

            Ja niestety uwazam, ze milosc nie wystarcza, i ze trzeba tez
            pomyslec o materialnej stronie zycia, i tenze materialna sytuacje
            kandydatow na partnera rozwazam rownie starannie jak ich inne
            zalety. Dzieki temu moglam podjac decyzje, czy taki poziom dochodow
            i obciazen mojego chlopa mi odpowiada, co do oznacza finasowo dla
            naszej rodziny i czy chce sie w to pakowac.
            • dyderko Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 10:22
              Hmmm… wiesz, kocham mojego faceta. odpowiada mi jego osobowość,
              inteligencja, poczucie humoru, zrobiło na mnie wrażenie jego
              przywiązanie do dzieci, wiem że jak będę miała problem to stanie na
              głowie, pół świata nawet wymorduje żeby mi pomóc (nawet jak sama
              sobie biedę ściągnę na kark) i nie są to wszystkie jego zalety.
              Jakoś kwestia finansowa wydaje się mniej ważną gdy mam taki
              egzemplarz. Poza tym chyba niewyraźnie to udało mi się przedstawić,
              ale głównym moim problemem jest stałe żądanie a nie to że dzieci
              potrzebują czegoś i trzeba wyciągnąć pieniądze. Bo jakoś całe życie
              uważałam że pieniądze są po to by je wydawać i podobną przyjemność
              daje mi wydawanie na mnie jak i na kogoś. Natomiast obowiązek,
              kategoryczne żądanie by M za coś zapłacił, co nigdy z nie było nim
              ustalone, mnie mierzi. Właściwie to pisałam swój pierwszy post
              chciałam przelać na papier swoje uczucia i posłuchać innych bo
              dojrzałam do zmiany, do oporu…
              • chalsia Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 10:42
                potrzebują czegoś i trzeba wyciągnąć pieniądze. Bo jakoś całe
                życie
                > uważałam że pieniądze są po to by je wydawać i podobną
                przyjemność
                > daje mi wydawanie na mnie jak i na kogoś. Natomiast obowiązek,
                > kategoryczne żądanie by M za coś zapłacił, co nigdy z nie było
                nim
                > ustalone, mnie mierzi. Właściwie to pisałam swój pierwszy post
                > chciałam przelać na papier swoje uczucia i posłuchać innych bo
                > dojrzałam do zmiany, do oporu…

                Burza Ci napisała - skoro nie chodzi o pieniądze, ale o
                formę/sposób - to nie Twoja sprawa. Jeśli eMa to mierzi, burzy - to
                niech sam coś z tym zrobi. A moze jemu nie przeszkadza aż tak
                bardoz jak Tobioe?
                A moze to chodzi o to, że eks ma na TWOJEGO faceta większy wpływ
                niż Ty?
                • kicia031 Chalsia 10.07.08, 11:22
                  ..ma racje.

                  Nie kastruj swojego faceta i pozwol mu ulozyc relacje z byla zona po
                  swpojemu.
              • kicia031 Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 11:07
                Wiesz, pytanie tak naprawde, ile wynosza alimenty - nie muszisz tu
                odpowiadac, ale zastanowic sie nad tym, czy rzeczywiscie potrzeby
                dzieci sa zaspokojone. ja na swoje nastoletnie dziecko wydaje duzo -
                licze to podstawowe potrzeby, nie prezenty - bo inwestuje w jego
                edukacje i usportowienie, a to kosztuje.

                oczywiscie mozna realizowac program minimum, jesli takie sa dochody
                rodzicow. Ale nawet minumum u nastolatkow to sporo.

                I jeszcze co do brania twoich dochodow pod uwage przy ustalaniu
                alimentow - wiem, ze dusz ci sie burzy, ale pomysl o sytuacji, gdy
                nauczyciel poslubua zamozna bizneswoman, On zarania 1500, ona 15000.
                I teraz placz, ze on an dzieci (zalozmy naslolatkow) daje 50% swojej
                pensji. Ale 750 pln to w takiej sytuacji smieszna suma, i nijak sie
                ma do potrzeb dzieci i sytuacji majatkowej ojca.

                Nie twierdze, ze tak jest u was, ale twierdze, ze trzeba ten ogolny
                poziom dochodow rozwazyc,. zanim sad podejmie odpowiedzialna
                decyzje, kierujac sie dobrem dzieci. I niestety z tym trzeba sie
                liczyc wiazac sie z malo zarabiajacym mezczyzna z obciazeniami.
                nawet jesli sie go bardzo kocha.
                • dyderko Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 14:08
                  Kiciu, rzeczywiste potrzeby tych dzieci nigdy nie będą zaspokojone
                  bo ich rozmiar określa głód władzy u ich matki. Poza tym jakoś mikra
                  pensja ojca nie przeszkadzała matce gdy mieszkali pod jednym dachem,
                  dopiero teraz jakoś te potrzeby wybujały.
                  A co do biednego nauczyciela to jeśli rodzice uważali że pensja ojca
                  jest wystarczająca na utrzymanie dzieci i nikt nie chciał by zawód
                  na lepiej płatny zmieniał, to dlaczego to że ojciec akurat związał
                  się z kobietą lepiej sytuowaną natychmiast powoduje skokowy wzrost
                  potrzeb życiowych dzieci. A w tym wypadku argument jest chybiony,
                  zarabiam mniej niż M, a aktualnie dużo mniej.
                  Widzę że nie możesz mi wybaczyć tego rozbicia cudzego małżeństwa i
                  wszystkie plagi egipskie uznasz za usprawiedliwione, cóż… Twoje
                  prawo.
                  • kicia031 Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 15:23
                    Kiciu, rzeczywiste potrzeby tych dzieci nigdy nie będą zaspokojone
                    > bo ich rozmiar określa głód władzy u ich matki. Poza tym jakoś
                    mikra
                    > pensja ojca nie przeszkadzała matce gdy mieszkali pod jednym
                    dachem,
                    > dopiero teraz jakoś te potrzeby wybujały.

                    Wybacz, ale piszesz jak dziecko. prowadzenie 2 domow jest bardziej
                    kosztowne niz prowadzneie 1 - jesli rodzice mieszkaja razem, to moga
                    wiecej kasy poswiecic na dzieci, niz to sie dzieje mieszkajac
                    osobnk, bo trzeba oplacic 2 czynsze, 2 abonamenty TV itp.

                    Mysle ze dobry, troskliwy ojciec jest w stanie ocenic, jakie sa
                    rzeczywiste potrzeby dzieci. Zwlaszcza jesli niedawno jeszcze z tymi
                    dziecmi mieszkal. Nie wiem, jaka jest sytuacja materialna Exi, ale
                    przyszlo co do glowy, ze jej moze faktycznie nie starczac?

                    pamietam, jak moj ex wkrotce po naszym rozwodzie po oplaceniu
                    wszystkich zobowiazan mial 2pln dziennie na jedzenie.
                    retrospektywnie mu wspolczuje (wtedy nie stac mnie bylo na to)ale my
                    nie mielismy duzo lepszej sytuacji z babelkiem a dziecko bylo dla
                    mnie duzo wazniejsze od starego chlopa, ktory sam sobie sciagnal
                    klopoty na glowe.

                    A w tym wypadku argument jest chybiony,
                    > zarabiam mniej niż M, a aktualnie dużo mniej.

                    No to nie masz sie o co martwic. Niestety, sad widzial setki
                    tatusiow probujacych ukryc dochody by nie placic alimentow, i za
                    nieuczciwosc jednych placa wszyscy. Z 2 zlego lepiej juz tak, niz
                    pozwolic, by dzieci przymieraly glodem.
                    • dyderko Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 19:17
                      Wracamy do punktu startowego - jak odszedł od matki to sam sobie
                      winien. Strasznie Cię zachowanie Twojego Ex boli, co? Tak bardzo że
                      bedziesz szukać usprawiedliwień nawet dla zachowań krzywdzących
                      dzieci byleby tylko "zdradzacza" napiętnować.
                      A ja się nie boję, mam tylko dość nagonki, ja wiem że powyzej pewnej
                      kwoty nie zdołają z nas zciągnąć, cokolwiek Exia by nie wymyśliła.
                      Jeśli nie dotarło to wyjaśnię Ci inaczej o co chodzi - ile spraw w
                      ostatnim roku miałaś w sądzie? Mój M miał trzy, ledwo zapadał wyrok
                      natychmiast w sądzie lądował następny wniosek.
                      • kicia031 Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 21:25
                        Dzieki za darmowa psychoanalize - nie nie boli mnie zachowanie mojego Ex juz od
                        dawna - glupio mi tylko, ze bylam z facetem, ktory byl swego czasu jak publiczny
                        kibel, ale to nie moj probnlem w koncu jak sie kto prowadzi.

                        Natomiast musze przyznac, ze jako ex mial i ma zawsze kupe klasy, pod kazdym
                        wzgledem, takze pod katem tego jaka wybral Next.

                        Widze, ze poczucie winy do tego stopnie cie zjada, ze nie jestes w stanie
                        przyjac zyczliwej rady opartej na doswiadczeniu, ktorego mam wiecej niz ty, i to
                        opartego na widzeniu sprawy z 2 punktow widzenia. Mi tam to zwisa, czy bedziecie
                        sie wszyscy zarli, w koncu to nie moja sprawa.
                • e_r_i_n Re: Chyba mnie coś trafi. 11.07.08, 13:58
                  kicia031 napisała:

                  > Ale 750 pln to w takiej sytuacji smieszna suma, i nijak sie
                  > ma do potrzeb dzieci i sytuacji majatkowej ojca.

                  Dlaczego?
                  Dzieci mają zyc na takim poziomie, jaki sa w stanie im zapewnic
                  RODZICE. A rodzic w sytuacji, gdy zarabia 1500 zł, w stanie jest
                  zapewnic niewiele.
                  Tak sie na to wiele osob powoluje, gdy ojciec zarabia sporo - ale to
                  dziala w kazda strone.
        • kicia031 Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 09:50
          Osobiście wolałabym nie musieć się prosić eksa o dokładanie się.

          Mam dokladnie to samo podejscie, i moj Ex rowniez. sa alimenty i to
          jest wklad ojce w utrzymanie dziecka. Oczywiscie ojciec kupuje
          kosztowne prezenty z okazji gwiazdki czy urodzin (komputer - babelek
          jest graczem, a wiecie ile kosztuje komp dla gracza, rower za pare
          tysiecy, odziez narciarska zgornej polki), ale do spraw codziennych
          sie nie doklada i ja czuje sie z tym znacznie lepiej. Przeraza mnie
          wizja omawiania spra finasowych z obcym jak by nie bylo facetem wink)
    • mamba30 Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 12:19
      Przeczytałam wszystkie opinie i wiele w nich mądrości. Tylko
      niestety moim zdaniem nie zawsze da się przyłozyć jedynie słuszną
      radę do swojego życia i sytuacji.

      Ja Ciebie doskonale Dyderko rozumiem. Mnie by strasznie szlag
      trafiał, jakbym była na Twoim miejscu. I trafia z resztą, z tym że u
      mnie nie chodzi o pieniądze a o to, że ex każdą najmniejszą rzecz w
      kwestii kontaktów z dzieckiem ustala po swojemu i ojciec MUSI się w
      100% podporządkować i siłą rzeczy ja również.

      Są misie, którzy nie potrafią tupnąć nogą exi, tylko tańczą tak, jak
      im exia zagra. Twój M jest właśnie taki, mój z resztą też. I nie
      widze tu nic złego, że ingerujesz w te sprawy, pewnie też z tego
      powodu, że ja ingeruję w sprawy kontaktów mojego misia i przez to
      tak to postrzegam. Żeby uprzedzić komentarze, mam na myśli sytuacje
      typu odwiezienia dziecka o umówionej porze i nie zastania mamusi, bo
      mamusia sobie wyjechała bez uprzedzenia do innego miasta i tatuś wg
      niej ma zasrany obowiązek pojechać z dzieckiem drugi raz, o czasie,
      który ex pasuje. Takich i podobnych sytuacji było wiele i musiałam
      się zdrowo nogą natupać, żeby M zaczął się przeciwstawiać takim
      jazdom. Jak nie ingerowałam, to on tańczył jak ex zagrała, a że się
      godził na wszystko, to ona na łeb wlazła. I gdyby to nie dotyczyło
      mnie to bym sprawę olewała, ale niestety siłą rzeczy jestem w tym
      układzie i nie muszę tolerować takich akcji.

      U Dyderko sytuacja jest analogiczna, ex każę a M robi. Skoro mają
      wspólną kasę, to się nie dziwię, że ma w nosie spełnianie mniej lub
      bardziej uzasadnionych żądań exi, zwłaszcza, że sytuacja robi się
      absurdalna, bo dzieci potrzebują kostiumów i ręczników, ale oni nie
      mogą ich po prostu kupić, oni MUSZĄ dać na to kasę.

      Wiem, że rady dziewczyn odbiagają od mojej, ale syty nie zrozumie
      głodnego. Dajcie kasę na brakujące rzeczy dla dzieciaków, ale po raz
      ostatni. M powinien porozmawiać z ex, ew. jeśli rozmowa nie wchodzi
      w grę to napisać list bądź maila z wyjaśnieniem, że taka sytuacja
      miała miejsce ostatni raz. I miałabym w nosie kolejne żądania exi.
      Jeżeli byłoby mnie stać, to kupiłabym sama dzieciakom potrzebne
      rzeczy z kasy poza alimentami. Z dziećmi również bym porozmawiała
      delikatnie na temat sytuacji i wyjaśniła problem. Wiem, że są tu
      zwolenniczki nie mieszania dzieci w takie sprawy, ale czasami po
      prostu sie nie da. Przerobiłam ten temat z moim exem. Mój syn jest
      uświadomiony już teraz, że pewne "akcje" wynikają od strony taty, a
      nie za moją przyczyną i nie sądzę, żebym go jakoś drastycznie
      skrzywdziła.
      • dyderko Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 14:11
        Mamba, M się stawia, sam z siebie. Natomiast czasami się ugnie bo
        widzi że na jego dziecku się to odbije. Natomiast za każdym razem
        gdy nie poddał się szantażowi to kończyło się to w sądzie. Ja już
        wiem że to chodzi o umęczenie przeciwnika, bo przecież choćby Exia
        najbardziej absurdalne pomysły miała, w najgorszym wypadku, nie
        uzyska podwyższenia alimentów, w najlepszym dostanie więcej, a my
        (mamy wspólny budżet) zapłacimy jeszcze koszty sądowe.
        Zadziwia mnie to ze na forum pełnym kobiet które jednej z nas
        wytykały to ze nie zajmowała się losem dziecka Exi (nie jej
        partnera, tylko Exi i kogoś), a teraz twierdzą że kastruję mojego M
        bo wykazuję życzliwe odruchy względem jego dzieci… Dziwny jest ten
        świat.

        A myśmy już postanowili – nie damy kasy na nic poza tym co sami
        będziemy chcieli dać. Akcja pod nazwą po raz ostatni robimy to czego
        się od nas żąda była przy okazji płacenia za obozy o czym M się
        dowiedział w formie „do dnia… ma być na koncie… kwota…” nawet bez
        informacji gdzie te obozy, kto organizuje itp. M uznał że przekaże
        jedynie informację o sytuacji rodzicom Exi, co chyba jest logiczne
        po karteczce informacją ze M może na te stroje od kogoś, np. swoich
        rodziców, pożyczyć.
        • burza4 Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 19:13
          jesteś dopiero na początku pewnej drogi. Z czasem patrzy się na te
          sprawy inaczej i wyciąga inne wnioski. Na początku - przejmuje się
          niesprawiedliwością i tym, że ktoś nam krzywdzi misia, angażuje się
          całym sercem i leci z pomocą.

          z czasem otwierają się oczka i się okazuje, że miś jest jakoś
          dziwnie bierny, niezdolny do podjęcia konstruktywnych działań, a od
          nas oczekuje jedynie rosnącej wyrozumiałości. A ta skończyla się x
          lat temu, bo nasza cierpliwość ma swoje granice. A my naiwnie
          oczekiwałyśmy, że z biegiem czasu miś weźmie sprawy w swoje ręce i
          będzie nas chronił przed swoją przeszłością, a nie brnął w to samo
          bagienko coraz bardziej. To wszystko sprawia, ze z czasem zaczyna
          niknąć współczucie dla misia, a zaczyna narastać złość i pogarda, że
          dorosły facet latami nie umie się uporać z takimi sprawami i jedyną
          osobą, której potrafi odmówić - jest jego ponoć ukochana żona.

          Wasz wspólny budżet to wasze pensje minus ustalone wydatki na dzieci
          (alimenty + margines). Tym zarządzacie razem. Jemu pozostaw kwestię
          tego jak gospodaruje swoim kawałkiem, ale przedstaw swoje
          oczekiwania - czyli, że ma tak zarządzać kasą, żeby najpierw pokryć
          koszty własnego utrzymania, zapłacić alimenty - a dopiero wtedy może
          myśleć o dodatkowych wydatkach. Niezależnie na to, na co by one nie
          były - czy na dzieci, czy na skoki na banji.
          • dyderko Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 19:19
            Kurde, Burza, a myślałam że Ty jesteś ponad "misiowanie", no cóż...
            • reksia Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 22:54
              Dyderko problem polega na tym, że Twój mężczyzna może byc
              doskonały , ale panie i tak nie spoczną dopóki nie udowodnią Ci, że
              to "miś"
          • kicia031 Burza 10.07.08, 21:30
            tylko ze wiekszosc misiow wcale nie jest bierna z natury, to wyuczona
            bezradnosc, ktotrej nabyli w zwiazku z dominujaca Exia, i ktora wspiera rownie
            dominujaca Nexia. Wiekszosc z nich, gfdyby okazac im szacunek i pozwolic samemu
            zaltwiec swoje sprawy, z czasem nauczyloby sie tego - jakby sie pare razy w
            dupsku zagotowalo. Sek w tym, ze historia sie powtarza jak Dzien Swistaka, w
            nieskonczonosc...
            • nangaparbat3 Re: Burza 11.07.08, 11:24
              Sęk tez w tym, ze misio przecuiwstawiajacy sie byłej zonie nie miałby też
              problemu sprzeciwic sie aktualnej.
              A to juz jest nie do pomyślenia.
        • chalsia Re: Chyba mnie coś trafi. 11.07.08, 00:23
          > widzi że na jego dziecku się to odbije. Natomiast za każdym razem
          > gdy nie poddał się szantażowi to kończyło się to w sądzie. Ja już
          > wiem że to chodzi o umęczenie przeciwnika, bo przecież choćby
          Exia
          > najbardziej absurdalne pomysły miała, w najgorszym wypadku, nie
          > uzyska podwyższenia alimentów, w najlepszym dostanie więcej, a my
          > (mamy wspólny budżet) zapłacimy jeszcze koszty sądowe.


          no to w czym problem? Doświadczenie "sądowe" macie, to teraz już
          kaszka z mleczkiem. Więc nie poddawać się szantażom i sie w sądzie
          bronić - raz, drugi, piąty, może po ósmym się skończy definitywnie.
          A przy każdej sprawie bierzcie prawnika i wnoście o zwrot kosztów
          prcesowych - przy przegranych eksia będzie musiała je zapłacić.
          Moze się oduczy.

          Nie mniej nadal kwestią istotną jest to, ile te alimenty wynoszą,
          bo nawet jeśli stanowią 45% pensji M, to moze to być kwota np. 500
          zł łacznie dla dwojga dzieci, a wtedy ciągłe "proszenie się" o kasę
          eksi nie byłoby dziwne.

          Zgadzam się, że lepiej by na tym wyszła, gdyby po ludzku prosiła
          wiedząc, że w miarę możliwości dobrowolnie dokładacie. No ale tak
          to już często jest - jak rozwodnik jest OK, to jego eksia nie
          bardzo, jak rozwódka OK to jej eks nie bardzo.
          • dyderko Re: Chyba mnie coś trafi. 11.07.08, 11:37
            Chalsia, znasz przypadek zasądzenia zwrotu kosztów od matki
            żądającej podwyższenia alimentów, bo nam każdy prawnik odpowiada że
            to tylko rozsierdzi sąd. A M odchorowuje każdą sprawę, może ja
            rzeczywiście nadopiekuńcza jestem ale co mi z faceta któremu kilka
            dni przed i po rozprawie trudno się jest skupić, trzęsą się ręce,
            nie śpi po nocach itp. a taką sprawę ma prawie systematycznie co 4
            tygodnie. Dlatego teraz nie będziemy się radzić prawnika tylko go
            zatrudnimy by reperezentowa w sądzie, choćby to było podstawą
            argumentu ze ojcu zbywa pieniędzy.
            Alimenty aktualnie wynoszą 1300 na dwoje dzieci, sama wiem, że nie
            jest to dużo ale nie jest to kwota nie pozwalająca przeżyć.
            Może to infantylne jest ale potrzebowałam wygadania się i
            potwierdzenia że czasami dobro dziecka jest nadużywanym argumentem.
            • chalsia Re: Chyba mnie coś trafi. 11.07.08, 12:42
              > rzeczywiście nadopiekuńcza jestem ale co mi z faceta któremu
              kilka
              > dni przed i po rozprawie trudno się jest skupić, trzęsą się ręce,
              > nie śpi po nocach itp. a taką sprawę ma prawie systematycznie co
              4 > tygodnie

              kurcze, mamy XXI wiek, trzęsiesz się jak kura nad facetem - niech
              on sam zacznie w koncu o siebie dbać - w takiej sytuacji bierze się
              jakies Valium przez 4 dni albo idzie do lekarza po jakiś inny lek
              odstresowywujący na receptę.
              • dyderko Re: Chyba mnie coś trafi. 11.07.08, 13:14
                Wybacz Chalsiu ale po niektórych Twoich tekstach to ja myślę że sama
                bym Cię wymieniła na inny model.
                • chalsia Re: Chyba mnie coś trafi. 11.07.08, 18:11
                  ja jestem po prostu logiczna i pragmatyczna - skoro nie spełnienie
                  wymagań eksi kazdorazowo kończy się w sądzie, co wiąże się z
                  kilkoma dniami nerwówki u eMa, to jedyne (oprócz robienia co eksia
                  chce) co można zrobić, to ukoić medycznie nerwy.
                  Oczywiście wynajęcie prawnika pomoże ALE z doświadczenia swojego i
                  wielu innych osób wiem, że brak osobistego zaangażowania w sprawę
                  najczęściej kończy się przegraną - innymi słowy - prawnik bez
                  względu na wynik i tak swoje zarobi.
              • reksia Re: Chyba mnie coś trafi. 11.07.08, 13:37
                chalsia napisała:

                > > rzeczywiście nadopiekuńcza jestem ale co mi z faceta któremu
                > kilka
                > > dni przed i po rozprawie trudno się jest skupić, trzęsą się
                ręce,
                > > nie śpi po nocach itp. a taką sprawę ma prawie systematycznie co
                > 4 > tygodnie
                >
                > kurcze, mamy XXI wiek, trzęsiesz się jak kura nad facetem - niech
                > on sam zacznie w koncu o siebie dbać - w takiej sytuacji bierze
                się
                > jakies Valium przez 4 dni albo idzie do lekarza po jakiś inny lek
                > odstresowywujący na receptę.


                niektórych ludzi łączy MIŁOŚĆ
                WIESZ CO TO TAKIEGO?
                • chalsia Re: Chyba mnie coś trafi. 11.07.08, 17:53
                  > niektórych ludzi łączy MIŁOŚĆ
                  > WIESZ CO TO TAKIEGO?

                  miłośc i dbałośc o ukochaną osobę nie ma nic do rzeczy z tym, że
                  mozna skorzystać z odpowiednich leków by się nie denerwować, skoro
                  to jest największy problem związany z bytnością w sądzie.
            • kicia031 Re: Chyba mnie coś trafi. 11.07.08, 13:37
              No 1300pln na 2 dzieci to nie sa kokosy, ale to nie jest tez nedza.
              • reksia Re: Chyba mnie coś trafi. 11.07.08, 13:42
                kicia031 napisała:

                > No 1300pln na 2 dzieci to nie sa kokosy, ale to nie jest tez nedza.


                mozna za takie pieniadze dzieci wykarmićwink -mówi Ci to matka
                dostająca na dzieci po 75 zł na głowe miesięcznie smile))))))))
    • kowalka33 Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 14:54
      Też mogłoby mnie trafić, rodzice powinni planować wspólnie wakacje dzieci i ich finansowanie , dotyczy to także innych spraw jak dodoatkowe lekcje, prywatne leczenie i itp.Sytuacja o której piszesz jest smieszna ojciec sfinansował obóz , który powinien byc omówiony wspólnie co do terminu miejsca i kosztów , matka daje wyprawkę , nie wiem po co ludzie sami robią sobie bagno , niepojete to jest. Powiem ci Dyderko że jak patrzy się na te fora to dzieci od partnerki ojca to najwyżej kopa w dupe moga dostać , niestety często porzadne macochy swoje przechodzą z ex. trzymaj się i się nie dawaj bo w sumie mogłabyś buntować m jak np cocolona i guzik by te dzieci dostały. Wiesz to już nie chodzi o te czepki o te ręczniki ale w ogółe o brak dyskusji w temacie to dzieci m jego dzieci , poproście może sąd o pomoc ośrodek mediacyjny , ale wprost że zwrócicie się o ustalenie mieszkania dzieci przy ojcu (jesli ta perspektywa cię przeraża nie martw się raczej nie przejdzie) ale ex bedzie w stresie zapewniam cię w końcu plany z przeszkodzeniem ślubu mogą wskazywać ze z deklem coś nie tak
      • dyderko Re: Chyba mnie coś trafi. 10.07.08, 19:20
        Ośrodek mediacyjny mówisz...
        • elakuz Re: Chyba mnie coś trafi. 13.07.08, 14:37
          z tym osrodkiem mediacyjnym jest tak, ze Eks nie zgodzi sie i nic
          jej nie mozna zrobic. Mam to ze swojego podworka. Moj M dostal tylko
          karteczke, ze odmowila wspolpracy. Do RODK tez sie nie zglosila i
          zyje sobie dalej traktujac sady olewajaco. Co do alimentow to moj
          maz placi wiecej niz jego byla zarabia a i tak slyszy tylko, ze
          malo. Ma byc bankomatem i nie upominac sie o prawa.
          Co ci moge poradzic, ochlon troche i idzcie do dobrego prawnika do
          sprawa rodzinych, najlepiej niech reprezentuje was kobieta.
          To normalne ze wspierasz swojego meza i nie rozumeim niektorych
          komentarzy na tym forum pt. "chcialas to masz a teraz siedz cicho i
          plac"
    • dyderko Koniec etapu. 11.07.08, 12:08
      M po postanowił zwrócić się o mediację do teściów. Chyba to co im
      powiedział mocno nimi wstrząsnęło bo przyjechali wczoraj porozmawiać
      (ok. 250 km). Rozmowa była długa, już myślałam że na noc zostaną u
      nas. Zażądali wszystkich rachunków, całej korespondencji. Niewiele
      mówili ale wyrwało im się np. to że Ex powiedziała im ze ten obóz
      ona sama kupiła dzieciom a M nie chce nawet na kostiumy dać i że oni
      jej za ten obóz zwrócili. Potem przestali cokolwiek mówić tylko
      pytali. Wychodząc poprosili o stały kontakt z nimi a zwłaszcza gdyby
      nie można się było z ich córką dogadać.
      Po ich wyjściu, patrząc na wypogodzoną twarz M pomyślałam że on cały
      czas zmagał się z oceną Exi że jest łajdakiem krzywdzącym swoje
      dzieci. Potrzeba mu było chyba potwierdzenia z zewnątrz że to nie
      jest całkiem tak. Mam wrażenie że poczuł się pewniej. Mam nadzieję
      że teraz łatwiej mu będzie bronić swojego zdania czy wyborów.
      Aż ciekawa jestem jak to dalej się potoczy, czy teraz instancją do
      której będziemy biegać na skargę będą rodzice Exi, czy wrócimy do
      tego co było, a może jednak to będzie impuls do tego by patrzeć na
      wszystko realnie i nie dawać się zakrzykiwać…

      Chyba jestem wariatką ale przy opcji dajemy tylko alimenty i nic
      poza tym, najbardziej będzie mi brakowało tej możliwości, że mogę
      coś dać, coś zorganizować, coś wyszukać i kupić… Ja chyba mocno
      łupnięta jestem ale wiecie jaka to frajda wynaleźć i dać coś co
      drugiej osobie się spodoba i uszczęśliwi (a do tego uszczęśliwi tego
      kogo kochamy najbardziej).
      • chalsia Re: Koniec etapu. 11.07.08, 12:46
        > Po ich wyjściu, patrząc na wypogodzoną twarz M pomyślałam że on
        cały
        > czas zmagał się z oceną Exi że jest łajdakiem krzywdzącym swoje
        > dzieci. Potrzeba mu było chyba potwierdzenia z zewnątrz że to nie
        > jest całkiem tak. Mam wrażenie że poczuł się pewniej. Mam
        nadzieję
        > że teraz łatwiej mu będzie bronić swojego zdania czy wyborów.
        > Aż ciekawa jestem jak to dalej się potoczy, czy teraz instancją
        do
        > której będziemy biegać na skargę będą rodzice Exi, czy wrócimy do
        > tego co było, a może jednak to będzie impuls do tego by patrzeć
        na
        > wszystko realnie i nie dawać się zakrzykiwać…
        >

        Życzę, by to pomogło.

        Jednak de facto jaki wpływ na eksię mają jej rodzice? Jedyne co
        jej "grozi" to "utrata twarzy" (że ona cacy, a eksio to bezduszny
        k...s).
        • dyderko Re: Koniec etapu. 11.07.08, 13:16
          Wiesz… ja w sumie mam gdzieś to co oni zrobią. Mi wystarczy
          świadomość że na te cholerne czepki i ręczniki to ona ma i jak nie
          kupi dzieciakom to wiemy że pieniądze miała ale taka była jej
          decyzja i już. Bo zawsze gdzieś w głębi odzywała się wątpliwość czy
          ona rzeczywiście nie zorganizowała się finansowo tak, że nie ma ani
          grosza, co w sytuacji gdy nie wiemy jak się gospodarzy i jakie ma
          plany na przyszłość jest możliwe (np. taka sytuacja gdy masz budżet
          wyliczony do złotówki i ktoś Ci daje w prezencie wycieczkę do Turcji
          i grozi Ci że nie kupisz kilku niezbędnych rzeczy, nie będziesz
          miała na wydatki na miejscu).
          W sumie liczę na to że do teściów M więcej już nie zadzwoni (może
          poza życzeniami świątecznymi), bo ani dla niego ani dla nas to miłe
          i chwalebne.
Pełna wersja