mój mąż pożalił się swojej eks

06.12.03, 23:36
Cześć. Chcę Wam się zwierzyć z pewnego przykrego dla mnie wydarzenia. Otóż
mój mąż (z którym jestem od pięciu lat, a od roku - tj. odkąd na świecie
pojawił się nasz synek - żremy się nieustannie) pożalił się niedawno na mnie
swojej eks! Dowiedziałam się o tym przy okazji naszej kolejnej kłótni. Ja w
złości rzuciłam mu, że pewnie podobne rozmowy odbywał przed laty z
poprzednią żoną (muszę tu wyjaśnić, że to ona chciała rozwodu, nie on). A on
mi na to - możesz do niej zadzwonić i porozmawiać, bo ja dzwoniłem i
opowiedziałem, co ty wyprawiasz - i ona jest CAŁKOWICIE PO MOJEJ STRONIE.
A kiedy zapytałam, dlaczego to zrobił, jak śmiał itd. - to on odpowiedział,
że chyba ma prawo pogadać sobie z kimś, KTO GO ROZUMIE I Z KIM MU SIĘ DOBRZE
ROZMAWIA.
Od tej rozmowy (to było przedwczoraj) coś we mnie pękło. Nasze kłótnie
trwają od roku, ale na więcej już nie mam siły ani ochoty. Myślę sobie, że
jeżeli ona tak dobrze go rozumie, to niech on sobie do niej wraca. Albo
niech idzie gdziekolwiek, daleko ode mnie i mojego życia.
Ale nie wywaliłam go z domu. Mamy małe dziecko. Kompletnie nie wiem, co
zrobić w takiej sytuacji.
Beata
    • amfenix Re: mój mąż pożalił się swojej eks 07.12.03, 10:40
      Powiem ci szczerze że od kilku dni czytam posty na macochach,choc nia nie
      jestem bo jestem raczej ta druga tą ex porzuconą nagle z dnia na dzień z
      jakimś kulawym wytłumaczeniem z kupą długów i rozdeptanym serduchem.Nie
      pisałam tu nigdy bo z tego co zauważyłam wszystkie dziewczyny w mojej sytuacji
      które ośmieliły sie wtrącić choć słówko były niemal linczowane.Pierwszy raz
      czytam list "nowej partnerki" ,która pisze że jej nowy związek,który miał byc
      wielkim wyzwoleniem dla faceta,wielkim spełnieniem po nieudanym i
      nieszczęśliwym małżeństwie z ta pierwsza nie układa się tak różowo.I nie czuje
      absolutnie żadnej satysfakcji......
      Dlaczego?Bo my tu sobie skaczemy do oczu a tak na prawdę większość winy
      ponoszą faceci.Ich asekuranckie postawy,ich niezdolność do rozwiązywania
      sytuacji bez krzywdzenia wszystkich wokoło.I absolutnie nie mówię tu o
      wszystkich panach.Ale o takich jak twoj nowy mąż i mój prawie ex.I ja na twoim
      miejscu nie wierzyłabym mu wcale w to co mówi o rozmowie z ex.Facet pogrywa
      sobie uczuciami twoimi i jej.Tak jak mój wkręcił mnie w wojnę z jego rodzicami
      przekręcając moje wypowiedzi oszukująć kręcąc i wzbudzając w obydwu stronach
      nienawiść.Jaka rada dla ciebie? Rozmawiać, rozmawiać z facetem ale
      szczerze.Może nawet skontaktować się z ex.DOwiedzieć się czemu ich związek nie
      wyszedł.Jeśli nie jesteście na wrogiej stopie może ci coś poradzi??Bo nie
      sądzę żeby po pięciu latach chciała ci go odebrać zwłaszcza że to ona się z
      nim rozwiodła.I życzę ci powodzenia.Oby nie sprawdziła się czarna dla "was" i
      dla "nas" wizja: "Zostawił raz zrobi to znowu drugi trzeci i dziesiąty raz... "
      • burza4 Re: mój mąż pożalił się swojej eks 08.12.03, 12:04
        Beato - wierzę, że mogłaś się wkurzyć, ale skoncentruj się na rozwiązaniu
        problemu, a nie na wątku ubocznym w postaci tego, że mąz akurat wspomniał coś o
        waszych kłopotach byłej żonie. Sama jestem w dość przyjacielskich stosunkach z
        byłym i też się zdarza, że mu doradzam (choć nie w tak osobistych kwestiach)
        albo wspomnę coś o moich układach - ale to nie znaczy, że chciałabym do niego
        wrócić, albo że jest mi bliższy niż obecny mąż. Po prostu zna mnie jak zły
        szeląg i czasem coś tam powie szczerze, jak patrzy na to czy na tamto.
        Najlepiej oczywiście jak się swoich problemów nie rozstrząsa na zewnątrz, ale
        czasem człowiekowi coś się po prostu wyrwie. Nie demonizuj tego, ważniejsze
        jest żebyś zastanowiła się skąd biorą się te kłótnie - bo piszesz, że pojawiły
        się jednocześnie z dzieckiem. I nad tym warto popracować, a nie skupiać nad
        mało ( w tym kontekście) znaczącym faktem, że akurat powiedział o tym byłej.

        Amfenix - współczuję, ale związek nie rozpada się z dnia na dzień. Mój
        poprzedni związek się rozpadł - i dla mnie był to kubeł zimnej wody. W
        pierwszej chwili tak to odbierałam - że nGLE - przecież wszystko było w
        najlepszym porządku, nie kłóciliśmy się, i nagle krach! Nie mogłam ani
        uwierzyć, ani się z tym pogodzić. Tyle, że mój partner wypunktował sytuacje,
        kiedy usiłował mi powiedzieć, co mu leży na wątrobie, a ja tego w ogóle nie
        słyszałam. Bo nie chciałam słyszeć, pogrążona we własnym wyobrażeniu, jak to
        nam się świetnie układa. Każdy związek (czy to pierwszy czy piętnasty) przeżywa
        dobre i gorsze chwile. Szczególnie jak pojawia się dziecko - dla każdego
        związku jest to trudny okres. Nie powinno się zwalać automatycznie całej winy
        na facetów, bo to uproszczenie, które może przynieść zgubne skutki. Bo zwalnia
        nas z obowiązku przyjrzenia się własnej osobie i popełnianym błędom.

        Nie trzeba przy tym generelizować - coz to znaczy "jeśli zostawił raz, zostawi
        drugi". Odeszłam od pierwszego męża, ale to nie znaczy, że przy pierwszym
        kryzysie porzucę aktualnego i zacznę kolejny raz wszystko od nowa. Podobnie jak
        spora grupa moich rozwiedzionych znajomych. Drugie związki jakoś trwają. Może
        dlatego, że obie strony starają się bardziej wiedząc już, że nic nie jest po
        prostu "dane" na całe życie?
    • beataost Re: mój mąż pożalił się swojej eks 09.12.03, 00:06
      Dzięki, amfenix, za szczerość i za rady, a Tobie, burza4, za zastrzeżenia,
      oczywiście słuszne - pewnie, że jedna taka rozmowa z eks nie byłaby warta łez
      ani przekreślania związku. Dla mnie to jednak była ta przysłowiowa kropla,
      która przelewa wypełnione naczynie. A nazbierało się już tego zbyt wiele...
      Masz rację, że powinnam w pierwszej kolejności "przepracować" najpoważniejszy
      problem, czyli kryzys NASZEGO małżeństwa, nieważne, który to związek z kolei.
      Ale to temat rzeka...
      Niewykluczone, że masz rację, amfenix, podejrzewając, że ta jego rozmowa z eks
      nie do końca tak przebiegała, jak on mi ją streścił. Może to było rzucone mi w
      bezczelny sposób ostrzeżenie - uważaj, bo jak dalej będziesz niegrzeczna, to
      ja mam gdzie wracać... Ona zresztą rzeczywiście raczej by go nie przyjęła! Nie
      znam jej prawie (może faktycznie, jak piszesz, powinnam do niej zadzwonić i
      pogadać?), ale wydaje mi się, że choć nie jest teraz z nikim nowym związana,
      to jednak ułożyła sobie życie całkiem sensownie i wcale nie marzy o jego
      powrocie! Przeciwnie, jak przeanalizuję ich związek (znany mi z jego relacji,
      ale przecież umiem także czytać między wierszami...), to widzę, że on chciał
      jej zafundować takie beznadziejne życie jak mnie w tej chwili - i też popsuło
      się im po przyjściu na świat dziecka! (teraz jego córka jest już dorosła,
      mieszka razem z matką w innym mieście, prawie się nie widujemy, tj. z eks nie
      widuję się wcale, a córka przyjeżdża raz w roku). Tak naprawdę to właśnie
      dopiero po rozstaniu się z nim ona stanęła na nogi i jest teraz niezależną
      kobietą z całkiem ciekawym życiem. Być może powinnam była zwrócić na to
      wszystko uwagę znacznie wcześniej i w ogóle nie pakować się w ten związek
      (poznaliśmy się kilka lat po jego rozwodzie), a już na pewno powinnam była
      wszystko dokładnie przeanalizować przed podjęciem decyzji o dziecku... Ale
      wiecie, jak jest. Człowiek się zakochuje i ślepnie. Dopiero potem odzyskuje
      się wzrok, kiedy jest za późno...
      Pozdrawiam Was - B.
      • burza4 Re: mój mąż pożalił się swojej eks 09.12.03, 10:03
        Beatko - pisząc o ex twojego męża jakbyś pisała o mnie sprzed kilku lat. Ja tez
        odeszłam od męża, też stanęłam na nogi (mimo tego, że przez kilka lat byłam
        sama) i tez moje życie nabrało rumieńców. Za żadne skarby świata nie wróciłabym
        do niego w żadnym momencie mojego życia, nawet wtedy, kiedy miałam kryzysy z
        powodu samotności. Nie wiem, co mogłaby wnieść rozmowa z ex. Ona inaczej niż ty
        postrzega tego faceta. Podobnie jak ja mojego byłego męża. On jest z kimś
        związany, jakoś razem przędą, jego obecnej partnerce najwidoczniej pasuje taki
        jaki jest - a ja go postrzegam jako totalnego nieudacznika, którego trzeba
        ciągnąć za sobą jak kulę u nogi. Dlatego uważam, że ta rozmowa niewiele
        wniesie - bo ona też nie zna całej sytuacji, a jej subiektywne odczucia i oceny
        nie muszą pokrywać się z twoimi, bo np. możecie zupełnie inaczej oceniać pewne
        zachowania czy sytuacje. Nie sądzę, żeby to co powiedział miało być
        ostrzeżeniem - on raczej szuka poparcia (w najgorszy możliwy sposób), bo sam
        nie może do ciebie dotrzeć.

        Jak się wałkuje jakiś temat sto razy, to po prostu przestaje się słuchać
        argumentów drugiej strony, tylko samemu "nadaje" swoją wersję. Dlatego szuka
        się wsparcia innych ludzi, którzy mają podobne podglądy, żeby się podeprzeć ich
        zdaniem. Bo ma się nadzieję, że w ten sposób ta druga osoba usłyszy to co
        chcemy jej powiedzieć. Że bardziej uszanujemy opinię kogoś z boku. Dlatego
        raczej porozmawiałabym z kimś bliskim wam obojgu, kto was zna "tu i teraz" i
        jest w stanie obiektywnie ocenić sytuację. Zdanie byłej, oddalonej o wiele
        kilometrów nie koniecznie musi być istotne. Cóż ona może wnieść? Informację o
        tym, jak twój mąż zachowywał się kilkanaście lat temu i jak ona go ocenia?
        • beataost Re: mój mąż pożalił się swojej eks 11.12.03, 23:51
          burza4 napisała:


          Dlatego uważam, że ta rozmowa niewiele
          > wniesie - bo ona też nie zna całej sytuacji, a jej subiektywne odczucia i
          oceny
          >
          > nie muszą pokrywać się z twoimi, bo np. możecie zupełnie inaczej oceniać
          pewne
          > zachowania czy sytuacje. Nie sądzę, żeby to co powiedział miało być
          > ostrzeżeniem - on raczej szuka poparcia (w najgorszy możliwy sposób), bo sam
          > nie może do ciebie dotrzeć.
          Tak, chyba masz rację, po namyśle postanowiłam, że jednak nie będę do niej
          dzwonić. W końcu ona była z nim w zupełnie innych okolicznościach, na innym
          etapie życia (jego, ich obojga). Teraz to wszystko już nie ma znaczenia.

          >Dlatego
          > raczej porozmawiałabym z kimś bliskim wam obojgu, kto was zna "tu i teraz" i
          > jest w stanie obiektywnie ocenić sytuację.
          Wymyśliłam coś jeszcze - rozmowę z osobą obcą, która żadnego z nas nie zna.
          Krótko mówiąc - psychologa. Terapię małżeńską. Może to jest coś, czego
          powinnam spróbować. Bo prawda jest taka, że ja chcę ratować ten związek.
          Rozpuściłam już wici i poszukuję dobrego psychologa od takich spraw, nie pójdę
          do pierwszego z brzegu, żeby nie mieć poczucia, że wyrzucam pieniądze na
          darmo.
          Jestem z Łodzi - jeśli znacie kogoś odpowiedniego w Łodzi lub niedaleko - to
          dajcie znać.
          Dzięki za rady.
          B.
Pełna wersja