coś optymistycznego... :)

17.10.03, 10:20
Wczoraj była mojego męża zaskoczyła nas a mnie na cały dzień wprawiła w
dobry humor. A było to tak:

Dzień wcześniej napisałam do Oli maila z propozycją wysłania jej na obóz
zimowy na Słowację w czasie ferii. Ola już wcześniej wiedziała, że tato z
nią na ferie nie pojedzie bo na początku stycznia urodzi się nam dzidziuś.
Więc teraz się ucieszyła, że będzie miała zorganizowany wyjazd. W mailu
napisałam jej jakie są koszty tego obozu bo - tak jak poprzednio -
prawdopodobnie będzie chciała namówić na ten wyjad jakąś koleżankę i musi
mieć takie dane. Zupełnie nie przyszło mi na myśl, że Ola może tego maila
pokazć mamie i że może z tego cokolwiek wyniknąć. Ustaliliśmy z Arturem, że
na początku przyszłego tygodnia skontaktuje się z byłą i zapyta czy zgodziła
by się pokryć jakąś część kosztów tego wyjazdu. A tu wczoraj rano Renata
zadzwoniła do niego z własnej inicjatywy i powiedziała, że bardzo chętnie
pokryje część tego wyjazdu i obniży nam alimenty za styczeń. Na dodatek
wyraziła się o mnie per Kasia co mojego męża wprawiło w osłupienie smile.
Koniec końców ona pokryje więcej niż połowę kosztów tego wyjazdu... Wciąż
nie bardzo chce mi się w to wierzyć smile.

Z drugiej strony już dawno zauważyłam, że od czasu jak Artur podniósł
alimenty o większą kwotę niż Renata żądała, jej postawa zmieniła się
diametralnie. Już nie ma żądań dotyczących jakichś dodatkowych wydatków a
jak widać inicjatywa z naszej strony spotyka się ze zrozumieniem.
Znaczy....da się smile tylko trzeba odrobiny dobrej woli z obu stron.
Naprawdę bardzo się cieszę, że tak sie wszystko układa, głównie ze względu
na Olę smile))
Życząc wszystkim dobrych układów z eksiami i nexami pozostaję... wink))
    • naturella Re: coś optymistycznego... :) 17.10.03, 10:29
      Nasze ex też ostatnio wprawiła mnie w szampański humor, a mojego męża
      rozczuliła do łez... że taka dobra kobieta, że takie miękkie serduszko ma...
      Mianowicie zadzwoniła ostatnio i powiedziała, że nie będzie się domagać ani
      złotówki z książeczki mieszkaniowej mojego męża, że nam się to bardziej przyda,
      jeśli chcemy mieszkanie kupować... Mój mąż cały dzień żartował, że właściwie po
      co się z nią rozwodził, jak ona taka dobra, że jej nie doceniał... A ja się
      uśmiałam, że darowała nam pieniądze mojego męża z jego własnej książeczki,
      którą założyła mu babcia, jak miał sześć lat...I że ani słowem się nie
      zająknęła o ich wspólnym długu, który spłacamy my, a który suma sumarum
      wyniesie 21 tysięcy!!! Grrrr....!!!
    • jayin Re: coś optymistycznego... :) 17.10.03, 13:57
      mkatarynka --> no to miłosmile z zaskoczenia was wzięła.. ale to in plus!
      oby więcej takich "odruchów porozumieniowych" i będzie OKsmile byle nie było
      to "jednorazowe"...

      naturello --> faktycznie, taka "łaskawość" bardziej poraża bezczelną
      śmiałością, niż dobroczynnościąsmile ale co... WYKAZAŁA się dobrocią serca?
      wykazała się. nieważne, że dysponując nie swoimi do końca ekwiwalentami. hehesmile
      a te długi.. jezu.. jak ja się cieszę, że ja nie mam takiego czegoś na głowieuncertain
      szlag by mnie trafił, gdybym musiała współuczestniczyć w spłacaniu cudzych
      długów... blah.

      pozdr.
      Joanna
Pełna wersja