tomek854
17.03.12, 22:03
Wczoraj koleżanka poprosiła mnie żebym jej podstawił auto na przegląd. Wszystko było umówione w warsztacie. Zajechałem na 10 minut przed czasem, zaparkowałem za rogiem, poszedłem do biura. Wzięli kluczyki, powiedzieli, że zadzwonią za godzinę, max półtora. Poszedłem do domu.
Przez dwie godziny nikt nie zadzwonił, a że czas zamykania warsztatów się zbliżał poszedłem z powrotem. Na uliczce pod warsztatem byl straszny korek - spowodowany tym, że "moje" auto było zaparkowane "na drugiego" - stało na awaryjnych i postojowych. Awaryjne jakoś tak słabo pełgały.
Jak doszedłem to akurat szedł mechanik z boosterem żeby auto odpalić. Otóż paniusia z biura przestawiła auto zza rogu gdzie je zaparkowałem tam a potem o nim zapomniała. Dopiero jak się zrobil korek, bo się zaczęły godziny szczytu ktoś przyszedł do warsztatu i zaczął się pultać o to, że blokują drogę...
Odpalili auto, wsiadłem, żeby zjechać bo blokowałem drogę, ale mi zgasło przy ruszaniu. Poszedłem więc do biura, żeby mi odpalili jeszcze raz. Paniusia do mnie, że to wszytko moja wina bo zostawiłem auto za rogiem i ona musiała przestawiać a potem że jej padł system komputerowy i ze w ogóle jakbym się nie spóźnił to by nie było problemu. Powiedziałem, że fizycznie przegląd mogli zrobić bez systemu kompuyterowego, przypomniałem jej że byłem 10 minut przed czasem i że zaparkowałem tam, gdzie było miejsce. Ona mnie pouczyła, żebym się nie zgrywał cwaniaka, ale dobrodusznie powiedziała, żebym po prostu zostawił auto i przyszedł za godzinę jak zrobia przegląd. Powiedziałem, że nie mam już na to ochoty a ona powiedziała, że w takim razie auta mi nie odpalą.
Cóż... Wyszedłem z biura, wszedłem do warsztatu, wyhaczyłem pierwszego lepszego mechanika i poprosiłem, żeby mi odpalił auto, co zrobił bez żadnych problemów psioczac na szefostwo.
Pani z biura to zobaczyła i wyleciała ze swojej kanciapy coś na mnie wrzeszcząc że będę musiał zapłacić za usługę odpalenia auta i stracony przez nich czas, ale ja po prostu podziękowałem mechanikowi, wsiadłem w auto i odjechałem, po czym skonsultowałem się z chłopakiem koleżankI (ktorego jest to de facto auto, ale akurat gdzieś wyjechał, dlatego nie mógł się tym zająć) i umówiłem wizytę w warsztacie który znam i któremu ufam...
Ech... ;-)