Druga strona medalu, czyli o kochajacym ojczymie.

22.07.08, 18:20
No wlasnie, zaczynam nowy watek. Przedstawie swoja sytacje: rozwiedziona,
powtornie zamezna, przebywajaca na stale w jednym z krajow europejskich (nie
UK winkMama 7 dziewczynki, macocha dochodzaca, czyli weekendowa i ON - ojczym
baaardzo kochajacy swoja pasierbice. To dobry ojciec i wspanialy ojczym, ktory
i poradzi i ukarze i plaster przyklei na noge. Niby ideal, ale mam wrazenie,
ze jak mala (tak jak teraz) jest na wakacjach w Polsce u swojego...moze byc
ojca jest po prostu zazdrosny. A i oto przyklad z wczoraj: umowilam sie na
rozmowe na SKYPE-ie, powiedzialam swojemu, uprzedzilam. Byl zadowolony i od
razu podszedl razem ze mna do kompa porozmawiac "ze swoja corka". Kiedy zaczal
rozmawiac z mala (nie mowi po polsku), mala caly czas obserwowala ojca, czy
jest wobec niego ok., bo on wiem, ze nie lubi, kiedy jego corka mowi w jezyku,
ktorego ON nie rozumie. No i o to cala draka. Koncze z nia rozmowe, ide do
salonu wylozyc sie na kanapie i widze, ze moj maz jest jakis nie swoj. Zero
pytan o mala etc. Wiec pytam o co chodzi, bo widze, jakby byl obrazony. Wiec
mi odpowiada: nie obrazony, tylko smutny. Od razu zczailam o co chodzi i mu
mowie, ze mala byla nie swoja, bo byl w poblizu ojciec, nie wiedziala jak sie
ma zachowac etc. On jednak tego chyba nie zrozumial, az w koncu mnie szlag
trafil i powiedzialam mu, ze jego corka jak dzwoni z wakacji, to nawet mnie
nie pozdrowi i generalnie ma w wielkim powazaniu, czy ja jestem w domu, czy
nie. On mi na to odpowiedzial, ze to nie to samo i ze wogole to nie chce juz
na ten temat rozmawiac.
Odpowiedzialam mu na koniec, ze to nie nastolatka, ktora nie zwazajac na
opinie otoczenia i tak zrobi, co bedzie chciala. Dobrze wiem, odczuwam to na
wlasnej skorze, jak kazdy pobyt w POlsce na nia wplywa i mala potrzebuje za
kazdym razem ok. 2 tygodni, zeby wrocic do normy.
No coz...nie potrzebuje wlasciwie rady, ale tak mi sie chcialo wygadac. I
milego popoludnia zycze.
    • braktalentu Re: Druga strona medalu, czyli o kochajacym ojczy 23.07.08, 09:05
      A ja mam wrażenie, że mój Tata też był zazdrosny o "bio", mimo,
      że "bio" nigdy w moim życiu nie był obecny. To mija. Po wielu,
      wielu, wielu latach-smile))), ale mam nadzieję, że dziś jest już pewien
      (a dużą ze mnie dziewczynka, żeby nie powiedzieć, że stara doopa),
      że tatę mam tylko jednego, i że to On nim jest.

      Twój mąż ma rację. Bycie ojczymem na codzień, a macochą weekendową
      to zupełnie różne role. Wiem, bo wielu rad Taty nie udało mi się
      wprowadzić w życie, ze względu na "tymczasowość" kontaktów z moją
      pasierbicą. Choć i tak mam dużo szczęścia, bo trafiłam na egzemplarz
      pasierb- anioł-smile)).

      Powroty "do normy" to chyba problem wszystkich rodziców, którym
      zdarzyło się wytrącić dziecko z rutyny, czy to wakacyjnie, czy z
      innego powodu. Ja walczę obecnie z ukochanym dwulatkiem, który po
      tygodniowym pobycie w szpitalu zamienił się z rozkoszniaczka w
      małego taliba - fundamentalistę i to mimo naszej stałej obecności
      przy łóżeczku. Pewnie też zejdzie ze dwa tygodnie zanim się w tej
      małej głowie poukłada. Do niedawna pasierbica też miała kłopot z
      dostosowaniem się do powakacyjnego trybu życia u mamy. Wiadomo, u
      wrednej macochy luz. Sielanka. Basenik, imprezki towarzyskie, prawa
      domownika, obowiązki gościa i 0 zajęć szkolnych. A w domu bunt, bo
      wiecznie się wtrącają i czegoś chcą (cudownie być macochą i nie
      musieć wymagać-smile).

      NBie chesz rad? To dobrze, bo ja uwielbiam się mądrzyć i czułabym
      się zobowiązana coś Ci poradzić. A tak to sobie niezobowiązująco
      pogawędziłyśmy o życiu i jego przejawach-smile.
      Pozdrawiam.

      • braktalentu Re: Druga strona medalu, czyli o kochajacym ojczy 23.07.08, 09:15
        Zapomniałam napisać, że zazdrość o ojca, to pikuś, przy scenach
        zazdrości o nowych chłopaków. Wtedy się dopiero zacznie. Żaden nie
        bedzie wystarczająco dobry dla królewskiej córci - pasierbicy-smile))
        Zazdrosny ojciec - ojczym potrafi stroić fochy jak rozkapryszona
        panienka, nagle zapaść na zdrowiu, tuż przed ważną randką,
        krytykować stroje, z których tylko średniowieczna zbroja nie
        będzie "zbyt wyzywająca" i nagminnie przesłuchiwać kolegów
        szkolnych, udowadniając sobie i otoczeniu, że to absolutni idioci,
        tak jakby nastolatek mógł być partnerem do rozmowy dla dorosłego.

        Jeżeli podejdziesz do tego na luzie, możesz mieć niezły ubaw-smile))
        • konstancja16 Re: Druga strona medalu, czyli o kochajacym ojczy 23.07.08, 10:40
          nigdy nie ogladalam z bliska rozbitej i patchworkowej rodziny (dokad
          sama nie wdepnelam, dwa lata temu), ale z literatury i przemyslen
          wlasnych to mi wychodzi tyle:

          macocha czy ojczym to nie to samo co rodzic biologiczny. i nie maja
          po co stawac na glowie, zeby zmienic porzadek rzeczy. ojciec to
          ojciec, matka to matka. biologiczny rodzic moze byc ukochany albo
          znienawidzony (albo obojetny) ale pozostanie rodzicem. do tego
          dochodzi to, ze ojciec biologiczny to z reguly rodzic rzadziej
          ogladany, a zatem wyidealizowany. to rodzic od swiat, weekendow,
          prezentow a nie od szarej rzeczywistosci.

          wiec na razie chyba Twoj Maz nie powinien sie obruszac, ze Mala
          lgnie do swojego biologicznego ojca (chociaz ma prawo go to bolec
          jak cholera). bardzo dobrze ze Mala ma kontakt z ojcem bio, wakacje
          tam, bo jakikolwiek by nie byl to jednak jest jej ojciec. Mala
          sobie moze w sercu oltarzyk wybudowac i to jest naturalne i nie ma
          co jej tlumaczyc, ze nie powinna, bo on jej nie kocha tak jak
          powinien. on kocha ja tak jak potrafi i i jest wyidealizowanym
          ojcem. ma wiec ogromny kredyt milosci dzieciaka, by definition.
          albo go wykorzysta albo zmarnuje, ale na razie ma bezsprzeczna
          przewage nad ojczymem i koniec.

          a jak Mala juz bedzie duza i madra to sobie wszystko w glowie i
          sercu pouklada. i bedzie wiedziala i czula co komu w zyciu
          zawdziecza. tak przynajmniej powinno byc, a jak nie bedzie to
          trudno. dzieciak to nie inwestycja, nie zawsze sie wyjmuje to co
          sie wlozylo. ryzyko zawodowe rodzicow i ryzyko zawodowe macoch i
          ojczymow.

          wiec Maz-ojczym moze sobie cierpiec w milczeniu, co najwyzej.
          niewdzieczna to funkcja, ale sie tego nie przeskoczy. tak mysle.
    • koni42 Re: Druga strona medalu, czyli o kochajacym ojczy 23.07.08, 12:27
      A i tak bedzie mial swoja "corcie" poniekad dla siebie, bo od sierpnia bedzie u
      mojej mamy (tez Polska) i robimy jej niespodzianke. Przylot w nocy i calus przez
      sen. Juz sie nie moge doczekac!
Pełna wersja