Dodaj do ulubionych

Kciukotrzymanie

13.12.11, 22:18
No i na mnie przyszło... 19.12 o 15:00 mamy w MCSM w Kajetanach konsultację a we wtorek 20.12 planowaną operację wszczepienia drugiego implantu slimakowego Poli. Jeszcze nie znam szczegółów (godziny itp) wtorkowej akcji, ale jeżeli ktoś z Was bedzie mógł chociaż przez chwilę to bedę bardzo wdzięczny.
Obserwuj wątek
    • wujaszek_joe Re: Kciukotrzymanie 13.12.11, 23:26
      będziemy trzymać.
      Dzieci mają to do siebie, że nadspodziewanie dobrze radzą sobie z kłopotami.
      mój piotruś ma takie skórne ustrojstwo (atopowe zapalenie skóry), z którym coraz gorzej sobie psychicznie radzę.
      a 5latek mojego brata opowiedział mu taką bajeczkę:
      była sobie rodzina, tata, mama, córka i syn.
      I tata umarł. Tak się zdarzia.
      Na szczeście mieli śto złotych! i juś nikt nie umarł!

      brata chwilowo przerosło :)
      • pizza987 Re: Kciukotrzymanie 14.12.11, 09:48
        Dzięki za deklaracje, jednak mam prośbę coby od zaraz zacząć.... Mloda coś zaczyna prychać, zaczynam mieć obawy czy nas nie skreślą jak jej się coś rozwinie...

        A za wszystkie mile słowa bardzo Wam wszystkim dziękuję, co do gotowości, Pola czeka od dłuższego czasu, w związku z planowana operacją bardzo wydoroslała, bez żadnego skrzywienia się chadza na różne badania, pobrania krwi które były koszmarem nagle stały się kolejnym wyjściem z pogodną dziewczynką, rezolutną itp. Podejrzewam ze z profesorem na powitanie przybije piatkę ;) Ona jest juz na tyle duza że zdaje sobie sprawę że to moze jej pomóc, jest gotowa znieść pewne niedogodności. Najważniejsze jednak póki co jest oczekiwanie na srebrny procesor z pomarańczową osłonką ;) www.implantysluchowe.pl/Implant_slimakowy_Nucleus.dhtml
          • pizza987 Re: Kciukotrzymanie 14.12.11, 13:47
            bassooner napisał:

            > a dla przypomnienia napisz pizza jak to było z córką, bo mi z łba wyleciało...
            > jeśli oczywiście chcesz... ;-)))

            Czegoś nie rozumiem bezzębny grajku? Co niby mam napisać? Cały życiorys od chwili poczęcia czy co ma na prawym uchu? ;)
              • pizza987 Re: Kciukotrzymanie 14.12.11, 14:07
                bassooner napisał:

                > jakiś ty zaczepny!

                Jak granat :P
                >
                > o ucho rzecz jasna pytam... ;-)))

                Lewe czy prawe? Na obu jest duży ubytek słuchu... lewe ostatnie badanie wykazywało ok 90dB prawe to był juz brak odpowiedzi, czyli poza możliwości urządzeń. W efekcie córa poczatkowo nosiła aparaty, w wieku 1 rok i 4 mies. miała wszczepiony implant ślimakowy na prawą stronę (Nucleus Freedom) i nosi go wciąż, na lewym uchu do poprzednich wakacji nosiła aparat słuchowy który sama odrzuciła. Drugi implant proponowano nam juz od prawie 2 lat, zdecydowaliśmy się w zimie prawie rok temu, formalności, kwalifikacje itp.

                Na samym implancie córa normalnie daje sobie radę w szkole (masowa zerówka), gada, spiewa, chodzi na tańce i balet. Niezorientowani sa zszokowani ze ona jest osoba niesłyszącą, nauczycielka z zerówki (pierwszy rok wsopólnej pracy) jest pod wrażeniem jej możliwości, jest w czołówce grupy dzieci słyszących a ze swojego rocznika jest jedną z najmłodszych (tydzień starsza od Bassowej Tosi). Trochę problemów ma z lokalizacją źródła dźwięku i dlatego m. in. zdecydowalismy się na drugi implant. Ponadto rok temu ulegl awarii ten którego używa i mimo aparatu na lewym uchu praktycznie nie daliśmy rady się porozumiewać.
    • pizza987 Drobna zmiana planów ;) 17.12.11, 00:06
      Nastąpiła dzisiaj ok. 15:00. Do żony zadzwoniła miła pani z Kajetan i zarządziła że mamy się pojawić w poniedziałek do 10:00 i operacja juz w poniedzialek a planowany powrót do domu 22.12. Znaczy się sprawy przyspieszają :)
    • pizza987 Do pupy... 19.12.11, 20:39
      .... się zrobiło. Pojechaliśmy rano, na konsultacji lekarka wypatrzyła początek infekcji i operacja została odwołana. Może za miesiąc, może na wiosnę.... Zły jestem jak diabli... Teraz już śpi, ma lekką gorączkę. Pola strasznie to przeżyła, była przygotowana na operację, na to ze w szpitalu zostanie ze mną... Żal mi jej strasznie, ale bardziej wkurzony jestem na to że od nowa korowód z oczekiwaniem na termin, szarpanie się. I propozycja lekarki żebyśmy najlepiej jej do szkoły nie puszczali (od stycznia), tylko ciekaw jestem ile mielibyśmy ją trzymać, jak nie potrafią sensownie terminu podać.... Kwarantanna.... Od czerwca czekaliśmy na potwierdzenie terminu, miało być listownie. Listu do dzisiaj nie dostaliśmy, a gdybym nie męczył ich telefonami to nic byśmy nie załatwili. Trzymajcie teraz kciuki za to żeby szybko ten kolejny termin się trafił i żeby zdrowa była.
        • pizza987 Re: Do pupy... 19.12.11, 21:47
          lexus400 napisał:

          > Kurde szkoda, znaczy się, że chyba mocniej trzymać trzeba.

          Trzymaliscie dobrze, ale niestety nieoczekiwane atrakcje się przyplątały.
          • bassooner Re: Do pupy... 19.12.11, 22:13
            u mnie też wszyscy w domu churchają... ale jest jakby światełko w tunelu i może do świąt się wykaraskamy... a we czwartek wigilia na siacie! w knajpie mamy zamówione śledziki i flaszkę gorzałki - reszta poleci przed i pod stolikiem... ;-)))
            kurwa chyba do końca życia będę spijał wysokie procenty z partyzanta... ;-)))

            nie martw sie pizza bedzie dobrze!
            • lexus400 Re: Do pupy... 20.12.11, 07:53
              bassooner napisał:

              ... a we czwartek wigilia na siacie! w knajpie mamy za
              > mówione śledziki i flaszkę gorzałki - reszta poleci przed i pod stolikiem... ;-
              > )))
              > kurwa chyba do końca życia będę spijał wysokie procenty z partyzanta... ;-)))

              Dobrze, że ja wybrałem do uprawiania sporty wodne i nie zespołowe bo pływanie i windsurfing. Z tego co widzę to siatkówka może człowieka na złą drogę sprowadzić:)))
          • franek-b Re: Do pupy... 20.12.11, 09:37
            Wiesz, ja tam wyznaję zasadę, że nie ma tego złego, co na dobre nie wyjdzie.
            Jeśli termin przesunie się na wiosnę, to chyba generalnie będzie lepiej, bo infekcje itp będzie dużo trudniej załapać i chyba rekonwalescencja łagodniejsza, możliwość powikłań, lekarze w lepszej dyspozycji psycho-fizycznej.
            Więc będzie dobrze :-)
            Trzymaliśmy tyle to i potrzymamy jeszcze, do szczęśliwego końca :-)))
            • pizza987 Re: Do pupy... 20.12.11, 10:15
              Chodzi o to ze samej operacji to się zbytnio nie boimy, nie przejmujemy nią, chodzi jednak o czas a wynika to z konieczności przyzwyczajenia się do drugiego urzadzenia i możliwości jego jak najlepszego wykorzystania co może zająć nawet i 1-2 lata... Począrtkowo nawet mam sygnały ze dzieciakom które doskonale sobie radziły w jednym implancie początkowo ten drugi bardzo przeszkadzał i utrudniał zycie, po przyzwyczajeniu informowały że bez tego drugiego juz sobie życia nie wyobrazają. A ważne dla nas jest to zeby Pola do pierwszej klasy poszła juz z dwoma implantami. Teraz w zerówce radzi sobie csalkiem dobrze na jednym, ale coraz bardziej zaczynają byc widoczne sytuacje gdzie ewidentnie brakuje sygnału z drugiej strony. Dlatego jak zdecydowaliśmy sie na implantowanie drugiej strony zaczęlismy zmasowane działania. Jednak na kwalifikację czekaliśmy 4 miesiące (i to dzięki wykorzystaniu znajomości udało się przyspieszyć o miesiąc-dodatkowo zagrożeniem dla kwalifikacji była kolizja jej terminu z przewidywanem terminem narodzin Alka). Na termin operacji czekalismy pół roku i zaczynam mieć obawy czy znowu nie dojdziemy po podobnego efektu.... Znaczy się znowu będę się musiał "dodzwaniać" i "przypominać" że istniejemy....
                • bassooner Re: Do pupy... 20.12.11, 11:49
                  jak dotąd forumowe trzymanie kciuków pomagało - pomogło lexowi, ecikowi, pomogło i Tosi w szpitalu, i Mani po upadku i jak mi żyłę z giry wyrywali, i zumb też mam... spoko stary, będzie dobrze a my wam pomożemy!
                  • pizza987 Re: Do pupy... 20.12.11, 13:24
                    bassooner napisał:

                    > jak dotąd forumowe trzymanie kciuków pomagało - pomogło lexowi, ecikowi, pomogł
                    > o i Tosi w szpitalu, i Mani po upadku i jak mi żyłę z giry wyrywali, i zumb też
                    > mam... spoko stary, będzie dobrze a my wam pomożemy!

                    To ze pomaga to wiem, tłumacze to sobie tym że widać infekcji naszym okiem nie było i dobrze że nie zignorowali sprawy, z góry dzięki za dalsze trzymanie.
      • edek40 No to dupa!!! 20.12.11, 19:01
        Strasznie syfiascie. Bardzo mi przykro.

        Nie wydaje mi sie, zeby nie posylanie malej do szkoly mialo sens. Przeciez dorosli tez roznosza bakcyle. Ech, nie bez kozery na dzieci mowi sie glut, albo smarkacz.

        Masz wiadomosc na maila.
    • pizza987 Wreszcie w domu... 07.01.12, 21:21
      ....jesteśmy od dzisiaj. I najważniejsze co muszę Wam wszystkim napisać:

      ogromnie dziękuję za mocne trzymanie kciuków, jak widać zadziałało wspaniale, grupa trzymająca kciuki na Automobilu jest najmocniej trzymającą cokolwiek grupą na świecie ;) Po prostu kochani jesteście.

      Dziękuję także za kanał informacyjny w formie doniesień lexusowych, niestety MCSM w Kajetanach jest czarną dziurą internetową... udalo mi się Wasze wpisy na telefonie przejrzeć ale napisać nic juz rady nie dało ;)

      A teraz kilka szczegółów: na miejsce dotarliśmy w środę o 9:20, w rejestracji nikt nic nie wiedział że mamy mieć operację... po wytłumaczeniu że sprawa jest chyba na wariackich papierach że jesteśmy w wyniku wczorajszej rozmowy telefonicznej skierowano nas do gabinetu O3 i jak tam się udaliśmy oczom naszym ukazał się barwny tłum pacjentów z opatrunkami na uszach, nosach, w różnej maści dresach, szlafrokach u podomkach oraz tych co czekali na przyjęcie z torbami, walizkami itp. Zasadniczo do gabinetów trafia się na podstawie wyswietlającego się numeru karty pacjenta (tablica z wyświetlaczami przyporządkowanymi do poszczególnych gabinetów), ta jednak nie funkcjonowała a co pewein czas z poszczególnych gabinetów wyłaniała się pielęgniarka z plikiem papierów i wyczytywała ileś nazwisk w szybkim tempie (zaznaczę że sporą grupą są tam pacjenci z różnej maści wadami słuchu) po czym padalo hasło: "i w kolejności wyczytywania zapraszam do gabinetu nr..." (są tam 4 szt.). Po pewnym czasie tablice ożyły, jednak występy pielęgniarek nie ustały, tak więc jednym okiem łypałem na tablicę, jednym uchem strzygłem w stronę wyłaniających się pięlęgniarek a przy uzyciu drugiego próbowałem konferować z córką.... Wreszcie nagle pojawila się pielęgniarka która niezbyt donośnie poprosiła Apolonię (czyli moją córkę) do gabinetu O3. Tam szybka kontrola, uszy czyste, nos czysty, gardło OK. Po czym kilka pytań ogólnych, skierowanie go gabinetu D17 lub D19 na badanie słuchu w uchu przenaczonym do operacji i karteczka że mam do tegoż gabinetu zapukać.... A jak wspominałem wchodzi się zazwyczaj wg wyświetlających się numerów kart pacjenta... Doszliśmy pod gabinet, zapukałem i nic, drzwi z zamkiem szyfrowym i glosy z korytarza że oni tu też czekają.... OK, w takim razie czekamy i my. Po pewnym czasie z gabinetu wyszedl gość, podszedłem doń, okazałem karteczkę i mówię że mamy dzisiaj operację, jeden rzut oka i mówi że juz za chwilę. Po czym ku wkurzeniu innych czekających nagle wyświetylił się numer Poli i wparadowaliśmy pierwsi ;) Po badaniu powrót do O3, tam zatwierdzenie że idziemy do recepcji po przydział pokoju. Z recepcji na oddział na piętro i już się należy szykować.... Pola gotowa w piżamie czekała ok. 1,5 godziny, wysyłała mnie do pielęgniarek żeby dowiedzieć się kiedy mamy iść ;) Wreszcie jak przyszła pielęgniarka i poprosiła nas na blok dziecię wmeldowałao mi sie na ręce, wzięło swoją ukochaną pluszową psicę, pożegnała mamę i poszla ze mną na blok, wciąż uśmiechnięta.... Kiedy zaproszono nas na salę operacyjną widać było że trochę zaczyna się bać, ale spokojnie ułożyla się na stole, wyściskala mnie i dała sobie zalożyć maskę do narkozy... pokrzywiła się że miętą ją potraktowali (nie lubi czyba od poprzedniej operacji), jednak w miarę spokojnie zasnęła... a wtedy pode mną nogi się ugięły i dopiero poczułem co się dzieje... 14:30 córa zasnęła, na blok wezwali mnie o 16:00, obudziła się w miarę spokojnie. Trochę ją męczyło po znieczuleniu, ale jakoś sobie dawała radę. Chociaż musiała dostać dwie kroplówki wieczorem już wędrowała ze mną po wszelkich dostępnych korytarzach z podskokami z balety włącznie ;) Noc bez większych problemów i później już tylko lepiej... Wczoraj rano zdjęto jej dren z którym chodziła od środy, żadnych komplikacji nie było, więc dzisiaj rano zostaliśmy wypisani. Kontrola w piątek 13-go ;) zdjęcie szwów i podanie terminu uruchomienia.

      Jednak urok tej placówki jest nieziemski.... Jako że 6.01 także tam byliśmy to kontrole lekarskie były bardzo fajne-o 20:40 przychodzi lekarka i mówi że zapomniała ze my tutaj też jesteśmy :D Wczoraj musiałem sam pójść poszukać medyka wieczorem bo Pola bez obchodu pójść spać nie chciała. W ramach pobytu w okolicy długiego łikendu mieliśmy luksusy: na pooperacyjnym byliśmy w dwuosobowym (na dwóch pacjentów) sami, po przeniesieniu do części hotelowej w trzypacjentowym pokoju byliśmy sami, wszystkich pacjentów było jakieś 10 szt. ;) Per saldo chwalę sobie ten termin, najważniejsze że nie miałem tym razem czasu na myślenie, czekanie, strach... Teraz tylko czekam na ciąg dalszy. O personelu złego słowa tez nie powiem, lekarz operujący przychodzil wielokrotnie gdy wiedzial że sa drobne problemy po narkozie, dowiadywał sie, widać bylo że się martwił. Pielęgniarki z odpowiednim podejściem, Pola była wśród zostających pacjentow najmłodsza więc siłą rzeczy stała się tamtejszą pupilką ;)
    • pizza987 Znowu muszę odkurzyć :( 26.01.12, 23:28
      Tym razem padło na młodego.... Od kilku dni pokasływał, posmarkiwał i w efekcie dzisiaj wylądował w szpitalu z ciężkim zapaleniem oskrzeli które w sumie już jest na granicy w zapalenia płuc. Jak ktoś będzie miał wolnego kciuka to bardzo poproszę....
          • bassooner Re: a ja podłączyć...:( 27.01.12, 12:15
            u mnie wszyscy kaszlą, a jak jak zacznę to prawie płuc nie wykaszlę, idę za godzinkę do lekarza i ciekawe co będzie bo pieczątkę mam już ciut po terminie.
            ogólnie Mania ma dundle, Tosia ma dundle, a ja żoną kaszlemy z tym że ja więcej... byle do wiosny, no ale za pizze to potrzymam, bo te moje kaszle i dundle to pikuś...
            • pizza987 Re: a ja podłączyć...:( 28.01.12, 00:23
              Dzięki za potrzymanie, ja za Was i Wasze skarby też potrzymam.

              Stan wygląda tak że ładnie już odksztusza i wywala wydzielinę, reaguje na leczenie, na sali na której jest zdaje się że jest w najlepszej kondycji. Nadal świszcze i hurgocze przy osłuchiwaniu, ale już widać troche poprawy. Ile to potrwa na razie nic nie wspominają...
              • lobuzek1 Re: a ja podłączyć...:( 28.01.12, 08:31
                Trzymamy całą czwórką i z chomikiem z całych sił, to zawsze pomaga. Ja też jestem chory, od 2 tygodni mam drugi antybiotyk, bo niestety mam zapalenie oskrzeli. Tak to jest, jak człowiek co prawda jest na zwolnieniu, ale trzeba zapieprzać przy dzieciach i załatwić szereg pilnych rzeczy, które akurat teraz musiały wypaść no i się nie doleczy za pierwszym razem.

                I przy okazji proszę o mocne trzymanie kciuków w sprawach zawodowych, wierzę, że dacie radę!
                • wujaszek_joe Re: a ja podłączyć...:( 28.01.12, 22:33
                  co to za ustrojstwo z tymi dziećmi, ze nawet rozchorować się nie można.
                  jak dzisiaj mój starszy czteroletni syn zesrał się w majtki, to żona dostała depresji poporodowej. Jest dość anemiczna, stąd te opóźnienie.
                  A za pracę trzymamy.
                  • pizza987 Re: a ja podłączyć...:( 29.01.12, 19:20
                    Kolejne wieści z frontu: okazauje się że mały cały czas był uznawany za przypadek z zapaleniem oskrzeli, po wczorajszym RTG do dzisiaj nie wiemy co jest, poza tym że coś widać, jakieś fragmenty ze stanem zapalnym, ale nikt nic nie wie... Poza tym lekarka która dzisiaj była sprawiała wrażenie jakby się kleju nawąchała, nic nie wiedziała, chociaż mały od kilku dni bierze antybiotyk chciała mu go dzisiaj wprowadzić O_o i była zdziwiona że już bierze... Przedwczoraj przez ściągniętą na oddział przez piguły babkę z rahbilitacji zostałem przeszkolony jak oklepywac delikwenta, to dzisiaj od szanownych pielęgniarek z oddziału dowiedziałem się że źle oklepuję... I że co za pomysły mam, więc uprzejmie zapytałem się kto mi przysłał babkę z rehabilitacji która mi pokazała jak to robić, usłyszałem że jak tamta przyjdzie to mam klepać jak pokazywała, a jak jej nie ma to ma klepac tak jak one mi pokazały. Myślałem że którejś z liścia pociągnę :( Dwie z trzech dzisiaj miały chyba kiepską noc z mężami/partnerami/partnerkami bo klasyczny PZN wykazywały wyładowując się na dzieciakach i rodzicach (n ie bezpośrednio, ale wchodząc do sali gdzie śpi 2 z 3 dzieciaków gromkim głosem zwraca się do stojącej tuż obok mojej żony i łomocze na potęgę kratą od łóżeczka... i na uwagę innej matki że dzieciaki śpią i żeby może trochę ciszej walnęłą: jakbyście przy nich normalnym głosem mówili to by się przyzwyczaili). Humor mam koszmarny... Poza tym nie wiem ile tot potrwa.... A żeby było weselej na oddziale panuje rotawirus, i chyba jeden z sali już podłapał, więc perspektywy mamy coraz fajniejsze...
            • lobuzek1 Re: a ja podłączyć...:( 29.01.12, 19:27
              Trzymamy mocno za dzieci, mam nadzieję, że nie złapią rotawirusa. A faktycznie personel chyba potrzebuje lekkiej zjebki, bo to opisujesz to masakra. Ja rok temu poszedłem na ostro z pigułami w mojej przychodni dziecięcej, nawet napisały na karcie "rodzic pacjenta się awanturuje", ale pomogło i teraz jest ok. Jak jest napisane że lekarz przyjmuje od 7, to mogę się zarejestrować na 7, a rok temu dopiero od 7.30. A kasę brał pewnie od 7. Masakra była rok temu, jak po ospie co tydzień przywlekały do domu jakieś świństwa.
              Tak czy inaczej - trzymają wszyscy!!!
              • bassooner Re: a ja podłączyć...:( 29.01.12, 21:17
                no to mamy tutaj wątek "Zdrowie" a właściwie "Choroba"... ;-(((

                ja za to na antybiotyku i churchlam, ale ogólnie wychodzę na prostą, Mania ma katar (oby na tym się skończyło), Tośka jutro do przedszkola nie idzie, bo też ma katar i churchla, żona ogólnie też churchla i kurde coś ją zaczęło jakby na wyrostek boleć... mówię że może od tego kaszlu, ale twierdzi, że jakoś inaczej i jutro wali do rodzinnego... byle do wiosny, a najgorsze w tym wszystkim, że ostatniego browara piłem we wtorek! co jest do mnie zupełnie nie podobne... kurde wiecie co? a co mi tam - schodzę do piwnicy, mam tam stać Ciechana Lagerowe... jedno nie zaszkodzi, nawet na ten antybiotyk... ;-)))
    • pizza987 atrakcji różnych wiele 29.01.12, 21:57
      To do kompletu z koleżanką młodszą jutro na 7:30 do Kajetan ruszamy coby drugi implant do życia przywołać. Oczywiście żeby za łatwo nie było ;) W piątek mamusia jeszcze na operację kolana idzie (nowy staw będą jej wszczepiać) a skład firmowo rodzinny osłabiony... Wesoło będzie ;)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka