Dwa światy (długie)

28.05.04, 21:50
Krajki prosił mnie, bym nie podbijał już wątku o dwóch metrach - jego posty są
zbyt drastyczne i jednocześnie zbyt dużo szczegółów się tam pojawiło i obawia
się, że ktoś z poszkodowanej rodziny trafi na to i przeżyje niepotrzebny
dodatkowy stres.

Powiem szczerze że mocno podziałał na mnie już pierwszy post krajkiego a po
drugim długo nie mogłem zasnąć.

Długo nad tym myślałem i doszedłem do wniosku dość niezwykłego.
Otóż uważam, że nie jest ważne, czy ta historia jest prawdziwa. (!?)
Albo krajki przeżył potworną tragedię albo wymyślił tak realistyczna historię,
że aż ciarki przechodzą.
Nie ma znaczenia czy to prawda, bo jest dla wszystkich nas oczywiste, że ta
historia MOGŁA się zdarzyć naprawdę i w tym tkwi jej potworność.
Niemało było wypowiedzi życzących krajkiemu, by była to prowokacja a nie
prawda, bo nikt nie życzyłby nikomu takiej traumy.
Z drugiej strony padały pytania o sens takiej prowokacji i że nie lubimy
grania na naszych uczuciach.

No właśnie - granie na uczuciach - sumieniu, poczuciu wartości życia.
I czy nie jest dobrze, jeśli te struny czasami są trącone? Że nie odwracamy
się od niewygodnych rzeczy, że wypadek to nie jest już tylko odnotowanie w
statystyce, korek na drodze, czy zawodzenie ambulansu?
Krajki opisał nam potworną rzeczywistość takiego zdarzenia - daleką od
zamglonej kamery w błyskach niebieskich świateł policji i karetki.

Ja niestety mu wierzę.

Prawdopodobieństwo potrącenia pieszego, czy rowerzysty jest spore ale nie
ogromne. Może jeden z nas, forumowiczów potrąci kiedyś człowieka, najpewniej
pijanego, ktoś inny zaledwie sarnę.
Ale los czasami jest tak perfidny, że każe nam zabić znajomą osobę.
Tak jak pozwala niektórym wygrać szóstkę w Lotto, gdzie prawdopodobieństwo
trafienia jest jak jeden do szesnastu milionów.
A szóstki padają czasami po kilka w tygodniu...

Uważam, że posty krajkiego dały nam szansę. Na refleksję i może na coś więcej
- może nawet na zapobieżenie tragedii.

Po pierwszym poście miałem większą motywację, by wytrwać w przepisowej
prędkości bez zwiększania jej o współczynnik bezpieczeństwa.
Gdy na chodnik nagle wbiegły dzieci zatrzymałem samochód z rykiem opon.
Byłem przerażony. Żadne nie wbiegło na drogę ale miałem już przed oczami koszmar.

Współczujemy sprawcy tragedii, wiedząc że ofiarom współczują wszyscy - to ich
prawo.
Pijany zapierdalacz nie zasługuje na współczucie, ale spokojny, umiarkowany i
doświadczony kierowca jest uzasadnionym adresatem współczucia.
To jeden z nas, ale cieszymy się że tym razem to nie my, tylko on.

Tak łatwo dać się wepchnąć do równoległego świata, biegnącego obok tego
szczęśliwego i poukładanego, tam gdzie ból przeszkadza cieszyć się szczęściem
innych, gdzie nic dotąd tak istotne nie jest już ważne.

Pamiętam, by przed rannym wyjściem z domu pocałować żonę i dzieci i nigdy nie
rozstawać się w gniewie przed setką kilometrów przepychanek po stolicy.

Jeżdżę spokojnie, nie daję się podpuszczać, nie blokuję cwaniaków, w
samochodzie słucham wiecej klasyki niż rocka.

Umieram i starzeję się?

Nie!
Właśnie teraz żyję pełniej.

Bronię swojego stabilnego i szczęśliwego świata.
Nie dam się zepchnąć do tego równoległego, potwornego - piekła.

Pozdrawiam,

Mejson
    • wo_bi Re: Dwa światy (długie) 28.05.04, 23:09
      mejson.e5 napisał:
      >
      > Powiem szczerze że mocno podziałał na mnie już pierwszy post krajkiego a po
      > drugim długo nie mogłem zasnąć.
      >
      > Długo nad tym myślałem i doszedłem do wniosku dość niezwykłego.
      > Otóż uważam, że nie jest ważne, czy ta historia jest prawdziwa. (!?)
      > Albo krajki przeżył potworną tragedię albo wymyślił tak realistyczna historię,
      > że aż ciarki przechodzą.
      > Nie ma znaczenia czy to prawda, bo jest dla wszystkich nas oczywiste, że ta
      > historia MOGŁA się zdarzyć naprawdę i w tym tkwi jej potworność.

      Podobnie jak Ty odebralem pierwszy post, drogi przed chwila przeczytalem...
      Powiem tak, rzadko, albo w ogole nie wypowiadam sie w takich watkach. Moze to
      moje zobojetnienie, albo szacunek dla osob ktore przezyly taka tragedie.
      Przezylem juz wiele, wiele wypadkow w mojej rodzinie (nie koniecznie
      drogowych), na szczescie zaden niesmiertelny. Konczylo sie na operacji
      kregoslupa, polrocznym przykuciu do lozka w gipcie od szyji po pas... I dlogiej
      rehabilitacji... Szanuje Krajka za te dwa posty, wspolczuje mu, ale napisal to
      dla nas ku przestrodze...

      > Niemało było wypowiedzi życzących krajkiemu, by była to prowokacja a nie
      > prawda, bo nikt nie życzyłby nikomu takiej traumy.
      > Z drugiej strony padały pytania o sens takiej prowokacji i że nie lubimy
      > grania na naszych uczuciach.
      (...)
      > Krajki opisał nam potworną rzeczywistość takiego zdarzenia - daleką od
      > zamglonej kamery w błyskach niebieskich świateł policji i karetki.
      (...)
      > Ja niestety mu wierzę.
      >
      Ani przez chwile nie odebralem tych postow jako wymyslona historyjke,
      opowiadano mrozace krew w zylach. Czegos takiego nie da sie tak po prostu
      wymyslec...

      >
      > Uważam, że posty krajkiego dały nam szansę. Na refleksję i może na coś więcej
      > - może nawet na zapobieżenie tragedii.
      >
      W tamtym watku napisales tez:
      > Moje świętoszkowate ględzenie na tym forum pewnie niejednego już nudziło i
      > irytowało, ale może przykład krajkiego czegoś nas wszystkich nauczy - nie ma
      > usprawiedliwienia relatywizm w przestrzeganiu przepisów - przekraczam, ale
      > niedużo, wiem, kiedy można jechac szybciej.

      Wiesz to Twoje gledzenie jednak skutkuje. Nie wiem jak inni, ale ja zaczalem
      jezdzic wolniej. Zle probuje przestrzegac przepisow predkosci. I to dzieki
      Tobie. Powoli do mnie dotarlo. Takze watek Krajka daje do myslenia, i chyba
      wlasnie tego chcial. Jezdze jak Krajek, "wiem" gdzie mozna szybciej, gdzie
      powinienem zwolnic, a gdzie jechac przy krawezniku zeby ominac dziury...
      To dzieki Twojemu gledzeniu staram sie jezdzic wolniej. Czasami zapominam sie,
      ze czerwona kropka na zegarze oznacza granice, ktorej nie moge przekroczyc. Ale
      staram sie i mysle ze niedlugo wejdzie mi to w krew, i noga stanie sie lzejsza.
      Zawsze czuje respekt jesli jade gdzies dalej, baa nawet jak jezdze bo znanych
      mi drogach. Zdaje sobie sprawe, ze wyjezdzajac gdzies moge nie wrocic
      spowrotem. Nie wiem czy to normalne, ale zawsze przemykaja mi przed podroza
      takie mysli.

      Gledz i pouczaj dalej, bo takie dlugotrwale wyklady, sa skutecznie, a nie
      wypowiedzi w telewizji pana policjanta po swiecie zmarlych lub weekendzie
      majowym, ze wiekszosc wypadkow to nadmierna predkosc... Przy najmniej taka
      wzmianka w wiadomosciach na mnie nie dziala...
      >
      > Pozdrawiam,
      >
      > Mejson

      Rowniez pozdrawiam
      Wobi
      • undercover_brother Re: Dwa światy (długie) 29.05.04, 12:21

        > Zdaje sobie sprawe, ze wyjezdzajac gdzies moge nie wrocic
        > spowrotem. Nie wiem czy to normalne, ale zawsze przemykaja mi przed podroza
        > takie mysli.

        Nie wiem czy to normalne, ale na pewno nie jest dobre. Wspolczuje wszystkim tym, ktorzy wszedzie staraja sie dostrzec zagrozenie. Od czegos takiego mozna zwariowac. Lepiej po prostu cos robic, niz zbytnio sie nad dana czynnoscia zastanawiac. Zdawac sobie sprawe z mozliwego niebezpieczenstwa to jedno, ale kombinowac co zlego moze sie stac za nastepnym zakretem, to juz choroba - przypomina mi to nieco 'Dzien swira'.

        > Gledz i pouczaj dalej, bo takie dlugotrwale wyklady, sa skuteczne

        Nie - sa meczace.
        • sherlock_holmes Re: Dwa światy (długie) 29.05.04, 14:40
          undercover_brother napisał:

          > Nie wiem czy to normalne, ale na pewno nie jest dobre. Wspolczuje wszystkim tym
          > , ktorzy wszedzie staraja sie dostrzec zagrozenie. Od czegos takiego mozna zwar
          > iowac. Lepiej po prostu cos robic, niz zbytnio sie nad dana czynnoscia zastanaw
          > iac. Zdawac sobie sprawe z mozliwego niebezpieczenstwa to jedno, ale kombinowac
          > co zlego moze sie stac za nastepnym zakretem, to juz choroba - przypomina mi t
          > o nieco 'Dzien swira'.

          A na mnie, podobnie jak na Wobiego, tez to dziala. I przyznaje bez bicia, ze predkosc 50km/h na drogach o jednym pasie ruchu w kazdym kierunku wcale nie jest meczaca. Gorzej gdy sa dwa pasy w kazdym kierunku i widocznosc po horyzont - ale tu klania sie dzialalnosc sluzb drogowych, ktore powinny umiescic odpowiednie znaki (oczywisice wiem, ze ustalanie wyzszych limitow predkosci na niektorych drogach nie lezy w ich gestii - ale juz informowanie odpowiednich wladz o takiej potrzebie - to ich dzialka).
          Nie mysle o tym ze cos zlego moze sie stac za zakretem - po prostu ZAWSZE gdy jade przez niewidoczny zakret lub dojezdzam do wierzcholka wzniesienia, sciagam noge z gazu i opieram na hamulcu-ale tak, zeby nie zaswiecily sie swiatla stop. Tak niewiele, a daje okolo sekundy szybszej reakcji. Dzieki temu niedawno na wiejskiej drodze nie podzielilem losu wielu kierowcow, ktorych slady podazaly w dol skarpy - bo na szczycie wzniesienia droga skrecala o 90 stopni w prawo... A gdyby tuz za wzneisieniem dzieci bawily sie na drodze albo lezal pijak?

          >
          > > Gledz i pouczaj dalej, bo takie dlugotrwale wyklady, sa skuteczne
          >
          > Nie - sa meczace.

          Na mnie najbardziej podzialalo liczenie roznic drogi hamowania i predkosci gdy jadac zgodnie z przepisami stoimy, a jadac +10% jeszcze jedziemy... To raptem kilka km wiecej - a lepeij pozniej do konca zycia sobie nie pluc w brode, ze mozna bylo jechac 60km/h (obecnie 50km/h)...
        • typson Re: Dwa światy (długie) 29.05.04, 15:00
          > iowac. Lepiej po prostu cos robic, niz zbytnio sie nad dana czynnoscia
          zastanaw
          > iac. Zdawac sobie sprawe z mozliwego niebezpieczenstwa to jedno, ale
          kombinowac
          > co zlego moze sie stac za nastepnym zakretem, to juz choroba - przypomina mi t
          > o nieco 'Dzien swira'.

          Ech, taka jest roznica miedzy ludzmi i zwierzetami. Zwierzeta maja tylko
          instynkt ktory zawodzi, gdy w nocy spojrza wprost w reflektory nadjezdzajacego
          auta. My (takie mam wrazenie) mamy cos wiecej niz tylko instynkt. Nikt nie
          pisal tu o strachu i braku umiejetnosci, ktore powoduja, ze taki kierowca jest
          zawalidroga. Raczej chodzi o to by widzac progi zwalniajace przy szkole zwolnic
          z uwagi na szkole i dzieci a nie z uwagi na progi. To sie chyba nazywa mysleniem
        • wo_bi Re: Dwa światy (długie) 29.05.04, 23:36
          undercover_brother napisał:

          > Nie wiem czy to normalne, ale na pewno nie jest dobre. Wspolczuje wszystkim
          tym
          > , ktorzy wszedzie staraja sie dostrzec zagrozenie. Od czegos takiego mozna
          zwar
          > iowac. Lepiej po prostu cos robic, niz zbytnio sie nad dana czynnoscia
          zastanaw
          > iac. Zdawac sobie sprawe z mozliwego niebezpieczenstwa to jedno, ale
          kombinowac
          > co zlego moze sie stac za nastepnym zakretem, to juz choroba - przypomina mi
          t
          > o nieco 'Dzien swira'.

          Na wszelki wypadek uspokoje wszystkich i powiem, ze nie jestem wariatem. ;)) I
          nie widze wszedzie zagrozenia zycia. Nie o to chodzi, ze caly czas mysle o tym
          co moze sie wydarzyc, ze moge zginac, itp. Ja po prostu zdaje sobie sprawe
          tylko z tego, ze nie mam 100% pewnosci ze dojade bezpiecznie. I to nie jest
          jakies dlugotrwale przemyslenie. Tak po prostu przemyka mi taka mysl. I nigdy w
          czasie podrozy. I moze ta mysl pozwala mi na to, zebym zdejmowal noge z gazu. ;)

          Poza tym, ja bardzo lubie jezdzic samochodem. Sprawia mi to przyjemnosci. I
          wybierajac srodki lokomocji, jesli nie zalezy mi na czasie, wybieram jednak
          zawsze samochod. :)) Po prostu lubie cos robic w podczas przemieszczania sie z
          punktu A do punktu B.

          > (...) przypomina mi to nieco 'Dzien swira'.

          Swira widzialem, ale nie podobal mi sie. ;)

          Pozdrawiam
          Wobi
    • lexus400 Re: Dwa światy (długie) 29.05.04, 10:32
      Przeczytałem.
      Pzdr.
    • mejson.e5 Nie dajmy się zwariować! 29.05.04, 17:47
      Undercover_brother ma rację - nie można w każdej chwili spodziewać się
      najgorszego i wszędzie szukać zagrożenia.
      Faktycznie można oszaleć - nie tylko na drodze ale i idąc po chodniku można
      popaść w paraniję i szukać cegły spadającej z dachu.

      Takie traumatyczne refleksje przynoszą oczyszczenie i pomagają podjąć niewygodną
      decyzję ale nie mogą przesłaniać normalnego życia. Jeśli się je jeszcze ma...

      Dlatego nie będę Was za często zamęczał kolejnymi ponurymi przemyśleniami, bo
      się ktoś w końcu pochlasta.

      A tu wiosna idzie, za oknem pierwszy prawdziwie ciepły dzień...

      Pozdrawiam,

      Mejson
Pełna wersja