najpierw sie ucieszylam, ale...

21.11.03, 12:22
... ale kiedy troche poczytalam niektoore posty, przerazilam sie! Wlasnie
dzisiaj niechcacy trafilam na to forum i naprawde bardzo sie ucieszylam, ze
istnieje takie miejsce, gdzie bede mogla opowiedziec o swoich watpliwosciach
i lekach ludziom, ktoorzy zrozumieja, bo tez to maja... Ale tyle w tych
waszych watkach nienawisci, zawzietosci, braku zrozumienia, do tego jakies
intrygi, zlosliwosci... jejku. Chcialabym tu bywac, bo powiem szczerze:
miotam sie troche i denerwuje z rooznych powodoow. Ale w taki sposoob??? A
nuz widelec okaze sie, ze kolezanka z postu obok to byla mojego meza, albo
jej najserdeczniejsza przyjacioolka i beda mnie potem szantazowaly
prokuratorem, albo w inny sposoob umilaly zycie...
Dlaczego w was tyle nienawisci? Nie we wszystkich oczywiscie, ale w
wiekszosci...
Ja wiem ze to trudna sytuacja, trudna droga, ktoora zdecydowalysmy sie isc,
ale przeciez nikt nas do niej nie zmuszal! Same wybralysmy! Wiem, ze zycie
weryfikuje po jakims czasie nasze poglady i cos, co wydawalo sie proste nagle
okazuje sie byc wyjatkowo skomplikowane... wiem, bo mam to samo... No, ale te
posty lali2002, albo kamili, albo kilku innych. To naprawde przekracza moje
zrozumienie tematu.

Czy ktooras z was nie nienawidzi ex zony swojego meza? I szanuje ja na
przyklad za to, ze jest dobra matka? Albo za kilka innych rzeczy? Ja sie ze
swoja bynajmniej nie przyjaznie, ale... Nie odwazylabym sie uzywac tak
mocnych sloow w stosunku do jej osoby. Bo to nie jej wina, ze nastalam po
niej. Nawet, jesli w kilku rzeczach jestem od niej lepsza... Przeciez sa
osoby, ktoore sa jeszcze lepsze ode mnie. I co? Trzeba mnie za to zmieszac z
blotem? Albo udupic? Po prostu - ona to dla mnie temat zamkniety. Byla i juz
jej nie ma. Teraz jestem ja. I nie zamierzam stawac w szranki z nia,
proobujac wykazac, ze jest zla matka, zlodziejka, pijaczka, naciagaczka i w
dodatku glodzila swojego bylego meza i dawala dupy innym.
Brrr... chcialabym tu bywac, ale... no, nic, moze poczytam wiecej postoow i
znajde w nich wiecej optymizmu :o)
pozdrawiam
    • aagacia Re: najpierw sie ucieszylam, ale... 21.11.03, 12:38
      droga pysiu,

      przede wszystkim jesli chodzi o to ze moga sie tu spotkac eks z obecna - coz,
      kazda z nas zdaje sobie sprawe ze do konca anonimowa nie jest.i trzeba brac
      pod uwage ze moze przydarzyc sie taka sytuacja ze na forum spotkaja sie dwie
      strony - tak jak mialo to miejsce w przypadku kamilli 77 i domali.miejmy
      nadzieje ze ta konfrontacja bedzie miala tylko dobry skutek i pozwoli na
      poglebienie wiezi miedzy ojcem a synem.

      co do nienawisci : kazda z nas jest w innej sytuacji.niektore maja prawdziwe
      powody do tego ze swojej eks wyraznie nie znosic. i przypominaja o sobie
      kazdego dnia - a to niesplaconymi dlugami, paskudnymi telefonami, czy
      zabranianiem widywania sie z dzieckiem. sprobuj troszke wglebic sie w to co
      pisza dziewczyny a nie tylko pobieznie oceniac. wiele z nas ma calkiem
      normalny stosunek do naszych eks. ale forum jest po to zeby pogadac o swoich
      problemach, zeby zapytac o zdanie innych.
      mam nadzieje ze jednak znajdziesz tu kawalek miejsca dla siebie.
      pozdrawiam
    • la.felina Re: najpierw sie ucieszylam, ale... 21.11.03, 12:53
      Pysiu,
      chyba pośpieszyłaś się z oceną.
      Tu jest z pewnością więcej mądrych, wyważonych wypowiedzi niż nienawiści.
      Prawda,że czasem robi się gorąco, ale to zazwyczaj na linii ex - next.
      Poczytaj więcej. Wtedy ocenisz.
      Jak wiesz forum powstało po to żeby macochywink mogły wymieniac się
      doświadczeniami. Nie miał być to klub wzajemnej adoracji ami krucjata pod
      hasłem "nienawidzę ex".
      Problem w tym, że często ex jest naprawdę wredną osobą i trudno napisać o niej
      jedno dobre słowo.
      Jeśli w grę wchodzą dzieci ex nie jest niestety "tematem zamkniętym".
      Tylko pozazdrościć jeśli Ty swoją ex możesz szanować.

      Pozdrawiam,
      F
      • pysia-2 Re: najpierw sie ucieszylam, ale... 21.11.03, 13:21
        Poczytalam :o)
        Zwracam honor :o)
        Jakos niefartownie trafilam akurat na najbardziej gorace watki na poczatek :o)
        Ale doczytalam kilka innych... i musze wam powiedziec, ze odnalazlam w nich
        sama siebie. Tylko nie wiem czy to dobrze. Chyba zle. Ale dobrze, ze nie jestem
        sama z moimi pogladami i spostrzezeniami.
        To tyle na razie.
        Dobrze, ze jest to forum.
    • capa_negra Pysia!! 21.11.03, 14:03
      powolutku - ja tez tu jestem od niedawna ale czytam dłużej - to naprawdę
      fajne forum a takie sytuacje jak w ostatnim tygodniu wszędzie sie zdarzają -
      nie zrażaj sie wiec smile
    • yokono Re: najpierw sie ucieszylam, ale... 21.11.03, 14:36
      hej
      niesmialo mowie dzien dobry . podczytuje to forum od poczatku (mam nawet swoje
      sympatie i anty-)i uwazam ze to fantastyczne tetniace zyciem i emocjami miejsce.
      ale przyznam sie ze mam podobne obawy co ty ze moglabym przypadkiem zostac
      przez kogos znajomego zidentyfikowana. nie obawiam sie absolutnie naszej ex nie
      widzialysmy sie na oczy ale ja na swoj sposob szanuje i nie mam nic kompletnie
      do zarzucenia, mam wrazenie ze z wzajemnoscia.nie weszlam jej w dropge ,
      pojawilam sie niedlugo po rozwodzie, ktory byl zreszta jej decyzja.pewnie ze
      wolalabym meza z "czystym katem", ale ze jest tak a nie inaczej to w zadnym
      wypadku nie jej wina. uwierzcie ze moze byc normalnie
      pozdrawiam
    • pysia-2 Re: najpierw sie ucieszylam, ale... 21.11.03, 16:57
      No, u mnie az tak roozowo nie jest, ale fakt jest faktem, ze mam w nosie jego
      ex, jesli tylko nie robi zadnych numeroow (a na razie nie robi), bo wiem ze w
      przeszlosci potrafila. Ja poznalam mojego meza grubo po rozwodzie i mnie to nie
      dotyczy. Moze dlatego nie potrafie zrozumiec tej zajadlosci, z jaka iektoore z
      dziewczyn sie tu wypowiadaja... ale w sumie - moze po prostu przez to nie
      przeszlam. Przechodze za to przez inne rzeczy - ale o tym kiedy indziej - jak
      sie rozkrece :o)
      • jayin Re: najpierw sie ucieszylam, ale... 21.11.03, 17:55
        cześć pysiu i cześć yokono smile
        witam serdecznie ze swej strony na forum i piszcie, piszcie...

        pozdrawiam

        Joanna
      • ka.ga Re: najpierw sie ucieszylam, ale... 21.11.03, 18:29
        Wlasnie o to chodzi, Ptysiu. Jesli ex nie utrudnia kontaktow z dziecmi, jesli
        nie opowiada dookola, jakim to draniem jest jej byly, jesli nie czyni zadnych
        zloscliwosci - to w porzadku. Jesli ktoras z nas (np ja) nie lubi swojej ex to
        przeciez nie dlatego, ze ona byla pierwsza, tylko dlatego, ze kiedy nastala
        era tej drugiej, byla robi wszystko, zeby obrzydzic zycie swojemu ex i jego
        zonie/partnerce.
        Tak samo,jak nie lubi sie np kolezanki - intrygantki w pracy, znajomej
        robiacej zlosliwe ploty itp.
    • kasjusz3 Re: najpierw sie ucieszylam, ale... 21.11.03, 19:02
      Witaj Pysiu

      Mnie też się wydaje, że to forum jest w miarę wyważone pod względem emocji.
      Owszem, jak zauwazyły dziewczyny powyżej, zdarzają się skoki temperamentu,
      lecz wydaje mi się, że taki już urok dyskusji internetowych. Pamiętajmy, że
      nie mamy mozliwości zweryfikowania tekstu z osobą. Pewnie w takiej
      konfrontacji okazałoby się, że niektóre wypowiedzi padają stricte pod wpływem
      chwili, inne są mniej przemyślane (a trudniej jest cofnąć słowo pisane niz
      mówione, niestety), w jeszcze innych brakuje mediatora, który mógłby
      powiedzieć po prostu "proszę o spokój" itd.

      Moim zdaniem ogólny bilans wypada jednak OK i bardzo się z tego cieszę.
      A to, że występuje tu mniejsza lub większa monotematyczność w temacie "byłe
      contra obecne"? Sadzę, ze taki już charakter forum.
      Podkreślam jednak, że moim zdaniem, większość obecnych tu osób, jeżeli nawet
      zdarza im się tracić klasę, to stara się przynajmniej spojrzeć na problem z
      dwóch stron. Dlatego cenię to forum i nie uważam go bynajmniej za sabat
      czarownic czy zgromadzenie idiotek przy "kawce".

      Mam nadzieję, ze i Ty się przekonasz.
      Pozdrawiam
    • kasjusz3 Jeszcze a propos nielubienia 21.11.03, 19:28
      Tak, nie lubię byłej mojego mężczyzny, a ona nie lubi mnie.
      Tym samym wypełniamy encyklopedyczą wręcz definicję kontaktu "była - obecna".

      Dlaczego jej nie lubię?

      - Ponieważ generalnie nie cenię ludzi, którzy w kazdym aspekcie zycia kierują
      sie postawą roszczeniową, uważając, że nalezy im się to i owo;

      - Ponieważ nie imponuje mi bierność, miernota intelektualna, brak aktywności
      i wyznawanie idei, że czas wolny najlepiej spędza się, oglądając TV;

      - Ponieważ zazwyczaj stronię od ludzi, którzy w swoim życiu przeczytali jedną
      książkę, a czasopisma traktują jako zbyteczny wydatek i rozrywkę dziwaków;

      - Ponieważ, będąc kobietą i mają świadomość tego, jak wiele należy jeszcze
      zrobić w temacie emancypacji, równouprawnienia i w przełamaniu stereotypów,
      gardzę kobietami, które z własnej i nieprzymuszonej woli te stereotypy
      pogłębiają, wychodząc za mąż w wieku lat 20, rodząc pierwsze
      dziecko "koniecznie przed 25", nie potrafiąc przy okazji poprowadzić nawet
      prymitywnej konwersacji na jakikolwiek temat;

      - Ponieważ drażnią mnie osoby, które uważają, że chodzenie do kina to
      wyrzucanie pieniędzy w błoto, podróżowanie traktują jako przywilej bogatych
      głupców i stratę czasu, a niedzielne zakupy w supermarkecie jako
      okazję do spotkania znajomych z piaskownicy. Na zaproszenie własnego męża na
      kolację w restauracji natomiast odpowiadają, że "nie zajmują się głupotami,
      które w dodatku za drogo kosztują."

      - Ponieważ nie zgadzam się z przekonaniem, że nie należy golić nóg w
      zimie, "bo nie widać", jak również z tym, że kobieta w ciąży ma przywilej
      szwędania się w za długim t-shircie i wyciągniętych legginsach, jak również z
      tym, że w "pewnym wieku", będąc w dodatku mężatką, należy ubierać się w
      poważne historie, typu źle skrojona garsonka w kolorze mysim.

      To mniej więcej tyle.
      Tak samo nie lubiłabym Pani Kowalskiej z 5. piętra, gdyby przedstawiała
      podobne cechy osobowości i za wszelką cenę obstawała przy partycypowaniu w
      moim życiorysie. Najbardziej ubolewam jednak nad tym, że na ulicy, w knajpie,
      czy nawet podczas spotkania rodzinnego, zawsze jest jakaś tam mozliwość, żeby
      uniknąć kontaktu z idiotą. We własnej głowie jest już trudniej, zwłaszcza
      jesli Pani Kowalska z 5. jest matką dziecka twojego mężczyzny.

      pozdrawiam
      Kasjusz
      • rybkavielorybka Re: Jeszcze a propos nielubienia 22.11.03, 08:41
        kasjusz3 napisała:

        > Tak, nie lubię byłej mojego mężczyzny, a ona nie lubi mnie.
        > Tym samym wypełniamy encyklopedyczą wręcz definicję kontaktu "była - obecna".
        >
        > Dlaczego jej nie lubię?
        ........


        Bardzo mi się podoba ten post smile, za to już Cię lubię i mogłabyś okazać się
        nawet ex mojego męża smile (szkoda tylko że to nierealne, bo ona odpowiada raczej
        stereotypowi Pani Kowalskiej choć w złagodzonej wersji)
        pozdrawiam
      • pysia-2 Re: Jeszcze a propos nielubienia 25.11.03, 09:51
        Czy my przypadkiem nie mamy tej samej bylej? :o)
        Moja przedstawia te same cechy osobowosci. Ale ja nie skupiam sie na uczuciu
        nienawisci. Ja ciesze sie po prostu ze jestem od niej wyzej o kilka oczek w
        ewolucji :o))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja