Wchodzic dalej w ten związek?

07.08.08, 11:46
Witam!
Mam na imie Małgorzata, lat - niedługo 30 stuknie, synek -
przedszkolak (tatusia brak od "zawsze"), Warszawa i jestem tu
nowa...smile Do niedawna byłam równiez singlem, to sie niedawno zaczęło
zmieniac, ale juz teraz po 4 miesiacach zaczynaja sie schody
pt. "córeczka z poprzedniego małżenstwa"...
W wskócie: M ma 6 letnią córkę z poprzedniego małzenstwa, którą
ubostwia. No i to nawet mi sie podobało, ze wreszcie odpowiedzialny
facet (mój ex zostawił mnie jeszcze w ciązy). Ale coraz czesciej
widze, ze albo jestem wredna babą albo on nieco z tym zaangazowaniem
w poprzednią rodzinę przesadza. Mieszkamy jeszcze oddzielnie (nie
chce na razie robic wody z mózgu mojemu dziecku), ale coraz mniej
sobie wyobrazam wspólne zycie z M (mimo ze bardzo bym chciała sad
Otóż:
- M codziennie rano zaprowadza Alicję do zreówki a potem ją stamtąd
odbiera, zawozi do domu dziadków, gdzie mała mieszka razem z matką.
A często (w te dni, kiedy sie nie widzimy, czyli prawie cały
tydzien, zostaje tam jeszcze troche, czasem az mała pojdzie spac
(jej mamusia oprócz wielogodzinnej pracy w agencji reklamowej ma
jeszcze swojego next). Zdarza sie również, ze jak tamta wyjezdza w
delegację, to on nawet u ex tesciów nocuje...
- Pienidze: M zarabia 3400 netto, z czego alimentów płaci...1700
zł... (przedszkole prywatne, ubrania i zabawki tylko nowe...)
- Oczywiscie to jego córeczka jest madrzejsza, grzeczniejsza od
mojego syna i "gdy była w wieku mojego synka to juz ho-ho"...

NIech to, niby jest fajnie, ale ja coraz bardziej zaczynam czuc sie
zazdrosna. Ja rozumiem, ze on mała kocha, ale to po co wiąze sie z
nami, skoro i tak jestesmy na drugim planie? Ja wiem, ze on niegdy
nie bedzie mógł stac sie ojcem dla mojego dziecka, ale boje sie, ze
mały poczuje sie odrzucony. Zreszta powoli ja tez sie tak czuje.
Powiedziałam mu o tym, ale "skoro Alicja nie ma prawie matki, bo
tamta ciągle pracuje to niech chociaz ma ojca". Hm. Dodał, ze moze
niedługo sytuacja sie zmieni, bo moze zamieszkamy razem - tak, tylko
za co? M ma małą kawalerke w Pruszkowie, do kapitalnego remontu
zresztą - na który go włsanie nie stac (zostaje mu 1700 z tego, co
da byłej). Moze i jestem zła wyrachowaną babą, ale tez mam na karku
baaaardzo mocne zyciowe przejscia i nie wiem, czy mam siłę byc w
związku, gdzie juz teraz nie czuje sie bezpiecznie sad
W ostatni piatek wybralismy sie do kina, było cuydownie, az wreszcie
M mówi: "Boze, jak ja strasznie tęsknie za małą a zobacze ja dopiero
w niedziele"... Dodam, ze wizdiał ja w piatek po przedszkolu. No a
wniedziele wieczorem pojechał zobaczyc córeczkę, która wróciła z
weekendu ( a w poniedziałek rano pojechał odwiezdz ja do
przedszkola)...

Czy ja jestem przewrazliwiona? A moze w ogóle, jesli ten zwiazek nie
przetrwa, juz na wstępie rezygnowac z męzczyzn z dzieci? Wspólny
kłopot to czasami podwójny kłopot... Tak mówią...
    • konstancja16 Re: Wchodzic dalej w ten związek? 07.08.08, 12:17
      jesli juz na tym etapie masz watpliwosci to potem bedzie tylko
      gorzej, IMHO.


      ja nie wiem czy taki uklad jaki maja jest dobry, moim zdaniem kazda
      rozstajaca sie para musi sie dogadac miedzy soba i wynegocjowac cos
      co im obojgu pasuje. jesli facetowi aktualny uklad pasuje to nie
      masz szans go przekonac do jakichkolwiek zmian. ale to czy w tym
      ukladzie jest miejsce na nowy zwiazek to inna sprawa. na razie, u
      Twojego faceta chyba nie ma miejsca. albo baaardzo malo. a nowego
      zwiazku nie da sie zbudowac na uboczu zycia. tak przy okazji, jedna
      reka i po godzinach.

      co do kasy to ja sie nie znam, podejrzewam ze w dziecko mozna
      wpakowac kazda sume. ale skoro oboje rodzice pracuja i ojciec jest
      bezposrednio zaangazowany w opieke nad dzieckiem (przyprowadza,
      odprowadza) to powinni oboje ponosic koszty. 1700 + 1200 (odliczam
      matce troche, bo z nia mieszka) = 2900. skoro tyle kosztuje
      utrzymanie szesciolatki to facet powinien szybko nowej roboty
      poszukac, bo pietnastolatka to bedzie kosztowac ze trzy razy tyle.
      prywatne liceum, kosmetyki, francuski, pianino, stroj do jazdy
      konnej i baletki....
      • dyderko Re: Wchodzic dalej w ten związek? 07.08.08, 12:38
        Też myślę, jak Konstancja, że wchodząc w istniejący już układ musisz
        go zaakceptować albo nie wchodzić. Natomiast mnie uderzyło co
        innego, tekst do matki że jego dziecko jest mądrzejsze od jej…
        Jestem przeciwnikiem bezstresowego chowania dzieci, jestem
        przeciwnikiem robienia z dzieci bóstw domowych, na dodatek nie
        jestem matką ale myślę jak ktoś takie coś mówi matce to chyba nie za
        bardzo liczy się z jej uczuciami… a czego się spodziewać po związku
        w którym facet nie liczy się z nimi?
      • 13monique_n Re: Wchodzic dalej w ten związek? 07.08.08, 13:27
        Podpiszę się pod Konstancją. Nowy związek musi mieć swoje miejsce w
        zyciu obojga partnerów. Nie może być na uboczu życia dla dziecka
        (matki samotnie wychowujące jedno dziecko też miewają takie odpały).
        I jeszcze - wyliczenia Konstancji są prawdziwe do bólu. A Twoje
        wątpliwości, czy Twojego wybranka stać na związek, skoro go nie stać
        na remont, są w pełni uzasadnione. Za dużo tych wątpliwości.

        Z pozycji matki dodam, że jeśli M dokonuje porównania dzieci w
        stylu, jaki zacytowałaś, to ja bym na to zdecydowanie nie pozwoliła.
        Nawet rodzeństwa nie wolno porównywać, bo jest to bardzo
        demotywujące dla dzieci. (wrrrrrrrrrrr, szczerze, to ja bym już
        goscia pogryzła za taki stosunek do mnie. Oczekiwałabym jasno
        określenia, czego szuka spotykając się ze mną. Zaznaczam, że jestem
        wielką zwolenniczką wspierania faceta w pielęgnowaniu jak
        najlepszego kontaktu z dzieckiem (dziecmi) z poprzedniego związku).
    • hallodolly Re: Wchodzic dalej w ten związek? 07.08.08, 12:40
      Nie wchodź w to.
      Bedzie tylko gorzej, bedziesz coraz bardziej zazdrosna o jego córkę i rozżalona,
      że facet nie lubi twojego dziecka.
      Jeśli zrobicie sobie wspólne dziecko, to tatus - targany wyrzutami sumienia -
      bedzie jeszcze bardziej nadskakiwał córce z pierwszego związku, żeby wynagrodzić
      jej brak rodziny. Zostaniesz samotna ale nie sama z dwójką dzieci.
      Znacie sie dopiero 4 miesiace, twój syn go nie zna, poboli, poboli i przestanie.
      Na świecie jest mnóstwo normalnych facetów, również "po przejściach".
    • kasia2705 Nie wchodzic 07.08.08, 15:03
      Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze dzieci M z poprzedniego zwiazku,
      jakie by nie byly grzeczne i poukladane, sa w stanie wiele krwi
      napsuc, a to zwykle za sprawa owego M a i czesto jego ex. Moj M
      akurat potrafil postawic mnie i moje potrzeby na rowni ze swoimi
      dziecmi, dlatego teraz tworzymy zgodna rodzine, ale nie wyobrazam
      sobie koniecznosci rywalizowania z pasierbami. Nie chcialabym tak
      zyc, tym bardziej nie jesli w tym nie do konca zdrowym ukladzie
      mialoby dodatkowo funkcjonowac moje dziecko.
      pozdrawiam i zycze trafnych wyborow!
      kasia
    • politanczykowianeczka Re: Wchodzic dalej w ten związek? 07.08.08, 15:18
      ja weszłam w taki związek. Psychicznie jestem wyczerpana. Odbiło to
      się też na moim dziecku. Były duże kłopoty.
      Osobiście nie radzę. Będzie tylko gorzej.
    • mimozajka Re: Wchodzic dalej w ten związek? 07.08.08, 18:52
      Dzięki serdeczne za odzew smile
      No tak, potwierdziłyscie tylko moje obawy. Lepiej nie będzie...
      Niestety. Dołuje mnie szczególnie to porównywanie mojego dziecka do
      jego - fakt, tamta jest starsza o 2,5 roku, do tego dziewczynka a
      więc nieco "lzejsza w chowie". Fakt, nie mówi wproet "moje jest
      lepsze", ale teksty typu: "no, a moja Ala to nie miała z tym zadnych
      problemów" potrafią wkurzyc. "Rywalizacja" zaczyna sie juz na
      poziomie ogladanych przez dzieci filmów!!!! - mój lubi "Tomka i
      przyjaciół" oraz "Boba" a jego córeczka - jak miała 2 latka to tez
      mini mini, ale teraz to juz tylko filmy pełnometrazowe... Oczami
      wyobrazni widze tez, jak to mój M za jakis czas bedzie siedział
      wieczorami wkurzony, ze siedzi z czymis dzieckiem a nie swoim ( a
      jego przeciez o niebo lepsze).
      Szkoda troche, bo poza tym kreckiem na punkcie małej to naprawde
      fajny facet...sad
      Ale i dziekuje za wypowiedzi - miałam straszne wyrzuty umienia, ze
      jestem beznadziejną zimną rybą, egoistycznie nastawioną do biednego,
      skrzywdzonego przez los dziecka...Ale moje tez jest skrzywdzone, nie
      ma ojca od zawsze i nie bede stawiała go juz na zyciowym starcie w
      roli tego "gorszego".
      Dziękuje Wam jeszcze raz, mam nadzieje, ze pozwolicie mi zostac na
      forum i czasami sie udzielac. Wszystko wskazuje na to, ze na razie
      macochą jednak nie bede, ale za to sama miałam macochę, wiec co
      nieco o tym wiem smile
      • marusia1 Re: Wchodzic dalej w ten związek? 07.08.08, 21:20
        Podpisuję się pod Konstancją i resztą dziewczyn. 1.700 zł alimentów. Fiu, fiu...
        Niektórzy tyle nie zarabiają na utrzymanie rodziny. Ale biorąc pod uwagę
        wysokość jego pensji - dziwne, ze go stać. Ale dla córki - czemu nie? Jesli
        wchodzić w związek, to z mężczyzną, dla którego będziesz ważna Ty i Twój syn.
        Finanse też się liczą, bo zazwyczaj na tym punkcie dochodzi do awantur. Jak ma
        się zmienić swoje życie - to tylko na lepsze - pod każdym względem.
        • kicia031 Re: Wchodzic dalej w ten związek? 08.08.08, 07:59
          Mnie tez 1700pln alimentow zszokowalo. Mam bardzo zamoznego Exa, ale taka suma
          nawet nei wpadla mi na mysl, a tu mowimy o facecie z bardzo przecietnymi zarobkami.
          oczywiscie, jak facet chce, to jego sprawa, ale ja bym stronila od takiego
          ukladu, nie tylko ze wzgledow finasowych - choc one sa bardzo wazne, ale z
          powodu chorych ukladow - nocowanie u Ex tesciow? ponizanie twojego synka, by
          wywyzszyc coreczke? No przepraszam.

          I jeszcze jedna sprawa - facet nawet kochajac bardzo dziecko i troskliwie sie
          nim opiekujac, moze dac kobiecie poczucie, ze jest ta jedyna, najwazniejsza i
          ukochana. Wiem to z doswiadczenie, i choc czasami tez mnie irytowalo, ze moj
          chlop spedzal strasznie duzo czasu z corka, to zawsze wiedzialam, ze jestem
          kobieta jego zycia. a czy ty to wiesz?
    • adela38 Re: Wchodzic dalej w ten związek? 07.08.08, 19:16
      Z tego co piszesz to wyglada, ze facet jest zakochany w swojej corce, a nie w
      tobie...Twoje miejsce to chyba pozycja poslugaczki i ewentualnego pogotowia
      seksualnego...

      Cos ci poradze- nie warto sie poswiecac... badz usmiechnieta zolza, miej dobry
      humor, dbaj przede wszystkim o siebie i swoja rodzine i zobaczysz ile bedzie
      chetnych facetow na bycie z toba ...
      Jesli chesz ponownie zalozyc rodzine i chcesz byc w niej szczesliwa to dbaj by
      twoje potrzeby byly wszystkie zaspokojone- wtedy naturalnie bedziesz chciala
      przychylic nieba swojej rodzinie...A facet musi przede wszystkim miec ciebie na
      pierwszym miejscu.
      • mimozajka Re: Wchodzic dalej w ten związek? 08.08.08, 09:03
        Witajcie!
        No fakt, mnie te 1700 tez zaszokował, szczególnie, ze jeszcze pół
        roku temu sama zarabiałam ok 1400 miesiecznie... Teraz zmieniłam
        prace i zarabiam prawie dwa razy tyle, ale poniewaz nie mam na synka
        alimentów, wiec i tak nasza stopa zyciowa nie wyglada rewelacyjnie.
        Exia mojego (jeszcze) M. zarabia ok 10 tys/mies io chciała na córkę
        2000, M. udało sie zejsc do 1700. Ale to przelewem na jej konto a
        przeciez i tak ciagle cos małej kupuje - a to ksiązeczka, a to cos
        tam. Nie to, ze mam cos przeciwko temu, w sumie nie moje ieniadze,
        ale jesli zostaniemy razem, to problem zaczyna nabierac wagi. Tylko
        ze co ja mu powiem? Ze ma dziecku misia nie kupic? A ja tez nie
        ukrywam, ze chciałabym juz powoli myslec o jakiejs stabilizacji,
        miec własne mieszkanie (chociaz to trudne, wiem), nareszcie zacząc
        jakos zyc.
        M. poza tym, ze duzo czasu spedza z córką, to nie moge powiedziec,
        mnie tez poswieca sporo czasu - ale na pierwszym planie jest zawsze
        Ala. Owszem, potrafi przyjechac do mnie wieczorem nawet na kwadrans,
        zeby chociaz pójsc na spacer z moją suczką, ale to zawsze wtedy,
        kiedy Ala juz zje kolacje a on wraca do siebie. W kwestii nocowania
        u tesciów mysle, ze gdybysmy juz zamieszkali razem, to raczej by sie
        to nie zdarzało, mimo wszystko to takze i dom jego ex. Ale cóz z
        tego? Pewnie przywoził by mała do nas. Hm. Do nas - to znaczy nie
        bardzo wiem, gdzie, bo na kredyt to z takimi dochodami raczej stac
        nas by nie było. Ni ebede juz dodawac, ze mój synek własciwie dla
        niego nie istnieje - owszem, zagada cos tam do niego, ale na
        zasadzie "zła koniecznego" (chociaz moge nie byc obiektywna w tej
        sprawie).
        Moze ja mam nieziemskei wymagania - sama panienka z dzieckiem,
        dochody srednia krajowa a żadania z nieba - ale jestem tez zmeczona
        i praca i opieka nad moim synem. I nie ukrywam, ze chciałabym, aby
        mój ewentualny M. chociaz troche mi pomógł. Moze ja naprawde jestem
        zbyt wymagajaca od zycia?
        Pozdrawiam!
        • nini6 Re: Wchodzic dalej w ten związek? 08.08.08, 09:51
          > Moze ja mam nieziemskei wymagania - sama panienka z dzieckiem,
          > dochody srednia krajowa a żadania z nieba - ale jestem tez zmeczona
          > i praca i opieka nad moim synem. I nie ukrywam, ze chciałabym, aby
          > mój ewentualny M. chociaz troche mi pomógł. Moze ja naprawde jestem
          > zbyt wymagajaca od zycia?

          Kobieto przestań wypisywac takie bzdury, bo jeszcze w nie uwierzysz!
          Chcesz byc po prostu szczęśliwa i mieć poczucie bezpieczeństwa w związku z
          kochanym i kochającym mężczyzną, dla którego bedziesz najważniejsza na świecie,
          a Twój syn bedzie przynajmniej bardzo ważny.
          To naprawdę nie są wygórowane wymagania, to podstawa normalnego zycia.
          Nie załamuj się, nie wpadaj w jakieś doły zwiąązane z zarobkami, jesteś samotną
          mamą a to potrafi mocno dac w kość - wiem coś o tym smile
          Zmieniłas prace na lepiej płatną, Mały rośnie, jesteś na dobrej drodze do
          wyjścia na prostą. Facet "na siłę" nie pasuje do tej układanki.
          Pozdrawiam!!
          • konstancja16 Re: Wchodzic dalej w ten związek? 08.08.08, 10:06
            nie masz nieziemskich wymagan. zaslugujesz (jak kazdy) na normalny,
            cieply zwiazek w ktorym bedziesz szczesliwa, bezpieczna i wesola.
            lepiej poczekac troche, ale nie pchac sie na sile w uklad, ktory od
            samego poczatku uwiera. w sprawach dosc zasadniczych uwiera.
            • kopina77 Re: Błagam nie!!!!!!!!!!!!!!!! 08.08.08, 10:22
              Kocham swojego męża i mam z nim cudowną córeczkę,ale to rozum a
              serce mi mówi,że to nie jest mężczyzna mojego życia(niestety) i
              brakowało mi takich wypowiedzi przed żeby zakończyć ten związek.Dla
              mojego męża też liczą się tylko dzieci, później praca i na końcu
              ja...
              Po czterech miesiącach możesz jeszcze uciec od tego toksycznego
              pana.Kiedyś przeczytałam mądre zdanie.Z facetem jest coś nie tak
              jeżeli przelewa swoje wszystkie uczucia, czułość na dzieci, a nie
              potrafi dać dojrzałego uczucia kobiecie.
              A teraz coś optymistycznego.Moja przyjaciółka przeżyła to samo co
              ty.Została sama w pierwszym miesiącu ciązy.Ojczulek ulotnił się i
              trwa to do dnia dzisiejszego-10 lat(alimenty płaci jego mamusia-to
              rada dla Ciebie)Rok temu wzięła ślub z cudownym człowiekiem, który
              pokochał jej synka zdrową, dojrzałą miłością, a teraz ten 10 letni
              chłopiec nosi jego nazwisko, mówi do niego tato i kocha go.
              I myślę jeszcze jedno, jeżeli mężczyzna nie jest w stanie pokochać
              Twojego dziecka, nie da Ci tak naprawdę szczęścia
        • dyderko Re: Wchodzic dalej w ten związek? 08.08.08, 10:25
          Nie jesteś zbyt wymagająca. Po to ludzie się wiążą by im było lepiej
          nie trudniej!
          Co do alimentów nie będę się wypowiadać, wyrok sądu jest wyrokiem
          sądu. Z tego co piszesz wynika że kwota ta nie jest wynikiem ugody,
          więc choć wysoka trudno doszukiwać się w tym jego winy. Mnie
          natomiast bardzo martwi właśnie stosunek do Twojego syna. Boję się
          że jak zamieszkacie razem to on przyprowadzi do domu córeczkę
          (przecież to będzie i jego dom) i na oczach Twojego syna będzie ją
          hołubił. Jak myślisz, jak będzie się Twój syn czuł? A jak Ty
          będziesz się czuła widząc jego odtrącenie? Bo teraz nie ma problemu,
          ten facet to obcy ktoś kto bywa u Was ale jak będzie z Wami pod
          jednym dachem, jak na co dzień będzie dla Twojego syna chłodny (a
          ten będzie lgnął do mężczyzny, bo będzie męskiego wzorca
          potrzebował) i potem Twoje dziecko będzie patrzeć jak ten
          odtrącający go facet bawi się ze swoją księżniczką?

          A tak szczerze mówiąc to jakbym w Twojej sytuacji miała wątpliwości
          to zrobiłabym doświadczenie i zaczęła bardzo wyraźnie faworyzować
          syna. Proponuję: jak przyjedzie to niech poczeka aż Ty z synkiem się
          skończysz bawić, powiedz że ma przyjeżdżać zawsze po tym jak syn
          Twój uśnie, albo że ma wychodzić jak Ty chcesz uśpić synka… a może
          jeszcze pochwal synka za coś i skomentuj że tego jego córka pewnie
          tego nie potrafi… i zobacz co się stanie. Jak facet się wścieknie i
          będzie miał za złe to sam Ci wątpliwości usunie z myśli, jak zacznie
          rozmawiać i w rozmowie przyjmie Twoje argumenty to może coś z tego
          będzie…
          • mimozajka Re: Wchodzic dalej w ten związek? 08.08.08, 11:38
            DZięku dziewczyny smile

            Po pierwsze - wyrok na alimenty mój (?) M ma na 700 zł, ale to
            jezscze zanim mała zaczęła chodzic do prywatnego przedszkola (1300-
            1500 miesiecznie) i kiedy potem jego ex chciała wystapic o
            podwyzszenie, na zasadzie nieformalnej ugody staneło na 1700. W
            praktyce i tak wycodzi wiecej, bo to albo lody albo cos tam.
            Jego Alicja jest całkiem fajna dziewczynką i na początku nawet ją
            polubiłam, niemalze w kazdej rozmowie pytałam, jak tam Ala dzisiaj
            itp. Nie to, zebym zapałała jakims szczególnym rodzajem sympati -
            ot, dziecko jak dziecko, ale chciałam aby nie była mi jakas
            taka "obca". M bardzo chetmnie o niej opowiadał, jednak
            zainteresoeanie, chociaz takie formalne w stosunku do mojego synka
            to jak 1:5. A przynajmniej ja tak to odczuwam. Poza tym, M bardzo
            interesuje sie moimi sprawami, dylematami etc., dzwoni po kilka razy
            dziennie, pisze sms, w pracy na GG.
            Jego ex to niezwykle "zalatana" kobieta, więc on stara sie
            przejmowac ogromna ilosc obowiązków nad małą. Chyba rzeczywiscie
            zacznę z tego związku wychodzic - wczoraj M powiedział, ze
            zastanawia sie nad wystapieniem o prawo do opieki nad dzieckiem
            chociaz pewnie i tak nie dostanie. A jesli za kilka lat mała sama
            zechce mieszkac z tatusiem? Nie, to ponad moje siły sad

            Ale dziekuje za wsparcie, coraz bardzie zaczyna do mnie docierac, ze
            nie jestem wyjatkowa podłą zmiją tylko po prostu chciałabym dostac
            od zycia to, czego do tej pory nie miałam nawet namiastki sad

            ps. alimenty na mojego syna nie wchodza w grę, on sam siedzi gdzie
            (podobno) na Wyspach, ojciec niedawno zmarł, a jego mama od lat
            cierpi na raka i jest na rencie sad
            • mrs_ka Re: Wchodzic dalej w ten związek? 12.08.08, 01:39
              Dziewczyny napisały chyba wszystko, ja od siebie dorzucę to, co mi
              się rzuciło dodatkowo w oczy:

              1. nieobecnośc nexta (czyli obecnego partnera eksi). Jakoś w ogóle
              nie widzę go w tym układzie- i co, Twój M. przyjeżdża do ich
              chałupy, zostaje na noc, ma w zasadzie niemilitowany i pełny kontakt
              z córką, a tamtego to nie rusza? Nie czuje potrzeby prywatności,
              pielęgnacji swojego związku?
              I tu rozszerzenie: nie piszesz, ile lat/miesięcy Twój M. i Jego eks
              zona są po rozwodzie. Moim zdaniem to dość istotne.
              Wsród wielu scenariuszy porozwodowych zdarza się również taki, w
              którym rodzice udają, że nic się dla dziecka nie zmieniło. To
              nieprawda, bo zmienia się wszystko i wysiłki rodziców powinny pójść
              raczej w kierunku oswojenia i przybliżenia dziecku nowej sytuacji, a
              nie w kierunku przesadnego zachowywania dotychczasowej rutyny w
              grafiku dziecka kosztem zycia osobistego obu stron. Poczucie
              bezpieczeństwa u dziecka z rozbitej rodziny wcale nie wiąże się z
              maksimum czasu ojca i matki, a raczej z mądrą dystrybucją tego
              czasu.
              Tu widzę przegięcie zdecydowane, bo takie zaangażowanie ojca w
              opiekę nad córką sytuuje się dla mnie bliżej "zagubienia siebie,
              swoich potrzeb i koszmarnego poczucia winy u ojca, oraz równie
              koszmarnej potrzeby rekompensaty" niż trzeźwego spojrzenia na
              sytuację, jakiejś pracy z dzieckiem, stawiania mu wymagan i
              ustawiania tego układu.
              Nie mozna udawać, że rodzice- choć rozwiedzeni- nadal de facto
              mieszkają razem, a ten pan pałętający się po mieszkaniu to
              niezdefiniowany dupcyngiel matki, zaś ta pani to taka_sobie_basia
              mieszkająca z ojcem.

              2. jest pokaźna grupa ojców, którzy po rozwodzie wszelkie uczucia
              przelewają na dzieci swoich partnerek lub wspólne potomstwo
              biologiczne. Ich własne dzieci zaś stają sie czyms w rodzaju
              nieprzyjemnego balastu. Istnieje też grupa ojców, która posiada w
              sercu miejsce tylko dla własnych dzieci, zaś dzieci partnerki są
              odmianą mebla pokojowego: istnieją, nie zawadzają, ale tez nie ma
              się czym ekscytować. Obie postawy są niedojrzałe, wynikają z
              deficytów różnorakich, i tak dalej, i tak dalej, ale konkluzje sa w
              każdym razie trzy:
              a) Twój M. zalicza sie na pierwszy rzut oka do tej drugiej grupy
              b) jest to mało komfortowe dla Twojego syna
              c) żyć się na dłuższą metę w takim układzie nie da, jeśli oboje nie
              jesteście absolutnie przekonani, ze emocjonalna nierównośc obecna w
              Waszym domu nie będzie Wam przeszkadzać. Emocjonalna nierównośc
              polegałaby w tym przypadku na tym, że kończymy ze złudzeniami
              serdecznej rodziny patchworkowej: Ty Jestes samotną matką, On jest
              samotnym ojcem, łączy Was wspólna chałupa, łóżko i stół, ale
              wzajemne dzieci nie obchodzą.
              Tak więc on ma prawo ignorować Twojego syna, a ty- Jego córkę.
              Brzmi to może i logicznie, ale nie każdy człowiek się w takiej
              relacji sprawdzi, bo tak naprawdę ona jest dość drenująca
              emocjonalnie.
              W sumie każda średnio empatyczna i w miarę dojrzała jednostka
              dojdzie kiedyś do punktu typu "fajnie byłoby zrobić przyjemność
              pasierbowi"- a to z różnych powodów, nie wiem- najdzie Cię ta ochota
              w sklepie, będziesz chciała uprażyć ulubiony pop corn pasierba,
              kupić mu wymarzoną zabawkę czy powiedzieć coś miłego.
              To jest naturalne, ale rodzi też zawsze podświadomą potrzebę
              zwrotki: dlaczego nie oczekiwac tego samego w stosunku do WŁASNEGO
              dziecka?
              Przy układzie "oddzielne dzieci, wspólne życie" któras ze stron
              prędzej czy później dostanie po dupie i poczuje się wystawiona do
              wiatru, bo jak to- ona z sercem na dłoni, takie dobre chęci miała,
              chciała zrobić coś innego, a z drugiej strony jest emocjonalna
              chłodnia?

              nie wiem, czy konczyć ten zwiazek. Znacie się dośc krótko, sama więc
              oceń, czy pacjent rokuje i jest podatny na pracę związkową. Jeśli
              jest świeżym rozwodnikiem to ja bym widziała szansę, bo ludziom na
              ogół po pewnym czasie porozwodowe przegięcie mija. Szczególnie,
              jesli mają u boku partnera, który patrzy na sprawę chłodno i zależy
              mu na sensownym ustawieniu takiej sytuacji.
              Jeżeli jednak ten układ trwa już- powiedzmy- dwa, trzy lata to może
              być naprawdę trudno. Zwłaszcza, że eks żonie jest to zapewne na
              rękę, bo pozwala na rozwijanie kariery zawodowej i usuwa wyrzuty
              sumienia z powodu niedopilnowanej córki.
              Ja bym w każdym razie spróbowała spokojnej rozmowy i upewniła się,
              czy facet w ogóle widzi problem, a raczej: czy byłby gotowy dostrzec
              problem.
              Jesteś niegłupią babą, więc podczas takiej rozmowy z pewnością
              wyczujesz sytuację i jego nastawienie psychicznie- nawet jeśli nie
              padną deklaracje wprost to wyczytasz je sobie spomiędzy zdań.
              I wtedy podejmuj kolejne ruchy.
              a.
              • mimozajka Re: Wchodzic dalej w ten związek? 12.08.08, 08:33
                Dziękuję mrs_ka za taki długi wywód - nie wiem, co dalej bedzie, nie
                zakonczyłam tego związku jeszcze tak definitywnie, chociaz zaczęłam
                sie powoli emocjonalnie "wycofywac". M chyba to zaczyął zauwazac, bo
                chociaz dalej jezdzi do córeczki tak jak jezdził, to jakos coraz
                mniej o niej opowiada (wczesniej niemalze non-stop). Ale o mojego
                syna tez nie pyta. Nie wiem, czy to dobry kierunek....

                Ale do rzeczy: rozwód orzeczono w lipcu zeszłego roku, a więc minął
                włąsnie równy rok. M w pazdzierniku skonczy 35 lat, jego ex ma 27,
                jej next - 26. Oni nie mieszkają razem - planują slub, a zaraz potem
                kredyt. Mój M, jesli sypia u córki, to sypia i u byłych tesciów - ex
                po rozwodzie wróciła do rodziców (duzy dom), a ze często wyjezdza w
                delegację... O ile wiem, to zainteresowanie przyszłego ojczyma córki
                mojego M jest w zasadzie żadne, całą opiekę nad Alą sprawują jej
                rodzice i dziadkowie. To tez jest problem, bo M martwi sie, jak im
                to zycie sie ułozy, skoro tamten wobec jego córki pozostaje
                obojetny. Szkoda tylko, ze nie zastanawia sie, jak w tym wszystkim
                odnajdzie sie mój syn, co do którego M pozostaje również
                ambiwalentny...

                A ja, po przeczytaniu Waszych róznych postów, zaczynam sie obawiac,
                ze kiedy exia ułozy sobie juz zycie z tym drugim, beda mieli dzieci,
                to czy Ala nie pójdzie nieco na boczny tor i wtedy mój M zapragnie,
                aby mieszkała z nim. Znaczy, jesli będziemy razem, z nami.
                A ja jestem coraz mniej pewna, czym dałabym radęsad

                SZkoda mi trochę, bo M jest pierwszym facetem od dłuzszego czsu, z
                którym jest mi tak dobrze. A co będzie dalej - czas pokaze...
                • jayin Re: Wchodzic dalej w ten związek? 12.08.08, 11:45
                  > SZkoda mi trochę, bo M jest pierwszym facetem od dłuzszego czsu, z
                  > którym jest mi tak dobrze. A co będzie dalej - czas pokaze...

                  Skoro się taki M trafił, to znaczy, że jest jeszcze conajmniej paru takich fajnych smile Nie uzależniałabym się od myśli, że jeśli nie ten, to pewnie żaden inny taki fajny się nie trafi.
                  Trafi się.

                  Co innego, kiedy w związek z dzieciatym facetem wchodzi się "na luzie" i szczęśliwie - tzn. nic nie uwiera, kobieta ma pozytywne nastawienie do wspólnego życia, ba! pełna dobrych chęci jest, podobnie jak ów facet - wtedy można ryzykować. Bo ewentualne problemy jeśli się pojawią - to później, a nie na starcie związku. I inaczej działają na związek.

                  A zupełnie inną sprawą jest wchodzenie w związek, ze świadomością już od początku "nieidealności" tego układu dla ciebie i realną oceną tego, że marne szanse są na zmianę.

                  To tak jak z butami w sklepie.
                  Chcesz kupić nowe - cisną? coś tam odpada? Nie kupuj. Wygodne i zgrabne? Kupujesz. Jak te wygodne się po jakimś czasie rozkleją gdzieś z boku, to się niesie do naprawy. A takie od początku rozwalone i niewygodne dla ciebie - raczej nigdy nie będą pasowały. I pomimo sentymentów i chęci ich noszenia - prędzej czy później wylądują na śmietniku.

                  A oczekiwań wcale nie masz zbyt wygórowanych.
                  Normalne raczej.
                  Może to ktoś inny oczekuje od ciebie za dużo po prostu? Albo podświadomie tak to odbierasz i sama zaczynasz tak myśleć "pod presją".
            • kicia031 Re: Wchodzic dalej w ten związek? 12.08.08, 10:25

Pełna wersja