przyjażń między nowymi a byłymi żonami??

02.10.03, 20:09
zastanawia mnie fakt czy może istnieć przyjażń pomiędzy nową żoną a ex żoną
waszego męża?
właśnie?ja mam może trochę mało naturalną sytuację. obecnie mam niespełna 18
lat. mam małego synka z facetem który jest ode mnie straszy o 25 lat.ma
oczywiście dzieci z małżeństwa są moimi rówieśnikami. wiem że mój wiek jak i
osoba mogą się wydać jako "dziecko" ale muszę powiedzieć że jestem dojrzała
jak na tyle lat wcale się nie czuję na młodą panienkęsmilemam swoje problemy
które sama załatwiam jak i sporo obowiązków w dodatku szkołę.
przyznam że nie za bardzo trawię ex żonkę, ona ma takie samo prawo. niestety
zrobiła mi wiele przykrości,w 9 miesiącu zostałam z 150 zł na miesiąc.
musiałam zrezygnować z wielu rzeczy, sprzedałam złoto bo ze łzami w oczach
wyobrażałam sobie mojego syna bez skromnej wyprawki. nie miałam ani jednego
ciuszka. przeżyłam ciężkie chwile,ojciec wyrzucił mnie z domu,ex żona złożyła
mojemu partnerowi odstąpienie od alimentów pod warunkiem zostawienia
mnie.zbyszek się nie zgodził. początkowo przychodziła do nas co mnie wkurzało
aż powiedziałam sobie że tak dalej być nie może. udało mi się przrwać
bezsensowny kontakt z p.xx, jednak kiedy zaczęło mi brakować na mleko dla
dziecka(pożyczałam pieniądze aby przeżyć) poprzysięgłam sobie że tą małpe
zniszcze choćby nie wiem co.nie zależy mi na ubranich ,kosmetykach poprostu
chciałam aby moje dziecko nie cierpiało.powiedzmy udało mi się w małym
jeszcze stopniusmiledzięki odpowiednim pozwom do sądu alimenty były już bez
komornika i zostały obniżone o 400zł. udało mi się z nią wygrać, oczywiście
na alimentach w kwocie 800zł nie zakończę całego mojego celu życiowego, mój
syn jest dla mnie tak ważny że pójdę na koniec świata a będzie wszystko po
mojej myśli.możecie sobie pomyśleć o mnie jak o najgorszej osobie ale nie
mogłam znieść tego że za alimenty ex wykłada sobie terakotę i kupuje sukienki
gdy mój syn nie ma tego co powinien mieć.nie wierzę w przyjażń pomiędzy ex a
nową żoną chyba że niektóre ex są całkiem inne niż ta z którą ja mialam do
czynienia smile)
    • jayin Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 02.10.03, 21:39
      hm? albo nie doczytałam, albo nie napisałaś... czy wasz związek jest w jakiś
      sposób sformalizowany? USC? czy konkubinat?
      bo jesli tak, to troche chyba dziwnie nieproporcjonalnie te alimenty wyliczone
      zostały przez sąd, skoro zostaje wam tak malutko na wasze dziecko...
      a jesli nie - to jedynym wyjsciem jest zlozenie pozwu o alimenty dla waszego
      dziecka od twojego partnera - wtedy sądzę, że jego dochody będą liczone nie w
      wymiarze: "podstawowe utrzymanie partnera + alimenty na 1 dziecko" -
      ale "podstawowe utrzymanie partnera+ alimenty na 2 dzieci".
      jeśli mieszkacie razem - więcej pieniązków w ten sposob zostanie u was "w
      domu". jesli nie - to i tak bedziesz miec wiecej $ na utrzymanie dziecka.
      bo wtedy wg prawa jestes chyba traktowana jak samotna mama z dzieckiem, czyli w
      kwestii dzieci - na rowni z ExZona twojego partnera.

      ale na ten temat chyba kompetentniej wypowiedzą się dziewczyny, ktore znaja sie
      lepiej na tych prawnych niuansach smile

      pozdr.

      Joanna
      • lala2002 Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 03.10.03, 10:15
        niestety nie jesteśmy jeszcze po ślubie rozwód jest w tokusmile ale zamierzamy
        oczywiście się pobrać od razu po rozwodzie. no jest nam naprawde ciężko, ja
        chodzę do szkoły jeszcze potrzebna była opiekunka dla dziecka więc coraz mniej
        kasy nam zostaje a ze szkoły nie moe zrezygnowaćsmile ex żonka pracuje sobie 4
        godzinki dziennie zarabia niewiele ale wydaje mi się że to ona powinna sobie
        zdać sprawę że za 600-700zł nie utrzyma dzieci a ja nie pozwolę aby ona
        utrzymywała się z alimentów, co do dzieci nie mam nic wolałabym żeby zbyszek
        dawał im pieniądze zamiast tamtej do ręki często przychodzą do nas bo matka nie
        daje mi kasy, sama rozplenia to na rachunki i swoje przyjemności, sprawa jest
        jeszcze na tyle wygrana ponieważ syn 19 letni nie uczy się tzn. że niebawem
        alimenty na niego przestaną istnieć. w pozwie napisała tyle bzdur że np. małe
        dziecko potrzebuje o wiele mniej niż jej dzieci albo napisała że jedno dziecko
        kosztuje ją 1000zł totalne kłamstwo!1000zł jeden dzieciak?to ci najbiedniejsi
        polacy mając np.czworo dzieci musieliby zarabiać z 6000zł nie? ja oczywiście
        odpisałam odpowiedni pozew na to pismo, staramy się o obniżenie na 600zł
        miesięcznie, mieszkamy oczywiście razem
        monika
        • mikawi Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 03.10.03, 13:03
          Jest jeszcze mozliwość, że ona jako kiepsko zarabiająca może wystąpic o
          alimenty na siebie, gdy znajdzie się w niedostatku (w przypadku rozwodu bez
          orzekania o winie) a z pensją 600 zł może to wykazać. A w sytuacji gdy rozwód
          zostanie orzeczony z winy jej męża (związek z inną kobietą czyli tobą), może
          się ubiegać o alimenty na siebie gdy jej sytuacja się w wyniku rozwodu sie
          pogorszy i nie musi to byc związane z niedostatkiem. Tak więc nie wygląda to
          różowo, bo może się okazać że oprócz alimentów na dzieci twój partner będzie
          płacił i na byłą żonę, co jest zgodne z polskim prawem rodzinnym.
          • jayin Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 03.10.03, 13:41
            mikawi - a z tymi alimentami dla ex to jak to jest?
            tak, że jesli rozwód był bez orzekania o winie, to przysługują kazdemu ze
            wspolmalzonkow "alimenty" ale jedynie przez piec lat od chwili uprawomocnienia
            rozwodu? a potem nie maja takiego prawa? a w przypadku rozwodu z orzekaniem o
            winie, "winny" moze byc zasądzony o placenie alimentow w kazdej chwili,
            jesli "niewinny" wykaze drastyczne obnizenie sie standardu zycia? ale to tez
            funkcjonuje tylko do czasu, gdy "niewinny" ponownie się ożeni/wyjdzie za mąż?

            pozdr.

            Joanna
            • mikawi Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 03.10.03, 14:24
              jeżeli nie zostanie orzeczona wina żadnego z małżonków albo zostanie orzeczona
              wina obojga - każdy z malżonków może wystąpić o alimenty na siebie od byłego
              małżonka w okresie do 5 lat po rozwodzie w sytuacji znalezienia się w
              niedostatku. W wyjatkowych przypadkach sąd może przedłużyć ten obowiązek np.
              gdy jeden z małżonków ulegnie wypadkowi który spowoduje trwałe kalectwo i
              niemożność samodzielnego utrzymania się

              jeżeli zostanie orzeczona wina jednego małzonka - małżonek niewinny może
              ubiegac się od winnego o alimenty na swoją rzecz, niekoniecznie musi się
              znajdować w niedostatku, wystarczy że jego sytuacja po rozwodzie się pogorszy.
              W tym przypadku obowiązek alimentacyjny malżonka winnego względem niewinnego
              jest bezterminowy, czyli teoretycznie moze byc dożywotni.

              W obu powyższych przypadkach osoba na którą zostały przyznane alimenty od
              bylego współmałżonka, traci do nich prawo jesli ponownie wstąpi w związek
              małżeński.
          • lala2002 Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 03.10.03, 16:00
            no ok rozumiem też to wiem rozwód będzie z jego winy,wiesz ale w końcu całej
            pensji mu nie zasunie na alimenty, komornik może zabrać 60%pensji, skoro
            wezmiemy ślub to ja też bedę mieć prawa do jego kasy prawnie smile niech sprubuje
            szczęścia wtedy my postaramy się o następne dziecko i ją udupimy,wtedy wezmie
            do rączki groszesmile w końcu nadejdzie taki moment że ja będę pracować i będzie
            dobrze, z wielka chęcią zostanę prawnikiem aby ją pogrążyć!!!gdyby któraś z was
            pracowała po 3-4 godzinki dziennie to też by zarabiała najwyżej 600-700zł
            sędzia to powinien wziąć pod uwagę, pozatym postaramy się o "obniżenie"pensyjki
            mojego partnera, jest wiele sposobów aby ta małpa nie dostała tyle ile oczekuje,
            z chęcią pogadałabym z emamami które znają się na tych sprawach
            mój adres
            agent0071@wp.pl
            • jayin Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 03.10.03, 16:08
              uuuu... ale cięta na tą kobitę jesteś.
              serio aż tak zalazła wam za skórę? czy raczej prewencyjnie wolisz ją "udupić"?
              ja myślę, że nie ma co sobie psuć nerwów i tracić czasu na negatywy w tym
              przypadku. "chęć bycia prawnikiem" z motywacji "Żeby ją udupić" jest też
              cokolwiek dziwne smile
              może nie myśl o niej w ten sposób (bo myśli to mają taką moc sprawczą, że
              hej..smile - daj luz i po prostu na spokojnie zajmij się przede wszystkim waszymi
              sprawami a nie nią. jak widać zresztą, wszystko i tak się ułoży raczej wg
              twoich myśli. więc jak przyjdzie co do czego, to dopiero wtedy unoś się takimi
              emocjami. tak wcześniej "na zaś" to nie warto raczej.
              może AŻ tak źle nie będzie, bo sąd "normalnie" przeprowadzi sprawy jakiekolwiek?
              a tak to sama nakręcasz siebie wink nic dobrego z tego nigdy nie ma.
              easy wink

              pozdrawiam

              Joanna
              • lala2002 Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 03.10.03, 16:58
                dziękuję za twoją wypowiedz,była pouczająca wyciągnę z tego odpowiednie wnioski
                powiem ci tylko tyle-jestem młoda może nie znam dobrze świata,ale dla mojego
                dziecka jestem w stanie zrobić wszystko,aby miał to co mu się należy,dlatego
                postawiłam sobie cel życiowy który żeby nie wiem co spełnię,nie zamierzam
                krzywdzić tych dwóch chłopaków bo to nie ich wina że jest taka sytuacja a nie
                inna,ale ona nie dostanie więcej niż 600zł alimentów, niech ruszy dupe i weżmie
                się do pracy, w końcu jedzie do pracy na popołudnie mogłaby pracować tak jak
                każdy, skończyła szkołę średnią, ja oczywiście mam zamiar skończyć dobrą szkołę
                i międzyczasie pracować,o studiach prawniczych od dawna myślę,bardzo mnie
                interesuje prawo rodzinne może ze względu na sytuację w jakiej się znalazłam:-0
                • jayin Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 03.10.03, 17:05
                  lala2002 napisała:

                  > dziękuję za twoją wypowiedz,była pouczająca wyciągnę z tego odpowiednie
                  wnioski

                  lala, ale ja nie mam zamiaru nikogo pouczać. naprawdę. tylko nap odstawie
                  swoich doświadczeń mogę podrzuć JEDNO z wielu rozwiązań takiej sytuacji.

                  > powiem ci tylko tyle-jestem młoda może nie znam dobrze świata,ale dla mojego
                  > dziecka jestem w stanie zrobić wszystko,aby miał to co mu się należy,dlatego
                  > postawiłam sobie cel życiowy który żeby nie wiem co spełnię,nie zamierzam
                  > krzywdzić tych dwóch chłopaków bo to nie ich wina że jest taka sytuacja a nie
                  > inna,ale ona nie dostanie więcej niż 600zł alimentów, niech ruszy dupe i
                  weżmie się do pracy, w końcu jedzie do pracy na popołudnie mogłaby pracować tak
                  jak każdy, skończyła szkołę średnią, ja oczywiście mam zamiar skończyć dobrą
                  szkołę i międzyczasie pracować,o studiach prawniczych od dawna myślę,bardzo
                  mnie interesuje prawo rodzinne może ze względu na sytuację w jakiej się
                  znalazłam:-0

                  no teraz to inaczej brzmi smile
                  bo poprzednio odniosłam trochę wrażenie, że jedynym celem jest za wszelką cenę
                  udupić Ex. masz rację - dla swojego dziecka należy zrobić wszystko co możliwe,
                  żeby nie było pokrzywdzone, nie krzywdząc innych dzieci przy okazji. fakt -
                  jeśli jej brakuje pieniędzy to może powinna zmienić pracę na inną, w większym
                  wymiarze etatu - jeśli ma taką możliwość, a nie domagać się podwyżki alimentów -
                  chociaż jej prywatne prawo domagać się nawet 3000 pln na dziecko, a sąd ma
                  prawo nie uznać takich roszczeń, jako wybitnie przesadzone w tym przypadku smile))
                  myślę, że przy takim układzie "sił" i faktów sąd zasądzi odpowiednio, biorąc
                  pod uwagę wszystkie aspekty. ale z sądami różnie bywasad dlatego piszę, że
                  owszem, dbać o swoje i dziecka interesy, ale serio, nie ma co się wściekać na
                  jakąś babę/kobietę. walcz o swoje, ona powalczy o to co jej się chce, a decyzja
                  i tak należy do sądu pewnie. dlatego wydaje mi się, że lepiej spokojnie acz
                  stanowczo iść do przodu trzeba z tymi sprawami i nie przejmować się tym co ona
                  robi. w końcu na razie ogranicza się do "straszenia" podwyzszonymi alimentami,
                  tak? a pewnie i tak te podwyzszone przy waszym statusie materialnym będą
                  jedynie pobożnymi życzeniami.
                  więc spokoju i powodzenia życze smile i w staraniach o dobre dziecinstwo dla
                  maluszka i w naucesmile

                  pozdr

                  Joanna

                  • lala2002 Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 03.10.03, 17:28
                    wiesz ona nas nie straszy że podwyższy alimenty. z tego co wiem na ostatniej
                    sprawie zazyczyla sobie 900zł ale dostala 800zł czyli o 400zl mniej niz
                    normalnie miala z poczatku. sedzina byla na nia zla pytala sie dlaczego nie
                    zmieni pracy?!itp. pytala sie tez o syna dlaczego go nie pilnowala z nauka?!
                    takze nie bylo po jej mysli,my oczywiscie zlozylismy zazalenie od wyroku,ona po
                    dostaniu tych pism napisala pozew ja oczywiscie nie odpuscilam i tez na niego
                    odpisalam do sadu poprostu biarac pod uwage pozew rozwodowy i ten ostatni
                    zlapalam ja na klamstwach dotyczacych kosztów utrzymania dzieci, byly to sumy
                    bardzo znaczace z dużą różnicą w stosunku do 2 pozwów, takze jestem ciekawa
                    decyzji sadu chce obnizenia do kwoty max.600zl,moze i sie uda. z tego co wiem
                    od mamy mojego zbyszka jego ex boi sie mniesmile tego ze bede chciala alimenty na
                    synka, a napewno wiecej mi musza przyznac jestem uczennica nie pracującasmilewiec
                    synek jest na wylacznym utrzymaniu ojca hahaha no jestem ciekawa
                    • delecta prowokacja 03.10.03, 20:40
                      Jakiejś panience koszmarnie się nudzi, stąd ten beznadziejny post.
                      W rzeczywistości NIE MA aż tak głupich osiemnastolatek.
                      • lala2002 Re: prowokacja 03.10.03, 21:35
                        witam panią delekte
                        jeśli sobie pani nie życzy czytać MOICH postów to niech pani nie czytasmile
                        mój post nie uważam za beznadziejny samo życie...
                        • tora99 Re: prowokacja 17.10.03, 23:08
                          to teraz wyobraz sobie taka sytuacje: twoj partner odchodzi do jeszcze mlodszej
                          np czternastki i jej robi kolejne dziecko... czy walczylabys wtedy w sadzie o
                          jak najwieksze alimety dla swojego? rozumiem ze mozesz czuc sie rozczarowana
                          tym co cie spotkalo, pewnie nie tak wyobrazalas sobie wasze wspolne zycie...
                          ale to chyba nie jest wina ex.. chyba wiedzialas ze twoj chlopak ma "na glowie
                          rodzine"
                          ale w wieku 18 lat pewnie nie ma sie takiego doswiadczenia i wobrazni zeby to
                          przewidziec..
                          zycze szczescia (ale nie kosztem innych dzieciakow)
                    • joola_edziecko Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 03.10.03, 22:22
                      lala2002 napisała:


                      > synka, a napewno wiecej mi musza przyznac jestem uczennica nie pracującasmile
                      wiec
                      >
                      > synek jest na wylacznym utrzymaniu ojca hahaha no jestem ciekawa


                      Sąd może nakazać płacenia alimentów na Ciebie Twoim rodzicom, skoro się uczysz
                      i nie jesteś mężatką.
            • joola_edziecko Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 03.10.03, 22:15
              lala2002 napisała:


              > szczęścia wtedy my postaramy się o następne dziecko i ją udupimy,wtedy
              wezmie
              > do rączki groszesmile w końcu nadejdzie taki moment że ja będę pracować i
              będzie

              Lala, tu to chyba przesadziłaś. Piszesz, że mimo młodego wieku jesteś dojrzałą
              osobą. Jednak to co napisałaś temu przeczy. Jak można urodzić dziecko komuś na
              złość?! Skrzywdziłabyś tylko to niewinne dziecko. Zastanów się co piszesz.
              Zastanów się co robisz.
              Każda z nas na tym forum ma mniejsze lub większe zatargi z ex. Jedne z nas
              mają już dzieci ze swoim partnerem , inne o tym myślą. Dziecko to dopełnienie
              miłości, a nie narzędzie zemsty!
              Jeśli chodzi natomiast o zabezpieczenie pieniędzy na utrzymanie Twojego
              dziecka. Powinnaś wystąpić o alimenty.
              Myślę także, że powinnaś przemyśleć sobie wiele spraw. Tyle negatywnych
              emocji, tyle nienawiści może zatruć Twój związek. Nie piszesz, jakie jest
              stanowisko Twojego partnera wobec jego dzieci. Jeśli je kocha, Twoja do nich
              nienawiść może zniszczyć Wasz związek.
              Życzę Ci wszystkiego najlepszego.
              Jola także konkubina smile
              • lala2002 Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 03.10.03, 22:44
                oczywiście że nie urodze dziecka tylko po złości to by było głupie i mało
                normalnesmilemasz racje joola, ja nie nienawidzę dzieci mojego partnera ja
                niecierpię tylko jego żonki, obydwoje co do jego dzieci jesteśmy zgodnismile
                • chalsia Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 04.10.03, 00:48
                  Wiesz, przydalo by Ci się trochę ruchu, by spuścic z siebie ten nadmiar
                  adrenaliny, która MOŻE SZKODZIĆ BARDZO TWOJEJ DZIDZI. Chcesz mieć nerwowe i
                  zestresowane dziecko? Chyba nie. No to wyluzuj. Goosfraba.
                  Nie najlepsze świadectwo wystawiasz sobie sama pisząc o tamtej kobiecie "małpa"
                  (bo MYŚLEĆ o niej możesz co i jak chcesz) i za cel stawiając sobie udupienie
                  kogoś. Jakoś w Twoich postach dobro Twojego dziecka nie wybija się na pierwszy
                  plan, zamiast tego - kasa.
                  Może tak nie jest, ale w takim razie zastanów się nad tym co piszesz.

                  Pozdrawiam,
                  Chalsia
    • kasjusz3 Nim ją "pogrążysz", pomyśl, jak pogrążasz siebie 04.10.03, 06:27
      Lalo lub Moniko:

      Strasznie dużo w Tobie goryczy i jadu, a z tym z pewnością daleko nie
      zajdziesz. Jak zauwazyła jedna z uczestniczek tej dyskusji, wiele z obecnych
      tu osób ma różnorakie doświadczenia z byłymi partnerkami swoich obecnych
      partnerów i po to jest forum, żeby się tymi doświadczeniami dzielić, ale ja
      mam wrażenie, że Tobie zależy głównie na zdobyciu poparcia w tym, co według
      Ciebie jedyne i słuszne, czyli, jak sama napisałaś, "udupieniu byłej żony".
      Wydaje mi się,że powinnaś przemysleć sobie parę rzeczy, zanim kategorycznie
      stwierdzisz, że chcesz kogoś pogrążyć, zniszczyć, udupić czy co tam jeszcze
      sobie wymyślisz.

      Będę trochę zjadliwa, musisz mi to wybaczyć.
      Piszesz o sobie, że jestes dojrzała, bo masz swoje problemy.
      Cóż...oznaką dojrzałości nie jest posiadanie problemów, lecz umiejetność
      radzenia sobie z nimi, to po pierwsze. Po drugie - każdy z nas ma jakieś tam
      obowiązki (szkołę, pracę, dzieci nierzadko wszystko na raz), więc fakt
      posiadania owych nie czyni Cię w żaden sposób wyjatkową. Po trzecie - nie
      oczekuj od świata, że da Ci taryfę ulgową, bo: a) masz dziecko, b) jesteś
      bardzo młoda, c)Twój mężczyzna ma nieposprzątana przeszłość itd., ponieważ,
      mówiąc brutalnie, wspomniany wyżej świat ma to głęboko gdzieś. Dzieci nie
      robią się same, szkoły same się nie kończą, pieniadze same nie pukają do
      drzwi, mówiąc: "Może potrzebujesz?".

      Znalazłaś się owszem, w dość ciężkiej sytuacji, ale zdaj sobie sprawę, że
      klucz do jej rozwiązania nie leży w osobie byłej żony, adwokata czy sędziego,
      tylko w Tobie. I naprawdę nie jest nim zemsta. Bez sensu jest to, co piszesz,
      uwierz mi. Gromadząc w sobie tak straszliwą ilośc negatywnych emocji, szkodzisz
      sobie i najblizszemu otoczeniu. Troszczysz się o dziecko - swietnie, ale
      wydaje mi się, ze troska ta powinna przejawiać się również innymi aspektami
      oprócz tych materialnych. Skoro definiujesz siebie jako osobę dojrzałą, to
      powinnaś zdawać sobie sprawę, że dokonując takich, a nie innych wyborów,
      płacisz pewną cenę. I płaci ja równiez Twój syn. Jego, jak mniemam, nie
      pytałaś o zdanie... Cenne jest to, że chcesz się nadal uczyć, inwestować w
      siebie itd., choć chęć spełnienia się jako prawnik, po to, by komuś dopiec
      wydaje mi się conajmniej niepoważna, nie mówiąc juz o tym, że z dojrzałością
      niewiele ma wspólnego.

      To, że byla żona "rozplenia" pieniądze na ubrania, jak piszesz, jest chyba jej
      sprawą, bo to jej pieniądze. Jeżeli faktycznie suma alimentów, jakie dostaje
      jest niedorzeczna, walcz, jak najbardziej. Twoje nastawienie w tym przypadku
      przypomina mi jednak filozofię, jaką posługują się przekupki na jarmarku, czyli
      "Niech bogaty odda biednym, bo im się należy." Nie wiem, jak wyglada ta
      relacja ze strony byłej żony, ale wiedz, że (i tu wybacz moja bezposredniość)
      dla kogos stojącego z boku, racje jej i Twoje wydaja sie równoważyć. Ona tez
      walczy o swoje, tak jak Ty, nieprawdaż? Skoro nie darzysz jej szacunkiem, to
      przynajmniej zacznij darzyc nim siebie. Zastanów się, gdzie jest w tym
      wszystkim Twoje miejsce i jak Ty możesz pomóc sobie i swojemu dziecku.
      Spróbuj postawić na siebie.
      To chyba też jedna z cech częstokrotnie przez Ciebie podkreslanej dojrzałości.

      Wierzę,że Ci się uda.
      Powodzenia!

      Kasjusz


      • lala2002 Re: Nim ją "pogrążysz", pomyśl, jak pogrążasz sie 04.10.03, 11:00
        witam was
        dzięki za wszystkie posty,oczywiście macie prawo myśleć o mnie jak sobie
        chcecie nie mam nic do tego,ja się tym wszystkim nie pogrążam wręcz przeciwnie
        spełniam się jako matka ponieważ walczę o kase dla synka i to jest dla mnie
        najważniejsze,nie pozwolę aby "kochana"ex zabierała mojemu dziecku kase, no
        niestety dostanie jej się za to co mi zrobiła,zostałam bez niczego w ostatnim
        miesiącu ciąży, ponieważ muj kochany dostał tylko 150zł pensji, wyobrażacie
        sobie coś takiego? raczej nie, wiele przeszłam,płakałam, kochana żoneczka
        postawiła ultimatum-jeśli mnie zostawi odejdzie od alimentów więc za to z miłą
        chęcią przyłoże swoją rękę aby ona nie dostała więcej niż 600zł a w niedługim
        okresie zamierzam wykluczyć jednego synka z alimentów,wiem że mi się to uda bo
        gadałam z prawnikami, żebym nawet musiała pożyczyć na prawnika to to
        zrobię,kocham moje dziecko, mam szacunek do siebie i do mojego partnera który
        haruje za darmo, także napewno obniżę alimenty,jeśli nie w taki sposób co
        napisałam powyżej to w inny zawsze mam plan zapasowysmile
        dziękuję za wszystkie posty
        monika
        • adasari Re: Nim ją "pogrążysz", pomyśl, jak pogrążasz sie 04.10.03, 11:28
          Żałosna jesteś.
          Współczuję tej kobiecie,że musi się z kimś takim użerać.
        • chalsia Re: Nim ją "pogrążysz", pomyśl, jak pogrążasz sie 04.10.03, 15:00
          Wiesz, na tym forum sa i takie "drugie", które w sytuacji gdy ich partner nie
          zarabiał, to własciwie same płaciły alimenty na dzieci partnera. A Twojemu
          jeszcze do tego brakuje (no bo dostał 150 zł).
          A zgodnie z prawem na Twoje dziecko, skoro jesteś uczennicą, alimentować
          powinien i Twój facet ALE i Twoi rodzice, jeśli jego nie stać. Tak w ogóle,
          skoro sie uczysz i masz 18 lat i jesteś panną w ciąży, to Twoje całe utrzymanie
          spoczywa na Twoich rodzicach, a om mniej więcej w 50% powinien ponosić koszty
          Twojego dziecka. I TYLE.
          Wszystkie Twoje wypowiedzi świadczą, ze do dojrzałości jest Ci BAARDZO
          daleko,to jak i co piszesz, o swoim podejściu i planach, sprawia
          wrażenie "namawianek" psiapsiółek, które chcą się zemscić na koleżance z klasy
          za to, że .... No właśnie za co? Za to, że się lepiej uczy?
          Za to, że tamta kobieta ma takie samo prawo jak TY do pieniędzy Twojego faceta
          na swoje dzieci.
          Owszem, jeśli jedno z ich dzieci nie spełnia warunków alimentacyjnych, to z tym
          można coś zrobić.
          A po za tym pewne sprawy są sprawami między Twoim facetem a jego ex. Masz prawo
          mieć swoje zdanie, pomagać mu, nakłaniać do czegoś, ale jak widzę z Twoich
          postow, facet stoi z boku, a Ty jak gladiator pchasz się na arenę.
          Dużo tu już otrzymałaś rad co można zrobić, sama masz juz też w tych sprawach
          jakieś doświadzczenie, ale KAŻDE Twój post ma jeden wydzwięk - po swoim trupie
          (i poświęcając dobro swojego dziecka, bo kasa dla dziecka NIE JEST z dziecka
          punktu widzenia najwazniejsza) zarżnę tę harpię.
          Obyś przypadkiem nie trafiła na równie zażartą przeciwniczkę, bo wtedy ona
          Ciebie zarżnie (bo ma większe doświadczenie życiowe, zdecydowanie lepiej zna
          Twojego faceta, no i ma więcej kasy).

          Pozdrawiam,
          Chalsia
          • lala2002 Re: Nim ją "pogrążysz", pomyśl, jak pogrążasz sie 04.10.03, 15:54
            no ja napewno nie będe dokładać się do alimentów na nie swoje dzieci, ja ich
            nie zrobiłam więc nie ma mowy żebym ja płaciła,nie boję się ex żonki nic mi nie
            zrobi żeby nawet stanęła na rzęsach to alimentów tyle ile sobie życzy nie
            dostanie,nie zgadzam się z tym iż moi rodzice maja prawo utrzymywać moje
            dziecko. totalna bzdura!oczywiście mnie tak ale nie mojego synka,ale niedługo
            ten obowiązek prawie będzie z nich zdjęty ponieważ po ślubie to mój mąż będzie
            miał obowiązek mnie utrzymywać więc alimenty znów w dół!winkbo dojdzie mu
            kolejna osoba na utrzymanie w dodatku niepracującasmilemój facecik jest zbyt
            zajęty aby zajmować się sprawami sądowymi ja go wyręczam ale i tak jest po
            mojej stroniesmile

            "ludzie nie powinni oceniać tych których nie znają i nie znajdują się w takiej
            sytucji jak dana osoba"

            ja was nie grupuję do gorszych bądz lepszych, nie jestem mściwa jedynym moim
            celem jest obniżenie alimentów

            waszym zdaniem ja nie mam prawa jej "niszczyć" ale ona mogła?

            dziękuję za posty
            lala
            • chalsia Re: Nim ją "pogrążysz", pomyśl, jak pogrążasz sie 04.10.03, 19:14
              A w jaki to sposób ona CIEBIE niszczyła ?????????????????
              BArdzo to śmieszne - Twój facecik jest po Twojej stronie w Twojej walce o
              alimenty z jego pieniędzy na jego dzieci z jego ex. Ha, ha, ha.

              Pozdrawiam,
              Chalsia
            • chalsia Re: Nim ją "pogrążysz", pomyśl, jak pogrążasz sie 04.10.03, 19:17
              I akurat jesteś mściwa, tylko nie bardzo sie chcesz do tego sama przed soba
              przyznać (bo to przecież nie ładnie). Oto cytat z Twojego postu:

              "nie jestem mściwa jedynym moim celem jest obniżenie alimentów. waszym zdaniem
              ja nie mam prawa jej "niszczyć" ale ona mogła?"

              Pozdrawiam,
              Chalsia
              • jayin Re: Nim ją 'pogrążysz', pomyśl, jak pogrążasz sie 04.10.03, 20:45
                kurcze.. walka walką... też bym pewnie walczyła o jak najwięcej dla swojego
                dziecka. ale nie z Ex tylko z Osobistym smile a jesli twoj mezczyzna nie ma czasu
                na te "sprawy" to chyba niewiele go obchodza?... zreszta - tak czy siak, to w
                razie sprawy to On musi sie stawic w sądzie, a nie ty w jego zastępstwie. może
                sprobuj najpierw powalczyc ze swoim mezczyzna o jego zainteresowanie dla calej
                sprawy, a nie tracic energie na bezkonstruktywne planowanie "udupiania".
                i tak jak pisałam wcześniej - można powalczyć, czemu nie.. ale mądrze.
                rozsądnie przynajmniej. nie z taką zaciętością i nadrzędnym celem "udupienia"
                Ex. można na poważnie, twardo, konsekwentnie. ale nie MŚCIWIE i nie za wszelką
                cenę, żeby tylko tej drugiej "dokopać"wink bo tak jak pisze Chalsia - to zwykła
                mściwośc. i zaczyna chodzic nie o dobro dziecka twojego, tylko o twoje dobre
                samopoczucie smile i takmozna na slepo brnąć w to.
                mściwośc to mało pochlebne odczucie smile))) wiem. ale chyba tak to trzeba
                nazwać.
                nie lepiej powiedziec sobie: "nie obchodzi mnie ta kobita, ja mam do
                zalatwienia tylko $ na moje dziecko" i przestac o niej myslec jako o głownym
                celu ataku wojsk sprzymierzonych, tylko jak o jednej ze stron sytuacji - gdzie
                kazda strona uwaza ze ma prawo do swoich ządan i postawy.

                ja zycze wiecej spokojności i zimnego spojrzenia na sprawę. warto się o to
                postarać, bo dzięki temu unikniesz wielu niemiłych chwil i nerwówki. a i
                serducho zdrowsze będzie w przyszłości smile
                (mówię poważnie, nie ironicznie. stres i wieczne "zapieczenie się" w nienawisci
                prowadza do choroby. autentyk...)
                i jesli Ex jest taka niemila i wredna jak piszesz, to przynajmniej nie zniżaj
                się do jej poziomu..wink jesli uwazasz siebie za osóbkę dojrzałą, to pokaż się
                przy ex jako babka z klasą, a nie kolejna "mściwa".


                pozdr.

                Joanna
        • ann_mart Re: Nim ją 'pogrążysz', pomyśl, jak pogrążasz sie 08.10.03, 12:09
          lala2002 napisała:

          > spełniam się jako matka ponieważ walczę o kase dla synka i to jest dla mnie
          > najważniejsze,nie pozwolę aby "kochana"ex zabierała mojemu dziecku kase, no
          > niestety dostanie jej się za to co mi zrobiła

          No wiesz, czy naprawdę "spełnianie się jako matka" polega na walce o kasę? To
          zdanie świadczy o Twojej dojrzałości? Co ona Ci zrobiła?
          Piszesz, że zostałaś bez pieniędzy w oststnim miesiącu, ale przecież nie eks je
          zabrała, zasądził sąd na utrzymanie dzieci Twojego faceta. JEGO dzieci - jego
          odpowiedzialność. Rolą ex jest domagać się by uczestniczył w ich utrzymaniu
          laub nawet je utrzymywał jeżeli ona rzeczywiście nie jest w stanie, bo dba o
          ich interesy. Twoją rolą jest dbanie o interesy Twojego dziecka. Rolą Twojego
          faceta - dbanie o interesy wszystkich dzieci.
          Ja miałabym tu raczej pretensje do Niego - że nie zadbał o Ciebie i Twoje a
          zarazem swoje dziecko. Że nie działa w tym kierunku - piszesz - zrobiłam,
          napisałąm - a co on na to?
    • kaja04 Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 04.10.03, 22:31
      Lala!

      Pomysl sobie co czula tamta kobieta jak maz ja zdradzil z malolata, zostawil ja
      i zniszczyl ich zycie ktore budowali przez wiele lat. Ona walczy o swoje prawa
      i dlaczego ja za to nienawidzisz? Ona stracila wiecej niz ty, ona stracila meza
      i zostala bardzo zraniona. Mysle ze naleza jej sie alimenty. Dlaczego tak
      walczysz? Troche nie podoba mi sie ze to ty walczysz a nie twoj
      facet....piszesz ze jest po twojej stronie?????
      Ty jestes mloda, ulozysz sobie zycie, jeszcze bedzesz pracowala, zarabiala,
      tyle jeszcze przed toba, a tamta kobieta? Zostala ograbiona ze swojego zycia i
      ze swojego faceta, ma prawo walczyc o swoje. Sprawa rozwodowa w toku? - to
      jeszcze jest jego zona a ty nie wiadomo czy nia w ogole bedziesz...
      Wczuj sie troche w jej sytuacje a zobaczysz ze masz troche lepsze szanse na
      szczescie ale sama mozesz sobie to zepsuc swoja checia zemsty (za co?)
      W zyciu nie sama kasa sie liczy, masz dziecko, faceta, docen to co masz. Cos
      nie wierze ze zona zabiera wszystko.
      Zycze powodzenia i lagodniejszego nastawienia do sprawy.
      • adasari Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 04.10.03, 23:01
        I nie bądź taka pewna siebie.Teraz jesteś lalą-każda była w tym wieku,hehehe.
        A jak widzisz,Twój partner,jak go ślicznie nazywasz, a mąż innej pani,lubi
        młode.smile)Myślisz,że tak nagle przestanie?A może nie?Skąd wiesz?
        Wlazłasz komuś do małżeństwa i jeszcze śmiesz mówić w ten sposób o
        kobiecie,której zabrałaś męża.
        Kto Cię wychowywał?
        Wysłali cię w świat bez odrobiny przyzwoitości.
        • kasjusz3 Nie rozumiem stwierdzenia "zabrać komuś męża" 05.10.03, 00:47
          Post ten kieruję głównie do Adasari, która posłużyla się wspomnianym w tytule
          sformułowaniem. Niemniej jednak, od dłuzszego już czasu zbieram się do jego
          napisania, więc może teraz nadeszła odpowiednia ku temu chwila.

          Lala, owszem, przesadziła sporo i zgadzam się z opinaimi większości
          respondentek, że do dojrzałości, o której tak rozlegle wspomina jej daleko,
          ale to jedna sprawa. Druga natomiast nalezy do zupełnie innej materii.
          Cóż to znaczy "zabrać komuś męża" lub "wleźć komuś do małżeństwa", bo nie do
          końca jest to dla mnie zrozumiałe i, przyznam szczerze, nigdy nie było?

          Mniemam, że, zgodnie z zazwyczaj nieomylnym głosem ludu, zabranie komuś męża
          polega na pojawieniu się znienacka w życiu szczęśliwie zakochanego mężczyzny,z
          dorobkiem pod tytułem:lśniąca obrączka na palcu, cudowna i wyrozumiała żona
          plus jeszcze zaczniejszy bobas, omamienie go swoimi nieprzyzwoitymi wdziękami,
          po czym wydarcie siłą (przy wtórze głośnych protestów wyżej wspomnianego
          oczywiście) z domowego ogniska i zmuszenie do wspólnego życia.
          Chyba tak, skoro zawsze winna jest ta, która zabiera, a nie zabierany, czy tym
          bardziej ta, od której się zabiera...

          Przepraszam za sformułowanie, ale rzygac mi się chce tą tak zwaną opinią
          publiczną, wypasioną historyjkami z życia małomiasteczkowych pań, wizytą
          księdza po kolędzie i lekturą Danielle Steel.
          Wydawało mi się zazwyczaj, że decyzja o byciu lub nie w związku zalezy od
          dwojga ludzi, więc, skąd ta pewność, ze się kogoś zabiera? Mnie osobiście,
          stwierdzenie "zabierać" kojarzy się z robieniem tego wbrew czyjejś woli, a
          skoro facet sam decyduje się na rozpoczęcie nowego związku, to chyba mało ma
          to z "zabieraniem" wspólnego.
          Ponadto, różne są przyczyny rozpadów starych i poczatków nowych związków.
          Zdarzaja się owszem, panowie typu Don Juan, dla których zycie to wieczne
          polowanie na model młodszy i ulepszony, ale są też i tacy, którzy decydują się
          na nowy związek, bo stary był lub jest zły. Podobnie jak kobiety, które
          opuszczają mężów alkoholików, tyranów i głupców, są też mężczyźni, którzy mają
          dość gnuśnych kobiet, z którymi życie nie przedstawia już dla nich żadnego
          sensu. Jedni i drudzy układają sobie to zycie na nowo, nierzadko formalnie
          tkwiąc jeszcze w starych związkach. I cóż w tym złego?
          Każdy związek ma swoja historię stworzoną przez dwoje ludzi, którzy go
          wspólnie budują i nierzadko wspólnie niszczą, więc skąd to przekonanie o
          anielskości byłej, a wredocie obecnej partnerki. Zazwyczaj ludzie, którzy
          odchodzą mają ku temu swoje powody i bynajmniej nie leżą one tylko w fakcie
          pojawienia się w ich zyciu kogoś nowego. Nie wyobrażam sobie, ze zostawiam
          swojego faceta, w momencie, kiedy wszystko między nami układa się świetnie
          tylko dlatego, że w pracy czy na ulicy poznaję przystojnego uroczego
          młodzieńca o błękitnookim spojrzeniu.

          Co innego, gdy nasz związek sypie się w pył, a żadne z nas nie ma odwagi
          ruszyć się w swoim kierunku. Jezeli błękitnooki młodzieniec pojawi sie wtedy,
          to owszem, pomoże w podjęciu decyzji, ale czy jego winą będzie to, że ani ja,
          ani mój partner nie umieliśmy zbudować szczęśliwego związku?

          Polskie sądownictwo opiera się na przestarzałych normach, kształtowanych przez
          lata chorego systemu i chorej mentalności. Stąd trwające w nieskończoność
          procesy. Wydaje mi się więc, że fakt, że ktos tam nie ma jeszcze rozwodu, a
          jest już w innym związku nie powinien szczególnie nikogo dziwić. A jeśli juz
          nawet, to niech sobie zostawi swoje przemyślenia dla siebie. Każdy ma swoją
          historię i każdy niech rozlicza się ze swoim kodeksem moralnym.
          Przyzwoitość zywcem wyniesiona z modelu epoki edwardiańskiej tez nie do końca
          do mnie przemawia.
          Rozumiem, że kazdy, przepraszam za sformułowanie, burdel, ktory dzieje się pod
          dachem małżeńskim jest przyzwoity, ale jeśli wyjdzie poza ramy klatki
          schodowej, bo Pan X zdecydował się opuścić Panią Y i spotyka się teraz z
          małolatą, to jest już bardzo nieprzyzwoicie.

          Nie bronię Lali, bo nie znam sytuacji, ale uważam, że błędem jest zakładanie z
          góry, że wina w rozpadzie czyjegoś związku lezy w fakcie pojawienia się tej
          trzeciej czy trzeciego. Może jej facet to bubek, który zadawala się wymianą
          starszej na młodszą, może jego była żona to wspaniała osoba, która związała
          się z nieodpowiednim mężczyzną, a może nie...?
          Skąd wiadomo, że tamten związek to nie pomyłka a ten strzał w dziesiątkę?
          Tylko stąd, że społeczeństwo przypięło im etykietki "męża" i "żony", bo lubi
          je sobie przypinać? Ludzie uwielbiają szufladkować wszystko i wszystkich, bo
          czują się wtedy bezpieczniej. Każda inność łamie ramy tego bezpieczeństwa,
          przez co staje się zagrożeniem.
          Wystrzegajmy się pochopnych sądów.

          Pozdrawiam
          kasjusz
          • mamaadama4 Re: Nie rozumiem stwierdzenia "zabrać komuś męża" 05.10.03, 01:35
            Po poście kasjusza koge tylko napisać - wydrukować, oprawić w ramki, powieścic
            w widocznym miejscu i czytać sobie przynajmniej raz dziennie.
            A co poniektóre "święte", skrzywdzone, nawiedzone, moralne, niekazitelne itp.
            osoby o jedynie słusznych poglądach winny całego tekstu nauczyć się na pmięc
            coby obudzone w nocy na wyrywki mogły go cytować.
            Marzenie ściętej głowy - żeby pod strzechy to trafiło.
            danka
            • lala2002 Re: Nie rozumiem stwierdzenia "zabrać komuś męża" 05.10.03, 07:49
              niektóre wasze posty nie są zbyt ciekawe..
              ja wlazłam do małżeństwa? o napewno nie napewno nie miałam zamiaru spotykać się
              z żonatym facetem.. a to nie moja wina że dowiedziałam się o tym że jest żonaty
              dopiero wtedy kiedy okazało się że jestem w ciąży, mój kochany mówił cały czas
              że jest już dawno po rozwodzie, wybaczyłam mu kłamstewko ponieważ zrobił to w
              dobrej wierze dla nas..wiedział że nie uznaje żonatych facetówsmile
              • lala2002 Re: Nie rozumiem stwierdzenia "zabrać komuś męża" 05.10.03, 08:01
                niektóra z emam napisała racje, jasne że ich związek nie był idealny, żona
                wracająca pijana z imprezy przeprowadzona przez dzieci, żonka tłucząca
                talerze,żonka która daje dupki tylko za pieniądze męża, żonka która nie gotuje
                obiadów dla męża, żonka której nigdy nie było od piątku do niedzieli ponieważ
                wolała jechać do mamusi zawsze wyjeżdżała, żonka która swojego męża zostawia z
                gorączką w sylwestra, żonka która rozplenia kase a póżniej mąż nie ma za co
                pojechać do pracy czyżby był to ideał żony drogie panie?
                krótko przedstawiłam tą "anielską" panią
                ja różnie się od niej tym że te rzeczy mnie nie dotyczą, dlatego może dlatego
                mój MALUTKI zostawił ją i chciał być ze mną..przecież ja go nie zmuszałam
                ...smile smile
          • jayin Re: Nie rozumiem stwierdzenia 'zabrać komuś męża' 05.10.03, 11:25
            zgadzam się ze wszystkim co powyżej pisze kasjusz.

            "zabranie męża" nie jest adekwatne do żadnej z sytuacji. fakt - "popularne
            stwierdzenie" i nie dosłowne - ale działa na mnie i nie tylko chyba
            trochę "jeżąco"wink no chyba, że ta druga (trzecia, czwarta..wink - weszła do
            pieczary domowej z maczugą i wywlokła za włosy opierającego się i
            protestującego męża innej żony..wink albo weszła, wzięła pod pazuchę i wyszła.

            i tez uważam, że pojawienie się "trzeciej" osoby w układzie małżeńskim (i nie
            tylko) jest katalizatorem do podjęcia decyzji jakiejś, a nie powodem rozpadu
            małżeństwa. żaden facet i żadna kobieta nie zdecyduje się chyba, żeby zostawić
            dom, kiedy się kocha męża/żonę i polecieć za inną kobitą lub innym facetem
            tylko dlatego, że on sie pojawil, jest przystojny, fajny i wogole och ach..wink)
            wtedy owszem zdarza sie - ze mniej odporne na uroki plci przeciwnej jednostki
            dostaja kociego rozumu i przespia sie z takim osobnikiem/osobniczką - ale
            jednorazowo - a potem wracają do domu, bo tam im wygodnie i miło, a
            małżonkę/małzonka swego kochają i nie maja ochoty zostawiac. taki "jednorazowy"
            wyskok wtedy owszem, moze sie zdarzyc. człowiek jest tylko człowiekiem.
            ale jesli wmalzenstwie nie uklada sie dobrze, albo wręcz zle - to wtedy jedno
            albo drugie najczęściej szuka - swiadomie lub nieswiadomie - poza malzenstwem
            czegos INNEGO, co da mu zadowolenie,milsza atmosfere lub nawet szczescie.
            i wtedy jak pojawi sieadekwatna do jego potrzeb osoba - to latwo popasc w
            zauroczenie, zakochac sie i znalezc chęć na to, by zmienic zycie, zostawic
            męża/żonę i zacząć zycie z tym kims "adekwatniejszym".

            wiec - nie zabranie - a skatalizowanie - jesli juz wink

            pozdr.

            Joanna
            • adasari Re: Nie rozumiem stwierdzenia 'zabrać komuś męża' 05.10.03, 13:35
              Trudno wymagać,żeby na forum macoch,pojęcie to było zrozumiałe i
              zaakceptowane.Należy to skomplikować do granic absurdu,wykazać ciemnotę (wobec
              własnej światłości i nowoczesności),wyśmiać i ...poczuć się pewniej.
              Chyba jest takie powiedzenie:"Tylko winni się tłumaczą".
              smile)

              A Ty lalu nie podsumowuj swojego życia zbyt wcześnie.Jesteś na jego progu.
              Tylko głupi nie ma wątpliwości.
              • chalsia Re: Nie rozumiem stwierdzenia 'zabrać komuś męża' 05.10.03, 13:46
                Wiesz Adasari, ja akurat jestem tą "pierwszą" wymienioną na "młodszy model" i
                jednak zgadzam sie z tym co napisała Kasjusz, A ZWŁASZCZA Jayin.
                Kiedyś napisałam w jednym z tutejszych watków post, który "wcięło" i dokładnie
                taką "drugą co to się wcina w związek" określiłam mianem katalizatora.

                I nie bardzo rozumiem ten Twój post.

                Pozdrawiam,
                Chalsia
              • jayin Re: Nie rozumiem stwierdzenia 'zabrać komuś męża' 05.10.03, 14:30
                adasari napisała:

                > Trudno wymagać,żeby na forum macoch,pojęcie to było zrozumiałe i
                > zaakceptowane.

                ale dlaczego?smile ja myślę, że każdy człowiek jak weźmie na logikę to wyrażenie,
                to uzna, że jest przesadzone smile w treści. nawet jeśli jest popularnie używane.
                i ok. podobnie jak wiele różnych wyrażeń, nie mających nic wspólnego z treścią
                jaką niosą. np. "kij mu w oko"smile
                tutaj się tylko hm.. "czepiamy" nastroju emocjonalnego zawartego w tych
                słowach, ze strony NIEKTÓRYCH byłych żon, kobiet (nobo też się mówi: "zabrała
                mi faceta", nie tylko "męża") - czyli mówienia tego w całkowitym
                przeświadczeniu, że wyrażenie = treść. czyli ta "druga" jest winna, a facet
                wychodzi wtedy, że był potulny, omotany, zauroczony, nieswiadom tego co czyni i
                dal sie zwieść podstępnej "drugiej" wbrew swojej woli i chęciom, bo inaczej
                jakby jej nie było to by został z kobietą/żoną...wink no oczywiście. bonie
                miałby "katalizatora" do swojej decyzji. a nie dlatego, że ta druga go zmusiła
                siłą, groźbą czy czymś do odejścia od kochanej żony.
                nie uogólniam, bo są te ex-kobiety/ex-żony, ktore używają tego wyrażenia
                świadome sytuacji, w której to na facecie spoczywa (albo na nich obojgu)
                odpowiedzialność za rozstanie przede wszystkim. a dopiero w drugiej kolejnosci
                na kims "drugim".

                > Należy to skomplikować do granic absurdu,wykazać ciemnotę (wobec
                > własnej światłości i nowoczesności),wyśmiać i ...poczuć się pewniej.

                To nie jest chyba skomplikowane? Ani tym bardziej absurdalne?...
                i jaką ciemnotę? TYLKO odmienne zdanie i rozumienie tego wyrażenia...smile
                wyśmiać?? no chyba przesadzasz..sad to raczej ja się czuję teraz wyśmiewana
                niemal za ŚMIAŁOŚC do posiadania odmiennego zdania i tłumaczenia go smile

                jeśli takie podejście do tego tematu sprawia, że czujesz się pewniej i
                bezpieczniej, zatrzymując swoje zdanie na t. "zabierania męża" - no to
                gratuluje.
                mi do poczucia się pewnie nie potrzeba "wykazywania czyjejś ciemnoty" i
                wyśmiewania się z róznicy zdań. bez tego też mi "pewnie"...smile


                > Chyba jest takie powiedzenie:"Tylko winni się tłumaczą".
                > smile)

                ? z czego?


                > A Ty lalu nie podsumowuj swojego życia zbyt wcześnie.Jesteś na jego progu.

                i dlatego przyda jej się przemyślenie, wyluzowanie i spokojne podejście do
                pewnych spraw.

                > Tylko głupi nie ma wątpliwości.

                a tu się zgodzę.

                Joanna
            • chalsia Re: Nie rozumiem stwierdzenia 'zabrać komuś męża' 05.10.03, 13:50
              Do Kasjusz i Jayin,

              tylko nie wiem jak do tego pasują takie sytuacje jak np. w wątku "zdradzona i
              ograbiona" na samodzielnej, gdzie facet przez 5 ostatnich lat nastoletniego
              związku miał długi romans na boku, w tym czasie z żona dorobił sie drugiego
              dziecka i generalnie przez większość tych 5 lat wszystko wyglądało "miodzio".
              Warto przeczytać.

              Pozdrawiam,
              Chalsia
              • jayin Re: Nie rozumiem stwierdzenia 'zabrać komuś męża' 05.10.03, 14:20
                chalsia napisała:

                > Do Kasjusz i Jayin,
                >
                > tylko nie wiem jak do tego pasują takie sytuacje jak np. w wątku "zdradzona i
                > ograbiona" na samodzielnej, gdzie facet przez 5 ostatnich lat nastoletniego
                > związku miał długi romans na boku, w tym czasie z żona dorobił sie drugiego
                > dziecka i generalnie przez większość tych 5 lat wszystko wyglądało "miodzio".
                > Warto przeczytać.
                >
                > Pozdrawiam,
                > Chalsia

                Chalsia - jak z każdą "teorią" - są wyjątki. A taki układ: maż-żona-kochanka od
                5 lat - też raczej wskazuje, że facetowi nie wystarczała jedna kobieta, czyli
                małżeństwo nie dawało mu tego, czego mu potrzeba albo czego mu się chciało -
                zresztą, jakby zacząc wnikać w motywy postępowań niektórych facetów (lub
                kobietsmile to trzeba by było to forum zamienić na "Z archiwum X" smile
                w tym przypadku "głównym" felerem tego gościa i w ogóle układu - było
                oszukiwanie drugiej osoby. podejrzewam, że pasował temu facetowi taki układ "z
                wygody". albo niezdecydowania. zamiast podjąć decyzję z którą z tych kobiet
                zostać - po męsku, to się asekurował głupio możliwością korzystani z małzenstwa
                i urokow drugiej kobity. ja pisałam tylko o przypadkach gdzie jakas
                fundamentalna szczerosc jest w zwiazku. i chyba odwaga cywilna smile i jak jest
                zle, cos nie pasuje, chce sie czegos innego niz dotychczas - to sie mowi w
                koncu: "niewygodnie mi tutaj juz. znikam. sprobuje szczescia z kims innym".
                powiedzenie sobie: jest ktos, kto spelnia moje oczekiwania/potrzebylepiej niz
                ty. przykro tego sluchac, boli, ogluszyc czlowieka moze - ale tak chyba jest
                bardziej fair, wiedziec o co chodzi, na czym sie stoi, niz zyc z kims niby OK,a
                potem sie dowiedziec,ze i tak ten ktos "zył na boku" i oszukiwał.

                tacy faceci, jak w tamtym wątku, to za przeproszeniem d.. nie faceci. nie mam
                krzty szacunku dla kogokolwiek, kto dla wlasnej wygody oszukuje i prowadzi
                podwojne zycie o ktorym nie ma pojecia zona/mąż - bo chyba nic innego nie
                motywowalo tego faceta.

                pozdr.

                Joanna
          • stepmum Re: Nie rozumiem stwierdzenia 'zabrać komuś męża' 05.10.03, 14:05
            Podpisuje sie wszystkimi lapkami smile
            A takiego meza co daje sie 'zabrac' to ja bym nie chciala smile
            • jayin Re: Nie rozumiem stwierdzenia 'zabrać komuś męża' 05.10.03, 14:32
              smile)
              no własnie...
              wychodzi kobieta do sklepu po chleb, wraca, a tu męża nie ma...
              a potem sąsiadka mówi jej:

              - a wiesz.. przechodziłam... wstapiłam.. wzięłam. co będzie taki sam siedział.
              a mi się przyda w domu...

              wink
              • mikawi Re: Nie rozumiem stwierdzenia 'zabrać komuś męża' 06.10.03, 12:09
                Joanno, genialne smile))))))))))))))))))
    • mag_p Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 06.10.03, 15:31
      Czytam i czytam i wiecei co .. "Jednak prawdziwe macochy istnieja - takie jak z
      opowiadania o Kopciuszku!!!"

      Mag
      • stepmum Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 06.10.03, 15:56
        mag_p napisała:

        > Czytam i czytam i wiecei co .. "Jednak prawdziwe macochy istnieja - takie
        jak z
        >
        > opowiadania o Kopciuszku!!!"
        >
        > Mag

        No witaj mag_p w prawdziwym swiecie smile pelno tu 'prawdziwych macoch z
        Kopciuszka' jak i wrednych 'pierwszych zon' smile
        • mag_p Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 06.10.03, 16:00
          Stepnum - jak dotad nie bylo pelno. Wlasnie o to chodzi , ze jak dotad zdawalo
          mi sie , ze ja w innym swiecie. Ze rozumie, ze moze One sa w stanie mnie
          zrozumiec.
          A tu prosze...
          Co do "wrednych " pierwszych zon - to bajki jakos nie pamietam?
          Mag
          • stepmum Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 06.10.03, 16:07
            mag_p napisała:

            > Stepnum - jak dotad nie bylo pelno. Wlasnie o to chodzi , ze jak dotad
            zdawalo
            > mi sie , ze ja w innym swiecie. Ze rozumie, ze moze One sa w stanie mnie
            > zrozumiec.
            Bylo dokladnie tyle samo, tylko ty nie mialas stycznosci.

            > Co do "wrednych " pierwszych zon - to bajki jakos nie pamietam?
            Bo bajki nie ma z tego co wiem, co nie znaczy, ze takowe nie istnieja - bo
            istniejasmile
            • mag_p Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 06.10.03, 16:12
              Bajki - madroscia sa!
              Stepmum - chcesz sie klucici w oborni lali - czy jak je tam prosze bardzo.
              Chce tylko zapytac zgadzasz sie z Nia i popierasz jej postawe. Czy klucidsz sie
              bo Ona - to ta durga - i trzeba trzymac ze swoimi. Bo jesli chcesz dyskutowac o
              postawie to porsze bardzo , jesli tylko dla ideii w "Obronie drugiej - nie
              wazne co mowi czy robi" to sobie darujmy!

              Pozdrawiam
              Mag
              • naturella Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 06.10.03, 16:55
                Słuchajcie, nie ma co napadać na Lalę i jej oceniać. Każda z nas znajduje się w
                innym momencie swojego życia, każda inaczej przeżywała ten okres rozwodu i
                nieprzyjemności z byłymi... każda inaczej reaguje na stres. Lala jest młoda,
                ale podziwiam jej determinację, zdecydowanie, jej ukierunkowanie na ochronę
                synka... nie wiem, jak bym reagowała, gdybym była w jej sytuacji, może też całą
                złość do świata przelałabym na tą pierszą żonę, która namacalnie zabierałaby mi
                pieniądze, za które moje dziecko miałoby lepiej... Jesteśmy starsze,
                dziewczyny, może troszkę więcej pokory mamy w sobie... Dziewczyny, bez
                poprawności politycznej. I nie piszcie tu bzdur o wrednych macochach, bo to nic
                do rzeczy nie ma. dziewczyna jest w trudnej sytuacji i chce się wyżyć, choćby w
                ten sposób. Nie nam mówić, co dobre a co złe. Popieram tylko Jayin, która
                pisała, że taka złość i zacięcie nie jest dobre. I to powinnismy Lali
                tłumaczyć, że powinna się skupić na sobie, na polepszania sobie bytu, a nie
                wyłącznie na nienawiści do pierwszej. Ale, kochane staruszki, troszkę więcej
                wyrozumiałości - spójrzcie z uśmiechem na Lalę, która dosiega takich dorosłych
                i trudnych tematów, zamiast sie bawić na dyskotekach i marzyć tylko o randkach
                w samochodzie... smile))
                • mag_p Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 07.10.03, 08:48
                  Naturella pieknie i madrze, ale Ona ma w sobie tyle nienawisci do tej kobiety i
                  zauwaz zalu , ze zostala sama , ze ojciec ja wyrzucil , ze niemieli pieniedzy.

                  A nie jest wsciekla na faceta , ze ja oszukal , oklamal.. Pomysl coo czula tama
                  kobieta ,: Ona jest w wieku ich dzieci. I nie mow , ze tp nie ma znaczenia...
                  I moze pieniadze ktore ma - ma bo zarabia . Zdaje sie , ze nasz paninka jeszcze
                  nie schanbila sie praca - ale juz krzyczy ile to jej sie nalezy i ze tamtej
                  dokopie , zniszczy itd.. Widzisz nie mowi o podwazaniu wysokosci alimentow - ze
                  np - tyle nie wydaja na dziecko , ale o kretactwach - bo , ze zna sosoby by
                  placic mnie - bo jej dziecku sie nalezy.
                  Bardzo mi przykro , ale tamtym dzieciom sie tez nalezy.
                  Panienka - wysyla syna do pracy - a sama ?????
                  Jakos sie nie rwie.

                  Mag
                  • naturella Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 07.10.03, 09:06
                    Mag, kochana, masz rację. Ale wiesz, ja stara gropa jestem, jak by napisała
                    Joanna Chmielewska (czytacie?), ale też reagowałam w podobnych sytuacjach
                    paradoksalnie. Mimo, że mam się za znacznie dojrzalszą - no i nie mam dziecka,
                    które chyba po prostu wyzwala w samicy, jaką jest wtedy matka dziką chęć walki
                    o byt dla dziecka. Dlatego też usprawiedliwiam Lalę, która jest znacznie ode
                    mnie młodsza, a prezentuje podobne nastawienie do mnie w jakimś momencie. Też
                    czułam dziką nienawiść do byłej i miałam ochotę ją zamordować... Teraz już
                    rozumiem, że było to po prostu skumulowanie na niej złości na sąd, na tego
                    mojego, że w ogóle się z nią ożenił kiedykolwiek, że ma z nią dziecko, na
                    siebie samą, że zakochałam się akurat w takim problemowym facecie i na świat,
                    że jest taki niesprawiedliwysmile)) Teraz już wiem, że to było głupie, ale wtedy
                    byłam przekonana, że to ONA jest winna wszystkiemu, co się dzieje. Tak, że ja
                    troszkę usprawiedliwiam Lalę. Młoda jest i emocje nią targają. Zbyt świeże to
                    wszystko jest...
                    • mag_p Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 07.10.03, 09:16
                      Naturella- masz racje. Nie przezyje to co tam czuje, ale jesli bedzie budowala
                      swoje cele zyciowe i postawe na zdaniu "Zniszczyc dokopac tamtej. MNie swie
                      wszytsko nalzey" . Nie bedzie dobrze.
                      Ale to jej zycie i jej postawa. Mam nadzijeje , ze jak przejda emocje
                      zrozumiemi , ze nie ta kobieta byla winna wszystkiemu. Zastanawiam sie czy
                      wobec niej wogole mozna mowic o winie tamtej kobiety.
                      Owszem - jesli dokopuje finasowo i zachowuje sie nieodpowiedzialnie to trzeba
                      to unormowac. Ale zgodzisz sie ze mna , ze to rola jej partnera. Bo to ich
                      uklad. Na jaki sie zgodzi taki bedzie.

                      Pozdrawiam
                      Mag
                      • ashan Re: lala, jak to jest? 07.10.03, 10:33
                        Nie włączałam się do tej pory, ale teraz, jeśli pozwolicie...
                        NIe wiem, lala, jak to jest, ale mam nieprzyjemne wrażenie, że zrobiłaś sobie
                        z nas żarty. Masz 18 lat, masz dziecko, myślisz o studiach prawniczych, facet
                        jest zadowolony, że zajmujesz się sprawami alimentów dla jego dzieci, tak? A
                        droga ty moja, maturą to się wcale nie przejmujesz (18 lat)? Chodzisz do
                        szkoły? A dziecko? Złoto sprzedawałaś? A co na to Twoi rodzice? Są prawnie
                        zobowiązani do alimentacji i Ciebie i swoich wnuków. Ale pewnie to, jako
                        prawnik in spe, wiesz?
                        Drogie Panie, według mnie żadnego problemu nie ma (poza może dziewczyną, która
                        w ten sposób uprzyjemnia sobie czas).
                        Nad takimi postawami, jak postawa (wierzę, że czysto wirtualna) lali nie
                        powinno przechodzić się do porządku dziennego "teraz to smarkula, to jej
                        wolno". Nie. Jeśli trzynastolatek kogoś krzywdzi należy mu to uświadomić i
                        przeciwdziałać. Jeżeli robi to osoba pełnoletnia - tym bardziej. Ma prawo do
                        takiej postawy? Nasza wolność jest ograniczona poprzez niekrzywdzenie innych.
                        Może ta sytuacja w całości jest wymyślona, może w części. Ale w żadnym wypadku
                        nie będę usprawiedliwiać kogoś tak niedojrzałego, niechętnego porozumieniom,
                        bez śladu dobrej woli, przepełnionego wyolbrzymionym poczuciem krzywdy. Pomóc
                        można tylko pokazując, że "dokopywania", odgrywania się, zemsty są bardzo
                        kiepską rzeczą. Tonując całą sprawę, a nie podgrzewając do walki. Chyba, ze
                        dobrym wyjściem byłoby, zeby się pozagryzali...?

                        Ale i tak uważam, ze ktoś sobie zrobił ubaw.
                        pozdrawiam
                        ashan
              • stepmum Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 07.10.03, 14:34
                mag_p napisała:

                > Bajki - madroscia sa!
                > Stepmum - chcesz sie klucici w oborni lali - czy jak je tam prosze bardzo.
                > Chce tylko zapytac zgadzasz sie z Nia i popierasz jej postawe. Czy klucidsz
                sie
                >
                > bo Ona - to ta durga - i trzeba trzymac ze swoimi. >
                Mag no tu to mnie polozylas na lopatki smile ze smiechu smile
                Bo ja ani nie bronie lali, ani sie nie kloce! smile skad ty taki wniosek wysnulas?
                ja jej ani nie bronie ani nie popieram jej postawy, a moj post skierowany byl
                tylko i wylacznie do ciebie. Bo zdziwilo mnie, ze ktos moze zyc w szklanym
                swiecie i uwazac, ze tylko dobrzy ludzie sa na tym swiecie i tylko tacy, co
                postepuja fair.

                Bo jesli chcesz dyskutowac o
                postawie to porsze bardzo , jesli tylko dla ideii w "Obronie drugiej - nie
                > wazne co mowi czy robi" to sobie darujmy!

                Tu juz przesadzilas uncertain
                mag ale ja w ogole nie mialam ochoty dyskutowac smile ja tylko 'powitalam' w
                realnym swiecie. Teraz tez nie mam ochoty z toba dalej na ten temat
                dyskutowac - wyjasnilam tylko niejasnosci i odpowiedzialam na pytania smile
                Pa!
                • lala2002 Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 07.10.03, 15:59
                  dziękuję za wszystkie posty, oczywiście wy możecie mnie uważać za najgorszą
                  macie prawo,szkoda tylko że patrzycie teraz tylko w tym kierunku że ja ją
                  chcę "udupić"czyli zmniejszyć alimenty, ale nie patrzycie na to że parę
                  miesięcy temu to ona zostawiła nas bez środków do życia,miała prawo owszem
                  facet musi płacić jak zostawił rodzinę zgoda, nie liczyła się z tym że ja byłam
                  w ciąży, także popatrzcie we dwie strony. co do moich rodziców- nie wiecie z
                  jakiej rodziny pochodzę, a napewno nie z najlepszejsad także ja wiem że rodzice
                  mają prawo mnie utrzymywać zgoda ale jak narazie jestem w takiej sytuacji że
                  nie mam poprostu ani chęci ani czasu żeby zagryzać się z nimi. kto wie może
                  będę potrzebowała od nich pomocy?ja tej facetki nie winię za los jaki mnie
                  spotkał,winię ją za to że nie pomyślała wtedy o mnie o dziecku którego miałam
                  pod sercem, z resztą sama mi to powiedziała że nie przyznała tego w sądzie
                  ponieważ to nie jej sprawa, także żebyscie pisały nie wiem co to ja kase dla
                  syna zdobędę choćby nie wiem co,bo to jemu się należy nie mi, a za całą sprawę
                  odpowiedziałny jest mój facet, pierw trzeba było pomyśleć o rozwodzie potem o
                  zrobieniu mi dziecka, ale cóż za bardzo go kocham żeby mu to wypominać. dzięki
                  za wypowiedzi raczej przydadzą mi się. jesteście starsze może lepiej znacie
                  życie ja reaguję na to po swojemu, napewno nie życzyłabym najgorszemu wrogowi
                  tego co ja przechodzę, z drugiej strony dzięki takiej szkole życia może prędzej
                  coś osiągnę? kto wie...
                • mag_p Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 07.10.03, 16:10
                  Stepmum- PRZEPRASZAM- Zle odebralam.
                  Co do swiata realnego - tociagle wierze w ludzi i ciagle mnie zaskaukja!
                  Tak jak moj eks...
                  Czy kiedys przestane ?!
                  Stepmum - dzieki Wam chyba nie szybko.
                  Mag
    • helena29 Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 12.10.03, 03:49
      Lala...mysle ze wypowiedzi niektorych dziewczyn sa bardzo pouczajace. Mysle
      sobie dlaczego ona (ex) miala myslec o tobie i o twoim dziecku - jeszcze nie
      narodzonym? Co jej do ciebie? czy miala ci dac sama pieniadze? czy odebrac
      swoim dzieciom? chyba to nalezy do tatusia dzieci, co? Ona ma swoje dzieci i o
      nie sie troszczy tak samo jak ty troszczysz sie o swoje dziecko. A to ze jako
      18 sto latka czy moze 17 sto latka majaca dziecko z zonatym starszym mezczyzna
      nie najlepiej o tobie swiadczy, o nim tym bardziej. Wiec nie wymagaj od niej
      aby sie o ciebie troszczyla bo ty jestes w trudnej sytuacji. Sama sobie ta
      sytuacje zmalowalas wiec teraz ponosisz konsekwencje.
      I jak ktoras "macocha" wspomniala...co z twoja szkola? matura? chcesz byc
      prawnikiem? swietnie, ale trzeba sie duzo uczyc....no i najpierw zdac mature.
      Wiesz, piszesz ze jestes dojzala....jakos wcale to z twoich postow nie wynika.
      Dojrzalosc tez przejawia sie w umiejetnosci zabezpieczeia sie przed ciaza,
      chyba ze byla to ciaza planowana przez ciebie aby miec jakies zapewnienie na
      utrzymanie...wiec teraz ta walka o kazydy grosz. To tyle, pozdrawiam.
      • helena29 Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 12.10.03, 04:05
        Zastanawiam sie co ma wspolnego tytul postu z trescia postu? Sama pewnie nie
        jestes zdolna do przyjazni z byla zona, nowa jeszcze nie jestes.
        Hm, jezeli moge odpowiedziec na pytanie zadane w tytule to mysle ze przyjazn
        jest mozliwa. Tylko wtedy gdy pierwszy zwiazek zostal zakonczony przed
        rozpoczeciem nowego, tylko wtedy gdy dwie strony tego chca i sie staraja i
        jeszcze trzeba byc po prostu czlowiekiem i myslec o potrzebach innych nie tylko
        swoich.
        Z wlasnego doswiadczenia wiem ze przyjazn jest mozliwa, zaprzyjaznilam sie z
        matka dziecka mojego meza i z nia czesciej rozmawiam niz maz. NIe zaluje
        pieniedzy dla dziecka meza, mysle jak moje moze cos miec to tamto moze miec
        wiecej bo moje maja pelna rodzine a tamto dziecko jest tego pozbawione. Jakos
        nie licze pieniedzy ktore wydaje sie na tamto dziecko, to jest niezbedny
        wydatek, potrzeba i nie mysle co ja bym mogla sobie kupic gdyby nie alimenty
        itd, wole sobie czegos odmowic aby tamtemu dziecku cos kupic. I gdy taka mam
        postawe, interesuje sie tym dzieckiem, uwazam jako czlonka naszej rodziny (jest
        to dziecko mojego meza, siostra moich dzieci) to latwo o przyjazn i dobre
        nastawienie tej bylej. Dodam ze nie ze wszystkimi bylymi tak sie da bo istnieje
        zazdrosc i rozni sa ludzie ale sprobowac mozna, czyz nie?
        Dodam ze nie oplywamy w dostatki ale nie to sie tylko liczy w zyciu. Acha,
        jeszcze jedno, matka dziecka tez nie jest swieta, moglabym jej duzo zazucic z
        jej poprzednich doswiadczen ale sam fakt ze sama wychowuje dzieci (w tym
        jedno "nasze" czyli meza), dzieci sa szczesliwe, zadbane i kochane wiec czego
        moge wiecej wymagac? to ze lubi imprezowac, ma nie najlepsza opinie wsrod
        znajomych, co mnie to obchodzi? Kocha i dba o swoje dzieci, to jest
        najwazniejsze, nie mnie ja oceniac. Wiec sie nawet lubimy, rozmawiamy, troche
        przyjaznimy choc nie zwierzamy sie sobie z sekretow. Mamy wspolny temat-nasze
        dzieci. Pozdrawiam.
        • chalsia Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 18.11.03, 01:29
          Mam nadzieję, że może za jakiś czas i ja i next będziemy tak mogły. Właśnie
          zaświtała nadzieja (aczkolwiek skowronek wiosny nie czyni).
          Mianowicie next skontaktowała się ze mną SMSem (bardzo grzecznym i OK) by
          uspokoić mnie, ponieważ nie mogłam się dodzwonić do dziecka będącego z eksem.
          Była to jej własna inicjatywa.
          Szczegółów (z wiadomych względów) nie podam. Może kiedyś.
          Naprawdę byłam jej ogromnie wdzięczna (podziekowałam jej), bo myslałam, że
          padnę trupem z nerwów.
          Takie mam wrażenie, że z racji urodzenia przez nia dziecka, trochę zmieniła się
          jej "optyka".

          Pozdrawiam,
          Chalsia
          • aagacia Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 18.11.03, 15:10
            trzymam kciuki chalsia. do tego potrzebne jest zaangazowanie kazdej ze stron.
            fajnie ze przynajmniej jest jakis poczatek. a moze ona tez okaze sie dobra
            macocha i przemowi w paru sprawach twojemu eks do rozsadku smile ?
            jak trafi na nasze forum to pare rzeczy jej podpowiemy smile

            pozdrawiam
            • darcia73 Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 21.11.03, 10:10
              Przyjaźń miedzy byłą i obecna żona jest możliwa. W moim przypadku tak jest.
              Dziewczyna mojego eks nie jest jeszcze żoną mojego eks, ale mam nadzieję, ze
              będzie smile Bardzo ja lubię, ona mnie odwiedza i z moim eks i sama. Mieszkją pod
              Białymstokiem, więc jak ona konczy pracę moj eks przyjeżdza po nią samochodem i
              zabiera ją do domu. Ale on pracuje w delegacji, ciągle jeździ w trasy wiec
              czasmi jego dziewczyna nie ma gdzie pojśc na te godzinkę czy 1,5 i zachodzi do
              mnie, bo zdarza się,z e konńczy prace po 20-stej. Moj synek tez ja lubi.
              Pomagamy sobie w różnych sprawach, ja w kwestiach papierkowo-urzędowych, ona
              pilnuje mojego synka w nagłych wypadkach i mam darmowe strzyżenie (jest
              fryzjerką). Dużo rozmawiamy.
              Jednak nie sadzę, ze mogłabym zaprzyjaźnić się z kobietą, która rozbiła moje
              małżeństwo. Dziewczyna mojego eks pojawiła się w jego życiu, gdy nasz związek
              już praktycznie nie istniał.
              Gdyby jeszcze taka komfortowa sytuacja istniał pomiędzy eks a moim obecnym
              partnerem, to byłoby ok.
              • lala2002 Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 21.11.03, 12:50
                ja jednak uwazam to za cos chorego. przyjazn z kobieta mojego faceta o nie!
                dla mnie albo jestem ja albo ona i juz. nie wyobrazam sobie ze po rozwodzie
                beda sie spotykac. nie zamierzam byc przez cale zycie w trujkacie.tamta miala
                swuj czas niestety juz sie jej skonczyl...
                • rybkavielorybka Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 21.11.03, 13:34
                  wiecie co? A ja mam ciągle nadzieje że kiedys wypiję z ex pivko albo drinka.Ile
                  mniej byłoby problemów gdyby się tak dogadać...Tymbardziej że ja poznałam męża
                  jak oni już rok nie byli ze sobą(nigdy nie byli małżeństwem- mają tylko synka)a
                  ona miała swojego konkubenta dużo wcześniej niż mój mąż poznał mnie. O
                  zazdrości jakiejkolwiek nie ma więc mowy, tylko żeby ona dawała życ innym i
                  taka pazerna na kase nie była...zwlaszcza że żyje jej się lepiej niż nam.
              • chalsia Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 21.11.03, 13:50
                Darciu,

                ja nie myślę o przyjaźni z next, piwku, etc, ale o normalnych, poprawnych,
                powiedzmy "koleżeńskich" stosunkach (NAWET pomimo tego, że ona przyczyniła się
                do odejścia eksa). Powód jest prosty - ta kobieta będzie za jakiś czas spędzała
                z moim synkiem około kwartału rocznie (łącznie) !!!I mam jakieś takie wrażenie,
                że więcej zrozumienia będę miała z jej strony (jako matki, od niedawna) niż
                ojca mojego (i jej) dziecka, a jej partnera.

                Pozdrawiam,
                Chalsia
                • rybkavielorybka Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 21.11.03, 14:52
                  Powód jest prosty - ta kobieta będzie za jakiś czas spędzała
                  >
                  > z moim synkiem około kwartału rocznie (łącznie) !!!I mam jakieś takie
                  wrażenie,
                  >
                  > że więcej zrozumienia będę miała z jej strony (jako matki, od niedawna) niż
                  > ojca mojego (i jej) dziecka, a jej partnera.

                  W odpowiedzi połączę pare ostatnich wątków.
                  EX mojego męża niby mnie serdecznie nie nawidzi(powód podam dalej)ale jak mały
                  był z nami na wakacjach to dzwoniła do mnie i pyała czy jest zdrowy, jak się ma
                  etc.Mój mąż jest cudownym ojcem ale jak to facet...jak ja nie ugotuje to da
                  dziecku kanapkę na obiad...Ona to chyba wie smile
                  Właśnie choćby dlatego nasze stosunki powinny byc normalne tylko że Ex to taki
                  sort człowieka , że juz za pare tygodni zapomniała ża dbam o jej dziecko jak o
                  własne i powinna byc wdzieczna choc trochę.

                  Wiecie dlaczego mnie nie nawidzi? Bo nie jestem jak Domali, nie stoje z boku
                  nie wtracając się .Wręcz przeciwnie. Mój mąż miał bardzo podobny problem jak
                  niejaki Zbyszek od Kamili. Ona chciala "widzeń" z dzieckiem na jej warunkach
                  tylko i wylacznie , więc on je olał.Poprostu wbił sobie do głowy że nie ma juz
                  synka.Jak mnie poznał i mi to opowiedział płakał jak dziecko a ja nie byłam
                  bierna tylko wzięłam sprawy w swoje rece. Teraz ex chodzi jak w zegarku, bo
                  wisi na dnią kara grzywny jak bedzie utrudniać kontakty. Bardzo szybko sie
                  okazało że dziecko jest o wiele szczęsliwsze, lepiej się rozwija etc. a tata
                  jest jego autorytetem i choć bardzo długo się nie widzieli (a jak sie rozstali
                  mały miał niewiele ponad rok)synek wcale taty nie zapomniał. Nawet ta super
                  egoistka zaczęła dostrzegac ile dla dziecka znaczy słowo tata i jej konkubent
                  może byc najcudowniejszym człowiekiem pod słoncem ale dla małego jest to tylko
                  facet mamy....zresztą tak jak ja żona taty....Rodziców ma się tylko jednych i
                  nikt sobie ich nie wybiera, nie wolno zatem pozbawiać dziecka żadnego z nich.
                  Nikt nie ma takiego prawa a matkom bardzo często się wydaje , że są
                  właścicielkami swoich dzieci- to jest chore!!!
                  • chalsia Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 21.11.03, 21:58
                    Rybko,

                    tylko wiesz, ja jednej rzeczy nie jestem w stanie zrozumieć (i w moich oczach
                    NIC tych ojców nie usprawiedliwia) - jeśli się kocha dziecko i zalezy na
                    dziecka dobru, to chowa się własna dumę do kieszeni, zaciska zęby i przyjmuje
                    niekorzystne warunki (czyli widzenia na warunkach drugiej strony) - choć na
                    jakis czas (a potem można rozpoczynać takie kroki, jakie Ty poczyniłaś).

                    Będę wdzięczna jak sobie przeczytasz mój watek "Co byscie zrobiły" na
                    samodzielnej. Bo ja za chwilę prawdopodobnie bedę miała taka samą sytuacje jak
                    miał Twój mąż. I wiesz co, mój ex i jego kobieta będą w 100% mieli prawo
                    powiedzieć - że facet zrezygnował z kontaktu z dzieckiem, bo wizyty miały by
                    się odbywać na moich warunkach. Tylko, że ja to trochę inaczej widzę - bo
                    te "moje" warunki to według mnie wzięcie pod uwagę dobra dziecka.
                    Moje warunki:
                    - parzyste soboty miesiąca, bez nocowania po za domem matki, od godz. 9.30 do
                    godz. 20.00 (przy czym dziecko w domu matki o 18.15),
                    - w tygodniu, w którym sobota przypada dla ojca, dodatkowo jedna wizyta w dzień
                    roboczy w domu matki (konkretny dzień, w godz. 17.00 – 20.00),
                    - w następnym tygodniu (bez soboty przypadającej ojcu) dwie wizyty w dni
                    robocze w domu matki (dwa konkretne dni, w godz. 17.00 – 20.00).
                    - Wigilia oraz pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia przy matce,
                    Dodam, że dziecko ma 22 miesiące, powyższa propozycja pozbawia ojca jednej
                    dotychczasowej wizyty w dni powszednie oraz zabierania dziecka w soboty na noc
                    do siebie (co eks czyni od niedawna mimo braku na to mojej zgody). W dni
                    powszednie wizyty muszą być u mnie (co nie znaczy, że muszą siedzieć w domu -
                    mogą iść na spacer), bo nie mieszkamy z ex w tej samej miejscowości.

                    Pozdrawiam,
                    Chalsia
                    • mamaadama4 Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 21.11.03, 22:26
                      Na początku nasza ex też mówiła, że to ona ustala warunki na jakich będzie się
                      ojciec spotykał z dziećmi. Problem był tylko z tym, że w u niej znaczyło to, że
                      nie ma żadnych warunków, tzn jak będzie miała ochotę to zadzwoni i powie, że
                      dzieci są gotowe. Na szczęscie P. udało się doprowadzić do tego, żeby określiła
                      jasno swoje warunki, tzn podała dni i godziny, kiedy jej odpowiada i ustaliła
                      jasno sytuacje, w których mogą nastąpic ewentualne odstepstwa od tych ustaleń.

                      Myślę, że problem polega na silnych emocjach i różnym przezywaniu ich przez
                      obie strony, co wynika choćby z płci. Mężczyżni (i to nie tylko w stresowych
                      sytuacjach po rozwodzie) lubia jasne sytuacje i nie sprawdzaja się w mglistych
                      i niesprecyzowanych warunkach. (to oczywiście było ogólnie do problemu a nie
                      chalsia do ciebie)
                      danka
                      • chalsia Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 21.11.03, 22:55
                        He he, to znaczy,że ja jestem facet, a mój eks - baba. Bo u nas akurat
                        dokładnie na odwrót. On by chciał tzw. ramówkę typu ile kontaktów tygodniowo,
                        że weekend od piątku, miesiąc wakacji (przepraszam, on to określił jako "około
                        miesiąc")- z tym, że bez konkretów (ani dni, ani godzin, ani nawet który
                        miesiąc).
                        Ja rozumiem, że tak może było by idealnie - wszystko na zasadzie porozumienia i
                        bezproblemowo, ale jak dla mnie jest to tzw."nierealistyczne podejście do
                        życia".
                        Pozdrawiam,
                        Chalsia
                        • mamaadama4 Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 21.11.03, 23:10
                          Chalsia weź pod uwagę, że ja to piszę z perspektywy 9 lat, bo tyle czasu minęło
                          od momentu kiedy ex postanowiła sobie na nowo zycie ułożyć. A pertrakctacje z
                          nią były dośc rozciągnięte w czasie, co dopiero mówic o emocjach.
                          To co dzieje się teraz to jest miód, choc nie na moje serce.
                          danka
                    • rybkavielorybka Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 22.11.03, 08:35
                      Chlasia, chętnie CI odpowiem co o tym myslę ale dopiero w poniedziałek.Internet
                      w domu przez modem online stresuje mnie bo oszczędzamy, więc do poniedziałku.
    • roma52 Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 02.12.03, 22:27
      Ja w kwestii formalnej, tytuł postu zupełnie nie przystaje do jego treści smile
      Tematem nie jest przyjaźń z eks tylko jej udupienie i wyreczanie męża w walce o
      mniejszenie alimentów.
      • magi104 Re: przyjażń między nowymi a byłymi żonami?? 02.12.03, 22:59
        No tak, ale popatrz, kto założył ten wątekwink
        Podczytuję to forum często, z dużym zainteresowaniem, i już wiem, że po Lali nie
        mozna się niczego logicznego, spokojnego, nie tchnącego złymi emocjami, oczekiwać.
        • lala2002 ja nikogo nie obrażam i liczę na to samo od innych 05.12.03, 21:33
          dziękuję
          niezbyt przypadł mi do gustu ostatni post z mojego wątku, wydaję mi się że jest
          trochę chamski,ale ok nie zamierzam się nim zbyt przejmować. magi 104 nie
          jesteś w mojej skórze na moim miejscu więc się nie wypowiadaj w taki sposób. ja
          też czytuję różne posty i uważam że jest to fajne forum nawet na wyrażenie
          swoich emocji i nikogo nie krytykuję odpowiadając na czyjś post
          dziękuję
Pełna wersja