Odpuścić czy nie?

25.11.03, 12:52
Muszę się z Wami podzielić swoimi rozterkami.

Kiedy eks mojego M. złozyła pozew o rozwód z orzekaniem o jego winie, M.
zaproponował jej, ze bedzie płacił jej 3 tys. alimentów oraz przpisze na nia
ich mieszkanie. Nie zgodziła się. Rozwód trwał 2 lata i był bardzo burzliwy.
Kosztował mojego M. ok. 15 tys. Ale chyba dużo więcej kosztowała nie tylko
jego, ale równiez mnie ta góra stresó, nerwów, napięcia psychicznego i
awantur wybuchających między nimi od czasu do czasu. W międzyczasie on
spłacił jeszcze ich wspólne długi (debety na kontach i jakies inne
zadłużenia) - w sumie dodatkowo jeszcze jakieś 6 tys. Na spłatę tego
wszystkiego musiał się zapożyczyć.

Na ostatniej sprawie rozwodowej sąd zmniejszył alimenty na żonę i 2 dzieci do
2 tys., argumentując decyzję tym, że eks jest kobietą bardzo wykształconą (2
fakultety, 2 języki obce) i powinna pójść do pracy. Eks nie chce. Kiedyś w
jakiejś kłótni powiedziała, że nie pójdzie pracować, bo M. zmniejszą
alimenty, a ona nie chce aby jemu było za dobrze.

W chwili obecnej eks oczekuje od byłego męża, że zadowoli się jakąś małą
kwotą, którą ona spłaci mu ich mieszkanie. Według prawa należy mu się 50%.
Ona nie chce słyszeć o 50%, liczy na to, że on zadowoli się dużo mniejszą
kasą (ale nie potrafi powiedzieć ile to ma być). Oczywiście ciągle sugeruje,
że nadal powinien przepisać mieszkanie na nią. Doszło do tego, że zabroniła
mu spotykac sie z dziećmi, dopóki on się z nią "honorowo" nie rozliczy. Taka
sytuacja trwa juz od 2 miesięcy.

No i dziś jes spotkanie byłych małżonków z ich adwokatami w sprawie podziału
majątku. Nie wierzę, że dojdzie do jakiejkolwiek ugody między nimi. Sprawa
pewnie znów oprze się o sąd. Kolejne wydatki... I tak się zastanawiam, czy
nie powinniśmy odpuścić, aby w końcu uzyskać jakiś spokój w zyciu. M.
jednakże nie chce. Twierdzi, że ma dość roszczeniowego stosunku eks do niego,
ciągle jej daj i daj, a sama w żaden sposób nie chce poprawić bytu ani
dzieciom, ani sobie.
No i co o tym myślicie?
    • chalsia Re: Odpuścić czy nie? 25.11.03, 13:15
      Współczuję.

      Ja też chciałam swojemu dokopać, jeśli tak to nazwać (a raczej spowodowąc by
      nie było mu łatwo i dobrze, skoro i mnie nie jest oraz ukarać). Tym bardziej,
      że mogłabym udowodnić, że z jego winy (zostawił mnie po nastu latach z 5-cio
      miesięcznym dzieckiem, od razu związał się z kobietą, którą znał ze swojej
      pracy, dziecko z nią było w drodze jeszcze w trakcie rozowodu, tak, że mój
      synek nie ma 2 lat i ma rodzeństwo, zdjęcia od detektywa zrobione 3 miesiace po
      jego odejściu jak z ta kobietą rano z jego domu wychodzą). Spokojnie bym
      dostała rozwód z orzekaniem o winie. Tylko......

      - nie chciałam się szarpać przez długi czas
      - szkoda mi było moich nerwów
      - szkoda mi było dziecka wplątanego w taką walkę (co najmniej emocjonalnie)
      - znam siebie, zapiec się w walce jest mi łatwo, a ja nie chcę by walka z eks
      stanowiła ośrodek mojego życia

      Rozwód był bez orzekania o winie, z ugodą majatkową z nieruchomością na mnie. Z
      tym, że po piatym szantażu ze strony (wtedy jeszcze) męża, że wycofa się z
      ugody majątkowej jeśłi czegoś nie zrobię (np. nie podpiszę harmonogramu
      kontaktów z dzieckiem wedle jego widzi mi się) ja mu jasno powiedziałam, by nie
      przeciągał struny, bo jemu zależy na szybkim rozwodzie, a ja już przywykłam i
      jeśli jeszcze raz mi wyskoczy z warunkowaniem ugody majątkowej (albo się będzie
      chciał wycofać), to ja zmieniam pozew na z orzekaniem o winie i bedziemy się
      bujac ze 2 lata.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
    • femalespirit Re: Odpuścić czy nie? 25.11.03, 13:25
      > Na ostatniej sprawie rozwodowej sąd zmniejszył alimenty na żonę i 2 dzieci do
      > 2 tys., argumentując decyzję tym, że eks jest kobietą bardzo wykształconą (2
      > fakultety, 2 języki obce) i powinna pójść do pracy. Eks nie chce. Kiedyś w
      > jakiejś kłótni powiedziała, że nie pójdzie pracować, bo M. zmniejszą
      > alimenty, a ona nie chce aby jemu było za dobrze.
      Jak widac sad zachowal rozsadek, wiec chyba lepiej nie odpuszczac, bo
      zostaniecie z dlugami i bez jakiejkolwiek czesci dorobku zyciowego, ktorego 50%
      przeciez slusznie sie Twojemu M. nalezy. Niby dlaczego ma zaczynac zycie od
      nowa? Przed szantazem uniemozliwienia wizyt z dziecmi lepiej sie nie uginac, bo
      inaczej ja nauczycie, ze to jest argument po ktory ona zawsze moze siegnac. Co
      jesli zechce za pol roku wszystkiego co macie? Widac tez, ze kobieta nie zwaza
      na dobro swych dzieci i jest gotowa na wszystko, wiec jesli nie utniecie tego
      teraz, moze wam zatruc reszte zycia. Lepiej sie pomeczyc teraz ze dwa lata w
      sadzie niz dac sie terroryzowac przez nastepne kilkanascie lat. A co do
      ograniczen widzen z dziecmi, to przeciez mozna z tym prawnie walczyc. I w tym
      przypadku chyba trzeba, bo dobrowolne negocjacje nie daja efektow.
      Mojej ex alimentow ciagle malo (choc pracuje i niezle zarabia i dostaje 5 tys.
      tylko na dzieci), grozila po naszym slubie, ze wniesie sprawe o podniesienie
      alimentow, ale moj M. szybko jej powiedzial, ze za chwile, jak zechce, moze sie
      stac bezrobotnym utrzymywanym z renty matki, jesli ona chce nieuczciwie
      naciagac go na kase i nic juz nie uzyska. I wiedziala, ze jest gotowy na walke,
      wiec odpuscila.


      > W chwili obecnej eks oczekuje od byłego męża, że zadowoli się jakąś małą
      > kwotą, którą ona spłaci mu ich mieszkanie. Według prawa należy mu się 50%.
      > Ona nie chce słyszeć o 50%, liczy na to, że on zadowoli się dużo mniejszą
      > kasą (ale nie potrafi powiedzieć ile to ma być). Oczywiście ciągle sugeruje,
      > że nadal powinien przepisać mieszkanie na nią. Doszło do tego, że zabroniła
      > mu spotykac sie z dziećmi, dopóki on się z nią "honorowo" nie rozliczy. Taka
      > sytuacja trwa juz od 2 miesięcy.
      >
      > No i dziś jes spotkanie byłych małżonków z ich adwokatami w sprawie podziału
      > majątku. Nie wierzę, że dojdzie do jakiejkolwiek ugody między nimi. Sprawa
      > pewnie znów oprze się o sąd. Kolejne wydatki... I tak się zastanawiam, czy
      > nie powinniśmy odpuścić, aby w końcu uzyskać jakiś spokój w zyciu. M.
      > jednakże nie chce. Twierdzi, że ma dość roszczeniowego stosunku eks do niego,
      > ciągle jej daj i daj, a sama w żaden sposób nie chce poprawić bytu ani
      > dzieciom, ani sobie.
      > No i co o tym myślicie?
    • la.felina Re: Odpuścić czy nie? 25.11.03, 13:57
      Asiu,
      ja bym nie odpuszczała.
      Macie już "za sobą" decyzję sądu o zmniejszeniu alimentów. Jego stanowisko, że
      ex powinna wziąć się do roboty a nie pasożytować kosztem dzieci.
      To jej też powinno dać do myślenia.

      Skoro ex wcześniej nie podjęła szczoderj propozycji dot. mieszkania niech teraz
      nie stawia warunków. Niech zaproponuje coś sensownego.
      A argument o zabronieniu spotkań z dziećmi - jeśli zadziała raz będzie
      straszakiem już na zawsze.
      Cierpliwości. Widzenia ustali sąd, a nie jej wysokość ex. Potem trzeba "tylko"
      zabiegać o realizację wyroku. Nawet jeśli ex będzie piętrzyć przeszkody ileś
      spotkań się odbędzie.

      Twój M.ma rację. Trzeba walczyć z roszczeniową postawą ex.
      Ona też ma obowiązki wobec dzieci.
      "Odpuszczenie" spokoju wam nie zagwarantuje. Obawiam się, że wręcz przeciwnie.
      Myślę, że jeśli teraz dacie ex palec to wkrótce zażąda ręki.

      Nie dajcie się zastraszyć.

      Ściskam mocno,
      F
      • mamaadama4 Re: Odpuścić czy nie? 25.11.03, 14:37
        Nie odpuszczać. Wszystko ma swoje granice.
        A co do dzieci - czy w orzeczeniu o rozwodzie nie został ustalony zakres
        kontaktów z dzieckiem? jeżeli jest to trudno, trzeba się będzie poszarpać, ale
        wyegzekwować. natomiast jeżeli nie, to musicie wystapić.
        danka
    • asiek25 Dzień następny 26.11.03, 12:42
      Dziękuje Wam bardzo za wsparcie. Upewniłyście mnie tylko w tym, że trzeba
      walczyć o swoje. Tak zroimy.
      Do spotkania w sprawie podziału majątku nie doszło. Wstępne ustalenia między
      nimi były takie, że spotkanie odbędzie się 25.11 w godzinach popołudniowych. M.
      miał w tym dniu zadzwonić do eks, by ta potwierdziła mu godzine i miejsce.
      Jednakże cały dzień wczoraj nie odbierała żadnych telefonów ani nie odpowiadała
      na pozostawione wiadomości. Nie bardzo rozumiem jej zachowanie. To w końcu jej
      tak bardzo zależało na podziale majątku i to ona zainicjowała to spotkanie.
      Skąd ta nagła zmiana frontu? Przeczuwam znów jakis atak...
Pełna wersja