A mi smutno.

20.08.10, 02:53
Pamiętacie jak Was prosiłem o trzymanie kciuków? Wiem, że trzymaliście ostro,
ale chyba jakby cały świat trzymał to by się nie udało.

Wygląda na to, że nie uda mi się uratować mojego związku. Dużo tu jest różnych
różności o których nie chcę pisać i dużo jest skomplikowanych spraw (jeden z
Was wie trochę więcej i chciałem mu podziękować za mejlowe wsparcie i porady),
ale niestety nie da się pomóc komuś, kto sam sobie nie chce pomóc a na walkę z
wiatrakami nie mam więcej siły.

Po raz n-setny usłyszałem kilka dni temu, że odchodzi i po raz pierwszy nie
podjąłem walki o uratowanie Nas. Przejechała po tym jak czołg po ołówku i
przeszła wprost do zagadnień takich jak kto i kiedy się wyprowadza.

Strasznie mi smutno, choć mam jeszcze nadzieję na cudowną odmianę. Ale to
podobno matka głupich jest.

Sobie popłakałem całą noc, a miałem spać, bo za pół godziny ruszam w długą
trasę. Jak nie wrócę za dwa dni to znaczy, że się gdzieś rozpierdoliłem po
drodze, módlcie się wtedy żebym kogoś nie zabił.

Na razie i sory za wywnętrzenie się. :(
    • derwisz911 Re: A mi smutno. 20.08.10, 03:08
      Prowadz, kolego, ostroznie! Bo nic tego nie warte. Jesli jest tak,
      ze to tylko Ty walczysz o ratunek za kazdym razem, to oznacza, ze
      cos jest nie halo.

      Inna sprawa, ze paradoksalnie, jak sie czlowiek zaprze i zacznie
      miec (pozornie chociaz, bo w praktyce to niemozliwe) wsio gleboko
      gdzies, to cudowne przemiany po drugiej stronie maja wieksze szanse
      wystapienia. rzeba tylko w pore 'wyprzedzic' te druga osobe w
      olewaniu wszystkiego.

      Nie znam sprawy i moglem pisac nie na temat, ale takie moje trzy
      grosze wrzucilem.

      Niedawno w moim zyciu osobistym wydarzyl sie podobny cud, a szanse
      logicznie ocenialem na moze 2-3%. I tez bylo juz na
      etapie 'ostatnich ustalen'. A jednak...

      Mam obie rece wolne do trzymania za Twoje cuda!
      Nie bede pier* ze "glowa do gory" i tym podobne. Po prostu zacisnij
      zebiska, jedz i wracaj bezpiecznie. Bez tego to nawet cuda nie
      pomoga.
    • wujaszek_joe Re: A mi smutno. 20.08.10, 07:52
      biedny oryś.
      Kiedyś w końcu będzie dobrze
    • kaqkaba Re: A mi smutno. 20.08.10, 09:08
      Na pocieszenie. Kumpel miał niedawno jechać/lecieć ładny kawał drogi
      w celu ostatniej próby ratowania związku. Nie poleciał bo się
      wsześniej zakochał. I jest szczęśliwy jak dawno nie był.

      Ratowanie związku za wszelką cenę nie ma sensu. Nie bez zrobienia
      siebie w trąbę. Nad związkiem muszą pracować dwie osoby.
      Jak się nie da to czasami nie warto. Lepiej nie będzie. A nie żyjemy
      po to żeby się męczyć (niektórzy chrześcijanie uważają inaczej ale
      ja się z nimi nie zgadzam).

      Minie trochę czasu i pewnie stwierdzisz, ża tak jest lepiej.
      • derwisz911 Re: A mi smutno. 20.08.10, 09:51
        To tez chcialem w swojej wypowiedzi przekazac. Jesli tylko jedna
        osoba sie o cos stara, to znaczy, ze w wiekszosci dziedzin zycia
        bedzie musiala walczyc, starac sie, organizowac, pomagac, pocieszac,
        wspierac otrzymujac w zamian od czasu do czasu... opierdol.

        @Orys:
        Meczenie sie w takim zwiazku nie ma sensu, bo, w istocie, zycie nie
        ma polegac na ascezie. Kaqkaba madrze prawi. Nie wierz w bajki co
        poniektorych, ze warto cierpiec. Bo jeszcze zaden meczennik nie
        dostal nagrody za swoje poswiecenia. A przynajmniej zadnej takiej,
        ktora by byla dlan cenna z jego punktu widzenia.

        Inna sprawa, ze osoba, ktora jest wlasnie przyzwyczajona, ze to ty
        walczysz i sie starasz, szybciutko wroci, gdy zobaczy, ze nie caly
        swiat sie sklada z takich 'walecznych'.

        Na koniec jeszcze mala notka. Nalezy pamietac, ze Jej podejscie jest
        TAKZE efektem TWOJEGO zachowania. Moze masz tendencje do zbytniego
        starania sie, a wowczas kazda partnerke, z nawet najlepszym
        charakterem, rozpiescisz i zepsujesz...
        • wolfgang87 Re: A mi smutno. 20.08.10, 10:14
          > Na koniec jeszcze mala notka. Nalezy pamietac, ze Jej podejscie jest
          > TAKZE efektem TWOJEGO zachowania. Moze masz tendencje do zbytniego
          > starania sie, a wowczas kazda partnerke, z nawet najlepszym
          > charakterem, rozpiescisz i zepsujesz...

          Zgodzę się z tym. Jakoś tak wyszło że półtora miecha temu też się od swej lubej wyprowadziłem. I też podejrzewam, że za bardzo dałem sobie na głowę wleźć, bo kobitka całkiem spoko, ale niestety - za bardzo rozpieszczona. Jakoś tak my ludzie (faceci też!) szybko się przyzwyczajamy i potem próba odebrania przywilejów kończy się strajkami.


          Ale co wam powiem, to wam powiem... Ten rok jest jakiś posrany.
          Gdy ona szukała wspollokatorki do mieszkania, to strasznie duzo panienek zglaszalo sie takich, ze "wlasnie sie rozstały z facetami". No i wulkan, Smoleńsk, masakryczna zima, masakryczne lato - no ten rok jest skopany jakiś.

          Więc przetrwajmy go, a potem bedzie lepiej. Juz raz tak było - nawet gorzej było i ludzkość dała radę.

          pl.wikipedia.org/wiki/Rok_bez_lata
          • tiges_wiz Re: A mi smutno. 20.08.10, 11:36
            to ja juz wole powodz ;)
            mi dawno temu (jeszcze bylen nasto-) w podobnej sytuacji pomogla babcia mowiac:
            tego kwiatu to pol swiatu ;) i jak sie okazala miala racje.

            Wspomnisz orys kiedys slowa tej madrej kobiety ;) szczegolnie ze ty jestes w tej
            leszej sytuacji, ze w szkocji latwiej zglebic roznice kulturowe ;)
            • kaqkaba Re: A mi smutno. 20.08.10, 13:16
              > Wspomnisz orys kiedys slowa tej madrej kobiety ;) szczegolnie ze
              ty jestes w te
              > j
              > leszej sytuacji, ze w szkocji latwiej zglebic roznice kulturowe ;)

              Tylko że te miejscowe to jednak w większości mało urodziwe. Przez
              dwa tygodnie w Edynburgu się rozglądałem i jak ładna to albo chinka
              albo hinduska albo po naszemu mówiła. :(
              • tiges_wiz Re: A mi smutno. 20.08.10, 14:33
                no ja o takich roznicach kultorowych mowilem :> jest wiecej mozliwosci ;)
    • sven_b Re: A mi smutno. 20.08.10, 10:26
      Jeszcze tylko dodam, że jak się nie da to nie naruchasz. Sorry za tą mocną
      sentencję, ale puścił ją kiedyś dawno mój przaśny kolega. Jak by nie brzmiała ma
      siłę i często powraca w różnych sprawach. Korzystam z niej. Ściskam i jestem z Tobą.
      • t-tk Re: A mi smutno. 20.08.10, 11:17
        W zasadzie wszyscy wszystko napisali, ja tylko trzymam kciuki za trasę, bo sam raz nie wiem jakim cudem dotarłem do domu w całości po podobnej sytuacji. Nie warto.
        • derwisz911 Re: A mi smutno. 20.08.10, 11:40
          Dokladnie! Zreszta czlowiek ma zbyt silny instynkt rpzsetrwania,
          zeby sie podstawiac na drodze. tak jak t-tk - sam to rpzezywalem nie
          raz. I ciesze sie, ze zawsze udalo mi sie dojechac trase w kawalku.
        • tomek854 Re: A mi smutno. 21.08.10, 23:45
          Ja mam takie coś, że w pewnym momencie czuję że to już.

          I tak rano miałem trochę czasu, to się przespałem godzinę, potem czekałem na
          cargo na lotnisku to znowu (nie było Pana Waldka, ale ja też nie miałem żadnych
          peset... Poza tym cholernie dużo ludzi się tam kręciło, bo to było na Heathrow,
          cholernie duże to jest :P)

          A potem po drodze miałem dwa razy tak, że się po prostu trzeba zatrzymać i już.
          15 minut spałem w zatoczce przy drodze, a piętnaście minut na stanowisku VOSA
          gdzie był zakaz wjazdu. Ale po prostu stwierdziłem, ze VOSA (to taka ich ITD)
          nawet jak tam będzie to najwyżej pochwali za to, że chcę być taki bezpieczny :P
    • pizza987 Re: A mi smutno. 20.08.10, 11:32
      A ja napiszę tak: pojedź w tę trasę, podziwiaj widoki, słuchaj swojej ukochanej muzyki, staraj się oderwać od codzienności. Tylko skupiaj się gdzie i jak jedziesz żeby nie było jakiegoś zgrzytu... W moim przypadku właśnie oddalenie się z domu na 1-3 dni służbowo sprawia cuda, a nawet jezeli nie to pozwala odetchnąć innym powietrzem, spojrzeć na problemy zupełnie z boku i nie wymaga gorączkowego poszukiwania rozwiązania. Wiele więcej nie napiszę, tylko po powrocie napisz co ciekawego widziałeś ;)
    • wolfgang87 Re: A mi smutno. 20.08.10, 11:45
      A ja wysluchalem teraz trololololololololololo 10 razy i żyję. Kobiety już nie straszne po czymś takim! Musi byc dobrze ;)
    • edek40 Re: A mi smutno. 20.08.10, 11:45
      3maj fason i zacznij badziej myslec o sobie. Slusznie prawisz, ze na sile wiele
      nie da sie zwojowac.

      pzdr
    • simon921 Re: A mi smutno. 20.08.10, 11:53
      W skrócie - nic na siłę. Chcecie jeszcze oboje - próbujcie. Chce
      tylko jedno - nie warto.
    • sven_b Trochę pokera 20.08.10, 12:10
      Często jest tak, że jak Ty, któremu zależy, w końcu odpuścisz - ją, której nie
      zależy, to zaintryguje i przyciągnie. Może tędy droga.
    • franek-b Re: A mi smutno. 20.08.10, 12:47
      Rozstanie są trudne i bolesne (jeśli komuś zależało na związku) to po pierwsze primo.
      Po drugie primo w większości przypadków zamieszny jest jeszcze ktoś.
      Po trzecie primo to pierwszy miesiąc jest najgorszy (w moim przypadku), a potem już z górki:-)
      Dasz radę:-)
      • bassooner Re: A mi smutno. 20.08.10, 15:17
        hmm... śmierć i żona przeznaczona słowem to jeszcze nie ta.

        a jako pociechę powiem ci tylko, że jak już się w swoim życiu zaręczałem po
        trzykroć... a trzeci okazał się strzałem w dziesiątkę, choć poprzednie dwa
        rozstania przeżywałem bardzo.
        nr1 - była młodsza o 3 lata, piękna, spokojna, kochająca i czuła,
        nr2 - była jeszcze młodsza, piękna i ognista (naturalnie rude włosy i ciemna
        karnacja!)
        n3 - obecna, najpiękniejsza, najzgrabniejsza (po dwóch ciążach jest zgrabniejsza
        jak przed pierwszą) młodsza o 11 lat, pozwala mi chodzić z kumplami na piwko, a
        jak nie chodzę to muszę pić z nią! lubi oglądać mecze i nie marudzi o byle co.
        do tego nie zależy jej na kasie i kocha mnie bezgranicznie!
        • plawski Re: A mi smutno. 20.08.10, 17:02
          Tomek, wszystko już zostało napisane. Dodam tylko, że nawet po
          największej burzy zawsze w końcu wychodzi słońce.
          Jak nie tak, to inaczej, ale się ułoży. Na bank.
          A jeśli ona taka, to pewnie nie warta zachodu.
    • mrzagi01 Re: A mi smutno. 20.08.10, 21:39
      ej no... chłopaki nie płaczą ;)
      • lobuzek1 Re: A mi smutno. 20.08.10, 23:19
        Skoro podjąłeś taką, męską decyzję by na siłę nie trwać w związku to jej nie
        żałuj. Najgorsze jest rozpamiętywanie i być może tak po prostu musi teraz być w
        Twoim życiu, a ciągnięcie czegoś na siłę nie ma większego sensu i szybko
        przeobrazi się po prostu w mękę. Życie codziennie szykuje masę niespodzianek i
        Bóg raczy wiedzieć co Cię czeka w następnych dniach. Trzymaj się i jeździj
        bezpiecznie, bo nie wsiadasz w byle pierdzikółko. Powodzenia!
    • marekatlanta71 Re: A mi smutno. 21.08.10, 03:12
      Dlugo sie zastanawialem co napisac. Bo z jednej strony moze powinienes
      sie cieszyc? Bo zamiast sie dalej szarpac, jestes wolny i gotowy do
      nastepnego etapu w Twoim zyciu. A z drugiej rozstanie boli, szczegolnie
      jak bylo sie z kims przez dluzszy czas. Wiec nie wiem czy Ci gratulowac
      czy wspolczuc. Mam nadzieje ze to rozstanie bedzie czyms co zmieni
      Twoje zycie na lepsze i w perspektywie czasu bedziesz sie cieszyl ze
      ona podjela ta decyzje.
    • dewulot1 Dam cytat i P.S. 21.08.10, 07:45
      Cytat za George: All things must pass, all things must pass away...

      No i P.S. Cos mi sie paleta po mojej madrej glowce ze w jednym z
      opowiadan Hemingwaya gosciu zostal zostawiony (niezla kombinacja
      slow) przez dupe i zamiast rozpaczac wydal wielkie party. Zapytany z
      czego sie tak cieszy, odpowiedzial: No przeciez teraz bede mial nowa
      dupe.

    • margotje Re: A mi smutno. 21.08.10, 15:14
      Wszystko juz wlasciwie zostalo powiedziane. Ja wtrace tylko swoje 3 grosiki:
      - ad meritum: shit happens ale nikt nie powiedzial, ze zycie jest latwe, proste
      i przyjemne. Nie znaczy to tez, ze swiat sie wali. Orys, glowa do gory ! the
      show must go on!

      - Nieustannie i jak zawsze bardzo sympatycznie zaskakuje mnie to Forum. Cieplo
      mi sie zrobilo na sercu po przeczytaniu wszystkich Waszych rad, porad i opnii.
      Pozdrawiam wszystkich, bez wyjatku, bardzo serdecznie :)
      • tomek854 Re: A mi smutno. 21.08.10, 23:48
        > - Nieustannie i jak zawsze bardzo sympatycznie zaskakuje mnie to Forum. Cieplo
        > mi sie zrobilo na sercu po przeczytaniu wszystkich Waszych rad, porad i opnii.
        > Pozdrawiam wszystkich, bez wyjatku, bardzo serdecznie :)

        Prawda? I nawet nie przyszedł jeden i nie powiedział, że to nie na temat, ani
        nie przyszedł drugi i nie powiedział, że to wszystko przez Tuska, i trzeci nie
        przyszedł i nie przyczepił sie, że przecinka nie tam postawiłem gdzie trzeba ;-)

        Doceniam, chłopaki! :-)
        • wujaszek_joe Re: A mi smutno. 21.08.10, 23:57
          Kiedys postawimy se pomnik za całokształt. Na Krakowskim Przedmieściu.

          To żeby nie było, że nie ma tu politycznych wtrętów
          :)
          • tomek854 Re: A mi smutno. 22.08.10, 00:12
            E, koło Kaczyńskiego? A fuj.
            • t-tk Re: A mi smutno. 22.08.10, 02:24
              Obiektywnie to nie ma się do czego przyczepić. Przecież był wątek motoryzacyjny :)
            • tiges_wiz Re: A mi smutno. 22.08.10, 08:54
              zamiast :> ja moge byc na tym koniu ;)
        • fallen86 Re: A mi smutno. 22.08.10, 23:44
          tomek854 napisał:

          > I nawet nie przyszedł jeden i nie powiedział, że to nie na temat,
          > ani nie przyszedł drugi i nie powiedział, że to wszystko przez
          > Tuska, i trzeci nie przyszedł i nie przyczepił sie, że przecinka
          > nie tam postawiłem gdzie trzeba ;-)
          >
          > Doceniam, chłopaki! :-)


          Szkoda tylko że żaden nie przyszedł i nie naprawił tego :(
          Trzymaj się!
    • tomek854 Re: A mi smutno. 21.08.10, 17:55
      Dzieki. Juz mi lepiej.
    • tomek854 Taki mały update... 25.11.10, 03:35
      Odgrzebałem, nobo.

      Tamten raz zakończył się w sumie powrotem. Na płacz i pytanie "to co ja mogę zrobić, żebyśmy jednak byli razem" podszedłem, przytuliłem i powiedziałem "to".

      Zgodziłem się na nową próbę. Nawet dobrze szło, widzę niesamowite zmiany z tamtej strony, wszystko na lepsze. Ale brakowało tej jednej, o którą się wszystko rozbijało. Jak było dobrze, było wspaniale jak nigdy. Ale jak było źle to gorzej...

      Dzisiaj po raz pierwszy przerwałem więc wykład z pretensjami i powiedziałem, że o ile doceniam wszelkie pozytywne zmiany to jednak wciąż nie ma zmiany na najważniejszym polu, a bez tego niestety ani rusz i dodatkowo ja tu niewiele mogę zrobić. Dowiedziałem się, że jestem chujem.

      Cóż...

      Przez te dwa miesiące przeżyliśmy parę miłych chwil. Dodatkowo jest zmiana taka, że ona dzięki zmianom w swoim życiu stanęła całkiem na nogi i teraz wiem, że poradzi sobie beze mnie (wiem, głupio to brzmi, ale nie wchodząc w szczegóły poprzednio było "rzucam Cię, idę się położyć i umrzeć" teraz jest "rzucam Cię i idę sobie znaleźć jakiegoś fajniejszego faceta"). Paradoksalnie jest mi lepiej wiedząc, że ona sobie poradzi. Mogę ją "bezpiecznie puścić" (choć oczywiście nie było tak, że byłem z nią tylko dlatego, że beze mnie by sobie nie poradziła).
      • tomek854 Re: Taki mały update... 25.11.10, 03:46
        Tylko co dalej... Przez pięć lat jakoś tak obrośliśmy w siebie nawzajem oraz w rózne przedmioty że jakoś nie wyobrażam sobie teraz szukania swojego miejsca od nowa - współlokatorów czy jakiegoś pokoju, samodzielnego życia, pustego domu (koty chyba ona weźmie, bo w mojej pracy nie miałby kto z nimi być jak będę w trasie). Boję się tego.

        Jeśli mogę prosić, tych co mają to za sobą, napiszcie jak to jest, te pierwsze chwile samemu... Bo u nas na emigracji są nieco inne warunki, więc tak naprawdę tego nie doświadczyłem jeszcze - po prostu brałem tyle tras ile się dało, sporadycznie noce "w domu" spędzając na kanapie w salonie... Jakoś strasznie się boje tego resetu swojego życia.
        • dewulot1 Znow rada ale bez P.S. 25.11.10, 05:46
          > koty chyba ona weźmie
          Niech bierze. Trzeba bylo je obserwowac i sie od nich uczyc. Od kota mozna sie nauczyc wiecej niz od czlowieka. Nie w sprawach typu budowa samochodu (polecam Crannmera) albo uzywanie prezerwatywy (Benedykt) ale w wazniejszych sprawach. Bycie niezaleznym, nie tanczenie jak zagraja, patrzenie na wszystko z gory, mienie wszystkiego i wszystkich w no wlasnie tam gdzie u kota to jest pod ogonem, i nie przywiazywanie sie do konkretnej osoby.
          Przyslowia madroscia narodow, mam dwa: Nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo czy jakos tam, i moje wlasne: Jutro bedziemy sie smiac z tego nad czym dzisiaj placzemy.
          No i P.S. ktorego mialo nie byc. Jak myslisz ze spotkal Cie koniec swiata / koniec zycia to sie mylisz.
        • lexus400 Re: Taki mały update... 25.11.10, 07:47
          Mogę Ci tylko współczuć takiego resetu w życiu ale to nie jest koniec świata, większe tragedie ludzie przeżywają. Pozytywna strona całej historii jest taka, że nie macie dzieci no oczywistą oczywistością jest pozytywna strona braku większego majątku. Życzę Ci tylko aby ułożyło się po Twojej myśli cokolwiek to znaczy.
        • franek-b Re: Taki mały update... 25.11.10, 10:30

          > Boję się tego.

          I słusznie się boisz... W takiej sytuacji człowiek czuje się wyjątkowo wujowo. Nie ma co się oszukiwać.

          > Jeśli mogę prosić, tych co mają to za sobą, napiszcie jak to jest, te pierwsze
          > chwile samemu... Bo u nas na emigracji są nieco inne warunki, więc tak naprawdę
          > tego nie doświadczyłem jeszcze - po prostu brałem tyle tras ile się dało, spor
          > adycznie noce "w domu" spędzając na kanapie w salonie... Jakoś strasznie się bo
          > je tego resetu swojego życia.

          Wypełnianie pustki czymś innym jest jak najbardziej słuszne i naturalne (byle nie przesadzać z używkami;-) ). Jesteś w żałobie. Pozwól sobie na smutek i żal. Emocji teraz jest dużo, niech wychodzą z Ciebie, z czasem będzie ich coraz mniej i właśnie o to chodzi.
          Lekarstwa na to nie ma, co najbardziej pomaga to rozmowa z kimś, pozwala wyrzucić z siebie część emocji i bardzo oczyszcza.
        • typson Re: Taki mały update... 25.11.10, 11:17
          Bedziesz sie czuł gównianie przez jakiś czas. Różnie to bywa u różnych ludzi. Warto w takiej sytuacji odświeżać znajomości i ogólnie stawiac na znajomych. Ale z drugiej strony to jedyna okazja do nauczenia się "jak żyć samotnie" - a to jest moim zdaniem najważniejsze. Bez takiej umiejętności zawsze bedziesz w związkach się naginał pod czyjeś widzimisie, co jest na dłuższą metę najszybszą drogą do autodestrukcji.

          Poza tym masz okazje robić to co lubisz i czego nie mogłeś robić przy niej.

          I trzeci raz juz nie próbujcie, bo nawet drugi był bez sensu, choć niektórym pozwala to mieć czystsze sumienie i większą pewność co do podjętej decyzji
      • sven_b Re: Taki mały update... 25.11.10, 11:22
        > Dzisiaj po raz pierwszy przerwałem więc wykład z pretensjami

        Tomasz, a Ty sie zmieniłeś? Nie byłeś zbyt pełen pretensji?
        Sorry za to pytanie, ale skoro zdecydowałeś się o tym napisać to pozwoliłem sobie zapytać.
        • tomek854 Re: Taki mały update... 25.11.10, 12:16
          Ja nie byłem w ogóle pełen pretensji.

          Ale zmieniłem się po tym pierwszym odejściu. Obiecałem sobie, że nie będę wiecznie przepraszał za to, że nic złego nie zrobiłem.

          Oczywiście parę razy tą obietnicę złamałem i niby uratowałem nasz związek dzięki temu, ale to chyba nie na tym polega.
          • derwisz911 Re: Taki mały update... 25.11.10, 16:18
            Wieczne przepraszanie moze tak naprawde sie nigdy nie skonczyc, jak kiedys wpsominalem. Ja 'ten model tak ma' albo jak ty nie potrafisz byc bardziej stanowczy od samego poczatku, to nie ma sensu.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja