emes-nju
06.12.10, 13:43
Wczoraj, korzystajac z przecudnych okolicznosci przyrody, wybralem sie z moja luba i jej przyjaciolka na lono (przyrody - nie kolezanki) w celu wyprodukowana jakiejs setki banalnych landszaftow z gatunku "zachod slonca na Wisla". (Jelenie, ktore jak wiadomo musza ozdabiac przecudnej urody landszafty, nie przyszly).
Bylo slicznie. Tylko 10 st. mrozu, pizdzilo jak w kieleckiem na dworcu autobusowym, snieg sypal sie do butow, a tlen zatruwal organizm wolnymi rodnikami tlenowymi.
Jak zaczelo robic sie ciemno poszlismy do samochodu. Wyciagnalem kluczyki z kieszeni kurtki, nadusilem odpowiedni guziczek na pilocie, swiatelko na nim blysnelo wesolo, a... Kierunkowskazy w aucie odmowily blysniecia. Spokojnie podszedlem blizej i powtorzylem operacje z podobnym skutkiem. I jeszcze blizej... I nic.
Jak tylko zaczely sie mrozy solidnie naoliwilem obydwa zamki (nie wiem dlaczego obydwa, bo jeden od dawna jest zniszczony przez zlodzieja-pierdole - nie dosc, ze probowal ukrasc Alfe, to jeszcze mu sie nie udalo) wiec spokojnie wsadzilem kluczyk do zamka sprawnego i... ZONK. Zamarzl...
Jakos, po kilku minutach walki udalo mi sie auto otworzyc bez tluczenia szyby i przystapilem do dobierania sie do alarmu, zeby wydlubac antene i dokonac polaczenia pilota z antenka. Po wydlubaniu, pradu nadal bylo za malo... A nie mialem jak wyjac z pilota bateryjki, zeby ja rozgrzac w dloniach. (Zadna z kobiet nie miala pilniczka do paznokci - co za czasy!).
A tu juz zaczyna sie robic ciemno, zadupie, psy (mam nadzieje, ze psy) dupami szczekaja, a mroz rosnie :-)
W koncu udalo mi sie wielkim srubokretem oddlubac srupke od pilota, rozgrzac baterie i obezwladnic alarm. Uff...
Odpalilem silnik, zaprosilem kobiety do srodka (do tego momentu biegaly po dukcie, zeby sie rozgrzac :-D ) i dumnie oswiadczylem, ze musialem wyciagnac bateryjke i drucik, zeby uruchomic auto. Uslyszalem, ze jestem swinia... A potem jeszcze, ze to JA jakoby zepsulem samochod. Ja go przeciez naprawilem! Szarpiaca dusze niesprawiedliwosc!
Acha. Goraco polecam wszystkim zakup latarki na korbke (bateryjki w normalnej latarce przy 10 st. mrozu moga zrobic to samo co moja w pilocie). Mozna takie cudo kupic np. w Decathlonie. Gdybym nie mial jak oswietlic "pola operacyjnego", to zapewne dymalibysmy pieszo do najblizszych (obiektywnie dalekich) siedzib ludzkich. No i najwazniejsze - jak robi sie przecudnej urody landszafty na mrozie, to kluczyki trzeba trzymac pod kurtka, a nie w jej zewnetrznej kieszeni :-)