Eksperyment dziennikarski

17.08.12, 12:09
Parę dni temu oglądałem ciekawy eksperyment. Reporterzy niemieckiej TV podążali za transportem pewnego uszkodzonego auta. Pojazd trafił do podwrocławskiej miejscowości, skąd już tylko jako przód udał się 20km dalej. W nowym miejscu dało sie zaobserwować inne przody i tyły oraz elementy bliżej nieokreślone. Stamtąd samochód, znów jako cały, przetoczono 2 bramy dalej, gdzie zyskał osprzęt i interior. Tak wyposażonego wytoczono na plac, gdzie 4 doby stał z otwartymi drzwiami i pokrywami. Następnie udał się do jednego z wrocławskich komisów, gdzie zyskał tablicę z ceną, napisem 'okazja', a drzwi i klapy zamknięto. I najciekawsze. Reporterzy przedstawili ów pojazd (Passat 2004 o jedynym słusznym silniku) rzeczoznawcy z Dekry. Ten sprawdził nr. nadwozia, grubość lakieru, zbieżność i stwierdził, że auto jest ok, wskazując że warto wymienić świece, uszczelkę pod głowicą. przednie opony i usunąć drobne obtarcie zderzaka. Celem był wniosek, że nie tylko zwykły obywatel, ale i spec nie są w stanie rozpoznać zabiegów naszych magików na pojeździe. Ani jeden ani drugi nie spodziewają się tak zaawansowanego zabiegu na ograniźmie otwartym, którego efektem jest powstanie tzw. rodzyna. Spośród przygodnych oglądających kilka osób zapytano co sądzą o tym aucie. Większość odpowiadała, że samochód zainteresował ich bądź jest warty uwagi. W jednym przypadku oglądający miał wątpliwości. Był znajomym starszego małżeństwa - mechanikiem poproszonym o pomoc w oględzinach. Powodów nie podał. Następnie poszła seria zdjęć ze stłuczek z udziałem takich 'okazji'. Skutkiem kolizji zawsze była reakcja rozczepiania i rozsypanie się jadących po nawierzchni...
    • emes-nju Re: Eksperyment dziennikarski 17.08.12, 13:31
      Wszystko zależy od tego jak rzetelnie pospawane jest nadwozie. W końcu w fabryce też powstaje ono z kawałków :D

      A tak na serio. Oglądałem kiedyś wywiad z jakimś rzeczoznawcą, który stwierdził, że jeżeli zabieg łączenia odbywa się zgodnie z "dobrą praktyką", to może to być lepsza metoda naprawy niż łatanie auta po kawałku.

      Przypomniał mi się kumpel, który nie zginął, bo miał poważna kolizję :D

      Kupił on kiedyś (połowa lat 90.) w komisie przy dealerze marki "okazję". Było to Punto po lekkim uszkodzeniu prawego błotnika. Według serwisu (papiery) i komisu auto miało tylko wymieniony błotnik, który nie został polakierowany, bo właściciel postanowił kupić nowe auto, a stare sprzedać niepolakierowane, żeby pokazać, że była tylko lekka stłuczka.

      Oględziny i zaufanie, że dealer nie robi wałków sprawiły, że kumpel kupił auto. Parę tygodni później wjechał przodem w tył ostro hamującego Poloneza. Polonez doszedł mu aż do przedniej szyby. Były to czasy kiedy takie rzeczy się naprawiało. Punto trafiło do autoryzowanego warsztatu. A potem kolega zadzwonił do mnie, bo według jego relacji, chcieli go oszukać. Fachowcy z warsztatu polecili wymianę podłużnicy z mocowaniem amortyzatora i wszystkimi przyległymi bebechami. Pojechaliśmy obejrzeć auto. Oniemiałem... Okazało się, że auto z jakoby lekko trafionym prawym błotnikiem brało udział w poważnym dzwonie z lekkim cofnięciem słupka A (masce, drzwiom i lakierowi na słupku nic się nie stało), naderwaniem podłużnicy i całkowitym urwaniem górnego mocowania amorka, przesunięciem silnika itd. Masakra.

      Ale nie w masakrze był problem. Problem był w tym, że bebechy zostały byle jak powyciągane, posmarkane spawarką i, po nad wyraz starannym zamaskowaniu wszystkiego "mastyką", profesjonalnie tryśnięte lakierem. W środku. Na zewnątrz pozostał niepolakierowany błotnik mający pokazać, że uszkodzenie nadwozia było "kosmetyczne". Blacharz powiedział, że wszystko mogło rozpaść się na kawałki - cale przednie prawe zawieszenie mogło po prostu wybrać wolność... Według papierów tę "manianę" odwalił autoryzowany serwis...
    • wujaszek_joe Re: Eksperyment dziennikarski 17.08.12, 14:08
      ciekawe po jakiego grzyba mamy te wszystkie służby, skoro oszukiwanie na samochodach trwa już przynajmniej 20lat i jakoś nikogo to nie interesuje
      • emes-nju Re: Eksperyment dziennikarski 17.08.12, 14:20
        wujaszek_joe napisał:

        > ciekawe po jakiego grzyba mamy te wszystkie służby

        Bo służby, jak i cały system prawny w Polsce, skierowane są na obronę państwa przed obywatelem, a nie na ochronę obywatela przed kimkolwiek. Państwa nie za specjalnie interesuje, że obywatel jest robiony w chuja przez oszustów dopóki państwo ma z tego wpływy podatkowe :/

        Szczerze powiedziawszy do tego obrazoburczego wniosku doszedłem niedawno :D Wtedy, gdy nasza kochana waaadza zauważyła mało istotny problem kręcenia liczników i ktoś, jakiś nieodpowiedzialny, nieopierzony polityk, zaproponował uznanie kręcenia liczników za przestępstwo ścigane z urzędu, jak to ma miejsce np. w Niemczech. Okazało się jednak, że "sięnieda". Bo i po co? Jak samochody będą miały realne przebiegi, to z racji znaczącego spadku ich wartości, spadną wpływy do budżetu...

        Zgodnie z oficjalną wykładnią oszukani mogą przecież ścigać z powództwa cywilnego oszustów. TEORETYCZNIE, bo żeby wygrać proces cywilny, po zapłaceniu z góry "papudze", sądowi, ekspertom itd. trzeba udowodnić po pierwsze, że oszust wiedział o kręceniu licznika (a przecież, bidulek nie wiedział!), a po drugie, że zrobił to z zamiarem osiągnięcia korzyści majątkowych, a nie np. dlatego, że chciał poprawić samopoczucie nabywcy :/

        Polska to taka dziwna kraj na peryferiach Europy :(
Pełna wersja