luna67
15.07.08, 03:25
jak ju wiecie po reanimacji naszego zwiazku jestesmy znowu razem, szczesliwi,
z nowymi planami, niby bez zadnych uniesien zwiazanych z Ex, a
jednak.....zawsze sie cos znajdzie tak dla zametu, zeby bylo weselej
Dzieciatka mojego M przychodza prawie regularnie w odwiedziny, nawet im
pozwolilam zaprosic kolezanki i kolegow na gril (Oooo:-Ufff, ciezka praca
obrobic taka watache i posprzatac caly ogrod

).
Mam zajefajny kontakt z pasierbami, ale moj M psuje wszystko, zachowuje sie
jakby byl zazdrosny.
Dzieciaczki wyjezdzaja za tydzien na urlop z mama i ojczymem, wic
zaproponowalam malej pojcia z nia sam na sam na zakupy, wiadomo; nowy stroj
kompielowy, krotkie spodniczki, kremy do opalania (z faktorem naturalnie) i
takie tam duperele, o czym chlop nie ma zielonego pojecia.
A moj M jak go o tym powiadomilam wpadl w furie (no przesadzam, jak
zwykle

), ale powiedzial, ze on jest rodzicem i on z nia pojdzie

(( No
kurde, nie wiem o co chodzi? najpierw bylo, ze nie troszcze sie o jego
dzieciaczki (mial chyba na mysli wysieranie w 5-cio minutowym takcie nosa), a
teraz jest za duzo.
Jeszcze dolal oliwy do ognia. Dzieci wyjezdzaja za tydzien na 3 tygodnie, byly
u nas ostatni tydzien (pare dni), nastepny weekend wolny od dzieci
zaplanowalam gosci, ktorych ju zaprosilam. A moj M mi dzisiaj oznajmia, ze
chce jeszsze widziec sie z dziecmi przed wyjazdem (z noclegiem u nas jak
zwykle). Wpadlam w furie, przeciez "przepadnie" tylko jeden weekend , a on na
to ; ze chce nadobic albo "przedrobic" utracony czas.
Czy wasze M-eny tez nadrabiaja "utracony" czas (jak dzieci nie moga w
zaplanowany weekend)? Bo ja mam juz po dziurki w nosie, co trzeci weekend
wychodzi cos nowego, nastawiam sie, nic nie planuje, gotuje a tu szwupppps
godzine przed odbiorem; "dzisiaj raczej nie, jestem umowiona z kolezanka u
ktorej nocuje". No to moj M planuje nastepny tydzien dla dzieci. A ja moge
sobie planowac do osr... smierci.
Dziewczyny, mam isc w srode do urz. stanu cywilnego zaplanowac slub, ale ja
sie boooooje, kocham go, lubie pasierby, ale po nocach meczy mnie zmora w
postaci jego dzieci, dyrygujacych moim zyciem.
Mam takie uczucie, ze lepiej mi zniesc fochy pasierbiatek jako partnerka
mojego M, ale jako zona nie zdzierze tego.
Moze dlatego, ze w pierwszym malzenstwie, to ja wszystko planowalam? i tupalam
nozka jak bylo cos nie tak? (ale mialam racje, naprawde), ze ja zawsze mialam
ostatnie zdanie? nawet rozwod perfidnie zaplanowalam.
Moze to zmora po ostatnim rozwodzie???? ale prosze nie wysylajcie mnie na
terapie
Bylam z mala i tak na zakupach, mala byla zachwycona, kupilam jej stoj
kompielowy (puschUp?), pasujacy szal na biodra, do tego kosz plazowy z
pasujacym recznikiem kapielowym (itd.). Wiecie co?, mialam lzy w oczach widzac
jej radosc.
Mala przepotwarza sie w kobitke, przerabialam to na sobie, na mojej corze, a
teraz jestem wdzieczna, ze na mojej pasierbicy......., a za pare miesiecy
bedeeeeee babcia (grudzien)!!!!!!!!!!!!! chyba bedzie znowu kobitka; wnusia!,
mam nadzieje, ze doczekam znowu tej metamorfozy

Ja juz moja wnusie teraz
kocham, mam juz dla niej caly komplecik niemowlecy

, nawet pokoik stoi dla
niej u mnie wolny.
Ps.
juz jest pozno pisze bzdory, kot zapedzil mysz do dziory....

)) (kto to
jeszcze zna? chyba tylko ja, stara macocha)