Pierwszy dzien w szkole :)

01.09.08, 02:20
Hej Macoszki,
Wakacje niestety sie koncza i czas dzieci wyslac do szkoly.
'Nasza' mala w piatek byla po raz pierwszy w czyms na ksztalt szkoly (jest to
obowiazkowe od trzeciego roku zycia, ale wyglada jak polskie przedszkole).
Tatus oczywiscie pojechal ja odprowadzic, razem z jej mama mieli nawet
zawieszenie broni i grzecznie oboje z nia siedzieli poltorej godziny smile Mala
bardzo zadowolona, nie chciala do domu wracac, nie miala problemu z
zaakceptowaniem innych dzieci i zycia 'w stadzie'. Mam nadzieje, ze dalej
bedzie tak samo.
W ogole to podobno wreszcie jej mama wyluzowala troszke i nawet sie pytala
mojego W, czy nie wzialby mlodej, bo sie za mna stesknila smile Niestety w
niedziele nam miasto zamkneli na co roczny pokaz fajerwerkow, wiec nie byloby
jak malej odwiezc, ale przyszly weekend jest nasz smile
Jakos tak mi po tym wszystkim optymistycznie, wiec pomyslalam, ze sie z Wami
podziele smile A jak u Was koniec wakacji/poczatek szkoly?
    • kicia031 Re: Pierwszy dzien w szkole :) 01.09.08, 09:23
      Wscieklak tez poszedl do przedszkola. Juz na zajeciach adaptacyjnych dawal znac,
      ze nie podoba mu sie pomysl zostania tam samemu i dzis rano odwalil stosowny cyrk.


      biedne, biedne malenstwo...

      Tak wiec nie nastawiajcie sie z gory, ze bedzie ok - dzieci przy rodzicach
      akceptuja przedszkole, a jak rodzice wybeda, to...
    • marusia1 Re: Pierwszy dzien w szkole :) 01.09.08, 23:31
      Nasz Młody miał dziś pierwszy dzień w nowej szkole. Jak stwierdziła koleżanki
      córka (13 lat) - iść na rozpoczęcie roku w I klasie gimnazjum, to już obciach
      (dot. rodziców). Młody też tak uważa. Mimo to wyrwałam się na chwilę z pracy i
      poszłam. Pomyślałam, że wmieszam się w tłum. smile W końcu to był ważny dzień dla
      nas wszystkich! Młody nie widzaił mnie, bo siedział na początku auli (bardzo
      spięty i przejęty). Na spotkanie z wychowawcą poszłąm pierwsza i stanęłam wśród
      rodziców. Kiedy Młody wszedł do sali, rozejrzał się i uśmiechnął się do mnie. Po
      spotkaniu z wychowawcą nie wyszedł z sali przede mną, jak to zwykle robił, tylko
      zaczekał. Podzielił się wrażeniami i poszliśmy na szybkie lody (spieszyłam się
      do pracy). Jak powiedział, nie widział mnie na auli i myslał, że nie przyszłam.
      Myślę, że mimo wszystko moja obecność była dla niego bardzo ważna. Oby nie
      zapeszyć! Przed nami ciężki rok szkolny... podobno w niebie (25 dzieczyn na 3
      chłopaków). smile
      • konstancja16 Re: Pierwszy dzien w szkole :) 02.09.08, 09:50
        fajnie to opisalas, Marusia. niby obciach, ale przyjemnie
        szczeniakowi jak ktos tam sie interesuje jego sprawami. niby
        zrzedzi, ze juz duzy i zeby sie nie wtracac, ale jak naprawde starsi
        przestana sie 'wtracac' to dopiero bedzie lyso wink))
        trzymaj sie, zycze Wam dobrego roku.
        • marusia1 Konstancjo 02.09.08, 12:22
          Tym razem ja zaczęłam tak posta. smile Dziękuję za życzenia.
      • marusia1 Opowiadać, czy milczeć? 02.09.08, 12:28
        W związku z rozpoczęciem roku, nową szkołą, w której Młody, mam nadzieję, spędzi
        6 lat (gimnazjum + LO) nasuwa mi się pytanie: czy powinien przyznać się, że
        mieszka z ojcem i macochą, a matka jest gdzieś tam... Ja uważam, że podczas
        poznawania się (np. na wyjeździe integracyjnym) powinien nie chwalić się, ale
        przynajmniej nie ukrywać tego faktu. Dopóki on sam nie zacznie tego stanu rzeczy
        akceptować i traktować jako coś normalnego, wciąż będzie to dla niego problemem.
        Byłoby mu łatwiej w kontaktach z rówieśnikami. Chociaż powoli zaczyna zmieniać
        podejście do swojej sytuacji. W sanatorium na około 60 dzieci podobno tylko 3-4
        dzieci miało "normalną" (rodzeni rodzice w związku) rodznę. Nie wiadomo tylko,
        czy stosunki w tych rodzinach też były normalne. Samo życie...
        • 13monique_n Re: Opowiadać, czy milczeć? 02.09.08, 12:38
          Myśle, że jeśli tylko bedzie potrafił mówić normalnie, to po
          prostu, "to zrobiła tata, to "marusia" ". Jeśli pojawi się pytanie,
          kim jest "marusia" - "żona mojego taty". Im mniej uciskania faktów,
          tym szybciej powróci równowaga. Dla takiego wczesnego nastolatka
          (mówię na przykładzie dwójki własnych) ważne jest uspokojenie świata
          na nowo, po rozsypce. Czyli "tak, są różne rodziny. Nasza jest
          akurat taka". Na moich działa.
          • konstancja16 Re: Opowiadać, czy milczeć? 02.09.08, 13:11
            hihi. mam nadzieje, ze nie bedzie mowil 'to zrobila tata' wink)))

            ale zgadzam sie z Monique. jak bedzie to jakos ukrywal i generalnie
            widzial w tym jakis powod do wstydu albo cos nienormalnego to bedzie
            tym sie stresowal. najlepiej traktowac to jako cos zupelnie
            zwyczajnego i tyle (bo takie wlasnie jest). swiat jest roznorodny,
            sa grubi i chudzi, wysocy i niscy, rozwiedzeni i wdowcy, rodziny
            jednoosobowe, trzyosobowe i dwunastoosobowe i najwazniejsze zeby
            czlowiek byl szczesliwy, doceniony i przytulany, a nie zeby mial
            puzzle domowe wg wzoru.

            moim zdaniem dobry zaczatek do rozmowy, zeby nie oceniac po
            pozorach.

            zatem mowic, IMHO. bez stresu, otwarcie i na wesolo. co powinno
            tez wyrobic postawe obronna: zeby go nie zabolalo jak ktos mu bedzie
            chcial tym dokuczyc. zeby czerpac sile z takiej wlasnie rodziny
            jaka ma. nie wstydzic sie jej. byc z niej dumnym nawet, ze wbrew
            przeciwnosciom trzyma sie dzielnie, wesolo i szczesliwie.
            • 13monique_n Re: Opowiadać, czy milczeć? 02.09.08, 13:31
              konstancja16 napisała:

              > hihi. mam nadzieje, ze nie bedzie mowil 'to zrobila tata' wink)))
              No, tu mnie masz smile))) Od razu wyszedłby związek taki tęczowy wink)
              Ale poważniej - przepraszam za literówkę.

              I dodam - tak, na wesoło, na luzie. To nie wada, ani nic, za
              co "zasługuje" na eliminację. Im więcej bedzie umiał mówic, tym
              silniejszy będzie w razie durnych żartów, ktorych na 100% to u
              nastolatków wykluczyć sie nie da.
              • konstancja16 Re: Opowiadać, czy milczeć? 02.09.08, 16:12
                no i otwarte mowienie o tym pozwala uniknac krepujacych sytuacji.
                po co pozwalac pani w szkole powtarzac w kolko 'niech twoja
                mama...', 'powiedz mamie...' skoro wiadomo, ze nie chodzi o mame.
                niech pani w szkole tez sie nauczy mowic 'wasi rodzice i
                OPIEKUNOWIE'. Wojtus, jego tata i zona jego taty. to nie boli

                za to moze zabolec jak pani mowi ciagle 'twoja mama' a to nie mama
                przeciez. i potem, po trzech latach, trzeba odkrecac. ta pani, co
                wszyscy mysleli ze jest mama, wcale nie jest mama. ooooo. uuuuu.
                aaaach. jaka sensacja, zdziwienie, zgorszenie. ci sie domyslali,
                ale nie byli pewni, tamci byli pewni, ale nic nie mowili. wszyscy
                kraza wokol tematu, ale na wszelki wypadek przy Mlodym milcza
                znaczaco. paranoja narasta.

                nie bojmy sie prawdy i nie przemilczajmy jej. bo takie jest nasze
                zycie, nie ma sie czego wstydzic. a jak jacys dulscy beda z tego
                problem robic to mozna ich tylko wysmiac. i tego Mlody powinien sie
                nauczyc.

                nie mowiac juz o tym, ze skladane rodzinki to juz naprawde nie jest
                sensacja na pol wioski. sama zauwazylas, ze u Mlodego w sanatorium
                bylo sporo dzieciakow ze skladakow.
                • liz-beauty Re: Opowiadać, czy milczeć? 02.09.08, 18:47
                  To zalezy. W "mojej" klasie tylko jedna taka rodzinka (wies) i dziewczynka o
                  swoim opiekunie mowi "tata", no to co ja mam sie wyrywac z nietata? Mlody
                  czasami zadowolony, jak ktos pomysli/powie, ze jest moim synkiem, a czasami nie
                  i natychmiast prostuje pomylke...
                • marusia1 dzieciaki ze składaków 02.09.08, 23:31
                  fajne określenie. smile Pierwszy raz słyszę. U Młodego jest tak, że jak przebywamy
                  w towarzystwie osób, które wiedzą, że nie jestem jego mamą (moi znajomi, rodzina
                  moja i męża), to zwraca się do mnie po imieniu. Natomiast w szkole mówił o mnie
                  per mama. Nawet do wychowawczyni, która wiedziała, że jego mamą nie jestem. Tak
                  mu było wygodniej. Politycznie. Nie chciał być gorszy od innych dzieci. Chociaż
                  miał w klasie dzieciaki, których rodzice w ogóle się interesowali nimi
                  (więzienia, prostytucja,itp.), ale byli. Ale chodził do szoły tylko 2 lata, nie
                  ze wszystkimi dzieciakami miał bliższy kontakt. Teraz, gy ma w perspektywie 6
                  lat wspólnej nauki, zabawy, itd. rozmowy na temat rodziców będą nieuniknione.
        • nsc23 Re: Opowiadać, czy milczeć? 03.09.08, 00:34
          Marusia, wydaje mi sie, ze teraz to juz nie jest taki szok, ze facet ma druga
          zone (no chyba, ze mialby dwie na raz, to moze wink) i nie ma sie co czaic. Jak
          sie bedziecie czaic, to dzieciaki pomysla, ze sie chlopak wstydzi, a jak sie
          wstydzi, to pewnie slusznie, wiec mozna mu podokuczac. Jezeli bedzie o tym mowil
          jak o najnaturalniejszej rzeczy na swiecie, to nikt mu nie bedzie dokuczal, bo
          beda wiedzieli, ze sie z tym komfortowo czuje smile
          U nas niby tego problemu nie ma, ze wzgledu na kolor naszej skory, ale i tak
          czasem ktos mi powie, ze mam ladna coreczke, to wtedy odpowiadam, ze to nie
          coreczka tylko pasierbica, ale dziekuje bardzo smile No i kiedys spotkalam chlopaka
          z uniwerku na miescie, akurat mialam mala na rekach, a W wszedl do sklepu. Koles
          jak mnie zobaczyl jak sobie gadam z mala i akurat ona mi dawala buziaki, to sie
          zdziwil, po czym powiedzial, ze nie wiedzial, ze mam dziecko. No to mu tez
          powiedzialam, ze ja nie mam, ale moj facet owszem smile
          Mysle, ze zostawiajac za duzo w sferze plotek i domyslow, mozecie sobie tylko
          zaszkodzic, bo ludzie sobie tylko dorobia wlasna wersje wydarzen - po zobaczeniu
          zdjec moich, W i malej moja znajoma puscila w obieg wiadomosc, ze mam dzieci (!)
          i to jeszcze z roznymi facetami.
          • marusia1 nsc23 05.09.08, 00:08
            Masz rację. Ja zawsze prostuję, o ile ma to znaczenie. Podpytywałam Młodego, czy
            dzieci nie zadawały mu pytań widząc u niego kilka szkół i miejsc zamieszkania na
            tak bardzo popularnej "NK". Odpowiedział, że jeszcze nie, ale jeśli to nastąpi,
            to odpowie, że miał trudne dzieciństwo. I zaczął się śmiać. Tłumaczę mu, że
            jeśli swoją sytuację będzie traktował naturalnie, to nie spota go żadna
            przykrość ze strony innych dzieci. W każdym bądź razie zamieścił swoje zdjęcie
            ze mną w tle i były pytania, czy to jest jego dziewczyna. Odpowiedział, że mama.
            big_grin Oby ex tego nie zobaczyła, bo ją szlag trafi. Młody jest zrażony do matki po
            wakacjach (nie wzięła go pod uwagę, a wyjechała nad morze) i póki co nawet nie
            ma ochoty jej odwiedzić (niestety przy okazji i siostry). Cóż, najważniejsze, że
            jak na razie jego psyche jest OK. I szkoła jest super, pomimo, że kujnia. Oby
            tak dalej! smile
    • e_r_i_n Re: Pierwszy dzien w szkole :) 02.09.08, 00:38
      Mój Młody zadebiutował jako uczeń. Dzielnie to zniósł - od jutra do
      ciężkiej pracy smile.
      • mrs_ka Re: Pierwszy dzien w szkole :) 02.09.08, 18:42
        Moj syn też miał swój debiut w szkole. Zniósł to dobrze, a ja...
        Ja nie cierpię być między młotem a kowadłem. Nie lubię tej
        placówkowej urawniłowki. Jest mi źle, kiedy muszę tłumaczyć Młodemu
        rzeczy, z ktorymi się organicznie nie zgadzam, ale tłumaczę je po
        to, aby miał lżejsze życie w szkole.
        Na przykład.
        Wczoraj syn usiadł w ławce ze swoją kolezanką z zerówki. Przyszła
        pani i rozsadziła oboje- jego posadziła z chłopcem, ją- z
        dziewczynką.
        Najpierw jednak zapytała, czy mogą się rozsiąść: "nie- odpowiedziało
        moje dziecko szeptem przez zacisnięte ze strachu usta- bo ja chcę
        siedziec z olą".
        Śmiech rodzicow na sali, śmieję się i ja, ale tak naprawdę jest mi
        smutno.
        Wobec tego pani odgórnie nakazała zmienić dzieciom ławki. I dzieci
        te ławki zmieniły, a potem syn się mnie zapytał "mamo, dlaczego nie
        mogłem siedzieć z olą?".
        No i co mu odpowiedziec?
        Tak naprawdę to ja nie wiem, dlaczego nie mógł siedzieć z olą.
        Taki bzdet, taka bzdura to przecież, a z drugiej strony: osiemnaście
        przestraszonych siedmioletnich twarzy. Dlaczego im nie ułatwić tego
        debiutu, do cholery?
        Tłumaczyłam więc caly wieczór, ze trzeba dac szansę nowemu koledze,
        że jemu też może być przykro, że trzeba się słuchac pani (bulszit,
        merska, bluszit jak stąd do sochaczewa). A jemu i tak było przykro,
        że mimo odpowiedzi przeczącej kazali mu zmienić miejsce: mamo, po co
        mnie pytali, skoro nikt się z nie liczył z moją odpowiedzią? Ola
        też plakała.
        A dziś wezwała mnie na dywanik wychowawczyni. Po pierwszym dniu,
        proszę szanownej wycieczki.
        Gdyż albowiem moje dziecko rozmawialo podczas lekcji i pani
        powiedziała, że jeśli nie przestanie, to wezwie matkę do szkoły,
        choć bardzo by nie chciała tego robić. Moja siedmioletnia ciapa nic
        nie załapała i odpowiedziała "no to niech pani wezwie mamusię,
        przecież mama chętnie przyjdzie".
        Tak, ja wiem, jakie są szkolne reguly gry.
        Ze na lekcjach się nie gada i tak dalej.
        Ale ta osiemnastka maluchów, świeżo po przedszkolach i zerówkach,
        nauczona nauki poprzez zabawę, swobodnego satelitowania między
        kolegami i koleżankami, tych reguł gry nie zna. I musi się dopiero
        uczyć, że na lekcji jest sie cicho, że drugie sniadanie je się na
        długiej przerwie, że wyjscie do ubikacji trzeba zgłosić podnosząc
        rękę w górę.
        Czy tak trudno jest to zrozumieć?
        Oczywiście odpowiedziałam karnie, że wyjasnię dziecku, że ma być
        cicho, ale nie rozumiem też, dlaczego ja muszę tę kwestię tłumaczyć
        dyplomowanemu nauczycielowi nauczania początkowego.

        Nie. Ja nie lubię szkoły i od dwoch dni przypominam sobie, dlaczego
        nigdy nie lubiłam placówkowego drylu.
        Kochałam za to uczenie się i mój syn też to kocha, ale robi mi się
        smutno, jak pomyslę sobie o tym matrycowaniu, obcinaniu
        za "niedopasowanie". I pochwale "grzeczności".

        a.
        • liz-beauty Mrs_ka 02.09.08, 19:01
          Wychowawczyni straszna. Osiemnascioro siedmioletnich dzieci i musi je w
          pierwszym dniu rozsadzac? Matke na dywanik wzywac, bo pierwszak "gada na
          lekcji"? Wierzyc sie nie chce...
          • konstancja16 Re: Mrs_ka 02.09.08, 21:30
            o rrrrrany. tak bylo w mojej szkole, 30 lat temu. myslalam, ze to
            sie zmienilo....

            pamietam dwie, moze trzy scenki z pierwszej klasy. raz, jak pani
            mnie nie chciala do choru. no, nie nadawalam sie, falszuje, slon mi
            na ucho nadepnal, ale chcialam bardzo. kurna, mogla mi bebenek dac,
            grzechotke, trojkat taki co malo halasu robi, cokolwiek... przykro
            mi bylo, bo lubilam spiewac, chociaz nie umialam i garnelam sie do
            muzyki. w wieku lat szesciu wytlumaczono mi raz na zawsze, ze sie
            nie nadaje. i drugie starcie: z biblioteka. do polek z ksiazkami
            zblizyc sie nie mozna bylo, bo zniszczymy. pare nedznych tytulow
            dla pierwszakow typu 'Na jagody' lezalo na stoliku. a ja juz mialam
            za soba przygode z biblioteka osiedlowa wiec inaczej to sobie
            wyobrazalam. jak szescio- czy siedmiolatek ma ksiazki Z KATALOGU
            wybierac, bez dotkniecia i powachania?! ale staralam sie
            przystosowac. coz z tego, po paru wizytach w biblioece szkolnej
            pani mi mowi, ze mi nie da nowej ksiazki, bo ja tylko wypozyczam,
            ale nie czytam. popatrzylam na nia ze zdziwieniem, bo wtedy
            odkrylam, ze dorosli moga byc glupi. po co ja mialabym przylazic do
            tego niesympatycznego miejsca i jeszcze nosic te ksiazki w te i z
            powrotem jesli ich nie mialabym czytac. przeciez biblioteka ma
            ksiazki po to, zeby je wypozyczac i czytac. wyrazny brak logiki...
            dopiero cztery lata pozniej sie zorientowalam, ze w niektorych
            klasach bylo takie wspolzawodnictwo: kto wiecej ksiazek WYPOZYCZY.

            a potem juz bylo tylko gorzej w tej szkole. do czwartej klasy, bo
            potem zmienilam. i myslalam, ze teraz to jest inaczej sad
        • 13monique_n Re: Pierwszy dzien w szkole :) 02.09.08, 21:18
          A moje dzieci przed laty miały cudowne nauczycielki w I klasie. Obie Panie
          wiedziały, że to przerażone maluchy, po przedszkolu, raczej ciepłe i bezradne,
          trochę zbyt energiczne czasami. Pierwszaki nawet dzwonków nie miały dla siebie.
          Przerwy były, jak Pani widziała, że uwaga klasy słabnie. Tak, tak, polska
          publiczna szkoła podstawowa. Tylko Paniom się po prostu chciało big_grin
          Dopiero w 3 klasie przyszła pani na zastępstwo, bo wychowawczyni musiała wziąć
          urlop zdrowotny. I zaczęła się jazda z moim "ciapą", który mówił, że nie
          usiądzie z tą koleżanką, bo woli tamtą. Ale pani kazała z "tą". On - nie. To
          będziesz sam siedział. "To będę". Pat. Wezwanie mnie do szkoły "on burzy mój
          autorytet". Moje wyjaśnienia, że Michał ma prawo do swojego wyboru i ja
          oczekuję, że zostanie uszanowany. NIkogo nie obraża, siedzi sam, nie gada. Pani
          spróbowała mnie zabić wzrokiem - bezskutecznie wink Dziecko nie ucierpiało, bo
          stopni nie było. Za to ja byłam często w szkole i aktywnie współpracowałam,
          także z pedagogiem szkolnym.

          Teraz córka debiutowała w wymarzonym gimnazjum smile Twierdzi, że je kocha big_grinDD
          Syn szykuje się do egzaminów, poważna sprawa, mimo durnego wieku smile
          • konstancja16 Re: Pierwszy dzien w szkole :) 02.09.08, 21:43
            hehe

            ja dzieci nie mam to sie swoimi wspomnieniami dziele. moja mama
            szybko zdecydowala, ze nie bedzie na wywiadowki chodzic, bo to nie
            na jej nerwy. ojca wysylala bo on spokojniejszy i bardziej
            ugodowy.

            i takie pamietam (bo moja mama wspominala): jak jedna wychowawczyni
            sie skarzyla, ze ja na nia patrze 'z wyzszoscia'. i zebym 'tak' nie
            patrzyla. i ta sama wychowawczyni, narzekajac na klase cala,
            powiedziala cos w rodzaju, ze jak do drzwi dochodzi to juz jej sie
            niedobrze robi na sama mysl, ze to ta klasa wlasnie. tu moja mama
            nie wytrzymala i powiedziala tej pani, ze chyba sie minela z
            powolaniem i z takim podejsciem to raczej nie powinna pracowac w
            szkole. i to byla ostatnia wywiadowka mojej mamy (w mojej szostej
            albo siodmej klasie), potem juz tylko tato chodzil. hmmmm, no
            ciekawe po kim ja mam ten niewyparzony jezyk.

            dadza rade dzieciaki, chociaz... jak wszedzie, sa ludzie i
            taborety. szkoda troche, ze w szkole taborety, ale moze i ludz sie
            trafi...
        • e_r_i_n Re: Pierwszy dzien w szkole :) 02.09.08, 22:50
          Masakra uncertain
          Nasza wychowawczyni poki co, mimo ze wrazenie 'trzymajacej dzieci w
          garsci' sprawia, dzieciaki oswaja ze szkola spokojnie.
          Wczoraj godzine spedzila na ich poznawaniu, wiec dzisiaj rano juz po
          imieniu sie zwracala.
          Zdecydowanie niektorzy nauczyciele mineli sie z powołaniem.
        • nsc23 Re: Pierwszy dzien w szkole :) 03.09.08, 00:45
          Mrs_ka,
          Moj brat zaczynal szkole 4 lata temu, w tym roku zmienial, wiec tak jakby zaczal
          od nowa - powiem tak, lepiej nie bedzie wink 4 lata moja mama sie meczyla tak jak
          Ty, bo ma podobne opinie i podejscie do swojego dziecka.
        • kasia_kasia13 Re: Pierwszy dzien w szkole :) 03.09.08, 11:14
          Wypisz-wymaluj moja wychowawczyni z podstawowki. Mialam tylko nadzieje, ze w dzisiejszych czasach nauczyciele sa lepiej przygotowani do pracy z dziecmi.
        • zonka77 mrs_ka 03.09.08, 19:11
          kurcze co to za wychowawczyni??
          Moje dziecko siedzi samo bo mają takie ławeczki nowoczesne - pojedyncze. Ale w
          pierwszym dniu były normalne ławki i pani nie wiedziała że je zmienią. Pozwoliła
          się dzieciakom usadowić gdzie chciały. Zresztą dzisiaj w tych nowych ławkach też
          każdy usiadł gdzie chciał.
          Dzieci gadają na lekcjach bo pani ich zachęca do wypowiadania się i rozmów -
          poznają się, przecież to zajęcia zintegrowane i z tego co mi opowiada córka to
          niewiele przypomina lekcje jakie ja pamiętam. Dzieci rozmawiają z panią,
          rozmawiają ze sobą - pani np powiedziała mi dzisiaj ze moja córka jest bardzo
          rezolutna i co prawda gaduła i zadaje dużo pytań ale za to gada sensownie i jest
          koleżeńska smile
    • liz-beauty Re: Pierwszy dzien w szkole :) 02.09.08, 18:58
      My zaczelismy szkole wszyscy troje.

      Mlody w podstawowce. M. odbyl rozmowe z wychowawczynia i ustalil sposob
      informowania go o zachowaniu syna w szkole, a takze przedstawil nasza propozycje
      zaangazowania go w zycie klasy i szkoly. Moze w tym roku bedzie lepiej?

      M. w lokalnej uczelence. Zajmuje sie studentami zaocznymi i dlatego tak wczesnie.

      Ja w gimnazjum. Ach, jakze podobaja mi sie moi uczniowie bez mundurkow! Wszyscy
      (prawie) stosownie ubrani, zadnych golych brzuchow czy wystajacych stringow
      (niemodne chybawink

      Jednym slowem: back to school!
      • nsc23 Re: Pierwszy dzien w szkole :) 03.09.08, 00:46
        Ja zaczynam ostatni rok studiow (niestety na razie tylko BSc) za trzy tygodnie.
        Juz mi sie nie chce, bo jak widze, jaki bede miala zapiernicz, to sie robie od
        razu zmeczona wink
    • malwina331 Re: Pierwszy dzien w szkole :) 03.09.08, 15:30
      Mój Mały też zaczął 1 klasę. Poszło gładko, oby tak dalej się
      toczyło...
      • zonka77 u nas też 03.09.08, 19:19
        pierwszy dzień w szkole - mojej córki.

        Ogólnie zero strachu u dzieci, widzę już drugi ranek 19 uśmiechniętych buziaków
        a moja leci do szkoły jak na skrzydłach bo jest tak super. A najlepiej podobno
        na lekcjach - przerwy jak na razie wydają się jej niepotrzebne wink

        Obiadki pyszne, książki fajne, dzieci wesołe - generalnie jest super (i po co ja
        tak przeżywałam??)

        Jedyny minus to religia - było uzgodnione z dyrekcją i wychowawcą że mała na
        religię nie chodzi. W ostatniej chwili kiedy wychowawczyni już poszła ksiądz
        nakazał małej zostać na lekcji bo nie przyniosła karteczki od rodziców z
        oświadczeniem (nikt mi nie powiedział że mam przynieść chociaż pytałam
        kilkukrotnie co mam zrobić)
        Pani wych. na drugi dzień była bardzo zdziwiona o jaką karteczkę chodzi. Ksiądz
        przepytał mi dziecko czy chodzi do kościoła i do jakiego i gdzie i czy chodzi na
        religię i czy rodzice chodzą do kościoła i czemu ma nie chodzić itp. Sądziłam ze
        chciał się zorientować żeby może wiedzieć co mówić innym dzieciakom w razie
        pytania i czy mała będzie miała jakieś świadectwo z oceną z innej religii (tak
        się praktykuje i ona będzie miała ocenę od nas ze zboru)
        Więc poszłam dzisiaj wyjaśnić i dopytać jak z tą oceną. A ksiądz potraktował
        mnie tak niechętnie i nieprzyjemnie jak tylko potrafił. Podkreślał że jego to
        nie obchodzi, że u niego córka będzie miała kreskę a jej ocenę ma gdzieś (to po
        co wypytywał dziecko przy całej klasie?) I straszącym tonem oznajmił że nie
        będzie miała wcale oceny z religii i nie policzy się jej do średniej i że on nic
        nie wie o ocenie z innego miejsca (bzdura bo dyr potwierdził że może mieć ocenę
        ze szkółki niedzielnej w zborze a jak nie to dostanie 5 - bo nie zapewniają
        etyki a nie może mieć mniej ocen)

        Ale mam nadzieję że nie będzie miała żadnych problemów z powodu niechodzenia na
        religię.

        Reasumując - mała twierdzi że szkoła jest super ekstra i wspaniała. Żadnych
        nerwów i strachów z jej strony. Za to ja przeżywałam jak głupia, nie spałam z
        emocji (chociaż ostatnio ogólnie mam problemy ze snem) i dopiero dzisiaj się
        uspokajam powoli (kwoka ze mnie straszna smile
        • zonka77 a u młodej 03.09.08, 19:23
          to niestety nie wiem. Też zaczęła nową szkołę w stanach. na moje maile nie
          odpisuje,debiutem w szkole małej się nie interesuje chyba mąż dzwonił ale jest w
          delegacji więc nie wiem jak jej poszło.
    • olga721 u nas też 03.09.08, 23:11
      debiut w pierwszej klasie. Jak na razie najlepsze są przerwy i
      chomik w akwarium.
      Natomiast córka męża, zadebiutuje 1 października na uniwersytecie
      warszawskim.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja