pysia-2
09.12.03, 16:40
Jak juz moowilam jakis czas temu w ktooryms z watkoow, mamy z mezem maly
kryzysik. Maly kryzysik to znaczy totalne rozjechanie sie w dwie roozne
strony i kompletny brak porozumienia na kazdej plaszczyznie naszego zycia.
Kiedys bylam dumna z tego, ze potrafimy ze soba rozmawiac, ze kazdy konflikt
potrafimy rozwiazac za pomoca rozmowy, ze nic nie trzymamy w sobie, wszystkim
sie dzielimy... Od jakiegos czasu przestalismy to robic. Najpierw
niezauwazalnie sie od siebie oddalalismy, przestalismy dzielic sie naszymi
myslami, rozterkami i klopotami, a potem juz swiadomie nie rozmawialismy,
tylko kazde z nas coraz bardziej zacinalo sie w sobie, na zlosc drugiej
stronie milczalo, zamykalo sie w sobie... Do czego to prowadzi? Pewnie do
nikad, a wlasciwie do sadu.
No i wiecie co, dzisiaj calkiem niechcacy, nie wiadomo dlaczego zaczelismy
rozmawiac. Mury pekly, posypaly sie zale i zarzuty i ATMOSFERA OCZYSCILA
SIE!!!! Rozmowa jest lekiem na wszystko. Albo prawie na wszystko.