wiktor_l
09.02.10, 23:08
Dużo jeżdżę, w robocie i hobbystycznie. Różnie bywa, ale przez kilkanaście w
sumie lat udało mi sie nie mieć poważnej kolizji, w sumie to miałem jedną
niepoważną.
Jutro o 5 wyjeżdzam, najpierw Warszawa, pozniej dalej, pozniej znow do
Niemiec. No i pojechalem ok 21 blisko mnie, na BP przy rondzie Obornickim
zatankować i umyć niesamowicie brudny samochod. Jest tam BP+McDrive, a rondo
to 2 tranzytowe trasy często uczęszczane przez ciezarowki. Schemat jest taki,
że żeby wyjechać w interesującym mnie kierunku ze stacji są specjalne światla.
Zatrzymują ruch obleganej trasy żeby umożliwić wjazd ze stacji/Mcwymiota, a
następnie za jakieś 50 m jest rondo z kolejnym zestawem świateł. Czyli jadący
od Lechickiej mają 2 komplety świateł.
Wyjechałem z myjni, mam czerwone. Zmienia się na zielone, ruszam powoli i coś
mnie tknęło - zerknąłem w lewo i zobaczyłem zapierdalającą pomarańczową scanię
z naczepą. Dalem po heblach, szczęsliwie nikt za mną nie ruszał.
Ten chuj po prostu albo patrzył na dalsze światla (tez mial czerwone, ale
ledwo się tam zatrzymał mocno hamując), albo wjechal na baaaardzo ciemno
pomaranczowym. Nawet nie widział że na zielonym wjechalem dziobem na jego pas,
przejechał jakies 40 cm ode mnie.
Spokojny czlowiek jestem, ale na tych nastepnych swiatlach zgasilem samochod,
wysiadlem ale wtedy ten wieprz na zielonej strzalce skrecil w prawo w
Obornicką. Nie chciało mi się go gonić, a raczej bylem zbyt wkurwiony.
Chuju jeden, uważający się za dobrego kierowcę (tak często bronię tirowców),
50-paro letni debilu. Zanim kogoś zabijesz, po prostu rzuć ten zawód, nie jest
dla Ciebie.