Dodaj do ulubionych

Amerykanin jest zdolny do wszystkiego...

11.01.11, 02:35
Pan utknął w śniegu. Siedział w samochodzie bez jedzenia przez kilka dni póki mu się benzyna nie skończyła. Wtedy wyruszył w drogę i przeszedł (uwaga) 7 MIL (słownie: SIEDEM!).

Musiałem kilka razy odsłuchać, bo myślałem, że się przesłyszałem.

Śniegu jak widać jest ze 40 cm, do tego są wyjeżdżone koleiny więc można całkiem wygodnie iść, bałwan siedział trzy dni w aucie zanim się zdecydował ruszyć... I mamy newsa...

www.youtube.com/watch?v=TJEgu_Z3mRU&feature=related
Obserwuj wątek
    • brutt Re: Amerykanin jest zdolny do wszystkiego... 11.01.11, 03:48
      :)

      Obawiał się tego co spotka za zakrętem.

      Ciekawe są komentarze pod tym video na youtubie. Ktoś wyliczył ,że w wolnym tempie, piechotą zajeło by mu to 4 godziny czasu.
      Z drugiej strony, kto jeździ na skróty zimą, przez leśne, górskie drogi Colorado. Not the sharpest tool in the box, jak go ktoś trafnie określił.
    • mrzagi01 Re: Amerykanin jest zdolny do wszystkiego... 11.01.11, 10:57
      Hiroł normalnie :)

      BTW- Kolega mój w drugi dzień świąt wracał wieczorem z żoną i dziećmi z wizyty u rodziców. W pewnym momencie auto stanęło wskutek całkowitego odcięcia prądu. Było to w mieście przy głownej trasie jakkolwiek trochę na uboczu. Zaczęło się dzwonienie po znajomych i rodzinie, celem sprowadzenia odsieczy (m. in. do mnie, ale tak się złożyło że mi sie komórka rozładowala) W końcu przyjechał szwagier z nieodległego acz innego miasteczka który zabrał ich do domu, a trupa zepchnęli na parking. Ciąg dalszy miał miejsce dnia następnego, kiedy to pojechałem z kumplem zobaczyć co i jak, i ewentualnie wziąć auto na hol.
      No i tak: Po otwarciu maski stwierdziłem, że brak prądu spowodowany został poluzowaniem klemy dodatniej.Trwająca10 sek. doraźna naprawa polegająca na dociśnięciu klemy kciukiem i zafiksowaniem (na wszelki wypadek) złamaną zapałką usunęła problem całkowicie.
      A teraz najlepsze- oni tkwili tam prawie dwie godziny, koledze w międzyczasie zachcialo się kupala, więc poszedł się łamać w w mrok, śnieg, mróz i piździawę (tudzież karzaki)- co było dość heroicznym wyczynem, ale jakoś nie przyszło mu do głowy otworzyć maskę :)))
      Dodam, że gościu w branży motoryzacyjnej pracuje.
      • franek-b Re: Amerykanin jest zdolny do wszystkiego... 11.01.11, 11:15
        Weź pod uwagę, że przyjechałeś tam jak było jasno, na luzie, bez presji rodziny i kupala :-)
        Miałem parę razy tak, że to samo miejsce po ciemku 'wygląda' zupełnie inaczej i zupełnie inaczej nastraja i bynajmniej nie zacheca do zglądania pod maskę (jak się nie ma latarki np.).

        A propos amerykanca, to 3 dni siedzieć w aucie i czekać to trzeba mieć zaparcie (nomen omen może miał zaparcie skoro tyle wytrzymał...) ;-)
        • sven_b Re: Amerykanin jest zdolny do wszystkiego... 11.01.11, 11:41
          > Weź pod uwagę, że przyjechałeś tam jak było jasno, na luzie, bez presji rodziny
          > i kupala :-)

          Ja myślę, że ten ostatni argument ma strategiczne znaczenie dla przytomności umysłu:)

          Rok temu przyjechali do mnie koledzy na Sylwestra. Jednemu z nich przyszło zaparkować dalej więc zdjął klemę 'coby nie zaje*ali' (Passat, pomijam, że komputer, itd:) Nad ranem pożegnali się, były misie i inne pajacyki pożegnalne. Poszli. Po pół godzinie żona mi mówi 'Słuchaj, oni ciągle tam biegają po ulicy i pchają Sławka'. Wychyliłem się i krzyknąłem 'klema!' Pojechali :)
      • lexus400 Re: Amerykanin jest zdolny do wszystkiego... 12.01.11, 07:42
        marekatlanta71 napisał:

        > Policja i TV tutaj stale powtarza żeby w takiej sytuacji nie opuszczać samochod
        > u ale cierpliwie czekać na pomoc. Szanse na ratunek w tym pierwszym przypadku s
        > ą znacznie większe.


        Tak mówią oczywiście ale są jakieś granice rozsądku.
        • marekatlanta71 Re: Amerykanin jest zdolny do wszystkiego... 12.01.11, 14:11
          Moim zdaniem ten osobnik zachował się prawidłowo - dopóki miał ciepłe schronienie (a jego największym wrogiem było wychłodzenie), to siedział i czekał na pomoc. W momencie kiedy skończyła mu się benzyna nie miał innego wyboru, ale ruszył na poszukiwanie pomocy.

          Podejrzewam że gdyby wylazł z tego samochodu od razu i zamarzł gdzieś po drodze, to Tomek by napisał post o tym jacy głupi są Amerykanie - zamiast siedzieć w cieplutkim samochodzie to lezą w nieznane...

        • dewulot1 Zarty zartami, ale 12.01.11, 21:59
          W rzadko zaludnionych stanach i na roznych zadupiach jest tam tak ze jak zjedziesz na pobocze to samochody zwalniaja i musisz im pokazywac ze jest wszystko OK, dopiero wtedy odjada. Dlatego zasada zeby pozostac w samochodzie i czekac na "pomoc" jest jak najbardziej sluszna, ta pomoc jest w postaci nastepnego jadacego tamtedy samochodu.
          Ten nieszczesnik widocznie zalozyl ze ma sto mil pustkowia za soba i nie wiadomo ile przed soba wiec gdzie bedzie szedl, przynajmniej raz dziennie cos musi tamtedy jechac wiec poczeka w samochodzie.

          Tomek, ktory napisal:

          " Wtedy wyruszył w drogę i przeszedł (uwaga) 7 MIL (słownie: SIEDEM!).
          Musiałem kilka razy odsłuchać, bo myślałem, że się przesłyszałem. "

          i tak nie doslyszal albo nie zrozumial. Po siedmiu milach nie bylo miasta, stacji benzynowej ani "cywilizacji" tylko po siedmiu milach marszu w koncu napotkal kogos tamtedy jadacego.
          • tomek854 Re: Zarty zartami, ale 12.01.11, 23:14
            ...co świadczy o tym, że siedem mil od miejsca w którym utknął był jakiś ruch.

            Dla mnie głupota tego człowieka zaczyna się już w momencie kiedy pcha się na pustkowie w takich warunkach. Powinien wycofać się jak tylko pojawiły się pierwsze oznaki tego, że może mieć problemy. Wtedy choćby mu pół dnia zajęło cofanie po własnych śladach byłby bezpieczny.

            Ja jak w Norwegii minąłem skręt to jechałem 10 km dalej zanim znalazłem następne skrzyżowanie na którym mógłbym zawrócić. Bo choć była to droga odśnieżona, to juz boczne nie były a jakbym się zakopał przy zawracaniu to czekanie choćby i godziny tylko na kogoś kto by przejeżdżał byłoby uciążliwe. A co dopiero jakby to było na pustkowiu na które nikt normalny o tej porze roku nie jeździ.

            Poza tym: z mapy google wynika, ze jeżeli koleś jechał do Pueblo przez ten rezerwat leśny to w najgorszym wypadku wioski oddalone są od siebie o 70 km. Więc nie przesadzajcie z tymi setkami mil. Na zdjęciu widać ile jest śniegu, i z tym "several feets" to trochę przesadzili.

            Śmiem twierdzić że w takich warunkach przejście 35 km przez zdrowego dorosłego człowieka nie powinno być niemożliwe (choć dla spaślaka co spędza pół życia przed telewizorem faktycznie mógłby to być wyczyn, ale za to tłuszczyk chroniłby go przed wychłodzeniem).

            Dziecięciem 10-letnim będąc należałem do kółka turystycznego robiliśmy trasy po 20 km i więcej po zimowych Karkonoszach nierzadko zapadając się po pas w śniegu albo brodząc po kolana w błocie kiedy były roztopy... Jakos ani sobie nic nie odmroziliśmy, ani nikomu się nic nie stało a i rodzice specjalnie nie panikowali wysyłając nas na takie wyprawy...

            Dodam jeszcze że znam pewną wioskę w Beskidach gdzie dzieci mają 8 km do szosy a 12 do szkoły. Jak pogoda jest ładna to przyjeżdża po nie gimbus. Jak jest brzydka, to jeden z sąsiadów zwozi ich swoim Pajero do szosy i tam ich zgarnia gimbus. Ale czasem sąsiada nie ma albo jest tyle śniegu, że nie daje rady, i wtedy dzieciaki idą sobie do szkoły przez las na skróty, mają jakieś 9 km. Dzieciaki od 9 lat wzwyż. 9 km w jedną i 9 km w drugą.


            Co do niedosłyszenia i niezrozumienia, faktycznie mam problem ze zrozumieniem jednego słowa. Aczkolwiek pozostałe wydają się być jasne: około minuty koleś mówi, trochę niewyraźnie ale "I just (niewyraźnie) myself to walk the (this?) seven miles". Z tego wynika, że koleś wiedział gdzie jest i ile mil musi przejść do cywilizacji (czyli pewnie do głównej drogi, gdzie napotkał przejeżdżającego kierowcę).... Pewnie miał GPS w aucie (bo to dzisiaj już chyba standard) i doskonale wiedział gdzie jest.

            Marku: to prawda, może i radzą żeby zostac w samochodzie. W UK też tak radzą, jak jest zablokowana autostrada i służby pracują nad jej odetkaniem - w przeciwnym razie jak już autostrada ruszy to zostanie na niej mnóstwo porzuconych samochodów.

            Natomiast trzeba mieć jakieś rozsądne podejście - w UK zalecają także żeby w przypadku awarii używać telefonów SOS a nie komórek, bo to ułatwia służbom zlokalizowanie Ciebie. I potem widzi się lezących w nocy, w deszczu po autostradzie mądrali bez kamizelek - często nawet w miejsca gdzie nie ma pobocza, bo telefony SOS nie są, jak się pewnie domyślasz, co 5 metrów.

            Ja gdybym miał awarię blisko telefonu, albo daleko, ale byłoby jasno i mógłbym bezpiecznie dojść, ale w takiej sytuacji jednak skorzystałbym z komórki.

            Co do:
            Moim zdaniem ten osobnik zachował się prawidłowo - dopóki miał ciepłe schronienie (a jego największym wrogiem było wychłodzenie), to siedział i czekał na pomoc. W momencie kiedy skończyła mu się benzyna nie miał innego wyboru, ale ruszył na poszukiwanie pomocy.
            jeżeli koleś WIEDZIAŁ że ma 7 mil do cywilizacji (a skoro mówi "wtedy zdałem sobie sprawę, że muszę przejść te 7 mil, bo to może mi uratować życie" to chyba wiedział?) to takie zachowanie było kompletną głupotą, przynajmniej po tym, jak zdał sobie sprawę, że ruch po tej drodze jest żaden.

            A co do:
            Podejrzewam że gdyby wylazł z tego samochodu od razu i zamarzł gdzieś po drodze, to Tomek by napisał post o tym jacy głupi są Amerykanie - zamiast siedzieć w cieplutkim samochodzie to lezą w nieznane...

            Ja sobie żartowałem z tym tytułem, jakby było o Szkotach, Polakach czy Niemcach to bym się tak samo nabijał. Natomiast jeśli chodzi o głupotę wychodzenia - skiela podała piękny przykład idioty który wychodzi w taką zamieć, w której nie jest w stanie odnaleźć drogi o kilka metrów od siebie...

            Natomiast jakoś nie chce mi się wierzyć że w tym przypadku taka zamieć trwała przez bite cztery dni, bo wtedy okolica wyglądałaby zupełnie inaczej niż na zdjęciu.
            • dewulot1 Za duzo niewiadomych 13.01.11, 00:05
              Nie sadze zeby ekipa telewizyjna pojechala tam dla sfilmowania tego konkretnego samochodu, po prostu kazali komus wyjac z filmoteki filmik z samochodem na zasniezonej drodze i dali to jako podklad do news. To nie ten samochod i nie ten snieg. Nie wiemy dlaczego on tam sie zatrzymal i nie wiemy czy snieg nie spadl dopiero potem. Skad wiesz ze mial GPS? A moze nie mial? Moze byl poza zasiegiem komorki i dopiero zona z braku informacji ze dojechal do celu zaczela jakas akcje, i ten samochod ktory go spotkal to byl patrol wyslany zeby wlasnie sprawdzic co sie stalo. Ten gosciu byl z Californi wiec go nie porownuj do polskich dzieci z gor, bo te dzieci co przelatuja 9 kilometrow po lesie w zimie pewnie by sie potopily przy pierwszej kapieli w oceanie. Poza tym ten facet wiozl jakies psy, w dodatku ratownicze, co swiadczy ze oprocz tego ze byl "glupi" to jeszcze sie udzielal w jakims szlachetnym przedsiewzieciu. Te psy (moze dla niego jak dzieci), byly pewnie waznym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji czy zostac na miejscu czy ruszyc w droge z nimi czy samemu a je zostawic w samochodzie (zamknietym?).
              W porownaniu z jego "glupota" Twoja "madrosc" bo w Norwegii przejechales 10 kilometrow zeby bezpiecznie zawrocic, naprawde powala.
              • tomek854 Re: Za duzo niewiadomych 13.01.11, 02:57
                <ciężko wzdycha>

                > Nie sadze zeby ekipa telewizyjna pojechala tam dla sfilmowania tego konkretnego
                > samochodu, po prostu kazali komus wyjac z filmoteki filmik z samochodem na zas
                > niezonej drodze i dali to jako podklad do news.

                Też nie sądze. Dlatego w materiale pokazana jest fotka. Nie jechała też specjalnie do jego rodziny, ale także użyła fotki (chyba, że zakładasz, że użyli jakiejśtam fotki jakiejś rodziny po prostu?). Więc jak najbardziej możemy zakładać, że to ten samochód i ten śnieg, tymbardziej że widać dookoła po śladach że ktoś ów samochód próbował z miejsca ruszyć.

                > opiero potem. Skad wiesz ze mial GPS? A moze nie mial? Moze byl poza zasiegiem
                > komorki i dopiero zona z braku informacji ze dojechal do celu zaczela jakas akc
                > je, i ten samochod ktory go spotkal to byl patrol wyslany zeby wlasnie sprawdzi
                > c co sie stalo.

                Może, może, moze.

                Koleś sam osobiście mówi (wreszcie odgadłem to słowo którego mi brakowało): "I thought to myself that walking that seven miles can be my only hope to stay alive" czy jakos tam, nie chce mi się jeszcze raz sprawdzać. Tłumaczenie: "[b]Pomyślałem sobie, że przejście tych siedmiu mil może być moją jedyną nadzieją na przezycie[b]". Skoro mowa o tych siedmiu milach to koleś na pewno wiedział gdzie jest. Ok, nie wiemy czy miał GPS, może miał mapę, a może utknął 7 mil od głównej drogi.

                Ten gosciu byl z Californi wiec go nie porownuj do polskich dzi
                > eci z gor, bo te dzieci co przelatuja 9 kilometrow po lesie w zimie pewnie by s
                > ie potopily przy pierwszej kapieli w oceanie.

                Gość nie był z Kaliforni tylko z Kalifornii wiózł psa - na mapie jest pokazana miejscowość Pueblo do której jechał. Szybkie google wykazuje, że koleś był z Indiany, sądząc po tym, że to jest dość blisko Krainy Wielkich Jezior zakładam, ze zimę tam znają.

                Poza tym ten facet wiozl jakies p
                > sy, w dodatku ratownicze, co swiadczy ze oprocz tego ze byl "glupi" to jeszcze
                > sie udzielal w jakims szlachetnym przedsiewzieciu.

                I kto tu nie rozumie? Rescue dogs to nie są psy ratownicze tylko ratowane - u nas po prostu nazywa się to "pies ze schroniska".

                > W porownaniu z jego "glupota" Twoja "madrosc" bo w Norwegii przejechales 10 kil
                > ometrow zeby bezpiecznie zawrocic, naprawde powala.

                W porównaniu z jego głupotą każdy przejaw zdrowego rozsądku to faktycznie powalająca mądrośc.

                A tak na deser, bo Ty tu wszystko robisz, żeby go obronić, wymyślasz niestworzone teorie i tak dalej. Ja po prostu zakładałem, że miał GPS, bo w samochodzie tej klasy jak Lincoln Navigator to to jest chyba standard... Ale zamiast gdybać wystarczy zaprząc google do roboty i co się okazuje? Nagle niewiadomych jest wystarczająco mało, żeby stwierdzić, że koleś jednak był bucem. Tylko zamiast wymyślać trzeba po prostu sprawdzić co i jak.

                www.thedenverchannel.com/news/22499403/detail.html
                "Pede had a cell phone, satellite radio and GPS"

                Mam tłumaczyć?

                "When I finally ran out of fuel, I took it upon myself to walk the seven miles from where I was at to the roadway," said Pede. "That was my only way of not dying, I guess."

                "Kiedy w końcu skończyło mi się paliwo, zdecydowałem się (ale to brzmi raczej jak "wziąłem to niesamowite wyzwanie na klatę" niż "postanowiłem że jednak pójdę") pójść siedem mil z miejsca którym się znajdowałem do głównej drogi" - powiedział Pede - "To była moja jedyna szansa uniknięcia śmierci, jak sądzę".
                Czyli jak mówiłem jest oczywiste, że koleś wiedział gdzie się znajduje. Gdyby poszedł tam pierwszego dnia (bo rozumiem, że rozsądnie było spędzić noc w samochodzie) może nie byłby aż tak osłabiony po 4 dniach jedzenia śniegu :P

                Na dole linkowanego artykułu masz mapkę pokazującą gdzie koleś utknął, możesz sobie zobaczyć że faktycznie było blisko do głównej drogi.

                Z kolei tutaj: www.denverpost.com/news/ci_14361382
                jest napisane że gość jest z Indiany, że kiedy szedł śnieg był topiący się (czyli temperatura była dodatna) i że w nocy temperatura spadała do 6 stopni (zakładam, że Farenheita, to jest jakieś -14). Czyli kolejne potwierdzenie że to nie były żadne ekstremalne warunki.
                • dewulot1 Chlopie, 13.01.11, 07:01
                  Obejrzales jakis filmik raz (jeden fragment kilka razy bo miales klopot ze slowem "seven") i wyciagnales wniosek ze Amerykanie to glupki, zakamuflowany slowami ze Amerykanin jest zdolny do wszystkiego. Potem w innym watku teoretyzujesz o jakichs GPS-ach itp, wiec ja tez obejrzawszy ten filmik raz, rowniez poteoretyzowalem. Po prostu podalem w watpliwosc czy ten konkretny gosciu jest glupi. Po czym Ty spedziles bezsenna noc wygrzebujac materialy udowadniajace ze jednak jest glupi, co nalezalo bylo zrobic przed a nie po wydaniu swojego werdyktu!
                  W natloku dowodow typu mial GPS, telefon i radio (!) a snieg byl miekki, nie zauwazyles jawnego dowodu na to ze jednak gosciu jest glupi. Bo jedzie z Indiany do Kaliforni zeby przewiesc do Kolorado jakies psy uratowane ze schroniska, Lincolnem Navigatorem.
                  Napracowales sie niepotrzebnie, na "masz na dole mapke" niestety nie popatrzylem.
                  • tomek854 Re: Chlopie, 13.01.11, 16:06
                    Nie miałem kłopot, tylko nie mogłem uwierzyć, że ktoś jest aż tak głupi.

                    Nie teoretyzuję, tylko założyłem, nie jest to chyba założenie zbyt daleko posunięte, porównawszy Twoje niestworzone teorie.

                    Potem ponieważ byłeś wciąż chetny do dyskusji, wyszukałem argumenty (bo tak się dyskutuje, że się pokazuje argumenty a nie wymyśla jakieś historie pasujące do Twojej teorii) i nie zajęło mi to nocy tylko ze dwie minuty. Ty oczywiscie nawet nie miałeś ochoty zobaczyć podanych linków, bo po co, ty swoje wiesz i już :-)
                    • tomek854 Re: Chlopie, 13.01.11, 16:09
                      Ah, i nie próbuj ironizować bo Ci to nie wychodzi. Mogły być setki powodów dla których koleś podróżował na zachodzie stanów. I pies nie był jedyną rzeczą którą dostarczał, to też jest w artykule. NIe wiemy jaki jest jego zawód, więc to nie jest żadnym argumentem.

                      Ale oczywiscie skoro jest oczywiste, że nie był to jednak Einstein próbujesz mnie ośmieszyć, bo na przyznanie racji po prostu Cię nie stać.
                      • dewulot1 Chcesz miec racje jeszcze raz? 13.01.11, 16:34
                        To zaloz nowy watek "Polaki to glupole". Albo lepiej "Polaka stac na wszystko".
                        Udowodnij to potem jednym glupim wpisem na forum, autorstwa jednego Polaka.
                        (Niech to bedzie moj wpis!)

                        Aha, a jak jest po angielsku pies ratowniczy? Taki wiesz, co znajduje ludzi w sniegu, na przyklad zima w Kolorado?
                        • tomek854 Re: Chcesz miec racje jeszcze raz? 13.01.11, 16:53
                          Widze, że nie tylko po angielsku masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Pomijając żartobliwy tytuł, mój wątek jest o jednym głupim Amerykaninie. Tak samo jakbym zakładał wątek o Tobie to bym założył o jednym głupim Polaku.

                          Co do psa ratownika: Taki pies nazywa się "Search and rescue dog" w skrócie SAR dog. Jakbyś jeszcze chciał o coś zapytać, to służę uprzejmie.
                            • tomek854 Re: Chcesz miec racje jeszcze raz? 13.01.11, 17:35
                              Feets to znaczy "stopy". Taka jednostka miary w krajach anglosaskich.

                              Oczywiscie zwykle się pisze po prostu 'feet" - "two feet of snow", bo feet to liczba mnoga od foot a więc jako taka nie potrzebuje już dodatkowego s na końcu, ale Szkoci jak zwykle są inni i oni mówią "feets" a ja to od nich podłapałem widocznie.

                              Jeszcze coś?
                                  • dewulot1 Pede co nie zasuwal per pedes 13.01.11, 23:52
                                    To moze wiesz kto zamordowal Kaczynskiego? :)

                                    Uznales ze gosciu z filmiku jest bardzo glupi i podales filmik dalej w swiat, dajac watkowi tytul ktorego znaczenia sie potem lekko zapierales. A moja reakcja na ten filmik byla typu chyba rzeczywiscie TEN gosciu nie jest za madry, mial wiecej szczescia niz rozumu, i to wszystko. Do kategorycznego osadu na podstawie tylko filmiku mialbym zbyt duzo niewiadomych.
                                    Potem uzywales wyszukiwarki zeby udowodnic ze jednak miales racje, gosciu to glupek i "buc". Ale linki tez podales jakos wybiorczo. Bo glupote goscia udowadniales skrupulatnie, ale to ze on w owa droge wjechal, po siedmiu milach ZAWROCIL i wracajac utknal jakos przemilczales. Podobnie prawdziwy powod dlaczego wolal czekac w samochodzie zamiast isc. Bo bal sie niedzwiedzi (i pum). Moze jego strach jest kuriozalny, ale czy jak ktos kto sie boi na przyklad wysokosci to jest wedlug Ciebie glupi? I cala jego nacja tez?
                                    Znalazlem tez ze ow Amerykanin byl pochodzenia polskiego, mial dziadka imieniem Tomasz.
                                    • tomek854 Re: Pede co nie zasuwal per pedes 14.01.11, 01:03
                                      > To moze wiesz kto zamordowal Kaczynskiego? :)

                                      Tusk z Putinem, przecież to oczywiste :-D

                                      > Uznales ze gosciu z filmiku jest bardzo glupi i podales filmik dalej w swiat, d
                                      > ajac watkowi tytul ktorego znaczenia sie potem lekko zapierales.

                                      Nie zapieram się znaczenia tytułu. Po prostu od początku twierdzę, że był on żartobliwy.

                                      > Potem uzywales wyszukiwarki zeby udowodnic ze jednak miales racje, gosciu to gl
                                      > upek i "buc". Ale linki tez podales jakos wybiorczo.

                                      Przynajmniej podałem... Przeczytałem pierwsze trzy z googla, podałem dwa z nich które podawały więcej informacji niż materiał z filmu. Tych rzeczy o których ty mowisz ( o zawracaniu, niedźwiedziach ) w żadnym z nich nie było.
                                      • dewulot1 Gosciu byl calkiem zaradny 14.01.11, 02:42
                                        Jadac przez Ameryke duzym samochodem cos sobie dorabial. Oprocz tego psa (oweczarka australijskiego, faktycznie ze schroniska), wiozl do bodajze Kansas czyjes osiem krzesel (!) ale je pozniej spalil dla rozgrzania. Po oddaniu psa mial zabrac czyjes koty (logiczne, nie) i je dostarczyc bodajze do Iowa itd. Tez tak robisz na swoich kursach?
                                        Zreszta co on za Amerykanin. Pede to pewnie Francuz:)
                                        W calej Ameryce jest jeden Jason Pede, a Jaroslawow Kaczynskich... pieciu.
                                        Zajrzyj na Yahoo People Search, wrzuc imie i nazwisko i zobaczysz sam. Zobaczysz tam tez telefon do Jasona, pogadaj se z nim osobiscie, po co mam podawac jakies linki.
                                            • tomek854 Re: Gosciu byl calkiem zaradny 14.01.11, 05:14
                                              Jak to nie będzie w dwie minuty, to mi się nie chce. Mówiłeś wcześniej, że szkoda czasu na takie rzeczy i ja się z tym zgadzam.

                                              Ale googlnąłem sobie z ciekawości, bo czekam aż mi się film zbuforuje a coś wolno mu idzie i to, że zawracał znalazłem w DWIE SEKUNDY. Znalazłem też więcej niż Ty: on nie zawrócił i utknął wracając, tylko przy zawracaniu (lub cofaniu) zjechał z drogi: 'As he tried to back out, he got off the road and stuck for four days'. (allamericanpilotcarservices.com/uncategorized/2010/04/14/analysis-of-what-went-wrong-for-jason-pede/ ja mogę podawać linki, bo ja tego co piszę nie wymyślam :P) Co dowodzi, że gdyby po prostu wrzucił wsteczny i cofał po swoich śladach, choćby i to siedem mil, nie było by problemu. Problem w tym, że nie potrafił cofać (obserwując brytyjskich kierowców wcale mnie to nie dziwi. Oni się tego po prostu nie uczą. Tak wyśmiewane przez nas manewry okazują się być jednak przydatne... ) albo zdecydował się zawrócić ładując się w gęsty śnieg. A to jest głupotą. Nawet ja to wiem, zwykły sobie taki studencik - kierowca. A pomimo tego jak to napisałem (że w Norwegii jechałem dalej żeby znaleźć miejsce do zawrócenia) to mnie wyśmiałeś. Przypominam Ci jednak, że ja jechałem po drodze odśnieżonej i po prostu ona nie była dość szeroka żeby zawrócić sprintera, ale naprzód można było jechać komfortowo. Dlatego nie cofałem tylko dojechałem do bezpiecznego miejsca na nawrotkę. Wcześniej jednak byłem np. w Szwajcarii gdzie śnieg okazał się za głęboki i zdecydowałem się zawrócić po ok. 100 m. Oczywiście nie zawracałem tylko wracałem po swoich śladach. Bo to jest oczywiste dla mnie, że to najlepsza metoda żeby utknąć.

                                              A ten koleś był profesjonalnym kierowcą od lat - firma w której pracuje (jest na facebooku w jego profilu) zajmuje się eskortowaniem ponadgabarytowych pojazdów. Stąd jego podróżowanie po całych stanach. Przewozy drobnicy robił niejako przy okazji żeby sobie dorobić.

                                              Pewnie zaraz wymyślisz że ekstremalne warunki, że auto mu się ślizgało i tak dalej i potem powiesz żebym sobie to wygooglał. Prawda jest taka, że:
                                              1. Na fotach widać jakie były warunki
                                              2. Koleś bez problemu dojechał do tego miejsca, dopiero przy próbie zawrócenia/wycofania ZJECHAŁ Z DROGI (patrz podany przeze mnie link) i wtedy utknął
                                              3. Ja wiem że ze śniegu podobnej głębokości mozna po swoich śladach wycofać sprintera, który nie jest autem terenowym a tylnonapędową furgonetką z lekkim tyłem i na kiepskich jak na zimę oponach.

                                              Kolejnym dowodem że koleś był świadomy tego, co z sobą niesie jazda w warunkach zimowych było to, że w jego własnym samochodzie znajdują się wszystkie konieczne do jazdy w zimie rzeczy. Świadczy o tym ten jego komentarz pod artykułem opisującym jego przygodę:
                                              "You're info is great and I love your insight. Yes, I do know how to prepare. My car is stocked with all the essentials...my wife's is not. Unfortunately, we had traded vehicles. "
                                              ice4safety.blogspot.com/2010/02/amazing-survival-story-or-lack-of.html#comments
                                              Czyli, uważasz, koleś, profesjonalny kierowca, X lat za kółkiem, który jest świadom tego jak należy być przygotowanym do jazdy w zimie, jedzie samochodem żony, który przygotowany nie jest a pomimo tego z uporem godnym lepszej sprawy pcha się kilometr za kilometrem w zagubioną w lesie drożynkę brnąc w głębokim, dziewiczym śniegu. Przypomnij mi, jakie to zwierzę jest kojarzone z głupim uporem pomimo oczywistych faktów? Czy jest to kot? A może sowa? Żuk gnojarek może? Czy jednak osioł? A jaką to jeszcze cechą słynie osioł? Dowcipem? Inteligencją? A może głupotą?

                                              Przy okazji szybkiego googlania znalazłem X komentarzy, artykułów i blogów, wszyscy jadą po kolesiu jak po łysej kobyle, i słusznie, bo koleś wykazał się po prostu wybitną głupotą. I koniec. Choćbyś tu tupał nóżkami, polecał mi wyszukanie sobie całego internetu i wymyślił historię stawiającą kolesia w dobrym świetle która zajęłaby objętość 15 tomów Harrego Pottera nic tego nie zmieni. I nawet mi wisi, czy potrafisz przyznać ten oczywisty fakt, czy nie :-)

                                              Spodziewam się kolejnego "błyskotliwego i dowcipnego" posta z Twojej strony, możliwe że znowu z jakimiś wycieczkami osobistymi. Natomiast nie spodziewam się argumentów. Bo ich po prostu nie masz - koniec kropka. Fakty są jakie są i tyle.

                                              O, zbuforowało mi się wystarczająco żeby zacząć oglądać, dobranoc :-)
                          • winnix Re: Chcesz miec racje jeszcze raz? 14.01.11, 05:58
                            Tomek, bo kuźwa zaczynasz naprawdę przeginać. Po pierwsze, brytyjski i angielski i amerykański się różnią. Naprawdę.

                            Rescue dogs to psy ratownicze, a nie żadne ze schorniska. Co za różnica, czy się pisze search and rescue, czy rescue! Psy uratowane, to rescued dogs jeśli już. Mogę potwierdzić u autochtonów, jeśli ci to ułatwi sprawę...
                              • tomek854 Re: Chcesz miec racje jeszcze raz? 14.01.11, 06:06
                                To było dobre, winnix ;-) Głupi ci Amerykanie, nie? W ogóle nie potrafią gramatycznie powiedzieć o co im chodzi... :D

                                A tak poważnie to ja to, że on był ze schroniska wyciągnąłem z kontekstu...

                                A amerykański angielski oczywiście że się rózni od brytyjskiego, a od szkockiego potocznego języka to już w ogóle, czego też przykład był w wątku :-)
                                • tomek854 Re: Chcesz miec racje jeszcze raz? 14.01.11, 06:12
                                  A tak poważnie winnix to właśnie dlatego z Tobą lubię dyskutować. Bo Ty się potrafisz przyznać do pomyłki.

                                  Ja też się potrafię przyznać, tylko u mnie tego nie widać, bo ja po prostu zwykle nie podejmuję w ogóle dyskusji jak nie jestem czegoś pewien. Czyli, możnaby rzec, oddaję walkowerem :-)
                                  • tomek854 Re: Chcesz miec racje jeszcze raz? 14.01.11, 07:32
                                    www.dogpages.org.uk/
                                    w Australii wychodzi na to też się tak mówi: www.catrescue.com.au/

                                    i w Stanach: www.saveacat.org/

                                    i, o zgrozo, w Toronto: www.torontodogs.com/groups.html

                                    Gdzieś ty pojechała, do siedliska niegramotnych niegramatyków! :-)

                                    Ale i tak się cieszę, że uratowałaś rękę. Brzydko by Ci było takiej niesymetrycznej. I na motorku by się gorzej jeździło...
                                  • tomek854 Re: Chcesz miec racje jeszcze raz? 14.01.11, 18:30
                                    W sumie to nie jest tak do końca niegramatycznie jak się nad tym zastanowić.

                                    Dog Rescue to jest schronisko dla psów. Wiec pies ze schroniska to będzie rescue dog, natomiast pies uratowany to będzie rescued dog. Tak jak pracownik fabryki to będzie factory worker a nie factored worker...
                                • dewulot1 Kontekst kontekstowi nierowny albo ktos buja 14.01.11, 07:50
                                  > A tak poważnie to ja to, że on był ze schroniska wyciągnąłem z kontekstu...

                                  Miales szczescie albo przed napisaniem sprawdziles. Bo ja tez z psami ratowniczymi wyjechalem z kontekstu. Pamietalem ze byla mowa o sniegu, Kolorado, psie i ratowaniu, a pies byl tam wieziony az z Kaliforni czyli jakis specjalny...


                                  www.rockymountainrescuedogs.com/

                                  Tak zebys nie musial szukac innych znaczen tych samych slow. Jezyk pisany uzywa search and rescue dogs, jezyk mowiony zadowala sie rescue dogs jak to jest oczywiste z kontekstu. A jak jest bardzo oczywiste na przyklad po lawinie, to wystarczy bring the dogs. Nikt nie powie "quickly bring search and rescue dogs or SAR dogs" hehe.
                                  Jak chcesz popatrzec na glupich Amerykanow to w podanym linku otworz MEMBERS
                                  • tomek854 Re: Kontekst kontekstowi nierowny albo ktos buja 14.01.11, 18:24
                                    Albo ktoś po prostu nie rozumie co czyta.

                                    Rescue dog byl wieziony do swojego nowego domu.

                                    Czyli byl adoptowany ze schroniska.

                                    Czy mam szczęście? Może i szczęsciem jest mieszkać w kraju anglojęzycznym dzięki czemu znajomosć języka przychodzi niejako naturalnie i nie trzeba sprawdzać ani się zastanawiać bo się ma po prostu wyczucie o czym mowa w języku, którego używa się na co dzień...

                                    Dlaczego nie założyłem, ze to pies ratowniczy został wieziony do nowego domu? A dlatego, że psy ratownicze raczej nie zmieniają domów, bo muszą być bardzo zgrane ze swoim trenerem.

                                    Co do drugiej częsci postu - oczywiście, że nikt na lawinie nie będzie wołał pełnej nazwy psa, ale to nie jest na temat, bo tutaj akurat rozmawiamy o psach ze schroniska a nie ratowniczych.

                                    Fascynuje mnie Twój ośli upór z którym próbujesz znaleźć jakikolwiek punkt zahaczenia żeby się napawać tym, że nie mam racji. Próbuj dalej, w końcu pewnie Ci się uda ;-)
                                    • dewulot1 Re: Kontekst kontekstowi nierowny albo ktos buja 14.01.11, 19:13
                                      > Albo ktoś po prostu nie rozumie co czyta.

                                      Czyta? Ja o psach ratowniczych powiedzialem po obejrzeniu filmu. Po przeczytaniu sprawa byla dla mnie jasna. Caly czas utrzymuje ze w FILMIE bylo dla mnie za duzo niewiadomych zeby goscia nazwac glupim, balwanem, i jak go tam jeszcze nazywali.

                                      > Fascynuje mnie Twój ośli upór z którym próbujesz znaleźć jakikolwiek punkt zaha
                                      > czenia żeby się napawać tym, że nie mam racji. Próbuj dalej, w końcu pewnie Ci
                                      > się uda ;-)

                                      Tomus, ze nie miales racji sam udowodniles wszystkim juz dawno. Po pierwsze jak dziecko klamiesz ze tytul watku jest zartobliwy i tylko o jednym gosciu. Nie z nami takie numery.
                                      Najpierw twierdzisz ze balwan powinien byl stanac i wyjechac tylem po swoich sladach. Potem we wlasnorecznie podanym linku pisalo ze gosciu wyjezdzal z tej drogi tylem. Czyli co, nie balwan? Nie, dalej wedlug Ciebie balwan, bo nie umial przejechac z gory tylem po sniegu siedmiu mil i wypadl z waskiej drogi.

                                      A jak bedziesz dalej marudzil to Ci przywale z grubej rury.
                                      • tomek854 Re: Kontekst kontekstowi nierowny albo ktos buja 14.01.11, 19:35
                                        > Czyta? Ja o psach ratowniczych powiedzialem po obejrzeniu filmu. Po przeczytani
                                        > u sprawa byla dla mnie jasna. Caly czas utrzymuje ze w FILMIE bylo dla mnie za
                                        > duzo niewiadomych zeby goscia nazwac glupim, balwanem, i jak go tam jeszcze naz
                                        > ywali.

                                        W filmie było:
                                        - pokazane ile było śniegu
                                        - koleś mówiący "muszę przejść TO SIEDEM MIL"

                                        dla mnie wystarczy. Szczególnie w świetle kilku pierwszych postów których autorzy wyciągneli dokłądnie te same wnioski. Oraz tych niezliczonych komentarzy i analiz, które wypluwa google a których autorzy również w najlepszym przypadku zauważają, że koleś nie był "sharpest tool in the box" ;-)

                                        > Tomus, ze nie miales racji sam udowodniles wszystkim juz dawno.

                                        Dosyć odważna teoria, przyznać muszę...

                                        Po pierwsze jak
                                        > dziecko klamiesz ze tytul watku jest zartobliwy i tylko o jednym gosciu.

                                        Jeśli nie rozumiesz żartu to trudno, nie będę go tłumaczył.

                                        Nie
                                        > z nami takie numery.

                                        Na pewno nie z Tobą. W końcu ty wszystko wiesz lepiej...

                                        > Najpierw twierdzisz ze balwan powinien byl stanac i wyjechac tylem po swoich sl
                                        > adach. Potem we wlasnorecznie podanym linku pisalo ze gosciu wyjezdzal z tej dr
                                        > ogi tylem. Czyli co, nie balwan? Nie, dalej wedlug Ciebie balwan, bo nie umial
                                        > przejechac z gory tylem po sniegu siedmiu mil i wypadl z waskiej drogi.

                                        Powinien wyjechac po kilkuset metrach. Nawet jeżeli nie umiałby wycofać kilkuset metrów mógłby dojśc te kilkaset metrów do głównej drogi i poprosić, żeby go ktoś z rowu wyciągnąć...

                                        > A jak bedziesz dalej marudzil to Ci przywale z grubej rury.

                                        Aż cały drżę...
                                • dewulot1 Re: Chcesz miec racje jeszcze raz? 14.01.11, 08:15
                                  > A amerykański angielski oczywiście że się rózni od brytyjskiego, a od szkockieg
                                  > o potocznego języka to już w ogóle, czego też przykład był w wątku :-)

                                  Jezeli przyklad to te "feets" to wszystkie trzy jezyki sie... nie roznia. Chodzi o to ze feets jest dopuszczalne tylko jezeli chodzi o stopy na koncu nogi ale nigdy jezeli chodzi o stopy jako miara dlugosci.
            • edek40 Re: Zarty zartami, ale 13.01.11, 09:03
              > Dla mnie głupota tego człowieka zaczyna się już w momencie kiedy pcha się na pu
              > stkowie w takich warunkach. Powinien wycofać się jak tylko pojawiły się pierwsz
              > e oznaki tego, że może mieć problemy. Wtedy choćby mu pół dnia zajęło cofanie p
              > o własnych śladach byłby bezpieczny.

              Ludziska w tzw. cywilizacji traca czujnosc. Wygodne zycie, internet, TV, centralne ogrzewanie, na wypadek klesk zywiolowych pomoc, hilikoptery i takie tam. Problem zaczyna sie wtedy, gdy dotychczasowa "kleska zywiolowa", czyli jednoczesny opad 5 cm sniegu zmienia sie w 150 cm sniegu...

              Oczywiscie czlowiek na bledach sie uczy. Kiedys, na poczatku lat 90. jechalem sobie w nocy do Bialegostoku. Sniezylo poteznie. Ruch byl sporadyczny, glownie TIRow. Pobocza mialy bandy raczej nie do pokonania osobowka, boczne drogi... byly niewidoczne spod warstwy sniegu. Jechalem wiec, bo tylko 50 km mi zostalo. Godzine wczesniej, jeszcze w umiarkowanym sniegu, minalem ostatnia znana mi stacje benzynowa czynna 24 h (tak, tak, kiedys stacji bylo duzo mniej i sporo pracowalo tylko w dzien). Uznalem, ze mam dosc paliwa do celu. Przeliczylem sie. Powolna jazda w wysokim sniegu w widoczny sposob uszczuplala zawartosc zbiornika. Zjechac nie bylo gdzie, zatrzymanie sie grozilo staranowaniem, spac sie chcialo i, najgorsze, nie bylo wtedy komorek. Co wiecej, mroz byl tak z -10, ale i to wystarczy, aby dupa odmarzla, a wokol niewiele zabudowan, do tego calkiem w sniezycy nie widocznych. Teraz pierwsze co robie gdy wjezdzam w sniezyce, to tankowanie pod korek...
              • tomek854 Re: Zarty zartami, ale 13.01.11, 16:10
                To prawda, czasami ludzie czujność tracą.

                Ja też kiedyś miałem fuksa paliwowego choć w nie tak ciężkich warunkach. Po prostu po przeprowadzce do Szkocji ze zdumieniem odkryłem, ze w Szkocji wioski są rzadziej niż w Polsce stacje paliw, a nie w kazdej z nich można paliwo dostać. I tak kiedyś dojechałem na stację paliw tylko dlatego, że była w dolinie, a ja od kilku mil jechałem sobie z górki (na szczęscie lekkiej, ale i tak hamulcom się dostało :P)
                • edek40 Re: Zarty zartami, ale 13.01.11, 16:26
                  > To prawda, czasami ludzie czujność tracą.

                  Dosc dawno temu spacerowalem sobie w Tatrach z moja nieslubna (wtedy) malzonka. Wydrapalismy sie na Sarnie Skalki. Wysokosc niewielka. Najdejszla chmura o groznym wygladzie i zaczela przemawiac basem. Cos mnie podkusilo i kazalem babie mozliwie szybko ewakuowac sie za mna w dol. Przeszkadzali nam ludzie idacy uparcie w gore, w ulewie i grzmotach. Potem, gdy pilem ze znajomym przewodnikiem za szczesliwe ocalenie dowiedzialem sie, ze wlasnie zniesli takiego, co burzy sie nie bal...
                  • tomek854 Re: Zarty zartami, ale 13.01.11, 16:55
                    Ja kiedyś znałem takiego mądralę, który się wiosną w koszulce, szortach i sandałach wybrał na Śnieżkę. Pogoda się zaczęła psuć, więc stwierdził że zjedzie na dół wyciągiem na Kopę. Wsiadł na krzesełko i w połowie drogi wyciąg się zatrzymał, tymczasem zaczął padać śnieg...

                    Na szczęście wyciąg szybciej ruszył, ale koleś się nauczył czego trzeba. Dziś jest wielkim podróżnikiem ;-)
    • typson ? 15.01.11, 23:45
      O co chodzi w tym wątku? Bo widze ze spuchł i czuje w kościach awanture ale nie chce mi się czytać :/
      • tomek854 Re: ? 16.01.11, 00:29
        Nic nie tracisz.

        W skrócie: dewulot nie zgadza sie ze mną, że pan opisany w materiale filmowym nie postępował za mądrze. W toku dyskusji wyszło na jaw parę dodatkowych faktów potwierdzających moje twierdzenie, wiec dewulot rozpaczliwie próbuje znaleźć jakikolwiek punkt zahaczenia, jakiś błąd językowy czy nieścisłość w moich wypowiedziach, cokolwiek, żeby sobie na mnie poużywać, ale trochę mu nie wychodzi.

        A ja, jak to ja, choć dawno powinienem dać sobie spokój, bawię się z nim, bo nie mam nic lepszego do roboty, i robię to w sposób który Cię u mnie irytuje. Wiec lepiej tego nie czytaj ;-)
        • dewulot1 Baranku Bozy zrozum 16.01.11, 00:49
          >dewulot nie zgadza sie ze mną, że pan opisany w materiale filmowym n
          > ie postępował za mądrze.

          Psizdo tomusiu, jeszcze raz ci mowie idz spac albo zajmij sie czyms madrzejszym niz przekazywanie dalej w swiat jednominutowego filmiku o nierozgarnietym Amerykaninie jako dowod ze ty madrzejszy, polaki madrzejsze czy uj wie co.
          Po raz chyba czwarty, nie podskakuj bo wyjme gruba rure i ja wyceluje na ciebie.
              • dewulot1 Chciales to masz, Tomasz 16.01.11, 01:44
                > W sumie nawet ciekaw jestem tej grubej rury... ;-)

                To jeszcze nie jest gruba, na razie dam z cienkiej. Porownajmy Ciebie i balwana Amerykanina z filmiku. Podobienstwa? Obaj mieszkacie w kraju angielskojezycznym. Roznice? Sporo.
                Gosciu ma 31 lat, jezdzi Lincolnem Navigatorem, ma swoj biznes, dom, zone i trojke dzieci no i najwazniejsze, jest glupi. A Ty jestes madry, a za piec lat (?) jak bedziesz w jego wieku to bedziesz mial splaconego pierdziszonka, no house, no busness, no wife and children, ale bedziesz mial babe ktora Cie piaty raz zostawila ale poniewaz jest wierna to piaty raz wrocila.
                    • tomek854 Re: Chciales to masz, Tomasz 16.01.11, 02:47
                      Jako żywo to widać tylko, że ktoś tu jest świnią...

                      Nie przyszło Ci do głowy, że nie każdy w życiu marzy o trójce dzieci i terenówce w wieku 31 lat?

                      Miałem się już nie zniżać, ale Ci to wytłumaczę:

                      Podobieństwo miedzy mną a tym facetem jest jeszcze jedno: Obaj mamy 31 lat i prawdopodobnie obaj żyjemy tak jak chcemy i jesteśmy w tym szczęśliwi ;-) Pewnie Ci się to w pale nie mieści, że można być szczęśliwym nie mając Lincolna Navigatora...

                      Dlatego właśnie ta ślina ci tylko ścieka po brodzie, bo po prostu nie jesteś w stanie do mnie dopluć, karzełku.

                      Typson dobrze wywróżył że to się skończy awanturą, dlatego ja już kończę uczestnictwo w tym wątku (przynajmniej jeżeli chodzi o interakcje z Tobą (bo rozmową tego już niestety nazwać nie można).
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka