witam

25.07.08, 18:48
Rozpoczne malo oryginalnie, jak wiekszosc macoszek: po dlugim
czasie czytania forum wkoncu odwazylam sie poprosic o pozwolenie na
wejscie.

Jestem "macoszka" weekendowa dwojki dzieci z poprzedniego malzenstwa
mojego NM. Wspolnie mamy 2-letniego Synka, ktorego oboje chcielismy
i zaplanowalismy. Sa plany o slubie ale dopiero w przyszlym roku.
Niby nic strasznego sie nie dzieje. Miedzy nami uklada sie dobrze,
nie mamy problemow finansowych, dzieci sa mile, dobrze wychowane,
akceptuja mnie, sa pozytywnie nastawione do naszego dziecka, ktore
tez zywo reaguje na ich obecnosc - jakby czul, ze nie sa dla Niego
obcymi ludzmi.

Wizyty dzieci sa co druga niedziele ale zabieramy je takze na jakies
wycieczki, grilla, urodziny itd.

Problem tkwi we mnie, w mojej psychice. Jestem zazdrosna o uczucia
NM do dzieci. Wiem, ze to moze smieszne ale tak niestety jest.
Wszystko jest ok, gdy ja jestem decydentem w sprawie, gdy ja
zaproponuje zeby gdzies je zabrac, zaprosic. Gdy zrobi to NM jestem
rozzalona i zazdrosna, ze Jemu na nich zalezy. Dieci NM nie byly
planowane, slub odbyl sie z powodu ciazy. NM dopiero teraz dojrzal
do ojcostwa, kiedys - przykro o tym mowic - ale nie bardzo chcial
sie przyznawac do tego, ze ma dzieci aczkolwiek swoje obowiazki
wobec nich spelnial, opiekowal sie, nie olewal. Dzis mowi, ze nasze
dziecko jest dla Niego tak jakby pierwszym bo przy tamtych nie
uczestniczyl tak w tych pierwszych latach.

I z tym mam problem. Zamiast cieszyc sie, ze dojrzal, ze spelnia sie
jako ojciec,
zamist byc zadowolona, ze zapewnia wszystkim dzieciom godne zycie,
ze sie nimi interesuje, opiekuje to ja jestem zazdrosna.
Glownie o 15-letniego syna, ktory to sam juz przychodzi do taty, np.
po szkole (NM prowadzi hurtownie).
Te spotkania nie odbywaja sie "kosztem' mnie i synka. Syn NM
posiedzi z Nim poprostu chwile w pracy. Przyjezdza tez do Niego w
soboty i jezdzi z Nim, zalatwia jakies sprawy.

Czasem mysle, ze podswiadomie boje sie, obawiam, ze starszy syn
zastapi NM w jakims stopniu mnie...
Zawsze ja bylam dla Niego podpora, przyjaciolka, pomagalam mu
zalatwiac rozne sprawy itd. Myslalam, ze chlopak im starszy tym
bardziej bedzie wolal spedzac czas z kolegami, czy z jakas
kolezanka wink a nie z tata. A tu chlopak dorasta i byc moze zechce z
ojcem prowadzic interesy. Boje sie tego, ze sie do siebie tak bardzo
zbliza, ze bedzie on dla Niego wazniejszy niz nasz syn (mimo iz
tamtego nie chcial - tak wiem- to stwierdzenie akurat jest
niedojrzale, ale takie mam odczucia).
Czy moje obawy sa smieszne? Mam wrazenie, ze sama sobie wymyslam
problemy. Przestaly mnie cieszyc sprawy codzienne, nasze zycie.
Ciagle rozmyslam co bedzie w przyszlosci. Powoli psuje nasz zwiazek
poniewaz robie sie zaborcza.
Dodam iz NM jest dla mnie bardzo dobry. Robi wszystko zeby pogodzic
te dwa swoje swiaty, nie naduzywa mojego zaufania, pyta o plany,
ustala spotkania z dziecmi. W tym roku sami w trojke jedziemy na
urlop - w zeszlym roku bylismy z dziecmi ale ustalilismy, zeby
przeplatac wakacje, zebysmy tez mieli troszke czasu dla siebie na
urlopie. W tym roku dzieci NM pojechaly z mama.

Teraz gdy to pisze wydaje mi sie to takie blache. A w rzeczywistosci
zatruwa mi to zycie. Wiem, ze chlopak jest w wieku kiedy bardzo
brakuje mu ojca. Byc moze za rok, dwa wazniejsi beda koledzy, pojawi
sie pierwsza milosc. Chyba potrzeba mi takiego "wytchnienia".
Wolalabym zeby chlopak byl juz dorosly i zeby traktowala gojak
doroslego czloweka. A moze juz powinnam tak do tego podejsc?

Jak sobie poradzic z zazdroscia o uczucia NM?
Jak zapanowac nad tym zeby nie zwariowac a zeby uzmyslowic sobie,
ze "to sa tylko dzieci" i zadna dla mnie konkurencja.

Czy ktoras z Was miala taki problem i poradzila z nim sobie?
Co zrobic zeby na widok tulacej sie corki czy szukajacego kontaktu z
ojcem syna czuc zadowolenie i dume ze mam takiego mezczyzne przy
boku a nie czuc jak serca peka na tysiac kawalkow?

Przepraszam za tak dlugiego posta ale musialam sie wygadac.
Nie chce zepsuc tego zwiazku poniewaz jestesmy dla siebie tymi
wlasciwymi osobami i dobrze nam ze soba. Mamy cudownego synka. NM
nawet by nie pomyslal, ze az takie mam rozterki. Dla Niego byloby to
niezrozumiale.

Bardzo prosze aby nie wypowiadaly sie osoby, ktore chcialyby napisac
ze jestem niedojrzala- powiem od razu - nie jestem. Mam 30 lat (NM
38), skonczone studia, mam dobra prace i naleze raczej do lubianych
osob, kochajacych zycie, pomocnych itd.
Prosze rowniez by nie pisaly osoby, ktory kaza mi wyslac dzieci NM w
kosmos i kazaly za wszelka cene doprowadzic do tego, zeby NM sie od
nich odsunal.

Dodam iz byl juz taki czas, ze po narodzinach naszego maluszka przez
pol roku nie spotykalam sie z dziecmi. Odsunelam je od nszego synka,
bronilam "naszego zycia" i nie chcialam nikogo do niego wpuscic. NM
spotykal sie z dziecmi sam, ja jechalam do rodzicow lub
spotykalamsie z kolezanka. Pewnego dnia powiedzial mi, ze juz tak
nie brakuje Mu dzieci, ze malo z Nim rozmawiaja, ze jest jakos
dretwo na spotkaniach. Wizyty konczyli dosc szybko. Poczulam lekka
satysfakcje, ale rownoczesnie zrobilo mi sie wtedy zal. Zal ich
wszystkich. Zaczelam na nowo uczestniczyc w tych spotkaniach,
wydluzyly sie one w czasie, bylo wesolo z naszym brzdacem. Wiem, ze
NM woli gdy jestemy wszyscy razem. Nie jest wtedy taki rozdarty.

Teraz mysle: czy dac sobie znowu spokoj i odsunac sie od tych
spotkan czy raczej scalac nadal ta "rodzine" chocby dla dobra
naszego synka no i w sumie nas wszystkich...

Czekam na Wasze rady. Z gory dziekuje.


    • ava62 Re: witam 25.07.08, 21:14
      Może zastanów się dlaczego czujesz zazdrość i zagrożenie ze strony tych dzieci
      niskie poczucie własnej wartości to może być powód takich uczuć.Może powinnaś
      pójść do psychologa z tym problemem ,pomógł by ci ustalić jaka jest naprawdę
      przyczyna twoich obaw i uczuć.
      To nie jest żaden wstyd.
      Natomiast zdziwiła mnie jedna rzecz to że kiedy ty odsunęłaś się od jego dzieci
      to i on się odsunął twierdząc że już mu ich nie brakuję czyżbyś była elementem
      scalającym tą rodzinę?
      To już chyba znak że nie darzy uczuciem prawdziwej miłości dzieci z tamtego
      małżeństwa a może obawiasz się ze i ciebie i twojego synka tez szczególnym
      uczuciem nie darzy tak jakbyś chciała?
      Napisałaś że obawiasz się że jego syn zajmie twoje miejsce osoba która czuję
      swoją silna pozycję i wie że jest dla danej osoby ważna nie ma takich
      uczuć.Może powinnaś zastanowić się jaki jest ten twój rzeczywisty układ z
      partnerem.Napisałaś że byłaś mu pomocna w prowadzeniu firmy i obawiasz się że
      teraz syn zajmie twoje miejsce a dlaczego chcesz mu być aż tak pomocna czyżbyś
      próbowała zasłużyć na miłość ?To co napisałam to są takie luźne wnioski ,ale
      zastanów się w jakim układzie tkwisz bo twoje myśli i uczucia mówią że coś w tym
      układzie nie jest tak ,ze nie czujesz się bezpiecznie,nie czujesz się
      kochana.Pozdrawiam.
      • nadzieja_2008 Re: witam 26.07.08, 09:31
        Odwazylam sie pojsc do psychologa - bylam 2 tyg.temu, ale narazie
        tylko jeden raz a to chyba troszke za malo.
        Psycholog nasuwala mi mysli dotyczace uregulowania naszych spraw
        osobistych, tzn. slubu i co za tym idzie w przyszlosci majatkowych
        (podzial majatku itd.) Rzeczywiscie jest to jakis klopot, mysle
        czasem o tym ale slub jest w planach wiec zostanie to uporzadkowane.

        Wierz mi, ze zastanawiam sie dlaczego czuje ta zazdrosc. Gdybym
        tylko znalazla odpowiedz i potrafila sama to naprawic byloby
        swietnie bo ogromnie sie z tym mecze.
      • wielbicielnaruto problem masz ty 30.07.08, 13:43
        Mówisz, że Twój NM teraz dorósł do ojcostwa. To plus dla Waszego
        dziecka. Psychika jego pierwszego syna rozwija się, chłopak
        potrzebuje ustalenia męskiego wzroca i go szuka, także poprzez ojca.
        Myślę,że 6 sesji w dobrym gabinecie wystarczy dla ciebie w celu
        otrząśnięcia się z całkiem oczywistej sytuacji. Powinnaś dążyć do
        zaakceptowania tego, że poza tobą są jeszcze pozostałości z
        pierwszego życia, a Twój wybranek właśnie dorósł do kształtowania na
        nowo relacji ze swoimi dziećmi. Nie zrozumiałem, ale 2gie dziecko to
        córka?( jeżeli tak to w wielku 17-19 lat sytuacja się powtórzy. PS.
        Zaakceptuj też to że Wasze dziecko ma przyrodnie rodzeństwo.
        • nadzieja_2008 Re: problem masz ty 30.07.08, 13:57
          wielbicielnaruto napisał:

          > Mówisz, że Twój NM teraz dorósł do ojcostwa. To plus dla Waszego
          > dziecka. Psychika jego pierwszego syna rozwija się, chłopak
          > potrzebuje ustalenia męskiego wzroca i go szuka, także poprzez
          ojca.
          > Myślę,że 6 sesji w dobrym gabinecie wystarczy dla ciebie w celu
          > otrząśnięcia się z całkiem oczywistej sytuacji. Powinnaś dążyć do
          > zaakceptowania tego, że poza tobą są jeszcze pozostałości z
          > pierwszego życia, a Twój wybranek właśnie dorósł do kształtowania
          na
          > nowo relacji ze swoimi dziećmi. Nie zrozumiałem, ale 2gie dziecko
          to
          > córka?( jeżeli tak to w wielku 17-19 lat sytuacja się powtórzy.
          PS.
          > Zaakceptuj też to że Wasze dziecko ma przyrodnie rodzeństwo.



          Dziękuję za komentarz.
          Tak, drugie dziecko to córka. Masz na mysli, ze w wieku 17-19 lat
          będzie równiez szukała wsparcia męskiego w ojcu tak?

          Jesli do tego czasu nie zwariuję a do tego czasu upłynie jeszcze z
          kilka dobrych lat to mam nadzieję, ze inaczej juz bede spoglądac
          na tą sytuacje. Po cichu myślę rowniez, ze do dzieci NM gdy będą juz
          dorosłe bede miała inny stosunek - inaczej bede odbierac tą
          sytuacje. Ale wiem, ze na to musimy zapracowac sobie wszyscy.

          Akceptuje, ze nasze dziecko ma przyrodnie rodzenstwo. Tym bardziej,
          ze wiecej dzieci nie planujemy i może byłoby to dla Niego dobre na
          przyszłosc.

          Póki co zastanawiam sie czy żeby aż tak o tym wszystkim nie myslec
          nie odsunąć się od nich. Mam do tego prawo - nie uczestniczyc w
          spotkaniach ale czy to jest dobre rozwiązanie?




        • nadzieja_2008 Re: problem masz ty 30.07.08, 14:09
          Czy Ty masz dzieci z poprzedniego zwiazku i obecnie nową rodzinę?
          Czy mogłabym porozmawiac z Tobą bardziej prywatnie, np. napisac na e-
          maila gazetowego? Chciałabym spytac o kilka rzeczy, które z punktu
          widzenia mezczyzny mógłbys mi wyjasnic. Jest taka mozliwosc?
    • braktalentu Re: witam 26.07.08, 10:29
      Nie wiem dlaczego Ty jesteś zazdrosna, ale wiem na pewno co mnie by
      niepokoiło i sprawiało, że nie czułabym się pewnie.

      Gdyby ojciec mojego dziecka poinformował mnie, że dzieci z
      poprzedniego związku są efektem "wpadki", to tylko bliźnięta
      ratowałyby sytuację. Norma intelektualna gościa, który "wpada" jest
      umiejscowiona na lewo od mojej, co znacznie może utrudnić codzienne
      życie. Norma intelektualna faceta, który "wpada" DWA razy, znajduje
      się po przeciwległej stronie osi i to nie utrudnia, ale wyklucza
      związek. Obecność dzieci, przypominających o tym fakcie, mogłaby dla
      mnie być dyskomfortem.

      Ślub z powodu wpadki (DWUKROTNEJ!!!) to tłumaczenie gówniarza, nie
      mężczyzny. Z dziećmi nie robię sobie dzieci. Będąc na Twoim miejscu
      obawiałabym się, że w opowieści numer trzy moje dziecko też będzie
      efektem "wpadki" (do trzech razy sztuka), a zaplanowany ślub
      koniecznością, której przyszły małżonek poddał się pod przymusem
      (rok od urodzenia się dziecka, tak długo wierciła mi dziurę w
      brzuchu).
      Obecność dzieci przypominających mi o tym fakcie mogłaby dla mnie
      być dyskomfortem.

      Jeżeli pod moją nieobecność spotkania ojca z własnymi dziećmi stają
      się mniej atrakcyjne dla obu stron, to dla mnie znak, że facet nie
      potrafi utrzymać więzi. Nie chciałabym narażać własnego dziecka na
      posiadanie ojca niedojrzałego nudziarza (wiek nie ma nic współnego z
      dojrzałością).

      A największy niepokój budziłoby we mnie to, że mam potrzebę
      sprawowania opieki nad takim mężczyzną. Że chcę być Jego opoką,
      doradcą i powiernikiem (mamusią?). Skoro mam taką potrzebę, to być
      może On, swoją bezradnością, niezaradnością, niedojrzałością
      emocjonalną taką potrzebę we mnie indukuje? Może to nie ja mam
      problem, ale mój partner - bluszcz. Poważnie zastanowiłabym się czy
      kocham, czy lituję się. I czy proces dojrzewania mojego partnera nie
      zniszczy wszystkiego, bo u boku mężczyżny, a nie chłopca poczuję się
      niepotrzebna (czujesz się zagrożona, gdy On SAM spotyka się ze
      swoimi dziećmi, gdy przejawia inicjatywę, RADZI SOBIE jak facet, a
      nie jak grzeczny synuś, który wszystko przedtem ustalił z mamusią).


      Nie mogłabym czuć się pewnie w związku, w którym tylko jedno z
      dwojga jest dorosłe (o ile jest).
      • coccolona Re: witam 26.07.08, 13:47
        Jak sie zaliczy pierwsza wpadke, to najczesciej bierze sie slub pod przymusem.
        Wierzy sie, ze jakos to sie moze ulozy, w miedzyczasie kobieta zachodzi w druga
        ciaze, ale po jakims czasie dwoje ludzi (albo jedno z nich) dochodzi do wniosku,
        ze nie chce byc razem, nie chce tego ciagnac na sile, mimo staran. Tak to widze.
      • nadzieja_2008 Re: witam 26.07.08, 13:57
        Dziekuje za wskazowki.

        Co do wpadek. Jest to temat, z ktorego nieraz "kpie" mówiac prosto w
        oczy NM, ze 2 razy sie nie wpada. Nie jestem typem panienki naiwnie
        wpatrzonej w swojego misia.
        Zamiast uzywac slowa wpadka, powiem moze, ze dzieci byly
        nieplanowane (oboje), co potwierdzila ex zona. Napewno dumna z tego
        faktu nie jestem. Ciesze sie tylko, ze nasze dziecko moglo byc
        zaplanowane i ze potrafilismy "nie wpasc", co bylo nasza obupolna
        zasluga. Wierze natomiast w to, ze jesli jedna strona chce dziecka
        to czasem potrafi - jakby to ujac, zeby zle nie zabrzmialo - zrobic
        tak by to dziecko faktycznie zostalo poczete (wystarczy przestac
        brac pigulki bez konsultacji z mezem). Nie ganie tu kobiet, facet
        tez potrafi zrobic dziecko troszke "na sile". Tak sie dzieje w
        zwiazkach, ktore zupelnie nie powinny istniec. Koniec tematu.

        Slub mielismy wziasc przed urodzeniem dziecka ale nie byl to dla
        mnie priorytet. Bedzie to tylko cywilny wiec najpierw postanowilismy
        postarac sie o dziecko, tym bardziej ze sadzilam iz nie uda sie
        zajsc w ciaze "ot tak" tylko minie troszke czasu. Udalo sie od razu
        wiec slub przesunelismy. Chcemy go oboje a ostatnio nawet bardziej
        NM tylko, ze mamy odmienne zdanie co do przyjecia, NM chcialby
        troszke huczniej niz ja. Chce sie cieszyc z tego faktu bo jak
        twierdzi z pierwszego slubu zadowolony nie byl.

        Moze i nie potrafi utrzymac wiezi...nie wiem. Nudziarzem nie jest. W
        letnie dni zawsze cos wymysli, uatrakcyjni. W zimowe gdy siedzi sie
        w domu troszke gorzej z atrakcjami. Moze za rzadkie sa te
        wizyty "oficjalne" i stad ten problem.

        Moje dziecko ma teraz dojrzalego ojca. Kiedys byc moze tak dojrzaly
        nie byl. Pod tym wzgledem szkoda mi exi.

        O zadnym mamusiowaniu nie ma mowy w naszym zwiazku. Moze zle to
        odebralas. Czuje sie przy NM bardzo bezpiecznie i nie matkuje Mu.
        Moja zazdrosc gdy spotyka sie z synem SAM nie wynika z tego, ze
        sobie RADZI tylko, ze ja wtedy przy nich nie jestem. Zupelnie jakbym
        obawiala sie konkurencji. W tym jest problem.

        Pozdrawiam.


        • ava62 Re: witam 26.07.08, 14:11
          A ja myślę że obawiasz się że twój partner tak naprawdę nie kocha twojego
          dziecka (waszego) skoro mówił ci takie rzeczy że nie chciał tamtych
          dzieci,ciekawe czy one o tym wiedzą. Dzieci niechciane przez rodziców nigdy nie
          będą stawiane na piedestale ani ważniejsze od dzieci chcianych nawet jeżeli
          jakimś cudem się je pokocha ta miłość jest gorsza. Facet daję ci do zrozumienia
          ze tamte dzieci nie są aż tak ważne dla niego (sam ci powiedział że ich nie
          chciał a takich rzeczy się nie mówi)Sama napisałaś że i może nie potrafi
          utrzymać więzi,pewnie obawiasz się że z twoim synem tzn waszym mimo niby
          dojrzenia do ojcostwa w co wątpię tez tych więzi utrzymywać nie będzie w razie
          nie sprzyjających okoliczności.
          • nadzieja_2008 Re: witam 26.07.08, 15:37
            Jestem pewna, ze je kocha.
            O tym, ze nie byly planowane nie mowi codziennie. Powiedzial o tym
            kiedys i stad to wiem (i z ust ex-zony).

            Nieraz podkresla, ze nie jest dla Niego wazny fakt, czy dziecko bylo
            zaplanowane czy nie. Liczy sie dla Niego dziecko jako czlowiek.

            Dzieci - jesli ex im o tym nie powie, napewno sie nie dowiedza, ze
            chciane nie byly. NM napewno nie daje im tego odczuc, traktuje je z
            szacunkiem, opiekuje sie, kocha. Exia zapowiedziala kiedys, ze powie
            im, ze "tata ich nie chcial". Nie wiem czy odwazyla sie na taki
            krok. Dzieci w kazdym razie chca kontaktu z ojcem, wiec nawet jesli
            cos takiego uslyszaly to i tak lgna do Niego poniewaz nie czuja od
            Niego zadnej niecheci.

            Napisalam, ze >byc moze< nie potrafi utrzymac wiezi aczkolwiek nie
            moge tego stwierdzic na 100%. Musialabym znow przestac sie z nimi
            widywac i zobaczylabym wtedy jak znowu by to wygladalo.

            Nie, nie obawiam sie o Jego wiezi z naszym synem. Mysle, ze skoro od
            Jego urodzenia jestesmy razem, mieszkamy razem, zyjemy razem i co
            wazne NM chcial stworzenia tej rodziny to napewno wiez bedzie
            gleboka, byc moze glebsza niz z tamtymi dziecmi, u ktorych w
            najmlodszych latach nie uczestniczyl za wiele.

            Powtorze raz jeszcze co mnie gnebi. Fakt mojej zazdrosci o syna NM,
            z ktorym byc moze bedzie spedzal duzo czasu z racji tego iz chlopak
            dorasta. Pytam o rade te z Was, ktore poradzily sobie z takim
            uczuciem albo wiedza jak sobie z tym poradzic.
            Byc moze moje obawy nie maja uzasadnienia, bo dorastajacy chlopak
            zmienia wkoncu swoje zainteresowania w kierunku kolegow, kolezanek.
            Poki co jest w gimnazjum i jeszce sporo nauki przed nim. My za
            jakies 2 lata wyprowadzimy sie do innego miasta (budujemy dom) ale
            prace NM (i ja chyba tez) bedzie mial nadal w tym miescie co teraz.
            Bedzie mi bardzo zle jesli okaze sie, ze w tym miescie wiekszosc
            czasu spedza z synem.
            Oj, chyba dam sobie spokoj z tym mysleniem. Zobaczymy co czas pokaze.

            Na ta chwile musze tylko wyzbyc sie uczucia zazdrosci.

            Ps. Moj partner jest osoba odpowiedzialna z aswoje czyny, za
            przeszlosc. Nie ogranicza sie tylko do placenia wysokich alimentow
            (ktore zreszta zawsze placi w terminie).
        • zonka77 Re: witam 28.07.08, 15:14
          > ze dzieci byly
          > nieplanowane (oboje), co potwierdzila ex zona. Napewno dumna z tego
          > faktu nie jestem. Ciesze sie tylko, ze nasze dziecko moglo byc
          > zaplanowane i ze potrafilismy "nie wpasc", co bylo nasza obupolna
          > zasluga.

          A ja się zapytam - i co z tego? Nasza starsza córka i dziecko które się niedługo
          urodzi też planowane nie były i co to oznacza? Kochamy się z mężem bardzo i
          nasze dzieci też (tak, to w brzuchu mąż jak sam mówi również już kocha i czeka
          na nie)
          Czy fakt że to nieplanowane dzieci ma być jakąś pociechą dla Ciebie?

          Wydaje mi się że masz kłopot z brakiem poczucia własnej wartości, brakiem
          zaufania że wam się uda, jesteś niepewna siebie i swojego związku...Tak mi się
          wydaje ale psychologiem nie jestem.
          • nadzieja_2008 Re: witam 29.07.08, 12:39
            zonka

            Sa dzieci nieplanowane i sa dzieci niechciane...
            To ogromna roznica.
            Mowisz, ze kochacie sie z mezem bardzo. W takim zwiazku dzieci
            nieplanowane sa cudowną niespodzianką od losu. Co innego jest w
            zwiazkach, w których nie ma uczucia. Rozpada sie małzenstwo, ludzie
            się oddalają od siebie, nie ma miłosci a tu ciąża, której sie nie
            chce.
            Nie zmienia to jednak mojego zdania ta temat, że w takim zwiazku owa
            ciąża nie powinna juz miec miejsca i w tej kwestii nigdy nie bede
            bronic NM i On o tym doskonale wie. Wie, ze zrobił błąd i nie
            próbuje się tłumaczyc, choć usłyszałam na poczatku magiczne męskie
            słowa typu: naprawde nie wiem kiedy sie to stało, nie pamietam tego
            faktu. Podobno została wykorzystana okazja Jego "niedyspozycji" po
            paru piwkach. A że nie pije za czesto jestem skłonna przypuszczac,
            ze byc moze i tak było ale słowo daję, nie obwiniam za to kobiety,
            jestem realistką w tych sprawach. Powtarzam tylko, iż wiem, ze
            czasem mozna taki błąd w zyciu popełnic (szkoda tylko, ze 2 razy)...

            Rozmawiałam kiedys o tym z NM i On zapytał mnie, czy to, że ich
            początkowo nie chciał ma byc przesłanką na całe zycie i ma sie od
            nich odsunąć, przestac spotykac?
            Nie, oczywiscie, ze nie !

            Nie wiem czy kiedys i nas nie spotka taka niespodzianka, wiec nie
            moge mówic ze takich dzieci sie nie kocha bo sama na siebie "bicz
            ukręcę". Nie chciałabym zeby tak było bo zaplanowalismy tylko jedno
            dzieciątko ale wiem, ze jak mówi mój partner "wpadka" w rodzinie
            kochającej jest czyms zupełnie innym.
            I napewno tak jest u Was wink


            Nie wiem co jest grane z tym poczuciem własnej wartosci - słowo
            daje. Nigdy nie miałam z tym problemu.
            Z NM sie uzupełniamy, nie ma tak, ze tylko jedno z nas jest
            decydentem w sprawach itd.

            Jedno jest pewne. Naleze do osób, które...nigdy nie czują pełni
            szczescia. Pragną czegoś, czego nie ma.
            Jestem z ukochanym mezczyzna, mamy zdrowe dziecko, nie mamy
            problemów finansowych a ja nie do konca jestem szczsliwa. Dlaczego?
      • ava62 Re: witam 26.07.08, 14:04
        do braktalentu

        Bardzo dobrze to ujęłaś.
        • konstancja16 a moze by tak cos milego na powitanie najpierw? 26.07.08, 16:18
          czesc Nadzieja.

          o, rany, ale dziewczyny na Ciebie najechaly na dzien dobry. nie
          musisz sie tak tlumaczyc. bo mam wrazenie ze sie ustawilas na
          pozycji defensywnej i teraz tylko usilujesz przekonac sepy, ze Twoj
          maz jest jednak fajny. dla Ciebie fajny, a to jak go obce baby
          oceniaja na podstawie jednej wypowiedzi na inny temat to nalezy miec
          w odwloku. IMHO

          ad rem: wydaje mi sie ze rozumiem troche Twoj problem. gdzies tam
          mialas nadzieje, ze z czasem starszak bedzie coraz mniej obecny w
          Waszym zyciu, a tu sie dzieje odwrotnie. no ja tez mialam nadzieje,
          ze z czasem bede troche rzadziej ogladac Malego. ale widze ze moje
          oczekiwania sa wprost przeciwne do oczekiwan NM. bo on by chcial,
          zeby z czasem Maly zamieszkal z nami i ma wielka nadzieje, ze jak
          Maly bedzie mial glos to sie wypowie w tym kierunku.

          i co ja moge zrobic? niewiele. zaakceptowac albo pojsc w druga
          strone. to jego syn, a ja sie wpakowalam w zwiazek z dzieciatym
          facetem. ten Maly juz mi sie bedzie zawsze paletal po zyciorysie,
          czy to mi sie podoba czy nie.

          dlatego rozumiem Twoja gorycz, zal i pretensje do losu, ale rady nie
          widze. to sa jego dzieci. a o tym, ze sa 'wpadkami' nalezy
          zapomniec. dziwie sie, ze ludzie takie rzeczy mowia glosno. po
          co? to niczego juz nie zmienia, a jak kiedys dotrze do tych
          szczeniakow to moze bardzo mocno i niepotrzebnie zabolec.
          szczegolnie w kontekscie rozwiedzionych rodzicow. bo co innego jak
          dwojka kochajacych sie rodzicow mowi dziecku z czuloscia 'byles
          wpadka, ale dzisiaj cieszymy sie jak pijane losie ze wpadlismy'.
          dziecku rozwiedzionych rodzicow trudniej powiedziec ze jest
          fantastyczna wpadka. bedzie tylko wpadka. wpadka - odpadka.
          smutne, okrutne, niepotrzebne.

          no to witam uprzejmnie na forum, nie zrazaj sie niemilym
          przyjeciem. mam wrazenie, ze masz juz spore doswiadczenie w
          macochowaniu wiec moze czasem cos doradzisz...
          • ataner30 Re: a moze by tak cos milego na powitanie najpier 27.07.08, 09:05
            ja tez witam na forum. Widac ze madra i doswiadczona z ciebie kobieta.Mam nadzieje ze jadowita wypowiedz jednej z forumek nie zrazila cie zbytnio do tego forum. Piszesz ze czytasz je od jakiegos czasu wiec pewnie zauwazylas ze oprocz macoch bywaja tu byle zony ktore swoj zal i frustracje wylewaja na forum. Zapewne potrafisz je rozpoznac po nickach i za bardzo nie przejmujesz sie ich wypowiedziami wink Co do twojego problemu nie potrafie ci pomoc, ale mysle ze masz fajnego, madrego faceta. Problemy byly sa i beda i nic na to nie poradzisz. Dobrze ze poszlas do psychologa, jedna wizyta to jednak za malo. No i dobrze by bylo gdybyscie do psychologa przeszli sie oboje. Powodenia.
            • nadzieja_2008 Re: a moze by tak cos milego na powitanie najpier 29.07.08, 13:11
              ataner30 napisała:

              > ja tez witam na forum. Widac ze madra i doswiadczona z ciebie
              kobieta.Mam nadzi
              > eje ze jadowita wypowiedz jednej z forumek nie zrazila cie zbytnio
              do tego foru
              > m. Piszesz ze czytasz je od jakiegos czasu wiec pewnie zauwazylas
              ze oprocz mac
              > och bywaja tu byle zony ktore swoj zal i frustracje wylewaja na
              forum. Zapewne
              > potrafisz je rozpoznac po nickach i za bardzo nie przejmujesz sie
              ich wypowiedz
              > iami wink Co do twojego problemu nie potrafie ci pomoc, ale mysle
              ze masz fajneg
              > o, madrego faceta. Problemy byly sa i beda i nic na to nie
              poradzisz. Dobrze ze
              > poszlas do psychologa, jedna wizyta to jednak za malo. No i
              dobrze by bylo gdy
              > byscie do psychologa przeszli sie oboje. Powodenia.


              Nie, nie zraziłam się wink
              Byc moze czasem usłysze tu miłą poradę. Nie zaczęłam tu pisac po to
              by wysłuchiwac wypowiedzi n/t niedojrzałosci tylko dlatego, ze
              szukam wsparcia i pomocy w problemach.

              Myślę, ze żadna kobieta, która nie jest w zwiazku z rozwiedzionym
              facetem (który ma dzieci) nie doradzi lepiej poniewaz nie ma pojęcia
              o takich związkach (to tak jak kobieta, która jeszcze nie rodziła
              mówi mi o porodzie czy o tym jak byc dobrą matką).


              Mój NM do psychologa nie poszedłby napewno. Nawet nigdy sie nie
              przyznam ze sama byłam (chyba, że kiedyś, kiedyś...)
              On myśli "zdrowo":
              ja jestem ja - Jego kobieta/partnerka/przyszła zona - ktoś dorosły z
              kim żyje na codzien,
              i Jego dzieci, dwójka z poprzedniego małzenstwa i nasze wspolne,
              które to traktowac chce sprawiedliwie i które kocha wszystkie tylko
              napewno ciut innaczej, czyli inne ma podejscie do dorastającego
              chłopca, będącego w wieku gdzie potrzebuje ojca-męzczyzny w swoim
              zyciu,
              inaczej do córki - wiadomo-dziewczynka, delikatniejsza,
              subtelniejsza itd.,
              i inaczej do dziecka 2 -letniego, malutkiego, potrzebujacego jeszcze
              duzo pomocy.

              Mój rozum to wszystko ROZUMIE ale serce...nie...
              Serce chciałoby miec mężczyzne tylko dla siebie i naszego dziecka.
              Tak wiem..."widziały gały..." - nienawidze tego hasła !
              Co innego widzi sie na początku, co innego wychodzi w życiu.
              Czesto sobie powtarzam: ja tez mam rodziców, rodzenstwo, których
              kocham i oddałabym za Nich zycie. Dlaczego On ma nie miec jeszcze
              dwóch osób, które kocha i Mu na nich zalezy, przeciez jest to inna
              miłosc, nie koliduje z naszą. Czasem to pomaga, ale nie na długo wink

              Czytając to co piszę czuje, ze robie z igły widły.
              Staram sie uzmysłowic, ze najbardziej cierpią dzieci, a nie ja -
              żyjąca z ich tatą na codzien, mająca Go o wiele czesciej i mająca z
              Nim dziecko. Co one muszą czuc?
              Co muszą czuć wiedząc, ze budujemy dom, w którym one nie bede
              mieszkac.
              Moze to forum jest mi potrzebne, zeby się "wygadac" i samej sobie to
              wszystko w głowie poukładac.
          • nadzieja_2008 Re: a moze by tak cos milego na powitanie najpier 29.07.08, 12:54
            Konstancja,
            dziekuje za miłe słowo wink

            Mój NM napewno jest fajny, myślę, ze kobiety, które są byłymi zonami
            byłyby zadowolone z takiego exia, który interesuje sie dziecmi,
            płaci alimenty, nie robi problemów itd.
            "Nasza exia" zadowolona nie jest. ZAWSZE wszystko jest i tak źle.

            U mnie nie ma rozmów o zamieszkaniu razem z synem NM.
            Po pierwsze juz na początku powiedziałam, ze tego nie chce. Po
            drugie chłopak ma jeszcze siostre - moim zdaniem nie powinno sie
            rozdzielac takiego rodzenstwa. Po trzecie ...matka na to nie
            pozwoli. Straciłaby kwotę, którą NM płaci na syna i żyłoby jej sie
            znacznie gorzej i napewno nie zgodziłaby sie na cos takiego.

            Ja kiedys określiłam sie jasno. Jesli zabrakłoby tym dzieciom
            matki, napewno sie nie odsunę. Pomogłabym NM i z szacunku do Niego i
            dzieci przyjęłabym nową sytuacje. Poki matke mają, to ona niech sie
            nimi zajmuje. Ja osobiscie nie pozwoliłabym na to, zeby moje dziecko
            mieszkało z tatą i Jego nową zoną/partnerka. Uwazam, ze dziecko
            jednak powinno byc przy matce (mówie tu o zdrowych układach nie o
            matkach patologicznych).
            Wiem, ze gdyby chłopak miał mieszkac z nami otrzymałabym w darze
            więcej prania, prasowania i innych miłych robótek wink
            I mimo iż na poczatku słyszałabym pewnie milion zapewnień, ze
            wszyscy razem bedziemy wszystko robic i chłopak tez bedzie sie
            starał to wiem doskonale, ze w praktyce wygląda to inaczej tym
            bardziej, ze naleze do osób, które chcą wszystko robic same (w myśl
            zasady: sama zrobię to szybciej i lepiej). Mam swoje dziecko i
            opieka nad Nim sprawia mi przyjemnosc, w stosunku do innego dziecka
            byłyby to tylko dodatkowe obowiązki. NM zna moje zdanie na ten temat.

            Faktycznie mam troszkę doświadczenia w "macochowaniu" więc może
            czasem coś skrobnę jeśli będę wiedziała cos na dany temat wink




    • braktalentu Re: witam 27.07.08, 13:08
      No żesz nie wiem. To "niemiłe przyjęcie" i "zjadliwe" wypowiedzi, to
      chyba o mnie?
      Primo:
      Nie chciałam Cię absolutnie niemiło powitać. Prawdę mówiąc wogóle
      nie skupiłam się na fakcie, że to Twój pierwszy raz, tylko na
      opisanym problemie. Mało subtelna jestem. Przepraszam i oczywiście
      witam. Serdecznie, żeby mi tu zaraz nie imputowano oschłości w
      powitaniach.
      Secundo:
      Nie miałam zamiaru ani Cię pouczać, ani pogarszać Ci samopoczucia,
      ani wogóle cokolwiek "CI". Ot, zwróciło moją uwagę kilka kwestii,
      które MNIE by przeszkadzały (znam kobiety, które nie mogą ułożyć
      sobie życia, bo facet nie zamyka deski od sedesu- ludzie są różni-
      smile). Tobie z tych, czy innych względów nie przeszkadzają. I super.
      To Ty masz dziecko ze swoim partnerem i Ty układasz sobie z Nim
      życie, więc to Tobie ten facet ma odpowiadać. I już. Jeżeli
      odebrałaś moją wypowiedź jako atak na siebie, to ja Cię bardzo, ale
      to bardzo przepraszam. Absolutnie nie było moim zamiarem atakować
      kogokolwiek i w jakiejkolwiek sprawie. Zamieściłam sobie luźne
      dywagacje na temat MOICH OSOBISTYCH OBAW dotyczących życia i jego
      przejawów. Jeżeli poczułaś się urażona, potraktowana zjadliwie, lub
      wywołana do tablicy celem tłumaczenia się ze swoich wyborów, to nic
      na to nie poradzę, ale jeszcze raz podkreślam, że NIE BYŁO MOIM
      ZAMIAREM urażenie, lub pouczanie Cię.
      Tercio:
      Żeby sprawy były jasne. Nie jestem i nigdy nie byłam niczyją byłą
      żoną. Nie mam również przychówku z żadnych związków, poza obecnym.
      Jestem macochą z ośmioletnim stażem. Ale nawet gdyby tak nie było i
      gdyby moim udziałem był los samodzielnej mamy z czwórką dzieci, to
      nie rozumiem, dlaczego dzielenie się spostrzeżeniami na
      forum "macochy" miałoby być wylewaniem żali i frustracji. Większość
      z nas nosi w sobie jakieś żale i jeszcze inne frustracje. Mam
      nadzieję, że ustrzeżesz się przed żałosnym fundamentalizmem i
      podziałami na "my", "one", "next", "ex" i będziesz zwracała uwagę na
      treść postu, a nie nicka. Bo choć są nicki, które zawsze czyta się z
      przyjemnością i takie, które stanowią raczej o folklorze forum, to
      warto pamiętać, że z każdym rokiem macochowania zdobywamy coraz
      więcej doświadczeń i każdy ma szansę napisać coś, co właśnie dziś,
      Tobie będzie przydatne.

      Pozdrawiam-smile
      serdecznie jak jasna cholera oczywiście-smile
      milutka do zerzygania-smile
      Braktalentu
      • nadzieja_2008 Re: witam 29.07.08, 13:31
        Braktalentu,

        oj, nie przejmuj się az tak moim samopoczuciem wink
        Najgorsze chwile juz mam za sobą. Teraz moze byc juz tylko lepiej.

        Napisałaś co myślisz i jest ok. Moze będąc w wieku, w którym
        poznałam NM i miała rozum ten co dzis to sama uzmysłowiłabym sobie,
        że to wszystko nie ma sensu, że 2 wpadki to "coś nie tak" itp.,
        itd. No ale...czasu nie cofnę, NM kocham i wiem, ze nasz związek
        sens ma. Powinnam zamknąć temat "w jaki sposób poczęły sie dzieci" i
        myslec tylko o tym, ze one juz są i tego faktu nie zmienie.

        Tylko czasem gdy mam zły dzien a NM cos wspomni o dzieciach typu, że
        chciałby zeby gdzies z nami jechały, czy w ogóle da do zrozumienia,
        ze MU na czymś w ich sprawie zależy wtedy taki agresor sie we mnie
        oddzywa i mam ochote Mu powiedzieć, ze kiedys wstydził sie przyznac
        w pracy, że drugie dziecku Mu sie urodziło a teraz wielce się w
        dziecku zakochał. I tego własnie musze sie wyzbyć, bo jesli nie
        zażegnam takiego sposoby myslenia bede psuła nasz związek.

        Ja równiez pozdrawiam wink
    • matie.skowron Re: witam 28.07.08, 10:37
      Kochana, ja nie tak dawno ośmieliłam się napisać w jakimś tam
      stopniu podobnego posta. I chociaż dostałam od niektórych po uszach
      to się zadomowiłam (BTW, jak tylko będę miała chwilę to opisze
      wrazenia po kolejnym wspólnym weekendzie), bo z ulgą poczułam ze mój
      problem wcale nie jest taki wybujany i sa dziewczyny, które
      NAPRRAWDĘ mnie rozumieją. Więc witaj! Sytuacja mojego M jest o tyle
      inna, że Mała była wyczekana i przez 10 lat, nawet - a moze
      zwłaszcza - wtedy, kiedy się rozsypywała małzeństwo stała się sensem
      zycia i najwazniejsza osobą. A jego pierwsza żona wielką miłością.
      Niedojrzałą niewatpliwie, ale to siły uczuciu nie ujmuje przecież.
      A teraz podobieństwa: o mojej zazdrosci o Młodą mogę Ci napisac
      elaboraty. O różnych jej odcieniach i stadiach. Ale to moze kiedy
      indziej. W ramach radzenia raczej moje najświezsze doświadczenia.
      Kiedy (czyli od zawsze) miałam z Mała bardzo sporadyczne kontakty na
      samą myśl, ze gdzieś są tam razem i moga się dobrze bawic
      dretwiałam. Naprawdę. Ze strachu i z zazdrosci własnie. Że za chwilę
      M zda sobie sprawę, ze moze jeszcze nie czas na zakładanie nowej
      rodziny, ze powinien się całkowicie poswięcić młodej, ze jak
      przyjedzie do mnie na weekend to zrobi jej przykrośc (więc nie
      przyjedzie) etc. etc...Okazało się, ze jak taki długi weekend
      spedziliśmy w trójkę to trochę mi sie psychika uspokoiła. To nie tak
      że nagle pokochalam małą i zażądałam czestszych spotkań. Bywało mi
      cholernie przykro jak za nią wodził rozkochanym wzrokiem, jak się
      dopominał żeby się przytuliła czy usiadła na kolanach i jak mówili
      sobie dobranoc chyba przez 15 minut. No naprawde zazdrośnie i
      przykro. Ale oprócz tego przekonałam sie do tego może banału, ale
      który trzeba powtarzać chyba bez końca: ze dziecko to dziecko, a
      partner to partner. W wielu sytuacjach moze powstać konflikt, bo
      wakacje do dzielenia na pół nie są nieskończenie rozciagliwe i
      pieniądze też takie same, ale uczucia i potrzeby jednak skrajnie
      różne. A to całe moje długaśne wymądrzanie to po to, żeby powiedzieć
      zebyś się nie obawiała bo syn, chocby nie wiem jak dorosły, Ciebie
      nie zastąpi.I z czasem nieuchronnie będzie miał swoje życie (ja przy
      całej mojej świeżej sympatii do Małej już sie nie mogę doczekać
      kiedy - na razie 11 lat - minie jej okres siadania na kolanach i
      przytulania całowieczornego, przyznam sie do tego, a co!!!). A Wasze
      maleństwo dla odmiany stanie się dla faceta coraz bardziej
      absorbujące. Więc myślę, ze nie ma się co na siłę odsuwąć.
      A jak stosunki z córką? Bo o tym chyba nic nie pisałas? Pozdrawiam.
      • nadzieja_2008 Re: witam 29.07.08, 13:50
        Matie.
        Podziwiam, ze jestes z mezczyzną, którego zona była wielką miłoscią.
        Nie potrafiłabym zyć z taką swiadomoscią smile
        No i wyczekane dziecko, ech...ciezko by mi było.

        Wracając do sprawy. Masz rację, przebywając razem z partnerem i Jego
        dzieckiem (tak jak Ty np spedziłas z nimi wspolnie weekend)
        wewnętrznie mozna sie troszke uspokoic. Nie wiem na czym to polega
        ale to coś w rodzaju: jestem z nimi razem, jestem ich częscią,
        widzę co sie dzieje, kontroluje sytuację.

        A czy Twój mezczyzna chce sie spotykac razem z Wami czy woli tylko z
        córką sam na sam?

        Mój akurat woli/lubi gdy jestesmy wszyscy razem co powinno byc dla
        mnie bardzo pocieszające wink

        Co do córki NM. Widze ją o wiele rzadziej niz chłopca. Kontakt mamy
        dobry ale to cicha i skryta dziewczynka jakby chciała byc
        niezauwazona, jakby chciała powiedziec: wiem, ze miało mnie nie
        byc...
        Żal mi jej. Widzi sie z ojcem dosc rzadko. Lgnie do Niego, przytula
        sie też ale nie przez całe spotkanie tylko raz za czas podejdzie i
        siądzie własnie na kolanach itd. Nie ma jakis wylewnych słów,
        zadnego kocham, tesknie itp. Zadnych całusków za co jestem wdzieczna
        losowi. Tylko jak idziemy na spacer to zawsze bierze tate za reke co
        oczywiscie mnie boli ale tez daję sobie na wstrzymanie, ma przeciez
        do tego prawo. Tez sie zastanawiam kiedy dziewczynka przestaje
        trzymać tate za reke jak z Nim gdzieś idzie wink Córka NM ma 10 lat.
        Moze juz niedługo wydorośleją i stana sie bardziej dziewczynami a
        nie dziecmi. Boli to prawda? To jest nasza zazdrosc - straszna
        sprawa. Swojej córce nigdy bym nie broniła czułosci z tata. To
        przykre, ze ma sie takie odczucia względem nie swoich dzieci.

        Ale sie napisałam.
        Uciekam powoli.
        Do usłyszenia.
        • kopina77 Re: witam 30.07.08, 16:01
          Nadzieja też się dołącze do twojego postu, bo znam to z
          autopsji.Oswajanie się z waładsny,i negatywnymi uczuciami trwało
          prawie 4 lata, ale nadal gdzieś w serduchu kłuje i ja to mam na co
          dzień 365 dni w roku.Chore????Masochizm???Smutne????
          Czasami się zastanawiam i dochodzę do wniosku(mimo,że kocham męża i
          jego dzieci), że w imię czego człowiek sam sobie komplikuje
          życie...mało to wolnych mężczyzn chodzi po swiecie...???
          Ale zawsze mogłaby się trawić np.nadopiekuńcza teściowa smile)))
          • nadzieja_2008 Re: witam 02.08.08, 11:25
            kopina,
            Tez sie czasem pocieszam "niedobra tesciowa" wink
            Nie mam tesciowej za to mam "pasierbow" (rodzice NM nie zyja).

            365 dni? Czyli mieszkacie razem mam rozumiec?
            Jak na codzien walczysz z zazdroscia?
            Ja czasami mysle, ze bedac z nimi na codzien pozbylabym sie tego
            negatywnego uczucia bo tworzylibysmy jakas calosc. A tak to zawsze
            mam wizje, ze one wracaja do matki, ktorej opowiadaja co u nas sie
            dzieje crying
            • kopina77 Re: witam 08.08.08, 10:28
              Jak walczę z zazdrością?????????????
              Wstaję rano i powtarzam jak mantrę.Jestem szczęśliwa, dorosła, dam
              radę i do następnego razu, kiedy córka zarzuci mu nogi na
              uda.Straszne i dlatego Cię rozumiem i dziękuje że Jesteś ze swoimi
              uczuciami, bo inaczej zwariowałabym....
              • matie.skowron Re: witam 08.08.08, 11:44
                Rany Kopina, skąd wiesz ze mnie to wlasnie najbardziej boli? I sama
                nie wiem dlaczego? Ten gest kiedy siedza razem na kanapie i mala (11
                lat) trzyma sobie na M dla wygody nogi. Moze myslalam ze taka scena
                jest zarezerwowana dla mnie? Bo my tak czesto tez siadamy, zwlaszcza
                teraz kiedy powoli nie moge sobie znalezc wygodnego miejsca (6
                miesiac).
                Ale mam nadzieje ze 13-14 letnia pannica nie bedzie sie juz tak
                zachowywac?????!!! Czyli do przeczekania dwa lata sad
                • kopina77 Re: witam 19.08.08, 16:15
                  Matie muszę Cię zmartwić moja ma 14 i pół i wcale jej nie przechodzi
                  (buuuuuuuuuuuuuuu).
                  Jak mąż całuje i przytula naszą córeczkę czuję radość, jak robi to z
                  własną, zazdrośc.Skomplikowane to strasznie.crying(((
Pełna wersja