Dodaj do ulubionych

Juz wiem jak to jest, od kogos odejsc kochajac

08.05.09, 21:33

Kochane dziewczyny,

chcialam juz dawno opisac stan mojej teraznieszszej popiepszonej sytuacji, o
ktorej juz wczesniej w roznych watkach pobakiwalam, ale sie balam
"niezrozumienia" z waszej stronysad.....

Jestem teraz w sytuacji ktorej nikomu nie zycze; moj maz jak go poznalam
"mial" juz 2-jke dzieci z poprzedniego zwiazku, wzielam go z calym bagazem i
dostalam "nieblogoslawienstwo" mojej matkismile))))

Dzieciaczki przychodza do nas od 7-miu lat w prawie kazdy weekend i wolne dni,
razem spedzamy wakacje, maja u nas osobne pokoje i co dusza zapragnie, itd.

Do czego zmierzam?: po roku znajomosci z moim mezem, zaczelam pobakowywac o
naszych wspolnym dziecku, no dlaczego nie; kochalismy sie do szalenstwa (i
dalej kochamy), ja mialam i on wspaniala, bardzo dobrze platna i pewna prace,
ale spotykalam sie z oporem mojego wtedy jeszcze nie meza. Dla niego dzieci
byly i sa calym swiatem (co rozumie), i inne plany sie dla niego nie liczyly.

Odkladal nasze plany na pozniej; .....po komuni malej....., pozniej; jak
malemu lekarze postawia diagnoze (psych. trudnosci, brak koncentracji i
autyzm))....., nastepnie jak ex-zona zrezygnuje z alimentow na siebie (ktore
jej nie przyslugiwaly i nie przysluguja)......, .... jak wyjdzie za maz...,
pozniej jak wezmiemy slub (czego na poczatku nie chcialam ze wzgledu na
finansowe sprawy). Bylam cierpliwa, ale pokazywalam mu i mowilam, ze kiedys
bedzie za pozno i bedzie tego bardzo zalowal.

Bardzo cierpialam, ale wierzylam i mialam nadzieje, ze moje marzenie sie
spelnisad (glupia i naiwna wtedy bylam)

5 lat temu, zaczelam juz tak naciskac na mojego meza, ze popuscil.
No i zaczelo sie staranko, ale co z tego? jak co miesiac bylo rozczarowanie.
Po roku poszlam do kliniki, mialam 36 lat, lekarze stwierdzili wszystko
wporzadku, nadal sie starac....... Dni zrezygnowania wypelnialy nam jego
dzieci, angazowalam sie wiecej niz matkasmile, bo to jego krew!!! i jego
genysmile))) bylo fajnie, ale czegos mi brakowalo.

Ten brak poglebil sie, jak jego ex nagle zaczela bronic mojemu mezowi
kontaktow z dziecmi, wrecz szczula na nas dzieci (jak wyszla za maz, za
kochanka, przez ktorego sie rozeszli), wymagala wszystkiego, ale won od dziecisad

Zorientowalam sie, ze niestety to nie moja dzialka i nie moj placsad wtedy nie
wiedzialam dlaczego tak postepowala? myslalm, ze bala sie mojej konkurencji,
ze jej nowy maz mial obawy, ale prawda byla duzo gorsza niz moje niewinne
przypuszczenia.

Teraz wiem; 2-lata temu moj tesc dowiedzial sie od kogos "cos" i to "cos"
okazalo sie prawdasad((((tesc chcial zabezpieczyc swoj majatek przed Ex-zona
mojego meza i przed "podsciepami"(czyt. "wnukami").

Moj maz o tym nie wie!!!!, a dla mnie stalo sie to przeklenstwem, oplacam ten
sekret (przysieglam tesciowi) nieprzespanymi nocami, wyrzutami sumienia, czy
robie dobrze, czy zle, popadlam w depresjesad

Okazalo sie, ze jego syn nie jest jego synem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!sad(((( (o
czym juz wczesniej tu pisalam). Wiem ze moj maz kocha swojego syna ponad zycie
i nie moge mu zburzyc ten swiat, za bardzo go kochamsad(((( bo nic by sie nie
zmienilo jak bym mu o tym powiedziala, a raczej bym mu zaszkodzila, a jego ex
bylo by to na reke, bo zabronila by wizyt u "przybranego" ojca!!!!!! (a robi
to ze wzgledow finansowych i wygodnictwa).

Boze, jak ja cierpie.......sad

Pol roku temu moj tesc mi oznajmil, ze che zrobic test "podsciepowi" (swojej
wnuczce!sad), gdyz przypuszcza, ze to tez nie dziecko jego syna! powiedzialam
mu niech robi co chce, ale ja o tym nie chce wiedziec. Od dwoch miesiecy
dziadkowie odmawiaja wszystkie terminy wizyt wnukow! wiec przypuszczam,
ze......sad((((

Po nieudanym ICSC w kwietniu zaczelam robic "nieuzasadnione fochy" mojemu
mezowi (coz, on jest nieswiadomy mojej wiedzysad((((((, a ja jestem tylko
czlowiekiem, i nie wiem jak mam sie wyladowac....., postepuje jakbym chciala
go ukarac, ze wczesniej zwlekalsad, a on to lyka (co jest jakby nie bylo prawda).

Pasierby mojego meza, ktore przychodza w dalszym ciagu do nas, staly sie mi
obojetnesad draznia mnie, a wrecz je unikam...

Jak moj maz sie cieszy, ze "jego dzieci" maja zamiar przyjc nie planowanie, to
mam mu ochote cala prawde wygarnac i bardzo brzydko odpowiedziec, ale sie
powstrzymuje, gdyz przysieglamsad((

Nie zaz chcialam mu to wykrzyczec, ale cos mi na to nie pozwalalo......,nie
chce zeby cierpial.......Mam jedno, jedyne rozwiazanie; musze od niego
odejsc.........., zyje w klamstwie, ktorego sie brzydze, a to rozwiaze
wszystkie MOJE problemy.....

Teraz moj maz zmusza mnie wprost do nastepnej proby inVitro, ale ja juz nie
mam sily, wiem, ze nie ma sensu, za pozno, mam zal do
niego,...................chce odejsc, i czuje sie jak lajdak oklamujacy
wlasnego mezasad((( chcialam dobrze!!!!!dla niego i tamtych dzieci!!! a sama
sie ujarzmilam swoja przysiega.

Posunelam sie do tego stopnia, ze zablokowalam ksiazeczki oszczednosciowe
dzieci bylej partnerki mojego meza (ktore ja zalozylam), myslalam, ze mi
troche ulzy....., pudlo.....

Prosze nie myslcie, ze jestem trolem, jest to moja autentyczna historia mojego
popiepszonego zycia.

Nie wiem, kto u gory pisze moj scenariusz zyciowy, ale wiem, ze ma fantazje i
chce mnie zniszczycsad((( Na potwierdzenie tego przypuszczenia napisze, ze moj
Ex tez mial nieslubne dziecko (w czasie naszego malzenistwa), ktore wyszlo na
jaw jak zachorowalo i potrzebny byl przestrzep i badanie mojego wtedy meza, na
ktore sie moj maz nie zgodzil, a pozniej byl placz i zgrzytanie
zebow......,wnioslam o rozwod........., a tez go bardzo kochalam.........

Ps.
Nie wierze w czary mary, wrozki i inne stwory, ale 25 lat temu w parku wrozyla
mi stara cyganka (tak dla zabawy), i mi powiedziala; ze bede odchodzic
kochacjac.........wtedy nie rozumialam tego, bo jak mozna od kogos odejsc
kochajac, ale teraz rozumie......

Obserwuj wątek
      • wiosennapiosenka Re: Juz wiem jak to jest, od kogos odejsc kochaja 10.05.09, 19:42
        Mnie bardzo zastanawia fakt, dlaczego teść nie chce powiedzieć o tym
        swojemu synowi...? Nikt nie lubi być oszukiwany i tu zgadzam się z
        opiniami, że należy powiedzieć o tym mężowi. Ale też spróbowałbym
        poradzić się jakiegoś psychologa w tej sprawie, co zrobić. Ale
        znając życie - prawda prawie zawsze wychodzi na jaw, a to, że
        ukrywałaś coś tak ważnego przed mężem może zniszczyć to co jest
        między Wami.
        Wydaje mi się, że ja porozmawiałabym z teściem o tym, że nie
        potrafię żyć z takim ciężarem i że powinien to zrozumieć. Inną
        sprawą są dzieci, bo jeśli to co powiedział teśc jest prawdą, to one
        jeszcze bardzie niż ojciec zostały parszywie oszukane. I nie są
        niczemu winne - karanie ich taką wiedzą myślę, że mogłoby przynieść
        strasznie dużo krzywdy w ich psychice. A swoją drogą "niezła" ta
        eks - wyciąga kasę na obce dzieci i jeszcze na siebie... . Masz
        naprawdę trudny orzech do zgryzienia i cokolwiek postanowisz, to
        będzie bardzo trudne. Trzymam kciuki za podjęcie jak najlepszej i
        najmądrzejszej decyzji.
    • adela38 Re: Juz wiem jak to jest, od kogos odejsc kochaja 09.05.09, 08:30
      Luna67... Jest powiedzenie "prawda cie wyzwoli"
      To co rozwala wasza milosc to brak prawdy w waszym zwiazku.
      Jesli go kochasz to daj mu wreszcie szanse.Porozmawiaj z nim w odkryte
      karty.Powiedz wszystko co wiesz.Te dzieci maja tez gdzies swojego biologicznego
      ojca.Byc moze on nic o nich nie wie, a moze wie...Twoj maz ma prawo byc ich
      przybranym ojcem jesli chce.Ma prawo je lubic, kochac, byc przywiazany... to
      ludzkie.Przekona sie tez o jakosci tej relacji- czy to milosc do tych dzieci
      jako bliskich osob czy milosc do przedluzenia swojego ja...Ty ukrywajac prawde
      krzywdzisz go.Krzywdzisz tez sama siebie.Po co?Co do starania o dziecko-
      starajcie sie.Najwyzej sie nie uda, ale wlasnie to wspolne staranie laczy pare.
      Co do kasy...proponuje wyrwac chwasta...odciac sie od pijawki...zlozyc do sadu
      pozew o oszustwo...w tej sytuacji on, wy jestescie ofiarami bezczelnego oszustwa
      i powinniscie sie bronic i starac o wymierzenie sprawiedliwosci.Oszustka powinna
      conajmniej byc zdemaskowana przed wszystkimi.Dzieci tez powinny znac
      prawde.Wychowane przez oszustke, majac jej geny sa w wielkim niebezpieczenstwie,
      ze w swoim zyciu beda powielac jej wzorce zachowania.Tak sie naucza, ze oszustwo
      nie poplaca.
    • tricolour A rozwiązanie jest takie proste... 09.05.09, 13:10
      ... czyli stanąć w obliczu prawdy.

      Na teraz każdy chowa w sercu kawałek tajemnicy, cierpi latami, a może i całe
      życie. Zresztą co to za tajemnica: przecież tylko ojciec nie wie, że ma "obce"
      dzieci.

      A gdy się dowie (co jest prawie pewne, choćby po śmierci dziadków) to wcale się
      nie zdziwię jak rzuci całe towarzystwo w diabły. Za okłamywanie przez całe życie.
    • piegi83 Re: Juz wiem jak to jest, od kogos odejsc kochaja 09.05.09, 18:22
      postaram się doradzić na sposób logiczny (niektórym pewnie może wydać się zimny, ale nie o to tu chodzi)
      Po pierwsze- doradzam wizytę u psychologa bądź psychiatry. Zawsze to inaczej opowiadać coś żywemu człowiekowi, niż pisać na forum. Z twojego tonu wypowiedzi wynika, że jesteś bardzo roztrzęsiona- być może jakaś depresja? Są na to naprawdę dobre leki, a lekarz na pewno pomoże ci bardziej niż my. Jeśli masz możliwości finansowe, tym bardziej. do psychiatry nie trzeba mieć skierowania
      Po drugie- jednak opowiedzieć prawdę mężowi. Małżeństwo nie jest tylko na dobre dni, także na trudne. tutaj masz właśnie przykład tych trudnych spraw. Jedno pewne-razem wam będzie łatwiej. Jest takie powiedzenie "smutek dzielony jest połową smutku, radość dzielona jest podwójną radością"
      Po trzecie- nawet jeśli nie są to biologiczne dzieci twojego męża to przecież to chyba nie umniejsza waszego do nich przywiązania. skąd pomysł, że jakby mąż się dowiedział, to przestanie mu zależeć na nich? nie moge uwierzyć, że tak by się stało
      Po czwarte- razem porozmawiać z dziećmi. nie trzeba im mówić wszystkiego (ile mają lat?), wystarczy wyjaśnić, że macie teraz gorsze dni i może dlatego jest w domu mniej wesoło i przyjemnie, ale nadal je kochacie
      Po czwarte i po piąte- nie napędzaj się sama smutkiem. postaraj się, gdy chwyta cię panika jakoś to rozładować, wyjść gdzieś
      Pozdrawiam i życze wytrwałości. Ucieczka jest łatwym rozwiązaniem, ale na dłuższą metę nie daje radości
    • swieta_1 Re: Juz wiem jak to jest, od kogos odejsc kochaja 09.05.09, 22:55
      Cześć Luna, (dawno nie pisałam, bo już słów szkoda, pewnie sporo "nowych" nawet mnie nie pamięta, ale często tu zaglądam)
      pamiętam jak często pisałaś o "swoich" dzieciakach.
      Nikt Cię tu nie będzie potępiał, za dużo swojego życia u zostawiłaś smile .
      Moim zdaniem (niekoniecznie słusznym) powiedz co wiesz, pewnie spotkasz się z niedowierzaniem, szokiem....
      pewnie będzie cięzko. Ale myślę że warto. Nikomu z bliskich nie wolno obciążać " słowem" w tak trudnych sytuacjach. To teść powinien sam powiedzieć o wszystkim, a nie obarczać Ciebie - nie dość że paskudną sprawą to jeszcze "niemówieniem".
      Trzymaj się pozdrawiam
    • elakuz Re: Juz wiem jak to jest, od kogos odejsc kochaja 10.05.09, 07:39
      przekonalam sie juz w moim poprzednim i tym malzenstwie, ze trzeba
      byc szczerym. Klamstwo lub zatajenie prawdy moga wiele( jezeli nie
      wszystko)zepsuc. Znasz dobrze swojego meza, wiesz jakie sa jego
      uczucia wobec ciebie i dzieci, wiec bedziesz umiala z nim
      porozmawiac madrze i nie zepsuc waszych wzajemnych relaji.
      A moze facet o tym wie i mysli, ze ty nie wiesz a rozmowa spowoduje,
      iz odetchnie z ulga.
      Co do dziecka to starajcie sie, ja popelniam ten blad, ze boje sie
      ciazy, nie wiem, czy jestem gotowa na dziecko a latka leca i zaraz
      moze byc a pozno ( o ile juz nie jest). Wiem jednak, ze robie blad
      wiec moze zmadrzeje. W twoim przypadku jest o tyle latwiej, ze
      decyzje podjelas, wiec walczcie. Tyle juz razem przezyliscie, ze uda
      sie i towink I nie mysl o odejsciu skoro jest miedzy wami milosc.
    • nangaparbat3 Re: Juz wiem jak to jest, od kogos odejsc kochaja 10.05.09, 17:25
      Luna, ja nie widze zwiazku.
      To w ogóle nie jest Twoja sprawa - to sprawa miedzy Twym Mezem, jego ex, w jakis
      sposob - tesciem, ktory w calej sprawie odgrywa dosc ohydną rolę.
      Ty kochasz Męża, on kocha dzieci - i tyle Cie obchodzi.
      Bezplodny nie jest, bo gdyby był, to by wyszło przy in vitro. Wiec mozecie
      jeszcze miec dziecko.
      I nie dawaj sie wrobic w role poslańca złych wiadomosci - własciwa osoba jest
      Ex, ewentualnie piekileny dziadunio.
      Poza tym - jaka Ty masz pewnosc, ze dziadunio mowi prawdę, a nie są to urojenia?
      moi tesciowie mojej córki sie nie czepiali, bo jako noworodek wygladała wypisz
      wymaluj moja świekra - ale juz jak sie urodzila jej siostra, nie wahali sie
      insynuowac, ze to nie dziecko mego exa. A obie dziewczyny naprawdę do siebie
      podobne, i nie po mamusiach, raczej. Ale tesciowie tej dziewczynki znac nie
      chcą, nie wiem dlaczego - w przeciwieństwie do mojej mamy, która dzieci Exa i
      Next polubiła, widuje czasem - a przecież nie "jej krew".
      I jeszcze jedno - dzieci zapewne o niczym nie wiedzą, Twoj Maż to dla nich
      ojciec - i słusznie, bo je chował od noworodków, to troche wiecej niz byc dawcą
      spermy. To jest ich tato - jaki sens w to wkraczac? Dzieci to dzieci, nie
      powinny ponosic konsekwencji grzechów rodziców, jesli tylko sie da.
      Luna, ten pomysl pogadania z kims jest naprawdę dobry, chociaz nie wiem po co
      zaraz psychiatra, proponowałabym psychologa, jest cos co sie nazywa "pomoc
      psychologiczna", kilka spotkań dla osób, ktore są w trudnej sytuacji.
      I zaczekaj z tym porzucaniem meża, proszę, bo tak wychodzi, jakbys chciala go
      porzucic za to, ze został zdradzony (co zreszta wcale nie jest pewne).
      Pozdrawiam Cie serdecznie
      nanga
      • 333a13 Re: Juz wiem jak to jest, od kogos odejsc kochaja 11.05.09, 09:49
        współczuję sytuacji... ale nie rozumiem dlaczego chcesz opuścić męża
        skoro się kochacie i dobrze Wam się układa... To nie Ty wywołałaś
        burzę i narobiłaś tego całego bałaganu!!! Jeśli nie potrafisz żyć w
        kłamstwie, to pogadaj ze swoim mężem o podejrzeniach teścia. Nie
        należy za wszelką cenę bronić pewnych tajemnic bo wcześniej czy
        późnej prawda wychodzi na jaw. Twój mąż jako odpowiedzialny, dorosły
        człowiek zadecyduje, czy w takim przypadku chce wiedzieć czy są to
        rzeczywiście jego biologiczne dzieci i zrobi badania, lub też nie...
        Jeśli chodzi o Waszego wspólnego Malucha, to nie rozumiem dlaczego
        miałabyś z niego rezygnować??? Jeśli się okaże, że jest już za późno
        może pomyślicie o adopcji??? Moje zdanie jest takie, że w imię nawet
        największej miłości nie należy rezygnować ze swoich podstawowych
        potrzeb i marzeń. Więc walcz dziewczyno o swoje macierzyństwo
        niezależnie od wiecznych problemów rodzinnych Twojego partnera, bo
        jak sama wiesz mężów można mieć kilku big_grin
    • natasza39 A nie za duzo Ty na siebie bierzesz? 11.05.09, 19:49

      Bardzo rzadko tu ostatnio piszę, bo wkurza mnie nagromadzenie wszelkiej maści
      troli i stado świętojebliwych macoch, które z upodobaniem nawołują do plucia w
      gębę przez pasierby, w imię idei "wszystko wolno dzieciom skrzywdzonym przez los".
      Ale do rzeczy....
      Luna, kochana, czytam Twoje posty od kiedy zaczęłaś piać na tym forum. To, że
      chłopczyk nie jest biologicznym dzieckiem Twojego męża wiedziałaś przecież od
      dawna. To, ze dziewczynka nim nie jest domyślałaś się. To, że dziadek zrobił
      testy i ma na to dowód jest dziadka sprawą i ja osobiście popieram go.
      zrobiłabym dokładnie to samo. To nie chodzi o dzieci, jak niektóre nawiedzone
      próbuja udowadniać.
      Albowiem dzieci są narzędziem w ręku cwaniary (czytaj exi), która chce poprzez
      nie osiągnąć pewne korzyści materialne (czytaj majątek dziadków i alimenty od
      pseudo-ojca). Pewnie oburzenie święte zapanuje teraz..... Jeden pisk o tym, że
      wszystkie dzieci nasze są i się je kocha nie za DNA i takie tam inne pierdoły.....
      Nie!
      To jest zwykłe OSZUSTWO. To tak jakby komuś sprzedać świnię i wmówić mu, ze to
      ARAB pełnej krwi.
      Masz zasrany obowiązek powiedzieć mężowi prawdę.
      Co on z nią zrobi to jego sprawa. Może dalej na te dzieci łożyć, moze je kochać,
      może im spadki po sobie zapisywać, ale świadomie, że to nie jest krew z jego
      krwi, ale wmówiony mu przez exię czyjś dzieciak.
      W małżeństwie liczy się uczciwość. A Ty masz być uczciwa wobec niego, a nie
      wobec teścia, teściowej i obcych dzieci, które dodatkowo działają ci na nerwy.
      Facet został raz skrzywdzony przez wredna sukę, która wmówiła mu dzieci jako jego.
      Po raz drugi jest oszukiwany przez własnych rodziców.
      Teraz ty chcesz mu to zrobić?
      Bądź Ty jedna uczciwa w tym cyrku.
      ---------------------------------------------------------------------
      Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
      głupcami.
        • natasza39 Re: A nie za duzo Ty na siebie bierzesz? 11.05.09, 20:58
          nangaparbat3 napisała:

          > Pomijajac wszelkie inne aspekty, jeśli to Luna mu powie, on podswiadomie JĄ
          > właśnie bedzie uważal za tego, kto mu odebrał jego dzieci.
          > Nie bez powodu mordowano poslańcow przynoszacych zle wiesci.


          Wtedy przynajmniej będzie miała autentyczny powód, aby od niego odejść.
          Jeśli odejdzie nie mówiąc mu o co "kaman" robi sobie i jemu krzywdę.
          ---------------------------------------------------------------------
          Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
          głupcami.
          • nangaparbat3 Re: A nie za duzo Ty na siebie bierzesz? 11.05.09, 21:33
            Luna robi komus krzywdę???
            To Lune skrzywdzono - w tej konkretnej sytuacji dziadyga, ktory jej rękoma chce
            zalatwic swoje porachunki z synową - juz abstrahuje, ma dziedek racje czy nie
            (bo zadnych dowodów nie widzielismy - od kiedy moja swiekra opowiadala po
            mieście, ze leczenie dysplazji jej wnuczki, a mojej corki, bylo niepotrzebne -
            mimo zdjec roentgenowskich, ktore ogladala - a jest pediatrą - nauczylam sie
            sceptycznie podchodzic do wszelkich opowiesci).
            W kazdym razie dziadunio to jesli nawet nie klamca - wredny manipulant. Powinien
            albo rozmowic sie z synem i to w cztery oczy najpierw, albo trzymac gebę na kłódke.
            Chcialabym tez przypomniec inną dyskusję (eufemizm) na podobny temat, kiedy -
            juz po obroceniu w perzyne calego zaufania i wszystkich dobrych uczuc, jakie w
            tej rodzinie były, chlopina, ktoremu uroilo sie, ze go zona zdradzila przed 17
            laty, dostal wynik badania i okazalo sie, że corka jest jak najbardzioej jego
            wlasną rodzona corką, krew z krwi i kosc z kości.
            Ale tego, co podejrzenia zniszczyly, juz sie nie dało odbudowac - mimo pewnej
            poprawy sytuacji, gdy okazało sie niedawno, ze żona cierpi na poważną chorobę
            nowotworową.
            • natasza39 O czym ty nanga piszesz? 11.05.09, 22:19
              nangaparbat3 napisała:

              > Luna robi komus krzywdę???
              > To Lune skrzywdzono

              A tutaj cytat z luny:

              "Nie zaz chcialam mu to wykrzyczec, ale cos mi na to nie pozwalalo......,nie
              chce zeby cierpial.......Mam jedno, jedyne rozwiazanie; musze od niego
              odejsc.........., zyje w klamstwie, ktorego sie brzydze, a to rozwiaze
              wszystkie MOJE problemy....."

              O tym piszę, że ona teraz krzywdzi jego i siebie.
              Luny nie obowiązuje lojalność wobec teścia (czyt, nanga: dziadygi) tylko wobec męża!
              Nie mówiąc mu o co chodzi i odchodząc robi sobie i jemu krzywdę.
              Mówiąc mu PRAWDĘ robi "krzywdę" chciwej i oszukańczej suce (exi), bojaźliwemu
              teściowi, który wie i zabezpieczył juz swój majatek przed bastardami i w chwili
              jego śmierci i tak mąz luny się dowie o ślicznej niespodziance.

              Poważnie uważasz, nanga, że życie w kłamstwie całej rodziny jest lepsze od prawdy?

              ---------------------------------------------------------------------
              Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
              głupcami.
              • chalsia Re: O czym ty nanga piszesz? 11.05.09, 22:32
                > Mówiąc mu PRAWDĘ robi "krzywdę" chciwej i oszukańczej suce (exi), bojaźliwemu
                > teściowi, który wie i zabezpieczył juz swój majatek przed bastardami i w chwili
                > jego śmierci i tak mąz luny się dowie o ślicznej niespodziance.

                a także ewentualnie zrobi krzywdę niczemu nie winnym dzieciom bo nie wiadomo jak
                mąż zareaguje.

                Odchodzić od męża? Nie. Mówić mu - tez nie. A co zrobić? Może przestać o tym
                mysleć na zasadzie "nie moje małpy, nie mój cyrk".
                I nie przyznawać się mężowi do tej "wiedzy" - w końcu wyników badań DNA nie
                widziałaś, a stary dziadyga nie musi być wiarygodnym zródłem informacji.
                • chalsia Re: O czym ty nanga piszesz? 11.05.09, 22:37
                  aaaa, jeszcze pytanie do Luny - takie do wewnętrznego zastanowienia się.

                  Piszesz, że nie możesz życ w kłamstwie. To znaczy, że co? Przecież TY go nie
                  okłamujesz. Tobie jest po prostu niewygodnie trzymać tę wiedzę w sobie. To mniej
                  więcej tak samo, jak po latach przyznanie się mężowi/żonie z dawnej
                  zdrady/romansu. Po co? By z siebie zrzucić ciężar, a nie po to, by cos dobrego
                  dla tej drugiej osoby z tego wynikło.

                  A pytanie brzmi - małemu dziecku adoptowanemu też byś powiedziała, że jest
                  adoptowane, bo byś nie mogła w "kłamstwie" żyć?
                  • jayin Re: O czym ty nanga piszesz? 11.05.09, 22:57
                    powiedzieć, nie powiedzieć, powiedzieć.. nie... tak... nie...?
                    można tak w kółko.

                    co do tej obietnicy danej dziadkowi/teściowi...
                    wg mnie wiążąca w pierwszej kolejności jest lojalnośc wobec męża.
                    i nie ukrywanie przed nim takich informacji, nawet jeśli to bzdura, wymysł teścia i manipulacja jakaś.

                    Luna - jeśli nie wiesz, czy to na 100% prawda, ale jeśli ciebie to dręczy jakoś (że ukrywasz przed mężem to, co powiedział ci teść) - to dlaczego najnormalniej w świecie nie możesz pogadać o tym z mężem?

                    nie na zasadzie: "Kochanie, dowiedziałam się, że twoje dzieci nie są twoje!", ale na zasadzie: "Kochanie, teść opowiada mi jakieś dziwne historie... czy ty wiesz, że on robił badania DNA wnukom??".
                    nie oceniaj, nie mów o tym jako o prawdzie w 100%, do ktorej jestes juz z gory przekonana, tylko POINFORMUJ męża o tym, co tesc powiedzial. o badaniach.

                    ...po czym zostaw to do obgadania pomiedzy nimi dwoma. niech twoj maz zalatwia takie sprawy sam z ojcem swoim.

                    Na miejscu twojego meza chcialabym wiedziec, ze moj ojciec robi jakies takie dziwne ruchy w kierunku ustalania, czy moje dzieci są naprawde moje (czy sa jego wnukami). A ty nie musisz opowiadac sie po stronie niczyjej. to TYLKO informacja.

                    Lojalnosc wobec meza - czy obietnica wobec tescia?
                    Lojalnosc wobec meza. Bez zastanowienia.
                • natasza39 Re: O czym ty nanga piszesz? 11.05.09, 22:52

                  chalsia napisała:
                  >a także ewentualnie zrobi krzywdę niczemu nie winnym dzieciom bo nie wiadomo ja
                  > k
                  > mąż zareaguje.

                  A gdyby Twoje dziecko podmienili w szpitalu (złośliwie i z premedytacją, bo z
                  takim działaniem mamy tutaj doczynienia) to tez wolałabyś o tym nie wiedzieć?
                  Czy chciałabyś aby Twój mąż, który o tym wie, milczał?
                  Rzecz jasna dla dobra niewinnego dziecka, bo nie wiadomo jak mogłabyś zareagować?

                  ---------------------------------------------------------------------
                  Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                  głupcami.
                    • adela38 Re: Lojalność i uczciwość luny nie dityczy dzieci 11.05.09, 23:40
                      Jak juz mamy sie zajmowac krzywda biednych dzieci to wokol jest mnostwo dzieci,
                      ktorym sie wiedzie duzo gorzej niz tym...Mozna pieniadze oddac chocby na dzieci
                      z domu dziecka, albo na jakies hospicjum.Nie jest zadna krzywda dzieci niedanie
                      im tego co im sie nalezy.Krzywda wobec dzieci jest ukrywanie ich pochodzenia,
                      pozbawianie ich swoich prawdziwych ojcow i korzeni.To oszustwo krzywdzi tez
                      prawdziwych ojcow tych dzieci, bo okrada ich z mozliwosci ojcostwa.Ukrywanie
                      prawdy przez zone przed mezem,w sytuacji gdy to ukrywanie pociaga za soba
                      konsekwencje zycia w klamstwie i pozbawiania jego szans na prawdziwe biologiczne
                      ojcostwo jest swinstwem wobec niego i skrajna nielojalnoscia.
                    • nangaparbat3 Re: Lojalność i uczciwość luny nie dityczy dzieci 12.05.09, 00:49
                      natasza39 napisała:

                      >
                      > Luna jest zobowiązana do uczciwości wobec SWOJEGO męża a nie CUDZYCH dzieci!!!

                      To nie są "cudze" dzieci, tylko dzieci, ktore maz Luny kocha.
                      To jest tak, jakbys powiedziala, ze mogę rozwalic samochod męża, bo to cudzy
                      samochód. Albo - zeby juz prowadzic paralele dalej - tym bardziej mogę rozwalic
                      samochod wypozyczony przez meza, bo to nie jego wlasnosc.


                      ---------------------------------------------------------------------
                      > Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                      > głupcami.
                      • natasza39 Re: Lojalność i uczciwość luny nie dityczy dzieci 12.05.09, 05:40
                        nangaparbat3 napisała:

                        > natasza39 napisała:


                        > To nie są "cudze" dzieci, tylko dzieci, ktore maz Luny kocha.
                        > To jest tak, jakbys powiedziala, ze mogę rozwalic samochod męża, bo to cudzy
                        > samochód. Albo - zeby juz prowadzic paralele dalej - tym bardziej mogę rozwalic
                        > samochod wypozyczony przez meza, bo to nie jego wlasnosc.

                        W tym rzecz, nango, że to nie jego samochód. Jemu wmówiono, ze to jego samochód
                        i wpisano go do dowodu rejestracyjnego, tylko po to, żeby lał do baku i robił
                        przeglądy.
                        Warto mu o tym powiedzieć. A to czy on będzie dalej chciał tym samochodem
                        jeździć to jego sprawa.
                        Nie rozwali tego samochodu mówiąc mu, że to kłamstwo że uważa go za swój.
                        To kobieta, która wmówiła mu ze jest jego jest winna ewentualnej kraksie, nie luna.

                        ---------------------------------------------------------------------
                        Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                        głupcami.
                  • nangaparbat3 Re: O czym ty nanga piszesz? 12.05.09, 00:45
                    Nie mialabym mu za zle, gdyby milczał.
                    Mam przyjaciela, ktory podejrzewa, ze jego synek nie jest jego biologicznym
                    dzieckiem. Kiedy mi o tym powiedzial, spytalam: Kochasz go?
                    Odpowiedzial: Ja go codziennie kąpie.
                    Ale jak on to odpowiedzial - nie było cienia wątpliwości, ze kocha.

                    Ja w ogóle nie rozumiem, jak mozna nie pokochac dziecka, ktore sie wychowuje od
                    urodzenia.
                    • natasza39 Re: O czym ty nanga piszesz? 12.05.09, 05:36
                      nangaparbat3 napisała:

                      > Ja w ogóle nie rozumiem, jak mozna nie pokochac dziecka, ktore sie wychowuje od
                      > urodzenia.

                      Bo i wątek nie jest o tym.
                      Nie dotyczy miłości do dziecka obcego w sensie genów, tylko wiedzy na ten temat
                      oraz uczciwości małżeńskiej.
                      To czy mąż luny będzie po tym jak się dowie, że dzieci nie są jego, będzie je
                      kochał czy nie nie jest problemem luny, ani naszym, nie dotyczy tez clue tego
                      wątku.
                      ---------------------------------------------------------------------
                      Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                      głupcami.
                  • nangaparbat3 Re: O czym ty nanga piszesz? 12.05.09, 00:54
                    natasza39 napisała:

                    > A gdyby Twoje dziecko podmienili w szpitalu (złośliwie i z premedytacją, bo z
                    > takim działaniem mamy tutaj doczynienia)


                    A skad Ty wiesz, z czy my tutaj MAMY do czynienia?
                    Na razie to sa gierki i domysły, a moze urojenia starego manipulanta.
                    Wobec Luny zachował sie wyjatkowo nie fair - skad pewnosc, że w innych sprawach
                    jest uczciwy?
                    Skad pewnosc, ze nie ma zaburzeń psychicznych?
                    Dlaczego tak łatwo wpadasz w ten rytm - skad wiesz, jaka jest prawda?
                    Może tez byc tak, ze maz Luny wie, że to nie jego biologiczne dziecko/dzieci - i
                    nie zyczy sobie tej prawdy naglasniac ani nic z tym robic, bo kocha dzieci tak
                    czy siak.
                    Tego nie bierzesz pod uwagę.
                    Na miejscu Luny wyciagnęlabym na pewno jeden wniosek dla siebie: strzec sie tescia.
                    • nangaparbat3 Re: O czym ty nanga piszesz? 12.05.09, 01:19
                      Przypomina mi sie mój wlasny ojciec, kiedy po rozstaniu z meżem zostawialam u
                      niego corke na noc, mój tato, bez asbolutnie najmniejszych poszlak, dostawal
                      schizy w temacie "pedofilia".
                      Rózne rzeczy ludziom chodzą po głowie i warto, zeby nasze wlasne zachowaly
                      troche chlodu.
                      • natasza39 Re: O czym ty nanga piszesz? 12.05.09, 05:20
                        nangaparbat3 napisała:

                        > Przypomina mi sie mój wlasny ojciec, kiedy po rozstaniu z meżem zostawialam u
                        > niego corke na noc, mój tato, bez asbolutnie najmniejszych poszlak, dostawal
                        > schizy w temacie "pedofilia".

                        Widać Twoje poglady w tym watku sa wypadkową "schiz", które miał teść i ojciec
                        po Twoim rozwodzie.
                        Owe "schizy" jednak maja się nijak do tematu wątku.
                        Zarówno luna jak i ja zakładamy, że teść luny mówi prawdę.
                        Ty zakładasz, że to "schizy" dziadygi.
                        ---------------------------------------------------------------------
                        Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                        głupcami.
                    • natasza39 Re: O czym ty nanga piszesz? 12.05.09, 05:31
                      nangaparbat3 napisała:
                      > A skad Ty wiesz, z czy my tutaj MAMY do czynienia?

                      Moja wypowiedż o "premedytacji" dotyczyła premedytacji ex zony-mamuski
                      biologicznej, a nie teścia.

                      > Na razie to sa gierki i domysły, a moze urojenia starego manipulanta.

                      Może. Wystarczy powtórzyć test i wiedzieć napewno. Luna może to dla własnych
                      potrzeb zrobić. NAwet bez wiedzy męża. Tak dla siebie, żeby wiedzieć na czym
                      stoi. Czyli, czy ma do czynienia z manipulantem teściem czy też z cwaną suką-exią.

                      > Wobec Luny zachował sie wyjatkowo nie fair - skad pewnosc, że w innych sprawach
                      > jest uczciwy?
                      > Skad pewnosc, ze nie ma zaburzeń psychicznych?

                      Nawet gdy ma zaburzenia psychiczne, to tez warto o tym poinformowac jego syna, a
                      nie brac z nim rozwód, tylko dlatego, że być moze staremu tesciowi odbiło z
                      wiekiem.

                      > Dlaczego tak łatwo wpadasz w ten rytm - skad wiesz, jaka jest prawda?

                      Jakakolwiek jest prawda, nie mozna odchodzić od kochanego człowieka, tylko
                      dlatego, ze ma się jakąś wiedzę na jego temat i sie jest na siłę przymuszanym do
                      zachowania tajemnicy w tym temacie przez osoby trzecie.

                      > Może tez byc tak, ze maz Luny wie, że to nie jego biologiczne dziecko/dzieci -
                      > i
                      > nie zyczy sobie tej prawdy naglasniac ani nic z tym robic, bo kocha dzieci tak
                      > czy siak.


                      JAkie "nagłosnienie"? O czym ty mówisz? O tym, ze to z kolei maż przed zona ma
                      jakieś tajemnice i nie "życzy sobie nagłasniania"? Jakiego "nagłasniania"? Przed
                      własna zoną?
                      Wtedy to luna powinna się wkurzyć na męża, bo widać nie uznałby jej godną na
                      powierzenie jej takiej "tajemnicy".
                      Okazałby jej całkowity brak zaufania, a to nie do przyjęcia w małzeństwie.

                      > Na miejscu Luny wyciagnęlabym na pewno jeden wniosek dla siebie: strzec sie
                      tescia.

                      Jeśli się rozwiedzie z mężem, to napewno nie będzie miała z owym teściem nic do
                      czynienia.
                      ---------------------------------------------------------------------
                      Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                      głupcami.
                  • chalsia Re: O czym ty nanga piszesz? 12.05.09, 09:25
                    >złośliwie i z premedytacją, bo z
                    > takim działaniem mamy tutaj doczynienia

                    nadinterpretacja Nataszo.
                    Tego nie wiadomo, może eksia tez nie wie, że dzieci są kochanka.

                    > A gdyby Twoje dziecko podmienili w szpitalu
                    > to tez wolałabyś o tym nie wiedzieć?

                    biorąc pod uwagę słynna sprawę podmiany bliźniaczek i wywiady
                    robione ostatnio z nimi i ich rodzinami wniosek nasuwa sie jeden -
                    wszystkie 7 osób (2 pary rodziców i 3 dziewczyny) byłoby
                    szczęsliwsze, gdyby sprawa nie wyszła na jaw.


                    > Czy chciałabyś aby Twój mąż, który o tym wie, milczał?

                    nie wiem, być może tak. Jestem zwolenniczka mówienia prawdy, jednak
                    bywaja okoliczności, że jej ujawnienie może być bardziej szkodliwe
                    niż jej zatajenie.
                    • chalsia Re: O czym ty nanga piszesz? 12.05.09, 09:35
                      zgadzam się, że jedyna formą w jakiej Luna może męża "powiadomić"
                      jest opowiedzenie mu o insynuacjach jego własnego ojca - a potem
                      niech panowie to między soba sami załatwiają.

                      PS. ktoś gdzieś niżej źle zrozumiał "krzywdę dzieci" - w ogóle nie
                      chodziło o kwestie materialne a tylko o emocjonalne.
                      • nangaparbat3 Re: O czym ty nanga piszesz? 12.05.09, 18:26
                        chalsia napisała:

                        wiają.
                        >
                        > PS. ktoś gdzieś niżej źle zrozumiał "krzywdę dzieci" - w ogóle nie
                        > chodziło o kwestie materialne a tylko o emocjonalne.


                        Ale przeciez Nataszy chodzi o pieniadze. O to, ze facet utrzymuje nie swoje
                        dzieci, ze bedą po nim dziedziczyc. Przeciez Natasza jasno to wypowiedziala,
                        chyba w swoim pierwszym poscie.
                        • tricolour Będe oponował... 12.05.09, 18:50
                          ... bo to manipulacja - to nie Nataszy chodzi o pieniądze, bo Natasza nie ma
                          żadnego interesu w cudzym dziedziczeniu.

                          Natasza MÓWI o pieniądzach, na których ZALEŻY matce, która WROBIŁA (jeśli to
                          prawda) faceta w ojcostwo. Rzeczy w takiej sytuacji mają swoją kolejność. Zdaje
                          się, że nie dostrzegasz ciągu wydarzeń tylko skupiasz się na wycinku i
                          ekstrapolujesz wnioski.
                          • nangaparbat3 Re: Będe oponował... 12.05.09, 19:21
                            Nie wiem, na czym zależy tamtej pani, na czym zależało, kiedy decydowala się na
                            dzieci, ani nawet czyje sa te dzieci.

                            Ale Natasza uważa, ze wie - tak jak i Ty.
                            I strasznie duzo wciąż o tych pieniadzach mówi.
                            • tricolour Ja nie wiem... 12.05.09, 19:47
                              ... czyje są dzieci i rozpatruję hipotetyczny przypadek, że facet wychowuje nie
                              swoje dzieci. Stawiam siebie w takiej sytuacji i w zasadzie opisuje swoje -
                              wyobrażone - reakcje.
                • tricolour Propozycja chowania głowy w piasek... 11.05.09, 23:45
                  ... jest dobra gdy dotyczy innych, którzy - co widać po Lunie - duszą się
                  piaskiem-tajemnicą.

                  W ogóle to jest wręcz zabawne, że przez "dobro dzieci" rozumie się zakłamanie
                  toczące rodzinę, wzajemne podchody, nienawiść, dybanie na majątek,
                  wydziedziczanie, krętactwa i inne niegodziwości.

                  Badanie DNA można powtórzyć, by mieć rzetelną wiedzę i na tej wiedzy zbudować
                  zdrowe relacje, nawet kosztem rozstania. Przynajmniej rozstanie będzie miało
                  solidne podstawy i będzie prawdziwe.
                    • tricolour Nie potrzebuję dzikich kaczek... 12.05.09, 16:37
                      ... by wiedzieć, że prawda jest jedna i można chcieć się do niej zbliżać.

                      Ty inaczej ode mnie pojmujesz dobro dzieci. Skłaniam się ku tezie, że
                      utożsamiasz dobro dzieci ze spokojem. Spokojem nawet kosztem prawdy dzieci o
                      sobie, korzeniach, przodkach. Nie raz dyskutowaliśmy o tej sprawie, a Ty cały
                      czas stoisz na stanowisku, że lepiej by dzieci nie wiedziały skąd się wzięły
                      byle były kochane. Niech rodzinę toczy "tajemnica" i strach, że się wyda przy
                      pierwszym lepszym badaniu w szpitalu, a nawet dociekliwszej lekcji nauki o
                      człowieku w szkole - niech strach toczy byle dzieci miały spokój. Spokój, który
                      może prysnąć.

                      Jeśli masz taki pomysł, to proszę bardzo. Ja mam inny: prawda jest lepsza od
                      najbardziej zmyślnego kłamstwa. Spokój nie bierze się z niewiedzy - bierze się z
                      wiedzy, poczucia wartości, poczucia sensu i celu, z korzeni, ze znajomości
                      drzewa genealogicznego i tożsamości z przodkami. Innymi słowy: spokój bierze się
                      z ciągłości własnej historii i realnych zamierzeń na przyszłość.
                        • tricolour Na poczucie winy mnie nabierzesz... 12.05.09, 19:04
                          ... może rzeczywiście moja strata. Trudno.

                          Wiesz, rozumiem skąd się biorą różnice. Kobieta chce, by partner jak najlepiej
                          zapewniał byt, rozwój rodziny i potomstwa. Dopuszcza więc, że jeden zapładnia, a
                          drugi utrzymuje, bo pula genowa pełni inną rolę od zasobności portfela i
                          możliwości wychowawczych. To ma sens z punktu widzenia jakości gatunku, bo
                          zapewnia optymalny jego rozwój właśnie jako gatunku.

                • mampy-tanie Re: O czym ty nanga piszesz? 21.07.09, 11:07
                  Jak powiedzieć? Broń Boże nie: Twoje dzieci nie są twoje. Lepiej: wiesz, co mi nagadał twój ojciec? Że Twoje dzieci nie są twoje. Ma ponoć na to badania genetyczne. Zobowiązał mnie do tajemnicy przysięgą, długo się męczyłam i nie wiedziłam, co robić, postanowiłam jednak być lojalna wobec męża.
                  Kochanie, proszę, zdejmij z moich barków ciężar martwienia się o to. Kocham ciebie i dzieciaki ale nie mogę już dłużej o tym myśleć, bo mnie to niszczy od środka. Teraz Ty powiedz, co robić.
              • nangaparbat3 Re: O czym ty nanga piszesz? 12.05.09, 00:41
                Nie, to nie Luna krzywdzi siebie i meza - krzywdzi ich tesc. Za plecami syna
                robi wnukowi badania, chce wydziedziczyc dzieci, ktore jego syn kocha.
                Manipuluje synową. Jesli ktos cos mowi o bliskiej Ci osobie z zastrzeżeniem: ale
                to tajemnica, wiedz, ze w 9 na 10 przypadkach ma zle zamiary - nawet jesli nie
                do konca uświadamiane.
                Jesli jest jakikolwiek sposob, w jaki Luna moglaby otworzyc sprawę, to w
                obecnosci tescia (wrednego dziadygi - razi Cie słowo "dziadyga"? Ciebie?
                Poczytaj własne posty)i męza powinna powiedziec: kochanie, tatus chciałby
                powiedziec ci cos ważnego na temat swoich wątpliwosci co do dzieci.
                I wtedy niech sie rozpęta burza.
                Ale ja odradzam - bo częsc odium na pewno spadnie na Bogu ducha winna Lunę,
                ktora na to nie zasluzyla w zaden sposób. I ma takze prawo chronic siebie.
                Bo macocha, ktora mowi mezowi, ze jego dzieci z oprzednich zwiazkow nie są jego,
                od razu moze byc podejrzewana o stronniczośc.

                Ty uważasz, ze choc odrobine mniej kochalabym corkę, gdyby nie byla genetycznie
                moja? A to niby z jakiej racji mialabym kiedykolwiek kochac kogokolwiek - z
                mezem na czele? To tez nie moja krew.
                • natasza39 Nie rozumiesz problemu nango. 12.05.09, 05:16
                  nangaparbat3 napisała:
                  > Ty uważasz, ze choc odrobine mniej kochalabym corkę, gdyby nie byla genetycznie
                  > moja? A to niby z jakiej racji mialabym kiedykolwiek kochac kogokolwiek - z
                  > mezem na czele? To tez nie moja krew.

                  Problemem luny i jej małżeństwa nie jest to czy jej mąż po tym jak się dowie
                  prawdy będzie nadal kochał dzieci jego ex żony tylko to, czy luna ma czy nie
                  podzielić się istotną wiedzą jaka ma w tym temacie, a która żywo dotyczy
                  człowieka, który jest jej mężem.
                  Widać odmiennie pojmujemy istotę małżeństwa.
                  JA sobie nie wyobrażam, abym mogła oszukiwać swojego męża, w takich kwestiach.
                  Nie wyobrażam sobie ani tego, że wmawiam mu dziecko, którego biologicznym ojcem
                  jest ktoś inny jako jego własne i nie wyobrażam sobie abym mogła okrywać fakt
                  wiedzy na ten temat, jeśli chodzi to o inną kobietę.
                  Nie interesowałyby mnie "dobro dzieci", bo ja to dobro inaczej niż Ty pojmuję.
                  Przypuszczam, że gdyby mąż luny był biednym człowiekiem, bez pozycji i
                  perspektywy dużego spadku w przyszłości, nie byłoby tematu. Zaradna mamusia
                  biologiczna "wybrałaby" innego frajera na to aby był "ojcem".

                  Luna nie ma prawa krzywdzić swojego mężem tym, ze odejdzie od niego, bo nie
                  zniesie dłużej trzymania języka za zębami. W imię czego ma opuszczać
                  skrzywdzonego juz przez jedną kobiete mężczyznę? W imię "dobra dzieci"?
                  A co sie tym dzieciom stanie takiego złego?
                  Nie dostaną w przyszłości majątku dziadka, który nie jest ich dziadkiem?
                  Ojciec, który nie jest ich biologicznym ojcem przestanie je z dnia na dzień
                  kochać? Nawet gdyby sie tak stało to na swiecie zyja miliony dzieci nie
                  kochanych przez własnych biologicznych ojców i jakoś nie zabijają się z tego powodu.
                  A w przyszłości mogą mieć owe dzieci pretensje co najwyżej do mamusi, która
                  rzecz jasna wyłącznie dla ich "dobra" wmówiła facetowi swoje dzieci z innym
                  facetem/facetami jako jego.

                  "Dobo dzieci" to jednak coś innego, niż życie w kłamstwie i odarcie z prawdziwej
                  tożsamości.

                  ---------------------------------------------------------------------
                  Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                  głupcami.
                  • 333a13 Re: Nie rozumiesz problemu nango. 12.05.09, 08:42
                    Uważam, że nie należy problemu rozpatrywać w kategorii winy teścia
                    czy Luny oraz szeroko pojętej krzywdy...
                    Zaczynając od początku:
                    1. To nie teść czy Luna są winni, tylko EXIA !!! bo okłamała swojego
                    męża oraz własne dzieci.
                    2. Krzywda nie zostanie wyrządzona przez teścia czy Lunę, jak
                    ujawnią tajemnicę, bo krzywda została wyrządzona już na samym
                    początku, kiedy EXIA zataiła prawdę... Nie ma tajemnicy po grób
                    jeśli wie o niej więcej niż 1 osoba!!! Nie ma się co łudzić, że
                    wcześniej czy później komuś nie puszczą nerwy lub też prawda wyjdzie
                    na jaw przy okazji jakichś badań i zabiegów medycznych czy to dzieci
                    czy to ich dzieci...
                    3. Luna nie będzie posłańcem złych wieści, tylko poinformuje męża
                    lojalnie o podejrzeniach. A co on zrobi z tą wiedzą jest już jego
                    sprawa.
                    4. Jeśli chodzi o dzieci, to wcześniej czy później powinny się
                    dowiedzieć prawdy, oczywiście w odpowiednich okolicznościach i w
                    odpowiedniej formie. Moja kuzynka w wieku 30 lat dowiedziała się, że
                    jej ojciec nie jest jej biologicznym tatą od matki, która w złości
                    jej to wykrzyczała przez tel... Więc tak sobie myślę, że lepiej w
                    atmosferze miłości i zrozumienia porozmawiać o pewnych sprawach...
                    Nie wiem czy w wieku 5 czy 25 lat...
                    5. Doradzacie Lunie schowanie głowy w piasek, bo może się okazać, że
                    jako posłaniec złych wieści cała odpowiedzialność i "wina" spadnie
                    na nią!!! A jeśli widzicie zło szerzące się wokół, maltretowane
                    dzieci, też będziecie siedziały cicho tylko dlatego, żeby nie
                    narazić się na niewygodę i ewentualną odpowiedzialność za "rozbicie
                    rodziny" ??? Przecież to nie Luna naważyła tego piwa tylko EXIA!!!
                    Nie ma sytuacji bez wyjścia i w 100% dobrych rozwiązań, ale dwoje
                    ludzi, którzy są ze sobą związani może przenosić góry i oprzeć się
                    każdej nawałnicy...
                    • braktalentu Re: Nie rozumiesz problemu nango. 12.05.09, 10:00
                      "To nie teść czy Luna są winni, tylko EXIA !!! bo okłamała swojego
                      męża oraz własne dzieci."

                      A jedynym dowodem na winę byłej żony jest opowieść teścia, który ma
                      w zwyczaju nieelegancko załatwiać sprawy rodzinne. Nieelegancko, bo
                      o ile ma prawo dysponować własnym majątkiem dowolnie i zdecydować o
                      jego przekazaniu tylko wnukom "krew z krwi", albo schronisku dla
                      kotów, to wykonywanie badań DNA wnuków za plecami własnego syna i
                      wplątywanie w to synowej, jest dla mnie rozwiązaniem podejrzanym i
                      sprawiającym, że w stosunku do teścia stosowałabym zasadę mocno
                      ograniczonego zaufania.

                      Osobiście poinformowałabym teścia o niemożności dochowania
                      tajemnicy, ze względu na jej doniosłe znaczenie dla dobra rodziny /
                      małżeństwa. Następnie poinformowałabym męża o PODEJRZENIACH teścia i
                      PRAWDOPODOBNIE wykonanych badaniach DNA. A dopiero potem rozważała
                      rozstanie.
                      Obawa o uniemożliwienie spotkań z dziećmi przez byłą żonę wydaje mi
                      się bezzasadna. Przecież Ona akurat wogóle nie musi wiedzieć o całym
                      zamieszaniu w Waszym domu.
                      • adela38 Re: Nie rozumiesz problemu nango. 12.05.09, 15:56
                        A ja tam dobrze rozumiem tescia.Sama mam syna i gdybym miala cien watpliwosci co
                        do jego ewentualnego ojcostwa zrobilabym testy.Gdyby chodzilo o brata (a mam ich
                        dwoch) tez bym zrobila testy.
                        Mialam watpliwa przyjemnosc widziec jak przyjaciel mojego meza zostal wrobiony w
                        nie swoje dziecko.Powod- bo byl bardzo majetny.Sam zaczal sie domyslac i zrobil
                        testy jak chlopak mial ok 6 lat.Rozwiedli sie, on juz nie jest jego ojcem, ale
                        nadal spotyka go i pomaga mu.Ale jako przyjaciel a nie ojciec.I chlopiec jakos
                        to zrozumial.O mamusi nic nie powiem...
                        • braktalentu Re: Nie rozumiesz problemu nango. 13.05.09, 08:30
                          "chlopak mial ok 6 lat.Rozwiedli sie, on juz nie jest jego ojcem, ale
                          nadal spotyka go i pomaga mu"

                          To chyba gdzieś za granicą, bo w Polsce przepisy wyraźnie regulują
                          okres, w którym można zaprzeczyć ojcostwu. Po sześciu latach ani
                          rozwód, ani wyniki badań DNA nie pozwalają wymiksować z tej roli. W
                          naszym kraju, w świetle prawa przyjaciel Twojego męża nadal byłby
                          ojcem chłopca.
                            • adela38 Re: Nie rozumiesz problemu nango. 13.05.09, 13:14
                              Z tego co wiem, to w Polsce jest to napewno mozliwe tez tyle ze trzeba sie
                              postarac i zlozyc doniesienie o popelnieniu przestepstwa.To powazne oszustwo...
                              Inna mozliwosc to kwestia terminu kiedy sie dowiedziano o sprawie...Swiezo po
                              ujawnieniu ponoc jest tez mozliwosc sprawe wyprostowac bodajze do dwoch lat, ale
                              tu moge sie mylic...
                              Tak przypadek o ktorym napisalam jest w Skandynawii...
                    • nangaparbat3 Re: Nie rozumiesz problemu nango. 12.05.09, 18:36
                      A Ty skad WIESZ, jak jest prawda?
                      Nie wiesz.
                      Jesli nawet dzieci/dziecko maja innego ojca, nie masz pojecia, jakie były
                      okolicznosci i motywacja Eksi.
                      Ja sie czasem dziwię, jak porownam wpisy na kilku roznych damskich forach, w
                      kilku roznych wątkach, jak bardzo rozbiezne są w kwestiach obyczajowych. To
                      bardzo ciekawe zjawisko (to nie jest personalnie do nikogo). Tak jakbysmy zyli w
                      trzech kompletnie róznych światach. W jednym - szczesliwe fanki wolnego seksu, w
                      drugim - cnotliwe malżonki, w trzecim - suki, ktore oszukuja, wyzyskują,
                      perfidnie niszczą.
                  • nangaparbat3 Re: Nie rozumiesz problemu nango. 12.05.09, 19:18
                    Zgadzam się, ze Luna nie powinna odchodzic od meża, nie widze powodu i nie pojmuję.
                    To, że "nie zniesie dłuzej trzymania języka za zębami" nie jest dla mnie
                    zrozumiale. Ale moze jeszcze zechce odezwac sie sama Luna i lepiej wyjaśnic -
                    mnie sie zdaje, ze Luna ma juz dosc starania się o ciążę, zwlaszcza kiedy
                    domyśla się, ze maz jest bezplodny, wiec wszystkie wysiłki na nic. Sadzę jednak,
                    ze Luna nie ma racji, bo pierwszym badaniem, jakie sie teraz robi parom
                    starajacym sie o dzieci jest badanie spermy - wiec skoro juz raz probowali
                    zaplodnienia in vitro, musialoby to (ewentualna bezplodnosc męza) wyjsc na jaw.

                    natomist mam wielkie wątpliwości co do gromkich okrzykow wznoszonych w imie prawdy.
                    Bo niestety za tymi wielkimi słowami o "prawdzie" kryja sie (a raczej brzmia
                    calkiem jawnie): spadek i chec dowalenia "tej suce".
                    • adela38 Re: Nie rozumiesz problemu nango. 12.05.09, 19:45
                      Nanga... ty chyba sama tak wrabiasz facetow...
                      Fajnie nazwalas ta oszustke...
                      Mylisz sie... nie chodzi o dowalenie suce, ale o zwyczajna sprawiedliwosc...Z
                      twoim podejsciem rownie dobrze nie powinno sie napietnowac kradziezy w
                      markecie...jeszcze biednemu zlodziejowi zrobi sie niemilo...
                      Oszustwo w sprawie ojcostwa to jedno z najgorszych skurwielstw jakie kobieta
                      moze zrobic mezczyznie.To nie tylko spadek- ten jest moze najmniej
                      istotny...chociaz...moze Nanga popros sasiada by oddal ci spadek kosztem jego
                      prawomocnych spadkobiercow...Napewno bardzo cie lubi, zna od lat...a jakby nie
                      chcial to powiedz ze jest twoim ojcem...
                      Kasa to nie tylko kasa- to czas i praca poswiecone na niej zdobywanie- czesc
                      zycia."kukulcze jaja" zabieraja czas, ktory on moglby poswiecic na budowanie
                      swojej rodziny.Obarczenie obowiazkiem alimentacyjnym na nieswoje dzieci na 18-25
                      lat to jak katorga.Jak by powiedziala mu, ze wpadla i jest dziecko a on moze
                      wybierac i wybralby ojcostwo to wszystko byloby ok.Ale on zostal oszukany i jest
                      jeleniem, dojna krowa, frajerem...i na dodatek nadal nie ma wlasnych dzieci...
                      Nanga- jak nie ma znaczenia biologiczne ojcostwo to dlaczego przeszkadza ci
                      odkrycie prawdy?A moze jednak dla niego to ma znaczenie...jak zreszta dla
                      wiekszosci ludzi...
                      • nangaparbat3 fakt - wrabiam facetów 12.05.09, 23:04
                        adela38 napisała:

                        > Nanga... ty chyba sama tak wrabiasz facetow...


                        Masz racje - w jakims sensie wrabiam facetow w dzieci. Co gorsza wrabiam tez w
                        dzieci kobiety.
                        I jestem bardzo dumna, jak mi sie uda.
                        Fakt.
                      • chalsia Re: Nie rozumiesz problemu nango. 12.05.09, 23:25
                        > lat to jak katorga.Jak by powiedziala mu, ze wpadla i jest dziecko a on moze
                        > wybierac i wybralby ojcostwo to wszystko byloby ok.Ale on zostal oszukany i jes
                        > t
                        > jeleniem, dojna krowa, frajerem...i

                        kolejna nadinterpretacja.
                        Byłas tam? Wiesz jak było?
                        Juz wcześniej napisałam - jak najbardziej jest mozliwe, że EKSIA TEŻ NIE WIE, ZE
                        TE DZIECI SĄ DZIEĆMI JEJ KOCHANKA.
                        Jest dokładnie 50% szans, że eksia wrobiła goscia w dzieci kochanka i dokładnie
                        50% szans na to, że nie ma o tym pojęcia.
                        I nikt - poza samą eksią - nie jest w stanie stwierdzić czy miejsce miała jedna
                        czy druga sytuacja.
                        • natasza39 Re: Nie rozumiesz problemu nango. 12.05.09, 23:35
                          chalsia napisała:
                          > Jest dokładnie 50% szans, że eksia wrobiła goscia w dzieci kochanka i dokładnie
                          > 50% szans na to, że nie ma o tym pojęcia.
                          > I nikt - poza samą eksią - nie jest w stanie stwierdzić czy miejsce miała jedna
                          > czy druga sytuacja.

                          Jeśli kobieta nie wie czy 2-ka jej dzieci jest faceta X czy Y, to albo jest
                          debilem, albo dziwką, która współżyje rano z jednym, a wieczorem z drugim.

                          ---------------------------------------------------------------------
                          Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                          głupcami.
                          • chalsia Re: Nie rozumiesz problemu nango. 12.05.09, 23:46
                            > Jeśli kobieta nie wie czy 2-ka jej dzieci jest faceta X czy Y, to albo jest
                            > debilem, albo dziwką, która współżyje rano z jednym, a wieczorem z drugim.
                            >

                            możesz nazwać ją dowolnie, nie ma to znaczenia - tak to własnie wygląda -
                            zarówno u zdradzających kobiet, jak i mężczyzn. Może być, że tego samego dnia,
                            moze być, że za dwa dni.
                            Po prostu klasyka romansu pozamałzęnskiego.
                              • chalsia Re: Kiedyś czytałem... 12.05.09, 23:51
                                tricolour napisał:

                                > ... że seks z mężem (żoną), po uprzednim seksie z kochankiem, ma wymiar
                                > oczyszczający moralnie. Jakby ten drugi zamazywał pierwszy.

                                to jeden z powodów
                                inny - po prostu pobudzone romansem libido
                                jeszcze inny - trzeba, żeby nie było podejrzen
                              • nangaparbat3 Re: Kiedyś czytałem... 13.05.09, 00:18
                                tricolour napisał:

                                > ... że seks z mężem (żoną), po uprzednim seksie z kochankiem, ma wymiar
                                > oczyszczający moralnie. Jakby ten drugi zamazywał pierwszy.

                                No widzisz! Naprawdę lepiej było poczytac Ibsena !
                    • natasza39 Własnie dlatego praktycznie tu nie piszę. 12.05.09, 21:51
                      Wkurza mnie nadinterpretacja słów napisanych w poszczególnych wątkach oraz
                      naiwność granicząca z głupotą w tłumaczeniu niektórych posunięć mamusiek.
                      Wśród populacji kobiet jest tyle samo suk wśród ex, jak i wśród next.
                      Nieprzyjmowanie tego do wiadomości jest naiwnością.

                      W pierwszym napisanym poście do luny napisałam, że lunę obowiązuje uczciwość
                      wobec męża, bo to jest w tym układzie jej rodzina.
                      Nie są to obce dzieci, ani teść.
                      A zatem powinna dbać o dobro swojego małżeństwa i swojego męża, a nie obcych ludzi.

                      A co do hipotetycznych przesłanek jakimi może kierowac się kobieta, która wrabia
                      w ojcostwo innego faceta.
                      Nie wyobrażam sobie innych (tym bardziej że chodzi tu o dwójkę) jak materialne.
                      W 99% przypadków kobieta wie kto jest ojcem jej dziecka.
                      A przypadku dwójki nie wiem jak się mozna pomylić nieumyślnie.
                      Matematycznie to jest raczej wykluczone.

                      Popieram adelę, że usprawiedliwianie i tłumaczenie takiego zachowania kobiety to
                      usprawiedliwianie złodzieja.
                      W imię "dobra dzieci" należałoby tłumaczyć największe kurewstwa, oszustwa i
                      świństwa.



                      --------------------------------------------------------------------
                      Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                      głupcami.
                      • chalsia Re: Własnie dlatego praktycznie tu nie piszę. 12.05.09, 23:30
                        > W 99% przypadków kobieta wie kto jest ojcem jej dziecka.
                        > A przypadku dwójki nie wiem jak się mozna pomylić nieumyślnie.
                        > Matematycznie to jest raczej wykluczone.

                        bzdura.
                        wystarczy, że regularnie puka sie z kochankiem i męzem. I TO jest standard w
                        takich sytuacjach. Identyczny jak w przypadku faceta z zona i kochanką.
                        Czysta biologia - okres płodny trwa minimum 7 dni. Ale sa duże odchyłki
                        indywidualne. I w tym czasie babka kocha się z kochankiem ale też nie odmawia
                        męzowi (no bo byłoby to podejrzane). I skąd niby ma wiedzieć czyje dziecko będzie.
                        • tricolour Skoro tak... 12.05.09, 23:35
                          ... że regularnie puka się z mężem i kochankiem, to może sama weźmie na siebie
                          ciężar utrzymania dzieci nie wiadomo z kim?

                          To tak w ramach konsekwencji płynącej z niewiedzy.
                        • natasza39 Re: Własnie dlatego praktycznie tu nie piszę. 12.05.09, 23:38
                          chalsia napisała:

                          > wystarczy, że regularnie puka sie z kochankiem i męzem. I TO jest standard w
                          > takich sytuacjach. Identyczny jak w przypadku faceta z zona i kochanką.
                          > Czysta biologia - okres płodny trwa minimum 7 dni. Ale sa duże odchyłki
                          > indywidualne. I w tym czasie babka kocha się z kochankiem ale też nie odmawia
                          > męzowi (no bo byłoby to podejrzane). I skąd niby ma wiedzieć czyje dziecko będz
                          > ie.

                          No to faktycznie wtedy taka kobieta jest najnormalniej w świecie niewinna. Tylko
                          współczuć.
                          ---------------------------------------------------------------------
                          Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                          głupcami.
                          • chalsia Re: Własnie dlatego praktycznie tu nie piszę. 12.05.09, 23:49
                            > No to faktycznie wtedy taka kobieta jest najnormalniej w świecie niewinna. Tylk
                            > o
                            > współczuć.

                            kolejna Twoja nadinterpretacja.
                            Nikt tego nie pisze.
                            Nikt nie mówi tu (oprócz Ciebie tutaj teraz) o współczuciu dla niej.
                            I nikt nie pisze, że jest niewinna. NATOMIAST może być tego nieswiadoma.
                            Myslisz pojęcia.
                            • tricolour A na czym polega nieświadomość? 13.05.09, 00:07
                              Jeśli pukała się z mężem i kochankiem i ma dziecko z którymś, to na czym polega
                              nieświadomość, Twoim zdaniem?

                              Odpowiedź: na świadomym unikaniu wyjaśnieniu kto jest ojcem. Wynika, że nie ma
                              mowy o nieświadomości, a może być mowa o strachu, tchórzostwie...
                              • chalsia Re: A na czym polega nieświadomość? 13.05.09, 00:27
                                > Odpowiedź: na świadomym unikaniu wyjaśnieniu kto jest ojcem. Wynika, że nie ma
                                > mowy o nieświadomości, a może być mowa o strachu, tchórzostwie...

                                zgadzam się, takie sa z reguly POWODY nie dochodzenia przez matkę z kim tak
                                naprawdę ma dziecko.
                                Nie mniej efekt finalny - bez względu na motywy nie dociekania - jest taki, że
                                matka może nie wiedzieć ( = nie być świadoma) czyje dzieci urodzila.
                            • natasza39 To nie nadinterpretacja tylko sarkazm 13.05.09, 00:42
                              chalsia napisała:
                              > kolejna Twoja nadinterpretacja.
                              > Nikt tego nie pisze.
                              > Nikt nie mówi tu (oprócz Ciebie tutaj teraz) o współczuciu dla niej.
                              > I nikt nie pisze, że jest niewinna. NATOMIAST może być tego nieswiadoma.
                              > Myslisz pojęcia.

                              Nie mylę pojęć, to był sarkazm, bo nie lubię, jak powiedział kiedyś Rydz: "kiedy
                              szambo nazywa się perfumerią"
                    • jayin Re: Nie rozumiesz problemu nango. 12.05.09, 22:36
                      > natomist mam wielkie wątpliwości co do gromkich okrzykow wznoszonych w imie prawdy. Bo niestety za tymi wielkimi słowami o "prawdzie" kryja sie (a raczej brzmia calkiem jawnie): spadek i chec dowalenia "tej suce".

                      Nanga,

                      Ja zrozumiałam te posty inaczej. O pieniądze to chodzi ponoć teściowi. I to o pieniądze jego własne. Być moze nie jest szczegolnie przywiązany do wnukow i gdy w dodatku uznal (bo nie wiemy, czy tak jest naprawde), ze to nie jego wnuki, to ma swiete prawo robic to co chce ze swoim majatkiem i wykluczyc je z tego spadku./ Ba... Nawet jesli to są jego wnuki, to moze je wykluczyc. I to tylko jego sprawa. Bo jego majatek. Wykluczyc moglby tez z uznawanych prawnie powodow syna, zone i cala reszte, przekazujac majatek np. na rzecz klubu Pogoń Szczecin...smile I nic nikomu do tego.

                      Inna sprawa, ze mowi sie tu o "prawdzie", ktora nie wiadomo jaka jest. Czy to sa dzieci meza Luny, czy nie. Mozna chyba mowic o podejrzeniach. A nie o prawdzie, ktora moze cos rozbic i zniszczyc.

                      Poza tym - prawda na takie tematy i tak sama wylazi na swiatlo dzienne. predzej czy pozniej. Nie zawsze jednak musi ona docierac od razu do dzieci. Ale ojciec, czy "jednak nie ojciec" powinien posiadac tą wiedzę, wg mnie. A to jak sobie z tym poradzi i co z robi (czy powie dzieciom, czy zachowa to w tajemnicy) - to jego sprawa i sprawa jego sumienia. Uroki bycia odpowiedzialnym rodzicem. Lub osobą dorosłą. Nie można wybierać z życia tylko wygodnych i jasnych informacji. Trzeba sobie radzić tez z tymi "niszczącymi", jesli są istotne dla nas.

                      A fakt, czy to są jego dzieci czy nie - raczej powinien byc istotny dla meza Luny. Tak sądzę.

                      Dlatego moja "opcja" to taka, zeby mowic mezowi. Ale nie informowac o tym dzieci. Jesli ojciec z matka uznaja, ze trzeba im powiedziec - sami niech to zrobia.

                      Nie widze swojego malzenstwa w wersji "jestesmy razem, ale zatajamy wazne informacje, zeby sie chronic bog wie przed czym". Zaklamanie takie. Nawet jesli w dobrej wierze. Od tego jest sie razem, zeby przez takie nieciekawe informacje przebrnac razem i sie wspierac. A nie unikac konfrontacji z nimi.
    • tricolour No dobrze... 12.05.09, 22:24
      ... a jeśli nie da się z całą pewnością zagrzebać?

      Listy miłosne można spalić i śladu nie ma. Można niektóre rzeczy zniszczyć bez
      śladu i wtedy rzeczywiście można samemu chować prawdę w sercu. W tym przypadku
      nie ma pewności, że sprawa nie ujrzy światła dziennego, a właściwie jest silne
      podejrzenie, że ujrzy choćby przy wizycie w szpitalu.

      I tak rzeczywiście się stało - dziadek zrobił badanie i wie. Matka dzieci wie,
      Luna wie. O jakiej zagrzebanej prawdzie mówisz?
      • chalsia Re: No dobrze... 12.05.09, 23:36
        > I tak rzeczywiście się stało - dziadek zrobił badanie i wie. Matka dzieci wie,
        > Luna wie.

        zaraz zaraz, chwilunia.
        Dziadek TWIERDZI, że zrobił badanie.
        Matka dzieci - nie wiadomo, czy wie.
        Luna wie tylko to, co jej powiedział dziadek.
        Ergo - nie ma tu OBIEKTYWNYCH przesłanek, że "prawda" jest "odgrzebana".

        A jesli w trakcie działań medycznych wyjdzie na jaw, że te dzieci nie są męża
        Luny, to mamy sprawę z głowy. Facet się dowie z obiektywnego żródła, Luna z
        tego powodu nie ucierpi. Czyli "nie moje małpy - nie mój cyrk". A to już wtedy
        od losu zalezy, czy się dowie, czy nie.
    • jayin Re: Własnie dlatego praktycznie tu nie piszę. 12.05.09, 22:39
      Na miejscu faceta chciałabym wiedzieć, czy dziecko jest moje.
      Nie wiem natomiast, czy na jego miejscu powiedziałabym dziecku, ze nie jest moje. Pewnie nie.

      Powiedzenie facetowi o PODEJRZENIACH tescia, nie jest przeciez rownoznaczne z wyrzuceniem dzieci z rodziny i ogloszeniem im prosto z mostu: "No, dzieciaki. Od dzisiaj nie macie tatusia, bo sie okazalo, ze nie jestescie moimi dziecmi!".

      Facet powinien wiedziec.
      Dzieci - zalezy od sytuacji. I ich wieku/dojrzalosci/rozumowania...
    • natasza39 Czyli co luna ma zrobić? 12.05.09, 22:40
      burza4 napisała:
      > Mam w uszach wczorajszy reportaż o tej rodzinie, ktorej zamieniono
      > dzieci i biorę pod uwagę jak destrukcyjna dla wszystkich była prawda.

      Ma się rozwieść z mężem, bo prawda byłaby destrukcyjna?

      Biedny ten mąż luny. Nawet w tym wątku został potraktowany tak jak potraktowała
      go exia.

      ---------------------------------------------------------------------
      Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
      głupcami.
      • chalsia Re: Czyli co luna ma zrobić? 12.05.09, 23:41
        > Ma się rozwieść z mężem, bo prawda byłaby destrukcyjna?

        widze w tym watku Nataszo, że przestałaś widzieć odcienie szarości, stałaś się
        total radykał czarno-bialy. Kiedyś byłaś mniej radykalna.
        WSZYSCY w tym wątku jasno dali do zrozumienia, że Luna nie powinna z tego powodu
        rozstawać się z mężem.
        • natasza39 Re: Czyli co luna ma zrobić? 12.05.09, 23:54
          chalsia napisała:

          > > Ma się rozwieść z mężem, bo prawda byłaby destrukcyjna?
          >
          > widze w tym watku Nataszo, że przestałaś widzieć odcienie szarości, stałaś się
          > total radykał czarno-bialy.

          A jakie tu odcienie szarości dostrzegasz?
          Wydaje mi się, że to Ty z nangą "zaszarzyłyście" ten wątek.
          Temat był prosty.
          Luna nie widzi innego wyjścia, jak rozwieść się z mężem, bo nie umie żyć dalej w
          kłamstwie.
          Ja ja namawiam do uczciwości wobec męża i zdrowego egoizmu wobec samej siebie i
          dbania o własną rodzinę.
          To wy, dziewczyny, martwicie się najbardziej o to czy exia z premedytacja, czy
          bez premedytacji, tylko tak z czystej chuci wmówiła, nie wiedziała, w kazdym
          badź razie wpisała nie tego co trzeba jako ojca.
          Martwicie się tym czy dobro dzieci bedzie zachowane, czy on aby nie przestanie
          kochac dzieci.
          A znów w innym wątku skupiacie się czy dziadek to miał prawo, a czy nie miała
          prawa dowiadywać się, nie dowiadywac sie o to czy te wnuki to jego wnuki, czy
          tez nie jego.

          A ja uwazam, ze to wszystko to nie luny problem
          Problemem luny jest to, ze zachowuje wiedzę na temat męza i się z tym męczy. Nie
          jest wobec męża uczciwa, a tylko wobec niego powinna. Koniec i kropka. Ja tak
          pojmuje prawdziwy partnerski związek.
          I w prawdziwym partnerskim związku nie ma szarości jesli chodzi o prawdę i
          uczciwośc. Nie da się być w cześci uczciwym, albo mówić półprawdy.

          Kiedyś byłaś mniej radykalna.

          Jesli chodzi o stosunki mąż-żona zawsze byłam radykalna.

          > WSZYSCY w tym wątku jasno dali do zrozumienia, że Luna nie powinna z tego powod
          > u
          > rozstawać się z mężem.

          Nie, nie wszyscy. Ponadto dawaliście jej rady na temat tego, ze ona jednak nie
          powinna mu tego mówić. A ona pisze wyraźnie, że nie może z tym zyć. A zatem rada
          pośrednio prowadzi do wniosku-rozwiedź się.
          • chalsia Re: Czyli co luna ma zrobić? 13.05.09, 00:23
            > Nie, nie wszyscy. Ponadto dawaliście jej rady na temat tego, ze ona jednak nie
            > powinna mu tego mówić. A ona pisze wyraźnie, że nie może z tym zyć. A zatem rad
            > a
            > pośrednio prowadzi do wniosku-rozwiedź się.

            kolejna nadinterpretacja, tym bardziej dziwna, że ja np. napisałam co uważam, że
            powinna zrobić - i to w obu kierunkach (nie mówić, a drugi kierunek - JAK
            powiedzieć - jesli już).

            > Problemem luny jest to, ze zachowuje wiedzę na temat męza i się z tym męczy.

            tak, to jest właśnie problem.
            Tyle tylko, że nie wynika on (IMHO - żeby nie było) z powodu bycia nieuczciwą
            wobec męża (czyli innymii słowy z okłamywania go), a z tego, ze jej niewygodnie
            kisić w sobie ciężką i bolesną wiedzę.
            Powiedzenie męzowi będzie ulgą z powodu zrzucenia z siebie ciężaru a nie z
            powodu ujawnienia prawdy. Jednak mam wrazenie, że Ty Nataszo nie rozumiesz tej
            subtelnej, ale ważnej, róznicy.
          • nangaparbat3 Re: Czyli co luna ma zrobić? 13.05.09, 00:40
            1. Wiele razy myślalam, ze z czymś tam - czy bez czegoś - nie mogę życ. I jakos
            zyje dalej, i nawet ciesze sie zyciem.
            2. Luna boi sie zranic meża. Nie ma w tym nic ani dziwnego, ani nagannego.
            3. Macocha sugerujaca, ze dzieci z poprzednich zwiazkow nie są dziecmi jej męża,
            automatycznie staje w bardzo dwuznacznej sytuacji. Zawsze mniej lub bardziej
            jawnie pojawi sie pytanie: po co ona to robi?
            4. Tak, oczywiscie, absolutna prawdą jest, ze najbardziej sie martwie o tamte
            dzieci, pasierbow Luny. Tak tak tak. Mam w sobie glebokie przekonanie, ze dzieci
            nalezy chronic przed krzywdą i cierpieniem ponad ich miarę - a to by znaczyło
            ewentualne odrzucenie przez ojca (ktory moze sam z siebie nie odrzucilby jej,
            ale przy podobnych jak tu na forum naciskach ze strony otoczenia- możliwe).
            5. Z mówieniem bolesnej prawdy w najlepszym zwiazku jest rożnie. Zawsze
            sprzeczam sie z moja mamą na temat informowania chorych, że nie da sie juz im
            pomóc. Zawsze powtarzam, że JA chcialabym wiedziec, ona, lekarka, absolutnie by
            nie chciała.
            Luna lepiej od nas zna swego meza i jeśli jest ktos, kto moglby z jakms
            prawdopodobbienstwem powiedziec, czy chciałby wiedziec, czy nie - to na pewno
            nie my tu na forum.
            6. Jeśli nawet uczciwosc wymaga ujawnienia podejrzeń dziadygi, to trzeba by
            dobrze przemyślec, co dalej. Co - jesli mąz postanowi odrzucic dzieci, a co,
            jeśli uzna, że nic go to wszystko nie obchodzi.
            Czy w obu tych sytuacjach trzeba twardo stac po stronie meza, czy nie. To są
            kolejne bardzo ciekawe dylematy.
            7. Nadal uważam - i tu nie ustąpie, zreszta ciekawa jestem co na to PRAWO - ze
            dziadek nie mial prawa, że nikt nie ma prawa poza rodzicami przeprowadzac
            jakichkolwiek badań dziecka, w tym DNA.
            8. I jak powiedzial niejaki Dawkins: samolubny gen w zadnej mierze nie powinien
            byc utozsamiany z samolubnym fenotypem.
    • nangaparbat3 Re: Juz wiem jak to jest, od kogos odejsc kochaja 13.05.09, 00:17
      Uświadomilam sobie, ze tak naprawdę nie chodzi mi wcale o to, by za nic nie
      mowic mężowi.
      Raczej o to, by to powiedziane nie obracalo sie przeciwko dzieciom.
      To są rzeczywiscie dwie rożne sprawy, choc na tym forum (podobnie jak na innych
      dwoch, gdzie sama wywolalam kiedyś potworną awanture na analogiczny temat) jakos
      dziwnie sie z soba utozsamiają - ujawnienie, ze mezczyzna nie jest biologicznym
      ojcem dziecka ma spowodowac odrzucenie tego dziecka w imię ukarania
      wiarolomnej, perfidnej, wyrachowanej, etc. etc.
      I to właśnie jest dla mnie niewyobrażalne.
      Dlaczego tak cicho i niepewnie brzmia glosy, ze może maż Luny nie odrzuci
      dzieci, nie wyrzeknie sie ich. Zamiast tego - banialuki o prawdziwej tozsamosci.
      Próbowalam sobie dzisiaj wyobrazic, ze moja corka nie jest moją corką, ze mąż
      moja wlasną sprzedal, a N. jest podrzuconym dzieckiem jego i jego kochanki.
      Popatrzyłam na nią zrozumialam, że chociaz w moja milosc do niej wsunąlby sie
      jakis cień smutku, to na pewno nie kochalabym jej mniej. Bo kocham osobę, ktorą
      ona jest - a nie moją wlasnośc.
      I ja akurat byłam w sytuacji, kiedy moglam insynuacje na temat czyjegos ojcostwa
      wzmacniac lub wygaszac, i jak najbardziej mialoby to przełozenie na status
      materialny mego wlasnego dziecka. Wiem o czym tu rozmawiamy, oprócz
      metaforycznego wrabiania ludzi w dzieci mam tez na sumieniu wrobienie prawdziwe,
      choc w dokladnie przeciwnym sensie niż sugeruje Moja Ulubiona Forowiczka Adela.
      • tricolour Może Cię to zaskoczy... 13.05.09, 00:29
        ... a może nie: gdybym się dowiedział, że moje dziecko nie jest moje, to bym się
        nie wyrzekał, nie odsuwał, nie odtrącał.

        Chciałbym jednak zbudować nasze nowe relacje na nowym gruncie. Chciałbym, by
        oprócz miłości było także zaufanie, że możemy na siebie liczyć w każdych
        warunkach i zmierzymy się z każdą przeciwnością.
        • natasza39 I przypuszczan, że 13.05.09, 00:38
          pewnie mąż luny również nie odtrąci tych dzieci.
          Z tego co pisała luna w różnych wątkach na jego temat to ona ma na punkcie tych
          dzieci regularnego fioła.
          Ja bardziej bałabym się jego żalu do siebie samego, który może mieć, że nie
          starał się wcześniej, o dziecko z luną.
          Działanie na zasadzie....gdybym wcześniej wiedział, to....

          ---------------------------------------------------------------------
          Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
          głupcami.
    • nsc23 Re: Juz wiem jak to jest, od kogos odejsc kochaja 13.05.09, 00:22
      Luna,
      nie umiem Ci jakos sensownie pomoc. Przeczytalam caly watek, polowy postow nie
      jarze - kto, co, kiedy, dlaczego, a jakie mial intencje, a chcial, a nie chcial
      - pies to drapal.
      Cokolwiek postanowisz, przemysl to dobrze 10 albo i ze 100 razy. To nie jest
      prosta sytuacja i cokolwiek zrobisz, zapewne skonczy sie jakas zadyma.
      Z wlasnego dziecka nie rezygnuj, jezeli Ci naprawde zalezy.
      Trzymaj sie.
    • vadera12345 Skoro ex broni dostępu do dzieci 13.05.09, 08:24
      Luna napisała, że:
      Ten brak poglebil sie, jak jego ex nagle zaczela bronic mojemu mezowi
      kontaktow z dziecmi, wrecz szczula na nas dzieci (jak wyszla za maz, za
      kochanka, przez ktorego sie rozeszli), wymagala wszystkiego, ale won od
      dziecisad


      zatem oczywistym jest, że ojcem biologicznym dziecka jest ówczesny kochanek
      eksi, a obecnie jej drugi mąż.
      Oczywistym jest dla mnie, że szczęśliwa w związku z biologicznym ojcem dzieci -
      ujawni im wcześniej czy później, że ich ojczym jest faktycznie ich ojcem.
      W tej konkretnej sytuacji nie ma żadnego powodu, dla którego mąż Luny nie miałby
      znać prawdy. Prawda wyjdzie na jaw, a Luna okaże się ta nielojalna żona, która
      ukrywała prawdę przed mężem.

      Dobro dzieci nie jest w niczym zagrożone, skoro przebywają na co dzień ze swoim
      ojcem biologicznym, mówiąc do niego zapewne "tato".
      • vadera12345 Re: Skoro ex broni dostępu do dzieci 13.05.09, 08:28
        Współczuje tylko mężowi Luny:
        Oszukiwany przez ex ( dwukrotnie co do ojcostwa ) i wielokrotnie co do zdrady,
        Oszukiwany przez ojca ( ukrywanie wyników badań DNA ),
        Oszukiwany przez Luny ( ukrywa wiedzę o ojcostwie ).

        Zjedzony przez wilki wsród serdecznych "przyjaciół"
      • tricolour Idąc krok dalej... 13.05.09, 15:30
        ... matka ujawni dzieciom biologicznego ojca gdy
        dzisiejszy "biologiczny" przestanie mieć ustawowe obowiązki
        finanasowe. Może czeka także na spadek więc na razie tajemnica jest
        potrzebna.

        Potem "ojciec" usłyszy jeszcze raz "won" już na stałe.
    • natasza39 No i co na to wszystko luna? 15.05.09, 08:55

      Watek rozrósł sie do rozmiarów od dawna na tym gorum niespotykanych,
      a "spirytus movens" całej sprawy zamilkł...
      Jaka decyzja luna?
      ---------------------------------------------------------------------
      Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
      jest z głupcami.
      • luna67 Re: No i co na to wszystko luna? 16.05.09, 13:30
        Kochane dziewczyny, nie mialam ani czasu ani sily wam odpisywac (naprawde).

        Nie chce bronic tutaj tescia, ale on mi powiedzial, ze juz dawno chcial podsunac
        pomysl o tescie synowi, ale sie bal jego reakcji, bal sie, ze w naplywie „furi i
        zrezygnowania” jego syn skonfrontuje Exie z prawda, co byloby to jej na reke,
        gdyz juz „komus” (bardzo blizka rodzina, z ktora moj tesc ma bardzo dobry
        kontakt) Ex powiedziala: „ nie boje sie, ze ujawni sie nie ojcostwo (tu imie
        meza), bylo by mi to na reke ze wzgledu na meza (byly kochanek), ktory nie
        musialby sie dzielic z obcym facetem ojcostwem, a placic? I tak musi do 27 lat”
        (tu smiech).

        Opowiedzial mi o tym gdyz pare dni temu nie wytrzymalam i chcialam go zmusic o
        powiedzeniu prawdy synowi lub zwolnieniu mnie z obietnicy. Tutaj ma on racje,
        jego syn zostal by „bezdzietny”, nie pozwolila by Exia na kontakty i moj maz by
        sie chyba zalamal (tym bardziej, ze nie mamy i prawdopodobnie nie bedziemy mieli
        dzieci).

        Jezeli chodzi o stosunki mojego meza z rodzicami, to powiem, ze sa nienaganne,
        tzn. Moj maz jest bardzo dobrze wychowanym dzieckiem i zadna rzecz na swiecie
        nie popsula by tych stosunkow. Pytajac tescia czy naprawde chodzilo mu o spadek,
        powiedzial, ze na pierwszym miejscu stoi dobro jego dziecka (syna), nie
        zcierpial by, gdyby kolejny raz przez Exie w padl w dol rozpaczy, do ktorego on
        by sie przyczynil jakby mu o tym opowiedzial, a na drugim planie stoi jego
        majatek (nie maly); „nie po to sie dorabialem, zeby obce mi dzieci zagarnely
        caly majatek z falszywa Exia jakby wam cos sie stalo (mial podobna sytuacje w
        rodzinie), robie to dla waszego jeszcze nie narodzonego dziecka (tutaj sie
        rozplakalam jak bobr). Najwiekszym ich marzeniem jest posiadanie wnukow, bo ich
        nie maja. Exia juz dawno popsuja te stosunki, zabronila wizyt dzieci u nich.
        Teraz moga je widziec, ale co z tego jak odbilo sie to na dalszych relacjach.

        Ta wymiana slow z tesciem pomogla mi troche, on tez cierpi, moze jeszcze
        bardziej odemnie, rozplakal sie.....(a jest to bardzo silny czlowiek), on ponad
        zycie kocha swojego syna i wie czym grozi PRAWDA!

        Natasza dobrze napisala, jakby moj maz bylby „nie interesujacym” czlowiekiem,
        bez pozycji, renomy i duzego spadku, Exia odrazu przyznala by sie kto jest ojcem
        dzieci, a mianowice jej terazniejszy maz, ktory zeruje na innych ludziach i
        pozwala zeby jego dzieci chodzily do „obcego” czlowieka (mojego meza) ze wzgledu
        na finanse, bo nie moze zapewnic rodzinie normalnego standartu!

        TO JEST DLA MNIE SZMATA!!!! (na czele z Exia). To ten czlowiek (kochanek Exi)
        podpierniczal sie do Exi (i na odwrot) jak moj maz byl w delegacji. To on
        postepuje ochydnie, najpierw chcial, zeby moj maz placil na dzieci (wlasne
        dzieci), a pozniej jak zauwazyl, ze pieniazkow brakuje na extrasy, wymeldowal
        sie z mieszkania Exi i zameldowal proforma u znajomego, zeby moj maz placil
        alimenty na jego konkubine (Exie mojego meza) (co tez przez dlugie lata robil,
        dopoki sie tym nie zajelam).

        TO JEST DLA MNIE PERWERZJA! O tym, ze ojcem dzieci jest ten kochanek, Exia tez
        wspominala w.w. osobie. Moj tesc jest pewien, ze Exia tej osobie powiedziala, bo
        chce, zeby sprawa wyszla na jaw (wkoncu to tez czlowiek, moze gryzie ja
        sumienie? Moze chce powiedziec to dzieciom, ale brakuje jej odwagi? Moze czeka
        na spadek? Nie wiem.).

        Braktalentu napisala:
        „A jedynym dowodem na winę byłej żony jest opowieść teścia, który ma
        w zwyczaju nieelegancko załatwiać sprawy rodzinne. Nieelegancko, bo
        o ile ma prawo dysponować własnym majątkiem dowolnie i zdecydować o
        jego przekazaniu tylko wnukom "krew z krwi", albo schronisku dla
        kotów, to wykonywanie badań DNA wnuków za plecami własnego syna i
        wplątywanie w to synowej, jest dla mnie rozwiązaniem podejrzanym i
        sprawiającym, że w stosunku do teścia stosowałabym zasadę mocno
        ograniczonego zaufania.”
        Braktalentu, po niesnaskach zwiazanych z przejeciem przezemnie firmy, nie raz
        dali tesciowie mi do zrozumienia, ze jestem im blizka, traktuja mnie jak wlasna
        corke (nie bede tu przykladow dawala, bo by sie dlugawo zrobilowink. A sam fakt
        podzielenia sie ta przekleta ze mna tajemnica (jakby nie bylo obca osoba) daje
        mi poczucie zespojenia z ta rodzina a zarazem przeklenstwem.

        Nie mam zamiaru byc posrednikiem, nie mam zamiaru „zdradzic” tescia, nie mam
        zamiaru burzyc pieknego dziecinstwa dzieciom Exi, ani „ojcostwa” mojego meza,
        ale mam ochote wpierdzielic mezowi Exi i jej, za moje cierpienie i rodzicow
        mojego meza, za to, ze przez jej klamstwo moj maz nie zdecydowal sie wczesniej
        na dziecko.

        A OBAWA „o uniemożliwienie spotkań z dziećmi przez byłą żonę wydaje mi się
        bezzasadna. Przecież Ona akurat wogóle nie musi wiedzieć o całym zamieszaniu w
        Waszym domu.”

        Jest jak najbardziej uzasadniona, zdaniem moim i tescia, ona chce zwalic cala
        robote „powiedzenie dzieciom, albo mojemu mezowi” prawdy na nas. Jezeli chciala
        by ta tajemnice utrzymywac w dalszym ciagu, to by nie pisnela slowa osobie,
        ktora ma dobry kontakt z moim tesciem (logiczne), albo jest totalnie porabana i
        inaczej „funkcjonuje”.
        Tesc nie moze ujawnic prawdy, gdyz grozila by mu kara. W niemczech zabronione
        jest robienie testow na ojcostwo, tak sobie. Moze tylko zezwolic sad za zgoda
        matki!!!! A nawet jakby odbyla sie sprawa o zaprzeczeniu ojcostwa, to i tak
        przybrany ojciec, ktory w ciagu 6 miesiecy od narodzenia dziecka nie wniosl
        pozwu o zaprzeczeniu musi placic do konca zycia, a paradoksem jest, ze matka
        moze nie pozwolic na wizyty z „platnikiem”, dla jej i dzieci dobra psychicznego.
        A CO Z OSZUKANYM FACETEM? Panstwo wie jak sie zabezpieczyc przed dalszymi
        kosztami wrazie ujawnienia nie ojcostwa

        Kochana nangaparbat3, masz racje, najpierw robi sie badanie spermy w zmaganiach
        o ciaze; „Sadzę jednak, ze Luna nie ma racji, bo pierwszym badaniem, jakie sie
        teraz robi parom starajacym sie o dzieci jest badanie spermy - wiec skoro juz
        raz probowali
        zaplodnienia in vitro, musialoby to (ewentualna bezplodnosc męza) wyjsc na jaw.”

        Ale wyobraz sobie, ze sa kliniki nieplodnosci, dla ktorych liczy sie tylko
        forsa, o czym sie przekonalam. W Berlinie 4-lata temu, po rocznym staraniu
        poszlam do kliniki nieplodnosci, zrobiono mojemu mezowi najpierw spermiogram,
        ktory wyszedl w najnizszych granicach, ale podobno nie katastrofa. Wycyckali od
        nas pieniedze, tysiace badan (platnych), leczenie trwalo kilka lat....,
        inseminacje..., zmiana lekow..., pod koniec inV., ktore nie przynioslo rezultatu.
        Po tescia informacji, wyslalam mojego meza do urologa jeszcze raz zbadac sie, i
        co sie okazalo? Kilka ruchliwych plemniczkow, ktore nigdy nie mialy szansy
        znalezc odpowiednia droge...., zalamanie.... Przenieslismy sie do kliniki w
        Polsce, okazalo sie, ze zwykle inV tu nie pomoze, tylko ICSI przy tak marnym
        spermiogramie, ale tez nic z tego nie wyszlo. Jestem teraz glupia z tego
        wszystkiego i nie wiem komu mam wierzyc, gdyz nastepny test, wyszedl
        zadawalajaco. Ale to nie ma nic do rzeczy, gdyz sa „ojcowie”, ktorzy sa plodni i
        wychowuja nie wiedzac o tym nie biologiczne dzieci.

        adela38 napisala: "kukulcze jaja" zabieraja czas, ktory on moglby poswiecic na
        budowanie swojej rodziny”
        Dobrze napisalas Adela, jakby moj maz wiedzial o tym od poczatku, to by napewno
        wczesniej zdecydowal sie na dziecko ze mna. Ale dla niego byly wazne, te ktore
        juz sa, a moze nie byl ze mna wtedy na 100% pewny? A moze........?

        Przedwczoraj zaczelam niewinna rozmowe o tym, ze co 7-me dziecko w Niemczech
        jest kukulcze. I sie dowiedzialam, ze moj maz by je tak samo kochal, ale balby
        sie, ze to one by sie od niego odwrocilysad
        .............Czyli; jakby sie dowiedzial, ze to nie jego dzieci, to jego
        "pajacowatosc" w stosunku do nich byla by wieksza?
        • tricolour Nie wiem o co Ci chodzi... 16.05.09, 15:53
          ... i nie rozumiem dlaczego denerwujesz się na exię Twojego męża i biologicznego
          ojca dzieci?

          Rodzice tych dzieci postępują by było im dobrze: znaleźli frajera do płacenia na
          cudze dzieci, znaleźli teścia frajera-tchórza, który zna prawdę, ale nie powie i
          jeszcze wikła innych w tajemnice. Znaleźli Ciebie - też frajerkę, która okłamuje
          własnego męża nie mając żadnego RACJONALNEGO powodu do kłamstwa, a wręcz przeciwnie.

          O co Ty masz pretensje do obcych ludzi jeśli sama okłamujesz męża, jego dzieci,
          masz konszachty z teściem przeciw mężowi? Jakim prawem nazywasz innych szmatami
          jeśli sama uczestniczysz CZYNNIE w tym szmaciarskim interesie?
          • vadera12345 Re: Nie wiem o co Ci chodzi... 16.05.09, 16:41
            Czas poświęcony przez Twojego męża na spotkania z dziećmi exi i jej męża będącego ojcem biologicznym jest czasem straconym. Ten stracony czas ( bo i tak bardziej będą szanowały ojca biologicznego zajmującego się nimi na co dzień i niż ojca prawnego weekendowego i sponsora, gdy poznają prawdę o ojcostwie ) Twój mąż mógłby poświęcić Tobie i próbom spłodzenia potomka.
            Jego "dzieci" oleją go, gdy poznają prawdę z opisanej przeze mnie przyczyny, trzeba tę bolesną prawdę uświadomić sobie i mężowi.
            • nangaparbat3 a ty Vadera skad wiesz? 16.05.09, 18:54
              > Jego "dzieci" oleją go, gdy poznają prawdę z opisanej przeze mnie przyczyny,
              trzeba tę bolesną prawdę uświadomić sobie i mężowi.

              Duch proroczy przez ciebie przemawia?

              O ile pamietam, sądy odnoszące sie do przyszłosci nie sa ani prawdziwe, ani
              falszywe.
              Wiec moze nie wypowiadaj się z taką pewnoscią. Język polski zna sformulowania:
              moze się zdarzyc, przypuszczalnie, sądzę, wydaje mi się... i cala mase innych
              synonimicznych.
              • vadera12345 Re: a ty Vadera skad wiesz? 16.05.09, 20:03
                Przemawia przeze mnie doświadczenie życiowe.

                Oczywistym jest dla każdego ( ale nie dla Ciebie ), że dziecko uzyskując wiedzę,
                że ojczym tak naprawdę jest ich ojcem biologicznym, a ojciec prawny jest po
                prostu jeleniem, sponsorem od którego można doić kasę bez litości - zyskują
                wiele, po prostu wszystko wraca na swoje miejsce - rodzice biologiczni żyją
                razem, zajmują się dzieckiem i jest wszystko ok bo prawdziwy tatuś i prawdziwa
                mamusia są z nim przez 24h/dobę przez 7 dni w tygodniu.
            • nangaparbat3 Re: Nie wiem o co Ci chodzi... 16.05.09, 18:59
              Do tesciow? To jeszcze jest jakaś tesciowa? Nie wygladalo na to w poprzednich
              postach, to dziwne, ze pisalaś je tak, jakby ona w ogole nie istniala. Ja bym
              sie zastanowila nad pozycją kobiety w rodzinie meża.
              I zdumiala mnie ta tajemnicza osoba, ktorej ex tak się zwierza. Dziwne.

              Pomyślalam też, że bardzo możliwe, ze Twój mąż wie, ze to nie jego dzieci, i ze
              dla niego najwazniejsze jest zachowanie więzi z nimi.

              Cokolwiek by nie było - trzymaj się i napisz, jak poszło.
              • balladynka Re: Nie wiem o co Ci chodzi... 16.05.09, 19:51
                > Pomyślalam też, że bardzo możliwe, ze Twój mąż wie, ze to nie jego
                dzieci, i ze
                > dla niego najwazniejsze jest zachowanie więzi z nimi.

                Wie czy dopiero się dowie to przecież powiedział Lunie, że jeśli
                chodzi o jego uczucia to niewiele by się zmieniło (moim zdaniem
                teraz tak mu się wydaje) ale bałby się, że dzieci się od niego
                odsuną po takiej informacji.

                Podejrzewam więc, że sytuacja może być teraz taka, że to on będzie
                żył z tajemnicą i modlił się, żeby ani Eksia, ani jej mąż ani teść
                ani Luna im o tym nie powiedzieli. To tak na dzień dobry bo utrata
                złudzeń nie jest łatwa i faktycznie może się to obrócić na początku
                przeciwko tym osobom, które go tych złudzeń chcą pozbawić. Jednak
                mimo wszystko uważam, że jest tylko jedna prawda i mąż dla Luny i
                syn dla teściów, czyli ukochana osoba dla dwóch osób na świecie, ma
                prawo ją znać. W dłuższej perspektywie podejrzewam jednak, że dotrze
                do niego, że właściwie to oszukuje sam siebie bo choćby nie wiem jak
                chciał udawać, że nic się nie stało to stało się i jakby nie było
                jest bezdzietny, ktoś zrobił z niego niezłego jelenia, a prawdziwy
                ojciec na dodatek nigdzie nie zniknął żeby mimo wszystko kontynuować
                swoją rolę tylko kręci się w całkiem bliskiej okolicy i cała
                konstrukcja najprawdopodobniej rypsnie w którymś momencie jak domek
                z kart. Na dodatek próby posiadania własnego dziecka się nie udają.
                Niezależnie też od tego, jak bardzo emocjonalnie jest dzisiaj
                związany z dziećmi i jak bardzo będzie chciał, lub czuł się
                zobowiązany jako przyzwoity człowiek, do podtrzymywania tej więzi to
                ja osobiście nie wierzę, że po przetrawieniu takiej informacji nie
                będzie to mialo żadnego wplywu na jego uczucia do dzieci. Po prostu
                w to nie wierzę. Mało tego, będzie miał facet zupełne do tego prawo
                i będzie to absolutnie zrozumiałe, chociaż nie dla Ciebie Nanga.
                I nie nam nango będzie oceniać faceta i jego potem uczucia względem
                tych dzieci, wszystkich zainteresowanych oraz jego postępowanie
                potem, bo jest tylko człowiekiem a nie Matką Teresą a ciężkie czasy
                przed nim i w sumie to strasznie mu współczuję.
                Współczuję też dzieciom bo i dla nich takie info będzie mocno
                traumatyczne i nie wyobrażam sobie jak się mamusia z prawdziwym
                tatusiem im z tego wytłumaczą. Nie oznacza to jednak, że na ołtarzu
                ich dobrego samopoczucia położyłabym, jak Ty, męża Luny, tylko
                dlatego, że to on jest tu dorosły.
                  • natasza39 Dziękuje balladynko! 18.05.09, 15:34
                    balladynka napisała:

                    > A! Jeszcze chciałam powiedzieć, że stęskniłam się za Tobą Natasza!

                    Ty coś też ostatnio rzadko piszesz....
                    ---------------------------------------------------------------------
                    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                    głupcami.
                  • balladynka Re: Nie wiem o co Ci chodzi... 17.05.09, 07:13
                    Niczego. Wypowiadam tylko swoją opinię i to głównie gdybam sobie na
                    temat tego co się może wydarzyć za chwilę (po i w konsekwencji
                    podjęcia decyzji przez Lunę), bo dopiero zajrzałam na forum. A to
                    był jakiś limit czasowy na składanie wniosków?

                    Znamy się nie od dziś więc uprzedzam też wypadki, gdyż zaraz
                    będziemy mieli tu na forum kolejny wątek, w którym co poniektórzy
                    będą odsądzać gościa od czci i wiary bo sobie z tą wiedzą nie będzie
                    radził tak, jak by oczekiwali z pozycji swojej wygodnej kanapy
                    komentatora ludzkich serc i sumień.
              • luna67 Re: Nie wiem o co Ci chodzi... 16.05.09, 19:55
                Wlasnie wrocilam, poszlo lepiej niz przypuszczalam. Tesc, tak tesc, dal mi
                blogoslawienstwowink nie pisalam o tesciowej z pewnych powodow, o ktorych nie
                chcialbym pisacsad

                Nangaparbat3, pisalam tylko o tescie, gdyz tesciowa dala "przyzwolenie" na
                testy, ale nie chciala o niczym slyszec (taki tchorz byl juz z niej zawsze,
                wrazie czego to nie onasmile).

                Tesc jest "glowa" rodziny a ona ta "szyja", ktora ta "glowa" kreci (mam
                nadzieje, ze mnie zrozumialas).

                Jakby tesciowa powiedziala NIE, nie zgadzam sie! to by tesc nigdy tych testow
                nie zrobil. Ona boi sie konsekwencji, boi sie prawdy, boi sie wszystkiego co
                nieznane i nie pasuje w jej niby uporzadkowane zycie i ja przerasta. Bardzo
                wygodna kobietasmile niby chiala wiedziec prawde, ale wrazie czego moze schowac
                glowe w piach i powiedziec: "a nie mowilam?". Ale w gruncie rzeczy to dobra
                kobiecinasmile. Pierwszy test widzialam na wlasne oczy; ojcostwo wykluczone na
                99,99%. A drugi test jeszcze nie przyszedl, modle sie tylko zeby wyszedl
                negatywnie (tzn. zeby to byla corka mojego meza).

                Musze troche ochlonac, pozbierac mysli. Musze konczyc, bo wlasnie w tej chwili
                "cholota" wrocila z wycieczki i wolaja jesc.
                • nangaparbat3 Re: Nie wiem o co Ci chodzi... 16.05.09, 21:25
                  A drugi test jeszcze nie przyszedl, modle sie tylko zeby wyszedl
                  negatywnie (tzn. zeby to byla corka mojego meza).

                  Wiesz, ja juz nie wiem, co lepsze.

                  No i nie bardzo rozumiem - wydawalo mi sie, ze test jest na zgodnosc DNA - wiec
                  jesli wynik "negatywny" (= brak zgodnosci) to ojcostwo jest wykluczone.
                  • luna67 Re: Nie wiem o co Ci chodzi... 17.05.09, 19:45
                    nangaparbat3, chcialam zeby test wyszedl, ze to jego dziecko. Ale teraz to nie
                    ma juz znaczenia .............

                    Po rozmowie z mezem okazalo sie, ze moj maz przypuszczal, przyjal wiadomosc
                    bardzo spokojnie. Ten jego spokoj mnie bardzo zdesperowal i zirytowal.....,
                    jestem poprostu w szoku....zadnego tlumaczenia...., rozmowy.....,
                    nic.....Zapakowal dzieci do auta i pojechal gdzies......A ja zostalam sama,
                    samiusienka z moimi dylematami.................

                    Ale teraz powstaje nastepny dylemat, jezeli wiedzial lub przypuszczal, to
                    dlaczego nie podzielil sie z tym fakem ze mna?????? dlaczego zwlekal z wlasnym
                    dzieckiem? dlaczego placil samowolnie alimenty na nia (Exie) jezeli wiedzial?
                    dlaczego zwlekal tak dlugo ze slubem? fakt faktem ja nie chcialam, ale on byl z
                    tym szczesliwy.

                    Dlaczego zwlekal z zamiana mieszkania? ktore przypominalo mi zle czasy z moim
                    Exem? Dlaczego teraz znowu zwleka z.......

                    ......juz wiem......, on mnie tak naprawde nie kochasad(((((((( dla niego liczy
                    sie przeszlosc, ktora zyje. A ja? kim jestem? jakims uzupelnieniem? ot tak
                    nadalo sie......no czym???? Czuje sie przy nim nikim. Od przedwczoraj sa dzieci
                    Exi u nas, najstarsza nawet mi nie powiedzala "dzien dobry", a on nie
                    zareagowal......

                    Podjelam decyzje; odchodze............

                    Nie mam sie zamiaru kisic w jego niby uporzadkowanym przez siebie swiecie, do
                    korego nikt nie ma wstepu.

                    Do trzech razy sztuka..............
                    • vadera12345 Dramatyczna decyzja. 17.05.09, 21:27
                      Jesteś pewna swojego postanowienia ?
                      Czy nie zostało ono podjęte pod wpływem emocji ?

                      Faktem jest, że w Twojej sytuacji odchodząc łatwiej spełnisz marzenia o
                      macierzyństwie, zatem z tego punktu widzenia nie ma na co czekać, ale ( nie
                      obraź się ) w Twoim wieku zaczynać wszystko po raz trzeci od początku, od zera ?
                      Nie wiem czy bym się zdecydowała.

                      Serdeczni Ci współczuję.
                      • luna67 Re: Dramatyczna decyzja. 17.05.09, 21:57
                        Podjelam juz ostateczna decyzje. Emocje? no coz zawsze byly, ale dla mnie za
                        czesto.
                        Pochowalam moje marzenia o macierzynstwie, i to wlasnie najbardziej boli. A nie
                        spelnily sie przez czlowieka, ktorego kochalam, ktoremu zaufalam, i ktory mnie
                        oklamywal w pewnym sensie.

                        Piszesz o nowym poczatku? nie uwierzysz, jestem gotowa i licze sie ze wszystkim.
                        Lepiej od zera zaczynac (bo tak bedzie), ale nie miec tego bagarzu na sobie.

                        Nie wspolczuj mi, jeszcze wszystko przedemna..........napewno lepiej,
                        bezpieczniej, poprostu normalnie......................czego sobie bardzo zycze,
                        no i nigdy w zyciu mezczyzne z dziecmi
                      • luna67 Re: Nie wiem o co Ci chodzi... 17.05.09, 22:13
                        Chalsia, byla rozmowa, ale taka jakas nie taka, jakby mu na mnie nie zalezalo.
                        Podkreslal tylko co mnie do pasji przyprawialo, ze najwazniejsze sa dla niego
                        dzieci, no OK., a co ze mna??? nie tylko on jest tym trafiony, w jakims sensie
                        ja tez.
                        On ma ta przewage, ze wychowywal w pewnym sensie te dzieci, a ja? jaka mam
                        podstawe je teraz tak hojnie akceptowac? ona juz nie istnieje, wczesniej byly to
                        dzieci meza, ale teraz .....dzieci kobiety, ktora go wykorzystala, oszukiwala i
                        na wysmiech wystawila.

                        On przypuszczal, ze to nie jego dzieci, ale pomimo tego nie chcial miec ze mna
                        dzieci? no nie, tego nie moge mu przebaczyc. To jest gorsze od zdrady cielesnej.

                        Sorry, bylam gotowa "zagarnac" pasierbiatka, ale nie obce mi dzieci, ktore nic z
                        moim mezem nie maja wspolnego. Jak maly nie odpowiadal mi, bo sie droczyl na
                        kogos innego, to zawsze obracalam to w zart, zagadywalam, ale od paru miesiecy
                        nie umie..............
                        • vadera12345 Re: Nie wiem o co Ci chodzi... 17.05.09, 22:20
                          Jego postawa to jakaś abberacja, opiekować się dziećmi kochanka byłej żony,
                          płacić zdradzającej byłej żonie dobrowolnie alimenty ( żeby lepiej jej było
                          bzykać się z kochankiem ) a odmówić nowej żonie spłodzenia własnego potomka -
                          myślę jednak, że on ma nierówno pod sufitem.
                          • luna67 Re: Nie wiem o co Ci chodzi... 17.05.09, 22:31
                            On chyba ja (Ex) w dalszym ciagu kocha...., zrobil by dla niej doslownie
                            wszystko. Ja z ta swiadomoscia juz nie moge z nim byc....., klamka zapadla, i
                            zeby mnie przekonal o nie slusznosci mojej racji, musialby naprawde gory
                            przewrocic, a to jest niemozliwe............
                        • nangaparbat3 Re: Nie wiem o co Ci chodzi... 17.05.09, 22:50
                          Luna, Kochanie, poczekaj z decyzjami, zwlaszcza tak dramatycznymi.
                          Dlaczego nie rozpatrzysz możliwości, ze mąż wiedzial od dawna, ze nie może miec dzieci, i robil uniki bo bal się, ze go odtrącisz? I nie tylko moglo to byc powodowane tchorzostwem, ale lękiem przed upokorzeniem - bo myślę, że mężczyzna moze przezywac jako bardzo upokarzajacy fakt, ze nie jest w stanie splodzic dziecka. Skoro tak mocno przywiazał sie do dzieci, o ktorych wiedzial, ze nie są "jego", byc moze bardzo pragnąl wlasnych i byc moze cała sprawa byla dla niego tym bardziej bolesna i wstydliwa.
                          Zdarzaja się i takie, z których nawet najblizszym, najbardziej kochanym i sznowanym osobom wstydzimy sie zwierzyc, w obawie przed odtrąceniem najczesciej.
                          W kazdym razie uważam, ze zatajenie sprawy ojcostwa w zaden sposob nie dowodzi, ze maż Ciebie nie kocha/nie kochał. Awłaszcza, że wiazal sie z kobieta majacą już dzieci - mogl sobie wyobrazac (niesłusznie, fakt, ale teraz mowie o jego fantazjach), że nie bedziesz juz chciala nastepnych, czy że jesli nawet, to nie dramatycznie mocno.
                          Twojej postawy odrzucenie tych dzieci, skoro nie sa "jego", nie rozumiem. On je kocha - i to jest argument absolutnie wystarczajacy, by ich nie odrzucac. Myślę, ze u Ciebie to pierwszy odruch zlosci, co akurat jest zupelnie naturalne - no ale po pierwszych odruchach warto pozwolic sobie na chwile refleksji.
                          Prosze Cię, poczekaj z decyzjami - im dłuzej o tym myślę tym bardziej wydaje mi się, że on wiedział, ze nie moze miec dzieci, a te które w końcu jakis czas wychowywal uznał emocjonalnie za własne, zwyczajnie pokochal, a teraz panicznie boi się, że one go opuszczą. Biologiczni ojcowie po rozwodzie często bardzo też okropnie sie tego boją, on pewnie tym bardziej.
                          I rozumiem, ze rola zony jest w takiej sytuacji potwornie trudna - ale tak mało jest miłosci na świecie, że jesli sie jednak kochacie, warto to wszystko przynajmniej jeszcze parę razy spokojnie przemyślec

                          Mam nadzieje, ze sie nie obrazisz, ale przyszlo mi do głowy, ze skoro Ty tak bardzo pragniesz dziecka, a on kocha po prostu te dzieci, ktore wychowuje, moze warto skorzystac z banku spermy?
                          Moze to idiotyczny pomysł, a moze wart zastanowienia.

                          Ściskam Cie z całej siły i najserdeczniej pozdrawiam
                          nanga
                          • luna67 Re: Nie wiem o co Ci chodzi... 18.05.09, 00:23
                            Kochana Nangaparvat3, placze teraz jak to piszesad ale prawda jest inna i
                            bardziej bolesna dla mnie.

                            Po roku naszej znajomosci (sorry za szczegoly) pekla gumkasmile, moj wtedy nie maz
                            wpadl w panike, zawiozl mnie wtedy do kliniki zebym wziela tzw. pigulke w razie
                            czegosad Wtedy ten jego szok i zdezorientowanie przerzucilo sie na mnie, nie
                            chcialam tego czego by moj partner nie chial.

                            Myslalam no dobrze, teraz nie chce (po roku znajomosci), ale za pare
                            miesiecy.... no i te miesiace przekszalcily sie w lata. A ten fakt i poczucie
                            winy zostalo na moich barkach.................:

                            I mial czelnosc po tym wszystkim przywozic dzieci (nie swoje) do naszego
                            domu!!!!!!!!Jak ja cierpialam i mialam poczucie winy.......sad(((( Po roku (jak
                            go "przekonalam") niepowodzen wspominalam o adopcji "naszego" dziecka, ale on o
                            tym nie chcial slyszec!!!!! on mial niby z krwi i kosci swoje, w ktore czas i
                            pieniadze chcial inwestowac.

                            Analizujac jego zyciorys on nie moze zadnej nastepnej kobiecie po Ex dac
                            poczucie bezpieczenstwa i ja kochac. A byly fajne "partie" przedemna, ktore byly
                            madrzejsze odemnie i po zorietowaniu sie "co w trawie piszczy" odeszly.........
                            • adela38 Re: Nie wiem o co Ci chodzi... 18.05.09, 10:00
                              Bardzo ci wspolczuje Luna67...
                              Wyglada na to, ze twoj partner najwyrazniej ciebie wykorzystal.Ukradl ci kawal
                              zycia i mozliwosc ponownego macierzynstwa.Pozwolil ci angazowac sie w cos
                              (opieka na pseudopasierbami) czego wiedzial, ze bys nie chciala.Jesli zrobil to
                              bedac swiadomym, badz tez tylko podejrzewajac prawde, i zatail ja przed
                              toba-wlasna zona to jest to wstretny egoistyczny skurwiel.Nie wiem jak ty, ale
                              ja w takiej sytuacji nie wyobrazam bym sie tylko wycofala z podkulonym
                              ogonem.Takie cos napewno byloby mu na reke.Ja bym zadbala by wszyscy wokol znali
                              jego tajemnice, by stal sie posmiewiskiem i publicznym rogaczem i jeleniem...Jak
                              tak lubi to niech swoje poroze nosi ku uciesze wszystkich mend wookolo (bo tylko
                              mendy sie czyms takim ciesza...)ale ten facet sam jest menda...
                              Rozwodzac sie z nim jesli tylko mozesz zadbaj by skompensowal ci wszystkie twoje
                              naklady finansowe w ten zwiazek...Czasem zemsta, albo choc czesciowe wymierzenie
                              sprawiedliwosci, pomaga podniesc sie i zachowac szacunek do samego siebie...
                              Jeszcze raz wyrazy wspolczucia...
                              • nangaparbat3 Re: Nie wiem o co Ci chodzi... 18.05.09, 21:32
                                adela38 napisała:
                                Ja bym zadbala by wszyscy wokol znal ijego tajemnice, by stal sie posmiewiskiem
                                i publicznym rogaczem i jeleniem...Jak
                                > tak lubi to niech swoje poroze nosi ku uciesze wszystkich mend wookolo (bo
                                tylko mendy sie czyms takim ciesza...)ale ten facet sam jest menda...
                                >
                                >
                                Słusznie. Tylko mendy.
                            • natasza39 Kochana Luno 18.05.09, 15:31
                              Bardzo mi przykro. Bardzo! Myślę, że nie zasługujesz na takie traktowanie.
                              Okazuje się bowiem, że nieuczciwym wobec Ciebie jest Twój własny mąż. A z takim
                              człowiekiem, przynajmniej ja, nie umiałabym żyć.
                              Nie przeżywaj już tak, że nie masz z nim dziecka. Masz już trójkę wspaniałych,
                              utalentowanych i dobrych dzieci. Masz wnuczkę (domyślam się, że będzie równie
                              wspaniała jak jej babcia i tato). Masz dla kogo żyć. Spełniłaś jako matka. Mogło
                              być gorzej... Pomyśl jak czułabyś się gdybyś zmarnowała szansę zostania w ogóle
                              matką? Gdybyś taka szansę miała dopiero teraz, a on zmarnowałby ci ta szansę, bo
                              woli angażować swój czas, uczucia i finanse dla obcych dla siebie dzieci.
                              Dla mnie co innego jest gorsze w tej sprawie...
                              Jeśli od początku wiedział co w trawie piszczy, że to nie on jest biologicznym
                              ojcem tych dzieci, to ja nie widzę innego powodu takiego zachowania, jak jego
                              miłość do ex. Po prostu trudno mi sobie wyobrazić, co, prócz miłości do kobiety,
                              bezgranicznej miłości, takiej o podłożu masochistycznym, może powodować facetem,
                              który wychowuje i stawia na piedestale dzieci będące owocem zdrady jego zony
                              równocześnie sam rezygnując z możliwości bycia biologicznym ojcem?
                              Nie widzę sensownych odpowiedzi na pytanie dlaczego on nie chce byc tym
                              biologicznym ojcem jeśli to ciebie kocha ?
                              Przecież stać do na następne dziecko, a zatem odpada powód ekonomiczny.
                              Przecież lubi dzieci, a zatem nie ma znaczenia podnoszony przez wielu watek
                              "ponownego pakowania się w pieluchy".
                              Jedynym sensownym powodem mogłaby być tylko jego wiedza na temat tego, ze jest
                              nosicielem jakiejś groźnej choroby genetycznej i wie, że na 100% każde jego
                              biologiczne dziecko będzie kalekie, niedorozwinięte, czy coś w tym stylu i nie
                              chce Ciebie i dziecka skazywać na cierpienie.
                              W każdym bądź razie jeśli jest właśnie tak, ro powinien Ci o tym powiedzieć.
                              Luna, dziewczyno, nie załamuj się teraz i bądź silna.
                              Porozmawiaj z nim, wyjaśnij dlaczego jest jak jest i jakie on widzi rozwiązanie
                              tej sytuacji.
                              ---------------------------------------------------------------------
                              Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                              głupcami.
                              • vadera12345 Re: Kochana Luno 18.05.09, 19:50
                                Ja jednak myślę, że kryzys z związku Luny narastał od dłuższego czasu:
                                związek Luny z mężem rozwalony został przez relacje mąż - żona - pasierbowie,
                                gdzie "dzieci" męża Luny były priorytetem dla ich ojca,
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=91788113&a=91788113
                                romansowanie przez męża Luny
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=95328023&a=95441248
                                zatem te inwestycje w "kukułcze" dzieci eksi i jej ówczesnego kochanka,
                                dopełniły kielicha goryczy.

                                Po przeanalizowaniu tych trzech wątków dziwię się Lunie, że podjęła tą decyzję
                                tak późno, tracąc bezpowrotnie wiele lat życia.

                            • nangaparbat3 Luna 18.05.09, 21:18
                              okropnie mi przykro.
                              W swietle tej historii z postinorem (czy jak sie zwało) rzeczywiscie niepieknie
                              to wygląda.
                              Jakies ma poważne problemy ten Twój mąż, sam ze sobą.
                              Zaczynam sądzic, ze jesli tak bardzo to wszystko Cie dotyka, rzeczywiscie trzeba
                              przemyślec rozstanie. Inaczej bedziesz sie już tylko męczyc i męczyc.
                              Myślę też, ze miałoby sens skorzystanie z pomocy psychologa - w Tobie kłębi sie
                              teraz tyle emocji, tyle myśli, tyle wspomnień, że dobrze by było, bys mogla
                              opowiadac o tym komuś, kto Cie uważnie wysłucha i pomoże poukladac jakos to
                              wszystko, tak żebyś mogła podjąc spokojną, przemyślaną decyzję.
                              Czy w realu rozmawiasz o tym z kims innym niz tesciowie? Bo oni do roli Twoich
                              powiernikow zupelnie sie nie nadają - za bardzo sami sa zaangazowani, za bardzo
                              chcą pozalatwiac jakies swoje sprawy Twoim kosztem.
                              Co do Twego męża - myśle, ze on raczej jest szntazowany przez Ex niz ze ja wciąż
                              kocha. W sumie w tej całej sytuacji to i tak on jest najbardziej przegrany ze
                              wszystkich. Z tego co piszesz wyglada, że kocha te dzieci jak wlasne - i chyba
                              nie mozna miec mu tego akurat za zle. A że kocha, a nie sa jego, wiec jest w
                              potrzasku - stąd idiotyczne i raniace Cie zachowania. Nie musisz się na nie
                              zgadzac, absolutnie, ale tez nie powinnaś doszukiwac sie w nich działania
                              przeciwko Tobie.
                              Tak sie zastanawiam, czy nie pomoglaby wam sensowna mediacja - czy raczej
                              terapia - nawet nie po to, zeby razem zostac, ale żeby nie rozstawac sie w takim
                              stanie tysiecy niedomowień i domysłów.
                              Najwazniejsze - masz juz wlasne dzieci, są Twoje, nikt Ci ich nie odbierze. Na
                              pewno poznasz kiedys swoje prawnuki (zazdroszczę - ja późno zaczęlam i na to
                              raczej nie mam wiekszych szans).
                              Na pewno, kiedy juz to wszystko sie przewali, wróci spokoj, a potem - wszystko
                              sie jeszcze moze zdarzyc.
                              Ściskam Cie z całych sił
                              nanga
                              • natasza39 Re: Luna 18.05.09, 22:00
                                nangaparbat3 napisała:
                                > Co do Twego męża - myśle, ze on raczej jest szntazowany przez Ex niz ze ja wciąż
                                > kocha. W sumie w tej całej sytuacji to i tak on jest najbardziej przegrany ze
                                > wszystkich. Z tego co piszesz wyglada, że kocha te dzieci jak wlasne - i chyba
                                > nie mozna miec mu tego akurat za zle.

                                A ja twierdzę, że jak najbardziej można mu mieć to za złe, ponieważ nawet
                                największa miłość i to do rodzonych dzieci nie usprawiedliwia do takich zachowań
                                wobec partnerki, która się ponoć kocha.
                                Nie wyobrażam sobie, aby jakikolwiek szantaż ze strony ex zmusił go do
                                zawleczenia partnerki do lekarza i zmuszenia ja do zażycia postimoru.
                                Wybacz luna, ale jak wtedy nie zastanowiło cię to co on wyprawia?
                                No ale to już musztarda po obiedzie. Nie ma co pisać nawet...