Dodaj do ulubionych

Biedni ci Polacy na emigracji...

25.09.10, 18:37
...pracują za najniższe stawki, a stać ich na mieszkania, samochody, wakacje...

Żyją w normalnym kraju w którym popierdzieleńcy z PiSu nie okładają się trumnami, krzyżami i teczkami...

(do tego piję:
'Kaczyński po raz kolejny powtórzył, że młodzi Polacy z małych miasteczek często są bezsilni w starciu z systemem i muszą emigrować do Londynu: - I taki człowiek tam za najniższe stawki, bo Polacy dostają tam najniższe stawki ze wszystkich nacji, pracuje i marnuje swoje życie i marnuje potencjał, który mógłby wykorzystać w Polsce. I to trzeba zmienić - mówił."
)

Głupi debilu Kaczyński: idź się utop w pisuarze (no pun intended :P) a na pewno wielu chętnie wróci, bo przez Ciebie wyjechali (dla mnie byłeś ważnym czynnikiem żeby zostać na stalsze).

A tak co do "najniższych stawek" - ja chyba wolałbym zarabiać najniższą w UK niż średnią w PL. Takie coś mnie dręczy od dłuższego czasu:

Niedawno się dowiedziałem, ze znajomi kupili sobie szeregówkę koło Smolca (pod Wrocławiem, zaraz za lotniskiem), taką dosyć średnią, w przeliczeniu na "brytyjskie warunki" to będzie nieco większe 3-bed flat z ogródkiem wielkości znaczka pocztowego.

Zapłacili za to 580 000 złotych - w promocji, bo normalnie kosztowało koło 700 000.

Ja tego nie rozumiem. 580 000 złotych to jest dobre ponad 100 000 funtów...

Szeregówka albo bliźniak na analogicznym osiedlu-masówce pod Glasgow w lokalizacji o analogicznym prestiżu zaczyna się od 80 000 funtów (to takie jak oni mają pewnie by kosztowało nieco ponad 100 000). Ja nie rozumiem tego

Przecież w Polsce:
Robocizna - tańsza
Materiały budowlane - tańsze
Ziemia - tańsza
VAT niby wyższy, ale na materiały budowlane są chyba jakieś zniżki...

(No i już nie wspomnę, że oni musieli kupić terenówkę, bo tak cała okolica rozkopana, że meganką co chwila utykali w błocie, a w Szkocji jak kupujesz, to cała infrastruktura jest i nawet trawkę z rolki Ci położą...)

Jak to jest, że przy takich proporcjach zarobków kosztów i wszystkiego w Polsce jest drożej?

Tak samo ciuchy. Byłem ostatnio na weselu, nie zdążyłem się obkupić w Szkocji, to kupowałem spodnie i buty we Wrocławiu - i w Glasgow miałbym tak samo albo i taniej.

Byłem kiedyś z bratem w Lidlu, bo mieszka zaraz obok, pytał jak się ceny kształtują: niektóre niemieckie produkty są w Polsce o 1/3 droższe niż te same lidlowskie produkty w Glasgow. A przecież z Niemiec do Glasgow jest 1500 km podczas gdy do Jeleniej Góry 80... I pani w Lidlu na kasie w Polsce nie zarabia przecież 25 złotych za godzinę chyba... I ropa tańsza...

Dwuletnie demo Siriona z przebiegiem 2/3 mojego kosztuje w Polsce prawie tyle samo co ja zapłaciłem za nowy:
otomoto.pl/index.php?sect=show&id=C8538801 - różnica wynosi moje dwudniowe zarobki...

NIech mi to ktoś wytłumaczy: skąd te ceny w PL?

Wiecie, czasami sobie myślę czy by nie wrócić do Polski, ale jakoś realnie tego nie widzę...

Niedawno sobie patrzyłem tak z ciekawości: jakbym był właścicielem mieszkania które wynajmuję w Glasgow i bym je sprzedał, to bym za to dostał podobnego rozmiaru dwupokojowe na Zgorzelisku (to takie zadupie za Psim Polem) w wielkiej płycie albo coś do remontu na Trójkącie...

Jakbym sprzedał swój samochód, to w Polsce musiałbym sobie za te pieniądze kupić taki sam o 4 lata starszy...

Tak się rozpisałem, ale tu nie ma żadnego narzekania, wychwalania żadnego z krajów, tylko po prostu sraczyński mnie nastroił do myślenia i tak się zastanawiam: no jak to jest? Za co w Polsce żyją Ci ludzie co zarabiają po 1500 złotych? I czy można się tak przyzwyaczać z powrotem? Przecież ja, w przeliczeniu na nasze, 500 złotych zostawiam w Tesco co tydzień na zakupach, a żarcie najwyżej 1/3 droższe a to też nie wszystko... I nie opływam w luksusy, normalnie jem, tyle że trochę zdrowiej się staram ostatnio.

Może to dlatego, że ja w Polsce nigdy nie miałem problemu, bo zarabiałem tyle co inni ale mieszkałem sobie w mieszkaniu babci za darmo (i jeszcze podnajmowałem pokój) ale jakoś tego nie rozumiem.

No, sraczka myślowa zakończona, jak się komuś chce, to może mi odpowiedzieć. Wkurzać nikogo (tym razem) nie chciałem, jak wkurzyłem to przepraszam.
Obserwuj wątek
    • marekatlanta71 Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 25.09.10, 19:17
      Polska jest krajem paradoksow - statystyczny Polak wydaje o 20% wiecej niz zarabia i nadal zostaje mu sporo na oszczednosci.

      P.S. Slucham wlasnie RMF i sa reklamy jakichs TV w "sklepie nie dla idiotow" - ceny nie z tej ziemi a oni to rekla,uja jako super-okazje...
    • wolfgang87 Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 25.09.10, 19:57
      Dołożę jeszcze jedną rzecz.

      Mamy w spożywczaku prawie przeterminowane rzeczy, typu ohydnie wyglądające warzywa, mięso, etc. Tego się nie wyrzuca! To się próbuje sprzedać.
      - W wielu sklepach wędlin i warzyw się nie "myje", nie poprawia. Po prostu takie strucle stoją.
      - W innych się preparuje i przedłuża wizualną świeżość.
      - A w jeszcze innych takie rzeczy się po prostu wyrzuca, bo wstyd to sprzedawać.

      No i właśnie w Polsce ten trzeci typ sklepów, gdzie sprzedawcom wstyd - jest w mniejszości.
      Szczególnie to boli, kiedy zachodzi się do jakiegoś lepsiejszego sklepu i widać takie syfy. Ale niestety. Wstydu nie ma, a żal wyrzucić, bo może ktoś jednak jeszcze kupi.... Pazerność.

      Na pewno wiele jeszcze aspektów takiej pazerności można by znależć. Chociażby rozmowy na komórki. Tanieją i tanieją, a jakoś nikt nie mówi, że przestaje się opłacać :) A jeszcze do wyspiarkich cen nam brakuje. A tam jakoś zarabiają. I to zarabiają (ludzie) w funtach. I firmy zlecają podusługodawcom, którym za robociznę też płacą w funtach. I daje radę....Pazerność.
      • tomek854 Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 25.09.10, 22:19
        > Mamy w spożywczaku prawie przeterminowane rzeczy, typu ohydnie wyglądające warz
        > ywa, mięso, etc. Tego się nie wyrzuca! To się próbuje sprzedać.
        > - W wielu sklepach wędlin i warzyw się nie "myje", nie poprawia. Po prostu taki
        > e strucle stoją.
        > - W innych się preparuje i przedłuża wizualną świeżość.
        > - A w jeszcze innych takie rzeczy się po prostu wyrzuca, bo wstyd to sprzedawać

        E, to i norma jest w UK, ale norma Pakistańska (i w polskich sklepach też trzeba uważać, a już w pakistańskich sklepach z polskim żarciem w ogóle).

        Tesco czy inni duzi sobie na coś takiego nie pozwoli, bo szaleni prawnicy no win- no fee tylko na to czekają :-)
      • dr.verte Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 25.09.10, 23:13
        wolfgang87 napisał:

        > - A w jeszcze innych takie rzeczy się po prostu wyrzuca, bo wstyd to sprzedawać
        > .
        >
        > No i właśnie w Polsce ten trzeci typ sklepów, gdzie sprzedawcom wstyd - jest w
        > mniejszości.


        Mysle , ze jestes zbytnim optymista jesli chodzi o to wyrzucanie . Co sie nie da sprzedac
        w podlym nawet sklepie idzie do malej gastronomii , doklada sie do konserw , roznych
        mielonek dla wojska np. , ewentualnie karm psich . Jest spory hurtowy rynek zgnilego
        miecha , zjelczalych serow itp. najlepiej zamow jakas pizze na telefon , duza szansa
        ze znajdziesz w niej sporo produktow wycofanych z normalnej sprzedazy.


        Aha , przypomnial mi sie fragment Uwaga TVN gdzie reporterka zatrudnila sie z ukryta
        kamera w markecie , to byl chyba Piotr i Pawel czyli niby luksusowy. No i myja tam te
        wszystkie miesa , kurczaki , wycieraja to i dziennikarka zwraca uwage kolezance zeby
        moze nie wycierala jedzenia to sama szmata ktora myje podloge a tamta na to:
        Laska , wez nie przezywaj , ludzie sa jak swinie , wszystko zezra.
        • wolfgang87 Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 26.09.10, 22:04
          Kojarzę ten program, słynny jest. Ja mam żelazną zasadę: nie widzę, nie myśle, nie zastanawiam się i jem, aż mi się uszy trzęsą. Byleby nie było trujące, a będzie OK :)

          Jeszcze mi się skojarzyło jak się w Polsce oszukuje na piwie. Myślałby kto, że jeśli piwo po 4zeta w knajpie, to będzie oszukane. A niestety jak się okazuje, najbardziej oszukane piwa potrafią być takie za 10zeta.... A wydawałoby się, że przy takich cenach, przy takich marżach, już powinien byc luz. Ale nie! Nie ma luzu. Ciśniemy, ciśniemy. Ile się da kasy, tyle cisniemy.

          A ja właśnie zjadłem na agroturystyce super obiadek. Pełen kulinarny domowy wypas i absolutnie żadnego żałowania. Ale cóż. Daleko musiałem jechać od Wawy, żeby takie coś dostać :)
    • 1realista Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 26.09.10, 21:28
      pralka. W sklepie w mieście o dużym bezrobociu kosztuje o 250zł drożej niz w sklepie intenetowym( z dostawą). Sklep internetowy też ma powierzchnię magazynową, pracowników ( drozszych bo w rejonie o mniejszym bezrobociu), są też koszty utrzymania strony.

      Wiele produktow to cena zachodnioeuropejska + marża 20-30% = cena dla naszego klienta. Taniej kupić przez internet i dostarczyć kurierem przez pół kontynentu...

      Potrzebna zmiana mentalności i myslenia. Powinniśmy mieć publiczne dostepne dane o majątku wszystkich. Wchodzisz sobie w inrnet i sprawdzasz. Wtedy ludzie by wiedzieli ile mogą chcieć zarobić za pracę.

      Lokalny biznesmen.W porównywalnym okresie czasu ma 4 razy większy majątek niz bufetowa. A przecież ona zasuwała raczej na wysokim stanowisku a nie jest szefem firmy co zatrudnia kilkadziesiąt osób bardzo marnie opłacanych.
      • wolfgang87 Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 26.09.10, 22:00
        No niestety. Miałem potrzebę wymiany felgi w starym aucie. Znalazłem w Polsce w 2 miejscach i jeszcze w Niemczech w jednym. Chodziło o fele na sztuki :) I to było tylko u somsiadów. Oczywiscie, gdy sprowadzilem z Niemiec,to wyszło nawet nieco taniej niż w Polsce. Z przesyłką! A to waaaży przeca!
      • crannmer Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 26.09.10, 22:22
        1realista napisał:
        > Potrzebna zmiana mentalności i myslenia.

        Ano potrzeba. Sam jestes tego ewidentnym przykladem.
        Ale mam nadzieje, ze tacy powoli staja sie mniejszoscia.

        A jak uwazasz, ze dany sklep takie kokosy zbija, to sam zaloz konkurencyjny, obniz troche ceny i tez zbijaj majatek, madralo. To jest wolny kraj.
        • 1realista Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 03.10.10, 20:34
          A po cholerę mam sklep otwierać? Ja kupiłem tam gdzie miałem zauważalnie taniej - tutaj nie zarobili. gdyby róznica wynosiła 100 zł i mniej bym kupił u nich. Mieliby na częśc kosztów. A tak kolejny klient bez wygenerowanego obrotu i zysku...
      • dr.verte Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 27.09.10, 16:32

        bardzo cie lubie realisto , dodajesz tu kolorytu


        > Potrzebna zmiana mentalności i myslenia. Powinniśmy mieć publiczne dostepne dan
        > e o majątku wszystkich. Wchodzisz sobie w inrnet i sprawdzasz.


        super pomysly , nie wpadl bym na to nawet jakbym bardzo chcial
      • tiges_wiz Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 29.09.10, 11:50
        > pralka. W sklepie w mieście o dużym bezrobociu kosztuje o 250zł drożej niz w sk
        > lepie intenetowym( z dostawą). Sklep internetowy też ma powierzchnię magazynową
        > , pracowników

        zazwyczaj nie ma.

        ( drozszych bo w rejonie o mniejszym bezrobociu), są też koszty
        > utrzymania strony

        koszty utrzymania strony sa prawie zadne.

        Ja mam własny interes i czasem sie za głowe lapie. ceny mam normalne, troche tansze od sklepow kolo, ale bardzo malo, bo marza jest 2-4%, ale to co sie dzieje czasem w internecie to bys sie zdziwil.

        towar sprzedawany ponizej kosztu zakupu, nawet ponizej koszty netto. jak?
        takie firemki dzialaja pol roku, a ty sie pozniej bujaj. mozesz wymyslec po co one sa. masz jakies pomysly?
        • 1realista Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 03.10.10, 20:48
          tiges_wiz napisał:
          > zazwyczaj nie ma.

          była. i duża.

          > koszty utrzymania strony sa prawie zadne.

          ale to kolejne osoby do obsługi klientów. nie ma kolejeczki co czeka bo ktoś " przede mną". tu jest tłum. Do tego stopnia że nie mają czasu na odpowiedź tylko suchy generowany komunikat.

          > Ja mam własny interes i czasem sie za głowe lapie. ceny mam normalne, troche ta
          > nsze od sklepow kolo, ale bardzo malo, bo marza jest 2-4%, ale to co sie dzieje
          > czasem w internecie to bys sie zdziwil.

          hmmm.... Jak z produkcji przeskoczyłem na jakiś czas do handlu zszokowany byłem poziomem marży. Wysokim poziomem.

          > towar sprzedawany ponizej kosztu zakupu, nawet ponizej koszty netto. jak?
          > takie firemki dzialaja pol roku, a ty sie pozniej bujaj. mozesz wymyslec po co
          > one sa. masz jakies pomysly?

          Przecież to kapitalizm polega na walce o klienta. Jeśli nie potrafię ich przyciągnąc to się bankrutuje. Dobra firma ma jakieś atuty które pozwalają wygenerować właściwy poziom obrotów i marży pozwalający na funkcjonowanie. dziadowanie po taniości konczy sie katastrofą finansową. i dla firmy i dla klienta. Pytanie tylko czy faktycznie trzeba utrzymywać tak wysokoą stopę życiową ...zbyt często na pokaz.
    • x-darekk-x Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 27.09.10, 16:36
      mysle, ze troche kolorujecie panowie emigranci.

      odsunmy na chwile kryterium pensji - wroce do tego za chwile. pozostanmy najpierw przy innych aspektach kariery: rozwoj zawodowy, ambitnosc wykonywanych zadan, mozliwosci awansow etc. nie wiem, czy sie ze mna zgodzicie, ale pewnie w polsce wygladaja tego typu perspektywy dla mlodego lebskiego czlowieka lepiej niz np. dla polskiego emigranta na wyspach. oczywiscie, znam przypadki gosci, ktorzy odrobili staze w londynie u rotschilda, goldmana czy w innym mckinsey'u ale to zawsze byli ludzie, ktorzy jechali tam juz na preferowanych warunkach - na umowiony staz lub po sponsorowanej szkole. druga grupa to ci, ktorzy przeniesli sie juz jako profesjonalisci o wiedzy wartej grube pieniadze (doswiadczeni lekarze, swiatowej klasy specjalisci), czesto w ramach swojej korporacji. ale ci, ktorzy wyjezdzaja tam w ciemno, za chlebem, trafiaja na dol piramidy, w ktorej ciezko sie wdrapac. czy kaczynski sie myli, mowiac, ze wiekszosc ludzi trafia tam na najnizsze stawki? ze wielu pracuje na czarno? ze walcza o prace z kolorowa emigracja? ze wykonuja mniej ambitne i rozwijajace zadania niz wykonywali w kraju?

      zastanow sie np. tomek, czy gdybys nie wyjezdzal a pracowal w polsce, to po tym okresie tez bylbys kierowca rozwazacym paczki (bron boze nie mowie, ze to zla praca! widze, ze daje ci duzo satysfakcji), czy moze mialbys szanse wykonywac inna prace? w pewnym momencie mozesz zechciec wrocic do kraju - myslisz, ze bedziesz tak samo atrakcyjnym kandydatem na rynku jak np twoj alter-ego, ktory zostal tutaj i pial sie po szczebelkach zdobywajac rozne nazwy stanowisk na swoich wizytowkach? obawiam sie, ze to moze byc trudne.

      i teraz mozemy wrocic do kryterium pieniedzy. ale najpierw taka teza: wg mnie ten, kto nie potrafi osiagnac sukcesu w kraju, tym bardziej nie osiagnie go za granica. to co moze tam latwiej osiagnac to pewiej poziom minimalnego zyciowego komfortu. i to jest wlasnie moim zdaniem glowny o ile nie jedyny powod wyjazdu. "owszem, zgadzam sie na to, ze sie cofne w rozwoju zawodowym i nie bede wykonywal rzeczy, ktore moglbym wykonywac przy moim wyksztalceniu i doswiadczeniu. bede robil rzeczy mniej ambitne i dajace mniej powodow do dumy. ale bede mial pieniadze na skromne mieszkanko i skromny samochod, o czym w polsce jak dotad moglem tylko pomarzyc." czy nie jest wlasnie tak w wiekszosci wypadkow? czyz wiekszosc emigrantow, nie musiala najpierw przejsc przez okres znacznego obnizenia standardu zycia vs. to co mieli w polsce?

      po powrocie do polski strasznie sie frustrowalem. brudem i deszczem. dziurami i polityka. dresiarstwem i smrodem. ale nie zmienilem zdania, ze emigracja jest ok tylko dla ludzi, ktorzy jeszcze przed emigracja umieli sobie swietnie radzic w zyciu.

      a co do cen, to ze w polsce sa wyzsze koszty zycia mozna miedzy bajki wlozyc. ile kosztuje w usa/uk chleb, mleko, jablko, mieso, ser, (---tu wstawic dowolny inny produkt spozywczy---). ile kosztuje km w taksowce, pociagu, autobusie? ile kasuje za swoja usluge fryzjer, hydraulik, ogrodnik? ile musicie doplacac do ubezpieczenia zdrowotnego? ile w uk placisz za ubezpieczeniu wozu? a ile za litr paliwa? ile kosztuje przedszkole dla dziecka? a dodatkowe lekcje spiewu lub tenisa?

      nie wykluczam, ze znowu bede pracowal za granica (przeciez przez ostatnie kilka lat glownie pracowalem w usa, finlandii, czechach itp.). ale zeby tam sie znalezc, najpierw musialem zainwestowac w siebie w polsce.
      • tomek854 Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 27.09.10, 20:13
        ale ci, kto
        > rzy wyjezdzaja tam w ciemno, za chlebem, trafiaja na dol piramidy, w ktorej cie
        > zko sie wdrapac.

        NIe zgodzę się. Może gdzie indziej jest inaczej, ale ja widzę mnóstwo ludzi którzy, choć faktem jest, że trafiają z bardzo niska, pną się do góry piorunująco szybko.

        Moi najlepsi przyjaciele, oboje socjolodzy (czyli de facto w Polsce bez szans na rozwój w zawodzie tak jak i tutaj) zaczynali w Pizza Hut a teraz jedno jest szefową działu HR w agencji dostarczającej pracowników na potrzeby potentata w branży budownictwa drogowego a drugi szefem działu serwisu telefonów komórkowych, mającym pod sobą kilkaset osób. Są tutaj nieco ponad 4 lata.

        Inny znajomy - przyjechał, zatrudnił się na TIRze, dziś jest Transport Managerem w jednej z baz jednego z liderów branży supermarketowej. Niecałe trzy lata. I od początku w tej samej firmie.

        Znajoma anglistką przyjechała 12 lat temu i po trzech latach była nauczycielką, od lat pracuje jako nauczycielka ESOL i tłumaczka.

        Znajomy założył firmę - dostarczał meble z ikei do ludzi transitem kupionym za 300 funtów. Dziś, po półtora roku ma 3 sprintery i 7,5 mercedesa i wozi paczki do polski...

        Wielu ludzi poszło na studia, akurat wśród moich znajomych większośc jeszcze studiuje, ale już kilkoro miało takie staże i praktyki o których w polsce mogłoby tylko pomarzyć. Jeden już skończył, został na uczelni, realizuje się i jest zachwycony (to ciekawy przypadek, bo w Polsce zrobił dwa lata studiów doktoranckich na polonistyce ale ciepnął to w cholerę i pojechał na zmywak bez angielskiego. Jest tu siedem lat i zaczął właśnie robić doktorat na prawie...

        Ja wiem, że w Polsce też są możliwości, ale jakoś spośród moich przyjaciół którzy zostali mało kto ma pracę dającą satysfakcję - u nas na rynku pracy ambitnej jest podobnie - nie ma problemu, żeby zostać kelnerem (bo wszyscy kelnerują w UK) ale o pracę ambitną jest już bardzo trudno... Przynajmniej we Wrocławiu. W Warszawie może być inaczej, ale z całym szacunkiem jakbym miał wybierać emigrację do Warszawy albo do Glasgow to wybrałbym jednak Glasgow. Przynajmniej byłbym w stanie do domu dojechać w trzy godziny za rozsądne pieniądze :P

        Owszem, mógłbym założyć firmę. Mam znajomych którzy prowadzą firmy w UK (ba, sam jestem samozatrudnionym tłumaczem) i takich, którzy prowadzą firmy w Polsce. Zapytaj emesa, mrzagiego czy kogokolwiek jakie są uroki prowadzenia biznesu w kraju ojczystym. Gwarantuję Ci, że dla biznesmena w UK to wszystko brzmi jak historie o żelaznym wilku...

        czy kaczynski sie myli, mowiac, ze wiekszosc ludzi trafia tam
        > na najnizsze stawki?

        NIe myli się, ale sugerowanie, że w Polsce wszyscy oni byliby profesorami fizyki kwantowej jest nieco przesadzone. Zawsze większosć społeczeńśtwa wykonuje jednak prace proste, a biorąc pod uwagę, że wykonujący prace proste są zazwyczaj ludźmi niewykształconymi, a co za tym idzie, mało kto z nich mówi płynnie po angielsku, nie należy się dziwic, ze lądują na gorszej pozycji startowej niż lokalsi czy choćby Hindusi.

        > ze wielu pracuje na czarno?

        Myślę, że nie tak wielu jak w Polsce. Tu praca na czarno to za duże ryzyko a jednocześnie dla chcącego pracować uczciwa praca znajdzie się nawet pomimo kryzysu...

        ze walcza o prace z kolorowa e
        > migracja?

        Walczą na takim polu na jakim mam szansę. NIe uważam że walka z kolorową emigracją jest czymś bardziej uwłaczającym niż np. walka z Węgrami albo Łotyszami...

        ze wykonuja mniej ambitne i rozwijajace zadania niz wykonywali w kraj
        > u?

        Często tak. Jednak te mniej ambitne i rozwijające zadania dają im szansę na o wiele ciekawsze życie na wyższym poziomie.

        Wiesz, jak przekonywałem moją M. żeby do mnie dołączyła w Glasgow to ona miała argument taki, że ja się nie rozwijam, bo jeżdżę ciężarówką podczas gdy ona pracuje jako nauczycielka.

        Przyjrzeliśmy się temu bliżej. Ona wstawała o świcie, leciała na jedne zajęcia poranne, potem latała po mieście za korkami a wieczorem leciała na zajęcia w szkole językowej. Mało to było rozwijające, bo ile można w kółko wtłukiwać uczniom do głowy że je m'apelle i bonjour? Wieczorem zasiadała do sprawdzania kartkówek i przygotowywania lekcji a pomimo tego ledwo wiązała koniec z końcem.

        Ja jeździłem ciężarówką, zwiedzałem świat, uczyłem się w wolnych chwilach francuskiego, żyłem na poziomie o jakim w Polsce mogłem dotychczas tylko marzyć i nadrabiałem zaległości lekturowe.

        Pytanie przeważające szalę brzmiało:
        - kiedy ostatnio przeczytalaś jakąś książkę?
        - nie pamiętam
        - no to kto się tu nie rozwija?

        > zastanow sie np. tomek, czy gdybys nie wyjezdzal a pracowal w polsce, to po tym
        > okresie tez bylbys kierowca rozwazacym paczki (bron boze nie mowie, ze to zla
        > praca! widze, ze daje ci duzo satysfakcji), czy moze mialbys szanse wykonywac i
        > nna prace? w pewnym momencie mozesz zechciec wrocic do kraju - myslisz, ze bedz
        > iesz tak samo atrakcyjnym kandydatem na rynku jak np twoj alter-ego, ktory zost
        > al tutaj i pial sie po szczebelkach zdobywajac rozne nazwy stanowisk na swoich
        > wizytowkach? obawiam sie, ze to moze byc trudne.

        W Polsce z dużej :P

        Poza tym o ile druga część tego spostrzeżenia jest słuszna a ja świadomie podejmuję to ryzyko, to co do pierwszej części nie byłbym już tego taki pewien.

        NIe wiem, czy starczyłoby mi cierpliwości na użeranie się z systemem i rozwydrzoną młodzieżą jako nauczyciel fizyki (na to się zanosiło), natomiast na pewno nie miałbym żadnego wyboru. Kiedy zacząłem widzieć, że bycie belfrem to nie dla mnie zacząłem się rozglądać za możliwością zmiany ścieżki zawodowej i zdałem sobie sprawę, że w sytuacji, kiedy wyczynem (finansowym) będzie dla mnie ukończenie studiów na których aktualnie jestem, rozpoczęcie jakichkolwiek nowych jest praktycznie niemożliwością. Sądząc po tym, jak potoczyły się ścieżki zawodowe moich przyjaciół miałbym kilka możliwości: przyściąść fałdów i poduczyć się czegoś tam z komputerami, bo tu praca jest albo wylądować w jakiejś firemce w nudnej biurowej pracy. Ponieważ ani komputery ani biurko mnie nie bawią to pewnie odpowiedź na Twoje pytanie będzie taka, że wylądowałbym za kółkiem, bo to lubię. Tylko ze harowałbym jak wół, wściekałbym się na kretynów jeżdżacych po polskich drogach i zarabiałbym grosze...

        Odpowiadając więc na Twoje pytanie: tak, wiem, że jakbym teraz tak hop-siup wróciłbym do Polski to perspektywy miałbym marne. Ale właśnie dlatego ciągle się rozwijam - robię różne kursy, studia, wykorzystuję nabyte umiejętności w praktyce (już gadałem z jakimiś francuskimi kierowcami u mnie w firmie i przetłumaczyłem (na tyle, na ile umiałem) jakieś pisemko z czeskiego na angielski) i przede wszystkim studiuję to, o czym zawsze marzyłem i na co w Polsce nigdy nie miałem szans (języki - u nas żeby Cię przyjęli na uczelnię musisz mówić perfect w wybranym języku, co oczywiscie w naszym szkolnictwie niemożliwe jest bez prywatnych kursów czy korków, na które nie wszystkich niestety stać)

        > i teraz mozemy wrocic do kryterium pieniedzy. ale najpierw taka teza: wg mnie t
        > en, kto nie potrafi osiagnac sukcesu w kraju, tym bardziej nie osiagnie go za g
        > ranica. to co moze tam latwiej osiagnac to pewiej poziom minimalnego zyciowego
        > komfortu. i to jest wlasnie moim zdaniem glowny o ile nie jedyny powod wyjazdu.

        Tu się zgadzam, w przypadku większośći tak jest. Bo lepiej jest wykonywać nawet głupszą pracę na obczyźnie jeżeli żyje się z tego jak człowiek niż wykonywać umiarkowanie głupią w Polsce i gówno z tego mieć. Jednak uogólnianie tego do wszystkich emigrantów jest krzywdzące.

        TBC
        • tomek854 Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 27.09.10, 20:38
          > "owszem, zgadzam sie na to, ze sie cofne w rozwoju zawodowym i nie bede wykony
          > wal rzeczy, ktore moglbym wykonywac przy moim wyksztalceniu i doswiadczeniu. be
          > de robil rzeczy mniej ambitne i dajace mniej powodow do dumy. ale bede mial pie
          > niadze na skromne mieszkanko i skromny samochod, o czym w polsce jak dotad mogl
          > em tylko pomarzyc." czy nie jest wlasnie tak w wiekszosci wypadkow? czyz wieksz
          > osc emigrantow, nie musiala najpierw przejsc przez okres znacznego obnizenia st
          > andardu zycia vs. to co mieli w polsce?

          Tak właśnie jest. Z tym że po kilku latach osiągają standard życia w Polsce dla wielu z nich nigdy nie do osiągnięcia nawet przy założeniu wykonywania ambitniejszej pracy.

          A jak już to osiągną to zaczyna im się nudzić w pracy, bo pieniądze to nie wszystko. A wtedy rozgladają się za kształceniem na przykłąd, albo znajdują sobie jakieś ambitne hobby - realizują się jednym słowem.

          Mam też tu taką parę przyjaciół - oboje po zawodówkach, w Szkocji nieco dłużej niż ja. Oboje pracują w pralni. Głupiego robota, sam tam zaczynałem (jako kierowca sprintera). Mają już wszystko - mieszkanie super umeblowane i wyposażone, podrózują po świecie, robią prawa jazdy i na dniach kupują samochód...

          I teraz Ci ludzie, po zawodówce mają dosyć., Wynajęli sobie nauczycielkę, która przychodzi do domu i uczy ich angielskiego a od niedawna co chwila pytają o różne kursa w koledżach nad którymi się zastanawiają.

          Myślę, że w Polsce na zawsze zostaliby robolami, bo jeżeli kredyt na dom bierze się z uwzględnieniem prawnuków, to nigdy by nie wyszli poza tą pierwszą warstwę piramidy potrzeb...

          > po powrocie do polski strasznie sie frustrowalem. brudem i deszczem. dziurami i
          > polityka. dresiarstwem i smrodem. ale nie zmienilem zdania, ze emigracja jest
          > ok tylko dla ludzi, ktorzy jeszcze przed emigracja umieli sobie swietnie radzic
          > w zyciu.

          Widzisz, ja w Polsce w sumie nie narzekałem. Zanim wyjechałem byłem sobie niezależnym dziennikarzem w Chipie, i pewnie jakbym się uparł to mógłbym gdzieś tą drogą podążyć, tylko że mnie to nie bawiło, bo nie lubię babrać się w komputerach. Alternatywą było nauczycielstwo, o czym już pisałem. W sumie pewnie też bym sobie z tym tak czy inaczej poradził.

          Tylko że ja się nie zgadzam, że żeby pojechać na emigrację najpierw musisz się wykazać w Polsce. Uważam, że można tą energię od razu użyć na radzenie sobie na obczyźnie, bo tam taka sama ilość energii daje często lepsze efekty.

          Twoje poglądy rozumiem jako "mercedesy są dla tych, którzy najpierw udowodnią, że umieją jeździć syrenkami". Na pewno Ci, którzy umieją jeździć syrenkami poradzą sobie z mercedesami, ale pewnie zdarzą się wyjątki. Jest jednak także znaczna grupa ludzi, którzy syrenkami nie dawali by rady, a mercedesami już im się uda. No a poza tym jak się od razu wsiądzie do mercedesa to dalej się zajedzie niż jak się pierwszą część podróży będzie tłukło syrenką.

          Oczywiście to jest tylko jednostronna analogia bo daleki jestem od twierdzenia że emigracja to mercedes i w ogóle same miody - tu po prostu niektóre problemy są mniejsze, za to pojawiają się inne, nieobecne w Polsce. Wciąż jednak twierdzę, że summa summarum nawet jeśli na emigracji jest czasem trudniej to sufit jest wyżej.


          > a co do cen, to ze w polsce sa wyzsze koszty zycia mozna miedzy bajki wlozyc. i
          > le kosztuje w usa/uk chleb
          polski około funta - 4 złote. To ze dwa razy tyle co u nas zdaje mi się.
          - mleko
          1.14 za dwumlecznopintowy baniaczek, czyli nieco ponad dwa litry. Wychodzi jakieś 2 złote za litr.
          - jablko
          ostatnio paczkę ośmiu smacznych jabłuszek Granny Smith kupiłem za 1.29
          - mieso
          paczka filetów z kurczaka dla dwóch osób nieco lepszej jakości (znaczy: nie najtańszy chłam, ale żadne cymesy) 2 funty.
          ...
          - ile kosztuje km w taksowce
          Ode mnie na dworzec autobusowy (dośc daleko) dojadę w środku nocy czarną taksówką za 8 funtów niecałe
          - pociagu
          Ode mnie z pod domu na lotnisko Prestwick (ponad 40 mil) 6.35. Powrót połowę tego, bo dla przylatujących jest za pół ceny.
          - autobusie?
          dniowa przejazdówka na całe Greater Glasgow kosztuje 3.50 i jeździsz do oporu
          - fryzjer
          strzyżenie mnie - 7 funtów. Kupiłem sobie maszynkę za 7.99 :P
          - ile musicie doplacac do ub
          > ezpieczenia zdrowotnego?
          nie dopłacam nic, zadowalam się państwową służbą zdrowia.
          - ile w uk placisz za ubezpieczeniu wozu?
          500 funtów za rok przy szacowanym przebiegu mniejszym niż 10 000 mil i dwojgu kierowców bez żadnych pleców, ubezpieczenie full na fabrycznie nowy samochód, 4 lata zniżki.
          a ile za litr
          > paliwa?
          wczoraj tankowałem w Cowall, kompletne zadupie więc drożyzna 117.9 pensa za litr :-)

          i tak dalej i tak dalej. Tylko że na to trzeba spojrzeć inaczej.

          Dla mnie nie jest problemem zatankować paliwo za 118 pensów kiedy w Glasgow jest po 112. Nie muszę się tym martwić, bo mnie na to stać, żeby sobie pojechać na wycieczkę w góry i kupować tam okropnie drogie paliwo. Za ubezpieczenie samochodu płacę blisko 2000 złotych rocznie, ale nie jest to żaden problem dla pracującego dorywczo studenta. W Polsce płaciłem jakieś 700 złotych a pomimo tego moment zapłaty raty był czasem problematyczny.

          Ty mi powiedz co innego: jak to jest, że kiedy zarabiam o tyle więcej niż w Polsce bilet jednodniowy na autobus kosztuje mnie w przeliczeniu na nasze około 15 złotych podczas gdy przy znacznie niższych polskich zarobkach za analogiczny bilet we Wrocławiu zapłacę 10, a chyba nie musze mówić o tym, jaka jest jakość komunikacji zbiorowej u nas a jaka w Glasgow...

          Jak to jest, że ode mnie na dworzec dojadę nowiusią czarną taksówką za 38 złotych podczas gdy z dworca we Wrocławiu na Oporów (znacznie bliżej i szybciej) zapłacę prawie dwadzieścia za kurs zdezelowanym mercedesem młodzszym ode mnie o kilka lat?

          Chcesz inne proporcje? OK.
          Taksówka polska kosztowała mnie tyle samo w przeliczeniu na piwa w knajpie :-)

          Podsumowując: oczywiscie, wiele rzeczy jest w UK droższe niż w Polsce, ale w porównaniu do przeciętnych zarobków życie wciąż jest znacznie tańsze. A niektóre rzeczy są znacznie tańsze nawet wprost (samochody, jak się okazało domy, ubrania, wycieczki zagraniczne... )



          >
          > nie wykluczam, ze znowu bede pracowal za granica (przeciez przez ostatnie kilka
          > lat glownie pracowalem w usa, finlandii, czechach itp.). ale zeby tam sie znal
          > ezc, najpierw musialem zainwestowac w siebie w polsce.
          • x-darekk-x Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 28.09.10, 12:29
            > Tak właśnie jest. Z tym że po kilku latach osiągają standard życia w Polsce dla
            > wielu z nich nigdy nie do osiągnięcia nawet przy założeniu wykonywania ambitni
            > ejszej pracy.

            rzeczywiscie dochod per capita w ppp w polsce jest okolo 40% nizszy niz w uk (19-20 vs 34-35 k$). ale to sie przelozy na analogiczna roznice w relatywnej zamoznosci dopiero wtedy kiedy osoba trafi w ten sam centyl piramidy co w polsce. zazwyczaj jest troche nizej (np nizsze stanowisko niz w polsce) ergo roznica w zamoznosci bardzo maleje.
            jezeli twoi znajomi maja teraz wyzszy standard zycia, to znaczy, ze po prostu im sie powiodlo.

            > Widzisz, ja w Polsce w sumie nie narzekałem.

            ja tez nie! :)
            dopiero jak sie wyprowadzilem z kraju i wrocilem po jakims czasie, zrozumialem jak wiele w polsce jest rzeczy, ktore wprowadzaja czlowieka w frustracje :)

            > Twoje poglądy rozumiem jako "mercedesy są dla tych, którzy najpierw udowodnią,
            > że umieją jeździć syrenkami".

            no nie do konca. raczej "skoro nie umiesz sie wspiac na rysy, nie wspinaj sie na mt. everest" :)
            twierdze, ze skoro ktos odnosi porazki w polsce, to emigracja moze byc jeszcze trudniejszym sprawdzianem. i odwrotnie. jezeli ktos odnosi sukcesy w polsce, to moze (ale nie musi) odniesc podobne za granica.
            • tomek854 Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 30.09.10, 01:28
              > dopiero jak sie wyprowadzilem z kraju i wrocilem po jakims czasie, zrozumialem
              > jak wiele w polsce jest rzeczy, ktore wprowadzaja czlowieka w frustracje :)

              orys.blox.pl/2008/08/Skazeni-normalnoscia.html :-)

              > twierdze, ze skoro ktos odnosi porazki w polsce, to emigracja moze byc jeszcze
              > trudniejszym sprawdzianem. i odwrotnie. jezeli ktos odnosi sukcesy w polsce, to
              > moze (ale nie musi) odniesc podobne za granica.

              To prawda. Ale niekoniecznie trzeba zaczynać od "wspinania się" na Ślęże jak się chce zdobyć Śnieżkę. Bo na Śnieżkę łatwiej się dostać - można wyjechać wyciągiem ;-)
        • x-darekk-x Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 28.09.10, 12:17
          > ale ci, kto
          > > rzy wyjezdzaja tam w ciemno, za chlebem, trafiaja na dol piramidy, w ktor
          > ej cie
          > > zko sie wdrapac.
          >
          > NIe zgodzę się. Może gdzie indziej jest inaczej, ale ja widzę mnóstwo ludzi któ
          > rzy, choć faktem jest, że trafiają z bardzo niska, pną się do góry piorunująco
          > szybko.

          dobrze - to na razie zgodzmy sie na jedno - wielu emigrantow trafia najpierw na sam dol, albo przynajmniej duzo nizej (w sensie ambitnosci pracy, relatywnej pozycji vs. reszta spoleczenstwa) niz przed wyjazdem z polski. sam podajesz przyklad - socjolog w polsce, a w uk praca fizyczna w pizzy hut. rozumiem, ze do tego momentu sie zgadzamy.

          > Znajoma anglistką przyjechała 12 lat temu i po trzech latach była nauczycielką,
          > od lat pracuje jako nauczycielka ESOL i tłumaczka. (...)
          > Inny znajomy - przyjechał, zatrudnił się na TIRze, dziś jest Transport Managere
          > m w jednej z baz (...)

          nie wiem jakie te osoby wykonywaly zajecia w polsce. ciesze sie jednak, ze maja poczucie odniesionego sukcesu i satysfakcji z pracy. mam nadzieje, ze takich przypadkow jest wiele.
          wydaje mi sie, ze w polsce nauczycielka po 12 latach tez moglaby zostac... nauczycielka i tlumaczka.

          > Wielu ludzi poszło na studia, akurat wśród moich znajomych większośc jeszcze st
          > udiuje, ale już kilkoro miało takie staże i praktyki o których w polsce mogłoby
          > tylko pomarzyć.

          wydaje mi sie, ze z dostepnoscia studiow (w szczegolnosci bezplatnych) jest w polsce nieco lepiej niz w uk czy usa - chodzi mi glownie o kryterium kosztowe. moge sie mylic.

          > w Polsce zrobił dwa lata studiów doktorancki
          > ch na polonistyce ale ciepnął to w cholerę i pojechał na zmywak bez angielskieg
          > o. Jest tu siedem lat i zaczął właśnie robić doktorat na prawie...

          no wlasnie to jest to co mowilem. w uk poszedl - jak to nazwales - na zmywak. w polsce - nie wiem, czy sie ze mna zgodzisz - nigdy by nie musial tego robic. w uk po siedmiu latach poszedl na doktorat. w polsce mialby jeden mialby skonczony 5-6 lat temu. a i ten na prawie moglby pewnie zaczac lata temu. rozumiem, ze roznica jest w tym, ze po kilku latach w uk przestal pracowac na zmywaku (co sie pewnie wiazalo rowniez z duzo nizszym nie tylko standardem pracy ale i zycia - popraw mnie jesi sie myle, ze pare lat spedzil mieszkajac w pokatnie wynajetym pokoiku) i po jakims czasie wyrownal i w koncu przekroczyl standard zycia, jaki mial w polsce. zakladasz rowniez, ze jako prawnik w uk bedzie mial duzo lepszy start niz jako prawnik (ale juz z kilkuletnim stazem) w polsce. bardzo mozliwe, ale glowy nie dam sobie uciac.

          > Ja wiem, że w Polsce też są możliwości, ale jakoś spośród moich przyjaciół któr
          > zy zostali mało kto ma pracę dającą satysfakcję - u nas na rynku pracy ambitnej
          > jest podobnie - nie ma problemu, żeby zostać kelnerem (bo wszyscy kelnerują w
          > UK) ale o pracę ambitną jest już bardzo trudno...

          jak wszedzie. sadzilem, ze w polsce wybic sie polakowi z jakas tam pozycja i doswiadczeniem jest latwiej niz polakowi w uk, ktory zaczyna od zera jako imigrant. ale widzac wasz entuzjazm, rozumiem ze moglem na to patrzec zbyt pesymistycznie. moze poprostu trafilem na ludzi, ktorzy wrocili do polski i trafili o pare szczebli nizej niz ich koledzy, ktorzy zostali w kraju. zakladam, ze to niereprezentatywna grupa, bo np w usa poznalem fantastycznych polakow, ktorzy sobie swietnie radza.

          > NIe myli się, ale sugerowanie, że w Polsce wszyscy oni byliby profesorami fizyk
          > i kwantowej jest nieco przesadzone. Zawsze większosć społeczeńśtwa wykonuje jed
          > nak prace proste, a biorąc pod uwagę, że wykonujący prace proste są zazwyczaj l
          > udźmi niewykształconymi, a co za tym idzie, mało kto z nich mówi płynnie po ang
          > ielsku, nie należy się dziwic, ze lądują na gorszej pozycji startowej niż lokal
          > si czy choćby Hindusi.

          100% racji. ale skupilem sie na grupie ludzi, ktorzy w polsce mieli juz jakies wyksztalcenie i/lub dosc ambitna prace, ale godza sie na emigracje schodzac o pare polek nizej w tym wymiarze. jak wspomniany socjolog w pizzy hut.

          > Ja jeździłem ciężarówką, zwiedzałem świat, uczyłem się w wolnych chwilach franc
          > uskiego, żyłem na poziomie o jakim w Polsce mogłem dotychczas tylko marzyć i na
          > drabiałem zaległości lekturowe.

          nie bede ukrywal, ze ci zazdroszcze. strasznie mi brakuje wolnego czasu w tygodniu. weekendy mam swiete, ale miedzy poniedzialkiem a piatkiem... ech... polska to jednak wilczy kapitalizm. punkt po twojej stronie tablicy. :)

          tomek, widac ze czerpiesz duza satysfakcje z wykonywanej pracy, z mozliwosci jakie ci daje w zyciu prywatnym, z miejsca gdzie mozesz mieszkac i sie uczyc. ciesze sie, ze tak ci sie uklada. mam nadzieje, ze taki los ma wiekszosc emigrantow (nie wiem tego). i najwyrazniej powinienem mowic bardziej wprost, ze moje wypociny odnosza sie do ludzi, ktorych poznalem - wyjechali rezygnujac z tego co maja, poszli do prostej pracy, i dziwia sie, ze po powrocie do kraju jest im dane odczuc, ze ich "wartosc na rynku" jest mniejsza niz kolegow, z ktorymi pracowali razem przed wyjazdem. takie wlasnie znam przypadki. odlozone 10.000 funtow i vectra z kierownica do przekladki nie pozwalaja na ustatkowanie sie a pozwalaja na frustracje...
          • tomek854 Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 30.09.10, 15:31

            > dobrze - to na razie zgodzmy sie na jedno - wielu emigrantow trafia najpierw na
            > sam dol, albo przynajmniej duzo nizej (w sensie ambitnosci pracy, relatywnej p
            > ozycji vs. reszta spoleczenstwa) niz przed wyjazdem z polski. sam podajesz przy
            > klad - socjolog w polsce, a w uk praca fizyczna w pizzy hut. rozumiem, ze do te
            > go momentu sie zgadzamy.

            No nie wiem, czy tak niżej.

            Moi przyjaciele którzy zostali w Polsce też pracują poniżej swoich możliwosci - fizycy w sklepie z okularami, geograf rozwozi mięso Lublinem, historyk jest ochroniarzem... Myślę że fakt, że więcej z nich pracuje jednak w sensownym zawodzie w dużej mierze zależy od tego, że są "u siebie", "we własnym kraju" mówią swoim pierwszym językiem, od dnia zero świetnie znają realia, więc jest im łatwiej.

            > nie wiem jakie te osoby wykonywaly zajecia w polsce. ciesze sie jednak, ze maja
            > poczucie odniesionego sukcesu i satysfakcji z pracy. mam nadzieje, ze takich p
            > rzypadkow jest wiele.

            Mogę ucziwie powiedzieć (pomijając studentów, którzy jak to studenci pracują gdzie popadnie) że wśród moich znajomych większość ma sensowne prace. Mogę też powiedzieć, że wśród ludzi niewykształconych (to znaczy matura albo poniżej) większość z nich już po kilku latach ma lepszą pracę niż analogicznie wykształceni szkoccy znajomi - bo nasi się rozwijają i prą do przodu, a Szkot jak ma za co się w piątek napić, to już mu więcej niczego nie potrzeba do szczęścia.

            Jeśli ktoś po kilku latach wciąż sprząta, pakuje mięso albo robi inną gównianą pracę, to na 99% sam sobie jest winien i w Polsce też by miał kiepsko. Nie, właściwie kiepsko to ma tutaj, ale daje radę jakoś żyć. W Polsce miałby przesrane.

            > wydaje mi sie, ze w polsce nauczycielka po 12 latach tez moglaby zostac... nauc
            > zycielka i tlumaczka.

            Procedury zostania tłumaczem w Polsce są o wiele bardziej skomplikowane (tłumaczenie, które ja liznąłem a wielu z moich znajomych tym się zajmuje to odpowiednik polskiego tłumacza przysięgłego, a robi to się w półrocznym kursie (z tym że oczywiscie język musi być perfect (dlatego się na to nie porywałem), ale nie trzeba mieć na to żadnych papierów, tylko umiejętności się liczą).

            > wydaje mi sie, ze z dostepnoscia studiow (w szczegolnosci bezplatnych) jest w p
            > olsce nieco lepiej niz w uk czy usa - chodzi mi glownie o kryterium kosztowe. m
            > oge sie mylic.

            Mylisz się. W polsce bezpłatność studiów jest fikcją od pierwszego dnia, kiedy kasują Cię za wydrukowanie legitymacji, za kartę biblioteczną i tak dalej. I tak jest przez całe studia.

            Ba, moja ex studiowała geografię, gdzie pół wakacji spędzało się na obowiązkowych wycieczkach, obozach i objazdówkach - za własne pieniądze, a było to na zaliczenie. NIe stać cię - nie zaliczysz roku. (myśmy mieli szcżęscie na astronomii że jak jeździliśmy do obserwatorium to nam oddawali za bilety).

            W UK teoretycznie studia są płatne ale (przynajmniej w Szkocji i Walii, bo w Anglii to chyba tak łatwo nie jest) płaci za nie rząd. W praktyce obywatel UE nie musi płacić ani grosza opłat, a ktoś, kto mieszkał w Szkocji/Walii trzy lata (i płacił podatki) może praktycznie żyć z samych studenckich stypendiów i benefitów.

            Dodatkowo np. studenci nie płacą podatku miejskiego (a to dość znaczna suma, przynajmniej w Glasgow) i mają wiele innych zniżek, ulg i benefitów...

            Finansowo jest 100 razy lepiej studiować w UK niż w PL. Tak jak mówiłem: w Polsce nie byłoby mnie stać na podjecie drugich studiów, ani dziennych, ani zaocznych (a powaznie rozpartrywałem obie opcje). W UK para studentów full time, pracujących dorywczo na mniej niż pół etatu każde żyje sobie lepiej niż wielu z naszych polskich pracujących przyjaciól w kraju i do tego kupuje sobie fabrycznie nowe auto (mały pierdziszonek i ze zniżką ale zawsze, nie?)

            > no wlasnie to jest to co mowilem. w uk poszedl - jak to nazwales - na zmywak. w
            > polsce - nie wiem, czy sie ze mna zgodzisz - nigdy by nie musial tego robic. w
            > uk po siedmiu latach poszedl na doktorat. w polsce mialby jeden mialby skonczo
            > ny 5-6 lat temu.

            Miałby, albo by nie miał - to zależy, czy byłby w stanie się utrzymać jednocześnie robiąc doktorat...

            a i ten na prawie moglby pewnie zaczac lata temu. rozumiem, ze
            > roznica jest w tym, ze po kilku latach w uk przestal pracowac na zmywaku (co s
            > ie pewnie wiazalo rowniez z duzo nizszym nie tylko standardem pracy ale i zycia
            > - popraw mnie jesi sie myle, ze pare lat spedzil mieszkajac w pokatnie wynajet
            > ym pokoiku) i po jakims czasie wyrownal i w koncu przekroczyl standard zycia,

            No właśnie. Ja też zaczynałem od tego, że zajechałem do UK stopem z plecakiem i gitarą i mieszkałem w małej klitce u Pakistańca. Ale dziś jestem zadowolony, a dopiero się rozkręcam. Uważam, że warto.

            > jaki mial w polsce. zakladasz rowniez, ze jako prawnik w uk bedzie mial duzo le
            > pszy start niz jako prawnik (ale juz z kilkuletnim stazem) w polsce. bardzo moz
            > liwe, ale glowy nie dam sobie uciac.

            Myślę, że istotnym czynnikiem będzie tu to, że prawnikiem można zostać nie posiadając tatusia w radzie adwokackiej - jak się ma dyplom to wynajmuje się kanciapę między corner shopem a fish and chipsem, zatrudnia sekretarkę, wiesza szyld i czeka na pierwszego klienta :-) Ale to temat chyba na inną rozmowę :-)

            > jak wszedzie.

            No nie do końca właśnie, bo jak jesteś inżynierem, to w Szkocji cię biorą od razu nawet jak jesteś człowiekiem znikąd - bylebyś miał papiery, jakieś tam doświadczenie minimalne (praktyki na studiach wystarczają!) i conieco rozumiał co do ciebie się mówi po angielsku. W polsce kolega budowlaniec ciągle ma problemy żeby gdzieś się zahaczyć w poważnej robocie (a tak naprawdę wszyscy szukają frajera, któremu bedą płacić tyle co cieciowi, a robotę będzie odwalać za kierownika budowy i jeszcze jak coś nie tego, to będzie można na niego zwalić).

            sadzilem, ze w polsce wybic sie polakowi z jakas tam pozycja i do
            > swiadczeniem jest latwiej niz polakowi w uk, ktory zaczyna od zera jako imigran
            > t.

            No właśnie też nie do końca. Owszem, Polak-imigrant startuje z dalszej pozycji, za to podium ma więcej schodków niż w Polsce.

            ale widzac wasz entuzjazm, rozumiem ze moglem na to patrzec zbyt pesymistycz
            > nie. moze poprostu trafilem na ludzi, ktorzy wrocili do polski i trafili o pare
            > szczebli nizej niz ich koledzy, ktorzy zostali w kraju. zakladam, ze to nierep
            > rezentatywna grupa, bo np w usa poznalem fantastycznych polakow, ktorzy sobie s
            > wietnie radza.

            Pewnie tyle przypadków ile ludzi....

            > 100% racji. ale skupilem sie na grupie ludzi, ktorzy w polsce mieli juz jakies
            > wyksztalcenie i/lub dosc ambitna prace, ale godza sie na emigracje schodzac o p
            > are polek nizej w tym wymiarze. jak wspomniany socjolog w pizzy hut.

            Cały czas musisz patrzeć na tą Pizzę Hut jako na okres przejściowy... Choć znam ludzi, którzy utykają w chujowej pracy i potem nie znajdują lepszej, bo tak zasuwają, że nie mają kiedy szukać i siedzą w tej pętli przez lata. Ja jak tak miałem, to po prostu odłożyłem parę groszy i rzuciłem robotę, ale nie każdy ma odwagę ani możliwosći dorywczego jeżdzenia cięzarówką w agencji...

            > nie bede ukrywal, ze ci zazdroszcze. strasznie mi brakuje wolnego czasu w tygod
            > niu. weekendy mam swiete, ale miedzy poniedzialkiem a piatkiem... ech... polska
            > to jednak wilczy kapitalizm. punkt po twojej stronie tablicy. :)

            Teraz praca wygląda inaczej: pod telefonem 24/7, świątek piątek czy niedziela trzeba jechać to się jedzie. Ale za to sie jeździ w fajne miejsca, a poza tym czasami się siedzi na dupie w domu po parę dni z rzędu. Więc jest fajnie, problem tylko że zaplanować nic się nie da, ale stwierdziłem że póki nie ma dzieci-żony-obowiązków poważniejszych to taka praca "na Nikitę" jest fajna, bo przynajmniej człowiek się nie nudzi. Jak się zestarzej
      • marekatlanta71 Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 27.09.10, 22:48
        Kolego nie-emigrancie....

        Perspektywy dla ludzi z głową są równie dobre w PL co w USA, a może nawet lepsze w USA niż w PL. Ja np. nie narzekam - mam najwyższą możliwą pozycję techniczną jaką można uzyskać w moim zawodzie bez pchania się w management . W Polsce też bym pewnie do tej pozycji doszedł, ale okupione byłoby to pracą po nocach i ciągłymi wyjazdami. A tu siedzę sobie w domu, pracuję kiedy mi się zachce, o 17:00 kończę pracę, weekendy mam wszystkie wolne. Do tego zajmuję się technologiami które w Polsce są jeszcze pewnie nie znane / systemami przy których ZUS (podobno największy system informatyczny w Polsce?) to zabawka. Więc w tym sensie nie ma żadnej różnicy między Polską a USA... A pensja - nie ma co porównywać...

        Żona też nie narzeka - pracuje w swoim zawodzie w nieporównanie lepszych warunkach (i za nieporównanie wyższą pensję) i jest zadowolona - zarówno z godzin pracy (w Polsce musiałaby znacznie dłużej pracować) jak i z jej warunków.

        Więc te opowieści o tym jak to ludzie wykształceni jadą na emigrację i myją naczynia to proszę sobie między bajki...

        No dobrze, pewnie dziecko cierpi bo zamiast do polskich, wspaniałych szkół chodzi do beznadziejnych, amerykańskich? Hmm, moja córka za rok skończy liceum i jednocześnie college (robi oba jednocześnie). Zadania z fizyki i matematyki jakie teraz ma są dokładnie takie same jak ja miałem na 2 roku studiów. Więc pewnie coś z tymi opowieściami o kiepskich szkołach w USA jest nie tak...

        W sprawie kosztów życia to masz częściową rację, bo ignorujesz uwarunkowania lokalne. Oczywiście że tutaj chleb przypominający prawdziwy, polski chleb jest znacznie droższy. Ale dlatego że kupują go tylko ludzie lubiący taki smak. Jak kupujesz amerykański wyrób chlebopodobny, który smakuje tutaj urodzonym i wychowanym to okazuje się on tańszy od polskiego. To samo z mlekiem, masłem, mięsem i tysiącem innych artykułów spożywczych. O ciuchach się nie wypowiadam bo w Polsce są strasznie drogie i gdyby nie Szmatexy i dobroczynność innych krajów to Polacy by goli chodzili. To samo z mieszkaniem - porównując dokładnie to w USA są tańsze. Tyle że to co tu jest podstawowym standardem, to w Polsce uważa się za super-luksus. Więc podsumowując - gdybyś chciał żyć na tym samym poziomie w USA co w Polsce to wyjdzie Ci tyle samo lub nawet taniej. Tyle że będziesz żył jak biedak...
        • wiktor_l Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 27.09.10, 23:28
          marekatlanta71 napisał:

          > O ciuchach się nie wypowiadam bo w Polsc
          > e są strasznie drogie i gdyby nie Szmatexy i dobroczynność innych krajów to Pol
          > acy by goli chodzili.

          Ehehehehehe, dobre.
          Z Chin do UE jest nie tak do konca dalej niz do USA.
        • x-darekk-x Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 28.09.10, 11:48
          > Kolego nie-emigrancie....

          nigdy o sobie tak nie pomyslalem :)
          czesto mnie nosi po swiecie, ale rzeczywiscie nigdy nie planowalem emigracji. ale dotad mieszkalem lub pracowalem poza krajem kilka lat. troche w usa (atlanta, nowy jork, miami), troche na slowacji, troche we wloszech, troche w czechach, troche w finlandii. itp itd. teraz znowu jestem w trakcie trzech o dwoch opcjach, z ktorych kazda jest ponad 15 godzin od domu samolotem :)

          > Perspektywy dla ludzi z głową są równie dobre w PL co w USA, a może nawet lepsz
          > e w USA niż w PL.

          a tu akurat wdalbym sie w dyskusje. bo wydaje mi sie, ze to bardzo zalezy od punktu startowego. po tym co zaobserwowalem zyjac w usa, jestem zdania ze np startujac z nizin spolecznych szanse w polsce masz lepsze - w usa nie pojdziesz do przedszkola (bo sa prywatne i dostepne dla mniejszosci), trafisz do podstawowki z gangiem meksow (bo biedny nie mieszka w okolicy z dobra szkola publiczna), o ile nie dostaniesz stypendium nie pojdziesz na studia. w polsce masz lepsze szanse pod tym wzgledem, zgodzisz sie?
          jezeli jednak startujesz z dobrej sytuacji tak jak np twoja corka lub moi synowie, to dalej w usa wyjdzie to wielokrotnie drozej, ale przyznam ci bez wahania, ze mozliwosci w usa macie tam rzeczywiscie wiecej. bylem pod wrazeniem ilosci dodatkowych zajec, atrakcji itp. ktore sa tam oferowane. moje dzieciaki z tego namietnie korzystaly.

          > Ja np. nie narzekam - mam najwyższą możliwą pozycję techniczn
          > ą jaką można uzyskać w moim zawodzie bez pchania się w management . W Polsce te
          > ż bym pewnie do tej pozycji doszedł, ale okupione byłoby to pracą po nocach i c
          > iągłymi wyjazdami.

          marek, przyznam, ze nie wiem w jakiej sytuacji zawodowej wyjezdzales do usa. jezeli wyjechales tam zaczynajac od zera (placy minimalnej) i bez pozadanego wyksztalcenia to moge tylko uchylic czapke w szacunku.

          > A tu siedzę sobie w domu, pracuję kiedy mi się zachce, o 17:
          > 00 kończę pracę, weekendy mam wszystkie wolne.

          tez nie pracuje w weekendy. ale pamietam, ze w usa pracowalo mi sie lzej. duzo lzej. nie czuc tej presji. to dla mnie najwieksza zaleta. z drugiej to co nazywamy bezpieczenstwem socjalnym na wypadek utraty tej pracy, w polsce chyba wyglada nieco lepiej. choc wiem, ze poza sytuacjami ekstremalnymi ani tobie ani mi to nie grozilo. ergo: komfort pracy w usa rzeczywiscie odbieralem jako wyzszy.

          > Do tego zajmuję się technologiam
          > i które w Polsce są jeszcze pewnie nie znane / systemami przy których ZUS (podo
          > bno największy system informatyczny w Polsce?) to zabawka. Więc w tym sensie ni
          > e ma żadnej różnicy między Polską a USA...

          gratuluje swietnej pracy zatem!

          > A pensja - nie ma co porównywać...

          w moim zawodzie pensja jest ta sama na calym swiecie wlasciwie, wiec dla mnie ten argument znika.

          > Żona też nie narzeka - pracuje w swoim zawodzie w nieporównanie lepszych warunk
          > ach (i za nieporównanie wyższą pensję) i jest zadowolona - zarówno z godzin pra
          > cy (w Polsce musiałaby znacznie dłużej pracować) jak i z jej warunków.

          co do warunkow pracy lekarzy wypowiadac sie nie moge. ci lekarze, ktorych znam w polsce to zazwyczaj zamozni ludzie. ale pewnie nie wszyscy tak maja. ciesze sie za to, ze twoja zona jako family md :) ma dobre godziny pracy. pracowalem w usa dla systemu szpitalnego (moj klient - mozesz jeszcze ich pamietac z atlanty) i pamietam, ze tam practicioner wyciskal po 80+ godzin tygodniowo, ale i u nas bywa ciezko przed zrobieniem specjalizacji/stazu.

          po powrocie do polski pracowalem z nazwijmy to "zespolem lekarzy", ktorzy rozkrecili specjalistyczne praktyki lekarskie w jednym z regionow polski i negocjowali z nami pewien deal. dosc powiedziec, ze na pierwsze spotkanie przyjechali audi rs6, audi q7 (samochod pomocniczy w sekretariacie) i mercem s. pozniej na ksiazkach znalazlem jeszcze u nich sluzbowa panamere i dwie 911 (inter allia). bez kitu :)
          poczulem, ze chce byc lekarzem :)

          > Więc te opowieści o tym jak to ludzie wykształceni jadą na emigrację i myją nac
          > zynia to proszę sobie między bajki...

          marek, tak jak wspominalem ja znam dwa typowe scenariusze:
          - ktos z nazwijmy to "pozycja" wyjezdza na rownie wysoka lub wyzsza pozycje
          - ktos rzuca wszystko i szuka "pracy u podstaw piramidy" na emigracji
          ja znam sporo pierwszych przypadkow ale jeszcze wiecej drugich - to co wspominal tomek - nauczyciele pracujacy w pizza hut itp.

          > No dobrze, pewnie dziecko cierpi bo zamiast do polskich, wspaniałych szkół chod
          > zi do beznadziejnych, amerykańskich?

          skadze znowu! nigdzie tak nie twierdzilem.

          > W sprawie kosztów życia to masz częściową rację, bo ignorujesz uwarunkowania lo
          > kalne. Oczywiście że tutaj chleb przypominający prawdziwy, polski chleb jest zn
          > acznie droższy. Ale dlatego że kupują go tylko ludzie lubiący taki smak. Jak ku
          > pujesz amerykański wyrób chlebopodobny, który smakuje tutaj urodzonym i wychowa
          > nym to okazuje się on tańszy od polskiego.

          marek - przeciez jeszcze do grudnia "stolowalem" sie w roznych targetach, publixach i innych costco. ostatni pobyt w usa mialem nie dalej jak miesiac temu. i powiedz mi jaki chleb kosztuje w usa $70-80 za funt?

          > To samo z mlekiem, masłem, mięsem i
          > tysiącem innych artykułów spożywczych.

          te rzeczy naprawde wychodza taniej w polsce. wyjatki jakie znalazlem to sea food i poledwica wolowa. ale zapominij, zeby kupic maslo, mleko, kurczaka lub zwykly boczek taniej niz w polsce. to bajki.

          >O ciuchach się nie wypowiadam bo w Polsc
          > e są strasznie drogie i gdyby nie Szmatexy i dobroczynność innych krajów to Pol
          > acy by goli chodzili.

          tu masz 100% racji! szlag mnie trafia jak sobie wyobraze jakie marze musza miec nasi detalisci i dystrybutorzy! dlaczego za prosty sweterek hilfighera zrobiony malymi chinskimi raczkami placilem w mallu w norcross 15-20usd a w w-wie w outlecie nie zejde ponizej 150-200pln? dlaczego levi'sy w outlecie na florydzie kupowalem od 5 do 35usd a w polsce ciezko o model ponizej 300pln? nie rozumiem tego. ze stanow przywiozlem kilkadziesiat kilo ciuchow. za kazdym razem.

          >To samo z mieszkaniem - porównując dokładnie to w USA są
          > tańsze.

          to znaczy gdzie? najdrozsze polskie vs najdrozsze amerykanskie miasto - porownaj nyc z w-wa. :)
          bo jezeli masz porownywac jedno najdrozsze polskie miasto z jednym z amerykanskich najtanszych (atlanta) to troche nie fair. choc to prawda, ze dom, w ktorym mieszkalem (wynajmowany) w atlancie byl warty kolo $450k i w w-wie pewnie tej wielkosci chata bylaby w podobnej jak nie wyzszej cenie. tyle, ze nikt by nie kupil domu zbudowanego z kartongipsu i desek. dopiero po powrocie do swojego domu czuje jaka jest roznica w solidnosci budowania (w usa nie mieszka sie w jednym domu przez kilka pokolen - 40-letni dom to raczej tylko zbedna zabudowa pod tear-down na dzialce dla nowego domu).

          >Tyle że to co tu jest podstawowym standardem, to w Polsce uważa się za
          > super-luksus.

          tu masz 100% racji. domy sa pieknie wykonczone. te polskie mieszkanie w domach bez chodnika, tynku i klosza na zarowce to rzecz tam nie do pomyslenia.

          > Więc podsumowując - gdybyś chciał żyć na tym samym poziomie w USA
          > co w Polsce to wyjdzie Ci tyle samo lub nawet taniej.

          mimo tego co pisalem wyzej, rzeczywiscie sie zgodze. zycie na wysokim poziomie w usa kosztuje pewnie nie wiecej (lub niewiele wiecej) niz w polsce.

          > Tyle że będziesz żył jak
          > biedak...

          a tego nie zrozumialem.


          ale podsumuje w taki sposob.
          po powrocie do polski z usa mialem autentyczna depresje. bylem zalamany otaczajacym mnie szarym nieprzyjaznym swiatem. dalej jest mi przykro, kiedy wygladam za okno. usa to po prostu lepsze miejsce do zycia w tak wielu wymiarach, ze szala przechyla sie dosc mocno. ale wierze, ze jest tak, bo pojachalem z b. dobrych warunkow w polsce do b. dobrych warunkow w
          • cracovian Biedny Darek 28.09.10, 21:15
            x-darekk-x napisał:

            > w usa nie pojdziesz do przedszkola (bo sa prywatne i dostepne dla mniejszosci),
            > trafisz do podstawowki z gangiem meksow (bo biedny nie mieszka w okolicy z dobra
            > szkola publiczna), o ile nie dostaniesz stypendium nie pojdziesz na studia. w polsce masz
            > lepsze szanse pod tym wzgledem, zgodzisz sie?

            Darek - Osobiscie wolalbym zyc w budzie pod mostem w USA owiniety w koce z darow, niz codziennie w Polsce patrzec na te lokalne rasistowske przepite mordy.

            Sam nie mialem stypendium, szkole swoja i zony splacam do dzisiaj, wyprodukowalismy maly gang "pol-Meksow" i codziennie dziekuje Bogu Slonca, ze zycie ulozylo sie wlasnie tak.

            Kazdy powinien siedziec tam gdzie jest jego miejsce.
            • x-darekk-x Re: Biedny Darek 29.09.10, 11:59
              > Darek - Osobiscie wolalbym zyc w budzie pod mostem w USA owiniety w koce z daro
              > w, niz codziennie w Polsce patrzec na te lokalne rasistowske przepite mordy.

              wow, rozumiem, ze to pisane pod wplywem jakis emocji. bo chyba wyjezdzanie polakom od rasistow z perspektywy georgii gdzie jeszcze 40-pare lat temu byl realny apartheid i do dzis istnieje piekna segregacja na dzielnice czarne (vide miedzy lotniskiem a hwy20), meksykanskie (bufford hwy w ramach perimetera) czy biale (dunwoody?) jest conajmniej ciekawe? to w georgii na stronach przedszkoli mozna przeczytac jaka maja kompozycje rasowa i ze "african-american i asian to mniej niz 3%" tzn. to dobra szkola. to w georgii moj realtor (agent nieruchomosci) mowil, ze ciesza sie, ze jestesmy biala europejska rodzina bo inne nie byly by dobrze przyjete przez wlasciciela domu i sasiadow.

              szczegolnie jednak dziwne jest to w twoich ustach:
              cytuje z twoich wypowiedzi:
              "Wtedy zlapali murzynow tej samej nocy - teraz nie wiem - sprawdze na
              policji za pare dni... Ale ogolnie to sobie tak mysle, ze gdybym mial okazje i bron to bym
              bez zastanowienia w leb strzelal. Z takiego scierwa i tak nic
              dobrego nie wyrasta."
              "Jakis skurwiel Antwoine czy jak mu tam zastawil w nastepny dzien
              GPSa w lombardzie... (...) W poniedzielek GPS bedzie spowrotem w pudelku, a murzyn w pudle."
              " udalo mi sie w 10 sekund zobaczyc goscia na Facebook i dowiedziec, ze prawdopodobnie byl adoptowany przez biala kobiete"
              "Ha :-) Z tym kolorem skory mamy to jednak cos nie tak... Rano sprawdzalem i byla
              biala, teraz jest jakas czarna staruszka."

              > Sam nie mialem stypendium, szkole swoja i zony splacam do dzisiaj

              ciesze sie, ze sie wam udalo. ale jak rozumiem, fakt ze w usa na szkole trzeba sie zadluzyc na lata nie przemawia na korzysc tego systemu, prawda?

              > wyprodukowalismy maly gang "pol-Meksow"

              czyli to co napisalem o "gangu meksow" wziales do siebie. zaluje, bo nie mialem takich intencji i chyba wiesz o czym mowilem. znajomi, ktorzy zamieszkuja we wschodnim norcross przeniesli dzieci do innej szkoly bo w ich lokalnej publicznej przypalypawali 10-latki z narkotykami, nozami a nawet bronia palna. moze zupelnie przypadkowo, niemal 100% tych przypadkow dotyczylo dzieci latynoskich imigrantow, ktore stanowily ponad 70% wszystkich dzieci w szkole. rozumujac "antyrasistowsko" zarowno ty jak i ja powinnismy np bez oporu wyslac nasze dzieci do szkoly, gdzie 80 czy 90% stanowia meksykanie i latynosi. zrobilbys tak? analogicznie powinnismy bez wahania zamieszkac w meksykanskim neighborhood. zrobilbys tak?
              • marekatlanta71 Re: Biedny Darek 29.09.10, 13:10
                A propos rasizmu - z uwagi na populacje w mojej okolicy ja teraz najbardziej boje sie bialych - straszne sk..syny - rabuja, morduja i gwalca. Meksykanie i murzyni tutaj to porzadni ludzie. A biale smiecie to normalnie dno :) :)
                • x-darekk-x Re: Biedny Darek 29.09.10, 13:46
                  domyslam sie, ze w ktoryms miejscu zartujesz, ale jeszcze nie kumam w ktorym :)

                  pracowalem przez jakis czas troche na poludnie od ciebie (w hrabstwie dade) i tam sytuacja wygladala dosc prosto, ale nie do konca tak jak mowisz :)
                  • marekatlanta71 Re: Biedny Darek 29.09.10, 15:19
                    Poważnie, nie żartuję - w mojej okolicy jest tak biało jak można sobie tylko wyobrazić i największym zagrożeniem są ogoleni na krótko osobnicy skinheadopodobni. Osobnicy pochodzenia latynoamerykańskiego są albo bardzo bogaci albo koszą trawę - ani jedni ani drudzy nie są groźni. Osobnicy pochodzenia afroamerykańskiego tutaj są jak jeden mąż bardzo bogaci - najczęściej to gracze Washington Nationals zarabiający miliony rocznie. A biedni przedstawiciele tej rasy nie mieszkają w tej okolicy. Więc pozostają znarkotyzowani, półnadzy biali którzy nie cofną się przed zarżnięciem Cię za $10...
                    • mrzagi01 Re: Biedny Darek 29.09.10, 21:17
                      marekatlanta71 napisał:

                      > . Więc pozostają znarkotyzowani, półnadzy biali którzy nie co
                      > fną się przed zarżnięciem Cię za $10...

                      Ech zazdroszczę ci. U mnie to co najwyżej liczyć mogę, że lumpy mi żelaztwo jakieś z posesji podpierdolą, żeby na złom sprzedać. Co ameryka, to ameryka.
                      • marekatlanta71 Re: Biedny Darek 30.09.10, 14:52
                        mrzagi01 napisał:

                        > Ech zazdroszczę ci. U mnie to co najwyżej liczyć mogę, że lumpy mi żelaztwo jak
                        > ieś z posesji podpierdolą, żeby na złom sprzedać. Co ameryka, to ameryka.

                        No właśnie taka jest różnica. W PL non-stop Ci coś kradną + istnieje szansa (niewielka) że Cię zarżną. W USA szansa na bycie zarżniętym jest praktycznie identyczna, ale jako że te drobne kradzieże są znacząco mniej częste, to człowiek boi się jej bardziej.

                        Pewnie już to pisałem, ale jednym z najważniejszych powodów dla których żyje mi się w USA lepiej jest brak strachu o bycie okradzionym. W Polsce trzeba było mieć 10 zamków w drzwiach, 4 systemy zabezpieczeń w samochodzie, panel od radia w kieszeni i rękę na portfelu przez cały czas. Tutaj domu notorycznie nie zamykam (bo nie posiadam zamka - zepsuł się dwa lata temu i nie widzę powodu naprawy), samochód pewnie ma jakiś alarm, ale nawet nie wiem czy działa, iPody i inna elektronika leżą na siedzeniach i nikt ich nie rusza a rękę na portfelu mam tylko dlatego że po doświadczeniach z Polski nadal nie ufam ludziom.
                        • mrzagi01 Re: Biedny Darek 30.09.10, 18:34
                          Zarzucając czerpanie wiedzy o USA z Simpsonów, a sprawiasz wrażenie jakbyś wiedzę o Polsce czerpał z "Pitbulla" czy "Ekstradycji". No, ale rozumiem, że jakiś bliżej mi nie znanych powodów Tobie wolno.
              • cracovian Re: Biedny Darek 29.09.10, 19:01
                Polacy to rasisci, a to co dzialo sie w Georgii 40 lat temu nikogo nie powinno usprawiedliwiac.

                Mozemy tutaj powiedziec o przyslowiowym prezydencie dla ktorego stalem godzinami w kolejce zeby zaglosowac. Z tego co widzialem albo slyszalem to wiekszosc Polakow tutejszych i Chicagowskich i lokalnych rednekow po prostu nie glosowala czysto z powodu koloru skory. Ale jako kraj zrobilismy to do czego reszta swiata jeszcze dlugo nie dorosnie choc powinno byc normalne i nawet nie warte dyskusji.

                A jesli ktos w okolicy kradnie to u nas zawsze murzyn - niech siedza w pudle do konca zycia. I rowniez strzelalbym do zlodziei w jakimkolwiek kolorze - dlatego nie nadaje sie na Polske, bo by mi amunicji nie starczylo.

                Zadluzenie na szkole to czesc systemu i nic mi sie z tego powodu nie udalo - przynajmniej wiem za co place. Bardzo przepraszam, ale studia w Polsce (nawet darmowe) to strata czasu. To raczej Tobie sie udalo, bo statystycznie to na ladzie po 800 zlotych na miesiac ludzie laduja. Mozemy sie licytowac caly dzien, ale przyszlosci dla swojej rodziny nie widzialbym w Polsce (i ogolnie Europie). System na skraju ogromych zmian demograficznych i upadku z kultura i ludzmi, ktorych niestety nigdy nie zrozumiem. To samo powie Europejczyk o nas i bardzo dobrze - to trzyma Was po drugiej stronie oceanu.

                A twoje "Meksy" mnie wkurwily, bo moja piekna zona jest latynowskiego pochodzenia i obrazasz moje dzieci - tak to widze. Sama marzy o powrocie do swojej rodzinnej Kolonii albo zyciu w Paryzu, ale chyba nie rozumie jakie z tych okolic od 1990 roku zrobily sie slumsy. A ja marze o zyciu w Merida na Jukatanie choc i tak do konca zycia bede wesolo siedzial wlasnie tu.
                • mrzagi01 Re: Biedny Darek 29.09.10, 21:05
                  cracovian napisał:


                  > A twoje "Meksy" mnie wkurwily, bo moja piekna zona jest latynowskiego pochodzen
                  > ia i obrazasz moje dzieci - tak to widze.

                  Ponad wszelką wątpliwość jestem polakiem, a jednocześnie:
                  1. Nie uważam żebym był rasistą
                  2. Stanowczo nie mam zapijaczonej gęby (dokładnie sprawdzalem w lustrze i popytałem tu i ówdzie)
                  3. Nie ubieram się w lumpeksach a jednocześnie nie chodzę goły.

                  Zatem przyjmijmy że ktoś tu mnie po trzykroć wkurwił, przynajmniej w kwestiach zasadniczych. A ponieważ pkt. 1-3 odnoszą się do mojej najbliższej i najdroższej rodziny, zostałem wkurwiny do potęgi trzeciej, i co?

                  A że tak sobie BTW przypomnę reakcje na wątek o freakach z WalMartu, to.... mamy tu problem jak u Lord Farquada.
                  • cracovian Re: Biedny Darek 30.09.10, 01:26
                    Jak juz cos to Ciebie podwojnie wkurwilem, bo ja o lumpeksach nie pisalem, a ludzi z Wal-Martu to raczej bym tylko bronil, bo to przeciez Amerykanie :-)

                    Lubie sobie na ludzi popatrzec i sie cicho posmiac dla rozrywki, ale nie oceniam (poza Polakami, cholera...) choc uniwersalnie szkoda mi ludzi biednych i malych dzieci (do lez i do bolu).

                    Mysle, ze sie gazeta do tego mojego anty-Polonizmu b. przyczynila, poniewaz zawsze glupoty o Amerykanach pisza, a ludzie w komentarzach ogolnie zieja nienawiscia do przeszlo 300-milionowego i jakze zroznicowanego narodu. Tak wiec to mechanizm obronny sie wlacza.
                • x-darekk-x Re: Biedny Darek 30.09.10, 11:30
                  > A twoje "Meksy" mnie wkurwily, bo moja piekna zona jest latynowskiego pochodzen
                  > ia i obrazasz moje dzieci - tak to widze.

                  chyba nieslusznie bo ja slowa o twoich dzieciach ani tym bardziej zonie nie wspomnialem. poniewaz nigdy ich nie poznalem nie smialbym sie o nich wypowiadac, nie mowiac juz o mowieniu zle o czyjejs rodzinie bez zadnego powodu. zaluje zatem szczerze, jezeli - zupelnie bez takiej intencji z mojej strony - poczules sie urazony.

                  w swojej wypowiedzi odwoluje sie tylko do swoich, krotkich doswiadczen w georgianskiej rzeczywistosci (zupelnie nie zwiazanych z twoja rodzina bo przeciez nie udalo nam sie spotkac w koncu), gdzie trudno bylo niezauwazyc pewnych zaleznosci pomiedzy bezpieczenstwem dzielnic a ich mieszkancami. skoro wspominalem o przypadkach szkolnych (to byl autentyczny przypadek), to pozostanmy przy tym - moze to spisek mediow i moich znajomych, ale nie slyszalem o gangach bialych dzieciakow terroryzujacych latynoskich czy afrykanskich kolegow. moze rzeczywistosc jest inna - nie wiem na pewno, ale jakos mi sie nie wydaje. jestem daleki od szufladkowania indywidualnych ludzi na podstawie koloru skory, kraju pochodzenia czy wyznania. mam kolegow wsrod gosci z argentyny, meksyku, afryki poludniowej czy iranu. ale z drugiej strony, poprawnosc polityczna musialaby wziac gore nad rozsadkiem i intelektualna uczciwoscia, zeby zaprzeczac, ze jakas zaleznosc istnieje.
                  spojrz chocby na to:
                  to jest ilosc przestepcow osadzonych w wiezieniach na 100 000 mieszkancow wsrod ludnosci bialej:
                  https://vdare.com/images/021305_sailer1.jpg
                  wsrod latynoskiej:
                  https://vdare.com/images/021305_sailer3.jpg
                  wsrod afro-ameryk:
                  https://vdare.com/images/021305_sailer2.jpg

                  wg nowszysch danych (2008) ilosc osadzonych w wiezieniach w przeliczeniu na 100.000 populacji wynosi: 487 wsrod ludnosci bialej, 3.161 wsrod czarnej, 1.200 latynoskiej.

                  patrzac na zmiane w wielkosciach absolutnych pomiedzy 2000 a 2008: biali przestepcy +12%, afrykanie -3%, latynosi +44%.

                  wsrod osadzonych wiezniow, odsetek tych, ktorzy siedza za najciezsze przestepstwa tj. te z uzyciem przemocy (morderstwo, gwalt, rozboj) wynosi 46% dla b, 50% dla a i 58% dla l.

                  raport za 2008

                  nie wiem czy sie ze mna zgodzisz, ale o ile obaj pewnie chcielibysmy maszerowac ze sztandarem nie roznicowania szans na starcie dla wszystkich ludzi niezaleznie od rasy, wyznania itp., to chyba powinnismy sie tez zgodzic, ze mimo politycznej poprawnosci, ktora niemal zabrania o tym mowic, to jednak istnieja pewne statystyczne roznice pomiedzy roznymi grupami w spoleczenstwie.

                  prosty test: dajmy na to, ze twojej zonie/matce/corce (wstaw co wolisz) psuje sie samochod kiedy ladnie ubrana jedzie na bankiet - jest srodek nocy gdzies na amerykanskich przedmiesciach. zeby dojsc do metra ma do wyboru przejsc w nocy przez osiedle, w ktorym wieczorem na ulicach przebywa glownie mlodziez afry-am, opcja druga to mlodziez latynoskich imigrantow lub opcja trzecia to osiedle, na ktorym jest tylko mlodziez z indii. cos bys jej zasugerowal? czy to zupelnie bez znaczenia?

                  > Sama marzy o powrocie do swojej rodzi
                  > nnej Kolonii albo zyciu w Paryzu, ale chyba nie rozumie jakie z tych okolic od
                  > 1990 roku zrobily sie slumsy. (...) A ja marze o zyciu w Merida na Jukatanie

                  kolonia to slumsy vs merida w meksyku?
                  wiem, ze merida to bodajze najbezpieczniejsze miasto w tym kraju, ale zeby az tak?

                  nie bylem w meksyku, ale bylem np w wenezueli, kolumbii, ekwadorze itp. oczywiscie dosc dobrze znam niemcy. i sklamalbym gdybym powiedzial, ze wieczorami bezpieczniej czulem sie w ameryce lacinskiej.

                  patrzac na przyklad na dane z 2009 roku wg ilosci morderstw na 100.000 to najgorszym rejonem na swiecie jest afryka poludniowa: 37.3
                  na drugim - ameryka srodkowa w tym meksyk: 29.3
                  na trzecim - ameryka poludniowa: 25.9

                  na drugim koncu skali jako najbezpieczniejsze miejsce figuruje europa centralna i zachodnia: 1.5

                  na poziomie krajow, najwieksze wskazniki ciezkiej przestepczosci (na przykladzie morderstw) maja kolejno: salwador, honduras, jamajka, gwatemala, wenezuela, trynidad, kolumbia, rpa, belize (ten piekny jukatan!), brazylia, dominikana, puerto rico, ekwador, rosja, meksyk i suazi.

                  dla porownania niemcy maja wskaznik 20-krotnie nizszy od meksyku i wypadaja gorzej tylku od kilku krajow arabskich (katar, algieria, liban, maroko, brunei), azjatyckich (hong-kong, japonia, singapur) i europejskich (austria, norwegia, islandia i liechtenstein, w ktorym morderstw jest zero).
                  • cracovian Re: Biedny Darek 05.10.10, 20:57
                    Byc moze sie myle, ale opinia moja jest taka... Ja piszac moge byc wulgarny, moge sie rowniez wypowiadac o murzynach jako zlodziejach i ze np. nie chce zeby obok mnie mieszkali i ze ogolnie czad (szczegolnie nastolatkowie) robia, itd. ale w zyciu bym nie wypowiedzial slowa zaczynajacego sie na N. (po angielsku). Nie spotkalem rowniez czlowieka, ktory to kiedykolwiek w mojej obecnosci zrobil. Dla mnie slowo "meksyki" to wlasnie taki odpowiednik dla Latynosow. Raz slyszalem to z ust swojego wujka (cale szczescie krwia niespokrewnionego), ale to maly i glupi czlowiek - zreszta na chicagowskim podworku to raczej normalka, a ja nie obracam sie w kregach Polakow. Dlatego dziwie sie, ze takie slowo uzywasz i w ogole w jakich okolicznosciach sie jego nauczyles, a ze potrafisz wypowiedziec to juz jest ponizej krytyki, ale to nie moja zreszta sprawa.
                    • x-darekk-x Re: Biedny Darek 11.10.10, 07:55
                      mimo, ze jedziesz po kolorowych, to stawiasz sobie laurke, bo nie uzyjesz slowa "n"

                      to tak jakbys powiedzial, ze rzucasz jajkami w homoseksualistow na paradach, ale nie jestes homofobem, bo nie uzyjesz slowa "pedal"

                      powiedz mi, ze to co mowisz nie jest ksiazkowym przypadkiem obludy, to zajrze do moich ksiazek i chyba bede musial wyrwac pare kartek :)
          • marekatlanta71 Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 29.09.10, 15:37
            Takich kilka luźnych uwag:

            Przedszkole - moja córka chodziła do państwowego przedszkola w Polsce. Żeby się tam dostała, musiałem dać kilka łapówek różnym osobom. W czasie roku "szkolnego" były ciągle zbiórki pieniężne. Do tego godziny były tak dobrane że rodzina w której dwie osoby pracują i która nie posiada babci czy dziadka musiała zatrudnić opiekunkę. I to ma być darmowe przedszkole... A o tym że mojej córce notorycznie ginęły kurtki, czapki i buty (bo miała ładne z USA i innym rodzicom się wyraźnie podobały) nie będę nawet wspominał...

            Po przyjeździe do USA nasza córka poszła do przedszkola w Georgii - oczywiście prywatnego, bo państwowych nie ma. Ale okazuje się że stan Georgia płaci za przedszkole dzieciom w wieku 4 lat (w ramach zysków z loterii) = nie kosztuje to nic rodzica a przedszkola wręcz się biją o klienta (bo dostają pieniądze). Godziny były dostosowane do normalnych godzin pracy. Nic nikomu nie ginęło...

            Szkoła - piszesz że jak nie dostanie się stypendium to człowiek nie skończy studiów. Tyle że 100% dzieci z IQ pozwalającym na wybranie się na studia dostaje stypendium bez problemu - nadal są pewne koszty (mieszkanie itp.), ale jednak nie jest tak źle jak to w Polsce malują. Oczywiście jak masz tępe dziecko i wybujałe marzenia na jego temat, to możesz je wysłać na siłę do Yale czy Harwardu (jak to Bush senior zrobił z Bushem junior), ale wiele to nie pomoże (może i dzieciak zostanie prezydentem, ale i tak demonem wiedzy nie zostanie). Moja córka ma obecnie sponsorowany college - w prezencie od stanu Floryda dostajemy kilka tyś. USD rocznie na to żeby mogła robić jednocześnie szkołę i studia. UCF już jej obiecał stypendium, jak tylko się zdecyduje na studiowanie tam. Wystarczy żeby dzieciak był zdolny, a cały świat stoi przed nim otworem...

            Nie próbuję w żaden sposób udowodnić że gdzieś jest lepiej, po prostu chcę pokazać że wiele stereotypów jakie w Polsce funkcjonują o życiu w USA jest po prostu błędne i oparte o doświadczenia ludzi którym się nie powiodło i po powrocie muszą jakoś uzasadnić swoją porażkę (to nie jest żadna wycieczka osobista, ale doświadczenie życiowe - znam wiele osób które wróciły do Polski bo nie dały sobie rady w USA i teraz opowiadają takie brednie o tym co tu się dzieje że aż szkoda powtarzać). A reszta społeczeństwa swoją wiedzę o USA zdobywa z serialów "The Simpsons" i "Miami Vice"...
            • x-darekk-x Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 30.09.10, 11:39
              > Przedszkole - moja córka chodziła do państwowego przedszkola w Polsce. Żeby się
              > tam dostała, musiałem dać kilka łapówek różnym osobom. W czasie roku "szkolneg
              > o" były ciągle zbiórki pieniężne. Do tego godziny były tak dobrane że rodzina w
              > której dwie osoby pracują i która nie posiada babci czy dziadka musiała zatrud
              > nić opiekunkę. I to ma być darmowe przedszkole... A o tym że mojej córce notory
              > cznie ginęły kurtki, czapki i buty (bo miała ładne z USA i innym rodzicom się w
              > yraźnie podobały) nie będę nawet wspominał...

              :) normalnie jakbysmy zyli w dwoch roznych rzeczywistosciach :)

              mam dzieciaka w przedszkolu w polsce. zona placi bodajze 300pln miesiecznie bez zadnych lapowek. dzieciak jest 8 godzin, ma w cenie posilki. nie ma prawie zadnych doplat poza np nieobowiazkowymi wycieczkami. przedszkole prowadza siostry z lokalnego zakonu.
              jak bylismy w stanach, dzieciaki chodzily do przedszkola prowadzonego przez lokalny kosciol (wiekszosc przedszkoli byla prowadzona przez koscioly). i placilismy tu okolo 500 ale nie pln tylko usd. dzieciaki przychodzily na 9:00 a przedszkole zamykali o 12:30 czyli nie bylo nawet 4 godzin. brak posilku w cenie. co tydzien nowa koperta lub email z tematem co trzeba przyniesc na rzecz przedszkola - jedzenie, ksiazki, gotowke. :)

              obciazylem tym wszystkim pracodawce, ale to i tak byly spore pieniadze w porownaniu z polskim standardem.

              co do stypendiow w szkolach - pewnie masz racje. sam korzystalem z takiego w polsce i dostalem tez takie od unf w jacksonville (twoje rejony). ale jezeli nie zalapiesz sie, bo jestes po prostu przecietny, to nie skonczysz w polsce zadluzony na 100k.
              a w drugim temacie - znam ludzi, ktorzy juz odlozyli prawie 200k na szkole dla dzieci, ktore sa jeszcze w przedszkolu bo zakladaja, ze moze im nie isc i trzeba bedzie ich sponsorowac. tego akurat nie rozumiem (jak w twoim przykladzie z bushem). no coz, najwyzej jak im sie w zyciu nie uda, to zostana prezydentami...
        • mrzagi01 Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 28.09.10, 12:07
          > O ciuchach się nie wypowiadam bo w Polsc
          > e są strasznie drogie i gdyby nie Szmatexy i dobroczynność innych krajów to Pol
          > acy by goli chodzili.

          Zastanawiam się w ogóle jakim to szczęśliwym splotem wypadków nie skaczemy po drzewach jeszcze.
      • wiktor_l Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 28.09.10, 23:15
        cracovian napisał:

        > To wszystko z malej skali sprzedazy i ogolnie wysokich podatkow (szczegolnie dl
        > a pracodawcy) wynika.

        Nie do konca. tzn nie tylko to. Chodzi bardziej o marki i ich pozycjonowanie na danym rynku. Wspomniany tutaj TH nie schodzi ponizej pewnych cen w UE z powodow marketingowych (w polaczeniu z tym o czym Ty piszesz, czyli chlonnosci rynku), natomiast w USA tego nie robi, bo nie jest nie wiadomo jak cenioną marką odzieży. To generalnie temat na dluzszy wywod - "moda" a Ameryka Polnocna, ktory przerabialem niedawno. Sprobujmy kupic szyty na miare garniak Zegna w USA i w takim Berline lub Turynie, to sie zdziwimy cenami w drugą stronę.
        Masowka jest tansza w Stanach, nie ulega wątpliwosci, ale masowka pod popularnymi w Europie markami. Ciuchy bezmarkowe z tych samych fabryk w Chinach czy Indonezji są w Europie rownie tanie (bo marka Chewey lub Cherokee znaczy tyle co TH w USA).
        i tak dalej bla bla bla, ale nie chce mi się pisać bo wylaczylem sie z forum na dluzsza chwile, rowniez z powodu wyjazdu tam (tak tak ;)...

        pozdr
        W
            • x-darekk-x Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 29.09.10, 11:29
              ssa to rzeczywiscie byla padaczka
              w okienku obslugujacym obcokrajowcow siedziala murzynka o bardzo duzym uposledzeniu sluchu i mowy. jestem jak najbardziej za dawaniem zatrudnienia i rownych szans osobom niepelnosprawnym, ale naprawde mimo najlepszych checi nie dalo sie z ta pania porozumiec, choc moj angielski jest ok. dotarcie do tej pani zajelo mi rowniez z godzine w kolejce.
              w dmv nie bylo zle.

              ale z drugiej strony, od kiedy w polsce przeprowadzilem sie do malej miejscowosci, widze ze sprawy urzedowe przebiegaja super latwo. nigdy zadnej kolejki - czy to rejestracja samochodu, czy to wieloetapowe postepowanie zwiazane z budowa domu lub budynku gospodarczego. wszystko od reki, bez trudnosci w milej atmosferze. ale moze to specyfika malej miejscowosci w polsce b.
              • t-tk Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 29.09.10, 11:45
                W Polsce A jeśli chodzi o urzędy jest podobnie. Nawet skarbówka, którą mam we Wrocławiu, a która obsługuje 9 gmin działa sprawnie i miło, wszystko załatwiam od ręki. Natomiast inny urząd skarbowy obsługujący część miasta na głupie zaświadczenie o wysokości dochodów (które jest przecież generowane przez komputer, wyciągane z systemu a więc jego stworzenie zajmuje może 5 minut razem z wymienieniem uprzejmości w moim urzędzie) każe sobie czekać 7 dni.
                Nie wiem od czego to zależy, powiedziałbym, że od obłożenia konkretnego urzędu pracą ale to też się nie sprawdza, bo można spotkać urzędy w których nie ma jakiegoś nawału pracy i petent przeszkadza w piciu kawy ;)

                Na własny Urząd Gminy też nie powiem złego słowa, poza tym, że maile od urzędników filtr poczty uparcie kwalifikuje do spamu ;)
                • sven_b Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 29.09.10, 16:58
                  Ponieważ mówicie o sprawach małego kalibru. Idąc załatwić rejestracje auta, błąd w PIcie, wypis z księgi to tu istotnie sprawy idą miło i czuć, że genereacja biurw wymiera. Natomiast ja czekam na sądową egzekujcę długu od firmy x 570 dni (mogę napisać słownie) i to jest b.źle. Na marginesie, znów pozywam urząd skarbowy (tj. skarb państwa) za odstąpienie od zwrotu podatku VAT od eksportu. Niby juz to przerabiałem, niby prawnik ma szablony w offisie, niby SP już raz przegrał, a jednak wiem, że odczytanie wyroku przyjdzie mi usłyszeć w 2012 lub 13. Oczywiście do tego czasu mogę zapomnieć o pieniądzach. Wyroku do końca też nie jestem pewien, chociaż w sprawie mogę przytoczyć siebie samego jako precedens. Wiem, że w tym czasie przejdę 3-4 kontrole, które przypieprzą sie do kwitu parkingowego za parkowanie w Galerii Mokotów, bo urzędnik skarbowy nie rozumie że z braku opcji można parkować w galerii handlowej i pójść na spotkanie do biurowca obok. Także jeszcze troche wody upłynie.
            • wowo5 Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 30.09.10, 02:30
              marekatlanta71 napisał:

              > Jedna wizyta w DMV albo SSA w Atlancie i odkrywasz ze polskie urzedy sa na niez
              > lym poziomie.
              Tylko jak czesto tam bywasz. Na DMV w NJ nie powiem zlego slowa. Bylem tam moze 4 razy w zyciu i za kazdym razem zalatwilem co chcialem. Troche trzeba bylo poczekac, bo duzo bylo ludzi ale nic nadzwyczajnego. Moze mialem szczescie. W SSA bylem dwa razy - raz w NJ i raz w NY. Obie wizyty przebiegly bezproblemowo. Ogolnie w USA mozna przezyc lata bez koniecznosci stawienia sie w jakimkolwiek urzedzie.
              • marekatlanta71 Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 30.09.10, 14:45
                Urzędy w Melbourne są niesamowicie miłe, uprzejme i pomocne. Bo wszyscy znają wszystkich. Czasem myślę sobie że idea wielkich miast gdzie ludzie są anonimowi jest początkiem końca cywilizacji, bo wyzwala w ludziach ich najgorsze instynkty które do tej pory były tłamszone.
    • x-darekk-x Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 29.09.10, 12:08
      wlasnie sobie pomyslalem (eureka), ze nasze dysputy, przekomarzania sie czy klotnie (zaleznie od punktu widzenia) na temat wad i zalet emigracji sa bez sensu. najwazniejsze jest to, zeby kazdy cieszyl sie wybrana droga. jezeli tomek, marek czy cracovian czerpia satysfakcje z tego gdzie byli i gdzie sa teraz to chyba tylko to sie liczy. nie ma jednej recepty na zycie. nasza dyskusja dowodzi tylko tego, ze rozni ludzie cenia rozne rzeczy. dopoki nam samym sie to podoba, wszystko jest ok, niezaleznie od tego co inni (np ja) maja na ten temat do powiedzenia.

      to chyba tyle z mojej strony w temacie :)
      • mrzagi01 Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 29.09.10, 12:50
        No właśnie chyba o to chodzi. Parafrazując Ryszarda Ochódzkiego -To dobrze, że komuś jest dobrze. I bardzo dobrze. Ale jeżeli ktoś usiłuje mi insynuować, że jestem nieudaczny/upośledzony/nieszczęśliwy bo mieszkam w Wałbrzychu, a nie Glasgow, czy NY, to mnie lekka kurwica bierze i wracam do opinii, że głoszenie treści "jaki to jestem sprytny że wyjechałem" świadczy wyłącznie o zakompleksieniu "wyjechanego".
        • franek-b Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 29.09.10, 13:19
          Podobno człowiek, zawsze szuka potwierdzenia własnych wyborów, dlatego tego typu wątki to dla mnie właśnie takie 'potwierdzacze' (zresztą można zauważyć inne tego typu w stylu co wybrać: auto a, b czy c z czego a i b odrzucam bo mają słaby kolor...). Jak dostanie się impuls z otocznia, że wybór był OK, to taka osoba czuje się lepiej.

          Powyżej to co napisałem to mechanizm znany i nie ma w tym jak sądze nic nadzwyczajnego. Problemem stają się argumenty jakich się używa przy za i przeciw. Rzeczowe i merytoryczne uważam są ok, ale ogólne stwierdzenia typu, że w PL śmierdzi albo ludzie ubierają się dzięki lumpeksom świadczą jedynie o klasie piszącego (dla uściślenia braku). Albo patrząc na to od strony psychologicznej, chęć uwiarygodnienia przed sobą własnego wyboru jest tak duża, że sięga się po argumenty zupełnie nieracjonalne i nieweryfikowalne.
          • tomek854 Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 30.09.10, 15:49
            No, tylko że z tymi lumpeksami to nie jest do końca argument od czapy... Wiem z własnego doświadczenia...

            Zresztą, co by nie mówić, jak łaziłem ostatnio za ciuchami to wlazłem przez pomyłkę do lumpeksu (bo był jakiś ładniejszy i nie wyglądał tak, ze kupa mocherów nurkowała w hałdzie szmat, tylko wszystko było na wieszaku) i mnie rozwaliło, jak zobaczyłem lekko poprzecierane jeansy marki George (marka Asdy, supermarketu UK) DROŻEJ niż nowe w UK!
        • qqbek Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 29.09.10, 14:29
          mrzagi01 napisał:

          > No właśnie chyba o to chodzi. Parafrazując Ryszarda Ochódzkiego -To dobrze, że
          > komuś jest dobrze. I bardzo dobrze. Ale jeżeli ktoś usiłuje mi insynuować, że j
          > estem nieudaczny/upośledzony/nieszczęśliwy bo mieszkam w Wałbrzychu, a nie Glas
          > gow, czy NY, to mnie lekka kurwica bierze i wracam do opinii, że głoszenie treś
          > ci "jaki to jestem sprytny że wyjechałem" świadczy wyłącznie o zakompleksieniu
          > "wyjechanego".

          darekk puszcza gołąbka pokoju, a Ty do niego z armaty walisz, bez pardonu.

          Tak się składa, że mam w życiorysie epizod emigracyjny (2 lata na Wyspach), mam też spore doświadczenia z samodzielnej egzystencji w Polsce.
          Naprawdę nie wiele trzeba, żeby po dwóch latach popaść w Polsce w zdumienie.
          To, że Tomek przypierdzielił Kaczusze, uważam za jak najbardziej słuszne.
          To, co napisał o cenach, za naprawdę zastanawiające, ale w pełni prawdziwe.
          To, co nienawistnicy mu zarzucają... za durne.

          Przed wyjazdem do Anglii miałem niecałe 2k PLN na rękę miesięcznie z podstawowej pracy (poniżej moich kwalifikacji) i spore trudności z "dociągnięciem do pierwszego" mimo branych tu i ówdzie fuch.
          W Anglii bez problemów znalazłem pracę zgodną z moimi kwalifikacjami, w której zarabiałem 2k brutto miesięcznie (tyle, że w Funtach Szterlingach).
          Posiedziałem tam dwa lata jak pączuś w masełku i wróciłem do Polski, zgromadziwszy uczciwy kapitał do założenia własnej firmy (którą mam od ponad dwóch lat i która, odpukać, całkiem nieźle radzi sobie na naszym dzikim rynku).

          Gdybym miał skrobać oszczędności w Polsce, to do dziś siedziałbym na etacie i zastanawiał się, czy może jednak nie wziąć kredytu po paskarskiej cenie, żeby w końcu coś samodzielnie zacząć robić.

          Siedząc w Anglii dwa lata, we dwoje (lepsze pół też pojechało), odłożyliśmy tyle, że perspektywa skrobania tyłka potłuczonym szkłem, byleby tylko coś zaoszczędzić "na lepszą przyszłość" oddalona została w niebyt.

          Pracowałem w normalnej firmie, na stanowisku, na którym w Polsce dostałbym 2,5-3 tysiące brutto, od 10 do 18 każdego dnia. Nie brałem fuch, bo nie musiałem... co miesiąc na koncie było dość, żeby po wypłacie coś wrzucić na konto oszczędnościowe. W Polsce po pierwsze, musiałbym mieć "plecy", żeby taką pracę znaleźć, po drugie, nie odłożyłbym z pensji praktycznie grosza nawet.
                • qqbek Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 29.09.10, 16:30
                  x-darekk-x napisał:

                  > no i mamy koronny argument! czy u was na florydzie i glasgole daja porzadne gol
                  > abki?!

                  Jak mieszkałem pod Liverpool-em, to gdy gotowałem fasolę po bretońsku, bigos lub piekłem gołąbki, to cała lokalna polska społeczność zbiegała się do mnie "całkiem przypadkiem" w gości.
                  Bez obaw- nawet jeśli nie dają, to można spokojnie, z lokalnie dostępnych "materiałów" upichcić, trzeba tylko wiedzieć jak. (Z mienia "przesiedleńczego" żal mi tylko tego 4-galonowego, aluminiowego gara, który został u znajomych i nie mógł z nami pojechać- to bohater wielu "fasolek" i "bigosów" u nas na kwadracie)
                    • wowo5 Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 30.09.10, 02:40
                      O ile 10 czy 20 lat temu decyzja o wyjezdzie z Polski byla latwa o tyle teraz jest juz inaczej. Mimo roznych problemow da sie juz w Polsce normalnie zyc, o ile ma sie glowe na karku i przyzwoity zawod. Wydaje mi sie, ze zmierzamy do swiata, w ktorym zarobki beda zblizone bez wzgledu na miejsce zamieszkania przy podobnych kwalifikacjach. Moze zajmie to nastepne 20 albo 30 lat (mam nadzieje, ze bede juz wtedy na emeryturze) ale osoba o podobnych kwalifikacjach bedzie zarabiac podobne pieniadze, czy zyje w Polsce, w Chinach, Indiach, Niemczech czy w USA. W niektorych zawodach juz tak sie prawie dzieje (informatyka). W innych zajmie to moze wiecej czasu ale wszystko idzie w tym kierunku. Wtedy miejsce zamieszkania bedzie wylacznie wyrazaniem preferencji co do klimatu, kultury, kuchni, itp wystepujacych w danym miejscu.
                      • drpawelek Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 30.09.10, 07:32
                        Dla mnie decyzja o emigracji byla bardzo latwa. Poszedlem na medycyne dlatego, ze interesowala mnie ona jako nauka, a nie rzemioslo (a'la adwokat, hydraulik albo dentysta). Bylem osoba spoza srodowiska i szans na jakakolwiek kariere w Warszawie nie mialem, w przeciwienstwie do paru moich bardziej rodzinnie utalentowanych kolegow. Profesorsko-ordynatorskie mafie rodzinne niestety nie odeszly i maja sie doskonale, te same od lat 50-tych. Sa dobrze umocowane i nikt im juz nie zagrozi.
        • tomek854 Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 30.09.10, 15:47
          Ale jeżeli ktoś usiłuje mi insynuować, że j
          > estem nieudaczny/upośledzony/nieszczęśliwy bo mieszkam w Wałbrzychu, a nie Glas
          > gow, czy NY, to mnie lekka kurwica bierze i wracam do opinii, że głoszenie treś
          > ci "jaki to jestem sprytny że wyjechałem" świadczy wyłącznie o zakompleksieniu
          > "wyjechanego".

          Ja nie próbuję, więc jeśli tak zrozumiałeś, to coś źle zrozumiałeś. Za to ja stoję na takim samym stanowisku jak Ty - mi jest dobrze gdzie jestem, i nie będą mnie inni pouczać że źle robię :-)

          Poza tym bardzo mnie cieszy, że mieszkasz w Wałbrzychu, bo choć Wałbrzych nieco zapyziały i się sypie cały to ja go bardzo lubię i cieszy mnie, że przyczyniasz się do jego rozwoju i kiedyś będzie tam znowu ślicznie ;-)
          • mrzagi01 Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 30.09.10, 16:11
            tomek854 napisał:


            >
            > Ja nie próbuję, więc jeśli tak zrozumiałeś, to coś źle zrozumiałeś.
            Nie no spoko, uniosłem się w kontekście calej dyskusji, jakkolwiek mam do Ciebie pewną pretensję o to, że pierdyknąłeś ten sierioznyj elaborat na okoliczność słów wypowiedzianych przez tego niskiego pana na prochach, a to niestety bardzo tak jakbyś chciał uczenie polemizować z TYM osobnikiem, czyli żen.

            > Poza tym bardzo mnie cieszy, że mieszkasz w Wałbrzychu,
            Tak właściwie to mam hawirę i meldunek w Szczawnie które już jest pikne :)
            • tomek854 Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 30.09.10, 17:48
              Elaborat na okoliczność - tak.

              Próba dyskusji? NIe.

              To tak jakbym powiedział "kurwa, znowu pada". Przecież to nie znaczy, że chcę z pogodą dyskutować.

              To samo dotyczy tego buca :-) Mozna się czasem wkurzyć, ale przecież wiadomo od razu, że nie należy dyskutować tylko wyjąć parasol ;-)

              > Tak właściwie to mam hawirę i meldunek w Szczawnie które już jest pikne :)

              Wiem, i mówiłeś że właśnie dlatego.

              Czyli taki mrzagi lokalny emigrant co to zamiast swoją wałbrzyską ojczyznę naprawiać uciekł na łatwiznę do miejsca, gdzie już wszystko gotowe :D :D :D
    • charlie_x Re: Biedni ci Polacy na emigracji... 05.10.10, 22:22

      >
      > Wiecie, czasami sobie myślę czy by nie wrócić do Polski, ale jakoś realnie tego
      > nie widzę...
      >

      ..i ja nie widze powodow do powrotu, a co do polskiej rzeczywistosci nawet w najodwazniejszych przewidywaniach jak do tej pory nie widzie realnej szansy na godne zycie. Siedzimy tu na swoim dalej.. ja z zona i naszym polskim psem.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka