Odnośnie realnych kosztów igrzysk w Londynie

07.08.12, 20:23
Wiele aspektów wyceny gruntów i kosztów inwestycji znajdzie analogię w naszym Euro 2012. Warte podsunięcia tym, którzy wycenę naszego eventu postrzegają jedynie jako spisek, wał i sabotaż.


Igrzyska "żabim okiem"

Czytając to, co francuskie gazety piszą o igrzyskach olimpijskich w Londynie, trudno się oprzeć porównaniu do doktora Jekylla i Mr Hyde'a. Albo pisze się z sympatią i lekkim półuśmieszkiem, albo nie zostawia na imprezie suchej nitki, skrzętnie wytykając Wyspiarzom niedociągnięcia.

Po sympatycznej „stronie zwierciadła" znalazł się specjalnie wydany przez „Le Figaro" ilustrowany dodatek olimpijski poświęcony Londynowi, z którego można się dowiedzieć, gdzie dobrze zjeść, ubrać się i pobawić, jakie są modne adresy barów i restauracji, zajrzeć do skarbca królowej, do eleganckich sklepów z modą dla dżentelmenów, czy przeczytać o ekscentrycznych sportach Wyspiarzy. Inne gazety ze zgryźliwością podkreślają wpadki.

Nadmierne wydatki

6 lipca 2005 roku, gdy MKOl zdecydował się przyznać organizację igrzysk Londynowi, organizatorzy zapewniali, że koszt budowy i modernizacji olimpijskiej infrastruktury nie przekroczy 4,3 miliarda euro. Niedawno minister sportu Hugh Robertson stwierdził, że jeżeli budżet uda się zamknąć sumą 11,3 miliarda euro, to będzie ogromne osiągnięcie. Maski opadły już w 2008 roku, kiedy okazało się, że rachunki przekroczą 11 miliardów euro. Centrum pływackie, zamiast 95, kosztowało 308 milionów euro, czyli trzy razy więcej. Za tereny pod budowę zapłacono półtora raza więcej, niż planowano. Cena toru kolarskiego przerosła wyobraź- nię organizatorów – miał kosztować 28, a kosztuje 122 miliony euro. Stadion olimpijski, zamiast 357, kosztuje 632 miliony euro. Potwierdzają się słowa byłego przewodniczącego instytucji odpowiedzialnych za budowę infrastruktury Jacka Lemleya, który już w 2006 roku stwierdził, że przy sporządzaniu kosztorysu szacunkowe wyceny był zaniżane o kilkaset procent. Co gorsza „zapomniano" w obliczeniach uwzględnić 17-procentowego podatku VAT. Rok później Don Touhig, parlamentarzysta z Partii Pracy, uznał zarządzanie pieniędzmi przez komitet zajmujący się przygotowaniem igrzysk za „największą katastrofę finansową w historii". Londyn potwierdził słowa Dicka Pounda, byłego wiceprzewodniczącego MKOl-u,który stwierdził, że „dossier miast kandydujących do igrzysk olimpijskich to najlepsze książki science fiction". Tessa Jowell, była brytyjska minister sportu, stwierdziła, że zgłoszenie kandydatury Londynu miało miejsce w zupełnie innych warunkach ekonomicznych. Gdyby wtedy wiedziano to, co wiemy dzisiaj o kryzysie, to na pewno igrzyska nie odbywałyby się nad Tamizą.
    • sven_b c.d. 07.08.12, 20:23
      A miał być Paryż...

      Przegrana stolicy Francji z Londynem w walce o przyznanie organizowania igrzysk 2012 w owym czasie wywołała nad Sekwaną wiele kwaśnych min i gorzkich komentarzy, włącznie z zarzutami pod adresem Brytyjczyków, że stosowali nieuczciwe chwyty. Teraz patrzy się z leciutką satysfakcją, iż to Londyn znalazł się w takiej finansowej pułapce. Przypomina się słowa wiceprezesa Banku Anglii, Howarda Daviesa, który w 2009 r. w wywiadzie dla francuskiego tygodnika „Le Point" przyznał, iż lepiej by się stało, żeby to Paryż wygrał z Londynem. Wtedy porażka czterema głosami psuła Francuzom krew, teraz – jak uważa znający się na sporcie ekonomista Jean-François Bourg – to „był dar niebios".

      Od 2005 do 2012 roku sytuacja diametralnie się zmieniła. Kryzys osiągnął niebywałe rozmiary, co boleśnie odczuwa gospodarka francuska. Deficyt i zadłużenie rosną w lawinowym tempie. Inflacja przez te siedem lat przekroczyła 12 proc. Zgłaszając kandydaturę Paryża, francuscy organizatorzy zakładali wydatki wyższe o miliard euro od Londynu. Można się spodziewać, że koszty obniżono w podobny sposób jak w przypadku Londynu i rzeczywistość okazałaby się równie bolesna. W 1908 roku Londyn zorganizował igrzyska, ratując Rzym, który po zniszczeniu Neapolu przez Wezuwiusza musiał znaleźć pieniądze na odbudowę miasta. W 2012 roku Londyn ratuje... pogrążony w kryzysie Paryż, chociaż nad Sekwaną odezwały się głosy, że Francuzom lepiej by się udała organizacja, bo zabraliby się do roboty przed 2008 rokiem, kiedy to problemy gospodarcze zaczęły narastać. A Brytyjczycy się spóźnili i stąd ta „hipokryzja finansowa Wyspiarzy", jak to określił „Le Parisien".

      Pułapki – transporti karty kredytowe

      „Niezadowolenie podbija Londyn"– takim tytułem opatrzył „Le Parisien" wzmiankę o narastającej wśród mieszkańców stolicy niechęci wobec igrzysk spowodowanej korkami, które miały łączną długość 50 kilometrów. W Paryżu, w wakacyjny piątek, w samo południe, gdy Francja zasiada do stołu, korek miał 51 kilometrów długości, poza wakacjami korki dochodzą do 150 kilometrów, ale widocznie każdy jest do czegoś innego przyzwyczajony. Francuzów wybierających się na olimpijskie zawody media ostrzegają, że na tamtejszych obiektach z bankomatu można pobrać bez prowizji pieniądze tylko kartą Visa, oficjalnego sponsora imprezy, za inne trzeba płacić. O ile nad Sekwaną kręci się nosem nad architekturą wioski olimpijskiej, pisząc, że przypomina ona osiedle bloków komunalnych, o tyle z uznaniem mówi się o menu w olimpijskiej restauracji, w którym znalazły się dania z kuchni całego świata, oraz o 150 tysiącach prezerwatyw, co jest absolutnym rekordem w dziejach nowożytnych olimpiad.

      MAREK BRZEZIŃSKI "ANGORA" nr 31.05.08.2012
    • franek-b Re: Odnośnie realnych kosztów igrzysk w Londynie 08.08.12, 10:22
      > Maski opadły już w 2008 roku, kiedy okazało się, że
      > rachunki przekroczą 11 miliardów euro. Centrum pływackie, zamiast 95, kosztował
      > o 308 milionów euro, czyli trzy razy więcej. Za tereny pod budowę zapłacono pół
      > tora raza więcej, niż planowano. Cena toru kolarskiego przerosła wyobraź- nię o
      > rganizatorów – miał kosztować 28, a kosztuje 122 miliony euro. Stadion ol
      > impijski, zamiast 357, kosztuje 632 miliony euro. Potwierdzają się słowa byłego
      > przewodniczącego instytucji odpowiedzialnych za budowę infrastruktury Jacka Le
      > mleya, który już w 2006 roku stwierdził, że przy sporządzaniu kosztorysu szacun
      > kowe wyceny był zaniżane o kilkaset procent. Co gorsza „zapomniano" w obl
      > iczeniach uwzględnić 17-procentowego podatku VAT.

      Przecież nie od dziś wiadomo, że na publicznym robi się najlepszą kasę :-)
Pełna wersja