Malzenstwo czy konkubinat?

07.10.03, 09:44
Chcialabym zaczac nowy watek, bo podoba mi sie roztrzasanie problemow na tym
forum.

Od 4 lat mieszkam z mezczyzna - rozwodnikiem. Moj Mezczyzna ma 2 dzieci z
poprzedniego malzenstwa (15 i 17 lat).
Sama tez jestem rozwodka i mam synka (5 lat) z poprzedniego malzenstwa.
Teraz jestem w ciazy i w marcu ma sie nam urodzic NASZE dziecko.
Moj synek dostaje alimenty i moj Mezczyzna placi alimenty.
Mieszkanie i samochod sa moje. Nic wiecej nie posiadamy.

No i teraz moje pytanie:
Uwzgledniajac TYLKO I WYLACZNIE KWESTIE FINANSOWE (pomijam cala sfere uczuc)
lepiej pozostac w konkubinacie i po narodzinach dziecka wystapic do sadu o
alimenty na nie czy tez wstepowac w zwiazek malzenski, czego bardzo chcialby
moj Mezczyzna.
Interesuje mnie to tylko i wylacznie od strony finansowej - napisze nawet
dokladniej - chodzi mi o to, w ktorej z tych dwoch sytuacji ex mojego
Mezczyzny ma mniejsze szanse na zwiekszenie alimentow na dzieci w sadzie?
Bo mysle sobie tak:
- jesli zostaniemy w konkubinacie i ja wystapie o alimenty na nasze dziecko
a moj Mezczyzna zgodzi sie nawet na bardzo wysokie to ex juz nie bedzie
mogla zadac podwyzki alimentow na dzieci. Z drugiej strony czy sadu nie
zdziwi fakt, ze nasze adresy zameldowania sa takie same a ja chce alimnetow?
Poza tym, skoro mieszkanie jest na mnie to moj Mezczyzna nie bedzie mogl
przed sadem odjac sobie od dochodow wydatkow na mieszkanie,
- jesli sie pobierzemy a ex wystapi do sadu o zwiekszenie alimentow to moj
Mezczyzna sie chyba przed tym nie wybroni, bo ja pracuje i mam niezle
dochody a te moje dochody tez sie beda skladaly na wspolnie prowadzone gosp.
domowe - nie moglby sie zatem bronic w ten sposob, ze ma na utrzymaniu swoja
rodzine bo ja tez pracuje i zarabiam.
Moze pytanie to wyda Wam sie cyniczne i egoistyczne ale odarlam to z
wszelkiej sfery uczuciowej a zajelam sie tylko problemem finansowym.
Co radzicie? Jak "bezpieczniej" jest zyc?
    • mag_p Re: Malzenstwo czy konkubinat? 07.10.03, 09:51
      Wiesz nie doradze Ci - bo sie nie znam .
      Ale w jednym pukncie sie chyba niezgodze. To nie jest tak, ze na jedno dziecko
      facet moze sie zgodzic na bardzow ywsokie alilmenty , areszta baedzia miala
      mniejsze., Zalezy od wieku , potrzeb itd.. ale kwotowo bede musialy byc
      zblizone.
      Tak mi sie wydaje.
      Mysle , ze Ona udowowdni , ze zycjecie w konkubinacie i jesli padnie takie
      pytanie na sali to Twoj partner odpowie prawde.
      Pozdrawiam
      Mag
    • ka.ga Re: Malzenstwo czy konkubinat? 07.10.03, 11:29
      burza4 napisała:

      > krycha15 napisała:
      >
      > jesli sie pobierzemy a ex wystapi do sadu o zwiekszenie alimentow to moj
      > > Mezczyzna sie chyba przed tym nie wybroni, bo ja pracuje i mam niezle
      > > dochody a te moje dochody tez sie beda skladaly na wspolnie prowadzone gos
      > p.
      > > domowe - nie moglby sie zatem bronic w ten sposob, ze ma na utrzymaniu swo
      > ja
      > > rodzine bo ja tez pracuje i zarabiam.
      >
      > Upewnij się po pierwsze (i lepiej iść do prawnika po poradę), czy w razie
      ślubu
      >
      > twoje dochody nie będą brane pod uwagę przy naliczaniu alimentów dla dzieci
      z
      > poprzedniego zwiazku.... Teoretycznie nie powinno tak być, ale jak wiadomo
      > nasze sądy kierują się czasem dziwnymi przekonaniami i może np. zdarzyć się
      też
      >

      Wizyta u prawnika bardzo sie przyda. Niekiedy bywa tez tak - niestety sami
      tego doswiadczylismy - ze sad przy naliczaniu alimentow bierze pod uwage sam
      fakt, ze mezczyzna mieszka z inna kobieta. Nieistotne, czy jest to zona, czy
      konkubina. Wtedy wyliczone przez Twojego partnera koszty utrzymania podzielone
      zostana na 2.
      Tak bylo w naszym przypadku. Nie mielismy slubu, ale mieszkalismy razem, wiec
      sedzina uznala, ze maz ma nizsze koszty utrzymana - np. nie 400 zl czynszu,
      tylko 200. Paranoja. Prawnik jest niezbedny!
      • mag_p Re: Malzenstwo czy konkubinat? 07.10.03, 11:36
        Ja tylko z pytaniem co jest paranaja? Bo rozumiem , ze zrzeczywiscie jesli
        mieszkacie razem , to Ty tez pokrywasz polowe kosztow zwiazanych z np.czynszem.
        Wiec tak naprawde On placi polowe czynszu. W rzeczywistosci to moze wygladac
        tak, ze On pokrywa oplaty a z Twoje zyjecie, ale aby tio uporzadkowac , sad
        podchodzi do Was jako do osob sobie obcych - skoro mieszkacie razem , kazde
        utrzymuje siebie - wiec jasne jest , ze czynsz i oplaty placicie po polowie.
        Czemu paranoja?
        Mag
        • naturella Re: Malzenstwo czy konkubinat? 07.10.03, 12:27
          Paranoja dlatego, że moje dochody nie powinny obchodzić nikogo, komu nie jestem
          coś dłużna itp. A na pewno nie powinny obchodzić sądu i byłej mojego męża,
          której nic do moich pieniądzy... i tylko jego dochody powinny być brane pod
          uwagę, bo może ja nie chcę go utrzymywać, żeby on mógł płacić na swoje
          dziecko?! Może ja chcę, żeby to mąż mnie utrzymywał? I guzik mnie obchodzi, że
          istnieje domniemanie, że skoro ja dobrze zarabiam, to on może więcej płacić na
          dziecko. To JEST paranoja, bo z jednej strony byłe twierdzą, że to nie z
          pieniędzy obecnych dostają kasę, a z drugiej strony skwapliwie wzywają do
          okazania zarobków obecne żony. A może ja dlatego studiowałam i kułam po nocach,
          żeby teraz dobrze zarabiać? A ona, nieuk totalny i leń, któremu nie chciało się
          ani studiować, ani podjąć ambitnej pracy, ma teraz mieć wyższą kwotę alimentów
          zasądzoną, bo przecież ja mogę utrzymywać ojca jej dziecka?! To skandal! Ona
          siedzi sobie w pracy kilka godzin i odbiera telefony, ja zapieprzam 10 godzin
          dziennie i praca śni mi się po nocach... ale istotne jest tylko to, że ja
          dobrze zarabiam i w związku z tym UŁATWIAM mężowi płacenie wyższych alimentów?!
          To jest chamstwo i tyle.
          • mag_p Re: Malzenstwo czy konkubinat? 07.10.03, 12:32
            Naturella - branie Twoich dochodow do alimentow - to jest paranoja.
            Ale paranoja nie jest fakt , ze liczac koszty zwiazane z utrzymanie sie ojca
            dziecka , sedzina wiedzac , ze mmieszkanie dzieli On z kims innym dzieli czynsz
            na polowe. Nie docieka dochodow drugiej strony. PProste jest , ze jesli
            mieszkaja razem - to On placi polowe czynszu!
            Wiec koszty jego utrzymania sa mniejsze. Zgodzisz sie ze mna , ze
            niesprawiedliwe bylo by policzenie calgeo - bo to nieprawda!!!
            To tak jak ja liczac koszt utrzymanai dziecka policzylabym clay czynsz. A tak
            nie jest . Jest to czesc czynszu!
            Wiec Naturella - tu sedzina nie wnikala w zarobki pani. Po prostu policzyla ze
            sa to obcy sobie ludzie ( nie pozostaja w ziwaku malzenskim) - mieszkaja razme -
            wiec sa swspóllokatorami i po polowie placa oplaty. W koncu facte nie mial
            obowiazku alimentacyjnego wobec tej kobiety!

            Pozdrawiam
            Mag
            • ka.ga Re: Malzenstwo czy konkubinat? 07.10.03, 13:17
              Mag, Naturella juz napisala wlasciwie wszystko. Paranoja polega na tym, ze sad
              bierze pod uwage sam fakt wspolnego zamieszkiwania, ale nie bierze pod uwage
              np tego, ze caly czynsz placi jedna osoba, bo druga jest bezrobotna. I dziala
              to tylko w jedna strone - bo nasza ex wyliczajac swoje koszty rowniez nie
              podzielila swojego czynszu na 2 (a przeciez mieszka z dzieckiem, prawda smile.
              Mam nadzieje, ze dostrzegasz roznice i pewien sarkazm. "sprawiedliwosc" sadowa
              dziala tylko w jedna strone.
              • mag_p Re: Malzenstwo czy konkubinat? 07.10.03, 13:26
                Ka.Ga - Nie wierze by sadzina nie zauwarzyla faktu ze matak wpisala caly czyns-
                jesli tak jest to , Wy mogliscie wskazac bląd w wliczyeniach .
                Co do tego , ze ojciec mieszka z kims , a duga osoba nie pracuje. Wy nie
                jestescie malzenstwem - wiec sad tego nie rozpatruje. Gdybyscie byli -
                rozpatrywal by. Wobec faktu , ze nie jestescie malzentwem - On nie ma obowiazku
                utrzymywania Ciebie . Tak to facte moglby wziasc do siebie np. pieciu
                bezrobotnych i powiedziec , ze mieszkaja z nim nie maja pracy itd.. ( wiem
                moze niezbyt madry przyklad, ale..)
                On ma obowiazek alimentcyjny wobec dziecka. Dopuki nie pozostaje z Toba w
                zaiwaku nie ma wobec Ciebie , ale jesli by mial z Toba dziecko - mialby wobec
                dziecka.
                Wiec jesli mieszkacie razem - to dla sadu ma znaczenie o tyle , ze jestecie
                wspollokatorami!

                Nie bycie w zwiazku jak i bycie w zwiazku raz niesie plusy , raz minusy.
                Nie moze Uwazac Was w wybranych wypadkach jako pare a w wybranych jak ludzi
                obcych.

                Nie wiem czy jasno sie wyrazlilam.
                pozdrawiam
                Mag
                S
                • ka.ga Re: Malzenstwo czy konkubinat? 07.10.03, 13:38
                  Mag, ta sprawa to przeszlosc. Teraz juz prawie rok jestesmy malzenstwem. Post
                  byl napisany w zwiazku z dylematami Krychy - brac slub czy nie brac. Jak sie
                  okazuje dla sadu nie ma to znaczenia, czy mieszka sie ze soba bez slubu czy
                  jako malzenstwo, bo w pierszym wypadku czynsz podzielony zostanie na 2, a w
                  drugim przy wyliczaniu alimentow brane beda pod uwage dochody zony. A wszedzie
                  sie trabi, ze do alimentacji zobowiazany jest TYLKO facet. Wiec po co mieszac
                  w to obecne zony czy partnerki? A sad z uporem miesza...
                  Nie chce znow rozpetywac dyskusji, ktora miala miejsce kilka tygodni temu -
                  czy drugie zony partycypuja w placeniu na dziecko meza.
                  • mag_p Re: Malzenstwo czy konkubinat? 07.10.03, 13:47
                    Dobrze Ka.ga - jak dla mnie obecna nie placi alimentow tylko eks.
                    W twojej sytuacji , jseli bys byla na bezrobotnym - pewnie sad musialby wzias
                    pod uwage , ze Twoj malzonek musi ponosci nieco wieksze koszty zwiazane z
                    utrzymanie nowej rodziny , ale penie tez bylo by sprawdzen , czy nie mozesz
                    podjac pracy - co dla mnie tez jest naturalne.
                    Dochody zony bierze pod uwage tylko o tyle by sprawdzic jaka czesc jego
                    dochodow pochlaniaja wydatki zwiazne z utrzyaniem sie - jakos to trzeba
                    wyliczyc - masz pomysl jak nie pytajac o dochody drugiej strony?
                    A ta informacja jest sadowi potrzeban by wyliczyc kwote zwiazana z alimetami -

                    Pozdrawiam
                    Mag.
                    PS. Jak masz pomsyl jak to wyliczy , bez pytania o dochody drugiej strony to
                    powiedz. I to nie takl, ze Wy placicie aliemnty - tylko po prpstu trzeba
                    wyliczyc koszty utrzymania danego Pana....
                    Tak samo jak wylicza sie koszty utrzymanai moje .I jesli bym mieszkala z
                    rodzicami , czy partenrem musialabym policzyc mniejsze!

                    • krycha15 Re: Malzenstwo czy konkubinat? 07.10.03, 14:30
                      Dziewczyny !
                      Z tego co piszecie to wydaje mi sie, ze jednak lepszym ukladem bedzie
                      konkubinat. Juz wole dzielic koszty utrzymania mieszkania na dwoje niz
                      doplacac do alimnetow, ktore moj Mezczyzna ma placic na swoje dzieci ex. Bo i
                      taka sytuacja moze zaistniec po slubie - wnioskuje z tego co tu napisalyscie.

                      A mam jeszcze pytanie. Sad nie zasadzi alimentow na nasze dziecko tylko
                      dlatego, ze mieszkamy razem? A jak moj Mezczyzna zdeklaruje kwote 1.000 zl na
                      alimenty dla naszego dziecka to sedzina moze ja obnizyc?
                      Pozdrawiam Krycha
                      • mag_p Re: Malzenstwo czy konkubinat? 07.10.03, 14:37
                        Na dziecko sad zasadzi alimenty czy mieszkacie razem czy nie.
                        Nie wycztalam Tuaby ktorakowliek z dziewczyn dokladal do alimetow.
                        I zeby sad ja do tego zmuszal.

                        Co do tego czy sad moze zasadzic - moze - ale wobec tego dzieci z poprzedniego
                        zwiazku moga domagac sie podobnych alimetow. Nie moze byc tak, ze na jedno
                        dziecko ojciec placi duzo - bez zagladania w dokladne wyliczenia - a na drugie -
                        placi malo- lub znacznie mniej. To by bylo niesprawiedliwe!
                        Mag
                        • mikawi Re: Malzenstwo czy konkubinat? 09.10.03, 12:34
                          ja mag dokładam do alimentów, od 100 do 300 zł miesięcznie, zależnie od
                          miesiąca, bo ich kwota na dzień dzisiejszy przekracza zarobki ojca lub jest im
                          równa (zależnie od miesiąca) a od złożenia apelacji minęło właśnie 8 miesięcy i
                          cisza a płacić trzeba bo inaczej komornik na karku i dodatkowe koszty z nim
                          związane, to o czym Ty piszesz to UTOPIA
                          • mag_p Re: Malzenstwo czy konkubinat? 09.10.03, 13:00
                            Mikawi - wybacz ale to jest Twoj osobisty wybor.
                            Zadko kiedy - tak mi sie zdaje- sady zasadzaja wysokie alimenty ponad zarobki
                            rodzica.
                            Mysle , ze On powinie zarobic na alimenty - wiem brak pracy - ale w koncu mozna
                            sie starc .
                            Mikawi - to sa alimenty na dwoje dzieci - czy sad je zasadzi duzo ponad
                            przecietne alimenty. Znam przypadki, ze bezrobotnym sad zasadza alimenty , czy
                            bardzo malo zarabiahjcym, ale nie sa to ani super wysokie a jedynie konieczne
                            do utrzymanai tych dzieci. Ojciec tez musi sie starac.
                            Nie wiem ale jak ja bym byla na jego miejscu - to wydaje mi sie , ze nawet jako
                            sprzatacz noc , czy stroz nocny chcialabym dorobic!
                            Wydaje misie , ze musialo istniec podstawy do tego by sad zasadzil takie
                            alimenty - czyli musiala istniec podstawa w formie - takiej , ze przez
                            wczesniejesze lata jednak zarabial te pieniadze.
                            Nie obrazaj sie , ja nieznam Go. Ale czy jemu tak nie jest wygodniej???

                            • mikawi Re: Malzenstwo czy konkubinat? 09.10.03, 13:27
                              mag_p napisała:

                              > Mikawi - wybacz ale to jest Twoj osobisty wybor.

                              przepraszam ale to banał, to raczej BRAK wyboru


                              > Ojciec tez musi sie starac.

                              Ale matka to już nie. Bo sąd stwierdził dokładnie jak ty - "ojciec musi się
                              starać" ale takie slowo nie padło w stronę matki

                              > Nie wiem ale jak ja bym byla na jego miejscu - to wydaje mi sie , ze nawet
                              jako sprzatacz noc , czy stroz nocny chcialabym dorobic!

                              Ależ on właśnie jako stróż nocny dorabia! a w zasadzie zarabia szukając cały
                              czas czegoś innego

                              > Wydaje misie , ze musialo istniec podstawy do tego by sad zasadzil takie
                              > alimenty - czyli musiala istniec podstawa w formie - takiej , ze przez
                              > wczesniejesze lata jednak zarabial te pieniadze.

                              jakie podstawy można zbadać w ciągu 10 minut posiedzenia? gdy nie pada ani
                              jedno pytanie na temat kosztów utrzymania czy możliwości pracy? jakie
                              podstawy? - sąd spytał matkę "o jaką kwotę pani wnosi" i orzekł właśnie taką
                              kwotę, ot i całe podstawy


                              > Nie obrazaj sie , ja nieznam Go. Ale czy jemu tak nie jest wygodniej???

                              Zdecydowanie nie jest. Tobie by było wygodniej nie mieć na nic? bo to że on nie
                              zarabia prawdziwych pieniędzy nie oznacza że z mojej pensji stać nas na Bóg wie
                              co i dlatego jemu się nie chce. Z mojej pensji jesteśmy w stanie przewegetować
                              do pierwszego i zapłacić podstawowe rachunki. A pod koniec miesiąca często
                              gęsto brakuje na zwykłe zakupy. I to jest komfortowa sytuacja Twoim zdaniem na
                              tyle aby nie chcieć pracować?
                              • mag_p Re: Malzenstwo czy konkubinat? 09.10.03, 13:35
                                Mikawi wybacz. To nie banal. Gdyby nie Ty facet musialby sobie jakos poradzic.
                                Moze matak sie stara np. ma prace i dab o dzieci - wiec sad juz nie kazal sie
                                jej starac . Jesli sad bez dyskusji przydzieli matce alimebty - to musialy one
                                byz bardzo niewygorowane...
                                Mysle , ze licujace z mimimum potrzeben na dzieci w tym wieku. Sad nie garna
                                sie z orzekaniem duzych alimetow na zyczenie matki.
                                Z tego co wiem sad sa stronicze - ale nie zasadzaja alimetow z kosmosu.
                                Miakwi - czemu facet stracil prace?
                                Dalej wydaje mi sie , ze facet traktuje Cie jak wentyl bezpieczenstaw...

                                I jeszcze raz - to nie banakl - zawsze mozesz nie dokladac - tegop nie bedzie
                                egzekwowal do Ciebie ani sad , ani komornik , ani matak dziecki.

                                Mag
                                • mag_p Re: Malzenstwo czy konkubinat? 09.10.03, 13:48
                                  Jeszcze zasdanicze pytanie. teraz mi sie nasunelo , bo zna taki przypadek. Czy
                                  pan stracil prace przez np. redukcje etatow czy sam z jakis powodow z niej
                                  zrezygnowal. Czy probowal znalesc prace w innych rejonach kraju , na roznych
                                  stanowiskach?

                                  Mag
                                  PS. Nie chodzi bys tu wszystko opowiadala- ale to daje obraz. Jesli w danym
                                  miejscu nie moze znalesc pracy - winniej jej szukac tam gdzie ma wieksze
                                  szanse.
                                  • mikawi Re: Malzenstwo czy konkubinat? 09.10.03, 14:05
                                    trafiłaś w sedno, stracił pracę i po bezskutecznych poszukiwaniach przeniósł
                                    się 300 km dalej i jak już pisałam - nie stracił pracy bo mu się znudziła tylko
                                    nastąpiła tzw "kontrola kosztów i reorganizacja zasobów ludzkich"
                                • mikawi Re: Malzenstwo czy konkubinat? 09.10.03, 14:02
                                  oczywiście - ojciec ma zarabiać, a matka wystarczy że się opiekuje, tylko jak
                                  długo ma trwać taki układ? jak dzieci będą miały 17 lat to matka też poprzez
                                  opiekę wypełni swój obowiązek alimentacyjny?

                                  Pracę stracił w wyniku tzw reorganizacji, zresztą dzisiaj to chyba łatwiejsze
                                  niż zjedzenie sniadania.

                                  "tegop nie bedzie egzekwowal do Ciebie ani sad , ani komornik , ani matak
                                  dziecki."
                                  to jest banał taki sam jak ten że "drugie" nie placą alimentów - ja nie mówię o
                                  egekucji czyli bezpośrednim kontakcie z komornikiem ale spytam: jak myślisz w
                                  czyj domowy budżet uderzą koszty komornika? No, chyba że powinnam powiedzieć:
                                  od dzisiaj nie jesz bo dokładasz komornikowi i nie obchodzi mnie że nic ci nie
                                  zostaje.
                                  • mikawi Re: Malzenstwo czy konkubinat? 09.10.03, 14:10
                                    zresztą - TO NIE JEST temat tego wątku!
                                    odpowiadając na pytanie autorki: z wyłącznie finansowego punktu widzenia,
                                    dopóki pracujesz lepszym wyjściem jest konkubinat (rozliczanie się z dzieckiem,
                                    alimenty od 'konkubenta' na dziecko i byc może mniejszy tupet byłej w
                                    zaglądaniu do twojej kieszeni jako obcej osobie, będąc żoną może nie mieć już
                                    takich oporów)

                                    w przypadku gdybyś była bezrobotna - lepszym wyjściem jest małżeństwo gdyż jako
                                    bezrobotna żona również masz prawo do alimentów a twój mąż OBOWIĄZEK
                                    utrzymywania ciebie i waszych dzieci (bo ty świadczysz osobiste starania w ich
                                    wychowanie oraz prowadzisz dom)

                                    w obu przypadkach (będąc żoną i nie-żoną) sąd może wziąć pod uwagę twoje
                                    zarobki - nie do ustalenia alimentow - ale do zbadania całości sytuacji i
                                    określenia na ile ty możesz się przyczynić do utrzymania domu, aby twój mąż lub
                                    nie-mąż mógł płacić na dzieci, co jest i dla mnie absurdem z powodów które
                                    opisała Joanna
                                    • mag_p Re: Malzenstwo czy konkubinat? 09.10.03, 14:15
                                      Mikawi - te swteirdzeni nie sa banalami. Bo rownie dobrze nie jedna z
                                      pierwszych mogla by powiedziec , ze poprzez zmminiejszenie alimetow - lozy na
                                      Was.
                                      Alimenty pewnie w takim wymiarze jak placi musial by placic i sprawa jest
                                      prosta. Czy bylby z Wami czy nie.

                                      pozdrawiam
                                      mag
                                      • jayin Re: Malzenstwo czy konkubinat? 10.10.03, 14:59
                                        mag_p napisała:

                                        > Mikawi - te swteirdzeni nie sa banalami. Bo rownie dobrze nie jedna z
                                        > pierwszych mogla by powiedziec , ze poprzez zmminiejszenie alimetow - lozy na
                                        > Was.

                                        No właśnie chyba w tą stronę to tak nie działa. Bo tutaj w grę wchodzą dochody
                                        Matki vis Dziecko. a w drugą stronę: dochody Ojca/Drugiej Żony vis Dziecko -
                                        czyli w jedną stronę działa to, czesto te Drugie partycypuja posrednio lub
                                        bezposrednio w alimentacji i utrzymaniu dziecka, a w drugą: jesli mama płaci
                                        więcej, bo chce dziecku dac wiecej, nizby mialo to zapewnione ze strony niskich
                                        alimentow i adekwatnego do nich wkladu matczynego - to gdzie tu jest
                                        utrzymywanie Drugiej?
                                        Jeśli mama odczuwa umniejszenie alimentów jako "utrzymywanie pośrednie" drugiej
                                        żony Exa - czyli: dziecko dostaje mniej niz MOGLOBY DOSTAC od ojca, to znaczy,
                                        że faktycznie Exa stać na płacenie wyższych alimentów i może taka mama przeciez
                                        wołać do sądu o podwyższenie ich znowu, jesli Exa stac, to ja nie widze powodu,
                                        zeby nie placił na swoje dziecko tyle, ile dziecko potrzebuje od niego.
                                        Umniejszenie wynikające natomiast z "zepsucia sie" sytuacji materialnej ojca
                                        jest koleją rzeczy w takiej sytuacji. jesli sąd zasądzi. i tutaj nie moze byc
                                        mowy o tym, ze dzieki mniejszym alimentom utrzymuje sie druga. bo druga ma
                                        dokladnie takie same warunki pewnie, jak ojciec w danej sytuacji, jesli
                                        mieszkaja razem. inaczej nasz polski sąd zasądziłby wiecej smile bo Druga
                                        zarabiałaby wiecej - temat juz byl poruszany tej sytuacji.

                                        więc ja nie widzę "obosieczności" takiego stwierdzenia.


                                        > Alimenty pewnie w takim wymiarze jak placi musial by placic i sprawa jest
                                        > prosta. Czy bylby z Wami czy nie.

                                        No właśnie, gdyby był sam, to by miał zasądzone mniejsze... Sąd nie wyznacza
                                        nigdy samotnemu facetowi w sytuacji, gdy faktycznie się ni emiga specjalnie od
                                        pracy, ale jego starania o lepszą pracę nie odniosły skutku - takich alimentow,
                                        ktore "zabiorą" mu całość pensji. Zawsze musi mu zostać "minimum socjalne" dla
                                        niego na podstawowe zycie (mieszkanie, jedzenie(, nazwijmy to tak smile - mój
                                        chrzestny miał taką sytuację. płacił tyle, ze starczyło mu na oplate za
                                        kawalerke i wyzywienie, do czasu gdy nie zamieszkał z nową żoną. wtedy z jego
                                        pensji zostawało słownie: 80 zł....... paranoja.

                                        Więc chyba dość często sytuacji gdy ma drugą żonę, to niestety sąd bierze pod
                                        uwagę pewnie to, że "jak mu zabraknie na zycie to żona go utrzyma przecież..."

                                        pozdr. ciepło

                                        Joanna



                                        > pozdrawiam
                                        > mag
                                        • mag_p Re: Malzenstwo czy konkubinat? 10.10.03, 15:02
                                          Jest sytuacja , ze dziala. Ale mozemy przejsc w rozmowe o tym na drugie froum
                                          dla samodzielnych?
                                          Jest sytuacja , ze dziala. Naprawde.
                                          Pozdrawiam
                                          mag
                                          • jayin Re: Malzenstwo czy konkubinat? 10.10.03, 21:26
                                            mag_p napisała:

                                            > Jest sytuacja , ze dziala. Ale mozemy przejsc w rozmowe o tym na drugie froum
                                            > dla samodzielnych?
                                            > Jest sytuacja , ze dziala. Naprawde.
                                            > Pozdrawiam
                                            > mag

                                            jasne, że możemy.
                                            nie wykluczam, że na tym świecie każda sytuacja może się zdarzyć, tylko ja się
                                            z nią nie spotkałam smile idę poczytać o co chodzi i czy faktycznie o to.

                                            pozdr.
                                            Joanna
                                          • jayin Re: Malzenstwo czy konkubinat? 10.10.03, 21:59
                                            mag - a zakładałaś jakiś watek o tym? bo szukam i szukam i nic nie znajduję sad
                    • jayin Re: Malzenstwo czy konkubinat? 07.10.03, 19:48
                      mag_p napisała:

                      > Dochody zony bierze pod uwage tylko o tyle by sprawdzic jaka czesc jego
                      > dochodow pochlaniaja wydatki zwiazne z utrzyaniem sie - jakos to trzeba
                      > wyliczyc - masz pomysl jak nie pytajac o dochody drugiej strony?

                      kurcze.. no a ja wlasnie nie wiem nadal, DLACZEGO dochody zony sa podliczane
                      przy alimentacji męza.. dla mnie logiczne jest to, ze sad dostaje np. papierki
                      z kosztami czynszu, opłat za mieszkanie - bo to są koszty "na pół" (do tego nie
                      maja ic dochody zony, odlicza sie rowniutko polowe i to jest czesc jaka wydaje
                      facet). a reszta? przeciez - niewazne czy ma zone, czy zyje sam, czy z
                      konkubina, czy konkubentem wink - facet chyba zjada tyle samo? jezdzi autem i
                      wydaje kase na ubrania jak potrzebuje? obecnosc zony chyba nie zmusza go do
                      nadmiernego jedzenia czy zuzywania 2 razy wiecej lub dwa razy mniej szamponu do
                      wlosow. i o ile koszty utrzymania mieszkania - racja, ze sa dzielone na 2
                      (jesli zona pracuje) o tyle koszty zywienia, utrzymaniafaceta sa chyba
                      constans?....
                      więc po co sprawdzac ile zarabia zona? (jesli zarabia, bo jesli nie - to sad
                      bierze pod uwage to, ze maz ja utrzymuje i swiadczy na jej rzecz w malzenstwie
                      tak, jak musialby np. po rozwodzie z nia (bez orzekania o winie), gdyby zyla w
                      niedostatku i wniosla o to pozew).
                      a jesli umotywowane jest to tym, że "w razie jakby facet placil wieksze
                      alimenty, to jak mu nie starczy na swoje utrzymanie, to zona go po czesci
                      utrzyma ze swoich" - to ewidentnie wtedy zona placi posrednio alimenty. jakby
                      nie patrzec.
                      tak powinno chyba byc: jedynie koszty mieszkania/uzytkowania na pol miedzy meza
                      i zone, a stala wyliczona (no, uśrednionia, żeby nie zagłodzić faceta, ale tez
                      zeby nei zagłodzic jego dziecka, na ktore ma obowiazek placic alimenty) kwota
                      na utrzymanie (jedzenie,dojazdy do pracy itd) - jako "nienaruszalna" kwota.
                      bo tak serio mowiac - to kazdy powinien sie utrzymac jako tako z tego co
                      zapracuje, a dopiero powyzsze sumy moga byc przeznaczane na obowiazki
                      wszelkiego rodzaju.
                      wiec nie rozumiem tego brania pod uwage "dochodow zony" - bo ona utrzymuej
                      polowe domu i siebie, a facet polowe domu i siebie samego, jakby tak uproscic.
                      jakon zaplaci wiecej alimentow (bo zona zarabia dobrze) to zona jest zmuszona
                      obnizac wlasne utrzymanie na rzecz meza - a tym samym partycypuje finansowo w
                      kosztach alimentacyjnych.

                      tak sobie logicznie sprawę przedstawiam..wink
                      ale sądy są mało logiczne czasami i nie sposób przewidzieć w jaki sposób
                      rozpatrzą daną sprawę.


                      > PS. Jak masz pomsyl jak to wyliczy , bez pytania o dochody drugiej strony to
                      > powiedz.

                      podalam powyzej smile
                      dziecko jest facetowe - wiec to faceta dochody brane pod uwage w kwestii
                      alimentów, z pozostawieniem minimum srodkow dla niego na JEGO utrzymanie (jesli
                      zona pracuje - bo jesli nie - to na nią jeszcze) i polowa oplat za mieszkanie i
                      media (woda, gaz, prad itd).
                      to co zostaje jest do dyspozycji alimentacyjnej.
                      zona zarabia na polowe domowa i na siebie, jesli ma nie uczestniczyc w placeniu
                      alimentow.

                      > I to nie takl, ze Wy placicie aliemnty - tylko po prpstu trzeba
                      > wyliczyc koszty utrzymania danego Pana....

                      no to pan sie musi utrzymac z tego co sam zarobi na siebie... a
                      wszelkie "ekstrasy" typu: lepsze jedzenie, wycieczka zagraniczna, samochd -
                      wtedy kupuje zona dla siebie i dla niego - i to jest bonus dla faceta od zony w
                      ich wspolne zycie - ona podwyzszaim standard do tego co obydwoje po rowno
                      wydaja na dom - a nie jest to bonus dla alimentow i dla jego dziecka.
                      wieckoszty utrzymania liczone na podstawie dochodow i zony i tego faceta sa
                      nieadekwatne do aktycznych czesto - bo jesli zona wyda tyle samo co on - czyli
                      malo, na dom i jedzenie, a za reszte SWOJĄ smile kupi sobie futro z sobolismile to
                      jaki to ma związek z utrzymaniem tego pana? a jesli kupi panu w prezecie
                      malzenskim na obiad wedzonego lososia - to nikomu nic do tego za co ona kupuje
                      i co kupuje...
                      tak mysle.
                      bo wychodziloby na to, ze zona ma utrzymywac faceta w calosci, jesli po
                      zaplaceniu alimentow nie zostaloby mu nic na jedzenie albo oplaty
                      mieszkaniowie.. a dlaczego? wtedy przeciez ona tez ponosi koszty aliemntacyjne.
                      a jak to sprawdzic? najłatwiej na chwilę podliczyć, ile mniej $ wydawałaby na
                      dom, a mogła wydac na siebie - gdyby alimentów nie było. roznica bywa widoczna
                      czasem.

                      obowiazek jest facetowy, ale koszty ponosi wiecej osob.
                      jakby nie patrzec.

                      > Tak samo jak wylicza sie koszty utrzymanai moje .I jesli bym mieszkala z
                      > rodzicami , czy partenrem musialabym policzyc mniejsze!

                      ale chyba tylko o odpowiednio zmniejszone koszty oplat za media, mieszkanie,
                      czynsz czy co tam ejszcze? czyli to, w czym udzial maja inne osoby. a
                      jedzenie "przejadane" przez ciebie osobiście (bo to jest twoj koszt
                      utrzymania "zywieniowego"wlasnie) liczone byloby przeciez tyle samo jesli
                      mieszkalabys sama, z wujkiem, trojka dzieci czy zespołem futbolistów.
                      tak wiec - facet tyle samo wyda na utrzymanie SIEBIE(poza oplatami za
                      mieszkanie) w kazdej konfiguracji mieszkalnej.

                      no i dlatego
                      a) sądy są dziwne, bo logika mówi jedno, a sądzi się raz tak raz siak
                      b) wliczanie dochodów zony do liczenia alimentów jest conajmniej nie fair - co
                      innego liczenie ŻONY jako osoby ponoszacej polowe kosztów utrzymania
                      mieszkania, lub wspolnego dziecka - to jest wg mnie OK.
                      a jakby tak dorosle wspolne ich dziecko zaczelo pracowac (tez w przypadku gdy
                      mąż z pierwszą żoną mają dziecko pracujące i mieszkające z nimi wjednym
                      gospodarstwie domowym, a mąż ma pozamałżeńskie dziecko na ktore musi łożyć
                      alimenty)- to dochody dziecka tez by byly liczone do utrzymania ojca??...
                      paranoja...

                      a jak jest wlasnie w przypadkach gdy jest sobie malzenstwo (pierwsze), maz mial
                      przedslubne dziecie albo dziecie pozamałżeńskie.. i musi placic alimenty.. co
                      wtedy? czy pierwsza ( i jedyna w tym wypadkusmile żona nie miałaby nerwicy i nie
                      wściekałaby się, gdyby jej dochody brano pod uwagę, zeby liczyc alimenty na to
                      dziecko?

                      Mag - jakbys ty zareagowała w takiej sytuacji?

                      nie wiem - ja zaczęłam się teraz zastanawiać nad tym wszystkim, jak Krysia
                      napisała tego posta.. czy lepiej małżenić się, czy nie. w kwestii finansowej...
                      ale jednak się małżenię, a co...wink nie przewiduję na razie takich szopek w
                      sądzie. ale JEŚLI by się zaczęły, ech... szkoda gadać. nerwica absolutna plus
                      wkurwiozum (za przeproszeniem) naturalis.

                      pozdr.

                      Joanna
                      • mag_p Re: Malzenstwo czy konkubinat? 08.10.03, 09:09
                        To nie dokonca tak. Po co dochody zony bo :
                        1.Ona zarabia mniej od niego wiec on automatycznie daje wiekszy procent na dom.
                        Np. Ona zarabia 1000 zl On 10000 . Mieszkaja w jakis super meszkaniu i wtedy
                        niesprawiedliwe dla tej kobiety byloby takie dzieleni kosztow.Wiadamoa , ze
                        koszty jego utrzymania sa wtedy inne.
                        2. Ona zarabia wiecej . Odwrotna sytuacjia. Ona nie chce mieszkac w kawalerce
                        20 m2 w nieciekawej dzielnicy . Wiec wtedy Ona ponosi wieksze koszty
                        utrzymania - bO normalnie jego b nie bylo stac i mieszkal by w tej kawalerce .
                        Zgadzasz sie ?
                        On nie mieszkal by w takim mieszkaniu i mnie wydala na siebie - bo na nim
                        ciezy obowiazek wobec dzieck - jako punkt podstawowy .
                        WiTak jak na matce dziecka.
                        Wiec to chyba proste i nie ma co sie stresowac.

                        Mag


                        • jayin Re: Malzenstwo czy konkubinat? 08.10.03, 11:26
                          mag_p napisała:

                          > To nie dokonca tak. Po co dochody zony bo :
                          > 1.Ona zarabia mniej od niego wiec on automatycznie daje wiekszy procent na
                          dom.
                          > Np. Ona zarabia 1000 zl On 10000 . Mieszkaja w jakis super meszkaniu i wtedy
                          > niesprawiedliwe dla tej kobiety byloby takie dzieleni kosztow.Wiadamoa , ze
                          > koszty jego utrzymania sa wtedy inne.
                          > 2. Ona zarabia wiecej . Odwrotna sytuacjia. Ona nie chce mieszkac w kawalerce
                          > 20 m2 w nieciekawej dzielnicy . Wiec wtedy Ona ponosi wieksze koszty
                          > utrzymania - bO normalnie jego b nie bylo stac i mieszkal by w tej
                          kawalerce .
                          > Zgadzasz sie ?
                          > On nie mieszkal by w takim mieszkaniu i mnie wydala na siebie - bo na nim
                          > ciezy obowiazek wobec dzieck - jako punkt podstawowy .
                          > WiTak jak na matce dziecka.
                          > Wiec to chyba proste i nie ma co sie stresowac.


                          tak. masz rację, Mag. w tym przypadku o któym piszesz - zgadzam się w 100%. tak
                          jak pisałam: obowiązek alimentacyjny ciązy na mezczyznie. to jego dochody maja
                          byc brane pod uwage, a w przypadku gdy zona nie pracuje (tutaj dochodzi ta
                          sytuacja o ktorej napisalas Ty - ze zaragbia, ale duzo, duzo mniej, w zwiazku z
                          czym polowy kosztow nie moze poniesc za utrzymanie domu, tylko jakis tam
                          procent) - bierze sie pod uwage nie tyle dochody zony ile nadal meza - ale
                          owszem wysokosc tych zoninych dochodow powinna byc przedstawiona sądowi jako
                          podstawa obliczenia tego, ile mezczyzna przeznacza na dom w proporcji do tego
                          co jego zona.
                          zreszta to jest tak pogmatwane momentami, co liczyc, co odliczac, co podliczac,
                          plus jeszcze jakies indywidualne sytuacje, ze mozna by dywagowac i pisac duzo
                          duzosmile
                          mozemy tylko miec pobozne zyczenia - zeby orzecznictwo sądowe było jasne i
                          konsekwentne w kazdej sprawie - dla obu stron. wtedy przynajmniej wiadomo,
                          czego mozna sie spodziewac, na co liczyc, na co nie. a tak, mam wrażenie, że to
                          taka niemal rosyjska ruletka - raz sądzą tak w danej sytuacji, raz inaczej - w
                          niemal identycznej.. a to Polska własnie.

                          i nie ma stresu smile po prostu ja tu sobie dywaguje "tełoretycznie", bo chyba na
                          szczęście (tfu! tfu!) nie będę miec przyjemności z żadnymi sądami.
                          ale przynajmniej w głowie mi się przejaśnia dzięki takim tematom, w pewnych
                          sprawachsmile

                          pozdr. ciepło (bo zimno strasznie i deszczowosad

                          Joanna
                          • mag_p Re: Malzenstwo czy konkubinat? 08.10.03, 11:51
                            Och - wzychamy o to samo. O jednoznacznosc!!!
                            Ja jak rozliczylam alimenty - to czulam sie jak zebrak i okropnie. Niech
                            panowalyby jeden zasady, jasno okreslone kryteria itd.. Bylo by o wiele latwiej.
                            Bylo by wiadomo , ze zgodnie z prawem jest tak ... A tak w naszej
                            rzeczywistosci , too ciagle pretensje i zale. I zawsze obie strony
                            niezadowolone.
                            Pozdrawiam
                            Mag
                            • lala2002 Re: Malzenstwo czy konkubinat? 08.10.03, 13:34
                              witam
                              chciałabym ci odpowiedzieć na parę twoich pytań-otóż moim zdaniem małżeństwo z
                              rozdzielnością majątkową(intercyza)i konkubinat to samo. jeśli bardzo chcesz
                              wziąć ślub to wez go, z tym że proponowałabym z rozdzielnością majątkową,
                              ponieważ w takiej sytuacji TWOJE zarobki nie będą brane pod uwagę w ustalaniu
                              alimentów na dzieci twojego partnera, jeśli małżeństwo normalne to niestety
                              tak,tamta pani może się starać wtedy o większe alimenty, ile dokładnie wygra to
                              nie wiem bo wtedy brało by się pod uwagę wszystkie dzieci i twoje i twojego
                              faceta i oczywiście wasze dziecko które jest w drodze, ale pewnie cośby tam
                              wygrała. jeśli chodzi o wystąpienie o alimenty na dziecko to oczywiście możesz
                              nawet skoro mieszkacie razem, tylko do końca nie wiem jakby to było z
                              wysokością bo ty pracujesz, ale skoro już się przymierzasz do alimentów i nie
                              chcesz narazie ślubu to twój facet niech uzna dziecko przed kierownikiem usc
                              wtedy będzie prawnie i jego dzieckiem. także to tyle, piszę z własnego
                              doświadczenia
                              • ann_mart Re: Malzenstwo czy konkubinat? 08.10.03, 14:15
                                lala2002 napisała:

                                > witam
                                > chciałabym ci odpowiedzieć na parę twoich pytań-otóż moim zdaniem małżeństwo
                                z
                                > rozdzielnością majątkową(intercyza)i konkubinat to samo. jeśli bardzo chcesz
                                > wziąć ślub to wez go, z tym że proponowałabym z rozdzielnością majątkową,
                                > ponieważ w takiej sytuacji TWOJE zarobki nie będą brane pod uwagę w ustalaniu
                                > alimentów na dzieci twojego partnera, jeśli małżeństwo normalne to niestety
                                > tak,tamta pani może się starać wtedy o większe alimenty, ile dokładnie wygra
                                to
                                >
                                > nie wiem bo wtedy brało by się pod uwagę wszystkie dzieci i twoje i twojego
                                > faceta i oczywiście wasze dziecko które jest w drodze, ale pewnie cośby tam
                                > wygrała. jeśli chodzi o wystąpienie o alimenty na dziecko to oczywiście
                                możesz
                                > nawet skoro mieszkacie razem, tylko do końca nie wiem jakby to było z
                                > wysokością bo ty pracujesz, ale skoro już się przymierzasz do alimentów i nie
                                > chcesz narazie ślubu to twój facet niech uzna dziecko przed kierownikiem usc
                                > wtedy będzie prawnie i jego dzieckiem. także to tyle, piszę z własnego
                                > doświadczenia


                                Małżęństwo z intercyzą i konkubinat to nie to samo np. przy konkubinacie możesz
                                podatkowo rozliczać się jako samotna matka (przy małżeństwie nie), dziedziczysz
                                po mężu, po konkubencie nie itd. Jeżeli będziecie mieszkać razem to niezaleznie
                                od tego czy będziecie małżeństwem czy nie, sąd może wziąć pod uwagę twoje
                                zarobki, bo to ma znaczenie w kontekście wydatków męża. Poza tym nawet przy
                                rozdzielności majątkowej, niektóre dochody (rzeczy) i zobowiązania mogą być
                                wspólne. Za to przy konkubinacie mogą być problemy majątkowe w razie
                                ewentualnego rozstania.
                                Co do alimentów - możesz o nie wystapić także od męża, jeżeli nie łoży na
                                dziecko.
                                TAk naprawdę to formalizacja ma znaczenie tylko przy dziedziczeniu (tfu, tfu
                                odpukać), obowiązku alimentacji wobec męża (i żony), i niemożności rozliczania
                                się jak samotna matka. Reszta to kwestia wygody i chęci.
                                pozdrowienia
                                Anka
    • chalsia Re: Malzenstwo czy konkubinat? 10.10.03, 22:55
      Moje zdanie-konkubinat lepszy.
      1. korzystasz ze wspólnego rozliczenia podatkowego z dzieckiem jako samotna
      matka
      2. możesz "żądać" alimentów na dziecko od swojego partnera, bo dla sądu jest to
      ważna przesłanka do ustalania alimentów na jego dzieci z pierwszego związku (z
      tym, że dla pewności on tę kasę na Wasze dziecko powinien Ci wpłacać tak, by
      był tego "ślad" np. na konto - tak na wszelki wypadek, gdyby jego eks po jakimś
      czasie chciała podważyć alimenty na podstawie tego, że faktycznie jesteście
      razem) (perfidne myśli chodzą mi po glowie wink) ale czasami warto takie opcje
      brać pod uwagę). Z tym, że te aliemnty nie mogą być astronomiczne, bo wtedy eks
      będzie się w sądzie przeciwstawiać i może być z tym spory kłopot.
      3. mieszkając z Tobą jako nie-mąż zawsze mozna Was traktować jako
      współlokatorów i on wtedy ponosi jakąś część kosztów czynszu, wody, etc
      4. co do dziedziczenia, to można to zabezpieczyć z jego strony testamentem na
      Ciebie. Dodatkowo, gdybyś (co, nie daj Boże) Ty odeszła wcześniej, to cały Twój
      majątek przechodzi bezpośrednio na Twoją tylko i wyłącznie rodzinę (czyli Twoje
      i Wasze wspólne dziecko, Twoi rodzice, etc).
      Pozdrawiam,
      Chalsia
      • krycha15 Re: Malzenstwo czy konkubinat? 12.10.03, 09:29
        Mnie tez konkubinat wydaje sie lepszym rozwiazaniem. Ze wzgledu na caloksztalt
        sytuacji finansowej.
        Teraz mozna by przejsc do rozwazan innego typu - np. jak beda sie czuly dzieci
        ze zwiazku konkubinackiego w otoczeniu innych dzieci wychowanych i majacych
        tradycyjne rodziny.
        Ale to juz temat na zupelnie inny watek.

        Dziekuje za wszystkie odpowiedzi i wypowiedzi - Krycha.
Pełna wersja