Kiedy zaszlam w ciaze...

01.12.03, 14:21
Machina ruszyla, jak raz sie rozpisalam, to do konca sie wywnetrze.
Wspomnienia.
Kiedy zakochalam sie w moim mezu, nie byl czlowiekiem idealnym. Nawet malo
powiedziane. Po rozwodzie zaczal hulaszczy tryb zycia, pil, a nawet tykal
innych, mocniejszych uzywek. Nie wiem czemu, ale zakochalam sie w nim. Moze
dostrzeglam w nim czlowieka wartosciowego, ktoorego trzeba tylko wygrzebac
spod sterty tego goowna...
Rzeczywiscie, jak zaczelam rozgrzebywac, znalazlam dobrego czlowieka. Dzieki
mnie wroocil na normalne tory, to byl dlugi i bardzo bolesny dla mnie okres
resocjalizacji, wyplakalam morze lez, zjadlam tone nerwoow, ale warto bylo,
bo on jest dobrym czlowiekiem, troskliwym, cieplym, troche trudnym w pozyciu,
ale ja tez nie jestem aniolem.
Z jego dziecmi od poczatku dobrze mi sie ukladalo, pewnie ze nie byla to
latwa sytuacja, nie bylo roozowo, ale bylam pelna optymizmu. Polubily mnie i
zaakceptowaly, a ja szczegoolnie z jego coorka odnalazlam wspoolny jezyk.
Bylam chyba dla niej wzorem kobiecosci, ktoorego nie miala w swojej
zaniedbanej matce.
Od poczatku nie krylam sie z tym, ze chce miec dziecko, a wlasciwie dwoje
dzieci.
Pobralismy sie i zaraz potem okazalo sie ze jestem w ciazy. Troche
nieplanowanej i w nienajszczesliwszym momencie ale bylam szczesliwa.
Kiedy podzielilam sie radosna nowina z moim mezem, zaczelo sie pieklo.
Oskarzenia, ze specjalnie wpakowalam go w to, ze teraz mam co chcialam, ze go
wykorzystalam, ze potajemnie zaszlam w ciaze, a on nie mial nic do gadania,
ze teraz on bedzie musial tyrac jeszcze wiecej niz dotad, ze sama tego
chcialam, a teraz to go juz na pewno nie bede w ogoole widywac, bo on bedzie
musial pracowac... Wymyslil sobie nawet, ze od dawna wiedzialam o ciazy tylko
nie chcialam mu powiedziec (dowiedzial sie w 5 tygodniu, tego samego dnia, co
ja). Zaczelo sie znikanie z domu, wracanie po nocach, raz nawet w ogoole nie
wroocil na noc, tylko poszedl pic ze znajomymi... Pierwsze tygodnie mojej
ciazy to bylo wieczne czekanie na niego w oknie kuchni, bo wychodzila na
przystanek autobusowy... Bylam daleko od rodziny, odcieta od znajomych, od
wszystkich, w dodatku nikomu nie moglam o tym powiedziec, bo przeciez sama
tego chcialam, wiedzialam, co robie...
Od poczatku mialam trudnosci z utrzymaniem ciazy, pierwsze 4 miesiace
krwawilam, nie bylo pewne, czy donosze... To co przezywalam, na pewno mi nie
pomagalo...
Wyjechalsm do mojej mamy i trafilam do szpitala. Polezalam tam troche i nie
chcialam wracac. Chcialam wroocic do domu, do moich rodzicoow, ale komu
mialam o tym powiedziec???
Ten szpital troche go otrzezwil. Przestal sie tak zachowywac, staral sie
zaakceptowac mooj stan, ale to nie bylo to. Nie mialam z kim dzielic mojej
radosci. Kiedy powiedzialam mu o pierwszych ruchach, jakie poczulam,
skwitowal to stwierdzeniem, ze przeciez to juz czas...
Bylo strasznie. Bylo potwornie.
Odwroocilo sie wszystko kiedy bylam chyba w szoostym, czy w sioodmym
miesiacu. Chyba do niego zaczelo docierac, co robi.
Zaczal czekac na to dziecko tak jak ja, zaczal sie cieszyc, dotykal mojego
brzucha i rozmawial z Fasola... dopiero wtedy. Ale dla mnie to bylo kilka
miesiecy za poozno. Ja juz wtedy znienawidzilam caly swiat, a najwiekszy zal
przelalam na jego dzieci. Nie moglam zniesc tego, ze co dwa tygodnie u nas
byly, ze wydawal na nie kase, kupowal, co chcialy, a nie chcial zaakceptowac
MOJEGO, naszego dziecka. Zaczelam widziec w nich wrogoow, konkurentoow, wrogi
obooz.
Po urodzeniu synka maz kompletnie oszal na jego punkcie. Zajmowal sie nim,
kapal, bawil, wstawal w nocy, moowil do niego, chodzil na spacery, chwalil
sie wszystkim i najchetniej calemu swiatu by oznajmil, ze ma syna!
Poprawilo sie miedzy nami, okazal sie rewelacyjnym ojcem i calkowicie
zakochanym w naszym malym. Staralam sie zapomniec o tym, co bylo, zrozumiec,
co przechodzil, wybaczyc. Nie wybaczylam i nie zapomnialam, ale wroocilismy
do porzadku dziennego. Niestety moja szalencza milosc gdzies uleciala, wtedy
kochalam go nadal, ale juz inna miloscia, mniej wyrozumiala, mniej cierpliwa.
A jego dzieci od tamtej pory sa dla mnie po prostu WROGIM OBOZEM. I nie umiem
zmienic nastawienia do nich. Lubie je, kiedy je spotykam na neutralnym
gruncie, bo one daja sie lubic, ale nie trawie ich obecnosci w mojej
rodzinie. Chociaz to wcale nie ich wina, ze przechodzilam to wszystko. Wiem,
ze to wina tylko i wylacznie mojego meza... ale nie umiem znalezc w sobie
zadnych sprawiesliwych uczuc.
To chyba z grubsza tyle.
    • capa_negra Re: Kiedy zaszlam w ciaze... 01.12.03, 14:36
      Podziwiam cie pysiu - nie wiem czy bym byla w stanie być z człowiekiem i mu
      ufac gdyby nie tak strasznie zwiódł.
      Podziwiam twoja siłę, a mowią : kobiety slaba płeć .
      Ech zycie..
    • delfina6 Re: Kiedy zaszlam w ciaze... 01.12.03, 15:16
      Pysiu, mam pytanie co się stało z Twoją niechęcia wobec meża? Jak wygladają
      teraz Twoje uczucia? A tak wogóle to meżczyźni są jedną wielką zagadką, ciągle
      nas zaskakują, szkoda, ze tak rzadko na plus...
      • pysia-2 Re: Kiedy zaszlam w ciaze... 01.12.03, 15:20
        moje uczucia...? Nie wiem. Czasami wydaje mi sie ze go kocham, innym razem ze
        nienawidze. Ale powodoow jest wiele, ten jest tylko jednym z wielu. Generalnie
        przechodzimy chyba kryzysik.
        Jedno jest pewne - zdarzenia sprzed 2 lat skutecznie wyleczyly mnie z
        szalenczej, slepej, gluchej i glupiej milosci, dla ktoorej bym w ogien skoczyla
        • konkubinka Re: Kiedy zaszlam w ciaze... 01.12.03, 16:11
          u mnie bylo inaczej ale podobnie.Teraz tez miotają mną uczucia przez które
          wariuję.No i tez mamy kryzysik .Całuję cię Pysiu w pysiu
    • chalsia Re: Kiedy zaszlam w ciaze... 01.12.03, 22:06
      Pysiu,
      A czy to nie jest tak, że w osobach dzieci męża znalazłaś "zastępczego wroga",
      bo inaczej musiałabyś przyznać przed samą sobą, że tym "wrogiem" jest, facet,
      którego sobie sama wybrałaś? A tym samym przyznać sie przed sobą samą do
      porażki, popełnienia błędu?

      Na Twoim miejscu poszłabym do psychologa, by, jak to mówią w
      slangu,"przepracować" swoje uczucia do męża, czego finalnym efektem może byc
      tez zmiana podejścia do jego dzieci.

      A tak po za wszystkim (Pysiu, bez urazy) jak często w życiu zdarzają się
      właśnie takie historie, gdzie kobieta angażuje się uczuciowo w faceta z
      założeniem, że będzie dobrze, no bo ona go zmieni i "ulepszy". Przepraszam, za
      porównanie, ale to tak jak ze świadomym związaniem się z pijącym alkoholikiem,
      z nadzieją, że on się zmieni pod wpływem kobiety i jej miłości. Owszem, może
      przestać pić dożywotnio i może być miodzio, ale nie często się to zdarza i
      gwarancji na to nie ma, a on cały czas jest alkoholikiem i w sytuacjach
      stresowych choroba ma olbrzymie szanse wziąć górę (w najlepszym przypadku tylko
      na jakis czas).

      Pozdrawiam,
      Chalsia

      • pysia-2 Re: Kiedy zaszlam w ciaze... 02.12.03, 09:23
        Pewnie tak jest, Chalsiu. Nawet na pewno. I najgorsze ze ja mam tego
        swiadomosc. Ale tak jest mi wygodniej...
        Myslalam swego czasu, zeby isc do psychologa, bylam wtedy w strasznym stanie.
        Ale jakos to sobie poukladalam, nie tak, jak trzeba, jak widac... Ale niech tak
        zostanie na razie. Caly czas mam nadzieje, ze czas uleczy rany, jak to sie
        moowi. W sumie jest lepiej niz bylo rok temu, a za kolejny rok moze bedzie
        jeszcze lepiej.
        Troche sie boje tego, co wam powiedzialam. NIe jestem przyzwyczajona do takiego
        publicznego wywnetrzniania sie. Ale moze to wlasnie bedzie jakis rodzaj
        terapii. Trzeba stanac w koncu oko w oko z sama soba. I dokonac rachunku
        sumienia.
        • chalsia Re: Kiedy zaszlam w ciaze... 02.12.03, 11:27
          Ja tylko chcę Cię zachęcić do AKCJI. Bo czekanie na to,że czas uleczy rany może
          być "czekaniem na Godota". I im później się zacznie terapię, tym będzie
          trudniejsza, dłuższa (i w związku z tym - droższa).Ponad to, przez ten
          czas "czekania" będziesz emanowała negatywnymi emocjami do dzieci męża, a
          przecież one nie są tu niczemu winne.
          Ja bym nie chciała przeżywać tego co Ty przez następne X lat (choć być może
          coraz słąbiej z roku na rok). Wolałabym to jakoś uporząkować szybciej. Ale ja
          jestem człowiekiem czynu.

          Pozdrawiam,
          Chalsia
          • pysia-2 Re: Kiedy zaszlam w ciaze... 02.12.03, 11:59
            hehem... czy tym stwierdzeniem, ze TY jestes czlowiekiem czynu chcesz mi
            wjechac na ambicje?
            No dobra.
            Powiedz, czy wiesz, gdzie moge sie udac, zeby nie wydawac kasy (bo jej nie mam)?
            • chalsia Re: Kiedy zaszlam w ciaze... 02.12.03, 13:58
              Nie było moim zamiarem wjechać Ci na ambicję (tylko pokazać, że różni ludzie
              różnie reagują), ale skoro efekt jest taki jak widać, to może nawet dobrze smile)

              Niestety nie znam darmowego miejsca. Może pogrzeb w Internecie (jest strona o
              psychologii). Możesz też dowiedzieć się o warunki w Fundacji rodzić po ludzku
              (tel 6353336, 8877876-78 w.10 między 10 a 15).


              Pozdrawiam,
              Chalsia
    • alfa36 Re: Kiedy zaszlam w ciaze... 02.12.03, 17:12
      Też Cię podziwiam, bardzo. Ja mieszkam z synem mojego męża i cieżko mi z tym,
      bo 12 - latek chyba wszedł już w trudny wiek. Chciałam sie z Wami podzielić
      tym , jak moj maż zareagował na wiesć o mojej ciąży (7 tydzien). Rozczarował
      mnie bardzo, planowane dziecko, a On tylko stwierdzil, że musze się ciepło
      ubierać! Wydawalo mi sie, że będzie skakal z radości i nic nie pozwoli mi
      robić, ale nic z tego - wyręcza mnie tylko w zakupach(myslałam , że bedzie mnie
      nosił na rekach - naprawdę tak myslalam). Na szczeście czuję się dobrze i mam
      nadzieję, ze malenstwo też. Na razie nikt jeszcze nie wie (oprocz meża). Kiedy
      powiedzieć synowi meża o przyszłym rodzenstwie?
      • aagacia Re: Kiedy zaszlam w ciaze... 02.12.03, 17:30
        alfa gratulacje!!!!! ciesze sie razem z toba z twojego malenstwa! a reakcja
        meza sie nie martw - jak urosnie ci brzuszek to tez poczyje ze malenstwo jest
        z wami!!!

        a co do mlodego : mysle ze powinien dowiedziec sie o waszym szczesciu jako
        pierwszy w kolejnosci - przeciez to dla niego brat albo siostra w brzuszku
        rosnie smile a glupio by bylo jakby dowiedzial sie o twojej ciazy od kogos
        innego sad

        pozdrawiam cie goraco - ciebie i twoj brzuszek smile noi..ubieraj sie cieplo smile
      • ashan Alfa... :-)))))) 02.12.03, 17:51
        Gratulacje! M. się nie martw. Faceci czasami tak mają, że dowodem uczucia z
        ich strony jest troska o nasze zdrowie wink. Daj mu czas, niech się
        przyzwyczai. A wraz z rosnącym brzuszkiem (i Maluszkiem smile) będzie rósł i
        jego zakres obowiązków domowych wink.
        Ja jestem zwolennikiem informowania dzieci o rodzeństwie, gdy już wiadomo, że
        wszystko będzie ok, a więc w czasie/pod koniec trzeciego m-ca. Ale pewnie ile
        mam tyle poglądów na ten temat smile

        pozdrawiam Ciebie i Maleństwo smile
    • mona56 Re: Kiedy zaszlam w ciaze... 03.12.03, 13:24
      Pysiu!
      U mnie byla podobna sytuacja.Mi sie otworzyly oczy dopiero, gdy bylam w ciazy.
      Wtedy jak na zlosc ex zaczela wysylac dziecko przy byle okazji.POdejrzewam, ze
      to bylo celowe. Pamietam jedno zdazenie, ktorego nigdy nie zapomne (bylismy
      zaproszeni do tesciow). Tesciowa wyciagla kasete Video z nagrana jego ex i ich
      malenkim dzieckiem. Wszyscy w skupieniu ogladali i podziwiali, a mnie skrecalo.
      Mialam ochote wyc.Wtedy zaczelam dostrzegac rzeczy, ktore dawniej troche
      inaczej przyjmowalam. Nie ma spotkania z rodzina (jego rodzina),kiedy to sie
      nie wspomina starych czasow meza. Czasami mam takie uczucie, ze przeciez ja nie
      mam zadnej prywatnosci i ze sie ciagle cos za nami wlecze.Jest w moim zyciu
      wiele takich bolesnych zdazen, ktorych nie moge wymazac z pamieci i co jakis
      czas przybywa ich wiecej. Powoli staje sie zgorzkniala kobieta, zamknieta w
      sobie.Wybralam sobie moje zycie wlasnie tak i teraz musze brnac do przodu.
      Za bledy mlodosci slono teraz place.
      NIe jestes sama!
      Mona
      • pysia-2 Re: Kiedy zaszlam w ciaze... 04.12.03, 12:49
        To mi sie po prostu w glowie nie miesci. Czytajac niektoory posty dochodze do
        wniosku, ze mam madra i taktowna tesciowa (tesc zmarl jak mooj maz byl
        dzieckiem) i - co tu duzo gadac - taktowna ex. Nikt nie wspomina przy przy mnie
        starych czasoow, nikt mi nie pokazuje zdjec i filmoow... Ten temat wlasciwie
        nie istnieje, tak jakbym byla pierwsza i jedyna. Nie mam takich problemoow,
        zreszta nie pozwolilabym na nie. No, ale mam inne...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja