wieści z frontu... ;)

18.07.08, 11:06
...powiedziałabym, że dwuznaczne. Z mala akurat lepiej niz myslalam.
Co prawda straszna bałaganiara i potafi przerywać w pół słowa, ale
obiektywnie to naprawde fajna dziewczynka, która przez te dwa dni
bradziej chyba lgnęła do mnie niż do ojca (a moze Matie obok mnie
usiąść? (sic!). Opowiadała mi o nowej szkole, kolegach, zakupach, no
o wszystkich co chyba interesuje stworzenie w tym wieku. Zapytała
nawet czy chce dla małego jakieś przytulanki bo ma sporo gdzies na
strychu. Okazało się że nawet z imieniem nie jest żaden problem i
wcale to nie tak ze wybrane przeze mnie sie jej zupelnie nie podoba.
Najwyraźniej M przesadził. No własnie. Bo jest druga strona medalu.
Chyba zaczynam rozumieć co to znaczy hodowanie księżniczki. Na KAŻDE
zawołanie. Jak zobaczyłam rachunek z zakupów to mi ceny zawirowały
przed oczami. I przede wszystkim straszny smutek. Nie pomyslał nawet
żeby cokolwiek kupić dla małego (wie doskonale ze szykuje wyprawkę.
Nie zapytał (ale tak żeby poczekać na odpowiedź) jak się czuję, bo
te jego automatyczne wszystko ok? w przejsciu to jakby nie istniały.
Romowa większosc czasu o córce. Nie było jednego zdania na temat "a
jak się urodzi maluch to...". Ciagłe "przytul się do taty" etc.. To
jednak chyba wcale tak nie jest, że jak oddałby życie za pierwsze
dziecko to z drugim wychodzi mu tak samo. U mnie w każdym razie się
na to nie zapowiada. Poryczałam sobie dobry kawałek nocy sad
    • pola.cocci Re: wieści z frontu... ;) 18.07.08, 11:18
      Dobrze ze z Mala ok. oby tak dalej. A swojemu M powiedz o tym co Cie
      dreczy i niech Ci wytlumaczy o co tu chodzi. Moze po prostu jak
      typowy facet nie wie, ze Ty potrzebujesz (teraz bardziej niz
      zwykle!) zainteresowania, czulosci,itd. i wydaje mu sie ze wszystko
      jest ok, bo wg. niego jest. Szczera rozmowa to podstawa zwiazku.
      • konstancja16 Re: wieści z frontu... ;) 18.07.08, 11:30
        cepem w faceta!

        bo przeciez toto nic nie kuma, trzeba mu jak krowie na rowie.
        faceci maja (z reguly) klopoty z domyslaniem sie co kobieta czuje i
        zgadywaniem jak odbiera rozne zachowania. bo oni sa prosci jak
        komputery! tylko on i off, a jak inna funckje, to trzeba im
        zaprogramowac, wprowadzic do systemu.

        wiec nie placz jak gupia po nocach tylko wytlumacz facetowi:
        oczekuje tego i tego, jak zapominasz o naszym dziecku to jest mi
        cholernie smutno i zycze sobie zebys 2 razy dziennie o 16.30 i o 21
        pytal jak sie czuje bo jak nie pytasz to mam wrazenie ze o mnie nie
        myslisz i chce mi sie plakac. na dodatek piesc sie ze mna bo jestem
        baba w ciazy i bede miec wapory. budzik nastawic potem na 16.30 i
        przypomniec: teraz kwadrans na rozpieszczanie mnie, zycze sobie
        zebys zapytal jak sie czuje, podal sok z ogorkow i batona bounty.

        najgorsze co mozna zrobic to gniesc takie mysli w sobie. niech
        facet wie, czarno na bialym, kiedy Ci smutno, kiedy jestes wsciekla,
        a kiedy czujesz sie zaniedbana. sam sie nie domysli, musisz mu to
        wyrypac. i nie wstydz sie, ze to glupie i nieracjonalne. to jest to
        co czujesz, nie ma przepisu, ze smutek i poczucie opuszczenia
        powstaja tylko z przyczyn racjonalnych.

        pozdrawiam, dbaj o siebie i wymagaj dbania od faceta, chocby sie
        mial troche umeczyc. takie juz sa uroki zycia z baba, sam chcial,
        nie? wink)


        a swoja droga to ciesze sie, ze moj NM ma syna. mam wrazenie, ze
        faceci latwiej padaja na kolana przed coruniami-ksiezniczkami niz
        przed synalkami.
    • jayin Re: wieści z frontu... ;) 18.07.08, 11:38
      Fajnie, że z małą pozytywnie wyszło smile
      Czasami jednak "strach ma wielkie oczy" i człowiek sam w sobie wyolbrzymia obawy i negatywne nastawienia, dopóki nie zweryfikuje ich w rzeczywistości.

      A co do M - to nie martw się jego zachowaniem. Dla większości facetów "dziecko w brzuchu" to jeszcze nie takie, hmmm, PRAWDZIWE dziecko smile Ba, nawet po urodzeniu często nie zachowują się tak, jak mamusie by sobie życzyły smile Dzieci, jak mi sie wydaje, zaczynają byc dla nich "realne", kiedy można ich dotknąć, kiedy je słyszą, widzą... Ale tak czy siak interesuja sie nimi najbardziej, kiedy maluchy staja sie bardziej komunikatywne i reagują na ojca - czy to zachowaniem, czy uczą się mówić i potrafią coś ojcu przekazać..smile

      Tak więc - sam brak wypytywania ciebie SZCZEGÓŁOWO o samopoczucie, czy brak weny twóczej do odruchowego kupowania czegoś dla nienarodzonego dziecka - to żadna zła cecha u faceta. To chyba normalne. Oni po prostu myślą inaczej, niż my (w większości).

      Mnie to zupełnie nie rusza, chociaż kiedyś też mi bywało przykro, że M nie interesuje się maluchem w brzuchu w takim stopniu, jak ja. Co nie znaczy, że się NIE interesuje smile Interesuje się, ale po swojemu.
      Coś na zasadzie:

      - Kochanie, nawet nie spytasz, jak się czuję?...
      - Przecież pytam czasem...
      - Ale rzadko i zdawkowo!
      - Bo przecież jest OK. To dlaczego mam pytać częściej?
      - Bo mogłoby nie być OK!
      - No, to wtedy chyba byś mi od razu powiedziała, prawda?...

      Wot, taka logika smile

      Jeśli on nie pyta - sama go informuj. Ale pamiętając, że faceci inaczej "przechodzą" ciążę smile
    • matie.skowron Re: wieści z frontu... ;) 18.07.08, 12:46
      Moze macie racje, ale podpowiadane to jednak trochę mniej ważne.
      Wolę klarowne sytuacje, nic na siłę i jeśli go mój - zobaczcie
      odruchowo już pisze mój a nie nasz sad - przyszły maly nie interesuję
      to przymilać się nie potrafię. Bo jednak chyba nie o to chodzi.
      Nie "złapałam" go na dziecko, sam mówił wielokrotnie, że chciałaby
      jeszcze syna (akurat z tym się udało), kiedyś wspominał nawet jak to
      kobieta w ciązy jest dla niego najwazniejsza. Rozumiem jednak ze to
      za czasów Ex, kiedy miala sie urodzic mala, bo w aktulanym
      wcieleniu podejście doprawdy trochę inne. Najgorsze jest w tym
      wszystkim nawet nie to ze się nie potrafię dopominać o uwage (zawsze
      byłam trochę Zosia samosia i łaski bee)ale widze ze zaczyna sie moja
      typowa podejrzliwosc i zamykanie w skorpuie. Po prostu wybiera
      człowiek najbezpieczniejszą w takich sytuacjach pcje "sama sobie
      poradzę, niczego od Ciebie nie potrzebuję" i szybko w to zaczyna
      wierzyć.
      • aldonakatarzyna Re: wieści z frontu... ;) 18.07.08, 15:30
        a ja Ci powiem ze moj maz tez taki byl niezbyt rozentuzjazmowany moja ciaza,
        zachowywal sie tylko poprawnie, ale jak sie synek urodzil to doslownie zwariowal
        na jego punkcie, ale jak!
        pamietam jak chodzil z noworodkiem i powtarzal o jaki sliczny o jaki pieknywink i
        sam przyznal ze nie zdawal sobie sprawy ze tak sie zakocha
        zobaczysz ze u Was bedzie tak samo, kazdy mezczyzna chce miec ponoc syna, glowa
        do gory!
        • adela38 Re: wieści z frontu... ;) 18.07.08, 22:10
          hm... gdyby to byla pierwsza ciaza i facet nie czail... nozna by to jeszcze
          zrozumiec... ale tutaj mamy juz "starego wyjadacza" ktory wiekszosc uwagi
          przeznacza nieletniej corce - choc sympatycznej to jednak- i razaca zaniedbuje
          osobe z ktora ma dzielic zycie, ktora powinien kochac najbardziej i w sytuacji,
          gdy ta osoba najbardziej jego uczucia wlasnie teraz potrzebuje...do tego
          istnieje juz inne dziecko, ktorego on njwyrazniej nie zauwaza...
          mysle, ze czas na powazna rozmowe, bo wyglada to okropnie...
          • konstancja16 Re: wieści z frontu... ;) 18.07.08, 22:54
            Matie, wiesz, ja tez bylam zosia-samosia z natury i unosilam sie
            honorem i patrzylam z wyzszoscia i cierpialam bez skargi. BEZ
            SENSU!!!!
            bo Ty cierpisz, ale w glebi duszy myslisz o tym, ze on to w koncu
            zauwazy. a on nie zauwazy.

            wiec sie meczysz bez potrzeby. a on nie zauwazy nie dlatego ze jest
            glupi i totalnie niewrazliwy tylko normalnie dlatego ze NIE WIE ze
            Ty cierpisz.

            wiec to ze zosia-samosia i ze dasz sobie rade i ze nie potrzebujesz
            niczyjej laski to ja rozumiem doskonale.

            ale nie artykulujac wyraznie co i dlaczego Cie boli budujesz wielka
            fikcje i niezrozumienie. wiec moje przewrotne rady o nastawianiu
            budzika pod tytulem 'teraz czas na mnie i na moje kaprysy' to nie
            byly zebraniem o uwage. tylko takim troche pol zartem pol serio
            sposobem zwrocenia uwagi faceta na drobne nieporozumienie w
            zwiazku. ktore polega na tym, ze Tobie jest smutno i chce Ci sie
            wyc, a on zyje radosnie w przekonaniu, ze jest OK. na razie
            zaciskasz zeby, ale przeciez nie o to chodzi w zwiazku, zeby jedno
            zaciskalo zeby i plakalo po katach. ma byc przeciez radosne
            dzielenie sie wszyskim i zgadywanie w mgnieniu oka dlaczego druga
            strona zmarszczyla czolo. chocby to bylo glupstwo.

            zastanow sie nad tym, mowienie o tym ze jest cos co Cie rani czy
            boli to nie rezygnacja z samodzielnosci. tylko naprawa
            komunikacji. bo on po prostu moze nie wiedziec ze cos nie gra.

            jesli kiedys ktos bedzie chcial Cie zranic swiadomie to na pewno
            dasz sobie rade i wyjdziesz na prosta. ale gryzc sie i nie
            rozmawiac o drobiazgach ktorymi Cie rani nieswiadomie to juz lekka
            perwersja. to nie bedzie przyznaniem sie do slabosci tylko
            wyznaniem roznych Twoich wewnetrznych zawirowan. ktorych nie nalezy
            chyba ukrywac przed najblizszym przyjacielem. nie powinien wysmiac
            tego... tak mysle. powinien zrozumiec, przytulic i nauczyc sie
            czegos nowego o Tobie. czy wolisz skorupke?
            • 13monique_n Re: wieści z frontu... ;) 21.07.08, 13:17
              Podpisuję się wszystkimi kończynami pod zaleceniami Konstacji i jej
              wnioskami. Naprawdę lepiej wychodzi komunikacja, kiedy kobiety nie
              oczekują od mężczyzn, że ci się czegokolwiek domyślą. Nawet czasem
              nie domyślą się, że skoro są głodni to obiad do podgrzania jest w
              lodówce smile
              • konstancja16 Re: wieści z frontu... ;) 21.07.08, 15:09
                13monique_n napisała:
                >>Nawet czasem
                nie domyślą się, że skoro są głodni to obiad do podgrzania jest w
                lodówce smile

                to akurat sluszne jest, bo tu nie ma zadnego ciagu logicznego wink)
                na podstawie moich wieloletnich badan empirycznych uwazam za
                udowodnione, ze glod (ani intensywne myslenie o jedzeniu) nie
                powoduja automatycznego zmaterializowania sie posilku gotowego do
                odgrzania. przynajmniej w obecnym stanie techniki.

                osobnik glodny powinien zatem przystapic do gotowania. a takze
                dokonac takiego bardziej skomplikowanego procesu myslowego z ktorego
                wyniknie ze jak wroci ukochana, po pracy i zajeciach sportowych, to
                z pewnoscia tez bedzie: 1. glodna jak wilk; 2. uchetana i bez zapalu
                do gotowania. wiec powinno juz cos smacznego pyrkotac wesolo na
                kuchence. i wino otwarte, zeby sobie poodychalo wink)))

                no, taka troche moze utopijna wizja mi wyszla, ale pare razy
                widzialam na wlasne oczy. eech, romarzylam sie.
                • nsc23 Re: wieści z frontu... ;) 21.07.08, 15:57
                  A ja sie musze prosic, zeby mnie do kuchni wpuscil i dal cos
                  ugotowac smile (chyba nie lubi mojego jedzenia wink)
                • 13monique_n Re: wieści z frontu... ;) 22.07.08, 12:26
                  konstancja16 napisała:

                  > to akurat sluszne jest, bo tu nie ma zadnego ciagu logicznego wink)
                  Ma, bo czasem - na przykład ze stresu, albo innego obciążenia,
                  człowiek (kobieta też;-D) gotuje. I chowa do lodówki. Bo jak nie
                  schowa, to na przykład z piekarnika, to sobie pies (labradorka)
                  wyciągnie i zeżre. I będzie figa big_grin

                  > na podstawie moich wieloletnich badan empirycznych uwazam za
                  > udowodnione, ze glod (ani intensywne myslenie o jedzeniu) nie
                  > powoduja automatycznego zmaterializowania sie posilku gotowego do
                  > odgrzania. przynajmniej w obecnym stanie techniki.
                  Co prawda, to prawda. Ale głód znacznie przyspiesza proces myslenia
                  o tym, co i jak zrobić, żeby było smacznie i szybko. Nawet na 4 ręce
                  jest to możliwe big_grin

                  > osobnik glodny powinien zatem przystapic do gotowania. a takze
                  > dokonac takiego bardziej skomplikowanego procesu myslowego
                  Na głodniaka???????
                  > z ktorego wyniknie ze jak wroci ukochana, po pracy i zajeciach
                  >sportowych, to z pewnoscia tez bedzie: 1. glodna jak wilk; 2.
                  >uchetana i bez zapalu do gotowania. wiec powinno juz cos smacznego
                  >pyrkotac wesolo na kuchence. i wino otwarte, zeby sobie
                  >poodychalo wink)))
                  No, ale to działa! Co prawda osobnik głodny musi najpierw przekąsić
                  nieco, żeby przystąpić do takich działań wink
                  Znam też przypadki, że osobnik na jęki ukochanej będącej w dole z
                  powodu niskiego ciśnienia i ogólnego nastroju pod zdechłym azorkiem,
                  wrócił w ciągu dnia do domu i machnął 3 daniową przekąskę z
                  koktajlem ze świeżych truskawek włącznie!!!!


                  > no, taka troche moze utopijna wizja mi wyszla, ale pare razy
                  > widzialam na wlasne oczy. eech, romarzylam sie.
                  Wizja jest ok. Trzeba się jej trzymać i kultywować wink))
    • nangaparbat3 Re: wieści z frontu... ;) 18.07.08, 23:06
      Matie,
      ciąża to był jeden z najpiekniejszych okresów w moim zyciu. Nie
      pamietam jednak,zeby ówczesny mąż, ktory naprawde bardzo mnie wtedy
      kochał, specjalnie interesował się moimi nastrojami, stanem zdrowia
      etc. Raz - naprawdę raz - pojechał ze mną dolekarza, akurat po
      drodze wywaliłam się,przefrunęłam nad wielką kalużą i wpadłam w
      bloto (to był 7 miesiąc) - przestraszył się,porwał mnie z tej kałuzy
      i długo tulił. A raz, w 9. albo nawet 10., pojechalismy do lasu i
      robił mi zdjęcia na golasa. Dobrze to wspominam i bedę do konca
      zycia. Ale żeby nadskakiwał, zajmował się, wypytywał - nie. I
      szczerze mowiąc nie słyszałam o takich nadskakujących mężach, no
      chyba że w czasopismach dla dam.
      MNie się zdaje, ze najwiekszym problemem jest to jak bardzo skupiasz
      się na Twoim mężu, a dokładniej na tym,jaki jest jego stosunek do
      Ciebie.Sama przeszłam przez taki okres, taki związek, i to byl
      koszmar. I jednego się nauczyłam - im bardziej domagamy sie uwagi i
      zainteresowania, tym wiekszy opór napotykamy. Czlowiek lgnie do
      drugiego, jesli go potrzebuje - od takiego, który chodzi za nim
      pełen pretensji "dlaczego się mną nie interesujesz",predzej czy
      póxniej zacznie sie opedzac. Tak opedzają się nawet matki od
      malutkich dzieci,za które pewnie dałyby życie,gdyby było trzeba.
      • adela38 Re: wieści z frontu... ;) 19.07.08, 19:39
        Nanga...nie masz teraz racji...jest duza roznica, ze ktos "nie nadskakuje" i sie
        nie interesuje z tym, ze owszem- nie szczedzi uwagi, ale komus /czemus innemu...
        Nie ma co udawac, ze nic sie nie dzieje i "sie nie przejmowac" jesli wlasnie sie
        przejmujesz i to bardzo.Nie warto sie poswiecac ani byc za dobra czy "kochac za
        bardzo", bo to nic nie daje poza frustracja.Lepiej byc zolza i dbac o swoja
        porcje witaminy m, niezbednej nam do zycia i w formie dla nas(!)
        przysfajalnej...i dopiero po jej otrzymaniu mozemy z wdziecznoscia przychylac
        nieba naszym ukochanym, a nawet mniej kochanym np pasierbom..
Inne wątki na temat:
Pełna wersja