ulewa1
20.12.03, 15:38
Jestem tu po raz pierwszy, ale nie jestem tu przypadkiem. Piszę, poniewaz
czuję, że w moim małżenstwie jest coraz gorzej. Zacznę od początku. Dwa lata
temu wyszlam za mąż za 10 lat starszego mężczyznę z 10 letnim dzieckiem.
Zdawałam sobie sprawę, że nie zawsze będzie różowo, ale myślałam, że jak
ludzie się kochają... Mieszkamy we trójkę, dziecko ma tylko nas (nie ma
biologicznej mamy od kilku lat). Nie mogę poradzic sobie z chlopcem, a co za
tym idzie coraz bardziej sie do niego zniechęcam. Nieustannie kłócę się z
mężem - powód dziecko. Nie mam żadnych doświadczeń. Potrafię podać
obiad,sprawdzić wypracowanie, wyprasować koszulę.Nie potrafię pokochać. Nie
portafię zrozumiec, ze dziecko kłamie, ma o wszystko pretensje. Probowałam
rozmawiac o tym z dzieckiem, zabierałam na lody, spacery, by sie otworzył i
powiedzial, czego oczekuje.Nic to nie dało. Nastolatek zamyka się w sobie,
przy czym żadne tłumaczenia do niego nie trafiają. Uwielbia przy tym wszelkie
wyjazdy, wyjścia. Czuję się cora bardziej zagubiona. Ja też mam pretensje,
teraz się juz z nimi nawet nie kryję.O wszystkim informuję mojego meża.
Zresztą tylko on jest w stanie wpłynać na dziecko. Co miesiąc przeżywam
ogromny stres z powodu rachunków telefonicznych. Ciężko pracujemy, ale też
oszczedzamy żeby w domu niczego nie brakowało. Jak wytłumaczyć dziecku, że
telefon nie służy do pogaduszek z kolegami? Czy mam się pozbawić łącznośći z
rodziną (wyprowadziłam się kilkaset km od domu rodzinnego), zlikwidować
telefon z powodu dziecka? Nie mogę o tym rozmawiac z mężem, który czesto
zmienia w tej kwestii zdanie (ostatnio stwierdził, ze syn widocznie ma takie
potrzeby, a on nie będzie mu wszystkiego zabraniał). Dodam też, że w 80% ja
utrzymuję dom. Niby rozumiem mojego meża. Może ja w stosunku do własnego
dziecka też byłabym taka liberalna? Ale to wszystko boli. Czuję, że nasze
kłótnie bardzo satysfakcjonują nastolatka. Mąż mi zarzuca, że nie potrafię
nic dobrego powiedziec o dziecku. I to jest prawda. Tak wiele razy się na nim
zawiodłam, że nie potrafię. Co mam robić? Coraz cześciej myślę, żeby to
wszystko zostawic i zwyczajnie uciec. (zresztą wczoraj usłyszałam z ust
mojego ukochanego męża, że droga wolna). Wiem też, ze sama na pewno dalabym
sobie świetnie radę. Tylko, zadaję sobie pytanie, czy to najlepsze wyjście?
Czy mam przyznac się do tego, że maje małżenstwo, dla którego tak wiele
poświęciłam, okazało się porażką?