święte macoszki!!!

20.08.08, 09:24
Właśnie wróciłam z pierwszych "rodzinnych" wakacji z Młodym (11 lat)
i oddaję hołd wszystkim macoszkom. Kobiety jesteście wielkie... a
jeszcze większe są te z Was, które są całodobowe...
"Mój" Młody niby jest milutki itd... ale nie ukrywam, że jego
obecność... a zwłaszcza marudzenie przez połowę wyjazdu doprowadziły
mnie do skraju wytrzymałości i do rozważań na temat sensu bycia z
męszczyzną po przejściach....
Na szczęście bądź nie,emocje opadły, złe i niedobre myśli gdzieś się
ulotniły wraz z wyjazdem Młodego do matki...
Pozostają jednak pytania....
1. Czy Wasze dzieci (rodzone bądź nie)na wakacjach też marudzą...,
że chcą wrócić do pokoju, że za dużo schodów było w zwiedzanym
zamku, że oglądane dinozaury nie były wymiarowe itd....
2. Jak radzicie sobie z ich minami w podkówkę??? ignorujecie, bo
przecież ile można dzieciaka przekonywać, że jest fajnie... sad
3. Co robicie z grymaśnikiem? Gdy dzieciak nie je tego co aktualnie
je cała reszta rodziny??? (Młody zjada śladowe ilości owoców,
żadnych warzyw... najchętniej frytki, słodycze itd....)

Wiem, że część z Was stwierdzi, że najlepiej jest się od dziecka
odizolować i z nim nigdzie nie wyjeżdżać... Ale tego wariantu nie
biorę pod uwagę... Mały jest dobrym dzieckiem... choć w kilku
kwestiach cholernie uciążliwym...
Nie mam swoich dzieci więc trudno mi powiedzieć, czy
takie "problemy" są normalne u dzieci czy nie... Myślę, że ze swoimi
dziećmi byłoby prościej, bo ma się wpływ na ich wychowanie od
początku i żadnych skrupułów przed powiedzeniem co się naprawdę
myśli na dany temat smile
Pozdrawiam Was ciepło
    • chalsia Re: święte macoszki!!! 20.08.08, 09:54
      > Nie mam swoich dzieci więc trudno mi powiedzieć, czy
      > takie "problemy" są normalne u dzieci czy nie...

      jak najbardziej normalne. Twoje własne dzieci tez mogłyby się tak
      zachowywać.
      Ciesz się, ża marudził tylko przez połowę wyjazdu smile)
    • jayin Re: święte macoszki!!! 20.08.08, 10:22
      > 1. Czy Wasze dzieci (rodzone bądź nie)na wakacjach też marudzą...,
      > że chcą wrócić do pokoju, że za dużo schodów było w zwiedzanym
      > zamku, że oglądane dinozaury nie były wymiarowe itd....

      3 x TAK...wink W pewnym wieku. Głównie wtedy, kiedy im się nie chce tego zwiedzać, co jest zaplanowane, albo mają inne "potrzeby" (np. wolą ślęczęć przed TV, bo akurat "leci ich serial!", albo plackiem na plaży, albo natychmiast muszą zjeść lody, albo frytki...) Potem już są na tyle "samodzielne", że można z nimi ustalać co zwiedzamy, albo co robimy. Trzeba wtedy ustalać plan zajęć biorąc pod uwagę "zapotrzebowania" kilku osób, nie tylko dorosłych. A marudzenia nawet wtedy się czasem nie uniknie... Dzieci zmienne bywają smile Nawet z wesołego miasteczka potrafią uciec z marudzeniem.

      > 2. Jak radzicie sobie z ich minami w podkówkę??? ignorujecie, bo
      > przecież ile można dzieciaka przekonywać, że jest fajnie... sad

      NIe przekonywać. Spytać się, co chce robić. I spróbować dostosować do tego plan zwiedzania/odpoczywania. Problem w tym, że czasem co chwilę się dziecku zmienia ochota - albo szybko się nudzi - i trzeba na bieżąco improwizować.

      > 3. Co robicie z grymaśnikiem? Gdy dzieciak nie je tego co aktualnie je cała reszta rodziny??? (Młody zjada śladowe ilości owoców, żadnych warzyw... najchętniej frytki, słodycze itd....)

      Jak zgłodnieje, to sam zje cokolwiek, albo sobie kanapki
      zrobi...smile Nie lubię "terrorystów gastronomicznych" w żadnym wieku.

      Jeśli coś gotujemy - to dla wszystkich, starając się gotować to, co wszyscy w miarę lubią. Jak komuś nie pasuje menu - to lodówka otwarta, można samemu sobie zrobić coś do jedzenia.

      Ale jeśli się coś kupuje w restauracji np. - to można spytać CO ZJE.
      A jak już coś wybierze - to albo zje, albo czeka do następnego posiłku. Zamordyzm moze. Ale działa. Nie zmuszamy do jedzenia, ale też nie podtykamy pod nosek co chwilę coś innego, byleby tylko dziecko zjadło coś.


      > Nie mam swoich dzieci więc trudno mi powiedzieć, czy
      > takie "problemy" są normalne u dzieci czy nie... Myślę, że ze swoimi dziećmi byłoby prościej, bo ma się wpływ na ich wychowanie od
      > początku i żadnych skrupułów przed powiedzeniem co się naprawdę
      > myśli na dany temat smile

      Może i prościej...
      Ale przy "nie swoich" też można powiedzieć, co się myśli. Nawet trzeba.
      Tylko w odpowiedniej formie (bez pretensji) i odpowiedniej osobie (nie dziecku - z wyjątkami, tylko ojcu, matce np.)
      • mimozajka Re: święte macoszki!!! 20.08.08, 10:52
        tak, zdecydownaie tak, własne dzieci tez marudzą i grymasż i tez
        potrafia wkurzyć.
        Ale ja jakoś o wiele "łagoidniej" znoszę fochy mojego synka niż
        rozpieszczonej córuni M.
        • haritka 11 latki tak maja ale łatwiej znieśc własne niz... 21.08.08, 13:48
          fochy pasierba. W tym roku pierwszy raz byłam bez pasierba na
          wakacjach i było cudownie. Pierwszy raz wypoczelismy bo mama zabrała
          dziecko na wakacje w tym samym czasie co nasz urlop.
      • zonka77 Re: święte macoszki!!! 20.08.08, 10:56
        1. Czy Wasze dzieci (rodzone bądź nie)na wakacjach też marudzą...,
        że chcą wrócić do pokoju, że za dużo schodów było w zwiedzanym
        zamku, że oglądane dinozaury nie były wymiarowe itd....

        Marudzą smile A właściwie marudzi bo własne póki co jedno jest. Bylismy tydzień na
        wakacjach i jeden dzień mała była niewyspana i wszystko było na "nie"

        2. Jak radzicie sobie z ich minami w podkówkę??? ignorujecie, bo
        przecież ile można dzieciaka przekonywać, że jest fajnie... sad

        Nie przekonujemy!! Ja róznie reaguję - zależy od sytuacji. Jeśli wiem że coś
        faktycznie może być dla niej nudne to staram się to urozmaicić albo po prostu
        mówię że trudno, nie wszystko może się podobać i że wytrzyma smile Albo mówię że
        mnie się też nudzi i trudno - zaraz się skończy. Albo ignoruję (jeśli uważam że
        marudzi bez powodu)

        3. Co robicie z grymaśnikiem? Gdy dzieciak nie je tego co aktualnie
        je cała reszta rodziny??? (Młody zjada śladowe ilości owoców,
        żadnych warzyw... najchętniej frytki, słodycze itd....)

        Hehe - jedzenie to u nas stały problem. Mała zjada to co uważamy że powinna.
        Szanuję to że nie musi lubić wszystkiego. Wiem np że nie znosi pomidorów więc
        zamiast pomidora musi wtrącić ogórka. Nie lubi truskawek to zjada maliny. Jeśli
        gotujemy bierzemy pod uwagę czego bardzo bardzo nie lubi ale zjada to co dostaje
        (nie lubi większości rzeczy na dzień dzisiejszy - tylko jednych mniej a innych
        bardzo bardzo)
        Wie że zjeść musi i owoce i warzywa, co najwyżej możemy popertraktować w
        granicach rozsądku jakie .


        Pamiętam dosyć dokładnie młodą w wieku małej. Była straszną marudą i niejadkiem.
        Wybierała z talerza godzinami wszytsko co jej nie pasowało. Bardzo mnie to
        wkurzało, m na początku tego nie widział, potem zobaczył i trzeba przyznać że
        tępił mocno.
        wtedy sobie postanowiłam że swojemu dziecku tak nie pozwolę i szczerze mówiąc -
        nie pozwalam. Robię tak żeby nie zmuszać jej do czegoś czego ekstremalnie nie
        lubi jeść czy robić ale też nie układam wszystkiego pod nią - musi się
        dostosować i żyć normalnie z innymi.
        • zonka77 co do słodyzczy 20.08.08, 11:03
          to nasza mała może je jeść tylko w weekendy i to w nieduzych ilościach oraz
          wyjątkowo w inne dni kiedy jesteśmy na wakacjach.

          Młoda (córka m) od zawsze zjada słodycze w ilościach wprost niesamowitych, moim
          zdaniem jest uzależniona od czekolady i ogólnie od słodyczy, mogłaby żywić się
          tylko słodyczami i mam wrażenie że często tak właśnie jest. Nie mam na to
          żadnego wpływu, mąż ma mizerny (to już spora panna) więc co najwyżej mogę sobie
          pokręcić głową i życzyć jej żeby nie odbiło się to na zdrowiu.
          • mara68 Re: co do słodyzczy 20.08.08, 12:43
            Mała lat 9 - słodycze bardzo chętnie, ale pozwala sobie dawkować bez
            histerii, warzywa tylko gotowane, ryb - nie, za to mięsa duuużo.
            Ogólnie co godzina głodna jestem, a co 15 minut - pić mi się chce, a
            co pół godziny - mam czkawkę (od szybkiego jedzenia i picia). Co do
            chodzenia - daleko jeszcze, nóżki mnie bolą!, na rower nie chcę, w
            góry nie!. Komputer bardzo tak i filmy 3 x tak smile. Wszelakie
            zabawki, nawet najgłupsze są super! Każdy kiosk trzeba obejrzeć
            dookoła i pojęczeć i kazać wyrażać opinię na temat każdej zabawkismile
            Myć się nie, sprzątać nie, bawić się super! Podsumowując absorbcja
            dorosłych 100% - właśnie odpoczywam po odpoczynku z Małąsmile
    • nangaparbat3 co do marudzenia 20.08.08, 13:04
      to nie tyle dzieci, ile ludzie w ogole marudzą - tyle ze dorosli mają
      nieskończenie wieksze mozliwości zaspokajania swoich prawdziwych potrzeb i w
      zakresie, w jakim im to odpowiada - chocby dlatego, ze to oni robią zakupy i
      gotuja obiad.
      • konstancja16 Re: co do marudzenia 20.08.08, 15:40
        a ja sie nie zgadzam. znam doroslych marudnych, ale znam i takich
        co swoje marudzenie chowaja do kieszeni i nie zawracaja glowy
        innym.

        i z dziecmi jest tak samo. niektore pytaja piecdziesiat razy 'a
        daleko jeszcze' a inne sie przygladaja swiatu, traktorom, kotom,
        dzwigom. i zapytaja dwa razy tylko. kwestia charakteru i
        wychowania, kazdy troche inny...

        hm, nie wiem jeszcze tylko czy, i do jakiego stopnia, mozna
        podstepem i wysilkiem wychowawczym wplynac na mlodego czlowieka. i
        zrobic z marudy 'z natury' cos znosniejszego. prowadze dalsze
        badania w tym zakresie wink
        • kopina77 Re: co do marudzenia 20.08.08, 21:30
          Wypowiem się jako ta chwalona macocha całodobowa(hi,hi).
          Synek to kobieta w w wiecznej ciąży...Nogi bolą, nudzę się, zimno,
          gorąco itp.Tłumaczę(monolog na jakieś piętnaście minut, mały udaje
          że słucha),że powinien się cieszyć że w ogóle ma wakacje poza domem,
          bo inne dzieci....I co z tego jak najlepsza frajda to gierki na
          kompie i bajeczki w telewizji.
          Młoda, nastolatka(chodzący ideał).Nawet jak się nudzi to nie dowiesz
          się o tym.Wychowanie takie samo, więc chyba zależy to od charakteru.
          Moja rada.To jest mój urlop, a jak wam się niepodoba to cóż...życie
          jest brutalne, a ja nie jestem od tego aby stać na rękach i klaskać
          uszami, aby zadowolić każdego(oczywiście jak po wymyślaniu atrakcji
          słyszę nudzę się).
          • kopina77 Re: co do marudzenia 20.08.08, 21:42
            A jeżeli chodzi o marudzenie przy jedzeniu to uczę milusińskich,że
            można coś lubić bardziej albo mniej, więc u mnie nie ma czegoś
            takiego: Tego jeść nie będę...
            Jedne danie jedzą jak jamochłony, przy innych przeżuwają dwadzieścia
            minut jak krówki,ale zawsze zjedzą co im się poda.Poznają nowe
            smaki, ale oczywiście często dostają co naprawdę lubią.
            Wiem,że to może oklepane, ale przy tylu głodujących dzieciach, to
            wstyd marudzić przy jedzeniu.
            • geos Re: co do marudzenia 21.08.08, 09:24
              U nas jest to samo.
              Ja dodatkowo nie znoszę wyrzucania chleba. Zwłaszcza, że mamy naprawdę dobra
              piekarnie obok i praktycznie codziennie jest świeży ale zaczynamy jak zjemy stary.
              Ogólnie robię to co jada większość ale też jest tak, że czasem chce coś nowego i
              daję spróbować. Nie daje czegoś niejadalnego więc reakcja Bleeee powoduje, że
              mąż każe zjeść choćby nie wiem co.
              • nangaparbat3 absolutnie nie zgadzam się 21.08.08, 11:40
                na zmuszanie do zjedzenia - kogokolwiek i czegokolwiek (chyba że chodzi o
                lekarstwo ratujace zycie).
                Nie chce, niech nie je, ma do tego prawo, nawet dziecko.
                Ale: nie proponowalam nigdy: a moze to? albo tamto? Nie to nie - aż do
                następnego posilku.
                Chyba ze sobie samo cos zorganizuje.

                Jestem głęboko przekonana, ze problemy z odmawianiem, nieraz dramatyczne czy
                nawet zgubne (badania wykazuja, ze wiele nastolatkow probuje narkotykow tylko
                dlatego, ze nie potrafi odmowic) mają swoje korzenie własnie w treningu
                przymuszania do zjedzenia, powszechnym.
        • 13monique_n Re: co do marudzenia 26.08.08, 09:30
          Moje własne dzieci marudzą. Z róznych powodów i w różnym nasileniu.
          Jeśli wiem, że zostali przeze mnie dobrze przygotowani do danego
          zwiedzania (powiedzmy), to nie zwracam uwagi, albo cytuję Osła
          ze "Shreka 2" big_grinDD ("daleko jeszcze????"). Ewentualnie jesli mają
          powód do marudzenia, to umawiamy się na "coś za coś" (jeśli mi
          zalezy na tym, co robimy, a im mniej - też można się dogadać).
          Wizja, że można własne dzieci "zmusić" na przykład do jedzenia to
          nadzwyczaj śmiała, ale bardzo daleka od prawdy.
          Zmuszanie do czegokolwiek (z pewnymi wyjątkami) nie prowadzi do
          trwałej zmiany zachowania. działa krótko i zwykle owocuje
          odrzuceniem "przedmiotu" zmuszania.
          • marusia1 Re: co do marudzenia 26.08.08, 21:05
            13monique_n napisała:
            > Zmuszanie do czegokolwiek (z pewnymi wyjątkami) nie prowadzi do
            > trwałej zmiany zachowania. działa krótko i zwykle owocuje
            > odrzuceniem "przedmiotu" zmuszania.

            Ja nie mogłam patrzeć na mojego Młodego, który nagle zaczął zapuszczać włosy.
            Jak słyszałam, teraz jest taka moda u dzieci, no i szukają swojego wizerunku. Do
            szału doprowadzały mnie włosy (a ma ciemne) porozrzucane po całym mieszkaniu,
            naczyniach, posiłkach, itd. Wywalczyłam jedno - musiał włosy wiązać, spinać -
            ile pojawi się blisko jedzenia, mojego łóżka. I nagle Młody stwierdził, że chce
            obciąć włosy. Właśnie skończyliśmy rodzinne strzyżenia. Hurra!!! Wróciło dziecko
            (zarosnięty wyglądał baaaardzo poważnie)! -) Teraz pewnie będziemy zapuszczać od
            nowa. Zobaczymy jakie pomysły przyniesie nowa szkoła. smile))
    • ajmj Re: święte macoszki!!! 20.08.08, 22:36
      Zachowania standardowesmile
      Mój rodzony syn u ojca - ja odpoczywamsmile
      • 333a13 :) 21.08.08, 08:50
        pocieszyłyście mnie, że wszystko oki smile

        Co do jedzenia... to sama nie wiem jak mam postępować... Młody je:
        frytki, kotlet, makaron z sosem itd oraz wszystkie fast foods. Do
        tego ŻADNYCH warzyw. Z owoców: banan, mandarynka, kiwi po namowach.
        Do tego serki i jogurty... (broń boże nic domowego - wszystko ze
        sklepu).
        Oczywiście takie żywienie po nim "widać" ( ) a i po wakacjach w
        portfelu mocno to odczuliśmy...
        Szkoda mi dzieciaka, bo straszną krzywdę mu się robi przez takie
        nawyki żywieniowe... Jego ojciec rozkłada ręce, "bo jak Młody
        mieszkał u niego" wszystko było oki itd... Ponadto nie chce Młodego
        głodzić przez wakacje i kilka weekendów przez które u niego jest. A
        babcia Młodego zajmująca się kuchnią jest w stanie zrobić 2 wersje
        obiadu by dziecko "cokolwiek" zjadło...
        To jakiś obłęd, w którym nie chcę brać udziału. Jeszcze nie wiem co
        z tym zrobić... Na razie urabiam NM by dla dobra dziecka trochę
        zmienił podejście.... pozdrawiam
        • geos Re: :) 21.08.08, 09:28
          Jak sie dzieciak pogłodzi przez wakacje to mu sie nic nie stanie.
          Zwłaszcza jak ma nadmiar to tu to tam.
          A ja robiłam tak. Jadali makarony z sosem na początku no dobra to do sosu
          bolońskiego dodawałam jawnie peiczarki - bo lubia i drobiutko jakieś warzywko
          marcheweczka, cukinia papryczka. Na pytanie co to mówiłam, że nie wiem musiało
          byc w sosie gotowym.
          Taaa.
          Potem jak wydedukowałam co z warzyw jedza to mówiła, że marchewka itp, natomiast
          bakłażan ZAWSZE był rozgotowana pietruszką i wtedy jedli :o))
          teraz juz nie musze tych sztuczek stosować. Choć na początku bardzo mi pomogły.
          No i powoli z oporami z rodziny kluskowej zrobili sie warzywną :o)))
    • nsc23 Re: święte macoszki!!! 21.08.08, 09:47
      Nie jestem calodobowa, ale u nas jest tak:
      Jak mala marudzi, ze juz nie moze isc, czy ze ja nogi bola, to albo sie ja
      pakuje w wozek, bierze na barana (jezeli jest taka realna mozliwosc, ze
      rzeczywiscie sie zmeczyla), albo zapowiadamy, ze w takim razie wracamy do domu
      - tu nastepuje cudowne ozdrowienie smile
      Palaszuje wszystko, jak jest u nas to zawsze gotuje W, wiec kuchnia jest
      afrykanska, a mala nie marudzi tylko wsuwa rzeczy, na ktore ja czasem nie
      spojrze wink (bo ja nie jem ryb, a ona i owszem smile)
    • lilith76 Re: święte macoszki!!! 21.08.08, 12:42
      3 x tak - wypisz, wymaluj syn (8 lat) mojego faceta. Dzień idealny to od rana do wieczora spędzony przed komputerem, pogryzając bułkę z jogurtem.
      Czasami też mam ochotę do udusić. Miałam nadzieję, że to z wiekiem przejdzie, ale widzę, że nie szybko czeka mnie koniec wink
      Za to pasierbica (10 lat) to przeciwieństwo i ona ratuje moje nerwy smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja