tomek854
08.11.11, 23:49
...czyli kolejny odcinek serialu "komputer wie lepiej".
Pamiętacie naszą dyskusję o unowoczesnieniach, wspominałem tam o niewyłączalnym systemie kontroli trakcji w Sprinterach i o tym, że system ten odpowiedzialny jest za moje zwiedzanie pobocza w Norwegii (co nie znaczy, że nie wyleciałbym na własną odpowiedzialnosć, ale tego się już nigdy nie dowiemy).
Marek wtedy mi napisał, ze po prostu nie umiem jeździć.
Dzis miałem okazję wykazać sie niesamowitym kierowcowym kunsztem objawiającym się śmiganiem na ręcznym z zaskoczenia.
Otóż miałem taką zabawną awarię, że systemowi odpierdoliło kompletnie i sobie w całkowicie losowo dobranych momentach hamował - czasem tylne lewe koło, a czasem oba tylne. W przypadku hamowania tylnego lewego jedynie zarzucało, w przypadku hamowania oboma, efekt był taki, jakbym zaciągnął ręczny.
I tak właśnie się stało za pierwszym wystapieniem awarii - akurat byłem na takim dużym rondzie po którym jechałem dość szybko - ale nie szybciej niż jego inni użytkownicy. Było tam dość slisko (generalnie w Szkocji zaczyna sie już jesień, wszystkie drogi pokryte są takim niewiadomo skąd biorącym się błockiem i wszystkie samochody robią się w szybkim tempie stalowe). Nagle zrobiło BRRR i musiałem się ratować głęboką kontrą, ale i tak nie dałem rady, i stanąłem bokiem. Dobrze, że nikt akurat za mną nie jechał, bo byłem ostatni który przejechał na poprzednich światłach a boczne drogi były mało uczęszczane. Ponieważ przyzwyczajony jestem, że systemowi czasem odpierdala, zachowałem się jak użytkownik windowsa, czyli zjechałem na pobocze i wyjąwszy kluczyk ze stacyjki odczekałem dłuższą chwilę. Potem z duszą na ramieniu ruszyłem dalej, a że nic się nie działo, zacząłem znowu normalnie jeździć dopóki na ślimaku autostradowym nie zarzuciło mnie z okazji zahamowania tylnego lewego koła. Od tego momentu na desce rozdzielczej świeciły się wesoło kontrolki czerwona (SRS) i żółta (ESP). Dodatkowo w momentach przyhamowywania mrugał żółty trójkąt.
Zrzuciłem dwa ostatnie ładunki, bo tuż za rogiem to było, i powolutku zjechałem do bazy, co było urozmaicane ostrym hamowaniem w najbardziej uciążliwych momentach takich jak np. wyjazd z podporządkowanej - po prostu, ruszacie, a auto po przejechaniu 3 metrów zaczyna samo z siebie hamować...
W końcu dojechałem jakoś do bazy, bujając się po autostradzie z prędkością 40 mph...
I powiedzcie mi: co by komu szkodziło, żeby na desce rodzielczej był taki przełącznik, który odłączałby wszelakie komputerowe ingerencje i zostawiał wszystko kierowcy?