geos
28.08.08, 08:49
Kobietka przez wakacje wydoroślała. Może nie zmieniła się fizycznie ale
psychicznie tak. Czasem trzeba ja jeszcze pogonic do pomocy w domu ale ogólnie
jak powiem co i jak jest zrobione bez szemrania. Za to bez szemrania może grać
na komputerze jesli tylko jest wolny. Nie jęczy już że nic nie umie w kuchni
zrobić. Zaproponowałam, żeby przejrzała wszystkie przepisy jakie sa w domu i
znalazła kilka prostych oprócz jednego, który zna na pamięć i mogę z nią
zrobić wspólnie pierwszy raz ta potrawę a potem jak bedzie potrzeba to sama
bedzie umiała. Powoli ale jakos idzie. Mimo, że nie miała super atrakcyjnych
wakacji to miała duzo luzu. Biegania z koleżanka - ta najserdeczniejszą -
rowery, spacery, bieganie po sklepach, plotkowanie. Jak to dziewczyny,
czernastolatki.
Z Człowieczkiem za to inaczej. Miała wakacje pełne atrakcji. najpierw kolonie
potem obóz harcerski, potem rajd trzydniowy. w domu go niewiele było. Ale
zaobserwowałam cos dziwnego. Poza domem jest fajnym, dzielnym chłopcem. Radzi
sobie jak potrafi i to całkiem dobrze. Na przykład, żeby nie spac na podłodze
na rajdzie to skombinował sobie fotel, cztery krzesła i miał wygodne łóżeczko.
Jak tylko przekracza próg domu zaczyna się tak zwane przez nas
dzidziusiowanie. Jestem malutkim chłopczykiem i ciągle dzieje mu sie krzywda.
Nic nie potrafi nic nie pamięta. Nic nie wie co i jak robić. Zaczynam
wymiekac, bo mnie trafia. Na dodatek znów jest ryk o wszytsko. Kobietka go
szturchnęła - ryk jak strasznie go boli ja nawet nie wiem jak. Wczoraj przy
obiedzie Kobietka zrobiła zabawna mine do niego i wytrzeszczyła oczy. Ryk bo
ona wytrzeszczyła do niego oczy. Uderzy sie o cos ryk, cos mu spadnie ryk.
Niby nie wie jak cos zrobić - ryk.
Ja wymiękam i cierpliwości naprawde juz nie mam.
Takie akcje mielismy prawie dwa lata temu a przed tymi wakacjami praktycznie
sie juz nie zdarzało. A teraz na nowo Tłumaczenie, że doprowadza do tego, że
przez te wieczne ryki nie wiemy kiedy naprawde dzieje mu sie krzywda, nie pomaga.
Jak mu cos mówię jak ma zrobic to robi mine wariata jakby pierwszy raz cos
widział i pyta z wielkimi oczami "Naprawdę??"
Co więcej zaczyna jak kilulatek robic rzeczy nieprzewidywalne, dziwne pomysły,
których nie jestem w stanie przewidziec.
Ostatnio wsadził głowe miedzy szafe ubraniową a słupek od łóżka piętrowego. I
tak sobie leżał dłuższą chwilę. Kobietka wychodziła i chciała cos z szafy
zaczęła otwierac drzwi i w ostatniej chwili zobaczyła, że on dostanie tymi
drzwiami w głowe bo mu ten łeb wystaje. więc krzyknęła, żeby uważał. Cofnął
sie ale mimo to zdążył troche dostać w czółko. Nie było mocne to uderzenie bo
nawet stuku nie było słychac. I ryczy bo go tak strasznie boli głowa, że on
nie może juz nic robic. ja nawet nie wiem jak strasznie. Kobietka zdążyła sie
ubrac wyjść a ten dalej ryczy. Sama juz na niego ryknęłam żeby sie uspokoił.
Rozmawiałam z mężem. Doszlismy do wniosku, że z jednej strony to może dobrze
bo niby w domu czuje sie bezpiecznie i sobie pozwala na okazanie dzidziusia a
z drugiej w wieku lat 12 toby sie chciałao, żeby jednak ciut mniej był
dzidziusiem.
Ja tylko stwierdziłam, że jak tam mam srednio raz na godzine to mnie nosi.
Mąz stwierdził, że za trzecim razem mam zapytac czy aby nie chodzi mu o to
żeby sie przytulic.
zapytam. jak mnie nie poniesie. trudno to wytrzymac zwłaszcza, że mam w
pamieci czas przed wakacjami, kiedy tak nie robił