prawie_macoszka
09.07.08, 15:22
Witam

Poczytuje Was już od jakiegoś miesiąca i odważyłam sie wreszcie napisać. Mam nadzieję że jakoś dzięki Wam z dystansem podejdę do meczącego mnie problemu - być może to żaden problem tylko ja nie bardzo mam o tym z kim pogadać bo nie mam koleżanek w podobnej sytuacji. Mojego NM poznałam 4 lata temu. Zaprzyjaźniliśmy się ze sobą, byliśmy obecni w swoim życiu. Od pól roku jesteśmy parą. Na razie z uwagi na pracę nasze relacje są piątkowo - niedzielne ale mam nadzieję że od września/października to się zmieni. Mój NM jest starszy ode mnie o 12 lat i ma córkę - obecnie 21 letnią która z uwagi na studia mieszka razem z nim od 2 lat. Problem polega na tym że Młoda kompletnie nic w domu nie robi - traktuje mieszkanie trochę jak stancje. Tzn.postawiona przed murem posprząta czy też pójdzie na zakupy ale za każdym razem trzeba ją o wszystko prosić. Rozmawiałam z NM na ten temat jeszcze jak nie byliśmy parą i juz wtedy mnie to wkurzało: facet przychodzi po 10 godzinach z pracy a tu obiad musi ugotować a Młoda na pytanie czy woli kotlety czy gulasz odpowiada znudzonym tonem "no nie wiem...". Teraz myślę o tym jak to będzie jak już zamieszkamy razem. Wiem że będzie mnie to wkurzało bo choć lubię prace domowe i NM dużo w domu robi to nie wyobrażam sobie sytuacji, w której my wieczorem wracamy zmeczeni z pracy i zasuwamy w domu a młoda zyje tak jak dotychczas. Rozmawiałam na ten temat z NM, bo nie chcę żeby to wyglądało tak że ja się wprowadzam i ściągam Młodą na ziemię obarczając ja jakimiś obowiązkami, uważam że NM powinien powoli zmieniać ten układ jeszcze zanim zamieszkam z nimi na stałe - rozmawiałam z nim na ten temat i obiecał, że porozmawia z Młodą na temat jej obowiązków w domu. Tak się tylko zastanawiam czy ja nie przesadzam? Czy nie za bardzo martwię się na zapas? Może powinnam poczekać że samo sie jakoś ułoży?