tomek854
23.04.10, 20:40
Miałem ostatnio dostawę na budowę. Budowano farmę wiatrakową. Więc po
zajechaniu pod szlaban i budkę ciecia w środku lasu poinformowano mnie, że
budowa jest 7 km dalej leśną, piaszczystą drogą.
Jazda była super, przez takie dzikie wrzosowiska i po grzbiecie gór... Ale ja
nie o tym miałem pisać.
Otóż na dzień dobry poproszono mnie o włączenie awaryjnych świateł. Było to
spowodowoane, że moja ciężarówka nie jest wyposażona w takiego pomarańczowego
koguta, a zasady BHP mówią o tym, że pomarańczowe światło błyskowe musi być.
Spoko, żadna filozofia póki jadę sobie przez dzicz, mogę choćby i trąbić co 10
sekund jak im się to podoba i włożyć nos klauna. Natomiast jak już dojeżdzam
na ruchliwy plac budowy gdzie kilkanaście pojazdów na raz porusza się po
skomplikowanej sieci tymczasowych dróg i ściezynek a kilkudziesięciu ludzi
lata jak w ukropie przenosząc jakieś żelastwa (nie wiem, trafiłem na dzień
polski, czy jak?), możliwość używania kierunkowskazów byłaby przydatna... Ale
nie mogłem tego zrobić, ponieważ musiałem mieć awaryjne. Więc oczywiście
machanie rękami, pokazywanie palcami, nieporozumienia...
Pytanie pierwsze: w jaki sposób i w jakim stopniu zwiększyło się
bezpieczeństwo moje i innych skoro jedynym zauważalnym efektem były
nieporozumienia dotyczące mojego kierunku jazdy? A może chodziło o to, żeby
mnie widzieli z daleka że nadjeżdzam zapierdalając trzykrotnie przekraczając
dozwoloną prędkość przez wrzosowiska? (na całym odcinku 7 km było ograniczenie
do 10 na godzinę, ja jechałem 30, na co ciaśniejszych zakrętach zwalniając do
20 a na prostej i szerokiej jak lotnisko piaszczystej łasze rozbujałem sie aż
do 40). Wątpię, bo smuga kurzu jaki zostawiał każdy jadący samochód była chyba
widoczna z kosmosu.
No ale to nic. Teraz będzie najlepsze. Otóż dostawa moja składała się z 6
bodajże 15 litrowych puszek jakiegoś chemicznego świństwa. 5 dosięgnąlem z
zewnątrz a po szóstą musiałem wleźć na pakę. I tu mnie powstrzymano. Nakazano
przejechac ciężarówką na wielki, zakładam specjalnie przygotowany w tym celu
plac, który ogrodzono pachołkami z odblaskową taśmą. Następnie wózek widłowy
pojechał do lasu i przytargał z tamtąd wielką poduchę, taką że do środka
wrzuciłbym Lotusa Elise i jeszcze mógł dopchać paroma skuterami. Poduchę tą
pieczołowicie ułożono koło mojej ciężarówki. Czynnośc tą powtórzono 5 razy, bo
musiałybyć po dwie poduchy z każdej strony i jedna z tyłu. Trwało to wszystko
z 10 minut i wtedy zostałem dopuszczony do wlezienia na pakę i wzięcia tej
puchy. Potem 10 minut odwożenia poduch do lasu i mogłem jechać.
Po prostu to jest takie zbałwanienie, że jakby mi ktoś powiedział, to bym mu
chyba nie uwierzył... Jakim cudem oni są w stanie w ogóle cokolwiek zbudowac?