do czego sluzy pobocze?

21.09.04, 09:04
pytam zupelnie powaznie o jakas definicje przeznaczenia pobocza. chodzi o
takie fajne szerokie asfaltowe pobocze odciete szeroka ciagla, badz
przerywana linia.
zauwazylem bowiem, przy okazji wakacyjnej podrozy poludnie-polnoc-i z
powrotem droga nr3, na terenie bylego gorzowskiego (bo tam jest troche takich
szerokich odcinkow) ze pobocze traktowane jest jako pas ruchu. Tzn. wiekszosc
kierowcow (zwlaszcza miejscowych) z defaulta prowadzi auto poboczem uznajac
jezdnie jako pas do wyprzedzania. Nie wiem co kto uwaza, ale dla mnie to jest
chore.
1. jadacy szybciej (wyprzedzajacy) zlewaja jadacych z naprzeciw (bo przeciez
powinni byc na poboczu) tym samym zmuszajac jadacych normalnie- jezdnia do
gwaltownych ucieczek w prawo
2. nitrudno wyobrazic sobie sytuacje kiedy na drodze jadacego poboczem auta
pojawia sie przeszkoda typu rowerzysta czy unieruchomiony samochod, a
tymczasem drugie auto wykonuje manewr wyprzedzania, i co wtedy? odbijamy w
lewo czy dajemy po heblach?
Czy nie mozna tak: wszyscy poruszamy sie jezdnia, jezeli ktos nas chce
wyprzedzic, zjezdzamy na ten czas na pobocze (jezeli warunki pozwalaja) i
zaraz wracamy na wlasciwy pas.
    • klemens1 Re: do czego sluzy pobocze? 21.09.04, 12:31
      mrzagi01 napisał:

      > pytam zupelnie powaznie o jakas definicje przeznaczenia pobocza. chodzi o
      > takie fajne szerokie asfaltowe pobocze odciete szeroka ciagla, badz
      > przerywana linia.

      8) "pobocze" - część drogi przyległą do jezdni, która może być przeznaczona do
      ruchu pieszych lub niektórych pojazdów, postoju pojazdów, jazdy wierzchem lub
      pędzenia zwierząt;


      > 1. jadacy szybciej (wyprzedzajacy) zlewaja jadacych z naprzeciw (bo przeciez
      > powinni byc na poboczu) tym samym zmuszajac jadacych normalnie- jezdnia do
      > gwaltownych ucieczek w prawo

      Nie jeździłem w tych miejscach, ale z reguły wyprzedzający zmusza jadących z
      naprzeciwka do odjechania od osi jezdni, rzadko muszą oni zjeżdżać na swoje
      pobocze.

      > 2. nitrudno wyobrazic sobie sytuacje kiedy na drodze jadacego poboczem auta
      > pojawia sie przeszkoda typu rowerzysta czy unieruchomiony samochod, a
      > tymczasem drugie auto wykonuje manewr wyprzedzania, i co wtedy? odbijamy w
      > lewo czy dajemy po heblach?

      Należy wtedy zawczasu zjechać na jezdnię.

      > Czy nie mozna tak: wszyscy poruszamy sie jezdnia, jezeli ktos nas chce
      > wyprzedzic, zjezdzamy na ten czas na pobocze (jezeli warunki pozwalaja) i
      > zaraz wracamy na wlasciwy pas.

      Można, ale jak pobocze jest puste a ruch duży, to po prostu wygodniej jest
      jechać cały czas poboczem - zakładając że w ogóle mamy zamiar na niego wjeżdżać
      żeby ułatwić innym wyprzedzanie.
      • typson Re: do czego sluzy pobocze? 21.09.04, 13:52
        > jazdy wierzchem lub
        > pędzenia zwierząt;

        ale czad (CO) ;)

        Znaczy, ze jesli jade na jakims super szybkim arabie i jest korek to nie moge
        wyprzedzac, bo nie moge opuscic pobocza?
        • klemens1 Re: do czego sluzy pobocze? 22.09.04, 12:53
          typson napisał:

          > > jazdy wierzchem lub
          > > pędzenia zwierząt;
          >
          > ale czad (CO) ;)
          >
          > Znaczy, ze jesli jade na jakims super szybkim arabie i jest korek to nie moge
          > wyprzedzac, bo nie moge opuscic pobocza?

          a jak korek się toczy z prędkością 0.5 km/h, to idąc poboczem możesz go
          wyprzedzać?
          • staruch5 Re: do czego sluzy pobocze? 22.09.04, 13:22
            autor watku chyba malo jezdzi.
            to jest nagminna praktyna na "4", szczegolnie miedzykrakowem a rzeszowem.
            czesc kierowcow ustepuje miejsca i zjezdza na pobocze, czesc tego nie chce
            zrobic,(co mnie ktos bedzie wyprzedal), ale rzeczywiscie sa tacy, ktorzy caly
            czas jada tym pobvoczem. z jednej strony znacznie poprawia to przepustowosc
            drogi i zwieksza predkosc srednia, ale pojawiaja sie niebezpieczne sytuacje
            naglego powrotu z pobocza.
            Zupelnie tragiczna jest taka jazda w nocy, w czasie opadow. Ale nigdy nie
            zauwazylem, zeby za to karano...

            Jest druga strona medalu. jedziesz sobie spokojnie swja polowa jezdni (nie
            poboczem) i ni stad ni z owad pojawia sie z przeciwka na wprost ciebie
            samochod. On wyprzedza jakas ciezarowke i uwaza, ze ty powinienes zjechac na
            swoje pobocze i jemu to umozliwic. to jest zupelna granda! Zgroza!

            Zdarzylo mi sie pary razy cos takeigo, ale w wersji ucywilizowanej:
            ten ktos lekko wyjezdza na srodek, mruga swiatlami, ja mu odmruguje i zjezdzam
            na pobocze, wtedy on wyprzedza, bo wie, ze ja to widze i sie zgadzam.
            No ale to sie zdarza niezwykle rzadko.
            • mrzagi01 Re: do czego sluzy pobocze? 22.09.04, 13:32
              staruch5 napisał:

              > autor watku chyba malo jezdzi.
              w moich stronach takich drog jest bardzo malo, wiec nie mam glupich nawykow.

              > to jest nagminna praktyna na "4", szczegolnie miedzykrakowem a rzeszowem.
              > czesc kierowcow ustepuje miejsca i zjezdza na pobocze, czesc tego nie chce
              > zrobic,(co mnie ktos bedzie wyprzedal), ale rzeczywiscie sa tacy, ktorzy caly
              > czas jada tym pobvoczem. z jednej strony znacznie poprawia to przepustowosc
              > drogi i zwieksza predkosc srednia, ale pojawiaja sie niebezpieczne sytuacje
              > naglego powrotu z pobocza.
              > Zupelnie tragiczna jest taka jazda w nocy, w czasie opadow. Ale nigdy nie
              > zauwazylem, zeby za to karano...
              >
              > Jest druga strona medalu. jedziesz sobie spokojnie swja polowa jezdni (nie
              > poboczem) i ni stad ni z owad pojawia sie z przeciwka na wprost ciebie
              > samochod. On wyprzedza jakas ciezarowke i uwaza, ze ty powinienes zjechac na
              > swoje pobocze i jemu to umozliwic. to jest zupelna granda! Zgroza!

              no wlasnie- zgroza- nieprawdaz?
              >
              > Zdarzylo mi sie pary razy cos takeigo, ale w wersji ucywilizowanej:
              > ten ktos lekko wyjezdza na srodek, mruga swiatlami, ja mu odmruguje i
              zjezdzam
              > na pobocze, wtedy on wyprzedza, bo wie, ze ja to widze i sie zgadzam.
              > No ale to sie zdarza niezwykle rzadko.
              - w ten sposob czemu by nie.
            • klemens1 Re: do czego sluzy pobocze? 22.09.04, 14:00
              > Zdarzylo mi sie pary razy cos takeigo, ale w wersji ucywilizowanej:
              > ten ktos lekko wyjezdza na srodek, mruga swiatlami, ja mu odmruguje i
              zjezdzam
              > na pobocze, wtedy on wyprzedza, bo wie, ze ja to widze i sie zgadzam.

              Nigdy nie widziałem czegoś takiego - zazwyczaj wyprzedzający włącza lewy
              kierunkowskaz i - jak jadący z naprzeciwka zjedzie trochę na pobocze - to
              wyprzedza.
            • sherlock_holmes Re: do czego sluzy pobocze? 23.09.04, 15:30
              staruch5 napisał:

              > autor watku chyba malo jezdzi.
              > to jest nagminna praktyna na "4", szczegolnie miedzykrakowem a rzeszowem.

              Miedzy Tarnowem, a Rzeszowem na wielu odcinakch nie ma pobocza, bo zrobili 3 pasy jezdni - dwa w jednym kierunku, jeden w drugim (i tam jest "polpobocze")
              Ostatnio zauwazylem "narodziny nowej swieckiej tradycji" - kierowcy po prostu wypadaja na przeciwny pas ruchu i masz do wyboru ucieknac na pobocze albo czolowke przy sumarycznej predkosci 200km/h (wiem, ze w rzeczywistosci nie jest to dokladnie tak, jak pisze, bo sie fizyka klania :) )

              > Zupelnie tragiczna jest taka jazda w nocy, w czasie opadow. Ale nigdy nie
              > zauwazylem, zeby za to karano...

              No wlasnie - a w przypadku, gdy cos stoi na poboczu i jadacy poboczem wyjedzie na jezdnie doprowadzajac do kolizji, on jest wylacznym sprawca wypadku - sam zjechal dobrowolnie i musi poniesc tego konsekwencje (inna sprawa gdy tir spycha auta na pobocze - ale nie wiem czy to jest do udowodnienia)

              >
              > Jest druga strona medalu. jedziesz sobie spokojnie swja polowa jezdni (nie
              > poboczem) i ni stad ni z owad pojawia sie z przeciwka na wprost ciebie
              > samochod. On wyprzedza jakas ciezarowke i uwaza, ze ty powinienes zjechac na
              > swoje pobocze i jemu to umozliwic. to jest zupelna granda! Zgroza!
              >

              No wlasnie - to jest to, o czym pisze wyzej

              Przeraza mnie glupota i bezmyslnosc ludzi - tych, ktorzy wyprzedzaja "na zywca" i tych, ktorzy zjezdzaja na bok gdy nie maja widocznosci. Sam zjezdzam - gdy ktos za mna jedzie kulturalnie (tzn. nie spycha mnie z drogi, nie wisi na zderzaku) - ale gdy mam widocznosc i wiem, ze nie bede musial uciekac z pobocza
              • tomek854 Fizyka sie klania 24.09.04, 03:15
                E tam, przy takich predkosciach efekt relatywistycznego dodawania predkosci jest tak znikomy, ze pomijalny. O ile dobrze pamietam to bedzie cos 0.000000004 km/h ( nie chce mi sie liczyc, liczcie sobie , kto ciekaw)
                • staruch5 Re: Fizyka sie klania 24.09.04, 09:02
                  sherlockowi chodzilo o to, ze jak 2 pojazdy jada na przeciw siebie po 100km/h,
                  to wcale skutki wypadku nie sa takie, jak by pojedynczy samochod uderzyl w
                  masywna sciane z predkoscia 200km/h, ale tez 100km/h.
                  Jemu chodzilo o ten nagminny blad - tak mysle...
                  • sherlock_holmes Re: Fizyka sie klania 24.09.04, 10:15
                    Brawo - dokladnie o to mi chodzilo. Choc zle sie wyrazilem - bo sumarycznie to wychodzi 200km/h, tyle ze ta predkosc rozklada sie na dwa samochody w stosunku proporcjonalnym do ich masy (w duzym uproszczeniu)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja