czy dzieci są zazdrosne ?

03.12.03, 14:37
Czy darzyło sie, że pociecha Waszego Mężczyzny próbowała w Waszym
towarzystwie na siłę odciagnąć od Was jego uwagę zachowaniem a nawet
krzykami, demonstrowała uczucia np. siedząc non stop na Jego kolanach, wisząc
na jego szyi, powtarzając "to Moj Tata", podtykajac mu po nos jakies rzeczy,
domagajac sie zabawy, udajac np. że w coś się uderzyła i Tatuś i tylko Tatuś
musi natychmiast zająć się chorym paluszkiem smile Ewidentne absorbowanie uwagi
Waszego Mężczyzny smile w celu pokazania "to ja jestem jego skarbem".

    • aagacia Re: czy dzieci są zazdrosne ? 03.12.03, 14:51
      raz tylko mielismy taka sytuacje - nadia nie pozwolila nam razem tanczyc, caly
      czas sie przytulala do grzesia, demonstrujac ze to tylko jej i jej tata.
      teraz obi ez julka sa zazdrosne o siebie nawzajem - tzn julcia nie daje sobie
      w kasze dmuchac smile i demonstruje ze tata jest jej smile a grzesiu, zeby zadna nie
      czula sie pokrzywdzona nosi na rekach julcie a nadia siedzi w tym samym czasie
      na barana smile a ze grzesiu ma rowne 2metry to wyobrazcie sobie jak to wyglada smile

      moja ciocia ktora sama wychowuje corke ( ich tata odwiedza ich pare razy w
      miesiacu - ale oni sa ze soba) nei moze przytulic sie do swojego mezczyzny ( a
      ojca nicole) nie moze z nim zatanczyc, po prostu nic!mala dostaje wtedy
      dzikeigo wscieku! u nas na weselu dokladnie sie tak zachowywala...smutne
      to...bo pewnie jest reakcja dziecka na jakies zachowania...
    • burza4 Re: czy dzieci są zazdrosne ? 03.12.03, 15:07
      Pociecha mojego poprzedniego mężczyzny tak właśnie reagowała. Absorbowanie
      uwagi w 100%, zawsze coś trzeba było zrobić, bawić się, odpowadać na milion
      pytań, zmieniać plany i rezygnowac z kina, bo dziecko pod domem babci
      stwierdziło, ze się rozmyśliło; ignorowanie moich poleceń i w ogóle tego, co
      mówię itd, itd.
      Moje zresztą niewiele lepsze - normalnie siedziała u siebie w pokoju i miała
      milion własnych spraw na głowie, zabawa itd, tymczasem niechby jakiś facet
      przyszedł z wizytą... Mojego obecnego męża polubiła niezmiernie - chyba
      dlatego, że poświęcał jej więcej uwagi niż mnie. Ale jak zobaczyła, że się
      całujemy, to była obrazona i pełna pretensji - reagowała wręcz z
      oburzeniem "EEE!!! To MOJA mama!".
      Myślę, że sama zazdrość (szczególnie u młodszych dzieci) jest najzupełniej
      normalna, problem leży w tym jak się do niej ustosunkować. I jak ustawić
      priorytety. Miłość miłością, ale niekoniecznie jestem za wpajaniem dziecku, że
      jest pępkiem świata i reszta ma się kręcić dookoła jej/jego osoby. Dlatego tez
      mój poprzedni związek szlag trafił.
      • mikawi Re: czy dzieci są zazdrosne ? 03.12.03, 15:33
        Ja mialam podobną sytuację, ale nie z dziećmi mojego M. ale z moją własną, dużo
        młodszą siostrą! Po mojej wyprowadzce z domu i zamieszkaniem z M.
        przyjechaliśmy razem na święta i wieczorem mała przyszla jak już leżeliśmy w
        łóżku, wpakowała się między mnie a M. i z groźną miną rzekła że to jej Ania!

    • pysia-2 Re: czy dzieci są zazdrosne ? 03.12.03, 15:46
      Taaaa.... u nas to problem codzienny (wlasciwie to weekendowy). Tylko, ze
      problemem jest to jedynie dla mnie, mooj maz nie widzi w tym nic dziwnego i
      wrecz cieszy sie taka sytuacja.
      Generalnie kiedy one sa u nas, ja nie istnieje. Jedno siedzi na jednym kolanie
      u taty, drugie wisi na jego szyi, a ja... w kacie. Tym bardziej przez to nie
      lubie takich spotkan, bo ja sie wtedy po prostu ptwornie nudze, co tez zreszta
      niejednokrotnie mojemu mezowi moowilam. Kiedy ja sie przytule do niego, nie
      podchodza, ale zawsze wykorzystaja moment, kiedy na chwile odejde i jak wrooce,
      to juz nie mam gdzie sie podziac, bo znowu wisza mu na szyi...
      Na naszym slubie, a potem weselu to bylo tak, jakby on zenil sie z nimi, a ja
      byla na doczepke. Szly caly czas obok nas, nie odstepujac na krok, gdyby mogly
      toby w ogoole usiadly przed urzedniczka stanu cywilnego zamiast mnie. Caly czas
      moowily do niego, wypytywaly sie ile to wszystko kosztowalo i komentowaly ze
      chyba musial duzo pieniedzy wydac... szkoda gadac... mialam zmarnowany slub.
      Mooj maz moowi, ze to taka zdrowa rywalizacja miedzy nami o jego wzgledy. A ja
      nie uwazam, ze to zdrowe. Nie moze byc przeciez tak, ze kiedy one przyjezdzaja,
      to ja mam zejsc na plan dalszy! Dlatego zaczelam po prostu... schodzic im z
      drogi - tzn. wynosze sie z domu.
      • sacreble Do Pysi 03.12.03, 18:04
        Pysiu, chyba bym zrobiła rewolucję w domu, gdybym była na Twoim miejscu grrr...
        Bo to już nie jest dziecinne manifestowanie uczuć do Taty tylko udowadnianie
        Tobie, że jesteś zbędna, i że nawet w SWOIM domu jesteś gościem. Niepożądanym.
        A Małzonek chce czy nie, utwierdza dzieciaki w tym przekonaniu nie reagując na
        ich zachowanie.
        Dlaczego Mąż na to pozwala tłumaczac sytuację "zdrową rywalizacją"?????
        Przecież to wprowadza wyłącznie chorą atmosferę uncertain A Twoje uczucia????
        Przepraszam, nie znam Twego męża ale ... zagotowałam się!
        • pysia-2 Re: Do Pysi 04.12.03, 10:10
          wiesz, sacreble, ja juz coraz mnie wiem co jest wlasciwe a co mi sie tylko
          zdaje ze jest wlasciwe...
          Zaczynam coraz intensywniej poszukiwac jakiegos psychologa (a to dzieki
          chalsi) :o)
    • asiek25 Re: czy dzieci są zazdrosne ? 03.12.03, 15:50
      Coś tak czuję Sacreble, że powoli szykujesz się do spotkania z dziećmi swojego
      faceta i zbierasz informacje, jak to było u innych. Ciesze się, że zakładasz te
      wątki, bo mnie też to kiedyś czeka i czerpię dużo z doświadczeń innych macoch.
      Choć przyznam się, że czasami czuję się po takiej lekturze zdołowana...
      • sacreble do Asiek :) 03.12.03, 17:02
        smile smile
        wiesz, ten wątek nie był przypadkowy a opisy... jak najbardziej z
        rzeczywistości hi hi smile
        Otóż, to młodsze prawie że ..poznałam. Piszę "prawie" bo .. ale po kolei.
        Otóz byłam z pierwsza wizytą "zapoznawczo-rozpoznawczą" u Rodziców mojego
        Faceta. Zostałam przyjęta bardzo ciepło i serdecznie. Ponieważ była to okazja
        do spotkania także Jego z dziećmi, jedno z nich juz tam było (to młodsze).
        Starszy bawił akurat na wczasach.
        Myslę, że prawdopod. Rodzina mogła zaanonsować mnie : przyjedzie Tata ale
        z "Koleżanka" hi hi wink
        Otóz od momentu przekroczenia progu domu i przywitania sie ze wszystkimi, także
        niewiele starszymi od małej dziecmi Siosty Mojego Faceta, musiało minąć jakieś
        20 minut zanim zza futryny drzwi wyjrzała głowa małej dziewczynki i ...zaraz
        zniknęła. Potem nastapiły jakieś wrzaski, okrzyki mające na celu odwrócenie
        uwagi wszystkich domownikow skupionych na mnie w tym momencie, przywyływanie
        Tatusia za pośrednictwem ciotecznego rodzeństwa ("- Wujek, Ona chce żebyś
        przyszedł"), nastapiła jakas katastrofa czyt. nagle Ona przewróciła się i:
        "-Wujek ona mowi, że krew jej leci" (hi hi , nie leciała), było nawoływanie
        Tatusia (siedział akurat koło mnie trzymajac mnie za rekę, co trudno było nie
        dostrzec), nie wiadomo o co chodziło tak naprawdę, ale Tatus miał natychmiast
        przyjść. No i leciał smile A jak był już w drugim pokoju, Mała wracała do zabawy
        albo wieszała mu sie na szyi.
        Aha, padały kolejne delikatne sugestie, żeby przywitała się ze mną, co było
        kwitowane minką pt. Panna Obrażalska albo schowaniem się w kąt; wszystkim było
        juz troche głupio, że Mała mnie tak konsekwentnie olewa hihi smile i że wychodzi
        na niewychowaną pannę hi hismile A ja z kolei nie jestem osoba, która klei sie do
        dzieci, sepleni i przytula na siłę. Patrzyłam na to wszytko i chichrałam sie w
        środku.
        Potem obiad. Ja siedze obok "Jej" Tatusia. Oczywiscie Tatuś musi wziąc ją na
        ręce, na kolanka, dac kęs ze swego talerza, choć dziecko wcale nie ma ochoty na
        jedzenie. Znówe mi się smiać chciało, ze Mała dwoi sie i troi robiąc taki
        teatrzyk. No, ale to przecież mały dzieciak.
        Potem zabawa. Oczywiście Tatuś musi pobawić sie z nia, choc gdyby mnie tam nie
        było wariowałaby na 100% z kuzynami (tak jest zawsze kiedy On przyjeżdża,
        naturalnie beze mnie) nie zwracajac najmniejszej uwagi na Tatę. Zreszta z Jego
        relacji ze spotkan wiem, że bardzo ostroznie do Niego podchodzi i musi sie
        oswoić za kazdym razem jak Go widzi. W stos. do Taty wcale nie jest taka
        wylewna jak była wtedy. Widocznie musiała wyczuć, że ta "Obca Pani"
        może "ukrasc JEJ TATUSIA", a w zasadzie... juz to zrobiła hi hi wink

        Taki to przeżyłam epizod z Małą Dzikuską. Gdyby nie jej zdjęcia, które
        widziałam wczesniej, po tym "spotkaniu" w życiu bym jej nie poznała np. mijając
        na ulicy wink

        • asiek25 Re: do Asiek :) 04.12.03, 10:06
          No to pierwszy krok za Wami. Z Twojego postu wnioskuję, że mała była bardzo
          zazdrosna o tatę, ale to Ciebie nie wkurzało i podeszłaś do tej sytuacji z
          humorem. Jeżeli możesz, to zdawaj relacje z kolejnych spotkań. To wszystko
          przede mną w jakiejs nieokreślonej, mglistej przyszłości, ale chcę wiedzieć jak
          to jest na takim spotkaniu z jego dziećmi, co te dzieci czują, jak się
          zachowują, no i oczywiście co czuje strona trzecia, czyli kobieta.
          • sacreble Re: do Asiek :) 04.12.03, 10:41
            Asiek, masz to jak w banku.. szwajcarskim smile
            Nie wiem kiedy teraz bedzie kolejny sparring wink, ale wiem, ze Moj Facet bardzo
            chce, żebym teraz poznała Syna i to przy najbliższej okazji a to oznacza
            pojechanie do tamtego miasta. Troche kilosów to jest. Pozatym moja praca
            zdecydowanie trzyma mnie tu. Moze jakiś weekend na pocz. nadchodzacego nowego
            roku... ?
            Teraz jak przeczuwam sytucja bedzie ułatwiona - Młody nie jest juz takim
            dzieckiem.
    • ka.ga Re: czy dzieci są zazdrosne ? 03.12.03, 22:05
      Corka mojego meza wlasnie tak zazdrosnie strzegla ojca przy pierwszym naszym
      spotkaniu (Kasia miala wtedy 8 lat). A ze nie trwalo ona kilka minut lecz...
      kilka dni (wyjazd na wakacje), mozesz sobie wyopbrazic jak fatalnie sie
      wszystko ukladalo. Kasia dostawala histerii, gdy tylko ktokolwiek zblizal sie
      do jej taty, zeby zamienic z nim kilka slow. Nie tylko na mnie tak reagowala.
      Na naszego gospodarza tez. Jej histeria objawiala sie wielkim krzykiem,
      placzem, wieszaniem sie tacie na szyi, odwracaniem jego uwagi...
      Wtedy czulam sie podle, dzis rozumiem, a przynajmniej staram sie rozumiec, jej
      reakcje, obawy, strach przed utrata uczuc ojca. Wtedy strasznie denerwowalo
      mnie, ze osmiolatka zachowuje sie jak trzylatek, teraz moge sie tylko
      usmiechnac do tych wspomnien. Na szczescie Kasia wyrosla juz z histerii. No i,
      mam nadzieje, przekonala sie, ze ojciec wciaz ja kocha, mimo ze zalozyl nowa
      rodzine. Nie nalezy wiec zbytnio przejmowac sie atakami zazdrosci u dzieci,
      zwlaszcza przy pierwszym spotkaniu. Maja do tego prawo, bo staja przed
      nieznanym i obawiaja sie stracic rodzica. reszta nalezy wlasnie do rodzica,
      zeby madrze pokierowal sytuacja, z jednej strony nie dal sie sterroryzowac
      malolatowi smile i nie lekcewazyl nowej partnerki, z drugiej - nie okazal, ze
      dziecko jest malo wazne. Wiem, ze to trudne i nie zazdroszcze naszym
      mezczyznom bedacym w takiej sytuacji troche miedzy mlotem a kowadlem.
    • chalsia Re: czy dzieci są zazdrosne ? 04.12.03, 00:04
      Przeczytałam wszystkie posty smile(oczekuję oklasków z tego powodu wink ) i dziwię
      się Wam, kobiety.
      Przecież to Wy jesteście dorosłe, same byłyscie kiedyś dziećmi. I czujecie
      zazdrość ?? i dyskomfort pozbawienia Was uwagi Waszego faceta jak są z Wami
      jego dzieci. Wiem, że emocje to emocje i nad nimi niełatwo zapanować.

      Ale jak Kaga napisała, zwłaszcza w początkowym okresie poznawania Was, next, to
      chyba zupełnie naturalne zachowanie ze strony dzieci. Do tej pory dla dziecka
      pewnikiem była miłość matki i ojca. I dzieci, zwłaszcza małe, nie rozumieją, że
      tata kochając (i poświęcając część swojego czasu) następną osobę - nową panią,
      nie zmniejsza/pozbawia ich swego uczucia.

      Według mnie dzieci po prostu czują dokładnie to samo co Wy! Tylko, że będąc
      dziećmi nie są w stanie podejść do tego racjonalnie. A Wy możecie i MIMO tego
      macie takei odczucia.
      I warto pamiętać o jeszcze jednej rzeczy - ONE SĄ STĘSKNIONE !!! Mają ojca
      tylko od czasu do czasu - w przeciwieństwie do Was.

      Jeśli może to jakoś Wam pomóc - postawcie się po prostu w ich sytuacji.

      Pozdrawiam,
      Chalsia

      PS. Oczywiście od mądrości faceta zależy, żeby dzieciom pokazać, że jego
      kobiecie też się należy "normalna porcja bliskości".
      • sacreble Re: czy dzieci są zazdrosne ? 04.12.03, 10:27
        Wiesz, nie mogę odpowiadać za inne dziewczyny, ale ja nie odczuwałam i nie
        odczuwam zazdrości. Opisałam całą tę sytuację, bo nie miałam do tej pory z
        dziećmi do czynienia (nie licząc córeczki mojej Kuzynki) i cała ta sytuacja
        była dla mnie novum. Byłam pod wrażeniem, że 5-latka może z taką
        determinacją "walczyć" o swego Tatę. To ile energii i pomysłowości wkładała,
        zeby zamanifestować "kto tu jest górą" smile Wszyscy wiedzieliśmy o co jej chodzi.
        Ona w sytuacji gdyby Moj Facet przyjechał tam sam nie zachowywałaby się
        podobnie. Zatem patrzyłam i tylko śmiać mi się chciało.

        Jesli chodzi o zazdrość kiedy podobne sytuacje są chroniczne... Wiesz nie
        zawsze argument: Ty jestes dorosła, wiec MUSISZ ZROZUMIEĆ, a to jest TYLKO
        DZIECKO - NIE MUSI załatwiaają sprawę. Bo kobieta ROZUMIE, ale niekoniecznie
        czuje sie z tym fajnie. Sama piszesz, że nad emocjami trudno jest zapanować,
        nawet jesli staramy sie ich nie uzewnetrzniać. I tu nie ma podziału na wiek.
        Rozumiem zarowno reakcje dziecka, ale też reakcje dorosłej kobity, która
        zagryza usta widzac co 2-gi weekend na szyi swego Meża "naszyjnik" z jego
        dzieci. Zgadzam się natomiast, ze rola Ojca w rozwiązywaniu tego typu sytuacji
        jest duża i że zamiat tylko cieszyć się, że "tak go dzieci kochają", powinien
        tez pomysleć o swojej Partnerce. Na maginesie: po lekturze postów na tym forum
        odnosze wrazenie, że Panowie w takich podbramkowych sytuacjach dziwnie "gubia
        się", umywają ręce, sądząc moze że sytuacja sama sie rozwiaże albo że złoty
        srodek znajdzie jego Kobieta.
      • dondon Re: czy dzieci są zazdrosne ? 04.12.03, 10:46
        Niestety podpisze sie pod Chalsia.Ale jest mi latwiej bo to nie dziecko mojego
        faceta wyczynia rozne dziwactwa w celu zwrocenia na siebie uwagi.Poprostu
        dziecku mojego M nie brakuje zwracania na nie uwagi , nie ma potrzeby niczym
        nas absorbowac.Za to moj syn robi rozne rzeczy gdy przychodzi corka M: o
        wszystko sie mazgai- beczy narzeka , biega biega biega , gdyby mogl stanalby n
        glowie.I co robi najczesciej:przerywa rozmowe "mamoooo"a potem okazuje sie ze
        nie ma nic do powiedzenia.
Pełna wersja