Efekt końcowy

28.01.04, 22:52
Jadę spokojnie, w kolumnie innych biedaków wracających z pracy.
Większość jedzie grzecznie, cierpimy razem katusze męczącego powrotu do domu
po całym dniu wyczerpującej pracy.
Na szybkościomierzu utrzymuje się przez większość czasu 60-70/h, droga poza
obszarem zabudowanym, wąska, po jednym pasie w każdym kierunku.
Nie jest źle. Przede mną jeszcz tylko 20 km, za 20 minut powinienem być w
domu...

Nagle widzę w lusterku reflektory audi szarpiącego się i wyrywającego z
kolummny. Pędzi po przeciwnym pasie, śmignął koło mnie i wcisnął się dwa
samochody przede mną na centymetry przed maską hamującego samochodu, który
wyjechał zza zakrętu. Poleciały błyski „stopów” wzdłuż kolumny, jak kostki
domina.
Szlag trafił całą spokojną, płynną jazdę. Hamuję do czterdziestki, powoli
kolumna się uspokaja i przyspiesza do dawnej sześćdziesiątki.
Nie na długo.
Za zakrętem audi znowu wyskoczyło i wyrąbało sobie kolejne piętnaście metrów
wyprzedzając dwa samochody. Wbiło się i znowu poleciało czerwone domino.
Kutas walczył tak długo – błyski stopów daleko z przodu widziałem jeszcze
długo.

Po kwadransie znowu go spotkałem. Czterdziestoproletni facet stał przed bramą
posesji i zaczynał otwierać kłódkę.

Na odcinku piętnastu kilometrów przez kwadrans wariackiej jazdy, wyprzedzania
przed zakrętami i o włos od człówek, facet zdążył nadrobić ok. dwudziestu
sekund. Przez ten czas zdążył tylko wyjść z samochodu i sięgnąć do kłódki.

Wkurwiając dziesiątki kierowców i stwarzając wiele niebezpiecznych sytuacji
kutas zyskał dwadzieścia sekund. Przez ten czas nawet nie otworzył kłódki.
A gdyby mu kur... upadł kluczyk na ziemię, albo kłódka zamarzła?
To jaki byłby efekt końcowy tego szaleństwa?
Mniej niż jeden cykl zmiany świateł.

Wszystko zależy, jaki facet miał cel – czy było nim prześcignięcie
kilkudziesięciu samochodów, czy szybsze dojechanie do celu?
Bo jeśli to pierwsze, to mu się udało.
Ale jeśli to drugie, to mimo, że nie był młodym gnojkiem bez doświadczenia,
to okazał się kompletnym kretynem narażającym życie własne i cudze dla chwili
satysfakcji.
Dwudziestu sekund satysfakcji.

Ja rzadko wyprzedzam w kolumnie, z wyjątkiem chęci pozbycia się sprzed nosa
smrodzacego lub oślepiającego poprzednika.

A jaki Wy macie cel wyprzedzając?

Mejson
    • typson Re: Efekt końcowy 28.01.04, 23:11
      Czesto wyprzedzam kolumne by nie jechac w kolumnie ;-)

      Jestem zdania, ze taka jazda usypia otumania i latwoej zaparkowaac wtedy w
      czudzym bagazniku. Jest to niebezpieczne zwlaszcza gdy znajdziesz sie miedzy
      tirami. Od tej reguly jest jednak kilka wyjatkow.

      - jesli mam sie wciskac jak wspomniane audi to sie powstrzymuje
      - opisana przez Ciebie droga przypomina mi wal miedzeszynski w wawie. Tam
      podrozuje sie ze stala predkoscia 50-70 km/h i wyprzedzanie kolumny wywoluje
      dokladnie takie same efekty (jakie wywolal Pan Kutas). Gdy znam takie miejsca,
      gdzie tworza sie tego typu kolumny to nie wyprzedzam
      • wowo5 Re: Efekt końcowy 29.01.04, 03:52
        typson napisał:

        > Czesto wyprzedzam kolumne by nie jechac w kolumnie ;-)
        >
        > Jestem zdania, ze taka jazda usypia otumania i latwoej zaparkowaac wtedy w
        > czudzym bagazniku. Jest to niebezpieczne zwlaszcza gdy znajdziesz sie miedzy
        > tirami. Od tej reguly jest jednak kilka wyjatkow.
        >
        > - jesli mam sie wciskac jak wspomniane audi to sie powstrzymuje
        > - opisana przez Ciebie droga przypomina mi wal miedzeszynski w wawie. Tam
        > podrozuje sie ze stala predkoscia 50-70 km/h i wyprzedzanie kolumny wywoluje
        > dokladnie takie same efekty (jakie wywolal Pan Kutas). Gdy znam takie
        miejsca,
        > gdzie tworza sie tego typu kolumny to nie wyprzedzam
        W takiej sytuacji ja jade poslusznie w kolumnie, chyba ze naprawde sie wlecze
        ale nie mieszkam w Polsce. Tutaj w New Jersey to normalne, chociaz wariaci jak
        ten w Audi tez sie oczywiscie zdarzaja.
        • typson Re: Efekt końcowy 29.01.04, 09:13
          O, New Jersey - czy Twoimi sasiadami sa Jay & Silent Bob ??

          pzdr
      • mejson.e5 Kolumny 29.01.04, 12:03
        Na trasie lubię jeździć swoim tempem, przeszkadza mi czasami prędkość mniejsza
        od mojej nawet o parę km/h.
        Kolumny na trasie są męczące i z reguły wystarczy wyprzedzić, by mieć przez
        dłuższy czas spokój.
        Co innego na lokalnych dojazdach, gdzie kolumna ma nieskończoną długość - wg
        definicji czasoprzestrzeni - od rogatek do wieczora :-)
        Wtedy najbardziej racjonalną metodą jest grzeczna jazda w kolumnie nawet z małą
        prędkością - szybciej się nie uda.

        Pozdrawiam,

        Mejson
    • h.i.p Re: Efekt końcowy 29.01.04, 13:06
      Jazda w kolumnie ze stałą prędkością zbliżoną do dozwolonej na danej drodze
      mnie nie męczy. Nie wyprzedzam w takich przypadkach. Nie lubię natomiast
      jeździć za samochodem ograniczającym widoczność. Wyprzedzam też oczywiście auta
      jadące zdecydowanie wolniej od prędkości jaka mi odpowiada.
      I jeszcze jedno: często, zwłaszcza w wakacje, zdarzają się kawalkady wariatów
      (większość okratowani) zapieprzający 120-130 i tasujący się bezustannie. Jeśli
      znajdę się w grupie takich pojebów wtedy zwalniam i pozwalam tym głupkom jak
      najszybciej się ode mnie oddalić.
      pozdr
      • tomek854 Re: Efekt końcowy 29.01.04, 13:48
        h.i.p napisał:

        > I jeszcze jedno: często, zwłaszcza w wakacje, zdarzają się kawalkady wariatów
        > (większość okratowani) zapieprzający 120-130 i tasujący się bezustannie. Jeśli
        > znajdę się w grupie takich pojebów wtedy zwalniam i pozwalam tym głupkom jak
        > najszybciej się ode mnie oddalić.

        Zgoda, zgoda, tylko ze tacy okratowani kretyni zdrzaja sie nie tylko w wakacje... Chyba ze Ty
        po prostu najczesciej w wakacje wyruszasz za miasto i wtedy ich widujesz... Ja jak jezdze z
        firmy to widze takich kretynow o kazdej porze roku, a takze takich kretybnow do kwadratu
        ktorzy jada tak po oblodzonej jezdni :)
        > pozdr

        • h.i.p Re: Efekt końcowy 29.01.04, 14:18
          tomek854 napisał:

          tacy okratowani kretyni zdrzaja sie nie tylko w wakacje.

          hip: Tylko poza miesiącami letnimi są to raczej pojedyńcze osobniki. A ja mówię
          o stadach. Jeżdżę często W-wa-Gdańsk od wiosny do jesieni. Na wiosnę i po
          wakacjach takie stada raczej się nie zdarzają. W miesiącach letnich normalką
          jest 15-20 okratowanych wariatów tasujących się bezustannie przy prędkościach
          120-130, potem 500m pustej drogi i następne stado szalonych pojebów.
          pozdr
          • tomek854 Re: Efekt końcowy 30.01.04, 12:57
            h.i.p napisał:

            > hip: Tylko poza miesiącami letnimi są to raczej pojedyńcze osobniki. A ja
            mówię
            >
            > o stadach. Jeżdżę często W-wa-Gdańsk od wiosny do jesieni. Na wiosnę i po
            > wakacjach takie stada raczej się nie zdarzają. W miesiącach letnich normalką
            > jest 15-20 okratowanych wariatów tasujących się bezustannie przy prędkościach
            > 120-130, potem 500m pustej drogi i następne stado szalonych pojebów.
            > pozdr

            A ja jezdze przez caly rok. najczesciej z Wroclawia w strone Zielonej Gory (
            czasem az do Szczecina) na Gorny Slask i po Dolnnym, Slasku i takiej zaleznosci
            nie zauwazam... Ale to nie wazne, nie ma o co kopii kruszyc - kretyni to sa i
            basta !
      • sherlock_holmes Re: Efekt końcowy 29.01.04, 18:08
        Robie podobnie - gdy kolumna jest dluga, nawet nie zaczynam myslec o wyprzedzaniu. Jezeli jedzie ciezarowka 50km/h, za nia kilku bojazliwych kierowcow, nie ma rady, trzeba wyprzedzac. I tez mnie wkurzaja duze samochody, zza ktorych nic nie widac. Bardzo sobie cenie jazde plynna, a gdy widze droge na 20-30m, to troche za malo...
        Temat kratek nigdy nie umrze - chyba ze sami sie wyeliminuja wszyscy, ktorzy mysla,ze samochod sluzbowy chroni przed wszystkim... Zreszta - daleko nie bede szukal. W mojej firmie moge na palcach jednej reki policzyc gosci, z ktorymi nie boje sie jechac. A takich, ktorzy zakratowanym zlomem (przebieg rzedu 300 tys km) jezdza 140-150km/h jest wiekszosc. Oczywiscie wszystko w imie "asertywnosci", k..wa mac!
    • aankaa Re: Efekt końcowy 29.01.04, 18:04
      jazda w kolumnie - jak pisali wyżej - usypiająca i stępiająca zmysły na maxa,
      jeśli jest możliwość (w miare długi - na możliwość mojego szosolota - prosty
      odcinek, zero szansy na buziaki z przeciwka - wyprzedzam)

      a Pan K, może te 20 sekund pozwoliło mu upewnić się o (nie?)wierności żony ???
Inne wątki na temat:
Pełna wersja