333a13
20.08.08, 09:24
Właśnie wróciłam z pierwszych "rodzinnych" wakacji z Młodym (11 lat)
i oddaję hołd wszystkim macoszkom. Kobiety jesteście wielkie... a
jeszcze większe są te z Was, które są całodobowe...
"Mój" Młody niby jest milutki itd... ale nie ukrywam, że jego
obecność... a zwłaszcza marudzenie przez połowę wyjazdu doprowadziły
mnie do skraju wytrzymałości i do rozważań na temat sensu bycia z
męszczyzną po przejściach....
Na szczęście bądź nie,emocje opadły, złe i niedobre myśli gdzieś się
ulotniły wraz z wyjazdem Młodego do matki...
Pozostają jednak pytania....
1. Czy Wasze dzieci (rodzone bądź nie)na wakacjach też marudzą...,
że chcą wrócić do pokoju, że za dużo schodów było w zwiedzanym
zamku, że oglądane dinozaury nie były wymiarowe itd....
2. Jak radzicie sobie z ich minami w podkówkę??? ignorujecie, bo
przecież ile można dzieciaka przekonywać, że jest fajnie...

3. Co robicie z grymaśnikiem? Gdy dzieciak nie je tego co aktualnie
je cała reszta rodziny??? (Młody zjada śladowe ilości owoców,
żadnych warzyw... najchętniej frytki, słodycze itd....)
Wiem, że część z Was stwierdzi, że najlepiej jest się od dziecka
odizolować i z nim nigdzie nie wyjeżdżać... Ale tego wariantu nie
biorę pod uwagę... Mały jest dobrym dzieckiem... choć w kilku
kwestiach cholernie uciążliwym...
Nie mam swoich dzieci więc trudno mi powiedzieć, czy
takie "problemy" są normalne u dzieci czy nie... Myślę, że ze swoimi
dziećmi byłoby prościej, bo ma się wpływ na ich wychowanie od
początku i żadnych skrupułów przed powiedzeniem co się naprawdę
myśli na dany temat

Pozdrawiam Was ciepło