mimozajka
07.08.08, 11:46
Witam!
Mam na imie Małgorzata, lat - niedługo 30 stuknie, synek -
przedszkolak (tatusia brak od "zawsze"), Warszawa i jestem tu
nowa...

Do niedawna byłam równiez singlem, to sie niedawno zaczęło
zmieniac, ale juz teraz po 4 miesiacach zaczynaja sie schody
pt. "córeczka z poprzedniego małżenstwa"...
W wskócie: M ma 6 letnią córkę z poprzedniego małzenstwa, którą
ubostwia. No i to nawet mi sie podobało, ze wreszcie odpowiedzialny
facet (mój ex zostawił mnie jeszcze w ciązy). Ale coraz czesciej
widze, ze albo jestem wredna babą albo on nieco z tym zaangazowaniem
w poprzednią rodzinę przesadza. Mieszkamy jeszcze oddzielnie (nie
chce na razie robic wody z mózgu mojemu dziecku), ale coraz mniej
sobie wyobrazam wspólne zycie z M (mimo ze bardzo bym chciała

Otóż:
- M codziennie rano zaprowadza Alicję do zreówki a potem ją stamtąd
odbiera, zawozi do domu dziadków, gdzie mała mieszka razem z matką.
A często (w te dni, kiedy sie nie widzimy, czyli prawie cały
tydzien, zostaje tam jeszcze troche, czasem az mała pojdzie spac
(jej mamusia oprócz wielogodzinnej pracy w agencji reklamowej ma
jeszcze swojego next). Zdarza sie również, ze jak tamta wyjezdza w
delegację, to on nawet u ex tesciów nocuje...
- Pienidze: M zarabia 3400 netto, z czego alimentów płaci...1700
zł... (przedszkole prywatne, ubrania i zabawki tylko nowe...)
- Oczywiscie to jego córeczka jest madrzejsza, grzeczniejsza od
mojego syna i "gdy była w wieku mojego synka to juz ho-ho"...
NIech to, niby jest fajnie, ale ja coraz bardziej zaczynam czuc sie
zazdrosna. Ja rozumiem, ze on mała kocha, ale to po co wiąze sie z
nami, skoro i tak jestesmy na drugim planie? Ja wiem, ze on niegdy
nie bedzie mógł stac sie ojcem dla mojego dziecka, ale boje sie, ze
mały poczuje sie odrzucony. Zreszta powoli ja tez sie tak czuje.
Powiedziałam mu o tym, ale "skoro Alicja nie ma prawie matki, bo
tamta ciągle pracuje to niech chociaz ma ojca". Hm. Dodał, ze moze
niedługo sytuacja sie zmieni, bo moze zamieszkamy razem - tak, tylko
za co? M ma małą kawalerke w Pruszkowie, do kapitalnego remontu
zresztą - na który go włsanie nie stac (zostaje mu 1700 z tego, co
da byłej). Moze i jestem zła wyrachowaną babą, ale tez mam na karku
baaaardzo mocne zyciowe przejscia i nie wiem, czy mam siłę byc w
związku, gdzie juz teraz nie czuje sie bezpiecznie

W ostatni piatek wybralismy sie do kina, było cuydownie, az wreszcie
M mówi: "Boze, jak ja strasznie tęsknie za małą a zobacze ja dopiero
w niedziele"... Dodam, ze wizdiał ja w piatek po przedszkolu. No a
wniedziele wieczorem pojechał zobaczyc córeczkę, która wróciła z
weekendu ( a w poniedziałek rano pojechał odwiezdz ja do
przedszkola)...
Czy ja jestem przewrazliwiona? A moze w ogóle, jesli ten zwiazek nie
przetrwa, juz na wstępie rezygnowac z męzczyzn z dzieci? Wspólny
kłopot to czasami podwójny kłopot... Tak mówią...