Wieczór z Wolterem i Tuskiem...

20.03.10, 21:09
Ale od początku.

Otóż luba moja ukochana zaraz na początku naszego związku rzuciła palenie, a
potem jak się kiedyś pokłóciliśmy po dwóch latach to zaczęła palić znowu. Ale
oczywiście bardzo mi się to nie podobało, więc postanowiła rzucić. I rzuciła z
dnia na dzień - to znaczy poszła się zapisać na taki szkocki program rzucania
palenia w którym się dostaje takie plasterki, ale się bała czy to nie
szczypie, wiec po prostu przestała palić i mamy całą szufladę plasterków teraz.

Niemniej jednak od pewnego czasu od czasu do czasu popala. Próbowała
wszystkiego - najpierw próbowała mi wmówić, że jak ktoś tylko popala to nie
pali. Ja mówiłem, że nie można być "trochę martwym" - albo się pali, albo
się nie pali, a nie popala, tak samo jak albo się żyje albo się nie żyje, nie
można sobie "pożywać". NIe przekonało, ale zobaczyła że im więcej popala tym
więcej ją ciągnie.

Ostatnio trochę stresów było, więc troszkę przez wyrozumiałość tolerowałem,
ale stresy się skonczyły a popalanie podparte wymówką "bo muszę odreagować"
"bo muszę się wyluzować" zostało. Do tego doszedł zarzut że ona dlatego nie
może rzucić palenia, że ją nie wspieram. Troszkę mnie zawiłość tego
rozumowania zbiła z tropu, bo oczekiwanie że będę pochwalać palenie jako droga
do jego rzucenia wydaje mi się dość pokręcone... No i zanim się pozbierałem z
tego zdumienia zrobiło się że co tydzień mamy jedną albo dwie "ostatnie"
paczki. Na szczęscie po prostu przestałem się zastanawiać nad tamtą logiką i
wróciłem na swoje twarde stanowisko, tymbardziej że wraz z częstotliwością
"ostatnich" paczek wzrastała intensywność obiecywanek że ta to jest właśnie ta
naprawdę ostatnia.

No i dzisiaj szliśmy na imprezę. Luba zadowolona z siebie oznajmia mi, że
pewnie mi się to nie spodoba, ale ona sobie kupiła papierosy i zamierza je
wypalić żeby się dobrze bawić. Ja oznajmiłem, że w takim razie nie idę, bo mi
strasznie działa na nerwy jak ona pali, wiec się i tak nie będę dobrze bawić.
Tu zaczęło się oskarżenie mnie o to, jak ja wszystko robię żeby popsuć, przy
czym zawiłość niektórych wątków rozumowania przewyższała tą
skomplikowaną logikę którą Wam przybliżyłem wcześniej. Ponieważ
moją odpowiedzią jest tylko to, ze jeżeli chce się dobrze bawić, to niech nie
pali, to ją będę na rękach nosić, natomiast jeżeli będzie palić, to ja
się będę wkurzać i jeżeli warunkiem koniecznym dobrej zabawy jestem ja to
żadnej dobrej zabawy nie będzie, usłyszałem wszystkie sobie winy od późnego
ordowiku po dziś.

Wkurzyłem się trochę i powiedziałem "albo fajki idą na imprezę, albo ja". No i
tak sobie siedzę sam w domu, czytam Woltera (zaległa lektura na Francuski) a w
kolejce czeka książka Tuska (potrzebne mi do eseju o centroprawicowych
partiach w Polsce).

Nawet mi się trochę zachciało ruszyć z domu, ale miałem właśnie telefon z
pretensjami i już mi się odechciało - tak źle w domu nie jest, a te przygody
Kandyda to nawet ciekawe :-)

No ale sie chciałem wygadać bo mnie to wkurza mimo wszystko - ja wiem, że
nałóg i tak dalej, ale żeby przegrać plebiscyt z fajkami to trochę nie teges :-)
    • typson Re: Wieczór z Wolterem i Tuskiem... 20.03.10, 21:22
      wiem, ze chcesz dobrze ale nie jest dobrze palaczowi zabraniać palenia lub je
      wypominać - to tylko źródło potencjalnych konfliktów. Musisz zmienić podejscie
      • tomek854 Re: Wieczór z Wolterem i Tuskiem... 20.03.10, 21:46
        Toż nie wypominam - siedzę w domu sobie, piję herbatkę i w sumie wcale mi nie
        jest źle :-)
    • lexus400 Re: Wieczór z Wolterem i Tuskiem... 21.03.10, 08:08
      Oj wiem coś o tym - 30 lat przepaliłem, żeby stwierdzić, że palenie jest do dupy
      i bez sensu.
    • lexus400 Re: Wieczór z Wolterem i Tuskiem... 21.03.10, 08:12
      .....aaaa tak żartobliwie powiem, że w klinice kardiologii mają takie stanowisko
      do koronarografii, jest tam taka "leżanka" pod monitorami, na której wszyscy
      którzy przeżyją rzucają palenie:)).
    • edek40 Re: Wieczór z Wolterem i Tuskiem... 21.03.10, 09:48
      Moja rowniez palila. Ja jednak nie mialem zadnych oporow. Co znalazlem fajki czy
      nawet zapalki/zapalniczke, to niszczylem ostentacyjnie. O dziwo udalo sie. Chyba
      z rok to trwalo. Ona, moja kobialka, zaczela palic w szkole, to oczywiste.
      Doszla do perfekcji w pracy, gdzie jesli sie nie pali, to mozna umrzec z nudow.
      Ale zabralem ja z tego zlego miejsca zepsucia :)

      Faktem jest, ze bardzo jej pomoglo (poza moja konsekwentna krucjata) ze w
      zasadzie malo kto z naszych znajomych pali, a ci "pracowi" to nie bylo na tyle
      ciekawe towarzystwo, aby utrzymywac kontakty.

      Teraz, jak wielu "nawroconych", jest zacieklym antynikotynem.
      • lobuzek1 Re: Wieczór z Wolterem i Tuskiem... 21.03.10, 20:15
        Ja wczoraj na wieczorze kawalerskim kumpla parę fajek wypaliłem i do południa
        miałem dzień wewnętrzny. Mimo, iż na studiach paliłem, to teraz zapalę wyłącznie
        okazjonalnie i jakoś mnie nie ciągnie. Na szczęście nie odczuwam chęci zapalenia
        w stresujących sytuacjach.
    • wujaszek_joe Re: Wieczór z Wolterem i Tuskiem... 21.03.10, 23:13
      prawdziwy nałogowiec prędzej rzuci ciebie niż papierosy. Raz nie paliłem
      10miesięcy. Teraz jak pomyślę o tym, że trzeba to rzucic, od razu wychodzę na
      papierosa. I myslę nad tym, jakie to jest gówno.

      Zrób jej dziecko, w ciąży nałóg mocno słabnie:)
      • tomek854 Re: Wieczór z Wolterem i Tuskiem... 22.03.10, 02:14
        No wlasnie problem w tym, ze ona moze rzucic. Jak postanowila rzucic za
        pierwszym razem, to po prostu przestala palic z dnia na dzien i gdybysmy sie nie
        poklocili to pewnie dalej by nie palila.

        Za drugim razem tez, zaopatrzyla sie w plasterki a nie byly potrzebne...

        Tymbardziej boli, ze przegrywam...
        • tomek854 Re: Wieczór z Wolterem i Tuskiem... 22.03.10, 02:18
          tak w ogole. Wrocila, porozmawialismy, wyjasnilismy sobie pare rzeczy. Stanelo
          na tym, ze nie pali, bo wie, ze to zle, choc wiadomo, ze ciagnac ja bedzie. Mam
          wspierac, ale ma mi dac szanse to znaczy przyjsc jak jej sie zachce zebym mial
          czym ja zajac.

          Ja ze swojej strony powiedzialem, ze nie ma co oczekiwac, ze bede to akceptowal.

          Powtarzala sto razy, ze juz nie pali. Ja na to, ze zawsze tak mowi przy
          ostatniej paczce, a potem trzeba ja skonczyc, powiedziala, ze nie, ze juz nigdy
          tak, ze decyzja podjeta i tak dalej.

          Piec godzin pozniej "ide zapalic".

          Szlag mnie trafil, reszta paczki poplynela kanalizacja.

          Okazalo sie, ze nie chce mnie na oczy widziec. Spie u znajomych. Wkurwia mnie
          to, bo tu tez po prawdzie nie tylko o papierosy chodzi.

          Tymczasem: dziecka jej nie zrobie, skoro pali. Jak ma w dupie to, ze mi robi w
          pewnym sensie krzywde tym, ze pali (druga noc przeklocona, a mialem sie uczyc na
          egzamin z jej pomoca) to jaka mam gwarancje, ze dzieckiem sie przejmie?
      • mrzagi01 Re: Wieczór z Wolterem i Tuskiem... 22.03.10, 08:24
        wujaszek_joe napisał:

        > prawdziwy nałogowiec prędzej rzuci ciebie niż papierosy. Raz nie
        paliłem
        > 10miesięcy. Teraz jak pomyślę o tym, że trzeba to rzucic, od razu
        wychodzę na
        > papierosa. I myslę nad tym, jakie to jest gówno.

        W lutym minął szczęśliwy drugi rok niepalenia. Nieślubna rzuciła 7
        lat temu zaszedłszy w ciążę. Obydwoje wyczerpywaliśmy definicję
        nałogowca (znajomi byli doskonale zorientowani, że jak kończyły się
        fajki, to należało się od nas dyskretnie oddalić na bezpieczny
        dystans.) Zaskakująco szybko (po 2 miesiącach niespełna?) szlugi
        stały mi się obojętne, odkryłem za to zalety wzrostu poziomu
        hemoglobiny co przełożyło się na iście olimpijską eksplozję kondycji.
        A w ogóle rzuciłem bez jakichkolwiek wspomagaczy- plasterków, gum z
        nikotyną itp... Uwazam, ze głód nikotynowy to rozdmuchana ściema
        (żeby wciskać te plasterki) cały bajer w atrakcyjności pozy siedzenia
        z fają i puszczania kółek z dymu.
        >
        > Zrób jej dziecko, w ciąży nałóg mocno słabnie:)

        tak, to może być metoda :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja