Szkockie warsztaty...

17.03.12, 22:03
Wczoraj koleżanka poprosiła mnie żebym jej podstawił auto na przegląd. Wszystko było umówione w warsztacie. Zajechałem na 10 minut przed czasem, zaparkowałem za rogiem, poszedłem do biura. Wzięli kluczyki, powiedzieli, że zadzwonią za godzinę, max półtora. Poszedłem do domu.

Przez dwie godziny nikt nie zadzwonił, a że czas zamykania warsztatów się zbliżał poszedłem z powrotem. Na uliczce pod warsztatem byl straszny korek - spowodowany tym, że "moje" auto było zaparkowane "na drugiego" - stało na awaryjnych i postojowych. Awaryjne jakoś tak słabo pełgały.

Jak doszedłem to akurat szedł mechanik z boosterem żeby auto odpalić. Otóż paniusia z biura przestawiła auto zza rogu gdzie je zaparkowałem tam a potem o nim zapomniała. Dopiero jak się zrobil korek, bo się zaczęły godziny szczytu ktoś przyszedł do warsztatu i zaczął się pultać o to, że blokują drogę...

Odpalili auto, wsiadłem, żeby zjechać bo blokowałem drogę, ale mi zgasło przy ruszaniu. Poszedłem więc do biura, żeby mi odpalili jeszcze raz. Paniusia do mnie, że to wszytko moja wina bo zostawiłem auto za rogiem i ona musiała przestawiać a potem że jej padł system komputerowy i ze w ogóle jakbym się nie spóźnił to by nie było problemu. Powiedziałem, że fizycznie przegląd mogli zrobić bez systemu kompuyterowego, przypomniałem jej że byłem 10 minut przed czasem i że zaparkowałem tam, gdzie było miejsce. Ona mnie pouczyła, żebym się nie zgrywał cwaniaka, ale dobrodusznie powiedziała, żebym po prostu zostawił auto i przyszedł za godzinę jak zrobia przegląd. Powiedziałem, że nie mam już na to ochoty a ona powiedziała, że w takim razie auta mi nie odpalą.

Cóż... Wyszedłem z biura, wszedłem do warsztatu, wyhaczyłem pierwszego lepszego mechanika i poprosiłem, żeby mi odpalił auto, co zrobił bez żadnych problemów psioczac na szefostwo.

Pani z biura to zobaczyła i wyleciała ze swojej kanciapy coś na mnie wrzeszcząc że będę musiał zapłacić za usługę odpalenia auta i stracony przez nich czas, ale ja po prostu podziękowałem mechanikowi, wsiadłem w auto i odjechałem, po czym skonsultowałem się z chłopakiem koleżankI (ktorego jest to de facto auto, ale akurat gdzieś wyjechał, dlatego nie mógł się tym zająć) i umówiłem wizytę w warsztacie który znam i któremu ufam...

Ech... ;-)
    • wujaszek_joe Re: Szkockie warsztaty... 18.03.12, 01:42
      Kuźwa, ta twoja Szkocja to IIIRP dziesięć lat temu.
      • tomek854 Re: Szkockie warsztaty... 18.03.12, 03:28
        No, mają swoje momenty ;-)

        Z drugiej jednak strony:

        Gadałem z koleżanką ze studiów wczoraj wieczorem. Ona się własnie wyprowadziła od rodziców, bo ją wreszcie stać żeby wynająć sobie pokój, bo poza pracą w szkole dorwała jeszcze jakieś tam sekretarkowanie czy coś na pół etatu. Ciągle klęła jak jej kiepsko internet chodzi, połączenie się ciągle zrywało, choc gadalismy na tekstowym czacie skype.

        Ja tym czasem mieszkam sobie w ładnej kawalerce, filmy sobie oglądam streamowane w internecie, bo przy takim łączu jakie mam to mi się nie chce ściągać. Gadając z nią grzebałem sobie po facebooku i widzę, że jest moja wykładowczyni na necie i pisze do ludzi na facebooku, że jak ktoś ma jakieś pytania apropos eseju to żeby walić do niej jak w dym. Akurat zanim mnie koleżanka zagadała to szukałem czegoś, to postanowiłem do niej zagadać. Podała mi parę tytułów ktore mi się mogą przydać. Otwieram drugie okno przeglądarki, patrzę na stronie biblioteki - są. Spisałem sobie sygnatury i położenie w bibliotece, odczekałem chwilkę, bo wypiłem lampkę winka do kolacji, a pomimo tego, że jest tu 0.8 promila, to jednak to winko - wiadomo.

        Nieco po północy wsiadłem do mojego 2,5 rocznego autka które kupiłem nowe jak byłem na drugim roku studiów. Małego - takiego w sam raz dla pracującego dorywczo studenta, ale wciąż lepszego niż ma mój tato, wykładowca akademicki, albo np. kolega ciężko pracujący biznesmen. Dojechałem do autostrady świeżo wyasfaltowaną drogą (te główne to co drugi rok zdzierają cały asfalt i kładą nowy, w tym roku wcześnie skończyli), wskoczyłem na autostradę i w 12 minut byłem na uniwerku po drugiej stronie miasta. W bibliotece książki znalazłem bez trudu, choć jedna była na sąsiedniej półce niż powinna - cóż, czasem się to zdarza, wypożyczyłem sobie na samoobsługowym stanowisku, do auta, nawrotka i do domu.

        Po drodze mnie policja zatrzymała, że rutynowa kontrola drogowa (piątek wieczór, polują na pijanych kierowców). Spytali czy mam jakieś dokumenty - miałem tylko legitymację studencką. Poświecili latarką na twarz, sprawdzili road tax i pytają czy piłem. Mówię zgodnie z prawdą że lampkę wina do kolacji. "hm hm a skąd pan wraca?" "A z biblioteki na uczelni" - i pokazuję na książki na fotelu pasażera. "A, to miłej nauki, proszę jechać"

        Dojechałem do domu, a tu tymczasem koleżanka jeszcze mi wysłała e-maila apropos naszej konwersacji. Tam jeszcze pisze jak jej leci, że jej uno które odziedziczyła po dziadku jak byliśmy na drugim roku studiów (czyli jakieś 10 lat temu już) się jej kompletnie sypie i że się martwi, że nie będzie zdążała z jednej pracy do drugiej bez auta...

        A poza tym pyta mnie się, czy daję radę, czy nie mam jakichś problemów i czy nie chcę wracać do polski, bo u w Wielkiej Brytanii to kryzys i ciągle piszą w gazetach jakie problemy, bezrobocie i tak dalej, a w Polsce nie jest źle, że wszystko się rozwija bardzo szybko i tak dalej.

        W sumie jeszcze jej nie odpisałem, bo nie bardzo mam pomysł na to jak jej odpisać, że raczej się na razie nie wybieram.

        Więc wiesz, to nie jest do końca tak, że tu jest tak jak 10 lat temu w Polsce...
        • marekatlanta71 Re: Szkockie warsztaty... 18.03.12, 03:51
          Napisz jej że nie jest tak źle, bo co jakiś czas znajdzie się coś do jedzenia w śmietniku, pod mostem się świetnie śpi bo nawet nie wieje a raz w tygodniu pozwalają ci pozmywać naczynia i możesz się wtedy najeść do syta. W końcu taki obraz Polaka w Anglii jest pokazywany w wiodących gazetach w PL. Ja już przestałem tłumaczyć i od razu mówię że robię w azbeście a żona sprząta domy Amerykanów. Po co mówić jak jest jak i tak nie uwierzą bo wiedzą z gazet lepiej jak jest.
          • sven_b Re: Szkockie warsztaty... 18.03.12, 08:30
            He, he, nocne rozważania o życiu. Czasem tak jest, że lepiej olać niż edukować. Ludzie dla poparcia własnej sytuacji podeprą się największą bzdurą bądź uwieszą marginalnego argumentu. Bo tam kryzys, bo tu sztuczna kiełbasa. Z drugiej, co tu porównywać? Trzy kraje, z których jeden zarobił na wojnach, drugi na koloniach, a po trzecim wielokrotnie przegalopował Niemiec i Ruski. Kapitał ludzki i finansowy dopiero staje na nogi. Jest nerwowo, ale możliwości już wiele.

            Co do warsztatu, to chyba raczej problem transgraniczny - pani chyba miała te dni:)
          • tomek854 Re: Szkockie warsztaty... 18.03.12, 16:21
            Hehe, no tak, ale ja raczej myślałem o tym, jakby tu jej napisać żeby jej kompletnie nie dobić ;-)
Pełna wersja