tomek854
18.06.12, 01:42
Otóź, jak niektórzy wiedzą, parę ładnych lat temu miałem wypadek samochodowy, po którym wciaż się ciągną za mną problemy z kręgosłupem.
Doktory różne mówią, że "lepiej nie będzie" a ja się zawziąłem. Chodzę regularnie na basen gdzie robię sobie ćwiczenia które robiłem kiedyś na basenie-gimnastyce korekcyjnej dziecięciem będąc. Wziąlem się za siebie i zrzuciłem trochę masy, którą od tego czasu nabrałem.
No i postanowiłem, że jestem gotów. I wybrałem się ze znajomymi w góry. Ale nie tam w jakieś góry, tylko na Ben Nevis (najwyższa w Wielkiej Brytanii, co prawda 1333 metry tylko czy coś, ale zaczna się z 0 npm (aczkolwiek myśmy trocę autem podjechali, wiec zaczynaliśmy z ok. 30 mnpm). Założenie było takie, że reszta bandy sobie idzie, a ja się gramolę w swoim tempie, a oni jak będą schodzić to mnie zgarną. No ale jak schodzili to byłem 10 minut od szczytu, więc wylazłem na samą górę.
Potem co prawda okazało się, ze o ile włażenie nie jest problem, to schodzenie w dół jest. Momentami tak mi napierdalało w krzyżu, że mi się ciemno w oczach robiło i gdyby nie takie kijki do nordic walking, to pewnie bym nie zlazł. Ale wlazłem i zlazłem. I powiem, że (jakkolwiek by to nie brzmiało, ale takie mam warunki jakie mam) był to dla mnie największy wyczyn w życiu. Czuję się jakbym maraton przebiegł albo coś...
Veni, vidi, bałwana ulepici:
:-)