rapid130
24.06.12, 23:06
(UWAGA! Filmiki do oglądania tylko dla miłośników motoryzacji o silnych nerwach).
W ramach amerykańskiego programu "Cash for clunkers" (C4C) silniki oddanych samochodów mordowało się w mało wyrafinowany, ale skuteczny sposób. Po spuszczeniu oleju aplikowało się im "cyjanek" do układu smarowania - w zasadzie miks posolonego błota - potem odpalało i czekało na nieuchronne zatarcie. Nawet idealny silnik "schodził" w ciągu góra kilku minut. Kolejne niestety, realizacja C4C w praktyce nierzadko odbywała się prymitywnymi metodami -> odkręcić kółka i zgnieść resztę.
Pominę milczeniem żenujący - zwłaszcza na naszym forum - fakt, że takie programy pochłonęły wiele rzadkich aut. A jeśli nawet popularniejszych, to nadzwyczaj często w pełni sprawnych i zadbanych, a tylko trudno sprzedawalnych. Że aż "mordercy" miewali wyrzuty sumienia.
Przyklejanie do takich programów łatki ekologicznej - złomujmy stare samochody i kupujmy nowe (ekologiczne!) żeby Matka Ziemia odetchnęła blablabla - budzi we mnie taki sam rodzaj cynicznego śmiechu jak pi***e marketingowców Castrola, że z powodu 2-3x wyższego ciśnienia w układach smarowania współczesnych aut dziś potrzeba mocniejszego oleju. Buhaha!
Owszem, stary samochód emituje więcej toksyn niż nowy, ale spaliny, to nie jedyne obciążenie dla środowiska związane z samochodem. Wyprodukowanie każdego samochodu - także tego nowego, ekologicznego - obciąża środowisko bardziej niż cała jego późniejsza, wieloletnia eksploatacja. Dlatego warto pamiętać, że wtórny obieg części zamiennych jest też formą recyklingu.
A prawdziwe powody C4C? Cóż, biznes jest biznes. Sentymentów nie ma. Kto kiedyś robił zbyt trwałe samochody przekonał się boleśnie, że klienci przychodzą zbyt rzadko po kolejny.
Niektórzy Amerykanie dostrzegli bezsens C4C (z punktu widzenia ekologii i... utraty miejsc pracy) Cash for Clunkers, gdy było już po wszystkim.
Dear petrol God, save us! Save us od takiego motoryzacyjnego holocaustu. :P