dgr
16.06.12, 19:05
W czwartek wracałem z małego urlopu z małżowiną, podczas którego uczyliśmy się jeździć konno. Jadąc przebudowywaną obwodnicą Kielc ( w kierunku Warszawy ) byłem uczestnikiem wypadku. Należy dodać że najbardziej poszkodowanym.
Na prostym odcinku drogi, na którym jest ograniczenie prędkości do 70, zacząłem wyprzedzać Opla Omegę, który jechał około 30-40 km/h. Aby możliwie jak najszybciej zakończyć ten manewr, dodałem jeszcze gazu i miałem na liczku około 80-85 km/h, gdy wjechałem na przeciwległy pas. Będąc od Opla około 30 m, ten postanowił skręcić w lewą stronę ( był w tym miejscu tymczasowy wjazd na budowę ). Kierunkowskaz włączył praktycznie razem ze skrętem kierownicy. Zacząłem uciekać w lewo. W prawo nie miałem najmniejszych szans, gdyż padał deszcz i wykonując gwałtowny manewr, prawdopodobnie uderzyłbym w jego bok.
Przód jeszcze się zmieścił ( na szczęście ). Pierwszy kontakt był na wysokości drzwi pasażera, a dalej coraz gorzej ( tylne prawe nadkole zostało całkowicie rozwalone, a zderzak wyrwany ). W efekcie wpadłem w poślizg. Jedna kontra, druga kontra i zatrzymałem się na słupku kilometrowym. Poza rozwalonym samochodem nie odnieśliśmy na szczęście żadnych urazów, czy siniaków. Poza stresem oczywiście.
I teraz kilka dygresji :)
1. Mieliśmy dużo szczęścia :)
2. Tak się zastanawiam czyja była wina. Podczas rozmowy z kierowcą Opla doszliśmy do wniosku że trochę on zawinił, trochę ja i w opisie zdarzenia dla ubezpieczalni, przyjęliśmy winę po równo. Policji nie wzywaliśmy. Czy moglibyście napisać jakie macie zdanie na temat tego, czyja była wina ?
3. Załatwienie formalności ( assistance, ubezpieczenie, itp ). Wszystko zostało załatwione w tempie ekspresowym. Po dojechaniu lawetą do autoryzowanego serwisu, czekał już na mnie samochód zastępczy. Miła Pani poinformowała mnie, że firma ubezpieczeniowa przekazała im informację o szkodzie i wszelkie formalności biorą na siebie. Ja mam tylko dowiedzieć się za około 10 dni, czy samochód został już naprawiony :)