Werner

20.06.12, 22:41
Ma miejsce I cz. mojego urlopu. Zaraz po zakwaterowaniu wciągnąłem sandał i urwałem się moim paniom. Uderzyłem w miasto obczaić podstawowe punkty odniesienia, czyli gdzie by tu można się napić. Odurzony świeżym ołowiem, miarowym krokiem podążałem w dół uliczki, za gwarem. Jako, że świat naprawdę jest kuźwa mały, za rogiem nadziałem się na koleżankę. 'O jasny gwint' i takie tam, od słowa do słowa ustawiliśmy się na wieczór.
Siedzimy z Solanż, przybywa koleżanka. Zrywa się babski szczebiot, ale kątem widzę, że ktoś jest do niej przyczepiony. Wyjeżdża ręka w serdecznym geście i słyszę - Werner. Elegancka koszula, pulower na ramionach i heban na twarzy sprawiły, że poczułem sie lekko niewyjściowy. 'So, Werner' rzucam więc filmowo, ale koleżanka szybko wtrąca 'Słuchaj, świetnie się dogadacie, bo Werner mówi trochę po polsku. Ćwiczcie!'. Dobrze, więc, popróbowałem pogadać i jak młodzież mawia, Werner nawet jarzył bryłę, ale szczebiot był tak inwazyjny, że zaprosiłem nowego kolegę na obczajkę bufetu. Tam, już bez zakłóceń, zaczęliśmy degustować ofertę, podpierając się ambitną konwersacją o poziomie pomarańczowych (zero punktów w grupie) bo Werner z kraju polderów właśnie pochodził. Kolega najwyraźniej nabywał znajomości naszego egzotycznego języka bezpośrednio od koleżanki, bo często używał zwrotów 'Ja tam poszłam' lub 'Ja nie rozumiałam'. W trakcie jak czas upływał z niepokojem zauważyłem, że Werner nie reaguje na alkohol. Przeszła mi nawet myśl, że może robi w poligrafii. Był jak 1HD-FT - pił wszystko. Jednak okazał się jednostką, która długo trzyma constans, by nagle zapikować w dół. I tu zrobiło się kolorowo. Podczas gdy panie osiągnęły czwarty zen w szczebiocie, Werner przeniknął do grupy tańczących, a że jego heban śyciągał, przylgnęły 4 lale. Wszyscy wołali 'Pucz jor hęds czugewa' czy jakoś tak, a zarazem wyzbył się koszuli, ujawnił bęben i serdecznym gestem zapraszał na scenę. Nie przyłączyłem się. Nie znam okolicy, nie robię obory. Siorpałem dłuższy czas ze szklanki gdy nowy kolega w końcu powrócił i oznajmił, że będziemy się teraz kąpać! Pozdrowił koszulą wstrzymany ruch i ruszył w dół przez plażę. Niestety padł w połowie dość dziwnie, bo niby biegł, ale pochylony do przodu i jednocześnie rozstrzygało się dłuższą chwilę czy wyprowadzi czy przyziemi. Niestety to drugie. Zipał jak morświn na słońcu i już nie wstał. Był gotowy. Ktoś zapytał czy go znam? Ano w zasadzie nie, ale spróbowałem podnieść. Taki ch*. Poszedłem po dziewczyny. Koleżanka stwierdziła, że z nim zostaje bo Werner waży 110 i tak się rozstaliśmy. Ze mną też nie do końca było cacy. Nad tapczan przyleciały helikoptery, ale odgoniłem. Wieczór dobiegł końca, więcej nie piję:)
    • dr.verte Re: Werner 20.06.12, 22:55
      powiedzmy ze przeczytalem , ale jaki werner? werner herzog , anita werner ? werner -
      chlodnictwo i klimatyzacja (myslimy chlodno dzialamy szybko) , nie znam innych wernerow
      • bassooner Re: Werner 20.06.12, 23:16
        nie wnikaj... to taka ot wakacyjna opowiastka. pozdro sven i walnij se bronka dla kurażu...
        • wujaszek_joe Re: Werner 20.06.12, 23:48
          pierwszy dzień i już nadarzyła się Wakacyjna Przygoda. Zdrowia!
          • franek-b Re: Werner 20.06.12, 23:59
            Nieźle nieźle... 110 kg Wernera obalić to jest coś ;-) miłego wypoczynu
            • lobuzek1 Re: Werner 21.06.12, 08:13
              Nawet koń kiedyś pada. Sven, szacun dla Ciebie, trzymaj tak dalej i wypoczywaj aż miło!
    • strongwaz Re: Werner 21.06.12, 09:36
      Anita Werner.... dziesięć lat temu...niezła rakieta... a i dziś wygląda nie od macochy...
      Co do chlania, kiedyś na baaardzo porządnym grillu zrobiłem taki podkład że przez całą noc tyle wychlałem, że wszystkich przepiłem (na końcu nawet Kubę - dużego mastiff'a - 85kg wagi). To było z piątku na sobotę. W poniedziałek rano, z całą pewnością nie nadawałem się do jazdy.....
    • edek40 Re: Werner 21.06.12, 11:24
      > niłem. Wieczór dobiegł końca, więcej nie piję:)

      Jeden moj znajomy, po wieczornych zmaganiach, nastepnego ranka oswiadczyl, ze wiecej nie pije. Wpadlem w panike i grzecznie dodalem, ze mniej, mam nadzieje, tez nie. Przystal na to i reszta wyjazdu przebiega w przyjacielskiej atmosferze.

      Coz, mlodosc ma swoje prawa...
    • emes-nju Re: Werner 21.06.12, 14:09
      Trzeba było Wernera wyprzedzić. W piciu. Nie miałbyś żadnych dylematów i kłopotów.

      Tylko ta cudna opowieść mogła by wtedy być krótsza :D
      • pizza987 Re: Werner 21.06.12, 15:18
        emes-nju napisał:

        > Trzeba było Wernera wyprzedzić. W piciu. Nie miałbyś żadnych dylematów i kłopot
        > ów.
        >
        > Tylko ta cudna opowieść mogła by wtedy być krótsza :D
        >

        Taaaa, tylko ze narratorem byłaby Solanżżżżż a biedny Sven w chwili przebudzenia miałby już esperal zainstalowany.... Ale opowiastka przednia, widzę że opuszczenie PL w czasie ełro daje ciekawy rozwój sytuacji.

        Poza tym opis zmagania z grawitacją znakomity, trzyma w napięciu ;)
    • truskava Re: Werner 21.06.12, 16:00
      sven_b napisał:

      > ... niby biegł, ale pochylony do przodu i jednocześnie rozstrzygało się dłuższą chwilę
      > czy wyprowadzi czy przyziemi. Niestety to drugie.

      Przy prędkości, jaką osiągał, gościu przyjął zbyt duży kąt natarcia i w końcu przeciągnął. To kardynalny błąd - musiał spaść.
    • sven_b Re: Werner 21.06.12, 22:21
      Wpadł wczoraj podziękować, że tak ładnie odstawiłem go do pokoju. No nie do końca, ale domyśliłem się, że to darmowe punkty od kumpeli. W podzięce przyniósł lokalny specjał z winogron, więc krzyknąłem tylko przez ramię, że idę na dwór z kolegą i zaczeliśmy rozbrajać nabój. Tu następuje długa lista rozważań o współczesnej sytuacji gopodarczo-politycznej, Grecji, geszeftach i marce Bremach. W sumie taki tam zieeew jeszcze na trzeźwo, ale zgadało się o imionach. Zapytałem jak to jest, bo chłopaki z Holandii to raczej Edwin, Ruben, Erik... Robiłem tam trochę przy cebuli to wiem, ale Werner zorientował mnie, że Werner się zdarza, chociaż jest już nieco eklektyczne. Zachował je gdy zaobserwował, że ciągle kręci panie. Ja, gdybym był Holendrem chciałbym się nazywać Huntelaar, ale coś pomerdałem, bo to podobno nazwisko. Zapytany o moje imię wyjaśniłem, że nie jest tak kosmopolityczne jak Adam, Robert i Jan, ale ma ugruntowaną pozycję w narodzie jeszcze z czasów armatnio-oblężniczych. Wypiliśmy za to toast i jak na prawdziwego Holendra przystało poczęstował tytoniem. A właściwie ziołem. Od tego momentu datuję zasadniczy urlopowy luz.
      • bassooner Re: Werner 21.06.12, 23:37
        oj przypaliłoby się... ponoć po trawce jestem bardzo śmiesznym gościem... to znaczy i tak jestem śmieszny, ale po trawce jeszcze bardziej... ;-)))
        • franek-b Re: Werner 22.06.12, 09:14
          he he, ja nie wiem jakim gościem jestem po trawce, ale porządna śmiechawka by mi się przydała :-)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja