tomek854
20.09.12, 17:53
Dwa tygodnie temu zajechałem z dostawą do nowego klienta. W centrum małego miasteczka, dostęp od podwórka, dosyć ciasny wjazd, ale spoko, wjechałem bez problemu, nawet zawróciłem dzięki temu, że dwa miejsca parkingowe były puste.
Dzisiaj do mnie dzwoni szef "ty dwa tygodnie tam dostarczałeś?" "Tak" "I którędy?" "A wjechałem na podworko i tylnymi drzwiami" "Acha dziękuję"
No i teraz mnie inni kierowcy nie lubią, bo tydzień temu jeden zajechał, stwierdził że się nie da wjechać, stanął na głównej ulicy i dostał mandat, bo tam jest zakaz. Dzisiaj był inny, łamał się piętnaście razy i nie udało mu się wjechać na podwórko, więc uderzyli do szefa, żeby nie brać tej roboty, "bo się nie da". A szef zadzwonił do mnie, popytał i mówi "jak to się nie da, Tomek wjechał". No i teraz mają na mnie focha :)