jaga2003
19.12.03, 13:54
Nie jestem macochą, ale mój ojciec ma drugą żonę - więc temat macochy dotyczy
mnie trochę z innej strony. Chciałabym się z Wami podzielić moimi uczuciami
do tej kobiety, a właściwie tym, jak się zmieniły - ale muszę zacząć od
początku.
Ojciec zaczął zdradzać moją mamę jak miałam 6 miesięcy (to jej relacja) z
koleżanką z pracy. Odkąd pamiętam, zawsze wiedziałam, że ojciec ma jakieś
drugie życie. Z moją mamą byli skrajnie niedobrani, więc dzieciństwo miałam
smutne, pełne awantur i pretensji mamy do mnie, że zawsze trzymam stronę taty
(tak to już jest z córeczkami) Od mojej przyszłej macochy dostawałam czasem
za pośrednictwem taty prezenty (tzn on nie mówił, że to od niej, ale czapki
na drutach sam by przecież nie zrobił

Oczywiście nienawidziłam tej
kobiety - nie znając jej - za to, że odbiera mi ojca itp. W końcu ojciec
oficjalnie wyprowadził się jak zaczynałam liceum. Założyli sprawę rozwodową i
jakoś po rozwodzie dowiedziałam się, że będę miała przyrodnie rodzeństwo. A w
następnym roku spędziłam z nimi wakacje, oficjalnie poznając moją macochę i
swoją siostrzyczkę. Od tego czasu minęło wiele lat (teraz jestem po 30-tce).
Trudnych. Czasami nienawidziłam tego serdecznie (raz wykrzyczałam jej w
twarz, że ukradła mi ojca), czasami miałam wszystko gdzieś. Ale przez te
wszystkie lata moja macocha nigdy nie wystąpiła przeciwko mnie. Nie
nastawiała ojca przeciwko mnie, nie dawała mi odczuć, że wygrała itp. Nigdy
nie czułam się u nich w domu persona non grata. Ja nie odpłacałam jej tym
samym - do dzisiaj mam problem z akceptacją siostry i męczę się tym, że to
przecież nie jej wina, że miała wszystko to, co mi nie było dane. Ale nigdy
nie usłyszałam słowa od mojej macochy, że mogłabym lepiej traktować siostrę,
jakiś pretensji czy coś.
Z biegiem czasu zmieniłam się i inaczej zaczęłam patrzeć na moją macochę.
Wyszłam bardzo szczęśliwie za mąż, teraz oczekujemy pierwszego dziecka. I
bardzo się cieszę, że moje dziecko będzie miało 3 babcie. Nabrałam dystansu
do swojego dzieciństwa i teraz dopiero widzę, ile wysiłku i samozaparcia moja
macocha włożyła w naszą relację. A na pewno nie było jej łatwo - moi rodzice
byli niedobrani, ale (nie chcę nikogo urazić) jednak była tą trzecią, a ja
jej sobą o tym przypominam.
W pewnym sensie kocham moją macochę, a na pewno jest dla mnie rodziną.
Czasami wolę z nią utrzymywać kontakt niz z ojcem. Doceniłam to, że jest
dobrym człowiekiem - i myślę tak mimo łączącej nas przeszłości, mimo
negatywnego nastawiania mojej mamy, itp. Ale jest tak, bo ona zawsze bardzo
się starała. Wiem, że ona też czuje, że się zmieniłam - staram się okazywać
jej, że jest dla mnie ważna, że ją bardzo lubię i akceptuję. Pierwszą ciążę
poroniłam, a ona jakoś tak mnie wtedy pogłaskała po plecach, z takim
współczuciem, że nie zapomnę jej tego do końca życia. Chciałabym jej jakoś
wynagrodzić, że zawsze była dla mnie dobra - tyle lat jeszcze przed nami, że
pewnie będę miała okazję

)
W każdym razie chciałam Wam przekazać, że co prawda nie jest łatwo dziecku
zaakceptować drugą żonę, ale tak nie musi być zawsze. Jestem wdzięczna mojej
macosze, że przez tyle lat zawsze wyciągała do mnie rękę i teraz obie
jesteśmy pogodzone z losem, ze sobą i możemy obie być szczęśliwe bez wyrzutów
sumienia.
Pozdrawiam
jaga