tomek854
20.08.10, 02:53
Pamiętacie jak Was prosiłem o trzymanie kciuków? Wiem, że trzymaliście ostro,
ale chyba jakby cały świat trzymał to by się nie udało.
Wygląda na to, że nie uda mi się uratować mojego związku. Dużo tu jest różnych
różności o których nie chcę pisać i dużo jest skomplikowanych spraw (jeden z
Was wie trochę więcej i chciałem mu podziękować za mejlowe wsparcie i porady),
ale niestety nie da się pomóc komuś, kto sam sobie nie chce pomóc a na walkę z
wiatrakami nie mam więcej siły.
Po raz n-setny usłyszałem kilka dni temu, że odchodzi i po raz pierwszy nie
podjąłem walki o uratowanie Nas. Przejechała po tym jak czołg po ołówku i
przeszła wprost do zagadnień takich jak kto i kiedy się wyprowadza.
Strasznie mi smutno, choć mam jeszcze nadzieję na cudowną odmianę. Ale to
podobno matka głupich jest.
Sobie popłakałem całą noc, a miałem spać, bo za pół godziny ruszam w długą
trasę. Jak nie wrócę za dwa dni to znaczy, że się gdzieś rozpierdoliłem po
drodze, módlcie się wtedy żebym kogoś nie zabił.
Na razie i sory za wywnętrzenie się. :(