Napierdzielismy w rure

30.12.11, 15:06
Tesciowa pcha do zlewu co sie da. Znaczy sie resztki jedzenia ;)

No i sie zatkalo.

Politechnicznie olewalem ten problem przez pol dnia. Ale w koncu syf sie zrobil w kuchni, wiec rozkrecilem odplyw. Jakiez bylo moje zdziwienie, bo odplyw byl w zasadzie drozny. Lekko zasyfialy, ale w sposob nie odbiegajacy od normy. Upssss. Zatkalo sie "w scianie". Spirala nie chciala sie zlamac na kolanie, gdzie pion przechodzi w poziom pod podloga. Chemia tez sobie nie dala rady.

Poszliszmy z somsiadem po rozum do glowy oraz po kompresor. W sklepie, ktory z latwoscia daje pobic swoje ceny, zanabylismy zlaczki do pneumatyki "silowej" oraz dwa korki do rur pcv (na tej galezi mam bowiem dwa odbiory - z kuchni i z plukania filtrow). Jeden korek zaopatrzylismy w szybkozlacze pneumatyczne i podlaczylismy cisnienie. Ja trzymalem korek na drugim wlocie. I dalismy cisnienie!!! Somsiadowi prawie reke urwalo, gdy wylecial "jego" korek z przylaczem. Ja utrzymalem, choc czulem, ze sie zaczyna rozlazic. Po wyczyszczeniu somsiada z syfu ponowilismy probe. Tym razem trzymalismy jeszcze solidniej.

Poszlo!!!! Rura jak nowa.

I to wszystko dla tesciowej....

Wesolego Nowego Roku!!!
    • emes-nju Re: Napierdzielismy w rure 30.12.11, 15:12
      Tesciowa zatkala, to trzeba bylo uzyc tesciowej. Pod korek nakarmic fasola i podlaczyc do rury :D
      • bassooner Re: Napierdzielismy w rure 30.12.11, 15:15
        a ogniem próbowaliście? gazu ciut napuścić i podpalić...
        • emes-nju Re: Napierdzielismy w rure 30.12.11, 15:21
          No to fasolka w tesciowa, podlaczyc tesciowa do rury, a potem zapaleczka :D
        • pizza987 Re: Napierdzielismy w rure 01.01.12, 23:26
          bassooner napisał:

          > a ogniem próbowaliście? gazu ciut napuścić i podpalić...

          Taaaa, znajomy z Otrębus opowiadał mi historyjkę lat temu kilka jak sąsiadowi się zatkało. Dobył więc spawarki gazowej (chyba samej butli raczej) i napompował od strony szamba, po czym podpalił. W kuchni rozpieprzyło zlew, a w świeżowyremontowanej łazience wyrwało sedes z posady i rozpieprzyło o sufit...
          • edek40 Re: Napierdzielismy w rure 02.01.12, 14:03
            > Taaaa, znajomy z Otrębus opowiadał mi historyjkę lat temu kilka jak sąsiadowi s
            > ię zatkało. Dobył więc spawarki gazowej (chyba samej butli raczej) i napompował
            > od strony szamba, po czym podpalił. W kuchni rozpieprzyło zlew, a w świeżowyre
            > montowanej łazience wyrwało sedes z posady i rozpieprzyło o sufit...

            Skoro doszlo do zlewu i sedesu, znaczy metoda byla skuteczna.
    • dr.verte Re: Napierdzielismy w rure 30.12.11, 15:22
      Poszliszmy z somsiadem po rozum do glowy oraz po kompresor. W sklepie, ktory z latwoscia daje pobic swoje ceny, zanabylismy zlaczki do pneumatyki "silowej" oraz dwa korki do rur pcv (na tej galezi mam bowiem dwa odbiory - z kuchni i z plukania filtrow). Jeden korek zaopatrzylismy w szybkozlacze pneumatyczne i podlaczylismy cisnienie. Ja trzymalem korek na drugim wlocie. I dalismy cisnienie!!! Somsiadowi prawie reke urwalo, gdy wylecial "jego" korek z przylaczem. Ja utrzymalem, choc czulem, ze sie zaczyna rozlazic. Po wyczyszczeniu somsiada z syfu ponowilismy probe. Tym razem trzymalismy jeszcze solidniej.



      no widzisz ile zabawy bylo , podziekuj tesciowej
    • emes-nju Tak a propos tesciowej. 30.12.11, 16:06
      Wiecie ile zebow ma miec tesciowa?

      Wiem, ze stare, ale nie moglem sie powstrzymac :D
    • rapid130 Następny kawał z brodą 30.12.11, 16:54
      - Jak długo można patrzeć na teściową?
      (...)
      - Aż szczerbinka z muszką zejdą się w jednej linii.
    • marekatlanta71 Re: Napierdzielismy w rure 02.01.12, 02:46
      To w PL nie ma jeszcze mlynkow w zlewie?
      • tomek854 Re: Napierdzielismy w rure 02.01.12, 04:02
        W UK też się nie spotkałem, jesli Ci ta informacja jest do czegoś potrzebna.

        Pewnie się bierze to stąd, że takie rozwiązanie jest dużo bardziej skomplikowane i energochłonne niż zwykłe sitko zbierające co większe kawałki...

        Elektrycznych otwieraczy do puszek, ku zdziwieniu mojego amerykańskiego kolegi studenta też się nie spotyka ;-)
        • marekatlanta71 Re: Napierdzielismy w rure 03.01.12, 01:06
          Pewne drobiazgi są by człowiekowi ułatwiać życie - takie wynalazki jak wspomaganie kierownicy, suszarka do ciuchów i mlynek w zlewie są nieekonomiczne a jednak ludzie je używają. W sumie to nie wyobrażam sobie życia bez mlynka - jak umyć naczynia???
          • edek40 Re: Napierdzielismy w rure 03.01.12, 11:10
            > W sumie to nie wyobrażam sobie życia bez mlynka - jak umyć naczynia???

            Ja robie tak: zbieram talerze i wkladam do zmywarki.

            Staramy sie bowiem nakladac na talerze tyle, ze nie zostaje wiele. Tego Amerykanie byc moze nie wiedza i dlatego wymyslili mlynki. Dodam jeszcze, ze jesli powstaja jednak resztki organiczne (chocby w czasie obierania ziemniakow, bo obrane wciaz jeszcze sa niedostepne), to laduje je na kompost i mam oszczednosc na wywozie smieci oraz nie musze kupowac ziemi do kwiatkow.
          • tomek854 Re: Napierdzielismy w rure 03.01.12, 19:27
            Widzisz, niektóre wynalazki mają to do siebie, że zamiast życie ułatwiać, utrudniają.

            Np radio w nowym Sprinterze (akurat z dzisiaj) to jakiś kretyn wymyślił. Przycisków mają więcej niż pięciomanuałowe organy, opcji milion pięćset sto dziewięćset, a tak naprawdę czego człowiek chce, to włożyć płytę i żeby mu grało.

            W starych wkładało się płytę, i grało. Tu trzeba włożyć, przełączyć, włączyć, przejsć na opcję konfiguracji systemu i wyłączyć ekran, bo się nie da jechać tak działa po garach.

            W Ameryce jest trochę inna kultura, dlatego na przykład Ameryka jest ojczyzną Drive-Inów, które niby ułatwiają życie. Ale w Europie większość ludzi woli jednak usiąść jak ludzie przy stole i zjeść posiłek w takich warunkach a nie na kolanach w aucie. Dlatego poza amerykańskimi sieciami praktycznie nikt czegoś takiego nie otwiera.

            Oczywiscie co kto lubi. I tu powinna się ta dyskusja skończyć.

            Natomiast sugerując, że nie mając młynków w zlewie okazujemy swoje zacofanie podpierasz tylko takie a nie inne zdanie o nadęciu Amerykanów (rodowitych i napływowych) które Cię tak drażni.

            W życiu nie potrzebowałem młynka w zlewie. Ale akurat podśmiewałem się z tego Twojego stwierdzenia o tym jacy jestesmy zacofani w rozmowie ze znajomymi i okazało się, że oni mają (jedyni których znam, żeby mieli). Mieszkają w nowym domu ok. 7 lat i już im popsuł się dwa razy. Musieli wzywać fachowca.

            Mi się tyle razy W ŻYCIU zlew zatkał w tym raz u rodziców, kiedy jeszcze mieliśmy poniemiecką kanalizację. Była zabawa ze spiralą, OK, ale trochę inne czasy to były.

            Drugi raz jak mi się zatkało to nasypałem kreta, błysnęło, huknęło, skończone dzieło.

            To jesli miałbym się opierać na porównaniu mojego doświadczenia ze zlewem i doświadczenia moich przyjaciół to dziękuję za takie ułatwienia.

            Suszarkę do ciuchów mam, owszem. Faktycznie przydatne, ale ubrania się niszczą, więc w sumie suszę w niej tylko skarpetki i slipki. Mam miniaturowe mieszkanko, więc ma to u mnie sens, bo mogę prać więcej na raz i potem akurat tyle powiesić ile mi się mieści, a drobiazgi wysuszyć maszynowo. Ale czy to jest takie ułatwienie? Trzeba wyjąć z pralki, posegregować na to co można suszyć, a co nie, włożyć, odczekać (łomotu to robi jak cholera) i potem wyjąć... Czy to jest takie łatwiejsze niż powiesić wszystko jak leci na analogowej suszarce i poczekać trochę dłużej? Też mnie to jakos nie przekonuje.

            A dodatkowo: taka suszarka kosztuje (akurat jest nie moja, mieszkam w wynajętym mieszkaniu i "white goods" są w standardzie). Do tego kosztuje prąd, do tego może się popsuć, do tego ubrania szybciej się niszczą... Ile zyskuję czasu na jednym praniu dzięki użytkowaniu owej suszarki? A ile czasu więcej muszę pracować żeby ją "utrzymać".

            Wydaje mi się, że nasza cywilizacja (i Ameryka chyba szybciej) wpada w tą pułapkę, taką spiralę. Ponieważ ciągle więcej pracujemy, ciągle wynajdujemy jakieś urządzenia, które nam oszczędzają czas, na które to urządzenia musimy więcej pracować, więc mamy mniej czasu... Itd.

            Niedawno miałem taki dylemat: chciałem wziąść sobie trochę dodatkowej pracy żeby kupić sobie laptopa. Stwierdziłem, że to bez sensu, bo laptop potrzebny mi był do pracy, chciałem pracować wiecej jak będę w trasie, ale doszedłem do wniosku, że jak będę musiał mniej pracowac, to będę mógł więcej czasu spędzać w domu, więc wszystko co będę musiał zrobić na komputerze zrobię w domu. I tak też jest.

            Oczywiście, obrastam w przedmioty, to prawda. Przyjechałem do Szkocji z plecakiem, dziś do Polski pewnie Sprintera bym potrzebował, i to nie krótkiego, żeby się zabrać. Ale jak tak popatrzę na to co mam, to poza komputerem, drukarką, garkami, meblami i takimi tam, nie mam własciwie nic, co jest mi niezbędnie potrzebne. Wszystkie bajery to "ekstrawagancje": dobry sprzęt muzyczny, parę instrumentów muzycznych, regał z książkami, kolekcja płyt... To są rzeczy które mi sprawiają przyjemność i na które z chęcią pracowałem. Sorry, ale młynek w zlewie, elektryczny otwieracz do konserw, obrotowy widelec do nawijania spaghetti (też na pewno życie ułatwia), super kosmiczna nawigacja, super duper smyrofon czy inny tablet to akurat nie są niezbędności na które chciałbym marnować czas zarabiając pieniądze. I to wcale nie o to chodzi, że nie lubię swojej pracy - bo lubię obie, obie mi sprawiają przyjemność. Tylko jakbym więcej pracował, to bym wolał wydać na coś fajniejszego niż młynek do mielenia tego, czego mi się nie chciało zgarnąć z talerza do kosza zanim go wstawiłem do zlewu...
            • marekatlanta71 Re: Napierdzielismy w rure 03.01.12, 20:58
              Wcale nie przypadkowo wybrałem te trzy rozwiązania. Bo czekałem na Twoją długą i mętną wypowiedź o tym dlaczego pewne rzeczy ułatwiające życie są cacy a inne są be. I doczekałem się :) Teksty o kulturze Amerykanów, cywilizacji itp. W sumie tego dokładnie oczekiwałem :) Choć w sumie to trochę się zawiodłem, bo miałem nadzieję że napiszesz jak to samochody są idiotycznym wynalazkiem i że znacznie lepiej by się dostarczało ładunki wozem napędzanym dwoma koniami (bo wozy z czteroma i więcej koniami to amerykański wynalazek i rozpusta a dwa konie wystarczą). Cóż, pewnie się powstrzymywałeś...

              A wracając do oryginalnego tematu - młynek w zlewie podobnie jak zmywarka i lodówka jest niezbędnym wyposażeniem kuchni. 1/3 to czytających pewnie się obruszy i powie że o ile lodówka tak, to zmywać można ręcznie. Następna 1/3 napisze że zmywarka jest niezbędna, ale młynek to bezsensowny wynalazek. A kilka osób pewnie nam opowie o tym jak suszy mięso i lodówka im jest zbędna. A za 10 lat przeczytacie to co napisaliście i będziecie myśleli - ale bzdury wypisywałem, bez zmywarki i młynka się nie da żyć...
              • edek40 Re: Napierdzielismy w rure 03.01.12, 22:08
                > A wracając do oryginalnego tematu - młynek w zlewie podobnie jak zmywarka i lod
                > ówka jest niezbędnym wyposażeniem kuchni. 1/3 to czytających pewnie się obruszy
                > i powie że o ile lodówka tak, to zmywać można ręcznie. Następna 1/3 napisze że
                > zmywarka jest niezbędna, ale młynek to bezsensowny wynalazek. A kilka osób pew
                > nie nam opowie o tym jak suszy mięso i lodówka im jest zbędna. A za 10 lat prze
                > czytacie to co napisaliście i będziecie myśleli - ale bzdury wypisywałem, bez z
                > mywarki i młynka się nie da żyć...

                Ales sie tego mlynka uczepil.

                To, co napisal Tomek ma sens. Rowniez jestem zdania, ze marketing kreuje potrzebe posiadania rzeczy, ktore teraz sa niezbedne, ale 2 miesiace temu jeszcze w ogole nie istnialy. Co wiecej, marketing polaczony w zadufaniem w sobie inzynierowstwa powoduje z jednej strony wzrost komfurtu, ale i calkowitej bezradnosci, jesli to, co nigdy nie mialo sie zepsuc padnie, w srodku nocy, w sniezycy i jest to glowny bezpiecznik elektryki, ktory z uwagi na zastosowanie nowatorskiego rozwiazania przepala sie bezpowrotnie na skutek unikalnej i nie przewidzianej awarii silniczka od masturbatora w siedzeniu Twojego auta.

                Pisalem o tym, jak moj nowy uzywany dodge podbil moje serce nie awaria polaczenia komp silnika z kompem skrzyni automatycznej tylko tym, jak inzynierostwo (to starej daty) rozwiazalo problem tej awarii. Otoz po wybraniu biegu skrzynia zalaczala tryb awaryjny owocujacy wlaczniem na stale 2 biegu. Dzis, w najnowszym, nalepszy, bezawaryjnym i drogim pojezdzie mialbym problem. Inzynierostwo bowiem, z uwagi na nieklopotanie edka detalami, zamontowaloby satelitarny nadajnik informujacy najblizszy serwis o awarii i wysylajacy lawete. Rzecz absolutnie niezbedna i szalenie wygodna. Dopoki system sie nie zepsuje, lub auto, jak moje amerykany, nie znajda sie poza zasiegiem jednego z 560 tysiecy serwisow na terenie USA...

                Wracajac do mlynka. Nie wroze im wielkiej popularnosci. Wynika to ze srednich metrazy. Zlew jest sporo wiekszy. W mieszkaniach, w ktorch kuchnia ma wymiar sredniej wielkosci aoartamentu w Europie nie ma sprawy. W Europie, szczegolnie tej biednej, ludziska czesto sie ciesza, ze maja jednokomorowy zlew...
                • tomek854 Re: Napierdzielismy w rure 03.01.12, 22:30
                  > To, co napisal Tomek ma sens. Rowniez jestem zdania, ze marketing kreuje potrze
                  > be posiadania rzeczy, ktore teraz sa niezbedne, ale 2 miesiace temu jeszcze w o
                  > gole nie istnialy. Co wiecej, marketing polaczony w zadufaniem w sobie inzynier
                  > owstwa powoduje z jednej strony wzrost komfurtu, ale i calkowitej bezradnosci,
                  > jesli to, co nigdy nie mialo sie zepsuc padnie, w srodku nocy, w sniezycy i jes
                  > t to glowny bezpiecznik elektryki, ktory z uwagi na zastosowanie nowatorskiego
                  > rozwiazania przepala sie bezpowrotnie na skutek unikalnej i nie przewidzianej a
                  > warii silniczka od masturbatora w siedzeniu Twojego auta.

                  Dokładnie. A do tego nie masz się kiedy masturbatorować tym masturbatorem, bo siedzisz na stołku w robocie żeby na te wszystkie urządzenia i ich obsługę zarobic.
              • tomek854 Re: Napierdzielismy w rure 03.01.12, 22:55
                > Wcale nie przypadkowo wybrałem te trzy rozwiązania. Bo czekałem na Twoją długą
                > i mętną wypowiedź o tym dlaczego pewne rzeczy ułatwiające życie są cacy a inne
                > są be. I doczekałem się :)

                I nie doczekałeś się. Tylko Ci się wydaje, że Ci się podłożyłem. Bo nie patrzysz na to, co ja piszę. Po prostu widzisz to co chcesz widzieć, bo fajnie Ci jest napawać się intelektualnym triumfem wspaniałego Amerykanina nad prowincjuszem z dzikiego kraju co to się po złej stronie jeździ z przedpotopową manualną skrzynia biegów. (to taki żart jest).

                Ja nigdzie nie napisałem, że niektóre rzeczy które ułatwiają życie są be. Ja napisałem tylko, że jeśli się spojrzy na sprawę nieco szerzej niż zaglądając w dziurkę odpływową w zlewie, to się może okazać, że w ogólnym rozrachunku owo urządzenie wcale zycia nie ułatwia.

                Jak chcesz "mniej mętnie" to proszę, masz po kolei:
                - Wspomaganie: już nawet nie ruszam kwestii wspomagania w dużych autach. Ale nawet w małych to jest także kwestia bezpieczeństwa (można jadąc bardzo powoli łatwo wykonać gwałtowny skręt) jak i higieny (jak pożyczałem mojej współlokatorce mojego dużego fiata, to po jego zaparkowaniu pod blokiem cała spocona była). Tu sprawa wydaje się być oczywista.

                - Suszarka: wyłożyłem Ci prosto, w jakich warunkach uważam ją za przydatną, wyjaśniając jednoczesnie dlaczego nie uważam jej za niezbędną.

                - Młynek w zlewie: jeśli wszystko co muszę zrobić nie mając młynka w zlewie, to dwoma ruchami zgarnąć resztki z talerza do kosza to uważam to urządzenie za kompletnie nieprzydatne.

                Charakterystyczne jest, że Ty sobie tu pierdu pierdu, ale do moich przykładów ułatwiaczy życia - jak np. elektrycznie napędzany obrotowy widelec do nawijania spaghetti (nie zaprzeczysz, że z pewnością łatwiej jest tak, niż ręcznie nawijac makaron na widelec analogowy) się nie odniosłeś. Bo prawda jest taka, że ja mam rację. Tak jak elektryczny widelec, tak i inne "ułatwiacze życia" które się nie przyjmą (co jest często zasługą tylko marketingowców) wylądują najpierw w programie z telezakupami a potem zostaną zapomniane.

                Choć w sumie to trochę się zawiodłem, bo miałe
                > m nadzieję że napiszesz jak to samochody są idiotycznym wynalazkiem i że znaczn
                > ie lepiej by się dostarczało ładunki wozem napędzanym dwoma koniami (bo wozy z
                > czteroma i więcej koniami to amerykański wynalazek i rozpusta a dwa konie wysta
                > rczą). Cóż, pewnie się powstrzymywałeś...

                Ja wiem, że Ty masz mnie za idiotę, ale muszę Cię rozczarować: nie jestem nim. Ale nie dziwi mnie, że tego po mnie oczekiwałeś - przysłowie mówi, że każdy mierzy swoją miarą...

                > A wracając do oryginalnego tematu - młynek w zlewie podobnie jak zmywarka i lod
                > ówka jest niezbędnym wyposażeniem kuchni. 1/3 to czytających pewnie się obruszy
                > i powie że o ile lodówka tak, to zmywać można ręcznie. Następna 1/3 napisze że
                > zmywarka jest niezbędna, ale młynek to bezsensowny wynalazek. A kilka osób pew
                > nie nam opowie o tym jak suszy mięso i lodówka im jest zbędna. A za 10 lat prze
                > czytacie to co napisaliście i będziecie myśleli - ale bzdury wypisywałem, bez z
                > mywarki i młynka się nie da żyć...

                A wiesz, tak się składa, że pamiętam takie rozmowy sprzed lat. Na przykład taką, jak współczesny człowiek może żyć bez magnetowidu VHS. Ja całe życie bez niego przeżyłem, i nie narzekam. Może widziałem mniej filmów, za to przeczytałem więcej książek. Czyli nie taki niezbędny. Dziś można kupić na pchlim targu, jak dobrze poszukasz.

                Co tam jeszcze za mojej kadencji takie niezbędne było, że miało stać się normą...
                - niebieskie światło gwałtownego hamowania (przydatność za mała aby ludziom się chciało to instalować)
                - żółte halogeny (technika poszła do przodu, dziś to przeżytek)
                - pięćiopalczaste buty trekkingowe/wspinaczkowe (za dużo zachodu z ich zakładaniem i czyszczeniem w porównaniu do rzekomych korzyści)
                - buty trekingowe połączone ze spodniami z gore-texu (ok, woda Ci się nie wlewa przez cholewy, za to jak wejdziesz do schroniska i zdejmiesz buty to zostajesz w majtkach)
                - zapachy do mieszkania wypuszczane elektrycznie przez czujnik ruchu (jak się ma czysto w mieszkaniu, to nie trzeba smrodu zagłuszać, wydawać fortuny na kartridże do tego itp)
                - samosprzątająca się kuweta dla kota (problemy z kotami które się jej boją używać + skomplikowane czyszczenie urządzenia + koszt zakupu przegrały z prostotą klasycznego rozwiązania)

                Inny przykład, dość niedawny: Segway. Pamiętasz ile było propagandy, że to zrewolucjonizuje miasta, to, jak się poruszamy, styl życia? I co? 10 lat minęło i dalej jest on zabawką dla fanów. Bo ludzie tak naprawdę tego nie potrzebują a marketingowcy polegli (albo zabawka była za droga i nawet Ci, ktorzy uważaliby to za przydatne uznali, że zyski z przydatności nie są warte kosztów zakupu i utrzymania).

                Są oczywiście rzeczy które nie są niezbędne, a mimo tego się przyjmują. Bo kosztują grosze i nie wymagają żadnego innego wkładu (np. zajmowania się tym). Dobrym przykładem jest gniazdo AUX w samochodach. W moim i wielu innych jest w standardzie. W niektórych ciężarówkach jako opcja kosztuje grosze i jeździłem wieloma które to miały. W Sprinterze wymyślili sobie taką cenę, ze chyba ktoś nieźle musiał na głowę uciąć. Jeździłem lekko licząc setką sprinterów w życiu i w ŻADNYM nie widziałem gniazda aux.

                A może ja jestem po prostu taki zacofany? Bo wiesz, mieszkam na trzecim piętrze w bloku z windą a chodzę piechotą po schodach. Bo w moim zacofanym europejskim widzeniu świata energia poświęcona na wejście po schodach nie jest warta czasu spędzonego na bezproduktywnymn oczekiwaniu na windę. Do tego chodzić po schodach jest zdrowiej, energooszczędniej i ciszej.

                Naprawdę, może Ci się to w głowie nie mieści, ale to, że ktoś coś wynalazł, to nie znaczy od razu, że KAŻDY kto nie chce być uznanym za zacofanego MUSI tego ZAWSZE używać.
                • tomek854 Re: Napierdzielismy w rure 03.01.12, 22:57
                  > - Młynek w zlewie: jeśli wszystko co muszę zrobić nie mając młynka w zlewie, to
                  > dwoma ruchami zgarnąć resztki z talerza do kosza to uważam to urządzenie za ko
                  > mpletnie nieprzydatne.

                  Wróć: nie nieprzydatne, a takie, zyski z posiadania którego nie są warte kosztów jego instalacji i utrzymania.
      • edek40 Re: Napierdzielismy w rure 02.01.12, 10:43
        > To w PL nie ma jeszcze mlynkow w zlewie?

        Rure niewatpliwie zapchaly gromadzace sie od lat osady z resztak, ktore pokonaly sitko na odplywie. Mynek, jesli by byl, powodowalby co najwyzej wieksza ilosc potencjalnie osadzajacych sie resztek w odcinku, ktory ma niewielki spadek na ponad 5 metrach.
      • bassooner Re: Napierdzielismy w rure 02.01.12, 13:33
        co do młynków to jakoś u nikogo nie widziałem... u nas z prostej przyczyny nie zdałby egzaminu - resztki jedzenia lądują na kompostowniku... ;-)))
    • mrzagi01 Re: Napierdzielismy w rure 02.01.12, 07:42
      > Chemia tez sobie nie dala rady.
      >
      Kolejną razą spróbój z fryzjerskim perhydrolem
      • edek40 Re: Napierdzielismy w rure 02.01.12, 10:44
        > Kolejną razą spróbój z fryzjerskim perhydrolem

        Mam przydomowa oczyszczalnie sciekow. Perhydrol zamordowalby niezbedna flore bakteryjna w osadniku.
        • pizza987 Re: Napierdzielismy w rure 02.01.12, 11:29
          edek40 napisał:


          > Mam przydomowa oczyszczalnie sciekow. Perhydrol zamordowalby niezbedna flore ba
          > kteryjna w osadniku.

          Już się nie chwal, a w ramach pokuty wyślij teściową żeby tę florę podokarmiała ;) A jeżeli i to nie podziała wskaż przeznaczone jej miejsce w pikapie i powiedz że pod dachem w przedniej połówce to jeździ tylko wyjątkowo i zawsze może się to zmienić jak nie będzie się stosować do próśb.... :D
          • edek40 Re: Napierdzielismy w rure 02.01.12, 14:06
            > Już się nie chwal, a w ramach pokuty wyślij teściową żeby tę florę podokarmiała ;)

            Malzonka nakazala mi kochac tesciawa jak ja sama. I wciaz zastanawiam sie co dokladnie miala na mysli...

            > ;) A jeżeli i to nie podziała wskaż przeznaczone jej miejsce w pikapie i powie
            > dz że pod dachem w przedniej połówce to jeździ tylko wyjątkowo i zawsze może si
            > ę to zmienić jak nie będzie się stosować do próśb.... :D

            Malzonka kupila sobie dodga, wiec argumenty mi sie skonczyly.

            Nawiasem mowiac szykuje sie juz do adaptacji gniewnika do potrzeb edka i jego malego synka. Urzadzimy sobie przytulne gniazdko syfu, telewizji, kielbasy smazonej i modelarstwa wszelkiej masci :))))
            • franek-b Re: Napierdzielismy w rure 02.01.12, 14:34
              Sąsiadki już wiedzą gdzie Cię szukać? ;-)
              • emes-nju Re: Napierdzielismy w rure 02.01.12, 16:59
                Edek zapewne wie gdzie szukac sasiadek :D
                • franek-b Re: Napierdzielismy w rure 03.01.12, 13:29
                  Nooo w to ja nie wątpię :-) ale od słów trzeba przejść do czynów, wtedy warto mieć gdzie ;-)
      • marekatlanta71 Re: Napierdzielismy w rure 03.01.12, 01:04
        Ja leje dymiacy siarkowy - nie ma szans zeby rury nie przetkal.
        • bassooner Re: Napierdzielismy w rure 03.01.12, 18:48
          dymiący siarkowy to nawet przetka rure z teściową w środku!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja