krycha15
07.10.03, 09:44
Chcialabym zaczac nowy watek, bo podoba mi sie roztrzasanie problemow na tym
forum.
Od 4 lat mieszkam z mezczyzna - rozwodnikiem. Moj Mezczyzna ma 2 dzieci z
poprzedniego malzenstwa (15 i 17 lat).
Sama tez jestem rozwodka i mam synka (5 lat) z poprzedniego malzenstwa.
Teraz jestem w ciazy i w marcu ma sie nam urodzic NASZE dziecko.
Moj synek dostaje alimenty i moj Mezczyzna placi alimenty.
Mieszkanie i samochod sa moje. Nic wiecej nie posiadamy.
No i teraz moje pytanie:
Uwzgledniajac TYLKO I WYLACZNIE KWESTIE FINANSOWE (pomijam cala sfere uczuc)
lepiej pozostac w konkubinacie i po narodzinach dziecka wystapic do sadu o
alimenty na nie czy tez wstepowac w zwiazek malzenski, czego bardzo chcialby
moj Mezczyzna.
Interesuje mnie to tylko i wylacznie od strony finansowej - napisze nawet
dokladniej - chodzi mi o to, w ktorej z tych dwoch sytuacji ex mojego
Mezczyzny ma mniejsze szanse na zwiekszenie alimentow na dzieci w sadzie?
Bo mysle sobie tak:
- jesli zostaniemy w konkubinacie i ja wystapie o alimenty na nasze dziecko
a moj Mezczyzna zgodzi sie nawet na bardzo wysokie to ex juz nie bedzie
mogla zadac podwyzki alimentow na dzieci. Z drugiej strony czy sadu nie
zdziwi fakt, ze nasze adresy zameldowania sa takie same a ja chce alimnetow?
Poza tym, skoro mieszkanie jest na mnie to moj Mezczyzna nie bedzie mogl
przed sadem odjac sobie od dochodow wydatkow na mieszkanie,
- jesli sie pobierzemy a ex wystapi do sadu o zwiekszenie alimentow to moj
Mezczyzna sie chyba przed tym nie wybroni, bo ja pracuje i mam niezle
dochody a te moje dochody tez sie beda skladaly na wspolnie prowadzone gosp.
domowe - nie moglby sie zatem bronic w ten sposob, ze ma na utrzymaniu swoja
rodzine bo ja tez pracuje i zarabiam.
Moze pytanie to wyda Wam sie cyniczne i egoistyczne ale odarlam to z
wszelkiej sfery uczuciowej a zajelam sie tylko problemem finansowym.
Co radzicie? Jak "bezpieczniej" jest zyc?