nieszczęsliwa mina....

30.07.08, 14:41
Moj NM wychowuje samodzielnie syna- 14 lat. Mamusia zrzekla sie
dzieciaka w sadzie przy rozwodzie. takze sprawy codzienne,te
najbardziej codzienne należa do nas ...Niby dobrze a jednak...bywa
tak:
mamusia jest w Niemczech-zarabia ,dorabia. Do Polski zjedza 2 razy
w roku na okolo 2 tygodnie (dlużej ,krocej ),z reklamowka slodyczy.
W zasadzie interesuja ja imprezy , wodeczka ,kolezanki ..Nie
obrabiam jej tyłka ,to prawda ,pisze to bez emocji bo ja jej nie
wróg..Widuje ją sie pijaną na ulicy i wychodzacych facetow przez
okno...
Pozwalamy oczywiscie aby dziecko do niej poszlo,częsciej to wyglada
tak ,ze chlopak spi u babci ,tam je itp ale nazywa sie że jest z
mamą..
Cięzko mi to pisac ,NM kazal mu wracać,byl u babci (noooo mamy) 2
tygodnie..Totalnie robil co mu sie podoba ,cale dnie latał ,wiemy
ze popala papierosy ,jakies tam towarzystwo nie za bardzo ..
Wrocil ..z nami jedżi na wycieczki ,na basen, nad jezioro,robimy
wypady kajakowe,grille ,rowery...a on ma taka mine jakby mu sie
krzywda dziala..zero wdziecznosci ,radości ,nic to dla niego nie
znaczy ,NM jest strasznie przykro -ze on tak sie stara na codzien i
od swieta ,zawsze jest przy Mlodym a mama olewa i Mlody aż piszczy.
Tlumacze NM ze to psychologia ,ze to jeszcze dziecko ,ze on teskni
za mamą...Boze ale jak sprawic zeby Mlody przejrzał na oczy ,żeby
byl bardziej lojalny i wdzieczny...Tyle razy sie sparzył ,ciągle
tam wysluchuje na ojca i na mnie i ..dalej lgnie..
Nie krzyczcie na mnie ...
    • 13monique_n Re: nieszczęsliwa mina.... 30.07.08, 14:58
      Cleo, nie da się na Ciebie krzyczeć. Tak jak nie da się
      Młodemu "wyprostować" minki. On kocha swoją matkę, nawet najgorszą,
      jaka by była. To tylko chcłopiec. W trudnym wieku.
      Jedyne, co mogę zaproponować, to od czasu do czasu (jeśli masz dobry
      kontakt) porozmawiaj z nim spokojnie, nie wspominając o mamie i jej
      przywarach ani słowem, a za to mówiąc, że jego tata bardzo go kocha,
      że się przejmuje nim i jego smutną minką. Jak najwięcej powiedz mu o
      jego tacie i jego uczuciach. I wspierajcie go oboje. Jemu nie jest
      łatwo i on jest najmniej dojrzały. To procentuje. Tylko wymaga
      cierpliwości. Życzę Wam obojgu wytrwałości smile
      • konstancja16 Re: nieszczęsliwa mina.... 30.07.08, 15:08
        Cleopa, ja rozumiem, ze przykro, ale od dzieci chyba nie mozna
        wymagac wdziecznosci. moze jak podrosna to docenia, zrozumieja.
        ale jako dzieci to w wiekszosci przypadkow czuja sie krzywdzone i
        nieslusznie ograniczane przez doroslych.

        pamietam, ze jako nastolata tez miewalam zbolaly wyraz twarzy. i on
        nie mial nic wspolnego z moimi rodzicami. to byl BOL EGZYSTANCJALNY
        po prostu. cos w rodzaniu cierpien mlodego wertera. wszystko bylo
        bez sensu, rodzice mnie nie rozumieli, nauczyciele dreczyli, a boga
        nie bylo. to chyba w miare normalne w tym wieku, nie wiem czy
        WSZYSTKIE dzieciaki tak to przechodza, ale na pewno wiele.

        no, moze matki nastolatkow cos tu ciekawego dorzuca, ale ja pamietam
        te wieczna obraze i pretensje do swiata o to, ze slonce swieci jak
        ja nieszczesliwa. a tez nie przechodzilam skrajnej wersji
        mlodzienczego buntu. i mialam kompletna, wzorcowa rodzinke...

        trzymaj sie, nikt tu chyba na nikogo nie krzyczy wink
        • nangaparbat3 Re: nieszczęsliwa mina.... 30.07.08, 15:57
          Jest dokładnie tak, jak pisze Konstancja, mina najpewniej nie ma nic wspolnego z
          Wami. Jak tak sie przyjrzec, to zycie (w sensie: mamusia) sie po mlodym okrutnie
          przejechalo, i trudno innej miny oczekiwac.
          Sama miewalam podobne jazdy z moją. najgorzej było miedzy jej 14 a 16, teraz ma
          17 i (tfu tfu tfu, na psa urok) jest super.
          Jeśli mozna cos radzic - nie gadaj z młodym (czternastolatek i tak nie zrozumie,
          a nawet jesli rozumie, to tylko wpadnie w poczucie winy, co jedynie utrudni
          sytuację), raczej z męzem, tlumacząc zawirowania dojrzewania. Może sie okazac,
          ze maz zachowywal sie kiedys zupelnie podobnie (tak wyszło w przypadku mojej corki).
          Sama pamietam moja babcię, z pretensją w głosie "dziewczyna w tym wieku to
          powinna byc jak promyczek, a ty wiecznie ponura". Nienawidziłam jej, kiedy tak
          mowiła - ale dopiero teraz wiem, ze nienawidziłam słusznie.
          Przy okazji polecam: Samsona (tak tak) "Książeczkę dla przestraszonych
          rodzicow", Alice Miller (zwłaszcza "Dramat szczęśliwego (udanego?) dziecka
          (dzieciństwa?"), i - nie pamiętam autora, niestety: Twoj nastolatek jest szalony
          (tę się najżmudniej czyta).
          • glonik Re: nieszczęsliwa mina.... 31.07.08, 11:47
            Autor: Bradley M.J.
            • nangaparbat3 Re: nieszczęsliwa mina.... 31.07.08, 12:55
              glonik napisała:

              > Autor: Bradley M.J.

              Dzieki smile
    • cleopa Re: nieszczęsliwa mina.... 30.07.08, 17:33
      No fakt trudny wiek i dostal w d** od zycia .Ja z nim o mamie nie
      rozmawiam ,zdaje sobie sprawe ze on widzi co sie dziej...tylko czy
      aby na pewno wie gdzie jest dobry przykład???
      Mam wrazenie ,że im wiecej go olewaja tym bardziej tam lgnie..
      • nangaparbat3 Re: nieszczęsliwa mina.... 30.07.08, 18:26
        cleopa napisała:

        > No fakt trudny wiek i dostal w d** od zycia .Ja z nim o mamie nie
        > rozmawiam ,zdaje sobie sprawe ze on widzi co sie dziej...tylko czy
        > aby na pewno wie gdzie jest dobry przykład???
        > Mam wrazenie ,że im wiecej go olewaja tym bardziej tam lgnie..

        To chyba normalne - w znaczeniu: często tak sie dzieje.
        Często dzieci odwracaja sie od tego rodzica, z ktorym mieszkaja, jemu przypisuja
        winę za całe zło świata.
        Weź też pod uwagę depresję, często teraz sie zdarza u mlodziezy. Jednym z
        objawow moze byc agresja - o czym mało kto wie.
        Mnie sie zdaje, ze byc odrzuconym - a raczej wielokrotnie odrzucanym, jeszcze
        gorzej - przez matke, to jedna z gorszych rzeczy, jakie w ogole mogą człowieka
        spotkac. Rozum tu niewiele moze, niestety.
    • reksia Re: nieszczęsliwa mina.... 30.07.08, 18:02
      Mamusia - kukułka smile
      Cleopka - ...?
      • cleopa Re: nieszczęsliwa mina.... 30.07.08, 21:17
        reksia napisała:

        > Mamusia - kukułka smile
        > Cleopka - ...?

        no mozna ja tak nazwac smile nigdy nie zrozumiem kobiety ktora
        rezygnuje z dziecka i wisi jej ze inna dba o to dziecko... a sama
        mam nastolatke smile
        • ywwy Re: nieszczęsliwa mina.... 31.07.08, 09:48
          U nas podobnie, ech! Szkoda gadać. Machnij ręką i nie myśl o fochach
          i humorkach dzieciaka.
          • pola731 Re: nieszczęsliwa mina.... 31.07.08, 12:20
            Wiesz - nie jestem macochą , ale mam 3 własnych dzieci i często jest
            tak ,że ja staję na głowie żeby zorganizować coś fajnego a chłopaki
            zachowują się właśnie jakby im się krzywda działa...
            Nie przejmuj się i rób swoje niezależnie od miny chłopca.
            Doceni to , co robisz za ... 10 ,20 ,30 lat jak będzie organizował
            czas swoim dzieciomsmile
    • cleopa Re: nieszczęsliwa mina.... 31.07.08, 21:45
      boje sie...wczoraj eks odgrażala sie ze w przyszlym roku zabierze
      nam chlopaka...
      czy może zabrac tak nagle jak wroci do Polski albo do Niemiec tam
      gdzie teraz jest ???? Jezzu a jak dzieciak powie ze chce do mamy???
      Jak sie zabezpieczyc???Jest z ojcem odkąd mama oddala go przy
      rozwodzie -3 lata..
      Chcemy dla niego jak najlepiej ,aby skonczyl szkole,NM jest ciągle
      przy nim i na dobre i na zle..załamal sie ..Mlody normalnie wyrywa
      sie "tam" co sie z nim dzieje??? Przecież jest zadbany ,kochany,ma
      wszystko..co go "tam" tak ciągnie ..czyzby nie kochal ojca???
      Co robic...
      • chalsia Re: nieszczęsliwa mina.... 01.08.08, 00:38
        > wszystko..co go "tam" tak ciągnie ..czyzby nie kochal ojca???

        znasz przysłowie "cudze chwalicie, a swego nie znacie" (jest
        jeszcze kilka innych mówiących o tym samym, typu, że bardziej
        zielona trawa jest w sąsiedzkim ogródku)? To na takiej zasadzie
        właśnie działa. On się chce przekonać jak by to było, gdyby był z
        matką. I więź z ojcem (bo jest na pewno) nie ma tu nic do rzeczy.

        Oddała przy rozwodzie - to znaczy co konkretnie orzeczono? Miejsce
        pobytu dziecka w miejscu zamieszkania ojca? A paszport syn ma i
        jest u Was? Jesli na obydwa pytania odpowiedź jest pozytywna, to
        ona może jedynie syna porwać.
        Kwestią istotną pozostaje zarządzenie oczekiwaniami i "chceniem"
        młodego.
        A jesli będzie chciał i jest w wieku, gdy zdanie dziecka trzeba
        powaznie brać pod uwagę (nastolatek), to mądrą rzeczą (o ile drugi
        rodzic to nie margines) jest zgodzić się - np. po skończeniu
        jakiegoś etapu nauczania.
        • cleopa Re: nieszczęsliwa mina.... 01.08.08, 08:53
          syn jest zmeldowany u ojca i ociec ma nad nim prawna
          opieke,paszportu nie ma...obawiam sie ze moze im chodzic o to ze
          wraz z Mlodym "przyjda " alimenty..
          Mozna tak po 3 latach wrocic i zarzadac dziecka???? i sąd
          moze ;posluchac Mlodego? Mlody sie tam stoczy ,juz u mamy popala
          papierosy,które kradnie wojkom alkoholikom ..boze co za rodzina ..
          rece opadaja ...
      • nangaparbat3 Re: nieszczęsliwa mina.... 01.08.08, 01:02
        To niestety typowe dla nastolatkow - przeskakiwanie od matki do ojca,
        szantażowanie, ze sie wyprowadzą, powroty i kolejne odejscia.
        Niszczące.
        Moze by tej matce jakos ograniczyc prawa?
        Ja zreszta podejrzewam, ze z pogróżek nic nie wyjdzie, mały po raz kolejny
        okrutnie sie zawiedzie i bedzie Wam wszystkim coraz trudniej. Mam nadzieje, ze
        sie mylę.
        • konstancja16 Re: nieszczęsliwa mina.... 01.08.08, 10:09
          CLEOPA.

          tylko spokoj moze Was uratowac. NIE PANIKUJ. naprawde myslisz ze
          babka, ktora przez pare lat nie opiekowala sie synem teraz nagle
          bedzie chciala zeby zamieszkal z nia? bo co, nagly przyplyw uczuc
          macierzynskich? czy jakies korzysci? chodzi o alimenty? a ona lozy
          na Mlodego?

          kurcze, to sa skomplikowane sprawy, a chlopak juz jest duzy wiec
          jego slowo tez bedzie sie liczylo. po pierwsze, nie PANIKUJ. po
          drugie, pamietaj ze to dziecko Twojego faceta. a wiec to ON musi
          dzialac, walczyc, argumentowac. Ty - wspierac co najwyzej, ale
          sprobuj zachowac rozsadny dystans emocjonalny. dla dobra
          wszystkich.

          Mlody powinien miec sytuacje uregulowana prawnie: gdzie mieszka,
          gdzie chodzi do szkoly. kto na niego lozy i ile. jest mlody i w
          szkole, decyduje sad. ja wiem, ze ciezko miec zaufanie do madrosci
          temidy w Polsce, ale tez raczej nie powinni podjac decyzji zupelnie
          od czapy: ot tak nagle przerzucic chlopaka od jednego rodzica do
          drugiego, bo jedno ma takie widzimisie, a wiez nikla. jakas tam
          stabilna sytuacja dla Mlodego powinna byc priorytetem. trzymaj sie.
          • konstancja16 i jeszcze 01.08.08, 10:49
            z tego piszesz to dla 14latka ta matka to moze byc super atrakcja.
            oznacza imprezy, wolnosc, wkraczenie w doroslosc (te fajki...). a
            zycie u Was to nuda, nie? szkola, obowiazki..... nuuuuda i
            ograniczenia. takie moze byc myslenie 14latka, jak sadze. on tych
            rzeczy typu oprany, zadbany, najedzony nie docenia. on ich nie
            widzi po prostu. i trudno miec o to zal, chociaz boli.
    • nangaparbat3 Re: nieszczęsliwa mina.... 01.08.08, 20:21
      Czy Ty nie dramatyzujesz?
      Zblazowana mina, ponury nastrój i wieczne niezadowolenie, tudziez opedzanie sie
      od rodziców jak od much uprzykrzonych, to zupełnie normalny etap w tym wieku. A
      człowiek, zeby sie normalnie rozwijac, musi miec w dziecinstwie kogoś, czyją
      miłosc uważa za "oczywistą oczywistosc", o ktorej wie, ze nic jej nie odbierze.
      Zazwyczaj ten rodzaj milosci daje matka, ale tutaj jednak padło na ojca.
      Natomiast terapia rodzinna jak najbardziej wskazana, nawet jeśli osoby
      najbardziej odpowiedzialnej za to, co sie dzieje, na niej nie bedzie.
      I jeszcze jedno: tu chyba nie chodzi o to, zeby on zacząl porownywac, oceniac
      rodzicow, a dokładniej matkę. Raczej o to, zeby sie sensownie rozwijał. Zawsze
      jestem za otwartoscią, ale jednak nie w sytuacji, kiedy dziecko miałoby sie
      opowiedziec przeciwko jednemu z rodziców - do tego musi samo dojrzec, powoli i
      stopniowo. Nie wolno popychac.
      • marusia1 Re: nieszczęsliwa mina.... 01.08.08, 23:02
        nangaparbat3 napisała:

        > Czy Ty nie dramatyzujesz?

        Spada na Ciebie jak grom z jasnego nieba Jego dziecko. Coraz bardziej zaczynasz
        nienawidzieć eksiarę, wiedząc jaką krzywdę wyrządziła własnemu dziecku. Oddajesz
        dziecku siebie, poświęcasz się, chcesz by miało lepiej. Wkurzasz się często, są
        awantury, ale - przyzwyczajasz się i nie wobrażasz sobie, że mogłoby być
        inaczej. No i szkoda Ci, bo wiesz, że dziecko wróci do matki na zmarnowanie...
        Ono się pakuje i nie wiesz co zrobić...
        Dzieci nie myślą racjonalnie i choć wiedzą, że straciłyby dużo, mają nadzieję,
        że ona też im da... chociaż odrobinę miłości, o którą żebrzą od osoby, która z
        natury powinna ją im dać. Przechodzą pranie mózgu i zrobią dla niej wszystko
        poświęcając siebie.
        Terapię rodzinną raczej odradzam (u nas był odwrotny skutek, dzieci nilubią
        psycholi), chyba, że skorzystacie z pomocy sami, dobre są warsztaty dla rodziców
        - by wiedzieć jak z dzieckiem rozmawiać, jak pomóc mu pozbyć się negatywnych
        emocji - o ile są w nim.
        • nangaparbat3 Re: nieszczęsliwa mina.... 02.08.08, 06:43
          O dramatyzowaniu nie było do Cleopy, tylko do Burzy.
    • chalsia Re: nieszczęsliwa mina.... 02.08.08, 22:47
      > Nie do końca popieram tezę, żeby nic złego o matce nie mówić, tzn.
      > że złego rodzica trzeba gloryfikować? nie mówić o nim źle - to JAK
      > niby mówić? że to zajebiście, że matka nie ma czasu żeby spędzić z
      > nim parę dni? rżnąć głupa, że to w porządku, że mama jest zajęta,
      > ale bardzo kocha? nie trzeba od razu mówić, że matka to kawał suki,
      > ale dzieciak ma pewnie chaos w głowie, matkę mimo wszystko kocha,
      > ale podskórnie musi czuć, że coś tu nie gra. Tymczasem trzeba czasem
      > nazywać rzeczy po imieniu, choćby po to, żeby dziecko nauczyło się
      > jakiegoś systemu wartości, odróżniało co jest dobre a co złe.

      rozmawiałam na ten temat z psychologiem. Powiedział, że ocenę nalezy zostawić
      dziecku a mówic powinno sie o tym jak by się samemu czuło w takiej sytuacji np.
      byłoby mi przykro, gdyby mój tata zapomniał o moich urodzinach, byłabym zła i
      zawiedziona, gdyby ktoś mi bliski nie dotrzymał obietnicy, itp, itd.
      • cleopa Re: nieszczęsliwa mina.... 03.08.08, 17:25
        Dziekuję Wszystkim za roważanie mojego problemu...Milczalam bo to
        byl cięzki weekend..
        Mielismy w piątek na 19 iśc na taki CracH Rajd-chlopak lubi
        samochody wiec myslelismy ,że bedzie to fajne dla niego. w sobote
        planowalismy basen -kompleks basenów,slizgawki i takie tam wiecie...
        Jak tylko zjechalam z pracy zaczął sie cyrk. przyszedl na komorkę
        Mlodego sms od mamy i ten dostal amoku ,zacząl wierzgac ,ze nie chce
        iść ,że che do mamy .Tlumaczylismy że to fajna impreza,że jutro te
        baseny ale NIE!Stala sie inna też rzecz NM zdesperowany przeczytal w
        komorce Mlodego sms-y do mamy.Wiem że to źle ..wiem..wiem ale galki
        mu sie otworzyly: "powiedz w sądzie ze chce być u ciebie" ,weż mnie
        z tąd", "nie wytrzymam z tym ojcem" itp itd...rany bvoskie facet sie
        zalamal...Twardy facet z jajami normalnie zmalal jak dziecko...
        Zdzwonil do eksi a ta mu od róznych i wszystkjo wypominać ,jak to on
        zly ojciec itp....szkoda o tym pisac a na koncu że wcale nie chce
        Mlodego ,ze nie ma zdrowia (32 lata i nie ma zdrowia),wystraszyla
        sie ze Mlody bedzie z nia i zaczela sie wycofywac i powiedziala Ty
        musisz go wychowywac bo jesteś jego ojcem.... A ona niby co???
        Probowalam z MLody pogadac ,że przeciez był "tam " miesiąc ,żeby
        spędził ten tydzien z tata bo tacie jest przykro..ale gdzie tam.."Mi
        tu jest źle" i ch***
        NM wsadzil go w samochod i zawiozl do matki .Ta wraca w przyszlą
        sobote do niemiec..
        Nie wiem co dalej czyniuć ,teraz Mlody od rana pisze do ojca "co
        slycha" itp..wczoraj tez przepraszal...
        a ja ryczalam caly piatek i w nocy do soboty ..
        Jak z nim postępować????
        • marusia1 Cleopa 03.08.08, 19:09
          Wydaje mi się, że chłopcy są mimo wszystko mamisynkami. Wy możecie tylko
          zapewniać o swojej miłości i o tym, że bardzo Wam na nim zależy, że jest dla Was
          kimś ważnym, że chcecie zapewnić mu przyszłość (co ze szkołą? Powinien zakończyć
          jakiś etap w życiu w jednym miejscu, mieć poczucie bezpieczeństwa). Cóż, Niemcy
          mogą młodzieży imponować, wyobrażenie o życiu tam, w innym, lepszym świecie, o
          lepszej mamie, która niczego nie wymaga... Na siłę niczego nie zdziałacie, bo
          Młody zrobi zupełnie odwrotnie i choćby żałował, nie przyzna się do porażki. My
          mamy to już za sobą. Młody wybrał nas (na razie?) Lipiec był exiary. Jak sie
          okazało pojechała ze swoją siostrą i z córkami nad morze (wynjęły domek). Młody
          podpuszczał, ale nie przyznała się. W końcu powiedział jej wprost, że wie o jej
          wyjeździe. Powiedziała mu, że nie chciała mu mówić, żeby nie było mu przykro
          (?!?!?!). Młody odpowiedział, że zrobiło mu się przykro, gdy się dowiedział od
          innych. Tym bardziej, że lipiec jest zarezerwowany dla niego (zgodnie z
          porozumieniem). Nie wiem jaki to będzie miało wpływ na ich relacje. W końcu to
          matka, a matce wybacza się wszystko. Byleby kochała...
          • cleopa Re: Cleopa 04.08.08, 10:30
            Jeszcze raz wielkie dzieki za porady..
            marusiu wiem co czujesz mi Mlody normalnie zlamal serce..To nie
            jest male dziecko to 14 latek ktory powinien chociaz byc lojalny w
            stosunku do ojca ktory sie nim opiekuje na codzien i od swieta ...
            A tu takie teksy o zlym ojcu,o tym zerby mama przyjechala to
            ucieknie,i to że powiedzial ojcu (nam) w oczy :"co zrobie że jest
            mi tu xle"...ponadto robi nam krecia robote bo
            opowiada "tamtej "rodzinie jakies bzdury a z drugiej strony to
            zupelnie nic nie mozna powiedziec na mame bo strasznie broni!Takze
            wersja aby mu uswiadomic co robi mama chyba nie przejdzie bo z tego
            co widze on za wszystko (!!) wini ojca! Potrafi od niej wrocic jak
            go olala i ..np rozwalic pięścia panele. jak mu zwrócilam uwage że
            moze skieruje zlość i zniszczenia w strone ktora na to zasluguje to
            powiedzial ze mam nie moralizowac bo nie jestem jego mama..ale ja
            nie pozwole niszczyc chaty!Stracilam caly zapal i zupelnie mu od
            piątku nie ufam..Wyglada na to ze te wszystkie
            ciasta,kluseczki ,smakolyki ,czas poświecony i organizowanie
            rozrywek to se moge wsadzic on i tak tego nie chce...Jest mi tak
            bardzo przykro ze od piatku mam gule w gardle ..
            • 13monique_n Re: Cleopa 04.08.08, 11:00
              Cleopa, tak mi przykro. Ale jednak powiem mimo wszystko - to jest
              tylko 14-letnie, totalnie zagubione dziecko. Które tak tęskni za
              miłością matki, że wszystko, nawet własne dobro dla niej poświęci.
              Ja bym jednak poszła na terapię rodzinną, przynajmniej spróbowała. I
              Konstancja ma rację, Ty spróbuj się zdystansować, bo Twój Partner
              potrzebuje wsparcia. i jeszcze jedno - zawsze pamiętajcie, że to Wy
              jesteście dorośli i dojrzali, a nie on. 14 lat to bardzo niewiele,
              tak naprawdę. Tylko ojciec może mimo wszystko budować relację z
              synem. Przy kazdym możliwym wsparciu (a więc i psycholog, i
              warsztaty). Trzymam kciuki za wytrwałość.
              • cleopa Re: Cleopa 04.08.08, 11:15
                wiem ..wiem ..tylko obecnie jestem pelna żalu i zlości
                (niestety)...to wszystko wplywa na moje relacje z NM,bo on lata 5
                godzin za synkiem i tlumaczy a ja pozostaje sama ze swoimi
                łzami...podskórnie mam też zlość do NM że..jest taki lagodny dla
                bylej....Odbija mi totalnie,nie nadaje sie sad
                • 13monique_n Re: Cleopa 04.08.08, 11:33
                  Oj, tym bardziej potrzebujesz oddechu, o którym pisze Konstancja.
                  Masz możliwość wyskoczyć na "chwilę"? Np. na rower, na fitness, do
                  przekopania "pół hektara" ogródka? Tak, byś się umeczyła i
                  wyładowała złość. Wtedy dasz radę nabrać dystansu i być wsparciem.
                  NIe dziw się NM - jemu zależy na synu, więc biega. Dobrze by było,
                  abyś, możliwie jak najszybciej, znalazła dla Was terapię rodzinną
                  (NM pewnie jej bardzo potrzebuje).
                • 13monique_n Terapia - link 04.08.08, 13:40
                  www.charaktery.eu/co-gdzie-kiedy/114/Konsultacje-i-psychoterapia/

                  Może tam, jesli jesteście z Warszawy?
            • marusia1 Cleopa 04.08.08, 17:29
              nie zliczę ukłuć w serce, nie zliczę strat materialnych, które poniosłam w
              związku z atakami agresji Młodego. Powiedziałam mu jedno - oddałam mu część
              siebie, podzialiłam się wszystkim co mam - powinien to uszanować, a przynajmniej
              moją pracę. Ja ciężko zapracowałam na to co mam i jeśli mu nie odpowiada
              porządek - może wrócić do "slamsów", albo zamieszkać w chlewie. Tam jak nasra na
              środek, to nikomu nie będzie przeszkadzało. Osiągnęłam pewien standard i nie
              zamierzam zejść poniżej, bo mnie tam pasierb ciągnie. A wierz mi, milej się
              mieszka w przytulnym mieszkaniu, mając do tego poczucie bezpieczeństwa. Nasz
              prawie trzynastolatek też nie myśli racjonalnie. Kiedyś mówił o matce potworne
              rzeczy. Głos mi się na głowie jerzył. Tłumaczyłam, szukałam w eksiarze
              pozytywów, a tym samym wylałam na siebie wiadro pomyj. Mody człowiek ma już
              możliwość wyboru, wy możecie mu tylko uświadomić pewne rzeczy (ewentualne
              kontakty, itp.) Jedno jest pewne - na siłe się nikogo nie usczęśliwi.
              PS. Mój kolega "dostał" (porozumienie) od byłej żony córkę, po ostatniej
              awanturze (pobiła córkę - 10 lat). Mała zmieniła szkołę, środowisko - nowe
              miasto, znalazła się w nowej rodzinie. Po trzech miesiącach ex zabrała córkę
              podstępem, bo... odszedł od niej kochanek i skończyło się finansowanie, a jak
              wiadomo alimeny - szczególnie od byłego męża (matki nie muszą płacić?!?!?) są
              niezłym i pewnym źródłem dochodu.


              Może dzięki niedoskonałościom stanowimy idealną Trójkę?
              • marusia1 Re: Cleopa 04.08.08, 17:34
                Oczywiście - włos JEŻYŁ. smile A teraz złego słowa nie da Młody o matce
                powiedzieć. Co też ostro skomentowałąm (nerwy puszczają czasami) - gdyby ci
                matka zawinęła gówno w papierek, zjadłbyś ze smakiem i byś powiedział, że chcesz
                jeszcze. Młody stwierdził, że nie. Poznałby gówno. Wierz mi, jeszcze nie
                usłyszałam nawet, że śmierdzi...
        • reksia Re: nieszczęsliwa mina.... 04.08.08, 15:44
          Nie dać się krzywdzić! Z dzieckiem rozmawiac jak najbardziej
          grzecznie i wykazywać tą samą troskę o niego, ale nnie dać się
          krzywdzić. Nie pozwalać dzecku manipulować uczuciami rodziców.Jasno
          okreslić i dac chłopcu jasny komunikat, że rozumiecie jego potrzebę
          przebywania u mamy i jesli istnieje możliwość takiego powrotu do
          mamy możecie wspólnie (wszystkie trzy strony razerm)
          przedyskutować.Ja osobiście zaproponowałabym wspólną otwartą rozmowę
          i jeśli dziecko tak bardzo chce przebywać u matki , ja jestem za
          stworzeniem dziecku takich warunków.
          • cleopa Re: nieszczęsliwa mina.... 04.08.08, 15:57
            ale matka go nie chce..jasno to powiedziala w piątek że nie i juz ...
            • reksia Re: nieszczęsliwa mina.... 04.08.08, 16:14
              cleopa napisała:

              > ale matka go nie chce..jasno to powiedziala w piątek że nie i
              juz ...


              dlatego proponuje wspólną otwartą rozmowę trzech stron(wy, dziecko i
              matka dziecka) i niech mały usłyszy to z jej ust, jednoczesnie
              dajcie dziecku bardzo silne wsparcie i zacznijcie szukać wspólnie
              może innych rozwiązań.Przykładowo myslę że możecie zaproponować
              częstszy kontakt z matką...zadać pytanie, co matka na to.Zastanowić
              się jak taki konktakt zorganizować itd, itp

              Nie wiem czy rozujmiesz o co mi chodzi?
              • reksia Re: nieszczęsliwa mina.... 04.08.08, 16:16
                wsłuchajcie się wspólnie w potrzeby tego dziecka i jego sytuację
                psychiczną
          • reksia Re: nieszczęsliwa mina.... 04.08.08, 16:09
            Po pojawieniu się mojego Ex, po kilku latach, moje dzieci też miały
            moment zachłyśnięcia się, "pojawieniem się tatusia".Daliśmy
            tatusiowi wolną rękę w działaniu.W ciągu kilku tygodni zaczął znów
            standardowo zawodzić swymi działaniami dzieci.
            W tym czasie spokojnie dawaliśmy dzieciom wsparcie i nie negowaliśmy
            ojca (trudno było !@##$@!$), ale jasno stawialiśmy sprawę, że nie
            podoba nam się zawodzenie ich zaufania.

            Nie krytykowaliśmy ojca dzieci, wręcz staraliśmy się w momentach,
            gdy dzieci przypłacały jakąś sytuację "łzami" usiąść z nimi i
            spokojnie porozmawiać o istniejących zdarzeniach.

            Wytłumaczyć dzieciom, że mają prawo kochać ojca, a wręcz powinny, że
            mają prawo czuć żal gdy ich zawodzi, i dlatego powinny mu też dać
            prawo "dorośnięcia".

            Bardzo dużo nas to wszystko kosztowało. Zaryzykowaliśmy utratą
            obecności dzieci, kiedy zaproponowaliśmy, że jesli tylko chcą mogą
            zamieszkać u ojca.
            Wybrały nas!Z wyraźnym "ale my Was bardzo kochamy i z Wami chcemy
            zostać na zawsze, bo to my jestesmy rodzinką"

            Naszą rodzinę ta sytuacja wzmocniła.

            Polecam więc głębokie wsłuchanie się w dziecko i zaufanie właśnie
            dziecku w tym że kiedy dojdzie do realnego wyboru dokona właściwego.
            • cleopa Re: nieszczęsliwa mina.... 04.08.08, 16:14
              rozumiem reksiu smile mądre slowa...

              Mama pojawia sie 2 razy w roku namąci i znika i znowu sie
              pojawia ..namąci i znika..

              Mam żal w środku do NM że jest dla niej taki lagodny ,że jej
              ustepuje a na mnie potrafi ostrzej pojedzic..Czuje sie gorsza ,mniej
              doceniana i kochana a przeciez to ja dbam o jej dziecko..

              Czy wasi mężowie gadaja z eksiami przy Was przez telefon?? MOge tego
              zażądać???
              • reksia Re: nieszczęsliwa mina.... 04.08.08, 16:22
                i ja i mój M ze swoimi byłymi rozmawiamy tylko po wspólnym
                uzgodnieniu i zazwyczaj jawnie , chyba że któreś z nas poprosi o
                rozmowę "sama na sam" jeśli istnieje taka potrzeba.

                Staramy się jednak odraniczyc kontakt z byłymi do spraw dotyczących
                dzieci.Asertywnie, grzecznie ( o to najtrudniej !@#@!$$#) bez
                pozwalania sobie na spory z exami.
                Różnie to wychodzi, bo rózne są sytuacje, ale ogólnie nasze starania
                idą w takim kierunku.
                • reksia Re: nieszczęsliwa mina.... 04.08.08, 16:25
                  przepraszam za błedy , ale mam problemy zdrowotne i trace czucie w
                  palcach dłoni, bardzo cięzko mi pisać , więc nie poprawiam już błędów
              • marusia1 Re: nieszczęsliwa mina.... 04.08.08, 17:40
                cleopa napisała:
                > Czy wasi mężowie gadaja z eksiami przy Was przez telefon?? MOge tego
                > zażądać???

                Cleopa, absolutnie NIE! Sprawy, które należy omówić wspólnie - omówcie
                wcześniej. Ale przez telefon nie Twój mąż rozmawia sam. W końcu to jego była i
                Ty nie masz nic do tego. Wtedy byś się dopiero wypaliła! Wierz mi. Ja na
                szczęście mam już to poza sobą. Mój M. chroni mnie przed exiarą. Wystarczy, ze
                on musi tolerować tego babsztyla!
                • cleopa Re: nieszczęsliwa mina.... 04.08.08, 19:45
                  marusia1 napisała:

                  > cleopa napisała:
                  > > Czy wasi mężowie gadaja z eksiami przy Was przez telefon?? MOge
                  tego
                  > > zażądać???
                  >
                  > Cleopa, absolutnie NIE! Sprawy, które należy omówić wspólnie -
                  omówcie
                  > wcześniej. Ale przez telefon nie Twój mąż rozmawia sam. W końcu to
                  jego była i
                  > Ty nie masz nic do tego. Wtedy byś się dopiero wypaliła! Wierz mi.
                  Ja na
                  > szczęście mam już to poza sobą. Mój M. chroni mnie przed exiarą.
                  Wystarczy, ze
                  > on musi tolerować tego babsztyla!
                  Masz racje...dziekuje ...
                  • nsc23 Re: nieszczęsliwa mina.... 05.08.08, 00:46
                    U nas tez nie ma rozmow przy mnie (to znaczy sa, ale w jezyku, z ktorego jarze
                    piec slow) - potem ewentualnie W mi streszcza, co sobie powiedzieli, albo i nie.
                    Zalezy od sytuacji smile Lepiej miec taki 'zderzak' i nie sluchac wszystkiego, co
                    eks mowi, ani tego, co facet mowi do eks wink
    • liz-beauty Re: nieszczęsliwa mina.... 04.08.08, 20:22
      Dziewczyny, z ciezkim sercem czytam... U nas to samo, mama jest tym atrakcyjnym
      rodzicem, na codzien nie wymaga, nie karci, Mlody z nia nadaje na tych samych
      falach - nawet psycholog to potwierdzil. Mlody jak do niej jedzie to "kota" ze
      szczescia dostaje. A pozniej, jak go odbieramy, to tylko czasem baknie, ze
      "wieczorem mama wyszla". Cholery mozna dostac - wyszla, zostawiajac swoje
      dzieci, najmlodsze dwuletnie, pod opieka dziesiecio i osmiolatka. Twierdzi, ze o
      polnocy wrocila. Zawozac go nigdy nie wiemy, czy w nocy bedzie opieka doroslej
      osoby. Zastanawialismy sie, czy nie zaprzestac zawozenia go (100 km w jedna
      strone, nigdy slowa "dziekuje" czy propozycji czesciowego pokrycia kosztow
      paliwa). No, bo przeciez ona ma troje dzieci, z tym, ze na Mlodego ani grosza od
      dziewieciu lat... No ale na razie Mlody jezdzi, boimy sie, ze nie wybaczylby nam
      ograniczenia kontaktow, poza tym jest bardzo zzyty ze swoim rodzenstwem. Na
      razie nie ma takich akcji jak u Cleopki czy Marusi, ale okres dojrzewania
      dopiero przed nami. Zwyczajnie sie boje... sad
      • cleopa Re: nieszczęsliwa mina.... 05.08.08, 07:39
        Mlody juz nie odzywa sie ...tyle co w sobote ..OK niech!

        Ja rozumiem wsluchac sie w potrzeby dziecka w jego psychike itp ale
        on chcialby calymi dniami i nocami siedziec albo u mamy (jak jest)
        albo u jej matki czyli babci ktora tez pomaga robc mu pranie mozgu.
        jak mlody szedl na wagary i nie chodzil do szkoly tydzien to teczke
        rzucal wlasnie u...babci i ta nic!
        Czxasami mam ochote potrzasnąc nim jak gruszka żeby wrescie
        przejrzal na oczy jak krzywdzi ojca!
        Nadal uwazam ze w wieku 14 lat mozna byc conajmniej lojalnym w
        stosunku do rodzica ktore daje serce ,opieke i wszystko..
        zastanawiamy sie co robic dalej...narazie nie bedziemy go zmuszac
        na żadne rozrywki ale...na te baseny idziemy w sobote tyle że
        sami smile no z moja córka ..Rany kiedy mi minie ta zlość
        • m-m-m Re: nieszczęsliwa mina.... 05.08.08, 08:43
          >>>Nadal uwazam ze w wieku 14 lat mozna byc conajmniej lojalnym w
          > stosunku do rodzica ktore daje serce ,opieke i wszystko...



          To jest "dorosły" punkt widzenia. Do tego punkt widzenia macochy.
          Cleopa, uważam, że stanpwczo "przedobrzyliście" z tym nadmiernym
          zaangażowaniem m. in. w ogranizowanie mu czasu. Poza tym weszłaś na
          niebezpieczny grunt: tak się przejmując nim podjęłaś rolę, która z
          definicji Twoja nigdy nie będzie: NIGDY nie będziesz dla niego jak
          matka, chocby ta matka była z piekła rodem. No, przykro mi to
          napisać, ale takie są fakty. Postaraj się o więcej dystansu i tak w
          ogóle to uszanuj w Twoim mniemamniu irracjonalną jego decyzję, że
          woli mamusię niż basen z Wami.
          Poza tym nastolatek nie docenia pracy wychowawczej rodziców: on
          wystawi rachunek jak będzie dorosły, a nie teraz. Właściwie to czym
          Twój M. jest zaskoczony: że młody uważa go za okropnego ojca? Uważa
          go za takiego, jak większość nastolatków w okresie buntu, kiedy to
          nic się nie chce, a tu czas zorganizowany jak pod sznurek, pewnie
          zasady w domu ojca są kokretne i trzeba ich przestrzegać... no, z
          punktu widzenia 14-latka to jakiś horror. Ja uważam, że owy
          nastoletni wiek trzeba prztrwać jak ospę: raz w życiu na to się
          choruje i potem jest się odpornym do końca życia.
          Niech on jedzie do matki, niech się przekona jaka ona jest naprawdę,
          a Ty daj sobie spokój z oczekiwaniem wdzięczności za Twoje ciasta.
          Pomyśl inaczej: robię ciasto, bo chcę, a nie po to, by ktoś je
          docenił. Robię je dla kogoś, ale nie po to by je pochwalił. Robię,
          bo może kiedyś tam jak będzie sam miał dzieci poprosi Cie o takie
          samo ciasto dla nich. I to będzie moim zdaniem wdzięczność z jego
          strony, ale nawet jak jej nie będzie to też żaden problem.
          Poza tym oczekując wdzięczności tak naprawdę wikłamy tę osobe w
          jakąś nienaturalną zależność: ja się tak poświęcam, a ty taki owaki
          niewdzięczniku jeden itd. Chciałabyś by ktokolwiek tak Ciebie wikłał?
          Wdzięczność jest piękna jeśli jest niespodziewana, a nie wymuszona.
          Wszystko co iedykolwiek zrobiałam dla mojego pasierba zrobilam z
          zalożeniem iz ona nie będzie mi za to wdzieczny. Często robiłam coś
          co moim zdaniem byłoby ważne w jego dosrosłym życiu, by mieć czyste
          sumienie, iż jeśli nawet on wybierze inną drogę niż ta wskazana
          przeze mnie to ja zrobiłam wszystko by wskazać mu drogę dobrą. A jak
          on wybierze to jego sprawa.
          • konstancja16 Re: nieszczęsliwa mina.... 05.08.08, 10:17
            200% racji m-m-m
            dobrze, ze to napisalas bo jak ja bym sprobowala to wyrazic to by mi
            wyszlo 6 razy dluzej i z dygresjami i w ogole.

            wiec tylko sie podpisze pod Toba. Cleopa - trzymaj DYSTANS. to
            sprawa miedzy dzieciakiem i jego rodzicami. Ty - na tylach, rany
            opatrywac i odwrot zabezpieczac. a nie pchac sie na pierwsza linie
            frontu.
    • adela38 Re: nieszczęsliwa mina.... 06.08.08, 19:05
      Wiesz... on nie jest dzieckiem tylko mlodym czlowiekem...W tym wieku po raz
      pierwszy probuje sie "doroslosci", papierosow, alkoholu, seksu...a jak sie nie
      ma mozliwosci to przynajmniej o tym sie mysli...W tym wieku jest sie jeszcze
      idealista, nie ma miejsca na kompromis, wszystko jest czarno biale...On dopiero
      szuka swojej osobowosci...
      Wydaje mi sie, ze powinnas porozmawiac z nim jak z doroslym.Uswiadomic mu, ze ta
      sytuacja choc trudna ma tez swoje dobre strony.Np ma dwa domy...dwie rodziny- w
      kazdej jest kochany, choc w kazdej inaczej.Powiedz mu, ze matka go bardzo kocha,
      ale nie jest w stanie mu zapewnic tego czego by chciala i dlatego mieszka z
      wami- bo jego matka tak zdecydowala.Powiedz mu by staral sie byc sprawiedliwy w
      stosuku do ojca.By go nie ranil jesli tylko moze, bo ojciec w matke sie nie
      zmieni, ale tez ma uczucia...Powiedz mu tez, ze poniewaz zyjecie pod jednym
      dachem chcialabys byscie sie zwyczajnie przyjaznili...choc troche... ze nie
      probujesz mu zastapic matke, ale starasz sie stworzyc dom dla waszej rodziny,
      ktorej czlonkiem jest takze on... badz szczera i otwarta...jak wyczuje, ze
      jestes "prawdziwa" masz szanse do niego dotrzec...i nie zrazaj sie ..to moze
      potrwac...pociesze cie tylko, ze tego typu rozmowy zapadaja zwykle w
      pamiec...nawet jak na poczatku wyglada, ze "splynelo jak po kaczce"..
    • coccolona Re: nieszczęsliwa mina.... 06.08.08, 19:33
      Kolejny dowod na to, ze dla pasierbow absolutnie nie warto i nie nalezy nigdy
      sie poswiecac. Ani swoich uczuc, ani czasu, niczego, bo to straszni niewdziecznicy.
      • reksia Re: nieszczęsliwa mina.... 07.08.08, 10:59
        coccolona napisała:

        > Kolejny dowod na to, ze dla pasierbow absolutnie nie warto i nie
        nalezy nigdy
        > sie poswiecac. Ani swoich uczuc, ani czasu, niczego, bo to
        straszni niewdzieczn
        > icy.

        niewdzięczni w stosunku do kogo? do macochy? czy do całego świata?
        sprecyzuj proszę , chciałabym zrozumieć smile
Pełna wersja