pytanie "pierwszej żony" - odpowiecie szczerze?

04.12.03, 17:04
Witam wszystkie macochy. Jestem szczęśliwą mamą 3,5 letniej Agusi, jestem
szczęśliwa w drugim małżeństwie.
Pierwszy mąż zaczął mnie zdradzać po 8 latach związku z koleżanką w pracy.
Makler giełdowy, 12 h w pracy, 12 h, czasami więcej, bo przecież szkolenia,
wyjazdy, w piątki wyprawy do pubu wspólnie z kolegami i z nią.
Uważam, że jako "stara", wieloletnia i dotychczas jedyna partnerka nie miałam
szans, obojętnie, jak wyglądało nasze małżeństwo - po prostu męża nie było w
domu!
Tyle wstępu.
Moje pytanie jest następujące:
Czy nie boicie się, że za parę lat Wasi obecni mężowie zrobią Wam ten sam
numer???? Że kiedyś znużą się codziennością związku i odejda do innej,
atrakcyjniejszej? Skoro zrobił to już raz, i udało się, dlaczego nie zrobi
tego po raz drugi?
Ja bałabym sie związać z mężczyzną, który nie zakończył jeszcze swojego
związku (chociażby wniesiem sprawy o rozwód) przed poznaniem mnie.
Obecną żone eksa uważam jako jego ofiarę, ale to już osobny temat.
    • matiza Re: pytanie "pierwszej żony" - odpowiecie szczerz 04.12.03, 17:36
      Mówić szczerze raczej wolałabym szukac przyczyny rozstania a nie skupiać sie na
      skutku. Pewnie każde rozstanie, tak ja każdy związek jest inny, ale wydaje mi
      się (patrzac na siebie i sądząc według siebie), że dopóki w związku ludzie się
      realizują, odnajdują i są usatysfakcjonowani, nie szukają niczego poza nim.
      Natomoast gdy w związku dzieje sie źle różne rzeczy moga sie zdarzyć.
      Moim skromnym zdaniem w wiekszości przypadków wina za rozpad związku leży po
      obu stronach. Odejście jednej z nich jest skutkiem kryzysu na który zazwyczaj
      obie stronu długo pracują. Mimo tego, że mój partner ma wielki uraz do eks
      uważam, że gdzies tam zanim doszło do otwartej wojny oboje musili dołożyc do
      pieca zanim z małej iskierki rozpętał sie ogień.
      A odpowiadając na twoje pytanie - nie boje sie tego, że skoro raz odszedł
      odejdzie po raz kolejny. Wszyscy tu jesteśmy dorosli i mamy za sobą nie jeden a
      kilka zwązków i gdyby patrzeć na to w takich kategoriach to tylko Ci którzy nie
      byli w żadnym związku mogliby dawać złudna gwarancje stabilności.
      Pozdrawiam
      matiza
      • jayin Re: pytanie "pierwszej żony" - odpowiecie szczerz 04.12.03, 18:43
        Co do tego wiązania się z facetem "ze sprawą w toku" - to ja nie wiem, nie
        wypowiadam się - z tego powodu, że ja jestem ta kobita już "post-post-
        rozwodowa", jeśli chodzi o Osobistego.

        co do tego, że jeśli ktoś raz coś zrobił - to z mety determinuje w tym kierunku
        to jego zachowania w przyszłości - to raczej nie ma reguły. Jedni mogą wpaść w
        nałóg "porzucania" swoich kobiet w kolejnych związkach, skoro tak łatwo to
        idzie smile(niezależnie od tego czy to żona, czy "nieślubna" partnerka), inni
        mają dystans do pewnych spraw i doświadczenie - i starają się bardziej w tym
        drugim związku o to, o co się nie starali w pierwszym (dotyczy to zarówno ex-
        mężów, którzy zostawili swoje żony i ex-mężów zostawionych przez nie).
        przykładów zachowań możliwych w takich układach jest multum. zależy to od
        człowieka, jego charakteru, potrzeb, zasad, zachowań - od wielu, wielu
        czynników - z których fakt "rozwodu" w przeszłości jest chyba najmniej wpływa
        na ewentualne rozstanie z kolejną kobietą/żoną smile wg mnie.

        tak myślę - że jeśli ktoś zrobił coś raz, to nie znaczy że zrobi to NA PEWNO
        drugi raz. ale oczywiście może zrobić. MOŻE - i to w tym samym stopniu co ten,
        który do tej pory tego nie zrobił ani razu smile
        No, bo jaką mamy gwarancję na cokolwiek w życiu, co nie zależy wyłącznie od nas
        samych, tylko od innych ludzi także? ŻADNEJ.
        tak samo odejść/porzucić/być porzuconym może ktoś kto tego już doświadczył w
        swoim życiu, jak ten, który żyje w związku i do tej pory tego nie miał "okazji"
        doświadczyć.
        więc takie obawy i dywagacje: "Zostawił kobietę raz - zostawi i mnie",
        albo "Zdradził, to zdradzi i mnie kiedyś" są niepotrzebne zupełnie. Po co sobie
        tworzyć stresy "na zaś"? smile Nikt nie wie co akurat NAM przyniesie życie.
        A już na pewno wg mnie fakt jednorazowego "popełnienia czynu" nie tworzy z
        człowieka recydywisty smile No, chyba, że byłby to facet który miał np. już 4
        żony i ja mam być piątą...wink) Wtedy bym się zastanowiła nad tym tematem
        poważnie.

        Ale ogólnie to rosyjska ruletka smile
        Noble`a dla tej osoby, która ze 100% pewnością potrafi przewidzieć zachowania
        ludzkie w przyszłości.

        Pozdr.
        Joanna

        • mkatarynka.edziecko Re: jayin - jak zwykle nic dodać nic ująć... :)))) 04.12.03, 20:01
          jak w tytule postu - podpisuję się pod postem jayin wszystkimi czterema
          kopytami. smile))
    • yokono Re: pytanie "pierwszej żony" - odpowiecie szczerz 04.12.03, 23:13
      hej,
      a ja mialabym opory przed zwiazaniem sie z takim facetem. Swojego meza
      poznalam 2 miesiace po jego rozwodzie i tez uwazalam ze to za swierzo.I to
      nawet nie jest kwestia tego ze mnie tez zostawi, takich watpliwosci nie mam.
      Po prostu chcialabym aby facet najpierw wylizal rany po poprzednim zwiazku,
      zakonczyl jakis etap w swoim zyciu .kiedys juz bylam z rozwiedzionym facetem.
      on byl jakies 1,5 roku po rozwodzie, ale chyba nie byl jeszcze gotowy na 2
      zwiazek i man sie nie udalo. Natomiast moj obecny maz mimo ze ma dziecko, a
      tamten chlopak nie mial, nie byl w zaden sposob skrzywiony czy wypaczony. Nie
      wiem czy rozumiecie o czy mowie,nie czulo sie oddechu innej kobiety za plecami.
      • mamaadama4 Re: pytanie "pierwszej żony" - odpowiecie szczerz 04.12.03, 23:42
        Pozanałam mojego obecnego męża na 4 lata przed jego rozwodem. Związałam się z
        nim po tym jak jego ówczesna żona związała się z innym facetem.
        Nikt nam nie zagwarantuje, że wszystko jest dane raz i na zawsze. Ale nie wiążę
        tego zupełnie z faktem, że mój mąż już raz był żonaty. Tak samo poślubienie
        dziewiczego kawalera nie gwarantuje nam życia bez zdrady i skoków w bok.
        danka
        • pysia-2 Re: pytanie "pierwszej żony" - odpowiecie szczerz 05.12.03, 08:59
          Ja chyba faktycznie balabym sie zwiazac z facetem, ktoory zdradzal. A wlasciwie
          nie balabym sie, tylko nie zwiazalabym sie bo gardze takimi facetami. Nawet
          jesli malzenstwo sie rozpada, to najpierw trzeba odejsc (jesli nie ma szans na
          poprawe) a potem ewentualnie wiazac sie z inna.
          Mooj maz miedzy innymi dlatego zostal moim mezem, bo wiedzialam, ze w tej
          sprawie zajmuje takie samo stanowisko.
    • capa_negra Re: pytanie "pierwszej żony" - odpowiecie szczerz 05.12.03, 10:14
      Nie wiem jak to oględnie napisać, żeby nie mówić zle o eks, ale postaram się.
      Generalnie tak mi sie prznajmniej wydaje decydujaca role miala tu róznica
      charakterów.
      Eksia to typ kobiety lubiacej szybko zyć/ towarzystwo, imprezy, knajpa/zawsze
      dom pełen ludzi, często ktoś z gości zostawał na noc - chłop wracając do domu
      czuł sie jak mebel czy dekoracja.
      Na jednej z takich imprez zrodzil sie romans zakończony ciążą eksi z
      innym /dziecko sie nie urodzilo/ kandydat na tatusia sie wypiął a ówczesny jej
      mąż czyli mój obecny pomógł jej i chyba nawet wybaczył.
      Ale mam wrażenie że eksia stwierdziła, że skoro ona taki "dobry" to hulaj
      dusza...
      Nastepnym w jej zyciu był brat bliźniak ich synowej ( wiadomośc potwierdzona
      przez synowa , zresztą jej brat dopiero rok temy wyprowadził się od eksi) - pod
      pozorem "opieki" nad nim zainstalowała go w salonie i odstawila owczesnego
      męza głownie od łoża...
      Tego juz nie zdzierzył i w piekny niedzielny poranek spakował ubrania do
      bagażnika ... i tyle go widziła.
      Potem szybki rozwod na ktory zreszta pojechali jednym samochodem smile wiec w
      zgodzie
      Mój pod koniec małżeństwa tez nie był świety i kiedy sprawa rozwodowa była
      jeszcze wtoku usiłowal sie z kimś związać tyle,ze nie wyszło.
      Po trzech latach poznał mnie i tyle.
      Odpowiadając na pytanie - nie nie boje sie , ze mnie "tez" zostawi
      Znając jego tolerancję i wyrozumiałość to naprawde nie wiem jak musiałabym sie
      postarac żeby do tego doszło.
      Dodatkowo mamy bardzo podobne podejście do zycia i ten sam poziom
      zapotrzebowania zarówno na rozrywke jak i na wypoczynek.
      Obydwoje mamy tez doswiadczenia z poprzednich związków z tym że mój był
      nieformalny i obydwoje zdajemy sobie sprawe jakie błedy popełnialiśmy.
      I to chyba tyle
      No moze nie wszystko - dzis kupujemy "oficjalny pierścionek zaręczynowy"(
      nieoficjalny nosze od roku) , jutro powiadamiamy rodzinę a za tydzień na moich
      imieninach znajomych smile
      olka
    • ashan Re: pytanie "pierwszej żony" - odpowiecie szczerz 05.12.03, 11:47
      a ja jestem już zmęczona czytaniem, ze zawsze winne są obie strony, że nie ma
      dymu bez ognia... sorry,ale to są komunały. Jest tyle wyjątków od tych reguł,
      że przestają być one regułami smile. A co z sytuacją, gdy spotykasz kogoś, kto
      na pewnym etapie małżeństwa stwierdza, że nie odpowiada mu taki kierunek
      następujących w nim zmian? Kiedy ludziom jest ze sobą nie po drodze i
      odkrywają to po wielu latach? Gdy któraś ze stron nie chce rozmawiać? Nie chce
      pracować nad związkiem? Wiele jest takich kwestii, które nakazują mi na
      powstrzymywanie się od generalizowania.
      Jak dla mnie, zbyt często mówimy o rozłożeniu winy za rozpad związku nie z
      powodu poczucia odpowiedzialności i dojrzałości, ale w celu znalezienia
      współwinnych.
      I nie wiem burzo, skąd wysnułaś wniosek, że kruszynka jest współwinna
      rozpadowi swojego pierwszego małżeństwa? Bo tak zawsze jest, czy też znane są
      Ci szczegóły ich życia, które pozwalają na takie oceny?

      Co do mnie, to przyznaję, że zastanawiałam się nad problemem postawionym przez
      kruszynkę. Cały czas się zastanawiam. Nie prześladuje mnie ta myśl, ale nie
      wykluczam takiej sytuacji, że któregoś dnia mogę zostać sama. Dlaczego? Z
      wielu różnyh względów, z których każdy sam w sobie może być powodem rozstania.
      I, niestety, są wśród nich także takie, na które nie mam wpływu. I to do mnie
      i mojego m. należy ocena naszego związku, jego trwałości i tego, kto w nim
      jest szczęśliwy. Nie do moich przyjaciółek, ani mojej rodziny smile. A z oceną
      poprzednich związków mojego m. i jego eksiów jestem bardzo ostrożna. Nie z
      powodu braku uczucia, czy braku zaufania. Miara tkwi w oku patrzącego smile)).

      pozdrawiam ciepło smile
      • eremka Do ashan: nie na temat 06.12.03, 20:02
        A masz Ty jakies wady, kobieto smile))
        Kojarze Cie z forum znaka i tam tez jestes taka ...no, pozytywna, ludzka,
        normalna, uczciwa.
        pozdrawiam
        • jayin Re: c.d.nie na temat 06.12.03, 20:26
          eremka napisała:

          > A masz Ty jakies wady, kobieto smile))
          > Kojarze Cie z forum znaka i tam tez jestes taka ...no, pozytywna, ludzka,
          > normalna, uczciwa.
          > pozdrawiam

          smile)))
          a wiesz, ja też tak ashan odbieram..
          ale fakt.. PODEJRZANA SPRAWA big_grin
          ashan, jak to jest z tymi twoimi wadami?smile

          pozdr. serdecznie

          Joanna
          • ashan Re: c.d.nie na temat 06.12.03, 21:41
            No, rozszyfrowałyście mnie smile))). Nie mam wad wink)).
            Mam, mam, całe mnóstwo... I wcale się z nimi nie kryję smile. ALe nie będę się
            tu samobiczować smile. Przynajmniej nie na forumie, możemy umówić się w realu :-
            ), a wtedy zobaczycie smile))
            Tak na serio... Właśnie wróciłam z miłej imprezy imieninowej mojego ojca
            (Mikołaj!!!) i szczerze mówiąc, te literki na klawiaturze cóś mi się tak
            dziwnie mylą :-0 (ile literówek poprawiam, hi, hi, hi smile)). No więc tak na
            serio, jeśli w ogóle jestem w stanie być serio (oglądam równocześnie pół
            żartem, pół serio, hihihihi), to jestem w tej dobrej sytuacji, że mam dużo
            czasu na myślenie. A może to zła sytuacja? Summa summarum, jak mawia mój
            szanowny m. - tracę czas na rozważania, które dla normalnego człowieka są
            abstrakcją (normalny, w tym wypadku -i z jego ust- jest duuuużym
            komplementem). No i potem spotykacie się na forum z takim indywiduum jak ja,
            które traci czas na rozstrząsanie problemów z każdej możliwej strony, i
            qrteczka, wychodzą z tego takie kwiatki, że czytam, ze jestem normalna i
            ludzka smile))!

            o, mader, napiłabym się jeszcze... wink, uwielbiam ustukać się tak na wesoło
            hihi

            pozdrawiam Was dziewczyny miłe! i see you do poniedziałku (bo niedziela jest
            dla rodziny, nie dla komputera! howgh! - no, może uda mi się dorwać do kompa,
            choć na kwadrans, późnym wieczorkiem smile))
        • ashan Re: Do eremki :-))) 06.12.03, 21:42
          A może po prostu z kimś mnie mylisz? smile)))

          pozdrawiam smile)))
    • kruszynka301 Re: pytanie "pierwszej żony" - odpowiecie szczerz 05.12.03, 16:20
      Dziękuje Wam za odpowiedzi.
      Zadając pytanie, nie chodziło o eksa, raczej o mężczyzn, z którymi się
      spotykałam pomiędzy pierwszym i drugim meżem (sama byłą przez rok). Kiedy
      trafiałam na zonatego faceta, zazwyczaj była taka historia:
      - żona mnie nie rozumie,
      - urządza awantury,
      - nie dba o mnie,
      - jest oziebła, ipt.
      Patrząc wtedy przez pryzmat własnego minionego związku, gotowało się we mnie.
      Jeżeli jest tak źle, to dlaczego jeszcze mieszka z żoną???? Jakim cudem mają
      maleńkie dziecko???? Dlaczego wyjeżdżają razem na wakacje????
      Z takim facetem bałabym się związać i kończyło sie na jednym spotkaniu. Miałam
      wrażenie, że szuka następnej kobiety, żeby się do niej przeprowadzić, i albo
      sie tym razem uda, albo będzie szukać następnej.
      Dlatego tak ważne dla mnie było, że mężczyzna robi już cokolwiek w kierunku,
      żeby się rozwieść.
      Mój obecny mąż przy poznaniu również jak ja był przez rok samotny, miał już
      dystans do poprzedniego związku, no i był on definitywnie skończony (związek,
      nie mąż wink).
      Pozdrawiam
      Gosia
    • kruszynka301 Re: pytanie "pierwszej żony" - odpowiecie szczerz 06.12.03, 19:47
      eks notował skrupulatnie wszystko to, co kupowaliśmy, z notatką, za czyje
      pieniądzBurzo, nie sprawiłaś mi przykrości. Moje pierwsze małżeństwo jest dla
      mnie teraz odległą przyszłością, czasami wydaje się byc nierealne.
      Oczywiście, że jestem też winna rozpadowi związku. Naprawdę nie wierzę osobom,
      które twierdzą, że tylko jedna strona jest winna.
      Z perspektywy czasu widzę, że eks był osobą bardzo trudną wewspółżyciu. Był tym
      typem naukowca, teoretyka, matematyka. IQ bardzo wysokie, ale niestety EQ
      bliskie zeru.
      Uwierzysz, że po 8 latach związku podział majątku zajął nam 30 minut? Po prostu
      e. Nie mieliśmy ani jednej rzeczy wspólnej. Teraz widzę, że to było
      nienormalne, wcześniej po prostu tego nie dostrzegałam.
      Ale do rzeczy.
      Eks był maklerem giełdowym, no i hazardzistą. Niestety, miał wielkie
      wyobrażenie o swoich zdolnościach inwestycyjnych, ale w praktyce tracił całe
      swoje wynagrodzenie na giełdzie. Zarabiał 2 tysiące w jednym tygodniu, w drugim
      tracił 5 tysięcy.
      Faktycznie, doprowadzałam go do szału swoimi krytycznymi uwagami na temat jego
      umiejętności. Urządziłam też mu niezłą awanturę, kiedy w głupi sposób w ciągu 2
      tygodni stracił 14 tysięcy przeznaczone na remont mieszkania.
      Czyli: nie rozumiałam go, urządzałam awantury, podcinałam mu skrzydła
      finansowewink)). Wiem, że on tak się żalił do swojej kochanki.
      Byłam również niezrównoważona psychicznie: wyobraź sobie, że potrafiłam uderzyć
      go w twarz, kiedy mówił mi, będącej w ciąży, że idzie do Ani, bo to jest
      silniejsze od niego.
      A więc do urządzania awantur doszły też rękoczyny. Byłam okropnawink)
      Piszę to wszystko z pewnym rozbawieniem; chcę zwrócić uwagę, że zachowania
      małżonków cechuje akcja - reakcja, i trudno później mówić , kto jest winien.
      Zazwyczaj nie ma winnego.
      Eks ne znalazł sobie młodszej, znalazł sobie dziewczyne o wiele mniej
      atrakcyjną ode mnie, ale za to o wiele mniej inteligentną od niego, która
      patrzyła z uwielbieniem na jego "wyczyny" giełdowe.
      Spotkałam się kiedyś z nią na kawie, ostrzegałam ją przed jego hazardem, ale
      oczywiście nie dotarło to do niej.
      Może dotarło do niej dopiero teraz (straciłam już z nią kontakt), kiedy okazało
      się, że nie stać ich nawet na wynajęcie mieszkania ( w naszym mieście około 300
      zł!!!!), i musieli z dwójką maleńkich dzieci przeprowadzić się do 40-metrowej
      klitki do jego rodziców.
      Pozdrawiam
      Gosia
Pełna wersja