pierwsze spotkanie z dziećmi - jak wspominacie?

03.12.03, 10:37
smile
no własnie: nowa przyjaciółka/narzeczona taty i jego dziecko/dzieci. Musicie
sie wreszcie poznać. Mam na mysli spotkanie zaaranzowane. Czułyście się jak
przed egzaminem czy czekałyście z radosną niecierpliwością na ten moment?
Jakie były Wasze pierwsze odczucia? i jak reakcja dzieci? jak potoczyło się
spotkanie?
Taki meeting dopiero przede mną wink
    • naturella Re: pierwsze spotkanie z dziećmi - jak wspominaci 03.12.03, 10:52
      Nie pamiętam - byłam wtedy kompletnie pijanasmile)))
      A tak poważnie - w tamtym okresie odrzucałam pomysły mojego wtedy jeszcze
      faceta, żeby poznać Młodego - powiem szczerze, że się tego strasznie bałamsmile
      Rozwód był w toku, sytuacja napięta, dziecko mieszkało z matką - nie czułam się
      zbyt pewnie... Ale mój mężczyzna nalegał i wiedziałam, że kiedyś to się stać
      musi. Tamtego dnia miałam spotkanie forumowe, na którym siedzieliśmy razem z
      moim już mężem - ale traf chciał, że akurat tamtego dnia umówił się też z
      młodym. Ustaliliśmy, że pobędzie z nim trochę, a potem przyjdzie na spot
      forumowy. Dotarłam na miejsce, zaczęło się drinkowanie ze znajomymi z forum, aż
      tu mój męcizna dzwoni, że on z Młodym wleci... Ups... Dzielnie walnęłam dwa
      albo trzy drinki, zupełnie wyluzowanie mi się zrobiło, wiem, że śmiałam się jak
      głupia, kiedy weszli... Męcizna przedstawił Młodego wszystkim, usiedli koło
      mnie, rąsia-rąsia... wiem, że niewiele rozmawialiśmy tak face-to-face, raczej
      trwały rozmowy forumowe, Młody chyba był troszkę skrępowany, ale później mu
      przeszło - bo pamiętam, że nawet sie na rękę siłowaliśmy.
      Może i to nie był najlepszy sposób, może wiele osób wolałoby sie spotkać tylko
      w trójkę - ale uważam, że jest stosunkowo bezbolesny. W większym gronie osób
      stres jest nieco mniejszysmile
      • sacreble Pytanko do Naturelii... i nie tylko :) 03.12.03, 12:19
        W takim razie Młody był na tyle ... "stary" wink żeby zachować sie po dorosłemu.
        Masz chyba z Nim fajne kontakty, ale zadam takie pyt.: czy mieliście kiedys
        sprzeczkę, jakąś niewyraźna sytuację i Młody zaszurał cos o niedobrej Pańci,
        która namieszała w małżeństwie jego rodziców. Wiesz, nie chodzi o to ze on tak
        na serio mysli i że tak naprawde było; po prostu czasem wkurzeni ludzie
        doskonale wiedza co powiedziec zeby celowo zranić inną osobę. Podejrzewam że w
        przypadku innych forumowiczek np. małe dziecko wypaliłoby w scysji z next coś
        co usłyszało w domu od ex.
        No i jesli tak się stało to jaka była reakcja Męża?
        • naturella Re: Pytanko do Naturelii... i nie tylko :) 03.12.03, 12:32
          Nie, nigdy nie było takiej sytuacji... W ogóle, co mnie troszkę martwi, nigdy
          nie było jeszcze sytuacji sprzeczkowej czy takiej, w której któraś ze stron by
          coś bąknęła... martwi mnie to dlatego, że zastanawiam się, czy to aby nie
          sztuczna polityczna poprawność... Z mojej strony na pewno troszkę, jeśli mnie
          coś wkurza, to się hamuję, żeby jakoś Młodego nie urazić... Więc pewnie on
          teżsmile Z drugiej strony, jak mówi mój mąż, nasze kontakty są już na tyle
          spoufalone, że pewnie, gdyby było cos naprawdę nie tak, to byśmy sobie
          wygarnęli.

          A co do Twojego pytania. Niedawno mój mąż rozmawiał z Młodym, jak on to
          wszystko czuje. Młody mówił, że na samym początku, jak jego tata się
          wyprowadził, to był troszkę zły na niego - niby wiedział, że rodzice się
          rozwodzą, że nie będą razem, ale jakoś zszokowało go to odejście ojca, to, że z
          dnia na dzień po prostu ich zostawił itp. I że na mnie też był troszkę zły. Ale
          że to było dawno i że już tak nie myśli. Że w gruncie rzeczy dobrze, że każdy z
          nich sobie na nowo życie układa itp.

          No ale powiedział jeszcze jedno, co mnie zszokowało lekko - zapytał ojca, co ja
          mówię o jego mamie i co o niej myślę. To było trudne pytanie, mąż wybrnął, ale
          zastanawiam się, co to miało znaczyc - po co to było i co chciał usłyszeć?
    • hop_angel Re: pierwsze spotkanie z dziećmi - jak wspominaci 03.12.03, 10:55
      Moje pierwsze spotkanie:

      Marzec 1993, balam sie przyjśc po drodze kupiłam wielkiego lizaka takiego
      odpustowego a potem maskotkę zielonego psa, którego ona ma do dziś. Pamiętam
      ciekawskie oczy w okularach wyglądające zza framugi drzwi salonu a potem jak
      mnie porwała do zabawy to mąż (wtedy nim jeszcze nie był)już się nie liczył.
      Oczywiście mówi do mnie po imieniu i tak zostało do dziś ale amamy wspólne
      zdjęcia z tego dnia, ona przytulona do mnie a ja trochę sztywna ale to szybko
      minęło. Czego sie najbardziej bałam: tego, że mnie zaakceptuje, chociaż lubię
      dzieci i one mnie, że ja jej nie zaakceptuje ale wszystko było ok mimo, że
      fizycznie jes bardzo podobna do matki oraz tego jak zareaguję, gdy ona będzie
      do niego mówić tato. I tyle. To moja historia ciekawa jestem waszych,
      pozdrawiam
      • sacreble Re: pierwsze spotkanie z dziećmi - jak wspominaci 03.12.03, 11:59
        Angelsmile
        a ile dziewczynka miała wtedy lat?
        Hmm ... ja właśnie lubię dzieci śmiałe, takie jak Córeczka Twojego Męża.

    • asiek25 Re: pierwsze spotkanie z dziećmi - jak wspominaci 03.12.03, 10:57
      Przede mna też Sacreble. I bardzo boję sie tego spotkania. Zanim zaczęłam bywać
      na tym forum, to jakos tak radośnie i chyba beztrosko podchodziłam do tego
      tematu. Nawet kilka miesięcy temu, kiedy mój M. snuł wizję, aby jego dzieci
      zamieszkały z nami, byłam dość entuzjastycznie nastawiona do tej sprawy. Ale to
      mi się zmieniło, właśnie po lekturze postów innych macoch. Chyba dopiero teraz
      zdałam sobie sprawę, że to są bardzo trudne sprawy, że to nie są moje dzieci,
      że nigdy ich nie pokocham, że zawsze będą dla mnie obce, mimo że są cząstką M.
      I teraz już nie czekam z taką niecierpliwością na nasze spotkanie. Ale wiem, że
      kiedyś nastapi na pewno. Tylko, że teraz nie zalezy mi na tym, aby to stało się
      jak najszybciej.
      • sacreble Re: pierwsze spotkanie z dziećmi - jak wspominaci 03.12.03, 12:07
        Asiek smile
        mnie też lektura postów uświadomiła, że pewne sprawy zw. z dziećmi Mojego
        Faceta, mogą nagle zacząć mnie dotyczyć. Takim przełomem był moment, kiedy
        zamieszkaliśmy razem w moim mieście. Wcześniej wzmianki o dzieciach, problemy
        ex, kwestia alimentów to były migawki z "innej galaktyki" bo w sumie żylismy
        oddzielnie.
        Cóż, jak pisałam: sytuacja jest póki co najlepsza z możliwych. One i ex tam, my
        tu.
    • ashan Re: pierwsze spotkanie z dziećmi 03.12.03, 11:09
      Pierwsze spotkanie z Młodym nie przebiegło jakoś dramatycznie, bo miał trochę
      ponad dwa lata smile. W moim przypadku nie było więc stresu, nerwowego
      wyczekiwania, zastanawiania się, jak to będzie. Tym bardziej, że mój syn jest
      od niego starszy o trzy i pół roku, tak więc wiedziałam mniej więcej czego po
      malcu mogę się spodziewać smile. Byłam jakąś-tam ciocią (pozostałam nią zresztą
      do dziś, ostatnio na propozycję, że może mówić mi po imieniu, powiedział, że
      woli ciocię smile), która proponuje picie, albo coś do jedzenia. Razem z nim
      rosła jego wiedza o tym, ze jestem ciocią specjalną, tzn. panią, która jest
      żoną taty, z którą tata mieszka. A o picie, siusianie, jedzenie pytam po dziś
      dzień - a Mały już nie jest taki mały wink, to dzielny starszak smile.
    • pysia-2 Re: pierwsze spotkanie z dziećmi - jak wspominaci 03.12.03, 12:14
      3,5 roku temu. Ona miala wtedy 8 lat, on 10.
      Przyjechalam na weekend do mojego przyszlego meza (znalismy sie wtedy jakies 3
      miesiace i wiedzielismy ze jesli wyjdzie z dzieciakami to wyjdzie i z nami).
      Wszyscy bylismy bardzo spieci, przez pierwsza godzine sie obserwowalismy, bylo
      duzo wymuszonego smiechu i troche popisoow z ich strony... Potem bylo juz
      dobrze. Do czasu. Ale o tym juz pisalam.
      A teraz tak sobie mysle ze bylo by mi sto razy latwiej je zaakceptowac, a moze
      nawet i w jakis sposoob POKOCHAC, gdybym miala do czynienia od poczatku z
      malenkimi dziecmi...
      • ashan Re: pierwsze spotkanie z dziećmi - jak wspominaci 03.12.03, 12:26
        pysia-2 napisała:


        > A teraz tak sobie mysle ze bylo by mi sto razy latwiej je zaakceptowac, a
        moze nawet i w jakis sposoob POKOCHAC, gdybym miala do czynienia od poczatku z
        malenkimi dziecmi...

        A wiesz pysiu, ze ja ostatnio sobie myślałam, że fajnie by było, gdyby młody
        miał już siedemnaście-osiemnaście lat smile. Bo już większość okresów buntu
        byłaby za nami i nie martwiłabym się na zapas. Nie czułabym się tak
        odpowiedzialna za jego rozwój (bo jednak się czuję). No, ale może wiąże się to
        z tym, że za te piętnaście lat wszystkie nasze dzieci będą już duże/dorosłe i
        będziemy mieć z m. czas przede wszystkim dla siebie ? smile
        A co do pokochania... Malucha łatwo polubić/pokochać, ale potem dziecko
        dorasta i zaczynają się schody... Dużo wyrozumiałości i dojrzałości trzeba
        wtedy wykazać i, przyznaję, ja czasami pękam...
      • dondon Re: pierwsze spotkanie z dziećmi - jak wspominaci 03.12.03, 12:29
        Juz kiedys pisalam ale nie pamietam w ktorym watku.
        Postanowilismy to zorganizowac na neutralnym gruncie (w razie czego odwrot bylby mozliwy dla obu stron)
        Na spotkanie ja nalegalam M byl przeciwny.Mial durny argument na to:juz sie Gosia naogladala roznych pań.
        Tak mopwil na poczatku , nie moglam nic na to powiedziec bo mial racje w pewnym sensie.Ale gdy nasz zwiazek przybral powazniejszy obrot i razem
        zamieszkalismy w nowym mieszkaniu to zaczelam wiercic mu dziure w brzuchu.
        Pojechalam na wczasy z Bartkeim , on z Malgosia dojechali.Do dzis pamietam ta zwstydzona dziewczynke w aucie.Podeszlam i poprosilam zeby wyszla to pojdziemy
        gdzies na spacer.Poszlismy na rybe i dalej to juz nie wiem jak bylo.Wracala ze mna za reke do naszej kwatery , zszokowany M poszedl spac , Bartek tez , a my przy
        latarce gadalysmy do pierwszej w nocy o jej pierwszych koloniach z ktorych wlasnie wrocila.Miala wtedy 8 lat.
      • sacreble Re: pierwsze spotkanie z dziećmi - jak wspominaci 03.12.03, 12:29
        Pysiu smile
        własnie miałam napisać, że chyba poznanie dzieci kiedy są malutkie (zwł. jesli
        kontakty z nimi miałyby byc czeste), jest chyba najlepsze.
        Czy w ten weekend dzieci Twojego Mężą będą znów u Was w domu?
        • pysia-2 Re: pierwsze spotkanie z dziećmi - jak wspominaci 03.12.03, 14:04
          Nie, ten weekend mamy tylko dla siebie - mze w koncu uda mi sie napisac jeden z
          trzech referatoow do szkoly (akurat, juz to widze) :o)
    • mikawi Re: pierwsze spotkanie z dziećmi - jak wspominaci 03.12.03, 12:26
      dzieci miały wtedy 7 i 8 lat, początkowo były trochę nieśmiałe i zawstydzone
      ale jak mi powiedziała mama mojego M. zawsze boją się nowych kontaktów. Synek
      początkowo chował się za ramię taty, za to córka dość otwarcie podeszła do
      mojej osoby. Ale ostatecznie bardziej się rozkręcił właśnie on i to on nie
      chciał mnie puścic nawet na moment od wspolnej zabawy.
    • hop_angel Re: pierwsze spotkanie z dziećmi - jak wspominaci 03.12.03, 12:30
      Cześć scrable,

      Mała miała wtedy 6 lat, zatem teraz ma 15 i jest już nastolatką, miałyśmy
      czasem scysje ale nigdy bezpośrednio mi nic nie powiedziała na temat
      namieszania w związku jej ojca z matką ponieważ męża poznałam, gdy był 2 lata
      po rozwodzie a od 11 w separacji. Jedynie przed naszym ślubem poprosiła o
      rozmowę z ojcem na osobności i zadawała mu pytania czy jest na pewno
      przekonany, ze chce ze mną być itp ale ponieważ często była inwigilowana przez
      matkę to wiedzieliśmy, ze to nie jej słowa i jeśli mnie to złościło to nie w
      jej wykonaniu, ale że ex jest taka głupia,często ze mną też rozmawiała, że
      chciałaby, żeby jej rodzice byli razem chociaż wie, że mama ma drugiego męża a
      tata mnie ale teraz jej przeszło i akceptuje tą sytuację

      pozdrawiam
      • aagacia Re: pierwsze spotkanie z dziećmi - jak wspominaci 03.12.03, 12:54
        nadi amial wtedy 4,5 roku. ja juz bylam w 6 czy 7 miesiacu ciazy i miqlqm
        spory brzuszek smile nadusia juz przed naszym spotkaniem dowiedziala sie od taty
        ze urodzi nam sie dzidzius i bardzo juz chciala tenmoje wielki brzuch
        zobaczyc smile
        nie chcialam jej nic kupowac bo nie lubie kupowania uczuc dziecka. nie
        chcialam zeby mi sie kojarzyla z prezentami. na prezenty sa inne chwile smile
        bylam troszke zdenerwowana ale nianka rozwiala moje watpilowosci wielkim
        buziakiem i przytuleniem smile noi mialysmy od razu temat : moj wielki brzuch i
        dzidzia w srodku smile bardzo ja to zaintrygowalo i stworzylysmy wspolny oboz ze
        na pewno sie urodzi dziewczynka smile tatus byl zdania ze bedzie jas smile noi mamy
        julke smile
    • jayin Re: pierwsze spotkanie z dziećmi - jak wspominaci 03.12.03, 14:02
      nie wspominam, bo tak jak ty, sacreble, "wszystko przede mną w perspektywie" smile

      właśnie sobie poczytam posty dziewczyn ntt.. mam nadzieję, że mnie nie przerażą
      wizje "zapoznawania" smile)) bo tak to jakieś urazu lękowego się nabawię i będę
      się bronić "ręcyma i nogami" przed zapoznaniem smile)

      mam nadzieję, że jakieś optymistyczne wersje spotkań też opisałyście?...smile

      pozdr

      Joanna
    • yokono Re: pierwsze spotkanie z dziećmi - jak wspominaci 03.12.03, 15:48
      a ja spodkalam sie z synkiem meza (wowczas 7 lat)jak juz bylo wiadomo ze
      wezmiemy sleub. poznalismy sie w sierpniu a juz w listopadzie bylam w ciazy :-
      ) , slub zaplanowalismy na marzec a jakos tak w styczniu doszlo do spodkania.
      moj maz bardzo to przezywal , jak maly przyjmie zmiany w zyciu taty i wymyslil
      sobie za porada jakiejs pani pedagog, ze lepiej bedzie jak maly pozna mnie
      jako osobe neutralna a nie przyszla zone taty. zeby mnie zdazyl najpierw
      polubic to potem latwiej przyjmie wiadomosc o slubie,braciszku itd. wtedy nie
      bylam do tego przekonana, uwazalam ze lepiej powqwiedziec od razu , ale w
      naszym przypadku okazalo sie ze tak lepiej. przyjechalam do domu mojej
      tesciowej jako jej znajoma oni wrocili ze spaceru. dziwnie mi bylo widziec ich
      razem , ale to inna historia. generalnie spodkanie wypadlo dobrze. zostalam
      mianowana ciocia tak jest do tej pory(minely juz 2 lata)wtedy zostalam
      zaproszona przez chlopakow do kina, bylismy we 3. a potem zaczeli mnie
      odwiedzac. prawdy dowiedzial sie jakis miesiac po slubie , ale przeszlo to
      jakos bezbolesnie. duzy udzial w oswajaniu nowej sytuacji miala mama chlopca i
      moja tesciowa. o braciszjku dowiedzial sie za jakis czas, przyjal to b dobrze,
      glaskal mnie po brzuchu , sprawdzal czy kopie, byl z nami na ostatnim usg , w
      szpitalu po porodzie. i jak na razie nasze uklady sa bardzo dobre.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja