matie.skowron
18.07.08, 11:06
...powiedziałabym, że dwuznaczne. Z mala akurat lepiej niz myslalam.
Co prawda straszna bałaganiara i potafi przerywać w pół słowa, ale
obiektywnie to naprawde fajna dziewczynka, która przez te dwa dni
bradziej chyba lgnęła do mnie niż do ojca (a moze Matie obok mnie
usiąść? (sic!). Opowiadała mi o nowej szkole, kolegach, zakupach, no
o wszystkich co chyba interesuje stworzenie w tym wieku. Zapytała
nawet czy chce dla małego jakieś przytulanki bo ma sporo gdzies na
strychu. Okazało się że nawet z imieniem nie jest żaden problem i
wcale to nie tak ze wybrane przeze mnie sie jej zupelnie nie podoba.
Najwyraźniej M przesadził. No własnie. Bo jest druga strona medalu.
Chyba zaczynam rozumieć co to znaczy hodowanie księżniczki. Na KAŻDE
zawołanie. Jak zobaczyłam rachunek z zakupów to mi ceny zawirowały
przed oczami. I przede wszystkim straszny smutek. Nie pomyslał nawet
żeby cokolwiek kupić dla małego (wie doskonale ze szykuje wyprawkę.
Nie zapytał (ale tak żeby poczekać na odpowiedź) jak się czuję, bo
te jego automatyczne wszystko ok? w przejsciu to jakby nie istniały.
Romowa większosc czasu o córce. Nie było jednego zdania na temat "a
jak się urodzi maluch to...". Ciagłe "przytul się do taty" etc.. To
jednak chyba wcale tak nie jest, że jak oddałby życie za pierwsze
dziecko to z drugim wychodzi mu tak samo. U mnie w każdym razie się
na to nie zapowiada. Poryczałam sobie dobry kawałek nocy