tomek854
31.07.04, 01:47
W Sosnoscu wsiadam do TIRa. Zdezelowanego DAF-a. W srodku szczyl jakis, w
moim wieku albo mlodszy. Zeluj-modeluj, kolczyk, wloski blond. Samochod jest
jego wlasny, wiec przeprasza mnie, ze taki syf i graciarnia, ale on o niego
nie dba, bo za miesiac go splaci i wtedy posadzi jakiegos frajera zeby na
niego jezdzi. Auto jedzie na olej opalowy, jest przeladowane i do tego stan
techniczny... Wiec co 3 km pytanie na CB o ITD, POLICJE i inne "przeszkody"
na drodze...
Wyjezdzamy na plytowki, mialem jechac jeszcze autostrada trochwe z nim ale
zaczyna opowiadac:
"Jade sobie ostatnio, lekko hamuje, a tu cos dziwnego z samochodem sie
dzieje: jakims cudem udalo mi sie zjechac na pobocze, bo lewe kolo w jedna a
prawe w druga - pekly drazki kierownicze czy costam. Dzwonie na serwis a oni
mowia: panie, to pana bedzie pare ladnych paczek kosztowalo. To ja im mowie:
niech spierdalaja! Wzialem lom, troche tam postukalem az wskoczylo, dla
pewnosci przywiazwalem jeszcze ten lom drutem do drazkow w tym zjebanym
miejscu i juz! Jest cool - juz 400 km tak jade i nic sie nie dzieje..."
W tym momencie jechalismy 80 po plytach Gliwice - A4, ciezarowka zamiast 18
ton miala 37 ton zelaza na pace... Popriosilem o wysadzenie pod Barem "u
dziewczyn"...