femalespirit
29.12.03, 15:08
Wczoraj nasza eks zadzwonila, ze wlasnie jest w podrozy za granice i wraca za
dwa tygodnie... oczywiscie nie raczyla nas wczesniej poinformowac, nasze
plany w ogole sa bez znaczenia. Dodam, ze zostawila dwoje dzieci (13 i 15
lat, ale niesamodzielne) pod opieka dochodzaca dziadka, bez pieniedzy i z
pusta lodowka. Byla bardzo zdziwiona, ze moj M. w ogole ma jakies pretensje -
powinien sie wrecz cieszyc, ze go w ogole poinformowala, ze wyjezdza...
Normalnie mam dosc tej baby. Rozmawialismy z M. i odliczymy jej pieniadze,
ktore wydamy na utrzymanie dzieci od alimentow. Myslimy w ogole o zmiejszeniu
alimentow - poniewaz ona w ogole nie wywiazuje sie z obowiazku opieki nad
nimi (nie ma jej srednio 10-15 dni w miesiacu), regularnie zostawia dzieci
bez grosza, na wszystkie wyjscia, rozrywki, wieksze zakupy biora od ojca,
karmi ich wylacznie hamburgerami w McDonaldzie (nie pamietam, kiedy jadly
obiad, ktorego ja czy M. nie ugotowalismy), a na pobyt ich u nas w czasie jej
wyjazdow sie nie zgadza. Dosc tego. Zapowiada sie wojna, ale nie widze
powodow finansowania jej wiecznej beztroski i powodow wiecznego ustepowania z
naszymi potrzebami w takich sytuacjach - to jest po prostu wredny szantaz, bo
przeciez nie olejemy tych dzieci. Ale zamierzam postawic sprawe jasno - skoro
ona sie wykreca od opieki, na obiad musza przychodzic do nas, przymusowego
dla nas Sylwestra w domu spedza u nas, czy ona sie zgadza, czy nie. Co o tym
myslicie?