Prawo do ataku "koniecznego"?

15.09.04, 22:17
Ładny, pogodny letni dzień - droga sucha, słońce nie przeszkadza, bo wzdłuż
drogi sporo starych gęstych drzew.
Droga gładka, trochę kręta - przyjemna choć wąska - bez dodatkowego pobocza.
Na szybkościomierzu niecała setka - niezabudowany, ruch umiarkowany.
Silnik szumi, radio cicho gra - reszta rodziny drzemie.

Nagle przed zakrętem, zza którego wyjeżdża ciężarówka z naczepą, spotykasz na
swoim pasie reflektory poloneza, który wyprzedzając ciężarówkę, wyjechał zza
zakrętu wprost na Ciebie - do czołowego brakuje kilkudziesięciu metrów!

Hamowanie na nic - za blisko, zjechać nie ma gdzie ani On ani Ty.
Masz sekundę na podjęcie decyzji: zjechać w prawo na drzewo czy walić na czołowe?

W pierwszym przypadku giniesz Ty i Twoja rodzina a sprawca zmyka bezkarnie, w
drugim także giniecie, ale z Wami również sprawca tej sytuacji.

Co wybrać!!?

Kierowca ma obowiązek ZAWSZE unikać zderzenia, nie jest ważne, kto zawinił -
jeśli nie zrobi nic, to sam będzie współwinny.

Jest prawo do obrony koniecznej, czy jest prawo do ataku?
Ginąć niewinnie zostawiając bezkarnego sprawcę, czy pociągnąć drania za sobą w
przepaść?

Niezłe piekło fundujemy sobie na tych drogach, i to w imię jakichś
bezsensownych powodów...

A Wy co wybralibyście w ciągu tej sekundy?

Pozdrawiam,

Mejson
    • wo_bi Re: Prawo do ataku "koniecznego"? 16.09.04, 00:37
      mejson.e napisał:

      >
      > A Wy co wybralibyście w ciągu tej sekundy?


      W ciagu tej sekundy juz nie podejmuje sie decyzji. Czlowiek zaczyna reagowac
      mechanicznie. A jak "zadziala" jego organizm, to zalezy od charaktru tej osoby.
      Jego stazu za kierownica oraz predyspozycji do prowadzenia samochodu. Po prostu
      wlacza sie instynkt samozachowawczy. Podejrzewam, ze duza wiekszosc kierowcow
      probowalaby uciec, mimo drzew wzdluz drogi. Pozostala wcisnela by do oporu
      hamulec i czekala na zderzenie.

      Ja chyba probowalbym uciec. Ale to jest tylko przypuszczenie...

      Pozdrawiam
      Wobi :)
      • typson Re: Prawo do ataku "koniecznego"? 16.09.04, 01:38
        nie mam pojecia. Z reguly uciekam a nie hamuje. Ale jak by byly drzewa to
        raczej bym hamowal. Przezylem jedno czolowe to przezyje i drugie ;)

        Staram sie siedziec dalego od kierownicy, by mi nie porozwalala narzadow.
        Staram sie jezdzic duzymi samochodami. Mam zawsze zapiete pasy i sprawny
        pojazd. Gdy jade z rodzina uwazam 3 razy bardziej. Gdy sa takie zakrety, ze nic
        nie widac i nie ma gdzie uciec to mam noge nad hamulcem. Generalnie staram sie
        minimalizowac ryzyko
        • typson Re: Prawo do ataku "koniecznego"? 16.09.04, 01:40
          a co do prawa ataku. Mysle, ze nie mialbym skrupolow. Gdybym to ja wyprzedzal
          jak debil, to bym uciekal gdzie pieprz rosnie. Gdybym byl tak zaskoczony, to
          mam nadzieje, ze cieszylbym sie iz jezdze duzymi samochodami.

          Mozna myslec, co zrobia inni ale za innych myslec sie nie da (przynajmniej nie
          zawsze). Dlatego w pierwszej kolejnosci myslalbym o sobie.

          Co do polonezow - jak juz kiedys pisalem, kiepsko wychodza ze zderzenia
          czolowego.
          • tomek854 Re: Prawo do ataku "koniecznego"? 16.09.04, 12:30
            A moj kolega wyszedl bez szwanku (prawie - mial siniak na kolanie) ze zderzenia polonezem z toyota corolla. Zderzenie bylo tak czolowo/krawdziowe od jego strony ( 1/3 pasa ). Polonez sie zatrzymal na Corolli i obkrecil a silnik pojechal dalej :)))

            Kierowca corolli spedzil pare ladnych tygodni w szpitalu ale ni mial pasow.
    • sherlock_holmes Re: Prawo do ataku "koniecznego"? 16.09.04, 08:30
      Szczerze - nie wiem :( Obawiam sie, ze instynktownie jednak skrecilbym w prawo... Chociaz - jadac z rodzina instynkt dziala troche inaczej i pewnie przyjalbym uderzenie na moja strone samochodu.
      Oby nikt nigdy nie mial takiego dylematu na zywo...
    • mejson.e Prawo do obrony życia 16.09.04, 23:22
      Dziękuje za wszystkie wpisy na tak koszmarny temat!

      Ten sam temat zapodałem na "Auto-Moto" i tam zdarzały się wypowiedzi po chłodnej
      kalkulacji bardziej preferujące zderzenie z napastnikiem niż próbę ucieczki.
      Tutaj nie było żadnego takiego pomysłu.

      Wszyscy stwierdziliście, ze próbowalibyście do końca bronić się przed zderzeniem
      czołowym.

      Ja też nawet przez chwilę nie starałbym się zabić sprawcy, tylko walczyć o życie
      wszystkich.

      Jak by to wyszło pod presją paraliżującego strachu - nie wiem.
      I obym nigdy się nie dowiedział.

      Ale zastanwiałem się, co czułbym, gdyby ucierpiał ktoś z bliskich a sprawca
      bezkarnie poleciałby dalej, może przerażony rzuciłby "kurwę" ale nieliczyłbym na
      nawrócenie.
      Ani na pomoc, gdyby faktycznie coś się stało.
      Myślę, że jedyna pomoc nadeszłaby od kierowcy wyprzedzanej ciężarówki.

      Ciężko z takim obrazem wieźć rodzinę, bezgranicznie ufającą naszemu rozsądkowi i
      doświadczeniu...

      Pozdrawiam,

      Mejson
Inne wątki na temat:
Pełna wersja